Antoni Wojciech Szemet (1869 - 1940) generał brygady; w I wojnie służył w carskim wojsku; w latach 1918-19 w armii ukraińskiej, Szulmiński od 1919 był oficerem łącznikowym w Wojsku Polskim; pełnił funkcję dowódcy powiatu i miasta Lidy; Dowodził Okręgami Etapowymi w Mińsku, Brześciu i Baranowiczach; w 1923 r. z powodu złego stanu zdrowia przeszedł w stan spoczynku. Zmarł w Bydgoszczy w 1940 r. Źrodło: Historia Baranowicz
Generał Szemet byl bratem męża mojej Babuni Teresy Szemiot z domu Rubińskiej. Po Powstaniu Warszawskim w 1945 roku, gdy nasz dom w Warszawie okazał się wysadzony przez Niemców w powietrze, mieszkałem wraz z rodzicami około roku u jego żony "Cioci Mani" w Bydgoszczy na ul. Jagielońskiej(Numeru nie pamiętam, zdaje się że 78) Od niej też dowiedziałem się więcej o stryju Antosiu. Dlaczego posługiwał się nazwiskiem :SZEMET, gdy pochodził z rodziny SZEMIOTÓW ? Otóż będąc młodym oficerem dowiedział się, że w tym samym pułku służył inny oficer o nazwisku Szemiot. Ów oficer pełnił funkcje skarbnika jakiegoś stowarzyszenia i popełnił defraudacje koleżeńskich pieniędzy. Stryj aby zapobiec myleniu jego osoby z owym oficerem - zmienił nazwisko na Szemet i używał go do śmierci. A oto druga historyjka: Stryj posiadał dwa ukochane dobermany z którymi będąc już na emeryturze chadzał na spacery na łączkę za domem, bezpośrednio nad brzegiem Brdy. Pewnego razu na wiosnę, gdy przy brzegach był jeszcze lód,a środkiem rzeki płynęły kry - bawiące się psy wpadły do nurtu rzeki. Ich próby wdrapania się na przybrzeżny lód okazywały się niemożliwe. Stryj, nie wiele myśląc wskoczył na przybrzeżny lód. Lód naturalnie załamał się pod nim i stryj w swoim generalskim mundurze i szynelu wpadł po szyję do lodowatej wody. Szczęście mu dopisało, bo trafił na miejsce nie bardzo głębokie, tak, że stopami dotykał dna. Udało mu się obiema rękami pochwycić oba psy za obroże i tak we trójkę szczęśliwie dotarli do domu. Jak twierdziła Ciocia Mania, po tej przygodzie nie nabawił się nawet kataru. Wspomnienie napisał: Zdzisław Meissner 17.02.2014
Mój starszy brat przypomniał mi jeszcze jedną historyjkę dotyczącą Stryja. Otóż podczas odwiedzin Stryjostwa brat (mający wtedy lat kilka), zapytał Stryja dlaczego ma taki duży brzuch? Stryj, posadził sobie brata na kolanach i opowiedział mu następującą historię: Którejś niedzieli, wracając z kościoła spotkałem dawno nie widzianego kolegę. Bardzo się ucieszyłem więc zaprosiłem go na dłuższą pogawędkę do domu. Chcąc go czymś poczęstować,kupiłem po drodze dużego arbuza. Niestety czekałem na próżno, kolega okazał się nie słowny i nie przyszedł. Nie chcąc, żeby arbuz się zmarnował, zjadłem go sam, brzuch mi urósł i teraz cierpię z powodu nie słowności mojego kolegi. Myślę, że zapamiętasz tą historię i sam zawsze będziesz dotrzymywał danego słowa. Dopisał; Zdzisław Meissner 6.04.2014