Teofila i Kazimiera wspominają młodość, a ja przysłuchuję się ich rozmowie, bo to są moje ukochane kobiety: babcia i jej siostra. Z początku jest bardzo miło: - A pamiętasz, jak… - Nie, to było inaczej… Jednak wybierając bezpieczną drogę wstecz, nawet na niej można natrafić na minę. W pamiętnym roku 1926 Teofila wzięła ślub z Bolesławem, w wieku zaledwie dziewiętnastu lat. Pierwszą parą drużbów na tym ślubie miała być Kazia i pewien blondyn. W wersji babci: świński blondyn, którego spotkała na ulicy w przeddzień swojej uroczystości. Oświadczył jej, że na nią nie przyjdzie. Zaklinała go, aby zmienił zdanie. Nie chciał. Kazia wpadła w rozpacz. Razem z nią wszyscy płakali. Panna młoda poszła do ołtarza z czerwonym nosem. Po niespełna pięćdziesięciu latach ciotka znów wybucha płaczem: - Sama odmówiłaś mi kawalera! Sytuacja robi się nieznośna i nadzwyczaj przykra. Nie wiadomo, jak z niej wybrnąć. Wtedy moja niezrównana babka klęka na podłodze, mówiąc uroczyście: - Kaziu, przysięgam ci na grób naszych rodziców, że tego nie zrobiłam. Tu mogłaby zapaść kurtyna, ale jej nie było, bo owa scena rozegrała się w domku campingowym na wczasach. Był rok 1973, a miejscowość nazywała się Wilga.