Seweryn Kajetan Alojzy Jankowski, ur. ok. 1831, s. Michała i Genowefy Zahałka. Żona: Zofia Grabianka
Jeden z głównych organizatorów zaopatrzenia i przygotowania oddziału Miniewskiego w czerwcu 1863. Dzierżawca Biłki Szlacheckiej oraz folwarku Sobin.
Z protokołu przesłuchania Hryćki Naumczuka, wówczas pracownika najemnego w Sobinie:
"Trzy tygodnie przed Zielonemi Świętami b. r. wstąpiłem do służby do p. Seweryna Jankowskiego w Sobinie i byłem u niego aż do końca żniw r. b. Zaraz po zielonych świętach na folwarku w Sobinie u Jankowskiego zaczął się wielki ruch robić a to takim sposobem że prawie codziennie u niego różni panowie jako to: Tadeusz Wasilewski, z Sieńkowa, obydwa młody Steccy z Śródpolec, Płotnicki z Wolicy Baryłowej; Mierzyński z Baryłowa, Ożarowski z Strzemilcza , Trzciński z Grzymałówki, Gruszecki z Niw Czarnych, nadleśniczy Godlewski z Łopatyna, obydwa młodzi Steccy z Środopolec, Rubiszyński ze Stanina, Jaworski z Ordowa się zjeżdżali, także Wolski z Radziechowa czasem do Jankowskiego do Sobina przyjeżdżał. W jakim ale celu tego ja z pewnością nie wiem, tylko zdarzenie które dalej bliżej opiszę, zaprowadziło mnie do mniemania że ci panowie musieli się radzić względem zbierania i spierania powstańców, którzy się później w Baryłowskim lesie się zgromadzili i tam obozowali.
Także Jankowski te odwiedziny tym panom odwzajemniał, i szczególnie często odwiedzał Tadeusza Wasilewskiego w Sieńkowie, Rubczyńskiego w Staninie i Płotnickiego w Woli Baryłowej. Krótko przed zbiorem powstańców z Jankowskim jeździłem także a to przez jeden przeciąg do jego szwagra p. Karniewskiego /Karniewski - przyp GP/ w Zawidczu, do Hr. Ożarowskiego w Strzemilczu, do Trzcińskiego do Grzymałówki, do dziedzica N. w Romanowie potem do folwarku na Zachadce i stamtąd nazad przez Zawidcze do Sobinia. W jakim celu Jankowski taką jednem cięgem objeżdżał tego ja nie wiem. Ile sobie przypominam jeździłem także raz do Tetewczyc do Biłgorajskiego, potem do nadleśniczego Godlewskiego do Łopatyna do Steckich do Środpolec i do Gruszeckiego do Czarnych Niw. Co ale Jankowski u nich robił, tego ja nie wiem. O tym samym czasie jak wspomniani, panowie Jankowskiego w Sobinie odwiedzali, przychodzili tam i odchodzili różne powstańcy i przez 2 tygodnie aż do zbioru powstańców w Baryłowskim lesie zostało ich z 20 stanowczo we folwarku pańskim w Sobinie, którzy się w ostatnim dniu aż do wyjścia do obozu do Baryłowskiego lasu, aż do 50ciu się uzbierali. Takowi umieścili się na gumnie i w stodole wspomnianego folwarku i z wiedzą i z dozwoleniem Jankowskiego gotowali sobie w kotle na gumnie jedzenie, do którego żywności dostali od Jankowskiego, co ja wszystko na moje oczy widziałem. Blisko 2 tygodnie przed zbiorem powstańców w Baryłowskim lesie zaczęto od wyż wspomnianych panów różne rzeczy dla powstańców na pański folwark do Sobinia do Jankowskiego zwozić jako to: broń, ammunicję, rynsztunki żywności, także 38 koni dla powstańców do Jankowskiego przez ten czas zostały przyprowadzone, gdzie jak miarkowałem w tym folwarku w Sobinie był skład lub magazyn tych rzeczy, które oprócz koni, w pańskiej stodole najwięcej w zaszytych i zapieczętowanych workach zostały składane. Wszystkie konie byli umieszczeni w stajni i stodole w krowarniach. Że ich 38 było ztąd wiem, ponieważ takowe zostały przyrachowane, jak ich do obozu odprowadzono. Broń i ammunicja najwięcej przyjechała z Sieńkowa od p. Tadeusza Wasilewskiego, potem z Stanina od Rubczyńskiego, i z Ordowa od Jaworskiego. Którzy ale osoby i w jakiej ilości, potem którego właściwie dnia taką broń i ammunicję przywieźli, tego ja już niepamiętam, tylko tyle wiem że te panowie na bryczkach, jak Jankowski go odwiedzali, potem ich czeladź na osobnych furach, takie rzeczy przywieźli. Te rzeczy zawsze od p. Jankowskiego, jego ekonoma, i gumniennego Ciepłego zostały odebrane i w stodole pod słomą schowane, przyczem ja na rozkaz p. Jankowskiego go także usługiwać musiałem. Koni po części przyszli aż z Krystynopola z Ordowa, z Stanina, z Tetewczyc, z Środpolec i z Sieńkowa. Kto i w jakiej liczbie ich częściowo przyprowadził, tego już nie pamiętam.
Jednego rana miesiąca czerwca r.b. niepamiętnego mi już dnia, przyjechali żydzi z dwoma bryczkami, płachtą przykrytemi i przy wieźli 6 duże worki i ciężkie napakowane worki i jedną na półtora łokcia wysoką dość szeroką skrzynię która bardzo ciężka była, które rzeczy p. Jankowski w mej przytomności w stodole odebrał i tam pod słomą schował. Te worki byli miękkie, po zaszywane, zapieczętowane, sznurem i z karteczkami zaopatrzone. A gdy się pytałem co w tych workach jest, nie wiem ale kto mówił, że w takowych jest wełna, ale ja zaraz miarkowałem, że to jest nieprawda bo gdyby w nich wełna była, byłby ich Jankowski pod słomą nie chował. Te worki i ta słoma leżeli przez jeden dzień w stodole, na co takowe na rozkaz p. Jankowskiego przez Piotra Kościuka zostałe na 2 razy do Woli Baryłowej i nie wiem dokąd jeszcze odwiezione, przyczem ja pomagał te worki i skrzynię na wóz wkładać. Czyli Władysław Zieliński także z temi worami pojechał i czyli zostało po części do Brenderówki odwiezione, tego już niepamiętam.
Cały tydzień przed zbieraniem i obozowaniem powstańców w Baryłowskim lesie, pani Jankowska z kucharką Maryśką N. która teraz w Witkowie się ma znajdywać, piekli 2 razy w jednym dniu chleb dla powstańców w Sobinie i robili z tego chleba suchary, które do worków korcowych pakowali i wkrótce przed zbiorem powstańców ten chleb i suchary, już niepamiętam kto z dworskiej czeladzi, odwiózł dla powstańców do Baryłowa do tamtejszego dziedzica Wieżyńskiego.
Także z Łopatyna nie wiem od kogo została beczka z wódką do Jankowskiego do Sobinia przywieziona, którą takowy kazał w tamtejszym szpichlerzu postawić, i jeden lub 2 dni przed obozowaniem powstańców ta beczka z wódką została już niepamiętam przez kogo z dworskich ludzi na Wygody dla powstańców na rozkaz Jankowskiego odwieziona.
W nocy z ostatniej niedzielę na poniedziałek w czerwcu br. koło 11 godziny przyjechał jakiś wysoki pan z czarną brodą /gen. Józef Wysocki - przyp GP/ do pomieszkania Jankowskiego do Sobinia, którego później w obozie koło Bezedni widziałem z wojskiem mundurze, z złotemi i srebrnemi galonami wyszywanym, o którym mówiono że on był jenerałem powstańców. Czyli on był Wiśniewskim, o którym także słyszałem, że go jenerałem nazywali, tego ja nie wiem. Ten pan czyli jenerał nocował u Jankowskiego w Sobinie aż do rana na poniedziałek, naco on z Jankowskim o świcie został przy wschodzie słońca trzema końmi na bryczce Jankowskiego do Środopolec odwieziony, gdzieśmy jego zostawili, naco z Jankowskim za godzinę tamtejszego pobytu nazad do Sobinia powróciliśmy. W ten sam poniedziałek koło wieczora jak słońce od już nisko stało, zaszli się zjeżdzać do p. Jankowskiego do Sobinia, różne panowie, z których tylko Tadeusza Wasilewskiego z Sieńkowa, Biłgorajskiego z Tetewczyc, Jaworskiego z Ordowa, Rubczyńskiego, z Stanina, Władysława i Seweryna Zielińskiego jeszcze pamiętam. Na cudzych bryczkach tych panów złożona została ammunicja ze stodoły Jankowskiego, naco do tych bryczek zaprzęgnęli z tych 38 koni, które dla powstańców w pańskim folwarku się znajdowali. i wszyscy ci panowie na tych naładowanych bryczkach pojechali ku Wygodzie do Baryłowskiego lasu, gdzie miał być obóz założony. Tylko bryczka Tadeusza Wasilewskiego została wtenczas na podwórzu Jankowskiego i para koni z takowej została do jednego z tych trzech wozów zaprzęgnięta, na którym broń, ammunicja i rynsztunki z stodoły Jankowskiego byli naładowane, naco Sieńkowski furman N. potem parobcy Jankowskiego t.j. Piotr Kosińczuk i Mateusz Ciepły z temi trzema naładowanemi furami także do Baryłowskiego go lasu do obozu pojechali, przyczem te wozy powstańcy odprowadzili.
Jak te parobcy po wrócili wzięli resztę dla powstańców przeznaczone koni do wspomnianego obozu, przyczem i reszta w Sobiniskim folwarku zgromadzonych powstańców z temi końmi do obozu się udała, ja ale z panią Jankowską zostałem w domu w Sobinie i do obozu niechodziliśmy. Koło 10 godziny wieczorem przyjechał Jankowski z obozu nazad do Sobinia, i czyli jeszcze inny panowie jego odprowadzili, tego ja niepamiętam, tylko to wiem że Jankowski za ekonomem Prossołowiczem zaczął nie wiem zaco krzyczeć naco on (Jankowski) znowu nazad do obozu pojechał, i tam całą noc został. Dopiero następnego dnia t.j. we wtorek koło południa powrócił do domu do Sobinia o którym czasie mówiono że on został tego samego dnia rano od żołnierzów na Wygodzie przez dłuższy czas trzymany.
Od południa tego wspomnianego wtorku został p. Jankowski już niepamiętam do której godziny czyli do (...) czwartku zrana w domu, naco z nim na jego bryczce i z jego parą koni pojechałem przez Łopatyn i Stanisławczyk z Buldurami do obozu powstańców któren takowi koło Bezodni niedaleko karczmy Chodakowej mieli. Przedtym odjazdem z domu Jankowski do swojej żony mówił że przyjedzie bryczka z Sieńkowa z ammunicją którą pani Jankowska miała za nami do obozu powstańców przez Stanisławczyk odprowadzić. I kilka dni później mi gumnienny Ciepły mówił, że w stodole z panią Jankowską Sieńkowska bryczka na której ammunicja naładowana była, odprowadzał, że ale przy tej bryczce się koło złamało, naco ta ammunicja została nazad do Sobinia odwieziona. Co się dalej z tą ammunicją stało, tego ja nie wiem, ponieważ ja wtenczas w obozie powstańców koło Bezodni się znajdowałem. W tym obozie widziałem tego samego pana z czarną bródką co przez poprzedniej niedzieli w nocy o 11 godzinie do Sobinia przyjechał i którego następnego poniedziałku do Środopolec odwiozłem. Ten pan w obozie był w jednym mundurze złotem z srebrnemi galonami i powstańcy mówili że to ich jenerał Jankowski w tym obozie z tem jenerałem rozmawiał, tam pił i jadł i jak słońce już zachodziło, powróciłem z moim panem przez Stanisławczyk do Sobinia do domu. W tym obozie koło Bezodni widziałem kilka cywilnych mi nieznajomych panów i przy konnicy widziałem Władysława Zielińskiego jako powstańca.
Po powrocie do domu zaraz następnego dnia z panem Jankowskim pojechałem do Zawidcza do Karnieckiego /Karniewski - przyp. GP/, a jak my przyszli do Maziarni koło Baliowskiej karczmy widzieliśmy że trzy umundurowane ludzie wierzchowcem do nas się zbliżali i jak ku nam przy szli poznałem wspomnianego jenerała z drugim jeszcze powstańczym oficyrem, którym jak później słyszałem Bogusz się nazywał. Obydwóch tych oficyrów prowadził trzeci pan, którem był Władysław Zieliński. Jankowski powiedział tym panom żeby tymczasem do niego do Sobinia pojechali, i że on tam niebawem z Zawidcza powróci, co się w istocie zaraz może koło 1 godziny popołudniu stało, gdyśmy w Zawidczu tylko pół godziny bawili, bo jak my się z temi panami zdybali, mogłabyć 12 godzina. Jak do domu powróciłem dowiedziałem się że Władysław Zieliński tego jenerała z adjutantem którym się miał Bogusz nazywać, do folwarku Jankowskiego zaprowadził, naco on Władysław Zieliński do domu wierzchowcem pojechał. Ten jenerał z swoim adjutantem nocował wtenczas w Sobinie, i następnego dnia wieczorem pojechał do obozu wierzchowcem, przyczem go Piotr Kosińczuk także wierzchowcem aż do Chołojowa odprowadził.
Dwa lub trzy dni po odjeździe tego jenerała w jednej nocy przywieziono nie wiem przez kogo, 3 wielkie skrzyni lub paki do stodoły Jankowskiego, gdzie takowe w zapale snopami zostałe pokryte, gdzie ich następnego dnia tam zastałem, bo wtenczas jak przywieziono obecny nie byłem. Zaraz na drugi dzień przyjechali 2 bryczki i wóz z Sieńkowa i Władysław Zieliński, potem kucharz Paweł Dorosz z Sieńkowa i tamtejszy gumnienny Konrad, którzy otwierając te paki, wyciągali z tych skrzyń, karabiny proch i kule i takowe obwijając w słomę nakładali na bryczki i wóz, i z temi rzeczami do Sieńkowa pojechali, przyczem ja w przytomności Jankowskiego na tego rozkaz pomagałem karabiny słomą obwijać i na bryczki Sieńkowskie pakować. Co tam w Sieńkowie z tą bronią i ammunicją zrobili, tego ja nie wiem.
To jest wszystko co mi o wspomnionym interesie jest wiadomo.
W obozie w Baryłowskim lesie nie byłem, tylko to nadmieniam, że ekonom Proskotowicz do tego obozu w nocy z 29 na 30 czerwca r.b. za panem Jankowskim się udał i dopiero w pa wtorek rano ztamtąd powrócił. Co on tam w obozie robił, tego ja nie wiem. Przy tej sposobności podać muszę że Rubczyński, który w poniedziałek dnia 29 czerwca r.b. wieczorem z Jankowskim do Baryłowskiego lasu pojechał, na następnego wtorku rano 280 ludzi miał przez różne lasy do obozu do Baryłowskiego lasu przyprowadzić, które ludzi on z Lwowa miał, ja ich ale nie widziałem, tylko o tem słyszałem, nie wiem ale od kogo.
Jak sobie teraz lepiej przypominam zaraz ze środę t.j. następnego dnia jak powstańcy z Baryłowskiego lasu się oddalili, pojechałem wieczorem z Jankowskim do obozu powstańców koło Stanisławczyka się znajdującego, ato akuratem wtenczas jak powstańcy ztamtąd ku Buldurom maszyrowali między powstańcami widziałem koło Stanisławczyka Tadeusza Wasilewskiego, Rubczyńskiego, jednego młodego Steckiego, jak się ten ostatni na imię nazywa tego ja nie wiem, i Płotnickiego. Dalej zaś tam widziałem Jędrzeja N furmana p. Siarczyńskiego, który mi wtenczas mówił, że już przez 3 dni przy powstańcach jest, że im usługował i że za to dostał zapłatę. Było przy tym obozie jeszcze więcej cywilnych osób, których ale nie znam, bo na nich nie uważałem."
Źródło
Protokół przesłuchania Hryćka Naumczuka, Terytorialne Władze Wojskowe we Lwowie, AGAD 315-1094, skany 837-868