
- Moja matka to widziała gdy była mała.
Zauważyłem przy drodze tabliczkę "Cmentarz wojskowy z 1914". Kawałek, drogi, pole porośnięte masą kwiecia, na wzgórzu mały brzozowy zagajnik, dwie stareńkie wierzby, a pod nimi maleńki cmentarzyk, pięknie zachowany, wyczyszczony, pomalowany. Spod brzóz piękny widok na okolicę i niesamowicie ukwieconą łąkę. Skąd tu tyle tych kwiatów?

- Wie Pan, ja mam kronikę cmentarza, prowadzę ją, ale nikt mi nie pomógł. Gdy napisałam do Austrii, że tu są ich groby to przysłali mi jedynie prośbę żeby wpłacić składkę na ich cmentarze tam. A ja biedna jestem, sama utrzymuję ten cmentarz, bo tak trzeba, tak jak ten Katyń. Nasz prezydent zginął tam, myślę po to by dać świadectwo. Teraz była powódź, przyszli z gminy, bo coś się tam osunęło. Prosiłam żeby choć 200 zł dali na odnowę, ja stara już jestem, nie daję rady się opiekować, jak umrę to wszystko zniknie. Nie dali, mają ważniejsze sprawy. Młodzież nawet nie wie że tu jest cmentarz.

Zrobiłem, zdjęcia, wsiadłem w samochód, dojeżdżam do granicy wsi. Przy drodze wielka tablica dumnie oznajmia że inwestycje we wsi poczyniono z pieniędzy Unii Europejskiej. Koszt postawienia tablicy na pewno większy niż 200zł. Tablice we wsi są 3.


