Na niedokładną wiadomość o nadciąganiu moskali, dowódca III. oddziału krakowskiego, major Kalita (Rębajło) odstąpił o wiorstę(?) od obozu pod Szańcem, w celu zaatakowania nieprzyjaciela, sam jednak napadnięty został na tyłach kolumny. Pięciu jazdy, pozostałych w tylnej straży, dało ognia, na który moskale odpowiedzieli rzęsistą tyralierką. Nie mogąc w gąszczu rozwinąć oddziału, Rębaiło dał rozkaz rzucenia się na bagnety. Żołnierz pierwszy raz w boju będący, powitany rzęsistym ogniem na wąziutkiej drożynie i w najniekorzystniejszem miejscu, ruszył jednak śmiało naprzód, wiedziony osobiście przez Rębaiłę i jego oficerów aż do miejsca, gdzie rzadszy las pozwolił się rozwinąć w szyku bojowym a skąd moskale tylko o 50 kroków byli oddaleni i spędził moskali ze zajmowanej pozycyi. Trzy razy moskale usiłowali stawić opór, ale odparci, pędzeni byli aż do Mierzwina, zostawiając po drodze kilka trupów i furgon z żywnością, który powstańcy zabrali. Na wzgórzu pod Mierzwinem zebrał Kalita oddział i wrócił do obozu. Moskali w tej potyczce było 2 roty piechoty i 100 kozaków, oddział zaś Rębaiły składał się ze 120 piechoty i 14 jazdy. Odznaczyli się i polegli w tem starciu Chorwat Grzegorz Saint-Zegga, kapitan, porucznik Ludwik Kociupiński z Krakowa, podpodporucznik Antoni Zabierzowski i sześciu szeregowych, ponadto odznaczyli się: kapitan Stanisław Jagielski, podporucznik Józef Wysocki i sierżant Stankiewicz. Moskale, prócz kilku porzuconych w ucieczce, większą część poległych i rannych zabrali ze sobą na podwody.
Raport majora Kality "Dowódzca oddziału III. do naczelnika sił zbrojnych województwa krakowskiego, pułkownika Chmielińskiego: Dnia 5. Grudnia o godzinie 6. rano otrzymałem zawiadomienie przez włościanina, iż Moskwa nadciąga, bez wyrażenia jednak zkąd i w jakiej liczbie. Na powziętą wiadomość, kazałem furgony spakować i wydałem rozporządzenie do wymarszu, zamierzając Moskwę atakować. Odszedłszy wiorstę drogi od obozu ku Turowi, byłem w największym gąszczu zaatakowany przez Moskwę z tyłu mojej kolumny. Pięciu jeźdźców jako ostatnia straż tylna za kolumną jadących, dało ognia i w tej samej chwili piechota moskiewska rozpoczęła rzęsisty ogień tyralierski. Nie mogąc w gąszczu rozwinąć mego oddziału, dałem rozkaz czołem mojej kolumny iść naprzeciw Moskwy z bagnetem w ręku. Żołnierz mój pierwszy raz w boju, powitany rzęsistym ogniem na drożynie wąziutkiej i w najniekorzystniejszem miejscu, ruszył jednak śmiało naprzód kolumną za rozkazem i przykładem moim i moich oficerów aż do miejsca, gdzie rzadszy las pozwolił nam się rozwinąć. Moskale byli w tem miejscu od nas o 50 kroków. Na odgłos mojej świstawki, dającej rozkaz: »na bagnety«, idąc z karabinem w ręku z innymi oficerami na czele, spędziliśmy Moskwę z pierwszej pozycyi. Żołnierz mój ośmielony jeszcze bardziej przykładem oficerów i cofnięciem się Moskwy z pierwszej pozycyi, szedł odważnie naprzód aż zupełnie rozpędził Moskali. Trzy razy Moskale usiłowali opór nam stawić, jak to z ich postawy i znaków trąbką dawanych poznałem; lecz każdym razem spędziliśmy ich bagnetem z pozycyi. Takim sposobem pędziłem Moskwę przeszło trzy wiorsty lasem aż na czyste pole ku wsi Mierzwinowi, spotykając po drodze kilkanaście trupów moskiewskich i jeden furgon z żywnością, któryśmy zabrali. Wyszedłszy z lasu na czyste pole, goniłem Moskwę aż na wzgórze, które wieś Mierzwin przedziela od lasu. Moskale zabierając o ile mogli swoich trupów i rannych na podwody, uciekali w popłochu do Mierzwina. (Z wiarogodnych innych doniesień wiadomo, iż zabitych Moskali wiezionych na trzech wozach, prócz pozostawionych na drodze, pogrzebali Moskale w wąwozie zasypawszy ich ziemią. P. R. Cz.) Na wyżej wspomnionem wzgórzu zgromadziłem mój oddział dzielnych żołnierzy, składający się z stu piechoty i odmówiliśmy modlitwę, dziękując Bogu i Matce Boskiej Częstochowskiej za odniesione zwycięstwo .... Nie mogąc już dalej ścigać Moskwy, wróciłem z moim oddziałem tą samą drogą, na której bój się był toczył i pozbierawszy rannych, oddałem ich do pielęgnowania. O ile na oko jako stary żołnierz ocenić mogłem, Moskale liczyli w tym boju dwie roty piechoty i sotnię kozaków. Wiadomości nas doszłe oceniały liczbę Moskali na cztery roty piechoty i sotnię kozaków. Siła mego oddziału wynosiła dwie kompanie piechoty, liczące razem 120 żołnierzy i 14 jeźdźców. Z naszej strony polegli: kapitan Grzegórz Saint-Zegga (chorwat), porucznik Ludwik Kociupiński (z Krakowa), podporucznik Antoni Zabierzowski i 6 szeregowych. Straty moskiewskie dokładnie oznaczyć nie mogę, gdyż prócz kilku na drodze pozostawionych, daleko większą ilość zabitych i rannych Moskale na podwody zabrali i uwieźli .... Z walecznych moich żołnierzy wymieniam: kap. Grzegorza Saint-Zegga, który rodem chorwat, nasz pobratyniec, poległ na polu sławy za sprawę najświętszą; kapitan Jagielski, porucznik Ludwik Kociupiński, podporucznicy Antoni Zabierzowski i Józef Wysocki, sierżant Stankiewicz i wielu innych, którzy za mojem przewództwem pierwsi szli na bagnety. Z niższych szarż i z szeregowych niewymieniam najwaleczniejszych, gdyż musiałbym nazwiska stu żołnierzy wymienić. W obozie pod Szańcem, dnia 6. Grndnia 1863. Major Rębajło"