Portal w trakcie przebudowywania.
Niektóre funkcje są tymczasowo wyłączone, inne mogą nie działać poprawnie.

SEJM WIELKI - DZIEŃ 3 MAJA

21.03.2022 16:06
DZIEŃ 3 MAJA - FRAGMENT POCHODZI Z KSIĄŻKI "OPOWIADANIA Z DZIEJÓW OJCZYSTYCH" - B. GEBERT i G. GEBERTOWA

Było to 3 maja 1791 r. Od wczesnego ranka panował w Warszawie niezwykły ruch. Wyruszyły z koszar pułki piesze i konne, zaroiły się ulice mnóstwem ludności. Na wszystkich twarzach widoczne było jakieś gorączkowe a radosne oczekiwanie. Wszyscy śpieszyli ku zamkowi. Od dni kilku obiegały stolicę pogłoski, że w dniu tym ma się stać coś nadzwyczajnego, co stanowić będzie o przyszłości ojczyzny. Kto mógł, cisnął się do wnętrza zamku; tłumy zaległy dziedziniec, schody i krużganki. Sala sejmowa była przepełniona. W środku stał tron królewski, po obu jego bokach krzesła dla senatorów, za niemi łasy poselskie. Galerje zajęły kobiety. Posłowie, grupkami stojąc, żywo rozmawiali, niemal wszyscy w strojach narodowych i konfederatkach (t.j. Karmazynowych lub granatowych czapkach, o czterech rogach, obszytych siwym lub czarnym barankiem, ozdobionych czaplem piórem w srebrnej lub złotej nasadce). Wśród senatorów widać było przeważnie strój cudzoziemski, niemiecki lub francuski. Głośne i ożywione rozmowy przerwało około 11 godziny wejście króla, odzianego w mundur generalski Korpusu Kadetów, w otoczeniu oficerów gwardji; poprzedzali go marszałkowie sejmu. Na widok króla rozległy się w sali gromkie oklaski. Wszyscy zajęli miejsca. Naprzeciw króla stanęli obaj marszałkowie sejmu, litewski i koronny, z laskami w rękach. Marszałek koronny, Stanisław Małachowski, uderzył trzykrotnie laską o podłogę i otworzył posiedzenie. We wstępnej mowie przypomniał zebranym klęski, które w ostatnich latach spadły na Rzeczpospolitą, i wezwał do usunięcia wszystkiego tego, co w państwie jest złem i zgubnem. „Niemasz takiej ofiary, - zakończył swą mowę – którejby nie warto podjąć dla dobra wspólnej matki, ojczyzny”. Potem zabrał głos król Stanisław August i polecił odczytać wypracowaną przez patrjotycznych członków „wielkiego sejmu” ustawę (konstyucję), która miała zapewnić Polsce nowy, silny rząd i nowe, rozumne urządzenia. „Prosimy odczytać projekt nowej ustawy!” - wołano zewsząd z zapałem. Na to wezwanie powstał sekretarz sejmowy i oczytał projekt nowej konstytucji. Religją panującą – głosiła ustawa majowa – jest religja katolicka, zapewnia się jednak wolność i opiekę prawa innym wyznaniom. Szlachta zachowuje dawne swe przywileje, zatwierdza się jednak poprzednio uchwalone prawo o mieszczanach. Rząd bierze w opiekę lud wiejski. Sejm składa się z dwu izb: poselskiej i senatu pod przewodnictwem króla, posłowie są przedstawicielami całego narodu, nie tylko poszczególnych ziem, bronią interesów ogółu, głosują wedle własnego zdania, nie są krępowani instrukcjami. Uchwały zapadają większością głosów, znosi się liberum veto. Na czele państwa stoi król, rządzący przy pomocy tak zwanej Straży, t.j. rady ministrów, przez króla mianowanych a przed sejmem odpowiedzialnych. Tron królewski jest dziedziczny, znosi się wolną elekcję. Po bezpotomnym Stanisławie Auguście koronę polską obejmie dom książąt saskich. Co lat 25 ma być zwoływany sejm nadzwyczajny dla dokonania rewizji konstytucji, t.j. usunięcia, czy zmienienia wszystkiego, co okaże się nieodpowiednim. Ledwo ukończono czytanie, ze wszystkich stron rozległy się okrzyki: „Zgoda, zgoda!” Doceniano znaczenie nowej ustawy, która dokonywała przebudowy Rzeczypospolitej. Zrywał w niej naród z dawnemi błędami. Szlachta dobrowolnie wyrzekała się najcenniejszych sych przywilejów, obu źrenic szlacheckiej wolności: wolnej elekcji i liberum veto, rozumiejąc, że to jedyna droga ratowania ojczyzny. Nieliczne tylko głosy oświadczyły się przeciw nowej ustawie, którą zwolennicy dawnych swobód uważali za grób „złotej wolności szlacheckiej”. Ale na tych nie zważano. Jedna mowa następowała po drugiej, a każda pełna płomiennej miłości ojczyzny. Wreszcie po ośmiogodzinnych obradach, gdy wśród zgiełku trudno było dojść do porozumienia, powstał jeden z posłów, i stanąwszy u stóp tronu, rzekł głośno: „Kto prawdziwie miłuje ojczyznę,en jest za projektem. Prosimy Cię, Najjaśniejszy Panie, abyś przysięgę na projekt ten wykonał, a my wszyscy za Twoim pójdziemy przykładem”. Posłowie powstali i zaczęli się cisnąć do Tronu. Rozległy się okrzyki: „Wiwat król! Wiwat naród! Wiwat konstytucja!”. Okrzyki te przedostały się z sali sejmowej na dziedziniec zamkowy, krużganki i schody. Zebrane tam tłumy powtórzyły je z radością, wołając: „Wiwat! Niech żyje król i ci, co dla dobra ojczyzny pracują! Niech żyje nowa konstytucja!”. Wówczas król powstał, stanął na krześle, ażeby go lepiej widziano, położył dwa palce na podaną mu przez jednego z księży ewangelję i donośnym głosem złożył przysięgę na konstytucję. W sali zapanowała radość nie do opisania, z galerji kobiety powiewały chustkami, posłowie podrzucali w górę konfederatki, padali sobie w objęcia, przeświadczeni o ważności nowej ustawy dla narodu. „Przysiągłem Bogu i nie będę tego żałował” - powiedział Stanisław August, poczem wezwał obecnych, aby wraz z nim poszli do sąsiedniej katedry św. Jana podziękować Bogu za dokonanie zbawiennego dzieła i aby wykonali przysięgę na konstytucję. Posłów, wychodzących z izby sejmowej, powitał lud warszawski gromkiemi okrzykami, a marszałków sejmu zaniesiono na ramionach do kościoła. Tam wśród huku dział, ustawionych na terasie zamku królewskiego, zakończono wspólną przysięgą ogłoszenie aktu konstytucji. Wieczorem tego dnia zajaśniały miasta polskie iluminacją na pamiątkę zbratania się stanu mieszczańskiego ze szlachtą w zamiarze wspólnej pracy dla dobra odradzającej się ojczyzny.


"Opowiadania Z Dziejów Ojczystych" - B. Gebert i G. Gebertowa - Książnica Atlas - Zjednoczone Zakłady Kartograficzne i Wydawnicze LWÓW - WARSZAWA 1926