Mój Ojciec Stanisław urodził się we Wrześni w 1896 r i był "dzieckiem wrześnieńskim". Wyjazd jego Rodziców z Wrześni do zaboru rosyjskiego przerwał procesowe kroki prusaków, stąd brak Barciszewskich na liście.
Moja Mama Stanisława Kielisińska urodziła się w Rydze w 1900 r.
W 1940 roku moich Rodziców, "prusacy" z Gniezna wysłali do Ciotuszy za karę, że Ojciec nie zgodził się podpisać folkslisty (urodzony w zaborze niemieckim a babka niemka - Hoffmann)
Ja urodziłem się w lipcu 1943 (pacyfikacja Zamojszczyzny) w sytuacji, gdy o 5-tej rano niemcy zaczęli pacyfikować Narol i moja mama została umieszczona na ciężarówce w celu wywózki do obozu. Moją mamę zauważył (z wysokim brzuchem) ss-man kierujący akcją. Dobrą polszczyzną, kazał jej zejść z ciężarówki, okrył płaszczem i kazał iść do domu, wziąć potrzebne rzeczy i wyjechać z Narola bo " przyjadą tu osadnicy niemieccy". Tak, tak, nie mówcie nikomu ale był ss-man, który uratował 2 istnienia . Mama tak przeżyła sprawę, że zaczęły się bóle porodowe. Na furmance zawieziono ją do Tomaszowa Lubelskiego i praktycznie w momencie wniesienia na izbę szpitalną.......... byłem!.
Qurde, teraz cisną się pytania i co dalej?..... jak mamy rodziców tuż pod bokiem. ... przesuwamy TE pytania ...... a potem nagle .... już nie zapytamy.
Mój ojciec był wtedy poza miejscem zamieszkania. Jakoś się znaleźli, Mama i Ojciec działali w AK i organizacja pomogła.
Byłem w Tomaszowie Lubelskim w 1977 r i muszę pojechać by świadomie jeszcze raz zobaczyć. Janusz
Moja Mama Stanisława Kielisińska urodziła się w Rydze w 1900 r.
W 1940 roku moich Rodziców, "prusacy" z Gniezna wysłali do Ciotuszy za karę, że Ojciec nie zgodził się podpisać folkslisty (urodzony w zaborze niemieckim a babka niemka - Hoffmann)
Ja urodziłem się w lipcu 1943 (pacyfikacja Zamojszczyzny) w sytuacji, gdy o 5-tej rano niemcy zaczęli pacyfikować Narol i moja mama została umieszczona na ciężarówce w celu wywózki do obozu. Moją mamę zauważył (z wysokim brzuchem) ss-man kierujący akcją. Dobrą polszczyzną, kazał jej zejść z ciężarówki, okrył płaszczem i kazał iść do domu, wziąć potrzebne rzeczy i wyjechać z Narola bo " przyjadą tu osadnicy niemieccy". Tak, tak, nie mówcie nikomu ale był ss-man, który uratował 2 istnienia . Mama tak przeżyła sprawę, że zaczęły się bóle porodowe. Na furmance zawieziono ją do Tomaszowa Lubelskiego i praktycznie w momencie wniesienia na izbę szpitalną.......... byłem!.
Qurde, teraz cisną się pytania i co dalej?..... jak mamy rodziców tuż pod bokiem. ... przesuwamy TE pytania ...... a potem nagle .... już nie zapytamy.
Mój ojciec był wtedy poza miejscem zamieszkania. Jakoś się znaleźli, Mama i Ojciec działali w AK i organizacja pomogła.
Byłem w Tomaszowie Lubelskim w 1977 r i muszę pojechać by świadomie jeszcze raz zobaczyć. Janusz