ostatni wyborowy wołyński marszałek, jeden tylko z łona kraju i szlachty w liście do cara pełnym hardej wymowy upomniał się o nadużycia, o zbyt wielką krzywdę, o rozpasanie bezmyślnej chłopstwa podjudzanego tłuszczy. I ten szlachetny człowiek śmiałość swą przypłacił śmiercią w orenburskich puszczach, po grudzie i pustyniach 500 mil konający i bez tchu taszczony. Ciało kawałkami odpadało z niego, gdy go wieźli, on ani się poskarżył ani jęknął.
Źródło
nad. GP, za CDIAL 195-1-58 (Zbiory Tadeusza Sauczeya)