Dziad mój, Bolesław Swolkien brał udział w Powstaniu 1863 r. jako adiutant Zygmunta Sierakowskiego. Poznał go w czasie studiów w Petersburgu i przyłączył do niego z chwilą wybuchu Powstania. Miał wówczas dwadzieścia kilka lat. Walczył w oddziale Sierakowskiego, który po wyjściu z Kowna połączył się z Kołyszką i księdzem Mackiewiczem. Brał udział w zwycięskiej potyczce pod Ginetyniami. Po tej potyczce, Sierakowski podyktował memu dziadowi, jako adiutantowi swemu, sprawozdanie dla Rządu Narodowego i wysłał do Wydziału Litwy w Wilnie. Po zdaniu raportu przed Jakubem Geysztorem, prezesem Wydziału Litwy, Swolkien otrzymał instrukcje. W drodze powrotnej do Sierakowskiego Swolkien został jednak aresztowany. Według Maliszewskiego („Słownik Uczestników Powstania”) dziad mój więziony był w Wilnie, gdzie skazany został na utratę mienia i ciężkie roboty. Natomiast pani Kajetanowa Jasiukiewiczowa, przyjaciółka i krewna rodziny Swolkieniów twierdzi, że Swolkien był więziony w Wiłkomierzu i został skazany na karę śmierci. Na wiadomość o tym matka Bolesława, Kazimiera z Monginów, umarła z rozpaczy. Według dalszej wersji Jasiukiewiczowej, nad uwolnieniem dziada pracowała pani Żebrowska, która przekupiła oficera rosyjskiego. Dziad mój umknął z więzienia i przez Prusy przedostał się do Paryża. W notatkach rodzinnych znalazłam wyciągi z protokołów posiedzeń delegacji do rozstrzygnięcia sprawy t.zw. Sum Litewskich, pozostałych po upadku Powstania. Na posiedzeniu delegacji 25 września 1865 r. Bolesław Swolkien mówił o konieczności użycia Wojskowych Sum Litewskich w przeważającej części na dalsze kształcenie wojskowych, uzasadniając tym, że błędy popełnione przez dowódców Powstania Styczniowego wypłynęły w znacznej mierze z ich niedostatecznego wykształcenia politycznego i militarnego. Mimo tylu tragicznych zmagań w latach 1863—64, ostatecznego upadku powstania i zrozumiałej depresji wiążącej się z tym upadkiem — nie pchnęła ona narodu na drogę beznadziejności. W szeregach żołnierzy powstańczych nie zrezygnowano z myśli o dalszej walce zbrojnej, skoro uważano za konieczne dalsze kształcenie wojskowe kadr oficerskich. Tę myśl kontynuowało następne pokolenie...
Źródło
Swolkień Maria, Adiutant Sierakowskiego, w: Stolica 1964 nr 4