Przez kilka lat powojennych, w całkiem sporej kamienicy na warszawskim Grochowie, moimi sąsiadami byli państwo Świdowie. Główny lokator, inż. Emil Świda, był wtedy starszym emerytem, poruszającym się o kulach. Pani Julia Świdowa w podobnym wieku, o szczupłej sylwetce nosiła na nosie binokle. Takimi zostali w mojej pamięci. Stosunki pana Świdy z sąsiadami charakteryzowała pełna kurtuazja, ale i pewien dystans. Wszyscy tytułowali go Panem Inżynierem, a sąsiadki przyprowadzały do niego swe pociechy, którym pomagał w matematyce. Krążyła o nim pogłoska, że to przedwojenny prezydent Warszawy, ale nikt nie śmiał zapytać.
Wtedy jako dziecko nie byłem sprawą zupełnie zainteresowany, ale w wieku dorosłym niespodziewanie do mnie ona wróciła. Chciałem wówczas ją wyjaśnić, lecz okazało się to już niemożliwe. Mój bohater dawno nie żył, a postać taka nie figurowała w żadnych encyklopediach i słownikach. W Konsystorzu ewangelicko-reformowanym wydawało mi się, że znalazłem trop. Dowiedziałem się, że żył inż. chemik Emil Świda herbu Grabie Odmienione – członek, potem długoletni prezes Kolegium zboru warszawskiego. Wcześniej był przemysłowcem i wiceprezydentem Warszawy. Przed wojną mieszkał w Warszawie z siostrami Anną i Julią. Na kilka lat przed wojną wyjechał do swego majątku Kolnica i tam, 1 listopada 1939 r., został aresztowany przez sowietów, na początku listopada 1939 r. zmarł w szpitalu więziennym w Białymstoku. W zestawieniu z faktami tkwiącymi w mej pamięci była to duża niespodzianka.
Na cmentarzu Ewangelicko-reformowanym w Warszawie, na grobowcu rodzinnym Świdów, Emil nie jest wymieniony, natomiast Julia (1880-1957), i owszem.
Gdzie zatem mój sąsiad z Grochowa, inż. Emil Świda, został pochowany? Czyżby do oficjalnych danych w konsystorzu wkradła się jakaś pomyłka, czy też mój sąsiad, to zupełnie inna postać? I to cała zagadka, która nie daje mi do dziś spokoju. Kto pomoże ją rozwikłać?
Wtedy jako dziecko nie byłem sprawą zupełnie zainteresowany, ale w wieku dorosłym niespodziewanie do mnie ona wróciła. Chciałem wówczas ją wyjaśnić, lecz okazało się to już niemożliwe. Mój bohater dawno nie żył, a postać taka nie figurowała w żadnych encyklopediach i słownikach. W Konsystorzu ewangelicko-reformowanym wydawało mi się, że znalazłem trop. Dowiedziałem się, że żył inż. chemik Emil Świda herbu Grabie Odmienione – członek, potem długoletni prezes Kolegium zboru warszawskiego. Wcześniej był przemysłowcem i wiceprezydentem Warszawy. Przed wojną mieszkał w Warszawie z siostrami Anną i Julią. Na kilka lat przed wojną wyjechał do swego majątku Kolnica i tam, 1 listopada 1939 r., został aresztowany przez sowietów, na początku listopada 1939 r. zmarł w szpitalu więziennym w Białymstoku. W zestawieniu z faktami tkwiącymi w mej pamięci była to duża niespodzianka.
Na cmentarzu Ewangelicko-reformowanym w Warszawie, na grobowcu rodzinnym Świdów, Emil nie jest wymieniony, natomiast Julia (1880-1957), i owszem.
Gdzie zatem mój sąsiad z Grochowa, inż. Emil Świda, został pochowany? Czyżby do oficjalnych danych w konsystorzu wkradła się jakaś pomyłka, czy też mój sąsiad, to zupełnie inna postać? I to cała zagadka, która nie daje mi do dziś spokoju. Kto pomoże ją rozwikłać?