Rodzina Banaś z miejscowości Pawłokoma (z Portalu Sybiracy ) 27.12.2009.
Szanowni Państwo! Poszukuję informacji dotyczących rodziny Banaś, zesłanej na Sybir 10 lutego 1940 roku z miejscowości Pawłokoma (ówczesne województwo lwowskie). Zesłani zostali na podstawie doniesienia komitetu ukraińskiego do NKWD stwierdzającego, że Polacy mieszkający w Pawłokomie zakupili ziemię od polskiego dziedzica (co jest zgodne z prawdą) jak również, że byli osadnikami wojskowymi którzy brali udział w wojnie w 1920 roku (co z kolei było kłamstwem).
Wśród zesłanych byli m.in.: mój dziadek Wincenty Banaś, jego żona Maria z domu Kocyła i ich dzieci, córka Genowefa w wieku 17 lat, syn Jan (mój ojciec) 13 lat i najmłodszy syn Staszek - 8 lat, cała rodzina.
Wiem że pierwszym miejscem pracy dla nich był Swierdłowsk. Podobno jakiś czas byli również w Tawdzie. Dziadek pracował przy wyrębie oraz spławie drewna. Nie wiem jak długo, ponieważ zachorował na tyfus i zmarł. Babcia pracowała najpierw na tartaku. Syn Staszek zachorował i został zabrany do "szpitala" i gdy babcia poszła do niego po pracy powiedzieli jej że nie żyje i nawet nie pozwolili jej go zobaczyć. Tak naprawdę nie wiadomo co się z nim stało. Genia pracowała przy "czyszczeniu" sortowaniu ryb, z tego mycia w zimnie cały czas chorowała później na ręce. Mój tato Jan najpierw pracował przy "klepkach" (na tartaku).
Podobno po ok 2-3 latach pobytu w "Swierdłowskiej obłasti" zostali przewiezieni w inne miejsce. Wiem, że później babcia pracowała w jakiejś łaźni i myła chorych. Byli wśród tych chorych również "wojskowi" i księża, którzy byli strasznie maltretowani. Tam też pracował mój tato. Opowiadał jak woził na saniach ciała zmarłych do oddalonego lasu, gdzie musiał je zsunąć do wybranego wcześniej dołu. Jeżeli się zdarzyło że jakieś ciało zsunęło się z sań, tato musiał po nie wrócić. Wiązał wówczas za nogi tego nieboszczyka i przywiązawszy go do konia ciągnął jego ciało. Cały czas płakał, miał przecież ok. 14-15 lat. Tego nigdy nie zapomnę. Pamiętam z opowiadań więcej szczegółów z tej morderczej pracy.
Kolejny ich etap to praca w kołchozie albo sowchozie - tego dokładnie nie wiem. Pracowali tak jednak: babcia Maria z dziećmi Gienką i Jaśkiem. Na początku było im tam odrobinkę lżej, ale po tym jak babcia nie podpisała zgody na przyjęcie obywatelstwa sowieckiego było bardzo ciężko.
Transporty powrotne zesłańców organizowane były w różne rejony, najtrudniej jednak było dostać się w swoje strony rodzinne. Babcia nie wyobrażała sobie życia w innym miejscu. Ostatecznie udało im się i po 6-ciu latach wrócili do domu. Do domu spalonego, rozgrabionego... To nic że wszyscy uważali że ominęła ich wojna i że było im tam dobrze. Byli u siebie, choć bez dachu nad głową.
Niestety nie zachowały się dokumenty dotyczące tego pobytu. Z osób wymienionych: babcia, tato, ciocia, wszyscy już nie żyją. Mama moja kilka lat starała się o zaświadczenie o pobycie rodziny na Syberii. Niestety z AAN, (znak sprawy IV 841-2353/99) odpowiedzieli że nie posiadają w swoim zasobie akt mogących stanowić podstawę do wydania takiego zaświadczenia.
Przeglądam strony internetowe, czytam wszelkie informacje, wspomnienia ludzi i to co zauważyłam to bardzo mało danych jest właśnie z obłasti Swierdłowskiej i okolic. (Tawda). Żyje natomiast dwie osoby (odnalazłam je, są to siostry) które były razem z moją rodziną w Swierdłowsku (później zostali rozdzieleni) i potwierdziły zapamiętane przeze mnie (informacje) opowieści moich bliskich.
Muszę jeszcze dodać, że niewiele z tego ogromu przeżyć opowiadał mój tato, ale również babcia (ciocia mieszkała dalej). Widać było zaraz cierpienie i ciężar z jakim się zmagali, może przez to tak niewiele informacji.
Razem z nimi (łącznie 40 osób) z miejscowości Pawłokoma, jak już wspomniałam ówczesne województwo lwowskie zostali wywiezieni: 1. Piotr Banaś z żoną Józefą i pięciorgiem dzieci, 2. Jakub Chrapek z żoną Anielą i dwójką dzieci, 3. Mikołaj Łach z żoną Karoliną i czwórką dzieci, 4. Wawrzyniec Pyrda z żoną Apolonią i dwójką dzieci, 5. Andrzej Radon z żoną Antoniną i pięciorgiem dzieci, 6. Henryk Wrotniak z żoną Wiktorią i pięciorgiem dzieci.
Proszę o kontakt i informację od ludzi, którzy z moimi bliskimi się spotkali, którzy cokolwiek na ten temat pamiętają.
Kontakt: Maria Bluj z domu Banaś e-mail: ultima_tule(małpka)wp.pl