Wolica k. Teofilpola. Pewnego wieczora spostrzegłam jak jacyś ludzie w szarych świtkach zanieśli coś dużego do lamusa zwanego magazynem, a Zygmuś Rothayriusz, ubrany jak oni w długich butach świecił im latarką, a potem w nocy wyjechał, żegnany przez wszystkich, jakby się udawał w daleką podróż.