Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 69702
Strona z 1743 < Poprzednia Następna >
Walenty Milczarski
Cała Warszawa zna dobrze jedynego pozostałego dziś przy życiu powstańca kawalerzystę - Walentego Milczarskiego. Chodzi on sam bez towarzystwa i pomocy po Warszawie, sam wsiada do tramwaju i nigdy nie omieszka zaofiarować paniom swego miejsca. O swoich przygodach wojennych opowiada zawsze z wielkim ożywieniem - Jestem żołnierzem z krwi i kości - mówi Mój dziadek walczył pod Naczelnikiem Kościuszką, mój ojciec otrzymał krzyż virtuti militari w powstaniu listopadowym, dwaj moi bracia i ja walczyliśmy w roku 1863, a wreszcie i mój syn także walczył w wojnie ukraińskiej i bolszewickiej Kiedy wybuchło powstanie wstąpiłem do partii Langiewicza. Byłem w piechocie, chociaż bardzo pragnąłem służyć w kawalerii, mój ojciec bowiem był kawalerzystą a ja także mając dopiero 10 lat umiałem już dobrze konno jeździć. W partii Langiewicza byłem do jesieni. Jesienią wróciłem z powrotem do mego rodzinnego miasta Ostrowca, gdzie pomagałem mojemu szefowi w urządzeniu szpitala powstańczego, jestem bowiem z zawodu aptekarzem - Ale nie wytrzymałem długo w Ostrowcu. Właśnie w okolicy tworzył swoją partię Gryliński, zgłosiłem się więc do niego i powiedziałem, że umiem konno jeździć. Przydzielono mnie początkowo do oddziału łącznikowego, a potem już z początkiem zimy przeszedłem pod rozkazy wytrawnego kawalerzysty, Węgra Szandora. Miał on pod swoimi rozkazami 120 szabel i stanowiliśmy już samodzielny oddział - Nasz dowódca to był dobry żołnierz i wszyscy kochaliśmy go naprawdę, chociaż nie wszyscy umieliśmy się z nim porozumieć, bo Szandor prawie zupełnie nic umiał po polsku mówić - Zresztą na gadanie nie było wtedy czasu, bo prawie codzień mieliśmy potyczkę lub jakąś bitwę. A ja z tych wszystkich bitew wyszedłem cało. Dopiero w lutym następnego roku zostałem ranny i to nawet nie w porządnej bitwie tylko w przypadkowej utarczce z kozakami. - Dostałem wtedy cios pałaszem w udo. Rana nie wyglądała zbyt groźnie, więc ją zlekceważyłem. Ale po kilku dniach dostałem silnej gorączki i musiałem opuścić partię. Dostałem kartę urlopową, z zastrzeżeniem powrotu. Niestety do szeregów już nie wróciłem - Chłopską furmanką jechałem przez kilka dni aż zatrzymano mnie w gościnnym dworze obywatela ziemskiego Malczewskiego w Sandomierskiem, który był przyjacielem mojego ojca. Miałem tam doskonałą opiekę, a nawet z sąsiedniego dworu przyjeżdżała prawie codziennie młoda panienka z szarpiami, które specjalnie dla mnie rwała - kończy p. Milczarski, poprawiając sobie swoje siwiuteńkie wąsy i uśmiechając się nieznacznie.
Strona z 1743 < Poprzednia Następna >