Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 42980
Strona z 1075 < Poprzednia Następna >
Florkowski
czyli jak inni go zwą Frankowski, Frankiewicz lub Frączkiewicz. Zesłany na Sybir, w lipcu 1866 r. w towarzystwie dwóch innych wygnańców, grał na skrzypcach, działo się to w warzelni soli w Kańsku Jeden z oficerów załogi Bakłanów, pojąc czajem towarzyszy, posłał po Florkowskiego, aby mu hulankę urozmaicił grą na skrzypcach. Florkowski nie usłuchał rozkazu, tłumacząc się, że nie jest do tego obowiązanym. O godzinie szóstej tegoż dnia ów oficer Bakłanów, mając dyżurną, przyszedł jak zwykle odczytać spis więźniów i zobaczyć czy są wszyscy. Taki był zaprowadzony porządek, że każdy którego nazwisko odczytano przechodzi na drugą stronę i stawał w następnym szeregu. Gdy odczytano nazwisko Florkowskiego oficer Bakłanów otrzymał cięcie nożem w twarz. Natychmiast pochwycono Florkowskiego jakkolwiek podczas zadania ciosu Bakłanowi Florkowski w drugim już znajdował się szeregu. Sędziowe nie mając dowodów winy orzekli jego niewinność, tym bardziej, że sam Bakłanów uniewinniał go, przypisując winę nieznanemu sprawcy. Generał gubernator Zamiatnin zwołał drugi sąd, który również Florkowskiego uniewinnił. Złożono trzeci sąd, który orzekł, że jedynie w tym razie można by przyznać winę Florkowskiemu, gdyby tenże zeznał, że miał osobistą zawiść do Bakłanowa.Ewaryst Mokrzycki, Polak, urzędnik do szczególnych zleceń, był wyznaczony na tłumacza sądzonego, ponieważ Florkowski po rosyjsku nie umiał. Sąd po różnych zapytaniach spytał m. in. Florkowskiego przez tłumacza, czy tenże do Bakłanowa nie miał zawiści osobistej. Mokrzycki w tłumaczeniu przekręcił pytanie i spytał Florkowskiego: czy Bakłanów więźniów nie krzywdził. Na to pytanie Florkowski potakujące odpowiedział, a sąd oszukany przez tłumacza skazał Florkowskiego na rozstrzelanie. Florkowski nie pozwolił sobie zawiązać oczu i zginął mężnie stojąc, bez najmniejszego jęku, bez najmniejszego skrzywienia twarzy. Moskale z uwielbieniem patrzyli na męczennika mówiąc, że tylko Polak tak umierać zdoła. Moskale znienawidzili Mokrzyckiego nazywając padlec, w ogóle ów Mokrzycki okazał się nikczemnikiem i szpiegiem.
Walery Adolf Formiński
Walery Adolf Formiński Wczorajszej nocy zmarł zasłużony i ukochany towarzysz, W. A. Formiński, weteran powstania 1863 r. i wybitny członek pierwszego Proletariatu, współpracownik Kunickiego, Bardowskiego i Waryńskiego. Tow. Formiński urodził się w 1845 roku i, mając lat niespełna 18, wstąpił w szeregi powstania, w których walczył pod dowództwem Langiewicza. Pierwszą potyczkę stoczył w Szydłowie, gdzie zabrano do niewoli 17 kozaków z bronią, stamtąd udał się z oddziałem do Wąchocka, gdzie stoczono walną bitwę, bijąc oddział rosyjski na głowę. Po dalszych pomyślnych walkach w Ostrowcu i Kunowie oddział, w którym znajdował się Formiński, udał się do klasztoru świętokrzyskiego, gdzie podczas powtórnego sztandaru zaskoczyli powstańców Moskale, lecz z pomocą miejscowych mieszkańców udało się ich odeprzeć. Po klęsce pod Małogoszczem cały oddział Langiewicza przeszedł granicę austriacką, został rozbrojony i internowany. Najsilniejszych wywieziono do Ołomuńca, Formiński jednak został uwięziony w zamku Wawelskim, skąd ratował się ucieczką. Wróciwszy potajemnie do Królestwa, walczył w oddziale Oksińskiego pod Okrężą i Koniecpołem, a po zdradzie i ucieczce Oksińskiego z pod Przedborza dostał się pod dowództwo Chmieleńskiego. Pod jego dowództwem stoczono pomyślną walkę pod Janowem, gdzie wszystkich Rosjan wzięto do niewoli. Formiński był ranny w tych potyczkach trzy razy, walcząc do utraty przytomności. Dostał się wreszcie do niewoli jako kawalerzysta pod dowództwem Rzewuskiego i osadzony w cytadeli, gdzie przesiedział kilkanaście miesięcy do wyroku. Jako małoletni został skazany na wysyłkę do Irkucka na 3 lata, skąd wrócił do Warszawy w roku 1868. W roku 1879 Formiński, zrozumiawszy, że ucisk narodowy idzie w Polsce w parze z uciskiem społecznym, wstąpił do partii „Proletariat”, gdzie pracował do roku 1884. Działalność jego, jak można wnosić z aktu oskarżenia w sprawie „Proletariatu”, z książki zbiorowej „Z pola walki” i z opowiadań żyjących Proletariatczyków, była bardzo ożywiona. Formiński był zwolennikiem politycznego terroru, jak zresztą większość Proletariatczyków. Zawsze odważny, jak przedtem w roku 1863, narażał się przy każdej sposobności i przez swe narażenie się przyczynił się do pomyślnej likwidacji skutków krwawego starcia policji z Dębskim, Sławińskim i Janowiczem w lipcu 1884 roku w mleczarni Henneberga w Warszawie. W październiku 1884 roku Formiński został aresztowany razem z wielu innymi Proletariatczykami i w następnym roku postawiony przed sądem wojennym, który zrazu, z inspiracji Hurki, chciał wszystkich skazać na śmierć. Skazano jednak tylko sześciu, z których dwóch ułaskawiono, zaś Formiński skazany na kilkanaście lat katorgi, został wysłany na Sachalin. Po ukończeniu katorgi Formiński wyjechał do Chabarowska, a potem do Władywostoku i Nikolska Ussuryjskiego, skąd powrócił w grudniu 1914 roku do Warszawy. W Warszawie przebywał Formiński aż do śmierci, która go zmogła w szpitalu Ujazdowskim po rocznej chorobie. Formiński był wzorem prawości i nieskazitelnej uczciwości, to też cieszył się powszechnym szacunkiem. Pamiętam jedną z ostatnich z nim rozmów. Było to półtora roku temu na wieczorku towarzyskim, urządzonym przez Stowarzyszenie byłych Więźniów Politycznych z powodu dziesięciolecia obalenia caratu. Pytałem się go o Stowarzyszenie Weteranów 1863 roku, do którego należał. — Mam kłopoty — mówił — bo często zwracają się do mnie ludzie z prośbą, żebym zaświadczył, iż brał udział w powstaniu, bo chcieliby korzystać z emerytury. Gdy odpowiadam, że nic nie wiem o ich udziale, mówią mi: „Co ci szkodzi? Państwo nie zbankrutuje, gdy jeden więcej dostanie emeryturę. Zrób to dla nas, dla swych przyjaciół”. — A ja przecież robić tego nie mogę. Przysięgałem, że będę mówił prawdę i jakże się będę na starość kłamstwem plamił. Wszystko musi być według sprawiedliwości. Wiem, że sobie niejednego zrażę, ale prawdę muszę cześć przedewszystkiem. Jakże to piękny rys charakteru, zwłaszcza w Polsce, gdzie wszystko się zrobi dla przyjaciół, o ile własna kieszeń na tem nie cierpi, a czasem nawet zyska. Jakże pożytecznym dla Państwa jest taki typ człowieka. Rok temu w grudniu 1927 roku, w 2 tygodnie zaledwie po zjeździe Stowarzyszenia byłych Więźniów Politycznych, gdzie wybrano go na honorowego przewodniczącego, zapadł ciężko na zdrowiu. Odwiedziłem go w szpitalu na początku roku bieżącego. Usiłowałem nawiązać do dawnych wspomnień, ale pamięć go najwidoczniej opuszczała, bo nawet wielu nazwisk powszechnie znanych nie mógł sobie przypomnieć. — Pisałem o tem kiedyś — mówił. Wszystko znajdziecie. Tak, tak, pamiętam. Zwłaszcza Kunickiego pamiętam. To był bardzo szlachetny i czysty człowiek — prawdziwy Proletarjat. A żegnając się czule ze mną mówił: — A może się już nigdy nie zobaczymy? A może to już śmierć? I nie mylił się stary „Proletariatczyk”. Śmierć zbliżała się doń szybkiemi krokami. Przewieziono go staraniem Stowarzyszenia do Buska, ale lekarze przestrzegali, że jedna kąpiel może go o śmierć przyprawić. To też szybko wrócił do warszawskiego szpitala, zaniechawszy kuracji. Gdy mu w listopadzie przyniesiono egzemplarz broszury Dębskiego „Krwawe zajście w mleczarni Henneberga” z dwiema jego podobiznami (obecną i z czasów „Proletariatu”), ucieszył się bardzo i mówił: — Widzę, że o mnie nie zapomniano jeszcze. Przed paru dniami utracił przytomność i umarł w nocy z piątku na sobotę. Formiński był żywą arką przymierza między dawnym ruchem powstańczym a socjalizmem współczesnym. Odczuwał on ten związek instynktem, gdy pisał on w krótkiej autobiografii: Wstąpiłem do Proletariatu, walcząc o wolność narodu. Idei P. P. S-owej został wierny aż do końca. Cześć Jego pamięci!
Strona z 1075 < Poprzednia Następna >