Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Przygoda babci Katarzyny

4.10.2026
Przypomniał mi się dzisiaj rano epizod z życia mojej babki, Katarzyny Stosiówny.
Lata 30. XX wieku. Jej ukochany, z zawodu nauczyciel, z pochodzenia Żyd, wyjechał do Palestyny i tam na nią czekał. Babka miała do niego dołączyć. Los chciał, że spóźniła się na odprawę... Kiedy dotarła do portu, potężny pasażerski parowiec właśnie odpłynął.
Inna kobieta usiadłaby na walizkach i zalała się łzami. Ale nie moja babka! Katarzyna nie należała do osób, które stoją bezradnie. Błyskawicznie rozejrzała się po porcie i wynajęła prywatną motorówkę. Ruszyli w pościg za wielkim statkiem!
Silnik ryczał, fale uderzały o pokład, ale udało się – motorówka dogoniła sunącego kolosa. Zaskoczona załoga statku, widząc zdeterminowaną kobietę na falach, wyrzuciła przez burtę sznurkową drabinkę (sztormtrap). Babka, z niesamowitą sprawnością i bez cienia strachu, wspięła się po niej na pokład.
Kiedy jej stopa stanęła na pokładzie, wszyscy pasażerowie, którzy obserwowali ten pościg zza barierki, zaczęli bić brawo! Sam kapitan statku był pod takim wrażeniem jej odwagi i ułańskiej fantazji, że podszedł do niej i w nagrodę ofiarował jej... własne wieczne pióro.
Pióro niestety zaginęło w zawierusze dziejowej, ale do dziś przechowuję inny materialny ślad tamtej podróży – piękny krzyżyk z napisem Jerusalem, wykładany macicą perłową.
Zawsze, kiedy myślę o genach i sile charakteru, przypominam sobie babkę Katarzynę na sznurkowej drabince pośrodku morza. Kobietę, dla której nie było rzeczy niemożliwych.

Moi dziadkowie, zarówno ze strony matki, jak ojca, rozeszli się jeszcze przed wojną. Obydwie babcie, Katarzyna i Teofila, były kobietami wolnymi.