W lubartowskich lasach bawił pułkownik dzień, i widział się z Krysińskim i Rudzkim d. 10 czerwca. Nazajutrz udał się lasami koło Kocka, przekroczył Wieprz pod témże miasteczkiem paląc most za sobą, ztamtąd do Syrokomli, Adamowa i Miastkowa, gdzie była dniówka i gdzie Lelewel, czujny zawsze na wszystkie strony i mający na zawołanie całe województwo, dowiedział się, że Moskale d. 14 czerw. mają gościńcem warszawsko-lubelskim od Garwolina prowadzić znaczny transport broni i około 60,000 rs. do Lublina. Dla przejęcia tego transportu, udał się na podwodach w nocy z 13 na 14 w lasy pod Korytnicą, która leży tuż przy głównéj szosie, jadąc od Warszawy, po lewéj stronie.
Hufiec polski spóźnił się na nieszczęście, gdyż furgony moskiewskie przeszły już Korytnicę, kiedy przybył na miejsce, i ciągnęły się tylko 4 roty moskiewskie i 100 kozaków. Lelewel rozsypał na brzegu lasu o 300 kroków od gościńca swych strzelców w tyraliery, Moskale zaś stanęli w szyku bojowym na gościńcu. Lelewel miał przy sobie natenczas dwie kompanie strzelców po 100 ludzi, jednę kompanią kosynierów zwykłych i jednę kosynierów bezpardonowych (całkiem czerwono ubranych i niedających ani biorących pardonu). Moskale wcześnie zawiadomieni o naszém przybyciu, uszykowawszy się, czekali natarcia z naszéj strony. Rotmistrz W. (Węgier) dowódzca jazdy prosił Lelewela o pozwolenie dognania i zabrania furgonów moskiewskich konno. Lecz pułkownik podejrzewając zasadzkę nie pozwolił na to, ale na sto kroków pomknął strzelców pod linią moskiewską, kosynierów zaś ustawił za nimi.
Moskale dali tylko 4 salwy do lasu, poczém strzelcy nasi rozstąpili się w prawo i lewo, a otworem przez to powstałym wypadły dwie kompanie kosynierów z kapelanem obozowym na czele. Wiara ta z zapałem biegła otwartém polem na ściśnione szeregi Moskali, którzy ukrywszy się częścią w rowy, rozpoczęli ogień tyralierski, częścią utrzymywali nieustanny ogień rotowy.
Włościanie krzyknąwszy trzykroć „hura” nie zdołali dobiedz w porządku i nie dotrzymali placu. W odwrocie swym rzucili wielki popłoch w szeregi strzelców. Lelewel nakazał odwrót, który byłby wypadł bardzo nieszczęśliwie, gdyby go nie był zakrył Kalikst Ujejski, kapitan 1 kompanii strzelców (2 dowodził kapitan Baliński). Tęgi ten młodzieniec, raniony naówczas ciężko w nogę, dostał się w ręce Moskali, którzy go dobili okropnym sposobem. Gdy go następnie kawalerya nasza znalazła, był okryty 28 ranami śmiertelnemi. Prócz tego zginęło dwóch z Galicyi: Wierzbicki i Posuchowski. Ogółem mieliśmy 9 zabitych, a 5 rannych przywieźliśmy do Żelechowa, podczas kiedy Moskale nie ścigając nas wcale, uszli co prędzéj w kierunku Lublina. Śmierci Ujejskiego pomścił niejaki Mesarosz, Węgier, rusznikarz ze Lwowa. Sam ranny, widząc że Moskale dobijają, usunął się w głąb lasu, gdzie ukryty obserwował te bydlęta dzikie. Nawinął się sam pułkownik moskiewski, a Mesarosz nie wiele się namyślając wycelował i zwalił Moskala z konia. Otrzymał za to od Rządu narodowego krzyż honorowy, świadkiem umyślnéj zasadzki Mesarosza był adjutant Lelewela O.
Inna relacja
Część powstańców Jankowskiego, pod dowództwem Zielińskiego dołączyła wówczas /podczas urlopu/ do oddziału płk. Marcina Borelowskiego-Lelewela i wzięła udział w zasadzce zorganizowanej rano 10 czerwca, na szosie lubelskiej, pod Korytnicą, na transport z pieniędzmi. Akcja nie udała się jednak. Transport pieniędzy osłaniał 2 batalion forteczny z Zamościa. Przedwczesny wystrzał jednego z powstańców zdradził zasadzkę. Na stanowiska powstańców posypał się grad kul, prawie trzykrotnie silniejszego, 600 osobowego batalionu rosyjskiego. Po prawie dwugodzinnej obronie powstańcy mając 20 rannych i 27 zabitych, w tym dowodzący zasadzką kpt. Kucz i dowódca strzelców kpt. Kalikst Ujejski, brat stryjeczny poety Kornela, wycofali się do Żelechowa gdzie zatrzymali się na krótki odpoczynek.
[Gnat-Wieteska Zbigniew, Lata manifestacji i walki (1861-1864), Garwolin 1984, za: Góra Stanisław, Partyzantka na Podlasiu 1863-1864, Warszawa 1976]