1656. Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 31.03.2009

Wesele zamienione w wilkołaki
Przez jedną wieś nad Bugiem przechodził żołnierz w czasie wesela. Pan młody, rozgrzany
trunkiem, wybiegłszy z chaty poszczuł go psami. Oburzony żołnierz niegościnnością
zawołał drżąc z gniewu: — Pamiętaj! Ty co mnie szczujesz psami, zobaczysz, jak na
ciebie będą te same psy szczekać. — To wymówiwszy zaklął całe wesele w wilkołaki,
które wielkie szkody w bydle narobiły i nie- mało ludzi pożarły. Później w trzy lata, w
czasie obławy na wilki, zabito trzech wilkołaków zaklętych z owego wesela. Dowody
były oczywiste, albowiem pod skórą jednego z nich znaleziono skrzypce z całym przyborem
grajka; pod skórą drugiego strój pana młodego, u trzeciego zaś panny młodej. Przed
tą jeszcze obławą, skoro wieść o tym wypadku zaczęła się rozchodzić, jeden ze śmielszych
ruskich wieśniaków postanowił odczarować te wilkołaki i przywrócić im postać
ludzką. W tym celu wziąwszy z sobą prosię pieczone, chleb i widły chodził po okolicy,
ale szukał ich daremnie. Gdyby którego napotkał, miał rzucić chleb i prosię, a gdy wilkołak
żarłby to z chciwością, uderzyć go miał widłami między ślepie i takim sposobem wrócić
mu ludzką postać.
Żrodło : Lucjan Siemieński Podania i legendy....
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 31.03.2009

Zaklęte wesele
W województwie podlaskim, we wsi Chłopkowie niedaleko Łosic, w czasie obrzędu
weselnego przyszła rozgniewana czarownica w chęci zemszczenia się i przemienienia
nowożeńców w wilkołaki. Jakoż pas, którym się w stanie przewiązywała, skręciwszy, pod
próg domu podłożyła i nadto kręciła łyka z lipiny i warzyła, i tą wodą ludzi podlała. Skoro
nowożeńcy z drużyną weselną przeszli próg domowy, pan młody z kniahinią i sześcią
drużbami przemienieni w wilkołaki uciekli z chaty i trzy lata wilkami byli. Przez cały ten
czas podbiegali pod mieszkanie czarownicy wyjąc przeraźliwie.
Gdy nadszedł dzień mający być końcem ich ciężkiej pokuty, zgromadzeni przed progiem
złej baby wyli żałośnie; czarownica wyszła z izby z kożuchem wełną na wierzch obróconym
i każdego nim z osobna okrywając, przy wymawianiu zaklęć tajemnych, przywracała
nazad do postaci człowieczej. Lecz że panu młodemu nie okryła kożuchem ogona,
chociaż wrócił do ludzkiej postaci, ogon mu wilczy pozostał; aż w dni kilka czarownica
tymże sposobem uwolniła go od tej zbytecznej ozdoby.
Żrodło Lucjan Siemieński -Podania i Legendy....
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 16.08.2009

Grad
Gospodarz znachor (czarownik) ze swoją czeladzią gromadził siano. Była pogoda, w południe zaczęły się chmury zbierać; wiatr pociągnął gwałtowny, grzmiało i łyskało się straszliwie. Gospodarz znachor woła czeladź, aby się żwawo zwijała i sam już składa w stogi; a tu chmury się zbiły i ciągle nad nimi grzmi i szumi, krzyżują się błyskawice, a deszczu ani krzty nie pada. Wtem nadjeżdża jakiś pan na białym koniu i prosto jedzie do gospodarza znachora, a kiedy już był blisko, nie podnosząc oczu rzecze doń: — Puszczaj ludzi, bo mi się pomordowali. Gospodarz znachor odpowiedział: — Czemuś nie przyszedł do mnie w goście na kupałę? Ot i za tym słowem znachor odszedł w leszczynę, a za nim pojechał ów pan. Oba coś ze sobą pogadali, lecz nie można było słyszeć. Po niejakim czasie znachor wrócił z gałązką leszczyny w ręku. Wkrótce silniejszy wicher zawył, chmury lunęły rzęsistym gradem; a kiedy po chwilce powróciła pogoda, sąsiednia łąka (nieprzyjaciela znachora) była usłana na dwa palce gradem, gdy tymczasem sianożęć znachora pokropił tylko drobny deszczyk. (Siemieniecki Lucjan)
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 16.08.2009

Zwierciadło Twardowskiego
W Węgrowie, w kościele farnym, znajduje się w zakrystii zwierciadło z metalu białego, płaskie, wysokie cali 22, szerokie 19, z fasetką dokoła, w czarne, szerokie, staroświeckie ramy oprawne, przezroczyste, żadnej skazy na sobie nie mające, rozbite tylko u dołu na czwartą część wysokości. Podanie miejscowe niesie, że studenci ciskali dawniej w to zwierciadło ciężkimi rzeczami, dlatego, że w nim pokazywały się rozmaite postacie drażniące i straszące ich; na ostatek jeden uderzywszy kluczami kościelnymi roztrzaskał je w ten sposób, iż odtąd dziwacznymi potworami więcej ich nie straszyło. Zwierciadło to należało do czarnoksiężnika Twardowskiego, jak sam napis na ramach białymi literami wyraża: Luserat hoc speculo magicus Twardomus artes, Lusus at iste, Dei versus in obsequium est. Zwierciadło to zawieszone wysoko nad drzwiami dlatego, iż straszydło wpatrujących się w takowe; księża szczególniej ubierając się do mszy przeglądać się w nim nie mogli, gdyż diabeł zwykle się pokazywał.
L.Siemieński
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 16.08.2009

Jak św. Onufry konie odnalazł
Legenda głosi, że przed wiekami na Horodek natrafił chłop poszukujący klaczy, która uciekła wraz ze źrebięciem. Znużony poszukiwaniami wieśniak usiadł pod starym dębem, gdy niespodzianie rozpętała się burza. Kiedy niebo się przejaśniło dostrzegł, żeobie zguby prowadzi jakiś staruszek. Przedstawił mu się jako św. Onufry, wskazał drogę do domu i polecił, aby na pamiątkę spotkania na szczycie wzgórka ustawić krzyż. Tak rozpoczął się kult. Historia Horodka zainteresowała pierwszego łacińskiego proboszcza z Drelowa, który wystarał się nawet o prawdziwego pustelnika. Został nim niejaki Józef Miller, który opiekował się kaplicą. Zmarł w latach 50., a jego grobu można
szukać na drelowskim cmentarzu
Żrodło:
przewodnik/biala_podlaska_brzesc.
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 16.08.2009

Święty Onufry na Podlasiu
Święty Onufry przedstawiany jako starzec z długą, siwą brodą, która na części wizerunków stanowi jego jedyne odzienie, to pustelnik z początku IV w. Ten syn perskiego króla już w dziecięcym wieku wyrzekł się dostojeństwa i został mnichem, aby potem przez 60 lat mieszkać samotnie na Pustyni Tebaidzkiej (Egipt). Legenda powiada, że przed śmiercią spotkał go św. Pafnucy. Zanim Onufry skonał na jego rękach, przekazał mu całą swoją historię. Zdziwiony Pafnucy był świadkiem, jak dwa lwy pazurami wykopały grób świętemu pustelnikowi. Święty Onufry był szczególnie czczony na Nadbużańskim Podlasiu przez wyznawców kościołów wschodnich, prawosławia i grekokatolicyzmu. W pobliżu Drelowa wznosi się samotny kościółek pod jego wezwaniem, gdzie odbywają się duże uroczystości 12 czerwca (wg kalendarza gregoriańskiego, o 13 dni wcześniej niż w Jabłecznej), obrazy przedstawiające komunię pustelnika (wg apokryfów na pustyni udzielał mu jej anioł) zobaczymy w cerkwi w Zabłociu i kościele pobazyliańskim w Białej, rzeźba Onufrego znajduje się w kościele w Leśnej Podlaskiej i w kapliczce w Dobryniu Małym. Ci, którzy mają trudność z wyborem małżonka lub oczekują potomstwa, powinni wizerunków świętego wypatrywać również w innych świątyniach. Właśnie w tych dwóch kwestiach św. Onufry jest uważany za skutecznego
orędownika.
Żrodło :Nieodkryty Wschód - przewodnik
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 19.10.2009

Legenda mrożąca krew

Z wizerunkiem pięknej Rozalii Lubomirskiej związana była mrożąca krew legenda. W rocznicę dnia, kiedy nóż gilotyny przeciął jej życie, miała występować z ram obrazu i spacerować po parku. O spotkaniu z bezgłowym duchem donosił Adolf Dygasiński. Spotkanie przypłacił kilkudniową chorobą. Tamtego lata był korepetytorem we dworze Kleniewskich w Kluczkowicach. Odcinek z Opola do Kluczkowic można pokonywać pieszo. Może w parku czatował na upiora, a może natknął się nań przypadkowo. Nie wiadomo. Już rok po zgonie kasztelanowej na ścianie pałacu miano zauważyć olbrzymi cień przypominający postać kobiecą pozbawioną głowy. W Opolu nikt nie miał wątpliwości kogo ów cień przedstawia. Jeszcze dzisiaj, jak zapewniają mieszkańcy, można ponoć natknąć się na bezgłowe widmo bezszelestnie sunące alejkami. Przed pojawieniem się zjawy zrywa się krótki, gwałtowny wiatr, w którym wyraźnie słychać przeraźliwy krzyk zgilotynowanej. Niektórzy wierzą, że duch pięknej Rozalii pojawia się jako zapowiedź niebezpieczeństwa.
Z. Fronczek,Legendy i sensacje Lubelszczyzny i Podlasia, Norbertinum 1997
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 19.10.2009

Tajemniczy kurhan

Na skraju lasu, należącego do mieszkańców Komaszyc Starych, znajduje się kurhan. Jest to potężny kopiec usypany z dużej ilości ziemi. Co znajduje się w jego wnętrzu nikt nie wie? Pochodzi on prawdopodobnie z czasów średniowiecza, a dokładnie z okresu, kiedy na słowiańskie plemiona napadali Turcy i Tatarzy. Legenda mówi, że w owym czasie na jedno z plemion zamieszkujących te okolice napadło wojsko tatarskie. Doszło do krwawej bitwy
Wojska tatarskie nacierały od strony ówczesnego lasu w kierunku łąk i bagien i rozlewisk obecnej rzeki Chodelki. Nie jest dokładnie wiadomo, które wojsko miało przewagę liczebną, ale to słabsze musiało uciekać pod naporem mocniejszego w bagna. Mnóstwo żołnierzy potopiło się w tych bagnach, ponieważ z stamtąd nie było ucieczki. Po bitwie miejscowe plemię, wedle legendy, pogrzebało poległych w zbiorowej mogile i usypało w tym miejscu duży nasyp ziemi. W ten sposób powstał, obecnie wzięty pod ochronę przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, kurhan. Z upływem wieków on malał i nadal maleje. Jego obojętność i wysokość jest systematycznie mierzona przez pracowników WKZ. "Legenda przekazywana z ust do ust głosi, że woda z tego źródełka ma zbawienny wpływ w chorobach oczu. Woda jest bardzo czysta, zdrowa i smaczna. Wszyscy mieszkańcy Wrzelowca piją herbatę ze źródlanej wody".
Informator miejski
http://www.opolelubelskie.
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podla

Postprzez wanka » 11.05.2010

Jak Zuzka z Sernik prześwięciła diabła Okowitę
Pomieszkiwał w czeluściach piekielnych diabeł zwany Okowitą. To swoje przezwanie zawdzięczał wielkiemu pociągowi do krzepkich napitków, a szczególnie do mocnej gorzałki, okowity. Można go było spotkać najczęściej w przydrożnych karczmach i zjazdach, gdzie pokazywał się chętnie, gdy tylko zwąchał, że przybyli przejezdni goście, lub po prostu miejscowi wieśniacy zeszli się na pogwarkę i popitkę. Wyrastał natychmiast, dosłownie jak spod ziemi i szybko przysiadywał się do kompanii, przy której stole co najtęższych rozmiarów dzbany i gąsiorki stały. A że przybierał różne postaci, nikt do rozeznać nie potrafił.
Pili szlachcice na jakiś zjazd czy sejmik do miasta ciągnący, a Okowita już w kontuszu, z szablą przy boku i w pięknym pasie słuckim podchodzi, ichmościów pozdrawia, zagaduje, szklanicę swoją podstawia, zdrowie panów braci wznosi i do picia zachęca. A gdy już z czubów szlacheckich miód czy wino dobrze paruje, do zwady pod byle jakim pozorem doprowadza. Judzi jednych przeciwko drugim i tylko czeka, jak kontuszowi panowie do szabel się chwycą. Bójka, zwada, wiadomo – czartowska uciecha. A jeśli przy tym ktoś kogoś porani, diabelska radość nie ma miary.
Innym razem do gospodarzy się przysiądzie, w ich strój przyobleczony. Razem z nimi ciężką dolę chłopską wyrzeka, do nieposłuszeństwa wobec dziedzica namawia i do topienia smutku i żałości w gorzale. I znów się cieszy, gdy się chłopy za łby wezmą, gdy jeden drugiemu karku nałoży, w gębę praśnie, zębów parę wybije. Takie to niecne diablisko, jak i cała ich diabelska reszta.
Aż tu razu pewnego do karczmy zawitało chłopskie wesele. Rzecz jasna, że nie mogło się obyć bez okowity, a diabeł Okowita już z daleka to wyniuchał. Kapela siarczyście grała, weselnicy ogniście tańcowali i ostro popijali, a Okowita wmieszany w tłum tez popijał i przemyśliwał, jaka by tu diabelską sztuczkę wywinąć. Na początek podszedł do pana młodego.
- Cos ty, Ambroży, taką nieudacznicę sobie za żonę wziął? Przez dwadzieścia parę lat nikt jej w okolicy nie chciał, to ty się nad nią zlitowałeś, czy jak?
Ambroży – parobek na schwał – nic nie odpowiedział, tylko Okowitę za kurak chwycił, po pysku wytrzaskał i na ziemię obalił.
- Oj, chyba z panem młodym nie uda mi się żadna sztuka – stęknął obity diabeł, podnosząc się z glinianej polepy. – Musze próbować inaczej.
Podszedł do panny młodej siedzącej za stołem w otoczeniu druhen.
- Zuzka – prawi Okowita, bo jej Zuzanna było – czyś ty oczu nie miała? Toć ten twój Ambroży pijus. Popatrz, jak gorzałę ciągnie, niby smok jaki. A ja bym ci innego, porządnego, pięknego chłopaka na męża naraił.
- A jakiego? – z głupia frant spytała Zuzka.
- Chociażby siebie. Albom to nie galantny parobek? A i grosza u mnie sporo, nie tyle, co u Ambrożego, i do gorzałki wstręt mam od maleńkości. – powiedział, choć do kieliszka ciągnęło go okrutnie – To jak będzie?
- Nijak. Mam swego męża i dosyć mi tu twojego gadania. Wynoś się, bo jak powiem mojemu mężowi, to ci jeszcze lepiej dołoży.
Zwiesił diabeł ogon na kwintę i odszedł, ale myśli nie poniechał. Wiadomo – kusiciel.
Jakoż w trzy miesiące później wyganiała Zuzka krowinę na pastwisko, gdy Okowita znowu się przyplątał.
- Ale masz chudzinę. Gnaty jej sterczą po bokach. Mleka od niej to chyba nawet małego skopka nie udoisz…
- Nie twoja sprawa – odcięła Zuzka
- Juści, nie moja, ale może być twoja. Za niewielką przysługę mógłbym ci piękną krowę z jałowicą dać i wiele innego dobytku. Konia z nowiuśką bryczką, żebyście nie musieli do kościoła wozem drabiniastym jeździć. Ubrania piękne, niczym dziedzicowskie. Powiadam ci, wszystkiego będziesz miała dostatek.
- A jaką to przysługę chcesz w zamian za to, co obiecujesz?
- Et, drobiazg. Dusze mi swoja zapiszesz i to wszystko. No, co? Chyba warto?
Rozeźliła się Zuzka na Okowitę, ale poznac po sobie tego nie dała.
- A chałupę mi nową postawisz? I pięknego sadu kawał przy niej?
- Pewnie! – diabeł aż ręce zatarł z uciechy, że mu się sprawa szykuje.
- Chałupę niby dwór pański będziesz miała, sad przez cały rok kwitnący i owocujący. Do tego ze dwa stawy rybne dołożę. To jak? Będzie zgoda?
Zamyśliła się Zuzanna, jakby tu dobra tyle uzyskać i diabła w pole wyprowadzić. A że wpadł jej do głowy pewien pomysł, więc rzekła:
- Zgoda. Ale po jednym warunkiem.
- Jakim?
- Takim, że jeśli ci się nie uda za pierwszym razem mnie porwać, to więcej już nie spróbujesz, a wszystko, co mi dasz, na zawsze przy mnie zostanie.
- No to zgoda, tylko będziecie się musieli do innej wsi przenieść, żeby się ludzie nie pomiarkowali, skąd dostatek taki macie.
Przenieśli się młodzi z Sernik do Woli Sernickiej. Diabeł słowa dotrzymał, żyli więc w wielkim dostatku i w miłości. Ale po siedmiu latach, wiosennym czasem przyszedł Okowita po swoje.
- Trudna rada – mówi Zuzka – słowo się rzekło. Przyjdź po mnie diable w następny poniedziałek, kiedy z Sernik będę sama wracała. Spotkamy się na rozstajach, pod lasem.
Ale następny poniedziałek to będzie już Wielkanoc – diabeł z trudem wykrztusił to słowo.
- A co ci to szkodzi? Ja innego dnia nie mogę.
- No niech będzie. Przyjdę.
Wracała w słoneczny Wielkanocny Poniedziałek Zuzka z kościoła do domu i niosła z sobą sporą stągiewką czymś napełnioną. Na rozstajach diabeł już na nią czekał.
- Dobra nasza! – wrzasnął – jużeś moja! – I do Zuzki przypadł, chwyciwszy ją w pół.
A Zuzka w jednym momencie całą stągiewkę wody święconej na Okowitę wychlusnęła. Zawył czort, jak wrzątkiem oparzony, dziewczynę wypuścił, na ziemię padł i w piasku tarzać się począł. Wtedy Zuzka z butelki z zanadrza wyjętej jeszcze raz go wodą święconą polała.
- Zgiń, przepadnij, piekielniku! A mnie w spokoju zostaw, jakeś obiecał, bo ci się pierwsza próba nie udała.
Pozbierał się Okowita z piaszczystej drogi, ponuro na Zuzukę spojrzał i do lasu co rychlej czmychnął.
A dziś młodzi w lany poniedziałek oblewając się wodą ani nawet nie przypuszczają, skąd się wziął ten dyngusowy zwyczaj.
Monastyrski A.
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podla

Postprzez wanka » 11.05.2010

Jak diabeł Czarciwąs od sernickich wieśniaków sprytu się uczył
Był sobie w piekle diabeł z wąsem zawadiacko podkręconym. Wielkiego ważniaka udawał, ale lichy to był syn piekieł. Gapowaty, mało rozgarnięty, więc nawet najgłupsze diabły wyśmiewały się z niego. I nie pomogło groźnie brzmiące imię - Czarciwąs - jakie sobie przybrał. Ciapa, i tyle. Nie mogąc dłużej z takim gamoniem wytrzymać, wezwał kiedyś Czarciwąsa na rozmowę sam Lucyfer.
- Słuchaj, no, ty niedojdo piekielna! Nie mamy tu z ciebie wiele pożytku. Eleganta udajesz, czarciego wąsa podkręcasz, wyglądem nadrabiasz, ale pomyślunek masz mizerniutki. Ciamajda jesteś i oferma. Do czego się tylko zabierzesz - wszystko spartaczysz. Za grosz sprytu nie masz, skoro nawet głupiego Jakuba co to się z niego całe Serniki śmieją i okolica nie potrafiłeś omamić i do piekieł sprowadzić. Jeśli tak dalej pójdzie, to chyba za karę w niebie wylądujesz...
- Oj, tylko nie to, wielmożny Lucyferze! - zajęczał diabeł. - Wszystko zniosę, najgorsza robotę w piekle będę odwalał, smołę i siarkę woził, popiół wygarniał, ale na niebo mnie nie skazuj!...
-Dobrze. Dam ci ostatnią szansę. Idź na ziemię, spróbuj tam nauczyć się sprytu, żebyś go miał choć za grosz. I to nie byle jakiego sprytu. Diabelskiego! Pojmujesz, piekielna ofermo? No to ruszaj!
Powlókł się diabeł na ziemie srodze strapiony. Bo przecież nie rzekł mu Lucyfer, od kogo ma się tego sprytu uczyć? Łaził więc, kręcił się po nadwieprzańskich polach i łąkach, po lasach i chaszczach, ale zwierzęta od niego uciekały, więc nawet z nich zachowania nie mógł wywnioskować, czy są sprytne, czy nie.
Wszedł wreszcie na szerokie łąki w okolice Sernik. Położył się zmęczony na wzgórku, gębę wąsatą do słonka wystawił i z żalem piekło rodzinne jął wspominać. Miło tam, ciepło, wesoło, a tu smutno i samotnie.
Nagle stękanie jakoweś posłyszał. Patrzy, a tu stary chłop idzie, wór ciężki na plecach dźwiga. Chłop co i raz przystaje, schyla się, podnosi kamień polny, do wora chowa i dalej rusza. A stęka co niemiara.
-Dzień dobry gospodarzu - zagadnął chłopa diabeł przymilnie, bo pomyślał, że może od niego czegoś się na temat sprytu dowie. - Cóż to robicie takiego?
-A ktoś ty poczwaro szkaradny? - spytał chłop miast odpowiedzi.
-Jam diabeł Czarciwąs. W specjalnej misji mnie tu z piekła przysłano, żebym się sprytu za grosz nauczył - powiada przygłupie diablisko, bo jakoś tam zapamiętało Lucyferowe powiedzenie - A nie pomoglibyście mi w tym, dobry gospodarzu?
-Nie mam czasu - odburknął chłop. - Roboty mam huk. Nie widzisz, kamienie na budowę piwniczki zbieram, więc mi nie przeszkadzaj, głowy nie zawracaj.
-Gospodarzu, a jak bym wam pomógł w tym zbieraniu, to nauczylibyście mnie sprytu?
Przystanął chłop i nad propozycją diabła zastanawiać się zaczął. Niby to z mocy siły nieczystej korzystać nie należy, a może to i grzech będzie, ale worek coraz cięższy i plecy bolą coraz bardziej, a kamieni uzbieranych jakoś bardzo mało. Więc - myśli stary Marcin, bo to on był właśnie - więc niech diabeł popracuje. Niech kamieni zbiera, a potem - dla wszelkiej pomyślności - pryzmę wodą święconą się skropi i będzie galanto.
- Zgoda - powiada. - Uzbieraj mi cztery fury kamieni, a ja ci za to pokażę co to jest spryt...
Przez cztery dni tyrał diabeł jak szatan. I chociaż wiosenne słonko przygrzewało, skowronki na diabelskiej łące świergotały, a Wieprz pięknymi zakolami płynący srebrzyście migotał i do ochłody zachęcał, Czarciwąs od świtu do zmroku kamienie zbierał, worek ładował, dźwigał, aż pryzmę wielką za stodołą Marcina usypał i na jej szczycie największy kamień - jak trzy bochny chleba - położył.
- Zrobiłem swoje - rzecze do chłopa. - Teraz pora na naukę sprytu.
- Co się rzekło, to się rzekło - zgodził się stary Marcin.
- Chodź tu i uważaj dobrze. Ja położę swoją rękę na tym wielkim kamieniu, a ty ściśnij mocno swoją pięść i walnij nią, ile tylko masz siły w moją rękę.
- Coście gospodarzu - zdumiał się czart. - Przecież ja ciebie trzasnę z diabelska mocą, to wam rękę na miazgę roztłukę!
- Nie mędrkuj mi tu, tylko rób co ci rzekłem, bo inaczej nigdy nie dowiesz się, na czym polega spryt. Więc wal, czarci pomiocie!
- Dobrze. Zaczynamy. - Położył Marcin swą wielką spracowaną dłoń na największym kamieniu i mruga do diabła.
- Wal ile siły!
Wziął Czarciwąs zamach ogromny, jakby wołu pięścią chciał ogłuszyć. Ogonem dodatkowo o ziemię się zaparł, ścisnął pięść i z całej diabelskiej mocy na Marcinową dłoń opuścił. Ale stary w ostatniej sekundzie dłoń cofnął i czart w goły kamień trzasnął, aż echo po okolicy poszło, a kamień na drobne kawałki się rozleciał.
Zawył diabeł wściekle, łapsko stłuczone ścisnął, i do Wieprza co tchu śmignął, żeby mu chłodna woda boleść ukoiła. Za nim biegł śmiech Marcina i jego słowa:
- Widzisz ty czarci synu na czym polega spryt!
A gdy całkiem wydobrzał, postanowił sprawdzić, czy dobrze istotę sprytu pojął. Ruszył więc znad rzeki w stronę wsi i na miedzy spotkał drugiego mieszkańca Sernik, Mateusza, który wielce zafrasowany siedział.
- Hej, gospodarzu, czy wiecie co to jest spryt? - zapytał bo koniecznie chciał się upewnić, czy Marcinową naukę dobrze pojął. Spojrzał Mateusz na diabła i powiada:
- Nie w głowie mi rozmowa z tobą, skoro frasunek mam wielki. Jakby mi kto poradził, to mógłbym potem z tobą i o sprycie pogadać, ale nie teraz.
- Jakiż to frasunek?
- Widzisz, koń mi padł, a do zaorania jeszcze kawał pola zostało.
- Pomogę wam, gospodarzu, a potem wy mi o sprycie wyklarujecie.
Zaprzęgł Mateusz diabła do pługa i myśli: pewnie chcesz mnie oszukać ty diabelskie nasienie, ale ci się nie uda! Nie na głupiego trafiłeś!
Ze trzy dni orał chłop w diabła jak w konia. Nie żałował, batem biesa okładał, a do jedzenia sieczkę z odrobiną owsa dawał. Schudło diablisko, jeszcze bardziej szczerniało, ale wreszcie pole razem zaorali.
- To teraz o tym sprycie - domagał się diabeł.- Wiecie, co to jest, czy nie?
- No, niby wiem, niby nie wiem - powiada wykrętnie chłop, bo nie wie do czego Czarciwąs zmierza.
- To ja wam praktycznie pokażę.- Mówi diabeł, rad, że będzie mógł swoją wiedzę sprawdzić - Macie tu gdzie jaki kamień? Ale kamienia nigdzie nie było, jak na złość, choć obydwaj się rozglądali.
- Trudno - zdecydował czart - nie ma kamieni, to trzeba inaczej. Zaraz go czymś zastąpimy. Uważajcie gospodarzu. Ja położę swoja rękę na głowie, a wy ile macie siły, walnijcie mnie pięścią w tę rękę.
- Dobrze -mówi chłop - grzmotnę solidnie, ale nie będziesz miał żalu, jeśli cię łapa zaboli? Nie oddasz mi? Nie będziesz się mścił?
- Nie będę miał żalu i nie oddam ci.
- Diabelskie słowo honoru? - Upewnia się Mateusz.
- Diabelskie. Z samego dna piekła!
- To kładź rękę na łbie.
Pochylił się diabeł, rozkraczył, dłoń na głowę założył i woła:
- Wal!
Chłopu dwa razy nie powtarzać. Popluł w garść, zamachnął się szeroko i z całej siły pięść na czarci łeb spuścił, bo diabeł - pomny sztuczki, jaką mu Marcin pokazał - w ostatniej chwili łapę cofnął.
Padł czart na świeżą rolę, jak piorunem rażony. Zarył nosem głęboko w bruzdę, rogi - niby widły - w skibę mu się wbiły, do gęby pełno ziemi się nabrało. Po chwili wstał, ogon pod siebie - jak zbity psiak - podkulił i trzymając się za obolały łeb prosto przed siebie ruszył. Chyba musiał jednak o swych przygodach w piekle opowiedzieć, bo od tamtego czasu wszystkie diabły skrzętnie Serniki omijają. Także od tamtego czasu znalezione w polu odłamki kamieni okoliczni mieszkańcy diabelskimi krzesańcami nazwali. Chyba też wówczas powstało powiedzenie, że sprytny chłop nawet diabła potrafi w konia zrobić...
Monastyrski A.
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 5
Pomoc techniczna (1) Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Opowiadania