177. Drezyny - Romuald Kromplewski

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Drezyny - Romuald Kromplewski

Postprzez Marcin » 29.01.2008

nadesłał: Romuald Kromplewski

Chyba wtedy szło ku wiośnie 1958 r.., bo pamiętam jak pewnej nocy powstał alarm, ze jest powódź i Bug zalewa łącznicę kolejową prowadzącą ze stacji Sadowne w kierunku Łukowa. Wpakowano mnie w drezynę i wysłano na zwiady. Wokół ciemność i słychać tylko bulgotanie wody. Dalej pomaszerowałem, chyba z jakimś zawiadowcą, pieszo. Są tam na łącznicy trzy małe mostki z blaszaków, które aktualnie były zalane nurtem wody. Sięgała tu ona niemal pod koronę nasypu. Wywarło to na mnie wrażenie grozy żywiołu, spotęgowanego szumem i ciemnością nocy. Uznałem się za pokonanego i zarządziłem odwrót ... bo gdyby któryś z mostków popłynął, to przecież zostalibyśmy odcięci od lądu, zdani na pastwę ciemnej rzeki. Brr... Po powrocie zameldowałem służbowo, że ...powodzi raczej się nie zaradzi – i wszyscy byli zadowoleni. Zadanie wykonane!
Po trzech miesiącach zmieniono mi sekcję, przenosząc do Ostrołęki, gdzie zakwaterowałem się w pokoiku nad dworcem.
W owych czasach po torach jeździło się jeszcze ręcznie napędzanymi drezynami.
Wstawiało się taki wózek na tor, siadało na ławeczce, a kilku robotników pompowało taką wajchą jak w starych pompach strażackich i to jechało. Gdy jechał pociąg, to trzeba było drezynę szybko zestawić na bok. Oczywiście maszynista był zawiadomiony na piśmie, że takie coś jest na trasie, aby uważał. Jednak z powodu zwiększenia się ruchu pociągów, jak i wielu wypadków, w jakieś 15 – 20 lat później drezyny te wyszły z użycia. Obecnie można je tylko obejrzeć w muzeach.
Wspominam o nich ze względu na ciekawą rozmowę, jaką jeden starszy, przedwojenny inżynier, przeprowadził ze mną w Dyrekcji w Olsztynie:
Inż.: - Czy jeździ pan czasem ręcznymi drezynami?
Ja: - Tak, ostatnio jechałem z Łap do Białegostoku.
Inż.: - No a jak trzeba ją zestawić na bok, by przepuścić pociąg, to czy pan zsiada, czy znoszą drezynę razem z panem?
To pytanie zamurowało mnie całkowicie. Jak to możliwe, że są ludzie, którym w ogóle takie rzeczy mogą przyjść na myśl? Chyba tylko jakimś chińskim mandarynom! Przecież zupełnie naturalne jest nawet pomóc robotnikom, gdy jest ich zbyt mało.
A inżynier kontynuował: - No bo wie pan, kiedyś inżyniera nosili, ale teraz to może już nie wypada; może należałoby zejść. Już trochę inne czasy.
Tak oto dlaczego napisałem o drezynach. Bo może ten wysłużony wehikuł jeszcze znajdziecie na jakimś złomowisku lub w muzeum, ale takiego inżyniera już może nie.
"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda

Powrót do Opowiadania