Wiktor Juszczenko niedawno odznaczył S. Banderę. Parlament Europejski zamierza potępić ten czyn i wystosować rezolucję do nowego prezydenta aby odwołał ten dekret.
Niektórzy radni Lwowa i Tarnopola z rad obwodowych wystąpili z apelem aby PE nie zabierał głosu w tej sprawie. Powołują się przy tym na fakt że Bandera był więźniem obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen od 10.1941.
Prawda jest jednak taka że Stepan Bandera nie był więźniem lecz był internowany w obozie nr 1 - gdzie panowały warunki znacznie lepsze, wyższe racje żywieniowe itp. Przede wszystkim jednak był on odwiedzany przez innych zbrodniarzy - kompanów z OUN-UPA - i dzięki temu praktycznie kierował dalej organizacją. W obozie tym przebywał aż do 1944 i został zwolniony, czując się dobrze bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Całość jest bardzo czytelna w świetle licznych dokumentów, które potwierdzają współpracę Bandery z Abwehrą.
Trzeba jasno powiedzieć, że na Ukrainie istnieją grupy, które świadomie zakłamują prawdę. Niestety do tej grupy należą również w większości i radni którzy przedstawili taki protest. Trudno bowiem przyjąć, że na tak eksponowanym stanowisku są oni do tego stopnia nieświadomi. Księgarnie we Lwowie obecnie oferują grube tomiska na temat "wojska ukraińskiego", zawierające setki zdjęć, przedstawiających m.in zbrodniarzy, morderców kobiet i dzieci - jako dobrze wyszkolonych żołnierzy o wysokim morale i poczuciu sprawiedliwości, uprawiających zwykłe czynności, grających na harmoszkach, odbywających poranną toaletę. Flaga OUN-UPA często wisi z niejednego okna w czasie świąt państwowych i nikt nie ma nikomu tego za złe.
3 lata temu na placu Szewczenki we Lwowie byłem świadkiem wiecu. Na trybunie stał ubrany w szary, komunistyczny uniform starszy człowiek. Krzyczał wymachując groźnie rękami. Nad nim wielki transparent "Polska, pokajaj się za niewinne zabite dzieci Ukrainy". Przypadkowi gapie zebrani w sporą grupę przysłuchiwali się. W tłumie widać było krążących obserwatorów, w czarnych skórzanych płaszczach. Młodych, wysokich, o zimnych oczach. Wyglądali tak, jakby mieli na sumieniu niejedno pobicie w ciemnej uliczce.
Na szczęście wielu ludzi na Ukrainie "wie swoje", nie przywiązują wagi do tego - tak jak Niemcy do neo-nazistów. Ale czy sytuacja taka będzie trwać ? Na którą stronę się szala przeważy?
Niektórzy radni Lwowa i Tarnopola z rad obwodowych wystąpili z apelem aby PE nie zabierał głosu w tej sprawie. Powołują się przy tym na fakt że Bandera był więźniem obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen od 10.1941.
Prawda jest jednak taka że Stepan Bandera nie był więźniem lecz był internowany w obozie nr 1 - gdzie panowały warunki znacznie lepsze, wyższe racje żywieniowe itp. Przede wszystkim jednak był on odwiedzany przez innych zbrodniarzy - kompanów z OUN-UPA - i dzięki temu praktycznie kierował dalej organizacją. W obozie tym przebywał aż do 1944 i został zwolniony, czując się dobrze bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Całość jest bardzo czytelna w świetle licznych dokumentów, które potwierdzają współpracę Bandery z Abwehrą.
Trzeba jasno powiedzieć, że na Ukrainie istnieją grupy, które świadomie zakłamują prawdę. Niestety do tej grupy należą również w większości i radni którzy przedstawili taki protest. Trudno bowiem przyjąć, że na tak eksponowanym stanowisku są oni do tego stopnia nieświadomi. Księgarnie we Lwowie obecnie oferują grube tomiska na temat "wojska ukraińskiego", zawierające setki zdjęć, przedstawiających m.in zbrodniarzy, morderców kobiet i dzieci - jako dobrze wyszkolonych żołnierzy o wysokim morale i poczuciu sprawiedliwości, uprawiających zwykłe czynności, grających na harmoszkach, odbywających poranną toaletę. Flaga OUN-UPA często wisi z niejednego okna w czasie świąt państwowych i nikt nie ma nikomu tego za złe.
3 lata temu na placu Szewczenki we Lwowie byłem świadkiem wiecu. Na trybunie stał ubrany w szary, komunistyczny uniform starszy człowiek. Krzyczał wymachując groźnie rękami. Nad nim wielki transparent "Polska, pokajaj się za niewinne zabite dzieci Ukrainy". Przypadkowi gapie zebrani w sporą grupę przysłuchiwali się. W tłumie widać było krążących obserwatorów, w czarnych skórzanych płaszczach. Młodych, wysokich, o zimnych oczach. Wyglądali tak, jakby mieli na sumieniu niejedno pobicie w ciemnej uliczce.
Na szczęście wielu ludzi na Ukrainie "wie swoje", nie przywiązują wagi do tego - tak jak Niemcy do neo-nazistów. Ale czy sytuacja taka będzie trwać ? Na którą stronę się szala przeważy?
