1656. Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Jezioro duchów-coś o zakochanych.
Nad jeziorem Gałduś ,które jest długie na ponad dziesięć kilometrów,szerokie tylko na półtora kilometra,natomiast jego głębokość sięga 55 metrów.Przed wieloma laty otaczała je olbrzymia puszcza,pełna zwierząt ;nad tym jeziorem mieszkały dwa zwaśnione rody.Nie zachowały się ich nazwiska,ale historia ,którą opiszę związała je na wieki.Zwaśnienie tych rodzin dotyczy czasów potopu szwedzkiego,jedna rodzina poparła Radziwiłła,druga zaś poparła stronę Sapiehy. W rok po śmierci Radziwiłła Tykocin poddano ,Szwedów przegnano,konflikt rodzinny nie wygasł. Na przełomie XVII-XVIII w jednym z tych rodów przeszła na świat córka ,w drugiej rodzinie urodził się syn.Dzieciaki dorastały ,po latach między młodymi zawiązała się przyjaźń ,powoli przerodziła się w miłość.Młodzi spotykali się nad brzegami jeziora.Wiedzieli ,że ich rodziny nie pozwolą sie im połączyć;dlatego pewnego jesiennego wieczora spotkali się nad jeziorem.On przyprowadził dwa wierzchowce,które miały ponieść młodych ku lepszej przyszłości.Tam jednak czekał ojciec i bracia dziewczyny,który to plan ucieczki zdradził pewien myśliwy,od kilku dni szpiegujący kochanków.Nie zdążyli dosiąść koni.Dziewczyna chociaż ,że nie potrafiła pływać ,szukała ratunku w wodach Gałdusia.On skoczył,by ją ratować.Padły strzały;po chwili oboje pogrążyli się w chłodnych wodach jeziora. Mimo ,że minęło wiele lat ich duchy ponoć wciąż można zobaczyć w październikowe noce.
Legenda mówi,iż młodzi zaznają spokoju dopiero wtedy ,gdy dwa litewskie rody wreszcie dojdą do porozumienia.

http://www.forum.suwalki.pl/
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Wspólnota Traktorsów
Działała od końca 1966 roku, w okolicach Białegostoku. Uważa się, że centrum wspólnoty była wieś Zawyki koło Suraża. Początkowo było to kilkanaście, a w okresie rozkwitu wspólnoty, kilkadziesiąt osób, jeżdżących traktorami, propagujących hasła wolności, otwarcia na świat. Była ruchem nieformalnym, nigdy nie powstały żadne dokumenty wspólnoty. Początkowo Traktorsi nawiązywali do idei amerykańskich hipisów, potem stworzyli własne zasady. Za swoje idee i sposób życia Traktorsi byli prześladowani przez milicję.Jeden z młodszych mieszkańców wsi Zawyki zapisał:
Pamiętam jak w latach 70 – tych grupy traktorsów jeździły po polach. U młodych wzbudzały podziw i zazdrość, u starszych strach i niechęć. Co roku latem w okolicach naszej wsi Zawyki traktorsi robili zloty. Byli wśród nich znani artyści i sportowcy. Były to czasy, kiedy największy problem stanowił brak sznurka zwanego „szpagatem” do snopowiązałek. Zdarzało się czasem, że traktorsi bezinteresownie tak od siebie zrobili podorywkę na czyimś polu. Te gesty nie łagodziły niechęci części mieszkańców okolicznych wsi. Ksiądz z ambony co niedziela przestrzegał, żeby trzymać się od nich z daleka.
I tak powoli traktorsi stali się części naszego krajobrazu, aż do chwili gdy dołączył do nich syn jednego z prominentnych działaczy partyjnych. Nie pamiętam jak się nazywał, ale wspomnienie o nim odżywa co jakiś czas, gdy pod sklepem zbierze się grupka podpitych rolników. Mieszkańcy nazwali go „Galanto”, bo jeździł czarnym traktorem. Właściwie to tylko pokrywę silnika i błotniki były pomalowane na czarny połysk, pozostałe elementy miał niklowane. „Galanto” codziennie miał na błotniku nową dziewczynę ze wsi. Na to zgorszenie nie mogły patrzeć kobiety z kółka różańcowego i koła gospodyń wiejskich. W obawie o wiejskie dziewczęta zaczęły rozpowiadać historię o czarnym traktorze, którego kierowca porywa młode dziewczęta i spuszcza z nich krew. To dziwne jak ta plotka szybko rozniosła się po okolicy i wkrótce dotarła do Białegostoku. Nie wiem, czy ze względu na nie pasujący do urbanistycznej wizji miasta, czy z chęci odcięcia się mieszkańców Białegostoku od wiejskich korzeni czarny traktor został zamieniony na czarną Wołgę.
Tradycyjne pozdrowienie.
Tymczasem zbliżał się koniec pierwszej epoki traktorsów. Do naszej wsi Czajką przyjechali czterej panowie w fioletowych garniturach z grempliny i rozpytywali się o traktorsów, szczególnie interesował ich „Galanto”. Tydzień później traktorsi znikneli tak szybko i tajemniczo jak się przed laty pojawili. Do dziś nie wiemy co się wtedy naprawdę stało. Jedni mówią, że wygrali w totolotka. Inni, że wyrośli z głupot lub porwało ich UFO. Prawdą jest to, że traktorsi z okolicznych wiosek jeszcze przed wykopkami wyjechali za granicę i nigdy nie powrócili. Nieliczni co pozostali, wybudowali domy, fermy kurze - słowem źle nie mają. Pytani o to skąd wzięli pieniądze na inwestycje i co się stało, że przestali być traktorsami nabierają „wody w usta” lub odpowiadają: „dawno było i minęło”.
Jedyny materialny dowód na to, że traktorsi istnieli - to ślady opon pozostawionych na odkrywkowych złożach wapna pod Surażem, sfotografowane przez amatora z Suraża i „Manifest Traktorsów” spisany odręcznie na pożółkłej kartce. Manifest ponoć był rozprowadzany potajemnie wśród mieszkańców wsi. Ponoć – bo nikt dziś nie potwierdza tych faktów. Manifest zachował się dzięki historycznej pasji kustosza muzeum w Surażu, który zbiera i przechowuje wszelkie dokumenty jakie trafią w jego ręce. Niestety prawdziwości dokumentu do tej pory nie udało się udowodnić. Część tekstu była nieczytelna na skutek zawilgocenia i destrukcyjnej działalności molówek, które zagnieździły się, w części archiwów muzeum, latem 1982 roku.
Jeśli Twój tata lub dziadek należeli do Traktorsów, napisz nam o tym. Chcemy odtworzyć Manifest Traktorsów.

http://209.85.129.132/search?q=cache:yL ... =firefox-a
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 01.12.2008

Legenda o duszach
Kiedy dobry Bóg Ojciec stworzył ludzi, to stworzył też pewną ilość dusz, żeby każdy mógł posiadać swoją duszę.. Tylko, że gdy ludzie przyszli przed oblicze Boże, zobaczył Stwórca że było o wiele więcej ludzi niż dusz.
Zamyślił się dobry Bóg, na swoim tronie złoconym pośród słońc i gwiazd, szukał lekarstwa na to zło. Ale, że był Bogiem szybko znalazł lekarstwo. Zawołał Michała Archanioła z lśniącym nowiutkim mieczem, a gdy Archanioł przyszedł ,Bóg wziął miecz i rozciął każdą duszę na dwoje i dał połowę duszy- kobiecie, a drugą mężczyźnie. Potem mężczyźni i kobiety rozproszyli się na wszystkie strony świata. Ale od tej chwili każdy mężczyzna szuka tej kobiety, która ma połowę jego duszy, a każda kobieta szuka duszy mężczyzny, który ma połowę jej duszy. Czasami się dusze odnajdują i wtedy szczęście jest wielkie . Ale także nieszczęście jest dla tych , którzy znaleźli tę druga połowę, ale przeszli dalej nie rozpoznając jej, albowiem oni pójdą samotni w dalsze smutne życie.
Kasterska MariaTł. Ks. Roman Soszyński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 02.12.2008

Łowcy Pereł
Młody człowieku, czego się błąkasz na wybrzeżu pustym i głuchym?
Pójdź z nami łowić perły! My powrócimy przed zmierzchem, i zasiądziemy w domach naszych ciepłych i spokojnych. Więc pójdź z nami łowić ryby!! Nasze towarzyszki wyjdą radośnie na nasze spotkanie i w swoje warkocze wplotą kwiaty żółte i białe. Więc pójdź z nami łowić perły!!!! Łowcy pójdźcie daleko i pójdźcie sami, poszukiwać jasnych pereł. Ja pozostanę na pustym wybrzeżu, gdzie nikt nie przychodzi a jeśli ludzie przychodzą, są podobni tylko do cieni. Łowcy kiedyś i ja znalazłem łowiąc jak i wy perłę przecudną, być może była to perła, być może, że był to zwykły kamień, po którym ślizgał się promień słońca. Tak na pewno był to tylko kamień. Więc go odrzuciłem z pogardą i zginął mi w falach morza. Jeszcze błyszczał przez chwilę, jak prawdziwa perła a tedy ja przestraszyłem się ogromnie. Bo zrozumiałem, że była to naprawdę perła i to jedna z najładniejszych i najkosztowniejszych. Zrozumiałem, że odrzuciłam całe bogactwo i szczęście mojego życia, Więc pozostałem tutaj. Bo jej szukam, szukam jej oczami, Ale ona nie wraca i któż mi powie czy była to perła prawdziwa czy też zwykły prosty kamień. Czy poznam tę prawdę kiedyś ! Łowcy idźcie daleko, idźcie sami i szukajcie tych jasnych pereł, bo ja pozostanę sam na pustym wybrzeżu.

Kasterska Maria
Tł. Ks. Roman Soszyński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 03.12.2008

Złoto
Onego czasu, w dniu stworzenia , Anioł ze swojej białej chmury a Diabeł z chmury czarnej zaczęli na Zemię rzucać dary. Diabeł pierwszy rzucił Dumę. Spojrzyj powiedział do Anioła i wtedy biały wysłannik Nieba świat zobaczył zdeprawowany przez pychę jednych i nienawiść innych.
Anioł niewinnie się uśmiechając rzucił na Ziemię Miłość. Diabeł zmarszczył brwi i rzucił ludziom miłość fizyczną.
Anioł tedy ujrzał tłumy biedaków, którymi zawładnęło kłamstwo i nieszczęścia
Zasmuciło się na ten widok oblicze Anioła. Pochylił się więc ze swojej chmury i rzucił ludziom Myśl Mądra.
Wtedy ku Niebu podniosły się spłakane oczy, znękane serca i ludzkie ręce i znowu na Ziemi zapanowała cisza, ład i spokój..
Radośnie teraz spojrzał Anioł na Ziemię i z tryumfem popatrując na czarnego syna piekieł. Ale ten szyderczo się uśmiechając rzucił na Ziemię coś drobnego, co w mroku zapadającego wieczoru błyszczało i lśniło ciekawie. Popatrz zawołał zwycięsko do Anioła. Były to pieniądze; złote, srebrne i wszelkie inne.
Wyciągnęły po nie swoje ręce tysiące ludzi. Stanęli oni obok siebie i ze sobą do walki bratobójczej. Patrz, patrz krzyczał do Anioła uszczęśliwiony Diabeł. Anioł w ponurym świetle pożarów widział twarze które w sobie nie miały nic ludzkiego. Rzucali się na siebie, dusili w zapamiętałym szale, wyrywali sobie kawałki złota. Wszystkich ogarnął ból i podłość.
Jasny Anioł zakrył skrzydłami swoje smutne oblicze i uleciał daleko…uleciał do Nieba

Kasterska Maria
Tł. Ks. Roman Soszyński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 11.12.2008

Bocian
Kiedyś jeszcze w czasie Jadźwingów żył na Podlasiu dobry człowiek, ciekawy wszystkiego i nie bojaźliwy. Pewnego dnia przywołał go do siebie Wielki Perun – Bóg Gromów i powiedział do niego. Masz tu dobry człowieku wór w którym umieściłem wszystkie plagi i nieszczęścia tego świata. Zanieś go aż nad Bug i rzuć go w fale, ale pamiętaj nie zaglądaj do niego.
Dobry Człowiek obiecał tak uczynić. Wziął wór na plecy i odszedł w dal niezmierzoną. Jednak zdrożony przebytą droga przysiadł na małej polanie w lesie, gdzie duchy tańczyły w świetle wschodzącego księżyca . Jeden z nich przemówił do dobrego człowieka, by ten wór który ma przy sobie otworzył, bo powinien przecież zobaczyć to, co dźwiga.
Dobry Człowiek pełen ciekawości pomyślał, że słowa diabła były mądre. Więc worek otworzył i wtedy, wtedy wszystkie plagi i nieszczęścia ze swojego więzienia, czyli z tego worka uciekły.
Nie wiedząc co czynić, człowiek szybko powrócił do Peruna i wszystko co się wydarzyło Mu opowiedział. Puściłeś w świat
nędzę i biedę powiedział! ,więc musisz być ukarany. Skazuję więc ciebie na wieczną ciszę i żal. Nie będziesz miał też ani własnego kraju ani własnego domu. I biorąc do reki kawałek węgla rzucił nim w dobrego człowieka.
Wtedy winowajca przemienił się nagle w bociana. Bocian od tej pory nic nie słyszy, nie ma kraju rodzinnego. Kiedy przybywa na Podlasie żałuje swego gniazda które zostawił w ciepłych krajach, a kiedy we wrześniu udaje się do tych ciepłych krajów to żałuje gniazda, które zostawił na Podlasiu. Z tego żalu i dziób i nogi mu czerwienieją.

Kasterska Maria
Tł. Ks. Roman Soszyński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 17.12.2008

O miłości młodego kameduły do córki rybaka, Wingryny
która mu uratowała życie, kiedy płynął łodzią przez wzburzone Wigry. Gdy jego łódź zaczęła tonąć, Wingryna wypłynęła mu na przeciw w ojcowskiej łodzi. Od tej chwili zakonnik częściej myślał o pięknej dziewczynie niż o zbawieniu duszy. Również Wingryna nie mogła zapomnieć młodzieńca. Często podpływała łodzią w miejsce, gdzie Czarna Hańcza wypływa z Wigier i patrzyła na klasztorne mury. Stał tam ukochany, śląc ku niej tęskne spojrzenia. Wypatrzyli te niewinne spotkania starsi zakonnicy i donieśli o nich przeorowi. Ten wpadł w wielki gniew. Nakazał młodego zakonnika zamknąć w kościelnej wieży. Tam, bez widoku na jezioro i bez możności widywania Wingryny, usychał z tęsknoty, aż pewnej jesiennej nocy oddał duszę Bogu. Ulatująca dusza potrąciła dzwon. Usłyszała jego ton dziewczyna i domyśliła się nieszczęścia. Wnet i ona umarła z rozpaczy. Kiedy umarł kameduła - tak opowiadali pasterze, którzy widzieli to zjawisko - wzburzyła się woda w jeziorze i buchnęła w górę wysoką fontanną. A kiedy opadła, ujrzeli wyspę, której w tym miejscu nigdy nie było. To samo stało się po śmierci Wingryny. 0bok pierwszej, wyłoniła się z wody druga wysepka. Na obu wnet wyrosły smukłe brzozy, stąd też obie wyspy nazwano Brzozowymi. Ci, którzy znają historię kochanków, nazywają je Wyspami Wingryny. W księżycowe sierpniowe noce, kiedy gwiazdy szczególnie silnie świecą - niesie się po jeziornych toniach tęskne wołanie kochanków. Wnet też wynurzają się oni z wody, wychodzą na brzeg wysepek i wyciągają ramiona. Wtedy obie wyspy podpływają do siebie jak łodzie, a młodzi biegną ku sobie. I już, już, kiedy mają objąć się w czułym uścisku, rozdziela ich przekleństwo przeora. Wtedy zrywa się gwałtowny wicher i oddala wysepki. Mrok rozświetla błyskawica, grom przetacza przez puszczę, a młodzi znikają we wzburzonych falach. Legenda powiada, że dziać się tak będzie dopóty, dopóki nad Wigrami nie zjawi się chłopiec i dziewczyna, których miłość będzie silniejsza aniżeli uczucie Wingryny i kameduły. Nie wiadomo, co się wówczas stanie z wyspami. Może połączą się w jedną, a Wingryna i jej ukochany uwolnią się raz na zawsze od przekleństwa przeora.

http://209.85.135.132/search?q=cache:f2 ... =firefox-a
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 17.12.2008

Legenda związana z kamedulskim klasztorem wigierskim
W klasztorze mieszkał zakonnik o imieniu Barnaba. Pewnego razu Barnaba otrzymał od przeora zakonu polecenie przyrządzenia egzotycznej ryby o nazwie sieja, którą łowiono jedynie we Włoszech. Skąd więc ją wziąć nad Wigrami? A ponieważ Barnaba bał się przeora bardziej niż samego diabła, więc przyrzekł swą duszę władcy piekieł, byleby dostać ową sieję. Diabeł zobowiązał się dostarczyć rybę zanim klasztorny dzwon zacznie bić na jutrznię. Gdy już zaczęło świtać, usłyszał Barnaba jakiś dziwny świst od strony Bryzgla. Zrozumiał, że to diabeł wraca z rybą. Wystraszył się braciszek, ale wnet sobie coś przypomniał. Pobiegł w te pędy do dzwonnicy i rozkołysał klasztorny dzwon. Diabeł zrozumiał, że zakład o duszę zakonnika przegrał, nie zdążył do dzwonu na jutrznię. Z całej siły cisnął sieję do jeziora i odleciał. Od tej pory żyje w Wigrach sieja o niezwykłym smaku. Jedynie po bokach ma szramy - do ślad po diablich pazurach. .

http://209.85.135.132/search?q=cache:f2 ... =firefox-a
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 19.12.2008

Na początku był lin
Piękne było słońce, może majowe albo lipcowe. Okolice naszego grodu, który jeszcze nie miał nazwy, tonęły w zieleni. Czysta i bystra Bystrzyca wartko szemrała wśród wzgórz. - Hej, rybacy, co to za gród? - zapytał książę, który wraz ze swą drużyną zatrzymał konie nad rzeką. Zeskoczył z siodła, rzucił giermkowi lejce i podszedł do ludzi stojących przy łodziach. Tamci zamarli ze zdziwienia, bo niezbyt często możni panowie zatrzymywali swe konie nad Bystrzycą.
- Nie wiemy panie - wydukał najodważniejszy. - A, to i wy też w podróży? - zainteresował się książę. - Nie, panie, mieszkamy w grodzie, ale on nie ma nazwy - wyjaśnili rybacy, podziwiając bogaty strój gości i bogate końskie uprzęże.

Na to książę postanowił, że owo miejsce nad Bystrzycą będzie się nazywało tak, jak ryba wyłowiona z rzeki. Kazał zarzucić sieci. Rycerze stali na brzegu i patrzyli. Gdy wyciągnięto niewód, były w nim dwie ryby - szczupak i lin. I rzekł książę, ucinając spór, który natychmiast wybuchł na brzegu:
szczupak jest wilkiem rzecznym, nie chcę, aby mieszkańcy tej osady tacy byli, lin zaś to ryba łagodna, więc wybierając z dwojga... zaraz, zaraz szczupak lub lin... niech ten wasz gród lub-linem się zwie.
I zadowolony książę wyjechał z Lublina. http://www.lublin.eu/_Na_poczatku_byl_lin_-1-133.html
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 19.12.2008

Herb Lublina z Koziołkiem
Na przełomie XIII i XIV wieku lubelscy mieszczanie zabiegali o prawa miejskie. Jednak nijak nie mogli dostać się do panującego wówczas księcia Władysława Łokietka zajętego tłumieniem buntu mieszczan krakowskich i sandomierskich. W końcu nadarzyła się okazja, bo książę szukał stronników i do Krakowa pojechała kilkuosobowa delegacja posłów.
Łokietek przyjął ich bardzo życzliwie, wysłuchał opowieści o mieście, dowiedział się jak to podczas najazdu Tatarów ocalała koza, która wyżywiła w wąwozie wiele dziatek i przyrzekł posłom przywilej lokacyjny. Pozostało jedynie nadać herb nowemu miastu. I tu książę wraz z posłem dominikaninem uradzili, że w herbie powinna znaleźć się koza na pamiątkę tatarskiego najazdu oraz winnica. Herb miał zaprojektować i namalować krakowski herbator Mikołaj. Ale herbator pijaczyna gdzieś zaginął i lubelscy wysłannicy dotarłszy w końcu do jego domu po odbiór dzieła dostali jakieś zapakowane malowidło. Gdy je w drodze rozpakowali, przerazili się, że sprowadzą hańbę na miasto - ujrzeli bowiem starego długowłosego capa obżerającego się winogronami. Nie mieli racji, mieszczanie tak cieszyli się z nadania praw miejskich, że na herb nie zwrócili w ogóle uwagi. http://www.lublin.eu/_Na_poczatku_byl_lin_-1-133.html
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Opowiadania