180. Sołtan Adam (1792-1863) - Szersza biografia

Bardzo proszę:
Jest to dział encyklopedyczny - więc NIE PROWADZIMY TU ROZMOW, NIE SZUKAMY PRZODKOW, INFORMACJI, KONTAKTOW - tu gromadzimy informacje, piszemy encyklopedycznie, ogólnie, bezosobowo. Każdy kto będzie zainteresowany umieszczoną przez Ciebie notą, sam widzi że interesujesz się rodziną, osobą, na pewno więc dopisze jeśli coś wie, lub się skontaktuje z Tobą. Jeśli chcesz poinformować że "szukasz..." napisz to w dziale ogłoszeń!

Jak pisać tutaj? - reguły, porady

Sołtan Adam (1792-1863) - Szersza biografia

Postprzez Marcin » 29.01.2008

nad. Jerzy Sołtan

Adam hr. Sołtan, (genealogia) pułkownik wojsk polskich, urodził się 2 lipca 1792 r. w dziedzicznem przodków miasteczku Zdzięciole w dawnem województwie nowogrodzkiem, z ojca Stanisława, marszałka W. X. Litewskiego i matki Franciszki księżniczki Radziwiłłówny. Mając zaledwie lat 16 zaciągnął się do artyleryi konnej pod wodzą Włodzimierza Potockiego w Warszawie i jako podporucznik odbył kampanią przeciw Rosyi, w której zdobył sobie krzyż Virtuti Militari. W r. 1812 Przeszedł do pułku jazdy pod dowództwem jenerała Konopki i pod Słonimem ranny, dostał się do niewoli. Zawleczono go w głąb Rosyi do Woroneża, zkąd dopiero po zawarciu pokoju powrócił do rodzinnego Zdzieciołu, zniweczonego pożogą. W armii nowo utworzonego Królestwa Kongresowego dosłużył się pod W. księciem Konstantym stopnia podpułkownika, nie mogąc wszakże znieść wybryków carewicza, w r. 1818 opuścił służbę a osiadłszy na wsi, zawarł związki małżeńskie z córką Aleksandra Pocieja, oboźnego litewskiego. W r. 1831 za wkroczeniem korpusu jenerała Chłapowskiego na Litwę, utworzył z włościan dóbr własnych i okolicznej szlachty oddział, z którym prowadził z rożnem szczęściem wojnę partyzancką w białowiezkiej puszczy. Zmuszony emigrować, czynił w czasie swego pobytu w Rzymie w r. 1836 gorące zabiegi u Stolicy Apostolskiej, by zapobiedz zerwaniu Unii z Kościołem katolickim na Rusi i Litwie. W tymże samym roku umarł nagle jego ojciec, dowiedziawszy się w Mitawie o porwaniu trzech wnuków do kadetów. Zdzięciół zabrała Moskwa na skarb, zamek zamieniono na koszary, klasztory odwiecznej fundacyi Sołtanów obrócono na cerkwie. W roku 1847 osiadł w Prusach Zachodnich gdzie córka jego poślubiła hr. Sierakowskiego z Waplewa. Umarł w Poznaniu 7 lutego 1863, do ostatniej chwili gorliwie zajmując się kwestyami bieżącemi politycznemu i literacrkiemi. Z Zygmuntem Krasińskim ścisła łączyła go przyjaźń.

Przyp. Adam Sołtan urodzony 2 lipca 1792 r. w Warszawie. Roku 1808 grudnia 9 wstąpił do artyleryi konnej pod dowództwem Włodzimirza Potockiego jako podporucznik, 1 kwietnia 1809 r. pierwszym porucznikiem. Prymicje pod Easzynem 19 kwietnia 1809 r., pod Grochowem 24 kwietnia, w Krakowie 15 lipca 1809 r. Jego pojedynek z oficerem rosyjskim 1 stycznia 1810 r. Krzyż wojskowy virtuti militari 1 kwietnia 1810 r. Adjutantem-majorem 18 czerwca 1810 r. Z Warszawy za paszportem saskim do Litwy. 9 listopada 1810 r. kapitanem dowódzcą. 2 kwietnia 1811 r. odstawka dla zdrowia (z mundurem). 13 czerwca 1812 r. do 11 pułku jazdy wstępuje jako szef szwadronu. 13 lipca 1812 (Wilno) r. jako szef szwadronu do 17 pułku jazdy litewskiej hr. Michała Tyszkiewicza. 12 sierpnia 1812 r. przeprowadzony do 3 lekkokonnego pułku gwardyi francuzkiej pod dowództwem Konopki z rodowitych Polaków. 19 października 1812 r. pod komendę Konopki spieszącego ku Dąbrowskiemu. pod Słonimem w bitwie z jenerałem Czaplicem ranny do niewoli. Lekkomyślność Konopki naraziła na tę klęskę nowo sformowany oddział. Sołtan podany za zabitego. Dnia 27 października 1812 roku jenerał Kossecki przysyła jenerałowi Bronikowskiemu list Łopacińskiego dla uspokojenia co do losu Sołtana. Do kwietnia 1814 r. w Woroneżu. Dnia 16 grudnia 1814 r. do Warszawy wraca. Dnia 17 grudnia 1814 r. otrzymuje "La decoration du Lys." Dnia 1/13 lutego 1815 r. [daty w systemie europejskim i prawosławnym, przyp. OKIEM] naznaczony do 2 pułku ułanów. Dnia 27 lutego-11 marca 1815 r. pod szefem sztabu dywizyi ułanów stryja Jana Wejssenhoffa. Dnia 15/27 lutego majorem w pułku Dwernickiego. Dnia 23 grudnia-4 stycznia 1815 r. szefem sztabu dywizyi ułanów. Dnia 22 grudnia-3 stycznia 1816 r. urlop do Litwy, Inflant. Dnia 1 października 1817 r. podaje się do dymisyi po degradacyi oficerów. Dnia 11/23 grudnia 1817 r. wyszła odstawka jako podpułkownika. Współcześnie Chłopicki, Sułkowski, Łubieński, Umiński, Wielhorski, Małachowski. Dnia 14 grudnia 1819 r. w Dreźnie narzeczony, 19 kwietnia 1820 r. ożenił się, w lipcu 1820 r. wyjechał z Drezna. Dnia 31 sierpnia 1821 r. ur. Aleksander Stanisław August w Wilnie, 30 stycznia 1825 r.ur. Adam Lew w Zdzięciele, 25 czerwca 1830 r. ur. Michał w Zdzięciele. Roku 1826 był mistrzem loży masońskiej w Nowogródku, 1826 r. pod aresztem w Grodnie za podejrzenie o należenie do spisku Pestelowskiego. Dnia 15 czerwca 1826 r, uwolniony po złożeniu upewnienia, że nie będzie do tajnych towarzystw należeć, zostaje pod nadzorem policyi. W maju 1831 r. łączy się z Chłapowskim, jenerałem (towarzyszem dawnym) w Bielicy, po przeczytaniu jego odezwy, z nim Strawiński, Mikulscy itd. Dnia 12 lipca 1831 r. Chłapowski i Giełgud składają broń na pruskiej granicy, Adam Sołtan i Czetwertyński, dowódzcą bateryi, opierają się temu. DDia 3 listopada 1831 r. w Piławie internowany. W okolicy sąsiedzi Michał Wołłowicz, Kubliccy, Teodor Pociej, Strawiński, Stefan Niezabitowski, Ignacy Domejko.

Tych, którzy nie prosili łaski u cesarza rosyjskiego wyprawiono. Sołtan z Izydorem Mikulskim wypłynął po odprawieniu wiernych sług do kraju. W marcu 1832 r. na Frische Nahrung rozbił się statek.


Bibliografia (spis)
Żychliński T., "Kronika..."
Gembarzewski B., Wojsko...
"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda

Re: Sołtan Adam

Postprzez Marcin » 29.03.2008

Adam Sołtan :Krótki Rys Życia Mego

Urodziłem się 2 lipca 1792 r. W Warszawie, z ojca Stanisława, marszałka W. Księstwa Litewskiego, i Franciszki ks. Radziwiłłówny, podkomorzanki W. Ks. Litewskiego.
Chrzcił mnie ksiądz Hieronim Strojnowski, później rektor Uniwersytetu Wileńskiego, trzymali do chrztu św. Ludwik Hieronim Tyszkiewicz, hetman litewski, z księżną Izabelą z Flamingów Czartoryską, generałową ziem podolskich, i Machał Brzostowski, starosta piński, z księżną Marią z Czartoryskich Wirtemberską . Imiona mi dano: Adam Ludwik Michał.
Rodzice moi mieszkali w Dzięciole, własnym majątku w powiecie słonimskim, dawnym województwie nowogrodzkim w Litwie, dziś guberni grodzieńskiej, i tam w dzieciństwie chowałem się. Matka mnie ofiarowała do cudownej Najświętszej Panny Żyrowickiej, która się najprzód objawiła przodkowi naszemu Aleksandrowi Sołtanowi, podskarbiemu W. Ks. Litewskiego, kawalerowi Bożogrobskiego, Jerozolimskiemu i Złotego Runa, około r. 1470, a ten ufundował tam na jej cześć cerkiew obrządku greckiego zgodnego z Rzymem, do którego sam należał, póżniej ulokowano tam klasztor ks. bazylianów co trwało aż do r. 1839, w którym zabrano i kościół, i klasztor na schizmę i na rezydencję czy ławr, jak oni zowią, archireja obrócono. Obraz cudownie Aleksandrowi Sołtanowi objawiony tamże się znajduje, niestety w rękach schizmatyków. Matka moja odbywszy pielgrzymkę ze mną do Żyrowic i po ofiarowaniu mnie N. Pannie zrobiła także votum ubierać mnie do lat siedmiu tylko błękitno i biało, abym się chował, bom tylko jeden syn w rodzeństwie był. W ósmym roku dostałem z Krakowa z ręki Jana Śniadeckiego za guwernera pana Brzuchalskiego, uczonego i poczciwego człowieka, później bibliotekarza Akademii Krakowskiej. Po śmierci matki mojej, najlepszej, najzacniejszej , szanowanej przez cały kraj, w roku 1802 przypadłej, jej zgon zdaje mi się, że już w r. 1803 ulokował mnie ojciec z guwernerem w Wilnie: uczyłem się w domu, ale zapisano mnie, nie wiem jakim ferworem, w album studentów Uniwersytetu i na niektóre kursa uczęszczałem już, choć tak młody i bez przejścia przez gimnazjum: to trwało do r. 1807. Naturalnie takie studia nie mogłyby bardzo skuteczne, nauczyłem się mało, dokazywałem swawoli między kolegami wiele, ale jakoś, nie pojmuję czemu, tolerowany byłem, a w r.0807 po kłótni jakiejś z synem generała –gubernatora Korsakowa opuściłem Uniwersytet mając zaledwie lat 15 skończonych, ale o cuda, ze stopniem kandydata filozofii, na mego ojca, szanowanego ogólnie, który był wprzódy panów profesorów na suty obiad do siebie zaprosił. Miałem kończyć nauki gdzieś za granicą i w tym celu z ojcem i guwernerem wyjechaliśmy latem 1808 ze Zdzięcioła za granicę, a naprzód do Warszawy.
Zdaje się, że ojcu podobało się w Warszawie pomiędzy dawnymi przyjaciółmi, których od r. 1794 nie widział, sam będąc tego roku na wiosnę, przed wybuchem powstania, z domu przez Moskali porwany i do niewoli zabrany, gdzie w Smoleńsku, a potem Kazaniu aż do śmierci Katarzyny przesiedział. Był to krok ze strony Moskwy zupełnie nieprawny, bo wtedy ta część Litwy, gdzieśmy mieszkali, jeszcze niby to niepodległą była.
Muszę tu wspomnieć, że nie zapomnę nigdy, jak jednego wieczora, kiedyśmy dzieci za stołem jakąś zabawą czy grą dziecinną zajęci byli, matka moja otrzymała list przez sztafetę od siostry swej Mostowskiej z Mińska donoszący o śmierci Katarzyny Imperatorowej: porwała nas za ręce matka i kazała nam uklęknąć, a Panu Bogu dziękować za tę wiadomość zwiastującą uwolnienie ojca.
Wracam do Warszawy i 1808 roku: zamiast jechać dalej i kończyć nauki, wszedłem do wojska polskiego Księstwa Warszawskiego w grudniu 1808, a więc w 16 lat zaledwie skończonych, i to, znowu o cuda ! jako oficer, podporucznik (nadkomplety wprawdzie) i bez płacy, do artylerii konnej właśnie formującej się pod dowództwem i kosztem Włodzimierza Potockiego.
Zapewne to jedynie przez wzgląd na ojca i przyjaźń dla niego księcia Józefa.
W 1809 jako porucznik już 1 klasy odbyłem kampanię przeciw Austrii i dostałem za to krzyż złoty Virtuti Militari , W 1810 zostałem kapitanem dowódcą 2 kompanii artylerii konnej.
W 1812 zostałem nominowany rozkazem dziennym Napoleona na szefa szwadronu w formującym nowym pułku jazdy 17 i zaraz przeniesiony jako szef szwadronu do formującego się także pod generałem Konopką 3 pułku szwoleżerów gwardii cesarskiej zaledwie w połowie uformowany, bo tylko we dwa szwadrony, z których ja komenderowałem drugim.
W marszu celem połączenia się z armią w nieroztropnie przez Konopkę przyjętej bitwie w Słoninie w Litwie dostałem się wraz tymże Konopką i innymi oficerami do niewoli.
Najprzód zaprowadzono nas do Nowomoskowska w jekaterynosławskiej guberni, miejsca dawnej Siczy Zaporowskiej, a potem do Woroneża za Donem: przesiedziałem w niewoli aż do końca wojny 1814.
Wróciwszy stamtąd zjechałem się w zrujnowanym Zdzieciole z wracającym z Francji ojcem, który będąc 1812 nominowany przez Napoleona prezesem Rządu Narodowego w Litwie, kraj był opuścił i za armią zdążał z kolegami swymi .
Wzruszające to było spotkanie z emigracji i z niewoli w opustoszałym prawie domu.
W Warszawie miało się organizować na nowo wojsko polskie tak zwanego Królestwa Polskiego. Lubo ojciec niewielką miał nadzieję w obietnice Aleksandra, jednak sadził, że wypada mnie do kadetów tych wojska zapisać się , co i też dopełniłem, przedstawiłem się przez gen. Krasińskiego W. Księciu w mundurze gwardii Napoleona.
Nie bardzo to zdaje się podobało W. Księciu, bo tylko mruknął: „de quel gouvernement?”,i poszedł dalej, ale pokazała się niełaska potem, bo w nowej organizacji dano mi rangę majora tylko w 2 pułku ułanów Dwernickiego, kiedy ranga szefa szwadronu gwardii cesarskiej odpowiadała randze pułkownika, a jeżeli liczono moją do młodej gwardii, to przynajmniej do podpułkownika. Nie reklamowałem, bo nie dla rangi służyć chciałem, ale wtedy, jak mniemałem, z obowiązku Polaka. Kiedy zaś W. Książe ujrzał mnie pierwszy raz w mundurze nowej organizacji majora 2 pułku na paradzie, zawołał na mnie i pytał, czy jestem synem tego starego Sołtana, co mieszkał w Dzięciole, mówił mnie, że mnie widział dzieckiem przejeżdżając przez Zdzięcioł temu lat 19, że wyrosłem (co za dziw?), że ma dobrą pamięć i tą się przed generałami chwali itd., słowem był bardzo łaskaw i tę łaskę mnie istotnie przez cały czas służby mojej zachował. Dywizją nowo organizowanych 4 pułków ułańskich dowodził gen, Weyssenhoff, mój stryj, brat przyrodni mego ojca. Wybrał mnie na podszefa sztabu swojego, a wkrótce, po postąpieniu szefa sztabu Przebendowskiego, pułkownika, na generała brygady zostałem szefem sztabu, Staliśmy z główną kwaterą dywizji najprzód w Sejnach, w części Litwy do Królestwa należącej, niegdyś kawał województwa trockiego, dziś gubernią augustowską zwanego. Potem w Siedlcach na Podlasiu. Służba moja była lekka i miła, ale kiedy po kilku leciach okazało się, że Aleksander ani myśli obietnic uskuteczniać, kiedy W. Książę coraz bardziej po moskiewsku generałów i oficerów traktował, podałem się do dymisji i otrzymałem ją na początku 1818 z rangą podpułkownika i pozwoleniem noszenia munduru. Ojciec życzył, bym się żenił, i oddał mi zarząd majątku zupełny. Ceniąc zasługi patriotyczne szacownego i kochanego ogólnie w Warszawie i w Litwie oboźnego W. Księstwa Litewskiego Aleksandra Pocieja, a wiedząc, że ma dorosłą córkę, postanowiłem poznać ją i jeżeliby mi się podobała, starać się o nią.
W tym celu po porozumieniu się mego ojca z p. Pociejem i za przyzwoleniem jego wybrałem się w końcu 1819 do Drezna, gdzie ona z guwernantką, znajomą mi panią Lubowiczową , oraz z bratem swoim młodym Teodorem Pociejem dla kończenia edukacji mieszkała.
Podobaliśmy się sobie nawzajem i na wiosnę 1820 ożeniłem się w Dreźnie: ślub nam dawał ks. jezuita padre Grachi, Włoch, w kaplicy na Fredrich Stadt. Generał Kniaziewicz zastępował ojca panny i był światkiem wraz z panią z Brzostowskich Raciborską.
W sierpniu 1820 wróciłem z żoną do Zdzięcioła. Ojciec mi zupełnie majątku odstąpił warując sobie pensję i sam po 19-letnim owdowieniu ożenił się w 62 roku życia powtórnie z panią Konstancją z Toplickich Korsakowi, wdową bardzo piękną i dobrą kobietą, w której szalenie rozkochał się był. Odtąd zasiadłem w Litwie, gospodarowałem i ciężkimi na mnie włożonymi interesami zajęty, powiem przebity. Z żoną wziąłem wielki majątek na Polesiu pińskim od granicy wołyńskiej, Stolin, na majątek poleski piękny, obszerny i wygodny, ale zadłużony. Męczyłem się, a dzieci mi się rodziły. W r. 1826 jeden z najlepszych przyjaciół moich przyaresztowany w Warszawie wygadał się, Bóg wie czemu, że należałem do Związku Patriotycznego, od r. 1820 bardzo rozgałęzionego. Zawołono mnie do Grodna i w komisji ad hoc pytano, a lubo zaprzeczyłem, przyaresztowany w Grodnie byłem; nie wożony do Warszawy ani do Petersburga z innymi tylko przez łaskę W, Księcia. Po kilku miesiącach siedzenia w Grodnie dozwolono mnie wrócić do domu, ale aż do 1830 r.zostawałem pod dozorem policji, tak że z jednego majątku do drugiego nie mogłem bez pozwolenia gubernatorów obu się udać. Tak trwało przy wielu zgryzotach domowych i ciężarach mnie obarczających aż do wiosny 1831. Generał Chłapowski wszedł do Litwy właśnie w chwili, kiedy miałem się z innymi do Puszczy Białowieskiej do powstańców udać, bo nasze projektowanie i ulożene powstanie od Grodna aż po Dniepr zwichniętym zostało przez wybuch za wczesny w marcu w Oszmianie Miało się nasze powstanie na całej tej przestrzeni wraz z pierwszym liściem leśnym rozwinąć, a nawet i opanowanie Bubrujska .było w nadziei, tymczasem marcowe w Oszmianie powstanie obudziło największą u Moskali ostrożność-miejsca wszystkie ważniejsze i miasteczka obsadzone zostały, a my wszyscy dnia jednego w domu niepewni. Na wezwanie i list Chłapowskiego, umówiwszy się z sąsiadami mymi Józefem i Izydorem Mikulskim, Hieronimem Niezabitowskim i innymi kilku, ruszyliśmy za Niemen połączyć się z nim, co nastąpiło nazajutrz, zaraz właśnie po bitwie jego przy Lidzie.
Złączyłem się w 30 mniej więcej koni, naprędce z domowych zabranych, między Lidą i Żyrmunami na trakcie wileńskim, w chwili kiedy potkawszy batalion jakiś z Wilna idący już ustępowali przed nim i cofając na lewo do [brak miejscowości] nad rzeczkę Dziłwę, stamtąd w Trockie szukać powstania, o którym tyle emisariusze mu nagadali, zamierzał. Istotnie trafiliśmy na oddziały i trafiliśmy na oddziały Matuszewicza, przezacnego Gabriela Ogińskiego i Karola Przezdzieckiego (z Oszmiany) a potem w [brak miejscowości] i Janowie połączyliśmy z innymi i z Giełguda korpusem. Dano mnie niby to brygadę nowej jazdy z dwóch mających się formować nowych pułków, razem około 700 koni, mizernie osiodłanych i okiełzanych, ludzi lada jako uzbrojonych, niedoświadczonych, młodych, karności nie pojmujących, ale dobrej woli. Ciężka to była i niewdzięczna służba z taką jazdą forpocztę albo arier tylną straż odbywać; nie mogąc się na nikogo [spuścić], na żaden patrol, na żadną placówkę, jako ludzi nowych i żadnej wojskowej służby nie znających złożone, oka prawie nigdy zmrużyć nie mogłem, Krótka i niesławna kampania ta żmudzko-litewska skończyła się przejściem do Prus, wyjąwszy korpus ten dzielnego generała Dembińskiego, który przedarł się do Warszawy nazad zabrawszy spóźnione spóźnione nowogródzkie pod Kaszycem i Stefanem Niezabitowskim powstanie. Przeszedłem granicę z korpusem Chłapowskiego do Prus i w oczach moich zabity biedny niedołężny Giełgud, ani zdrajca, ani wcale owemu przejściu do Prus nie winien ; jakiś oficer z korpusu generała Rolanda, z kołnierzem żółtym, zdaje mi się od piechoty, przyskoczył do niego i o kroków 15 krzyknąwszy: szelmo , zdrajco, giń! strzelił do niego z pistoletu, a trafił tak, że nieborak Giełgud tylko wziął się za serce i ani słówka nie rzekłszy, nieżyw z konia spłynął na ziemię, a ten oficer zawrócił konia i poleciał złączyć się z przechodzącym niedaleko, drogą graniczną, korpusem Rolanda, który notabene we dwa dni także w Prusy wkroczył.
Odtąd zaczyna się tułactwo moje, po wiosnę 1833 w Piławie lub w Królewcu, stamtąd marszem na Kopenhagę, Lubekę do Hamburga, gdzie do lipca 1883 mieszkałem z Izydorem Mikulskim. Tamem się zażył i zaprzyjaźnił z zacnymi Domem Przedsiębiorstw Okrętów i Żeglugi Handlowej, angielskiego pochodzenia.. Robert Miles Sloman . Córka ich starsza, Eliza, pisząca wiersze i egzaltowana , zachwycona była sprawą naszą, zaprzyjaźniła się ze mną i wiele mam listów jej – dziś zamężna Wille w Zurych. Rad bym został w Hamburgu, ale uniżony do Moskwy senat Rzeczypospolitej życzył mego wyjazdu., a więc nie czekając, aby nas wyprawiono policyjnie, odpłynęliśmy z Mikulskim pierwszych dni lipca 1833 do Londynu ; zwiedziliśmy Birmingham, Liverpool,Bangor i wyspę Anglesey i przez Dolgelley, na Shrewsbury i Bath pojechali do Portsmouth, a stamtąd Lymington, gdzie po 2 miesięcznym w Anglii pobycie przybyliśmy do Havre de la Heve do Francji W Paryżu zabawiłem do pierwszych dni lutego 1834 i rozstawszy się z żalem z Mikulskim, sam udałem się przez Lyon, Avignon, Marsylię,Genuę, Livorno, Civitavecchia do Rzymu. Kochany mój brat cioteczny Michał Radziwiłł z Podłużnego dał mi dowód najczulszej przyjaźni i braterskiego prawdziwie przywiązania, opatrując przez [wyraz nieczytelny] swoichhoinie potrzeby moje, z kraju bowiem nikt z najbliższych nie myślał o mnie i żeby nie kochany Michał, nędzę bym cierpiał, choć miałem 3 siostrzenice bogate z siebie i za pierwszymi w Litwie bogaczami. Ojciec nic nie mógł dawać, sam w biedzie będąc, bo Moskwa majątek jako formalnie mnie należący zabrała, a jemu pensji jako nieformalnie zabezpieczonej nie płaciła.Miałem niektóre polecenia od księcia Czartoryskiego do Rzymu i listy rekomendacyjne do ambasadora francuskiego marquis de Latour Maubourg i do kilku kardynałów, tudzież do księżny Kazimierzowej Lubomierskiej z domu Granowskiej, przyrodniej siostry teścia mego, Pocieja, a więc grande tante dzieci moich, i prócz tego krewnej mi jako cissus de germain. Księżna mnie przyjęła tout a fait en faveur , ambasador francuski bardzo życzliwie, a kardynał Miara z mocnym dla sprawy polskiej interesowaniem się . Zapoznałem się ze starą księżną stolnikową Dorotą z ks. Jabłonowskich Czartoryską, niegdyś przyjaciółką rodziców moich; polubiła mnie bardzo. Poznałem się także z młodym Zygmuntem Krasińskim, zżyłem się z nimi wspólnie jak najserdeczniej zaprzyjaźniliśmy się, jak mam tego w licznych listach jego dowody, i ta przyjaźń, czuła i gorąca, trwa całe ćwierć wieku, aż do nieodżałowanej dla całej Polski śmierci jego. Lato 1834 pojechałem do Neapolu i tam widziałem jedną z największych erupcji Wezuwiusza. Z przybyciem moim do Rzymu z Francji nastąpiła nieszczęsna Ramoriny z Polakami do Sabaudii wyprawa ; najgorsze zrobiła w Rzymie o Polakach wrażenie, tak że ambasador francuski powiedział mnie; Ne sous faites pas illusion, on n’aime pas les Polonais ici.” Wcale się tej iluzji nie oddawał.Nie wierzono w Polszcze niczemu, a ufano i sympatyzowano z Moskwą; zamachom na unię Rusinów ani wierzyć chciano, ani też żadnego przeciw temu nie uczyniono kroku, nie przemawiano do duchowieństwa ich i nic nie sprzeciwiano się ani głoszono, aż kiedy już za późno było.
W 1836 zwiedziłem latem Szwajcarię i w Genewie zjechałem się z jadącym do Florencji, do obecnej siostry Zamoyskiej, księciem Adamem. W 1837 lato przebyłem ze Zdzisławem Zamoyskim i żoną jego przy Florencji w Villa Careggi, niegdyś rezydencji Laurent de Medycia, gdzie i umarł podobno. W sierpniu dostałem pozwolenie udać się do Wiednia, gdzie zamieszkała księżna Kazimierzowa Lubomierska i dokąd już sprowadzoną została i przywieziona przez zacną śp. księżnę Helenę Ponińską z Kamieńca za jej staraniem wydobyta córka moja, dotąd u wizytek tam w Kamieńcu na pensji będąca.
Pozwolenie do widzenia otrzymała księżna przez pana Luft u księcia Metternicha dla mnie, ale na 2 miesiące tylko, jednak za staraniem dobrych przyjaciół i pań przedłużyć mi one kazał ks. Metternich nieograniczenie i tak zimą w Wiedniu, latem w Baden przebywałem.
W 1838 zajechał mój kochany i nieodżałowany dla mnie cioteczny brat Michał Radziwiłł z córką swą Marceliną; dzieliłem się między nich i księżnę Każmierzową i tak próżniacko wprawdzie, ale mile i cicho płynęły lata, z początku ożywiał je czasem swoim pobytem drogi Zygmunt Krasiński, a cała młodzież polska zbierała się wieczorami późno u niego, nie bez korzyści , bo mogę stwierdzić, że Adam i Alfred Potoccy młodzi wiele skorzystali od niego.
W 1840 r. Marcelina wyszła za mąż,Michał odjechał na Wołyń, w 1844 r. Maria moja też za mąż wyszła , smutno mi było i dość samotnie, ale domy polskie uprzejmie mnie przyjmowały, zwłaszcza p. ordynat Zamoyski, ks. Konstanty Czartoryski, pani Alfredowa Potocka, pani Caboga Wanda z Potockich itd.
W 1846 r. same klęski, rzeż w Galicji, śmierć teścia mego i księżny Kaźmierzowej, Michała Radziwiłła. W 1847 pozwolono mnie udać się do córki do Prus i tam w Waplewie kilka lat cicho i spokojnie przeżyliśmy.
W 1851 r. na wezwanie Zygmunta Krasińskiego udałem się do niego do Heidelberga; zawsze równie gorący przyjaciel, ale schorzały, sam cierpiący. Stamtąd zbiegłem do Paryża i tam po latach 18 nieobecności uściskałem kochanych przyjaciół i kolegów Mikulskich i drugich-wszyscy podstarzeli, posiwieli. W 1852 r. odwiozłem Marysię do Franzensbat, a stamtąd znowu do Zygmunta do Baden-Baden, potem stamtąd z Marysią znów do Paryża w jesieni.
W lato jeździło się odtąd i widywało z Zygmuntem to Heidelbergu, to w Badenie.
Ostatni raz 1856 byłem z nim w Badenie, cierpiał wtedy wiele na nogę, otworzyła mu się bowiem rana jakaś na kolanie, uparta do uleczenia, i o kulach chodził; odtąd go już nie widziałem, bawił najwięcej w Paryżu i sprawę swoją o podstępne bankructwo Thurneyssena, przez co do 3 milionów złp. tracił, popierał czynnie. Ja w 1847 na wiosnę odbyłem przykrą na oko kurację w klinice Graefego w Berlinie –dostałem był zatkanie kanału łzawego, a stąd rodzaj fistuły w różku oka prawego; uległem operacji, bardzo wprawdzie zręcznej i nożem, i ogniem p. Graefego, ale wyleczony nie zostałem, a kochany Graefe, bardzo miły i sympatyczny człowiek, cieszył mnie, że „une petite infirmité vs restera ou bien il vaudrait recommencer la cure et répéter une petite operation, mai sil ajo utait: n’est ce pas mr le comite, vs avez septente ans? cela ne vaudrait plus la peinc”
Lato spędziłem w Waplewie i w Kablenz podobno czy Kranz . W 1848 w jesieni przenieśliśmy się z Marysią i dziećmi do Poznania; Adaś rozpoczął szkołę w gimnazjum, a Jolkę oddano do Sacre Coeur i odtąd bawiliśmy zimę i część wiosny dla dzieci w Poznaniu, a kilka miesięcy lata w Waplewie.
W 1859 r. Zygmunt straciwszy ojca rozchorował się i świat ten pożegnał 23 lutego w Paryżu.
Cala Polska opłakuje wczesny zgon niezrównanego wieszcza swego i najgorliwszego ojczyzny syna, a ja …najserdeczniejszego przez całe ćwierć wieku przyjaciela.


własnoręczny życiorys z "Listów do Adama Sołtana" - przedruk za książką opracowaną przez Zbigniewa Sudolskiego wydana w 1970r.
"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda

Re: Sołtan Adam

Postprzez Marcin » 29.03.2008

"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda


Powrót do S____