Ludwik Slaski spędził pewien czas młodości w towarzystwie m.in. Marii Ramułt. Zachowała się w jego wspomnieniach.
1916
Te pamiętne wakacje umilała swą obecnością Marysia Ramułtówna, która odcięta od swej rodziny we Lwowie, przez kilka miesięcy przebywała w Broniszowie. Wszyscy ją bardzo polubili, była miła, uczynna, bardzo naturalna i przy tym ładna. Byliśmy rówieśnikami, znalazłem w niej codziennego, miłego partnera do wszelkich zabaw. Grywaliśmy w tenisa, pływaliśmy łódką, jeździliśmy konno; Marysia bardzo odważnie i z brawurą galopowała i skakała przez rowy, nie zważając na podnoszącą się spódnicę i odsłaniane kształtne uda. Ot, takie szczenięce uciechy.[1] [Od 1915 Lwów był zagrożony działaniami wojennymi i Marysia przebywała w Broniszowie parę miesięcy]
"Niezapomniane to były chwile, gdy już jako maturzysta chodziłem z Marysią Ramułtówną na pastwisko, gdzie pasły się źrebaki, i na oklep, bez uzdeczek na trzechlatkach, trzymając się grzywy prowadziliśmy tabun galopem do stajni. Marysia wystraszona, piszcząc i krzycząc skakała przez napotkane rowy, lecz nie odczuwała, że podnosi się wysoko spódnica i odsłania jej smukłą nóżkę przybraną w koronkowe dessous. Po takim galopie krew szybko krąży, a radość rozpiera pierś."[1] [Ludwik Slaski ur. w 1898 maturę zdał prawd. w 1916]
17.9.1939
"Zameldowałem się i zostałem zaproszony do stolika, przy którym siedział wraz z panem Smolińskim, początkowo przeze mnie nie rozpoznanym - a był to mąż Marysi Ramułtówny, dawnej i dobrej mojej znajomej. (Pana Smolińskiego poznałem przed laty w Wiedniu, skąd oboje z żoną wybierali się na polowanie do Indii. Spędziłem wówczas miłe chwile w ich towarzystwie zwiedzając Wiedeń.) Ledwie zdążyłem zapytać pana Smolińskiego o jego żonę, gdy zerwał się od stolika nerwowo i podbiegł do przechodzącego pana, którego za chwilę przyprowadził do naszego stolika. Okazało się, że był to lokalny starosta czy może wicestarosta. Smoliński przyciszonym głosem zapytał go, ile jest prawdy w rozprzestrzenianych przez Żydów wiadomościach, jakoby wojska sowieckie przekroczyły nie strzeżoną granicę Polski. Urzędnik ów zaklinał się, że nic mu nie jest wiadome o tej sprawie. Smoliński nalegał o prawdziwą odpowiedź, od której zależeć może życie żony, córki i jego. Nie uzyskał jej jednak. Żonie i córce udało się uciec, a Smoliński nie zdążył i został zabity. Taki był wynik tej nieszczerej rozmowy."