1836. Anegdota o furmanie

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Anegdota o furmanie

Postprzez Ludwik » 09.12.2008

Z dokumentów i legend
Witold Karpyza opowiada:
Anegdoty związane z Indurą zanotowane przez pana Witolda Karpyzę i wydane w Magazynie Polskim w roku 2003, nr 3.

Co dotyczy nazwy miasteczka: "Otóż w zamierzchłych czasach, na miejscu dzisiejszej Indury stała jedynie karczma na skrzyżowaniu dróg. Karczmą zarządzał żyd, mający bardzo piękną służącą, która na imię miała Inda, a ponieważ była niespełna rozumu, więc w gwarze miejscowej mówiono o niej "dura". Z tych słów utworzono: "Jadę do Indy-dury", czyli do karczmy. Po latach została Indura". Nam zdaje się jednak, że nazwę miasteczko otrzymało od rzeczki Indurki, a że zawsze górowało nad okolicznymi osadami, to i nazywano je poważnie – Indurą.

I jeszcze kawał zapisany przez szanownego pana Witolda nie dla delikatnego ucha: "W majątku Żytorodź, dwa kilometry od Indury, właściciel Kozłowski miał dwie córki, które uczyły się w Grodnie. Były to dawne czasy, kiedy między Grodnem a Indurą nie było stałego połączenia autobusowego. Jeździło się końmi. Na koniec roku szkolnego trzeba było zabrać dorastające panny na wakacje do Żytorodzi. Dziedzic kazał przygotować drabiniasty wóz, solidnie wymościć go słomą i starego woźnicę posłać do Grodna. Jak zwykle dziewczynki siedziały z tyłu, a woźnica z przodu. Dobrze wypasione konie co jakiś czas podnosiły ogony i... Dziewczęta w śmiech, aż wreszcie spytały woźnicę:
- Powiedz, kto pierwszy wącha, gdy konie smrodzą?
Woźnica bez namysłu:
- No, pewnie, że furman. Ale kto, gdy pierdnie furman?
Pannom rumieniec uderzył na policzki.

Humor przeszłych lat i ludzi minionych. A jednak zasługuje na uśmiech swoją prostotą i naiwnością, której brak czasom teraźniejszym.

[za - http://kresy24.pl/showArticles/article_id/68/ ]
Avatar użytkownika
Ludwik
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 2
Nazwiska, książki (1) Wartościowy artykuł (1)

Powrót do Opowiadania