1656. Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Duch Bieluch
jest duchem białego niedźwiedzia, który jeszcze w czasach przedchrześcijańskich mieszkał w kredowej jaskini na Chełmskiej Górze pod trzema wielkimi dębami. Niedźwiedź był postrachem okolicy i kiedy wybrał się pewnego dnia na łowy, ludzie u wejścia do jego pieczary zbudowali chram i zapalili wieczny znicz. Niedźwiedź wrócił i porażony blaskiem świętego ognia zapadł się w kredowych podziemiach. Od tej pory nad bezpieczeństwem cudownego znicza czuwał biały niedźwiedź. Z podziemnych grot wychodził tylko wtedy gdy ziemi chełmskiej groziło nieszczęście. Pewnego razu najeźdźcy spalili gród i chcieli zdobyć chram ze świętym ogniem. Gdy obrońcy ulegli już przewadze wroga pojawił się biały niedźwiedź i rozgromił napastników. Zmęczony walką stanął na chwilę pomiędzy trzema pniami drzew. Od tego czasu biały niedźwiedź pomiędzy pniami trzech dębów stał się godłem Chełma. Legenda głosi dalej, że władca podziemnego świata, duch białego niedźwiedzia Bieluch strzeże również skarbów ukrytych w podziemiach.
http://209.85.129.132/search?q=cache:sg ... =168&gl=pl
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Boćki
Przed wielu laty pewien mieszkaniec Podlasia miał sen, sen był przyjemny ,śniło mu się uśmiechnięte , radosne dziecko w złotej kołysce ,które patrzyło mu prosto w oczy. Pod koniec marca ,gdy świat budził się z zimowego snu ,na słomiany dach jego ubogiej chaty przyleciał pierwszy bocian. U Macieja Skiby nadszedł trudny okres ,zapasy jedzenia były wyczerpane a rozpoczęty przednówek nie pozwalał na gromadzenie i zdobywanie nowej żywności. Wobec tego ,rodzina żywiła się zacierkami na chudym mleku, kapuśniakiem i ziemniakami. Tej samej wiosny los obdarzył Macieja potomkiem, zdrowym i dorodnym synem. Cieszył się ,bo była to pociecha i nadzieja na przyszłość. Zgodnie z tradycją na chrzcie nadano mu imię po ojcu. Po dwunastu latach ,nad okolicę nadciągnęło morowe powietrze. W krótkim czasie chłopiec stracił rodzeństwo i rodziców, okolica się wyludniła. Maciej ruszył w świat, był przerażony. Pierwszy raz zobaczył inny świat aniżeli ten w którym do tej pory żył. Doszedł do miasta ,ale ludzie wydali mu się obcy ,a ponieważ nie miał żadnego fachu ,to i pracy nie znalazł. Ruszył w drogę prowadzącą do ojcowskiego domu. Zmęczony wędrówką ,usnął w swojej opuszczonej chacie, rano obudziło go wschodzące słońce i klekot bocianiej rodziny. Wyczerpany swoją wędrówką wstał z trudem ze swego siennika. Na gumnie zobaczył bezradne ,wystraszone pisklę i stojącego przy nim dużego bociana. Maciej wszedł na drabinę i włożył pisklę do gniazda ,wzdychając przy tym nad swoją dolą. Pomyślał sobie ,że świat jest taki piękny ,ludzie szczęśliwi tylko on nie potrafi znaleźć sobie miejsca na tej ziemi. Nie myśl o śmierci ,jeszcze dużo dobrego przed Tobą- Maciej przestraszył się ,że bociek gada. Nie bój się, od lat z ludźmi żyjemy, że każdy głupi nauczyłby się waszej mowy, a my nie głupcy, po całym świecie latamy, bez mapy, bez busoli. -Maciej rozżalony powiedział, że z nim już koniec, od kilu dni nic porządnego nie jadł, więc jak bociek chce coś powiedzieć ,to niech mówi i zostawi go w spokoju by mógł spokojnie umrzeć. Ty mi pomogłeś i ja Tobie pomogę. Nie trać nadziei.-bociek wskazał Maciejowi duży kamień i kazał tam kopać i obiecał , że zdobędzie wielkie bogactwo. Maciej wziął łopatę i zaczął kopać w miejscu ,które wskazał mu bocian. Faktycznie -wykopał skrzynię pełną złotych ,srebrnych i miedzianych monet. Z części tych monet , kupił najpotrzebniejsze przedmioty także,konia ,kilka krów i ostrożnie sięgał do znalezionego kuferka. Na jesieni pobudował sobie dom, o swoją ziemię dbał, więc plony miał dobre. Po pewnym czasie do wsi przybyli nowi gospodarze. Po kilku latach ożenił się z piękną dziewczyną i żyli szczęśliwie ,aż do starości. Wioska, którą stworzył jakby od nowa, istnieje na Podlasiu po dzień dzisiejszy i nazywa się Boćki .Legendy Podlasia
http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Jak Ali Popławski z upiorami się barował
Mało jest Tatarów na naszych kresach, kilka rodzin w Kruszynianach, Bohonikach, S okółce i trochę więcej w Białymstoku. Przed laty żyło kilka tysięcy .Osadnictwo tatarskie na Kresach Wschodnich rozpoczęła sie po szwedzkim potopie,po którym Polska wdała się w długą wyniszczającą wojnę z Turcją. Królewski skarbiec świecił pustkami, wojskom nie wypłacano żołdu Większość wojsk tatarskich przeszła na stronę Turków. Bunt Lipków doprowadził do wielu spustoszeń na zach. Ukrainie. Punktem zwrotnym okazało się zdobycie przez Jana III Sobieskiego miejscowości Bar. W drugiej połowie XVII w król ogłosił amnestię dla muzułmanów, którzy zechcieli wrócić na służbę do polskiej armii. Jednak mijały lata ,a Skarbiec Rzeczpospolitej nadal był pusty i wtedy to wsie Kruszyniany, Łużany Nietupa, Bohoniki, Drahle, Malewicze, Popławce i wiele innych przeszło na własność polskich Tatarów -jako zaległy żołd. Ali otrzymał jeden z folwarków.Był to oficer slynący z odwagi, odznaczał się siłą fizyczną i nie mniejszym uporem. Dzięki swej pracowitości jego majątek stawał się coraz większy. Po kilku latach ożenił się z ubogą szlachcianką z rodu Popławskich. Żona Julia dała mu nazwisko oraz trzech synów...Niedaleko majątku Popławskich mieszkał Zbyszko ,którego ród otrzymał przywileje jeszcze za czasów Bolesława Chrobrego. Zbyszko zazdrośnie spoglądał na bogacącego się sąsiada. Wieczorami spotykali się w karczmie i po wypiciu kilku kielchów odgrażał się Alemu. Pewnej jesieni po takim pobycie w karczmie ,wracając do domu - zmarł na rozstajach dróg, niedaleko swej podpartej kołkiem chaty. Pochowano Zbyszka w rodzinnym grobie pod Sokółką Po tym wydarzeniu Alego zaczął prześladować pech. Konie rżały po nocach, najsilniejszy parobek zmarł a jego śladem poszło trzech dobrych kmieci Dopatrywano się w tych wydarzeniach złej mocy -mówiono ,że po wiosce grasuje upiór. Ludzie bali się po zmierzchu wychodzić z domów. Dalsze wydarzenia potwierdzały przypuszczenia ludności -w ciągu zimy zmarło kilkanaście osób [mężczyzn, kobiet i dzieci]Nikt nie mógł wyjaśnić przyczyny ich zgonów. Na wiosnę zakwitły kwiaty, łąki się pozieleniły, wierzby ukazały pierwsze kotki mimo to, wioska nadal traciła kolejnych mieszkańców, jedynie rodzina Alego jeszcze nie ucierpiała. Na początku kwietnia do wsi zawitał kanonik krakowski Maciej Olkusz. Gościny uzyczył mu Ali Popławski, opowiedział mu o trapiących ich nieszczęściach. Kanonik polecił im odkopać zwłoki ,uciąć głowy i umieścić je w nogach trumny .[posądzano, że wampir grasuje po okolicy] Rano rodzina Popławskich uzbrojona w kindżały i karabele ;żona zaś zaopatrzona w krzyż i wianek czosnku wyruszyła w kierunku Sokólki. Po drodze spotkała ich przykra przygoda-oś drewnainego koła od wozu pękła i musieli zatrzymać się u kowala w Kundzinie; z tego powodu na cmentarz w Sokółce dotarli dopiero po zmroku, gdy upiory nabierały sił. Nie wiadomo ,która broń była najskuteczniejsza, fakt ,że pamięć o bitwie z upiorami na sokólskim cmentarzu do dziś dnia jednak zachowała się w ludowej gawędzie. Zbyszka odkopano i co nie było zaskoczeniem -po kilkumiesięcznym złożeniu w ziemi ,zwłoki były nie naruszone. Po tej bitwie zło ze wsi odeszło, a rodzina Popławskich dochowała się kolejnego potomstwa-córeczki o wyjatkowo jasnej karnacji ,co było dziwne jak na ''smagolicego'' ojca.
http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Licho z Cieliczańskiego las
Las Cieliczański to fragment Puszczy Knyszyńskiej ,od 1990 r rezerwat przyrody o powierzchni trzysta siedemdziesięciu hektarów.
Przed wieloma latami ludzie mieszkający w okolicy aktualnego rezerwatu żyli z darów lasu. Rolnictwo i hodowla zwierząt nie były tu jeszcze znane.W jednej z chat mieszkała w skromnym domu samotna wdowa, trudniła się leczeniem ludzi , odczyniała uroki ,trudniła się zielarstwem i czarami. Nadeszła póżna jesień, dnie stawały się coraz krótsze, pogoda była zmienna -na przemian padał deszcz ,to znów śnieg ;ponury krajobraz ożywiałay owoce kalin, jarzębin i głogu.Las szykował się na nadejście zimy.To samo robili mieszkający tam ludzie. Wyruszyli do lasu by uzupełnić zapasy opału na zimę. Między nimi był syn starosty ,jak przystało na przyszłego przywódcę ,wybrał do ścięcia najwieksze drzewo. Spadający świerk spadając uderzył młodzieńca prosto w serce. Zielarka próbowała udzielić mu pomocy ,czyniła nad nim różne zaklęcia, jednak nic to nie pomogło i wkrótce młodzieniec zmarł. Zrozpaczony ojciec cały swój ból i żal skupił na zielarce. Wygnano kobietę z osady a jej dom spalono. Kobieta wyruszyła do puszczy, gdzie szukała schronienia, od tego czasu w osadzie zaczęło się żle dziać.-Zapasy przygotowane na zimę zaczęły się psuć. Polowania na które wyruszno ,kończyły się niepowodzeniem. Mało tego ludzie zaczęli chorować, pojawiały się w osadzie coraz częściej pożary ,na domiar złego obluzowane ostrze topora zabiło córkę starosty, jednym słowem nieszczęścia się mnożyły. Na początku stycznia w okolicy osady zaczęto widywać brzydką kobietę z jednym okiem i to na środku czoła.[ponoć tak wygląda licho] Wczesną wiosną ludzie wynieśli się z osady w inne okolice, las opustoszał. Podobno licho nigdy nie śpi i zawsze pragnie szkodzić ludziom. Kto może jednak wiedzieć ile w tym prawdy? Stugębna plotka jednak wciąż głosi ,że w styczniowe , wietrzne noce lepiej jest się nie zapuszczać do Cieliczańskiego Lasu
http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

O Czarnej Hańczy
W XII w wielki książę litewski Trojden chętny zdobycia jak największych łupów napotkał na niepowodzenia. Cofał się przed Mazurami którzy skrzętnie bronili swoich ziem. Trojden postanowił podążać w stronę północy, sądząc ,że odzyska swoją pierwotną siłę i przynajmnej z jakim takim honorem odprowadzi niedobitki rycerzy do koszar.Dotarli do Puszczy Uholskiej,w tych rejonach książę odzyskał swoją stanowczość. Gana cze powiedział do swoich rycerzy ,oni powtórzyli te słowa za swoim przywódcą.Oznaczało to: dosyć,tutaj.Decyzja Trojdena była skuteczna w dalszej walce,Mazurzy odczuli opór napastnika,po naradzie zdecydowali się na odwrót.Książę litewski podążał coraz dalej w puszczę.Jego słowo wypowiedziono z zaciętością ,oznaczało jego determinację i wielką wolę władcy- pozostało w pamięci na zawsze.Pierwsi osadnicy mazurscy wspominając je odczuwali lęk i szacunek,a ponieważ wypowiadano je nad brzegiem rzeczki ,pozostały w nazwie owego strumienia. Gana cze ,hana cze,hancze -Wymawiali ludzie przez długie lata ,nieznając ich znaczenia,po latach w twardym języku mazurskim przekształciło się w nazwę Hańcza. Przez dziesiątki lat ludzie dziwili się ,że woda w rzece różni się od wód z innych pobliskich rzek. Woda w Hańczy przybrała ciemny kolor.I mimo,że woda w Hańczy była bardzo czysta i bardzo łatwo można było dostrzec dno rzeki ,jednak woda miała kolor ciemny. Dlatego nazwana rzekę czarną i tak powstała nazwa Czarna Hańcza . Jak podaje legenda ,w rzece prano bieliznę,pojono bydło,puszczano wianki ,jednak Czarna Hańcza przetrwała do dni wspólczesnych i nadal jest jedną z najczystszych rzek w Polsce.
''Legendy ,podania i baśnie Suwalszczyzny- J.Kopciał''
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Korczewska legenda wiąże się z jednym z parkowych stawów. Dawno temu, gdy ludzie byli bardziej pobożni miejscowe diabły popadły w wielka niełaskę u samego Lucypera. Władca ciemności sztorcował polskie diabły za lenistwo i zaniedbania w dostarczaniu do piekielnych czeluści słowiańskich duszyczek. Biesy zebrały się na Łysej Górze i po burzliwych obradach za radą samego Boruty uradziłyby zbudować kościół. Po zachodzie słońca zabrało się na terenie ówczesnego korczewskiego parku mnóstwo biesów. Przybyły czorty z najodleglejszych zakątków Rzeczpospolitej by wspólnym wysiłkiem postawić kościół na tyle okazały by wieże budynku widać było z najodleglejszych zakątków powiatu. Zanim zapiał trzeci kur dzieło było skończone. Fałszywym plebanem diabelskiego kościoła został sam Rokita odznaczający się przyjemną powierzchownością, darem wymowy oraz dobra znajomością chrześcijańskiego obrządku. Przez pewien czas wszystko toczyło się zgodnie z diabelskim planem. Dzwony wytopione w kotłach ze smoła wydawały wielce przyjemne brzmienie ściągając do nowej parafii wiernych z najodleglejszych zakątków korczewskich włości. Organy w trakcie nabożeństw grały tak pięknie i słodko, że ludzie niezbyt uważnie wsłuchiwali się w kazania i nie dostrzegali przeróżnych odstępstw od chrześcijańskiego obrządku.
Najwięksi grzesznicy dostawali tu rozgrzeszenie, nawet bez konieczności odbycia jakiejkolwiek pokuty czy zadośćuczynienia. Diabły triumfowały a kolejne chrześcijańskie duszyczki trafiały do kotłów bulgoczących gotującą się smołą. Rzecz trwała by nie wiadomo jak długo gdyby nie pojawił się w okolicy uczony w Piśmie scholastyk. Profesor teologii od razu zorientował się, że w parafii dzieje się coś nie dobrego. Po kilku dniach śledztwa, uczony nabrał pewności, że parafie opanowały biesy. Uzbrojony w brewiarz, święconą wodę i kropidło scholastyk zaczaił się o świcie pod kościelnym murem by przyłapać diabły za dnia, gdy ich moc nieco słabnie. Pierwszy z furty kościelnej wytoczył się Erazm pełniący funkcje kościelnego. Był to czort wyjątkowo szpetny o czarnym pysku cały porośnięty zmierzwionymi kudłami. Bies jeszcze nie wytrzeźwiał do końca po całonocnej pijatyce i zapomniał się obuć. Widok kopyt pozbawił scholastyka ostatnich wątpliwości, co do dziwnej parafii. Profesor wyskoczył zza węgła kropiąc diabła obficie świeconą woda wypowiadając jednocześnie łacińskie egzorcyzmy. Czort w popłochu rzucił się do ucieczki sadząc wielkimi susami w kierunku najbliższego wejścia do piekieł. Scholastyk ruszył bez zwłoki na dalsza krucjatę. Pozostałe biesy zastał jeszcze w pieleszach. Zaskoczone całkowicie towarzystwo próbowało salwować się ucieczką, lecz wypowiadane wielkim głosem egzorcyzmy nie pozwalały im na skuteczny odwrót. Po chwili kościół, dzwonnica a nawet kamienny mór zaczęły się kruszyć i zapadać pod ziemie. W miejscu dawnej budowli zawirował bełt wodny formując niewielki staw. Po dziś dzień można usłyszeć w wietrzne jesienne noce nie zrozumiałe słowa dobywające się z toni wodnej. Uwięzione diabły wciąż próbują odprawiać swoje nabożeństwa w nadziei złowienia choć jednej naiwnej duszyczki.
http://209.85.129.132/search?q=cache:oH ... =169&gl=pl
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Kurzętnik
Był koniec XIII wieku, gdy kapituła chełmińska postanowiła w miejscowości Kurzętnik wznieść zamek dla obrony dóbr biskupich przed najazdami Litwinów. Na szczycie wysokiego morenowego wzgórza, panującego nad okolicą, a mającego u podnóża rzekę Drwęcę, wzniesiono silną warownię. Budulcem były głazy narzutowe, których do dziś nie brakuje w okolicy, i cegła. Narys obwodowych murów obronnych wytyczona w formie nieregularnego wydłużonego prostokąta. Jeden z krótszych boków zakończoną obronną wieżą, pełniącą również funkcję domu mieszkalnego. Obroną dwóch dłuższych boków wzmacniały baszty. Niebawem twierdzę tą zajęli Krzyżacy, widząc w niej ważny punkt oparcia dla łupieżnych wypraw na ziemie litewskie. W lipcu 1410r., pod osłona zamku zgrupowano znaczne siły zakonu pod dowództwem Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingena, zagradzając przejście wojskom Władysława Jagiełły. Te ostatnie, wobec możliwości z flanki, zmieniły kierunek marszy na Grunwald, gdzie stoczono historyczną bitwę.
W roku 1414 Kurzętnik zdobyli Polacy, nie oparła się im również chroniąca osadę forteca na wzgórzu. Zmienne koleje walki spowodowały ponowne zajęcie zamku przez Krzyżaków, którzy - musieli się za zbrojne opowiedzenie się okolicznej ludności za powrotem w granice Polski - spalili wszystko co się dało spalić i zniszczyć. Polska załoga wojskowa powróciła do zamku w 1465 r. Umocnienia odbudowano i Kurzętnik pełnił ważną funkcję północnej strażnicy. Podczas najazdu wojsk szwedzkich w roku 1656 zamek został tak zdewastowany, że nie podjęto już decyzji o jego odbudowie. Od tego czasu popadł w ruinę.
Okoliczna ludność jest zdania, że zamek w Kurzętniku był połączony podziemiem z warownią w sąsiednim Bratianie, gdzie również zachowały się szczątki średniowiecznych murów obronnych, a na fundamentach i przyziemiu budynku zamkowego postawiono młyn. Oprócz czytelnego zarysu umocnień, fragmentów murów obronnych i ścian budynków, zachowała się pamięć i legendy o tajemniczych zdarzeniach jakie przed laty miały tu miejsce. Otóż na zamku kurzętnickim była podobno więziona jakaś księżniczka, zagarnięta podczas jednej z wypraw wojennych. Przywieziono również posąg tej pięknej panny - wielką ilość złota kosztowności, bogatą zastawę stołową i wiele innego dobra. Skarby te złożono w zamkowych podziemiach. Przed podziałem łupów jeden z żołnierzy- rabusiów zaszedł cichcem do lochów próbując uszczypnąć coś więcej dla siebie, gdy wtem chwyciła go za ramię potężna kosmata łapa i odrzuciła daleko. Przerażony uciekł z krzykiem na dziedziniec. Do lochów rzucili się następni, jednak drzwi, za którymi były ukryte skarby , nie można było otworzyć. Gdy próbowano je wywarzyć, zawalił się przed nimi strop. Gdy próbowano wybierać kamienie i cegły, spadły następne, aż zapadł się cały korytarz. Zniknęła też księżniczka.
W okolicy opowiadają, że jeśli nawet i teraz ktoś w ruinach zamkowych znajdzie jakiś cenny przedmiot i zabierze go do domu - w nocy pojawia się czarna łapa i odbiera łup. Tajemniczy strażnik księżniczki pilnuje jej skarbów...
źródło: "ZAMKI I TWIERDZE W POLSCE- histora i lewgendy" Ryszard Rogiński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

O Farysie, duchach i gilotynie
W okolicach Opola Lubelskiego można usłyszeć legendę, że w powstaniu styczniowym wspierał Polaków w bitwach pod Chruśliną (koło Urzędowa) tajemniczy jeździec spowity we wschodnie szaty. Wielki ponoć, biały, z uniesioną szablą. Peleryną zasłaniał pół nieba. Umykały przed nim setki wystraszonych Kozaków. Polacy pokonali Moskali pod Chruśliną dwukrotnie. (...) Jeździec spod Opola posiada imię. Brzmi ono Farys. Twierdzi tak, choćby Jan Raczkowski, rolnik z tamtych stron. Dla wielu to imię nie jest obce. Nosi je też znany bohater poematu Mickiewicza i wierszy Słowackiego. Ale Jan Raczkowski, przewrotny ludowy myśliciel, jak też inni ludowi gawędziarze, nie potrafi wyjaśnić powiązań Farysa z okolicą. A historia, można rzec, zaczęła się we Francji... Dnia 30 czerwca 1794 roku w Paryżu została zgilotowana 26-letnia kasztelanowa Rozalia Lubomirska. W roku 1787 poślubiła Aleksandra Lubomirskiego, kasztelana kijowskiego, pułkownika (a niebawem generała wojsk napoleońskich), właściciela między innymi klucza opolskiego na Lubelszczyźnie. Kasztelan dla pięknej małżonki odrestaurował pałac w Opolu. Rozalia w nowym pałacu gościła sporadycznie. Kusił ją świat. (...)
Lubomirska latem 1793 wyruszyła na podbój Europy. Towarzyszył jej niewiele starszy Tadeusz Mostowski, kasztelan raciążski, działacz Sejmu Czteroletniego i powstania kościuszkowskiego, minister spraw wewnętrznych Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, ale także krytyk literacki i wydawca. Rozalia była matką czteroletniej Aleksandry. Filip Mazzei, agent króla Stanisława Augusta, baczny obserwator poczynań Polaków na obczyźnie, donosił zgorszony, że obecność maleńkiej córeczki nie przeszkadza matce prowadzić wielce swobodnego trybu życia.
W czasie pobytu w Paryżu Lubomirska została aresztowana na rozkaz Rewolucyjnego Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego. Młodą księżnę sądzono za udział w spisku kontrrewolucyjnym. Trudno było wymyślić zarzut równie groteskowy.
Kasztelanowa była osoba piękną, niezwykłego temperamentu, spragnioną życia i rozrywek. Spisek, w który wplątano piękną Polkę, miał ponoć na celu uwolnienie nie lubianej francuskiej królowej Marii Antoniny. Ponadto zarzucono kasztelanowej lekceważące wyrażanie się o ludziach rewolucji.(...) Interpretacja kilku wyrwanych z korespondencji zdań przeprowadzona przez prokuratora, była dowolna i naciągana. (...) Ale piękna Rozalia pijała kawę także w towarzystwie Goethego. Wszędobylski agent Mazzei donosił królowi o literackich kontaktach księżnej. (...)
Lubomirska została uwięziona z córeczką Aleksandrą. Dziewczynkę uratował z wiezienia, z narażeniem własnego życia, energiczny i odważny dyplomata Hipolit Błeszyński. Losy matki były burzliwe i tragiczne. Losy córki, która niebawem przybrała imię matki, także burzliwe, ale i romantyczne. W roku 1803 niebawem poślubiła dwudziestoletniego Wacława Seweryna Rzewuskiego. (...)
Mąż był jedną z legend polskiego romantyzmu. To właśnie on, ów Farys, dostarczał tematów Mickiewiczowi i Słowackiemu. Farys za nic miał pałac w Opolu, zamieszkiwał u Kozaków w Sawraniu na Podolu. Ostatni raz widziano go w bitwie pod Daszowem w roku Pańskim 1831. Odziany we wschodnie szaty pomykał na białym koniu. Tam zaginął bez śladu. Rozalia z kilkorgiem dzieci przebywała w Opolu. (...) Pałac, w którym zatrzymał się Stanisław August w czasie eskapady do Kaniowa, darowała w roku 1854 rządowi, wszystkie zaś zbiory przekazała miejscowym szkołom. Niebawem zmarła. Kilka lat później, już w trakcie powstania styczniowego, pojawił się pod Opolem widmowy jeździec. W jego czyny można wierzyć, bądź kwitować je wzruszeniem ramion. Ale to przecież niezwykłe, że w ludowej opowieści życie Farysa zyskało taki piękny epilog.
Post Scriptum
Tamtego dnia drzwi pałacu opolskiego rozwarły się z hukiem. Służba usłyszała przeraźliwy krzyk swej nieobecnej pani. Domyślano się najgorszego. Tak, stała się rzecz, której się obawiano, 1800 km na zachód, w Paryżu, Lubomirska zakończyła swój żywot.
* * *

Z. Fronczek,Legendy i sensacje Lubelszczyzny i Podlasia, Norbertinum 1997
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 24.03.2009

Góra przy której straszy
Piękna, wyniosła, żyzna, z resztką drzew u skraju, góra, "przy której straszy", położona była kiedyś w gęstym lesie, ciągnącym się od Opola do Kluczkowic. U jej stóp biegnie - wywijana w elastyczne zakręty szosa - przed nią mieni się w blaskach słońca staw Branasiem zwany, ze zgraną orkiestrą bąków i żab, na lewo bieli się w lesistym parku pałac kluczkowicki, a horyzont zakreśla ciemna, bliska smuga świerkowo - liściastego lasu. Na górze rośnie zboże, kłaniając się wiatrowi, który czesze i rozgarnia kłosy, jakby każdemu z nich szeptał do ucha: - Rośniesz na strasznej górze... Rośniesz na strasznej górze... A czy wiesz, że kiedyś...
To było bardzo dawno... Parę setek lat. Polski magnat, książe Lubomirski, niegdyś właściciel klucza dóbr na Lubelszczyźnie, zapragnął wybudować na tej górze myśliwski zameczek dla rozkoszy, polowań w swoich pięknych lasach. I zjeżdzali do zameczka znakomici goście, grały trąbki, kręcili się łowcowie i strzelcy dworscy, sunęły leśnymi drogami sanki bezdzwonne, charczały odyńce, uciekały w susach lotne sarny, migały liściaste ogony pierzchających lisów, a leśne ostępy grały pieśnią polowania. Żona magnata, księżna Franciszka z Potockich Lubomirska, pragnąc, aby liczne grono gości nie tylko o łowach ale i o Bogu pamiętało, wzniosła w pobliskim Wrzelowcu kościółek mały a piękny, w kształcie rotundy wybudowany, wielką, foremną kopułą nakryty, więc przywieziony na okres polowania kapelan niósł pociechę religijną magnackiemu zgromadzeniu, które piło, tęgo biło, ale nie umiało w proch uderzyć czołem przed Bogiem. I minęły te czasy, jak wielokrotnie mijające sny złe i dobre. Opuszczony zameczek popadł w ruinę, tylko resztka budulcowego kamienia i lochy rozległe jego istnienie przypominają. Na gruzach, magnaterii przystanęła myśl "szarego człowieka i skonkretyzowała się w pytaniu: - Może w głębi przechował się zakopany skarb? Ten i ów rozpoczął poszukiwania, kopiąc w fundamentach, ale była to praca syzyfowa, bo co do wieczora odkopano, nazajutrz zasypało się samo. Pewien mężczyzna, cierpliwy i uparty w pracy, dokopał się drzwi żelaznych. Ale już zapadła noc, więc tylko jak mógł umocnił dokonaną robotę i odszedł. Nazajutrz o świcie wrócił z narzędziami do otwarcia tych drzwi, ale zastał je przywalone ziemią. Niezrażony podjął pracę na nowo, a gdy jego szpadel zadzwonił po raz wtóry o drzwi żelazne, ukazał mu się jakiś duch i powiedział, że jeśli w tym miejscu zostanie odprawiona msza św., a ksiądz nie zapomni żadnego z potrzebnych do ceremoniału przedmiotów, to więcej przeszkód w odkopaniu skarbów nie będzie.
Myśl o przewidywanym bogactwie przejęła szarego człowieka dreszczykiem rozkoszy. Ubłagał, przeto księdza, zamówił mszę św. za dusze pokutujące w czyśćcu i zszedł na nabożeństwo w podziemia. Żelazne drzwi czekały niezasypane. Zajechał ksiądz z obsługą o umówionej godzinie, sporządzili ołtarzyk, dokonała się bezkrwawa ofiara, ale ministrant zapomniał kropidła do wody święconej, więc ksiądz ręką poświęcił miejsce. Tym sposobem warunek ducha został wykonany nie w całości i nocą zarwała się ziemia, grubą, ciężką warstwą zasypując czarodziejskie drzwi skarbca. Szary człowiek odszedł zniechęcony.
Na górze zaczęła pokazywać się biała pani. Widziano ją z dołu, gdy schodziła leśną, wijącą się dróżką, ale nigdy zejść nie mogła. Rozwiewał ją w połowie drogi podmuch wiatru, a niespokojni widzowie żegnali się krzyżem świętym. Towarzyszył w tym miejscu przechodnim koń; słyszany, a nie widziany... Trzeszczały gałęzie leśne, a potem rozlegało się parskanie i tętent kopyt po pustym gościńcu... Ale najczęściej schodził z góry smutny pies i przeciąwszy drogę kierował się łaziską szosą [tzn. do wsi Łaziska] do małej kapliczki na drzewie i przepadał.
Tego psa widują ludzie jeszcze teraz, choć las wycięty, a góra utraciła cechy tajemniczości. Podobno kiedyś odbyło się na tej górze morderstwo rozbójników, a ofiary powieszono na drzewach, po obu stronach biegnącej drogi. A może dusza któregoś z myśliwych, zamknięta w smutnym psie, pokutuje za swawolę odbierania życia niewinnym sarnom, o wymownych, czarnych oczach?
Legendy i opowiadania lubelskie, cz I, Lublin 1948, s. 16-18 http://209.85.129.132/search?q=cache:Pc ... =firefox-a
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 31.03.2009

Urocze oczy
W powiecie łosickim we wsi Świniarzew był wieśniak, zwany Hryć Gerełła. Miał on
złe i urocze oczy; na co tylko spojrzał, zaraz się nie darzyło; ludziom i zwierzętom spojrzeniem
swojem śmierć niósł i chorobę. Starzec sam w to wierzył, że urodził się z tak nieszczęśliwymi
oczyma. Wieśniacy mieli wszelako skuteczne przeciw niemu lekarstwo. Skoro go bowiem który
zobaczył, przemawiał następną formułę:
Sól, peczyna,* z lichymi oczyma.
I to od uroku broniło. I on starzec' uroczy zapewniał, że jak spojrzy w nieszczęśliwej
godzinie na drzewo, to niechybnie uschnie: gdyby jednak zawsze pamiętał tę formułę i w
chwili, na co się tylko zapatruje, odmawiał, nigdy by oczy jego szkodliwymi nie były.

* Peczyna — glina przepalana w piecu.
Żródło: Lucjan Siemieński -opowiadania i legendy
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Opowiadania