Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

82030: Marcin Borelowski

Z Biłgoraja, w Lubelskiém, 2 lipca, przesłano do Gońca następujący opis wyprawy pułkownika Lelewela od chwili, kiedy wyruszył z nad granicy galicyjskiéj, dnia 20 maja:

W imię boże ruszyliśmy pod wodzą kochanego naczelnika z pod Zamchu w 120 ludzi prawie bezbronnych, gdyż cały oddział prócz kijów nie miał innéj broni nad 18 (wyraźnie ośmnaście) sztuk karabinów. Marsz odbywał się w największéj ciszy wzdłuż granicy galicyjskiéj w kierunku zachodnim do Luchowa, następnie przez Książpol mimo Tarnogrodu, koło Krzeszowa aż nad granicę powiatu ulanowskiego, gdzie we wiosce Sierakowie ochotnicy, dotąd w bardzo smutném zostający usposobieniu, znaleźli 200 sztuk pięknych nowych karabinów ku największéj swojéj uciesze, i uzbroiwszy się, a resztę złożywszy na furgony, udali się znowu wzdłuż granicy ku Zaklikowu, mając razem 150 ludzi. W Zaklikowie zabrał Lelewel sporą ilość mundurów kozackich, rysztunków i konie, ztamtąd posunął się bez zwłoki równolegle do Wisły i ciągnąc nieustannie lasami, przybył w lasy gościeradowskie pod Chruśliny. Moskale poczuwszy od kilku dni obecność pułkownika, zbierali się nań ze wszystkich stron i 10 mil szli ślad w ślad za nim, usiłując go dogonić.

Pod Chruślinami przyszło z rana do bitwy z 1400 piechoty, którzy mieli ze sobą także 3 działa i 100 kozaków. Lelewel liczył już naówczas blisko 180 strzelców i 30 jazdy. Bitwa trwała od godz. 7 do 11 z rana. Moskale natrząłszy niemało gałęzi, cofnęli się, mając, jak nam później włościanie okoliczni opowiadali, 160 rannych i zabitych. Naszych rannych w liczbie 16 odwieźliśmy do Opola, zkąd kilku wyzdrowiawszy, wyszukało już na nowo Lelewela i złączyło się z szeregami jego. Niestety, straciliśmy 22 zabitych przez brak doświadczenia ochotników, gdyż przy ściąganiu łańcucha tyralierskiego na dany znak tyralieryi, miasto cofać się w porządku tyralierskim, zbiegli się w gromadę nieforemną, do któréj Moskale dali rotową salwę, przyczém kilku bardzo walecznych zginęło. Nic dziwnego więc, że młodzież, pierwszy raz będąca dopiero w boju, rozbiegła się częściowo tak, iż przy pułkowniku zostało zaledwo 80. Z garstką tą puścił się bez namysłu w pochód, prowadząc na furmankach broń zapasową i trzymając się ciągle prawego brzegu Wisły, w okolicy Puław przekroczył w poprzek gościniec warszawsko-lubelski. W Puławach udało się nam zabrać sporą liczbę koni wojskowych moskiewskich, siodeł i cokolwiek pieniędzy, z czém poszedł Lelewel, otoczony zewsząd Moskalami, którzy wiele butów schodzili, ścigając jego ślady, i dostał się szczęśliwie do lasów lubartowskich, gdzie odebrał na siebie uformowany świeżo oddział Noskowskiego, złożony z 400 ludzi, tj. jednéj kompanii strzelców, a reszty samych kosynierów, włościan podlaskich. Noskowski zdawszy dowództwo Lelewelowi, wyjechał za granicę.

W lubartowskich lasach bawił pułkownik dzień, i widział się z Krysińskim i Rudzkim d. 10 czerwca. Nazajutrz udał się lasami koło Kocka, przekroczył Wieprz pod témże miasteczkiem paląc most za sobą, ztamtąd do Syrokomli, Adamowa i Miastkowa, gdzie była dniówka i gdzie Lelewel, czujny zawsze na wszystkie strony i mający na zawołanie całe województwo, dowiedział się, że Moskale d. 14 czerw. mają gościńcem warszawsko-lubelskim od Garwolina prowadzić znaczny transport broni i około 60,000 rs. do Lublina. Dla przejęcia tego transportu, udał się na podwodach w nocy z 13 na 14 w lasy pod Korytnicą, która leży tuż przy głównéj szosie, jadąc od Warszawy, po lewéj stronie.
Hufiec polski spóźnił się na nieszczęście, gdyż furgony moskiewskie przeszły już Korytnicę, kiedy przybył na miejsce, i ciągnęły się tylko 4 roty moskiewskie i 100 kozaków. Lelewel rozsypał na brzegu lasu o 300 kroków od gościńca swych strzelców w tyraliery, Moskale zaś stanęli w szyku bojowym na gościńcu. Lelewel miał przy sobie natenczas dwie kompanie strzelców po 100 ludzi, jednę kompanią kosynierów zwykłych i jednę kosynierów bezpardonowych (całkiem czerwono ubranych i niedających ani biorących pardonu). Moskale wcześnie zawiadomieni o naszém przybyciu, uszykowawszy się, czekali natarcia z naszéj strony. Rotmistrz W. (Węgier) dowódzca jazdy prosił Lelewela o pozwolenie dognania i zabrania furgonów moskiewskich konno. Lecz pułkownik podejrzewając zasadzkę nie pozwolił na to, ale na sto kroków pomknął strzelców pod linią moskiewską, kosynierów zaś ustawił za nimi.

Moskale dali tylko 4 salwy do lasu, poczém strzelcy nasi rozstąpili się w prawo i lewo, a otworem przez to powstałym wypadły dwie kompanie kosynierów z kapelanem obozowym na czele. Wiara ta z zapałem biegła otwartém polem na ściśnione szeregi Moskali, którzy ukrywszy się częścią w rowy, rozpoczęli ogień tyralierski, częścią utrzymywali nieustanny ogień rotowy.

Włościanie krzyknąwszy trzykroć „hura” nie zdołali dobiedz w porządku i nie dotrzymali placu. W odwrocie swym rzucili wielki popłoch w szeregi strzelców. Lelewel nakazał odwrót, który byłby wypadł bardzo nieszczęśliwie, gdyby go nie był zakrył Kalikst Ujejski, kapitan 1 kompanii strzelców (2 dowodził kapitan Baliński). Tęgi ten młodzieniec, raniony naówczas ciężko w nogę, dostał się w ręce Moskali, którzy go dobili okropnym sposobem. Gdy go następnie kawalerya nasza znalazła, był okryty 28 ranami śmiertelnemi. Prócz tego zginęło dwóch z Galicyi: Wierzbicki i Posuchowski. Ogółem mieliśmy 9 zabitych, a 5 rannych przywieźliśmy do Żelechowa, podczas kiedy Moskale nie ścigając nas wcale, uszli co prędzéj w kierunku Lublina. Śmierci Ujejskiego pomścił niejaki Mesarosz, Węgier, rusznikarz ze Lwowa. Sam ranny, widząc że Moskale dobijają, usunął się w głąb lasu, gdzie ukryty obserwował te bydlęta dzikie. Nawinął się sam pułkownik moskiewski, a Mesarosz nie wiele się namyślając wycelował i zwalił Moskala z konia. Otrzymał za to od Rządu narodowego krzyż honorowy, świadkiem umyślnéj zasadzki Mesarosza był adjutant Lelewela O.

Przybycie nasze do Żelechowa było uroczystością dla miasteczka. Mieszkańcy wyszli na spotkanie Lelewela z chorągwiami i z muzyką, kahał żydowski z torą i była niesłychana radość w okolicy. W Żelechowie bawił oddział tylko dzień. Dnia 15 czerwca wyruszył ku Stoczkowi i daléj łukiem na Żebrak w stronę Kałuszyna. Stanąwszy obozem w pobliżu głównego gościńca warszawsko-litewskiego, dowiedziano się w sztabie, że oddział kozaków dońskich asekuruje naprawę telegrafu między Kałuszynem a Siedlcami. Pułkownik nasz wysłał więc rotmistrza Rylskiego z plutonem jazdy, ogółem 23, by zaturbował dońców i poprzerywał telegrafy. Stało się jak kazał. Doncy wpadli w zasadzkę i musieli podać tył umykając do Siedlec, chociaż ich było 50 i kilku, stracili 8 zabitych i urzędnika od telegrafu, dwóch zaś dońców ujęto i zaraz po przyprowadzeniu do obozu powieszono za rabunek. Nadto dostał się w ręce plutonu furgon kozacki, który jednak spalić musiano w drodze. Rotmistrz Rylski zaalarmował następnie załogę w Garwolinie i powrócił do obozu pod Oleksińce.

Było to 22 czerwca. Tymczasem kozacy rozbici dali znać do Siedlec o plutonie polskim. Ztamtąd téż wysłano natychmiast jednę rotę piechoty i 50 kozaków dla ścigania tego plutonu, lecz rota ku największemu zdziwieniu ujrzawszy liczny obóz polski zamiast 23 jezdnych, wzięła nogi za pas i wróciła pędem do Siedlec. Lelewel ruszył tegoż dnia na całą noc do Olszyc, a ztamtąd do Róży dnia 23 czerwca, gdzie na wzgórzu w lesie zajął stanowisko dobre przeciwko hordom, które zaczęły się już pokazywać, popychając dragonów naprzód. Z początku mieli Polacy do czynienia tylko z rotami siedleckiemi, które rozsypawszy się w tyraliery waliły do lasu, lecz straszliwie decymowane przez naszych strzelców celnych. Wkrótce jednak nadeszły Moskalom posiłki ze wszech stron: od Kałuszyna, Siedlec, Międzyrzecza i Garwolina, tak iż naraz oddział Lelewela, liczący tylko 450 zbrojnych (było wielu bardzo czekających na broń) ujrzał się otoczonym przez 24 rot piechoty, 4 działa, 2 szwadrony dragonów, dwa ułanów i sotnię kozaków. Byłoby wszystko stracone i wszyscy wycięci do nogi, gdyby nie przytomność podziwienia godna, odwaga i nadzwyczajna kapitana Bardet, Francuza, dowodzącego 1 kompanią strzelców w miejsce ś. p. Ujejskiego. Oddział cały straciwszy tylko 28 rannych i zabitych i nieco w rozbiegłych, przerżnął się dzielnie, chociaż ścigany przez Moskali, cofał się w największym porządku i zajął na drugi dzień 24 z. m. obronne i prawie niedostępne stanowisko w lasach między Stoczkiem a Łukowem. Jen. major Drajer fałszywy raport złożył Konstantemu o całéj téj okazyi. Moskale po bitwie zażądali z okolicznych wiosek 50 wozów, nie dopuszczając włościan do prowadzenia tychże, i zabrali swych rannych do Siedlec, zabitych zaś pochowali skrycie po lesie. Mieli straty do 500 ludzi, a nie 7, jak się podobało Drajerowi napisać. Również nie zabrali nam żadnych koni, chyba tylko od furmanek włościańskich. Nie zabrali 5000 ładunków, gdyż pułkownik nasz rozdał je pomiędzy piechotę i kawaleryą, skoro złamało się koło u jaszczyka i niemożna go było uwieźć. W jaszczyku tym znaleźli Moskale tylko garnuszek masła, własność prywatną furgonicza, i starą chorągiew niejakiego Rudolfa, który przed miesiącem miał oddział 120 ludzi w Podlaskiem, a późniéj złączył się z Lelewelem. Karabinów jakąś liczbę mogli pozbierać Moskale po poległych.

Po bitwie téj wysłał Lelewel 18 jazdy pod wodzą rotmistrza Rylskiego aż w Lubelskie dla dowiedzenia się, azali nie ma tam jakich świeżych oddziałów. Rylski przeszedł krytemi drogami koło Radzynia (gdzie spotkał się z oddziałem narodowym żandarmów siedleckich), Kocka (gdzie zwiedzał kopiec pułkownika Berka i odprawił nabożeństwo) przez Wieprz, zachodnią stroną Lublina w chwili, kiedy od wschodu alarmowali załogę moskiewską tamże żandarmi Rudzkiego. Było to 29 czerwca, gdy wielka część Moskali z Lublina, Krasnegostawu i Zamościa, ogółem 24 rot piechoty wyruszyła naówczas ku granicy galicyjskiéj do Łyséj góry, obawiając się niesłychanéj jakiś inwazji. Następnie Rylski przeszedłszy mimo Krasnegostawu zabrał w Turobinie kasę rządową dnia 1 b. m. rano i udał się na Goraj do Biłgoraja, własności sowietnika sztackiego Platonowa, którego komisarz musiał nam wręczyć 12,000 złp. podatku narodowego, tudzież oddać 18 koni i bardzo ładny faetonik dla naszego pułkownika. Wysyłamy sprawozdanie to z pozdrowieniem od Lelewela, którego uwielbia każdy podkomendny a całe Lubelskie i Podlaskie gotowe stanąć pod jego znaki. Opatrzność boża czuwa nad nim, a geniusz partyzancki jego wprawia Moskali w szaleństwo.

(Wieść o urlopie pułkownika Lelewela jest fałszem. P. r.)
Źródło
Dziennik Poznański 9.7.1863
Nadawca
Uwagi
brak
Link do tego rekordu
Link wewnętrzny GP (BBCode)
Cytowanie naukowe