Całe kilo migdałów obranych dać na stolnicę i kilo cukru miałkiego, do tego 4 łyżki wody zimnej lub 5, tak aby się dobrze na ciasto zgnietło, trochę wanilii, potem gdy już wyrobione rozdzielić na dwie połowy, każdą połowę pokłaszyć (?) (naturalnie najpierw jedną połowę się robi a potem drugą), do kamiennej rynki dać na gorącą blachę mieszając ciągle aby się rozgrzało i w dotknięciu było gorące. Wtedy zdjąć z ognia i mieć przygotowane na stolnicy odrysowane dwa koła na tort i te koła zlać zimną wodą, a potem massę z rondla rozdzielić pół na jedno, pół na drugie koło, zwilżonymi rękami rozplaskać na równe blaty i tak niech schnie godzinę. Po wyschnięciu podważyć nożem i zdjąć. To samo zrobić z drugą połową i tak aby były cztery równe placki. Najlepiej to robić w dwie osoby, bo massa prędko tężeje i pod rękami schnie. Do tego robi się następującą massę. Trochę więcej jak 1/2 funta masła delerowego(?) utrzeć na pianę z czterema żółtkami, dodać cztery tabliczki czekolady tartej, cukru 15 deko, śmietany słodkiej parę łyżek, wanilii i kieliszek rumu, to dobrze utrzeć, posmarować wszystkie placki z wierzchu, oblać lukrem czekoladowym zrobionym z czterech tabliczek czekolady i czterech łyżek śmietanki, na ogniu rozpuścić i chłodnym tym oblać. [zeszyt Marii Katarzyny Radwan z Rawałowic (rkps)]