To jest autoportret przyszłej zakonnicy. W tle widać zimę 1935 roku i panoramę Wilna. Było ono jej rodzinnym miastem. Tu zdobyła wykształcenie artystyczne, pracowała jako malarka, wyszła za mąż i wkrótce po ślubie owdowiała. Po wojnie znalazła się w Gdańsku, a w roku 1956 wstąpiła do zakonu benedyktynek w Żarnowcu. Nowicjat rozpoczęła rok później, a profesję złożyła w 1958 roku. Była już wtedy po pięćdziesiątce. O tym, że nazywała się Zofia Wendorff-Serafinowicz, nie miałem pojęcia. Znałem ją jedynie pod zakonnym imieniem Paula. Żeby przywołać jej postać, znowu muszę cofnąć wskazówki zegara, ale tylko trochę, tym razem nie do XIV wieku. W latach 80. siostry prowadziły pensjonat dla letników, z którymi był taki problem, że naruszali nieco Regułę Św. Benedykta, ale zarazem przynosili dochód, a to nie było bez znaczenia. Do tego pensjonatu przyjechałem wraz z przyjaciółką Basią. Rozpoczął się właśnie wrzesień 1985 roku. Pogoda była w kratkę, ale jeśli nawet niebo przesłaniały chmury i padał deszcz, pozostawało nam się cieszyć sklepieniem palmowym refektarza, gdzie przychodziliśmy na posiłki. Kiedy przyjechali Oazowicze, ciche na ogół zabytkowe wnętrza, wypełniły się entuzjazmem religijnym, którego nie lubię. W każdym razie bardzo on nie pasuje do architektury gotyckiej. Basia na ten temat miała inne zdanie. Raz chłopiec z Oazy zagadał do nas przy śniadaniu: „A wy, też należycie do jakiejś grupy religijnej?”. Naprawdę byłem mu wdzięczny za to pytanie, bo mogłem odpowiedzieć: „Nie, nie, my to jesteśmy tacy zapóźnieni letnicy”. Nasze rozmowy z siostrą Paulą były fascynujące. I trwały dość długo, co niemal burzyło zakonną dyscyplinę. Po każdej z tych konwersacji mówiłem do Basi: „Ona nie do końca jest zakonnicą”. Z czym moja przyjaciółka się zgadzała. Z Żarnowca przywiozłem kilka małych linorytów siostry Pauli: Sklepienie palmowe refektarza, Żniwa, Okno gotyckie w wirydarzu i Słońce w klauzurze. Ten ostatni linoryt lubię szczególnie. Daty roczne zamykające życie Zofii-Pauli: 1905-1989.