Witam.
Powracam do mojej opowieści...
W 1954 r Maria Fiedosichin (moja mama) z trójką dzieci wyjechała do Polski.
Jedno dziecko, mój młodszy brat żył tylko tydzień w Polsce, zmarł na szkarlatynę..
Po jakimś czasie, mama wyszła ponownie za mąż i zmieniła nazwisko, siostra starsza ode mnie też wyszła za mąż i zmieniła nazwisko, a ja zostałam adoptowana przez ojczyma.
Całą moją historię opisywałam w internecie na różnych stronach i portalach.
Po 3 miesiącach moich „zmagań” z wyższą technologią” (internetem) otrzymałam e-maila od Beaty Fiedosichin , która pisała, że jest wnuczką stryjka Pawła, o którym wiedzieliśmy, że jako kawaler zginął podczas bombardowania w Baranowiczach.
To był rok 2008
Zaskoczenie było ogromne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Od Beaty Fiedosichin dowiedziałam się, że stryj przeżył bombardowanie, ożenił się z Polką i wyjechał do Kluczborka. Żył 95 lat, zmarł w 2005 r. ale ja nigdy Go nie poznałam.
Zaskoczenie było tym większe, że e-mailem przysłała takie samo zdjęcie moich rodziców i stryjka Pawła, jakie i my posiadaliśmy. Z tą różnicą, że nasze zdjęcie było miejscami porwane i zniszczone, natomiast Jej zdjęcie - w bardzo dobrym stanie.
Potem przysyłała mi przez internet więcej przedwojennych zdjęć moich rodziców.
Boleję nad tym bo często za życia przyjeżdżał z dziećmi do miejscowości, w której mieszkaliśmy na Dolnym Śląsku, być może mijaliśmy się na ulicy!
Stryjek Paweł miał 2 synów .Obaj z rodzinami mieszkają w Kluczborku.
Na Święta Wielkanocne 2008 roku pojechaliśmy do nowoodkrytej rodzinki do Kluczborka .
W lipcu 2008 r. pojechaliśmy z mężem Władysławem i z jednym z nowopoznanych braci stryjecznych - Eugeniuszem i jego żoną Urszulą, do Wilna szukać naszych korzeni.
Zaskakujące odkrycia w dalszym ciągu moich zwierzeń!
Pozdrawiam.
Tatiana Pitak z domu Fiedosichin
Powracam do mojej opowieści...
W 1954 r Maria Fiedosichin (moja mama) z trójką dzieci wyjechała do Polski.
Jedno dziecko, mój młodszy brat żył tylko tydzień w Polsce, zmarł na szkarlatynę..
Po jakimś czasie, mama wyszła ponownie za mąż i zmieniła nazwisko, siostra starsza ode mnie też wyszła za mąż i zmieniła nazwisko, a ja zostałam adoptowana przez ojczyma.
Całą moją historię opisywałam w internecie na różnych stronach i portalach.
Po 3 miesiącach moich „zmagań” z wyższą technologią” (internetem) otrzymałam e-maila od Beaty Fiedosichin , która pisała, że jest wnuczką stryjka Pawła, o którym wiedzieliśmy, że jako kawaler zginął podczas bombardowania w Baranowiczach.
To był rok 2008
Zaskoczenie było ogromne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Od Beaty Fiedosichin dowiedziałam się, że stryj przeżył bombardowanie, ożenił się z Polką i wyjechał do Kluczborka. Żył 95 lat, zmarł w 2005 r. ale ja nigdy Go nie poznałam.
Zaskoczenie było tym większe, że e-mailem przysłała takie samo zdjęcie moich rodziców i stryjka Pawła, jakie i my posiadaliśmy. Z tą różnicą, że nasze zdjęcie było miejscami porwane i zniszczone, natomiast Jej zdjęcie - w bardzo dobrym stanie.
Potem przysyłała mi przez internet więcej przedwojennych zdjęć moich rodziców.
Boleję nad tym bo często za życia przyjeżdżał z dziećmi do miejscowości, w której mieszkaliśmy na Dolnym Śląsku, być może mijaliśmy się na ulicy!
Stryjek Paweł miał 2 synów .Obaj z rodzinami mieszkają w Kluczborku.
Na Święta Wielkanocne 2008 roku pojechaliśmy do nowoodkrytej rodzinki do Kluczborka .
W lipcu 2008 r. pojechaliśmy z mężem Władysławem i z jednym z nowopoznanych braci stryjecznych - Eugeniuszem i jego żoną Urszulą, do Wilna szukać naszych korzeni.
Zaskakujące odkrycia w dalszym ciągu moich zwierzeń!
Pozdrawiam.
Tatiana Pitak z domu Fiedosichin

