Z Biłgoraja, w Lubelskiém, 2 lipca, przesłano do Gońca następujący opis wyprawy pułkownika Lelewela od chwili, kiedy wyruszył z nad granicy galicyjskiéj, dnia 20 maja:W imię boże ruszyliśmy pod wodzą kochanego naczelnika z pod Zamchu w 120 ludzi prawie bezbronnych, gdyż cały oddział prócz kijów nie miał innéj broni nad 18 (wyraźnie ośmnaście) sztuk karabinów. Marsz odbywał się w największéj ciszy wzdłuż granicy galicyjskiéj w kierunku zachodnim do Luchowa, następnie przez Książpol mimo Tarnogrodu, koło Krzeszowa aż nad granicę powiatu ulanowskiego, gdzie we wiosce Sierakowie ochotnicy, dotąd w bardzo smutném zostający usposobieniu, znaleźli 200 sztuk pięknych nowych karabinów ku największéj swojéj uciesze, i uzbroiwszy się, a resztę złożywszy na furgony, udali się znowu wzdłuż granicy ku Zaklikowu, mając razem 150 ludzi. W Zaklikowie zabrał Lelewel sporą ilość mundurów kozackich, rysztunków i konie, ztamtąd posunął się bez zwłoki równolegle do Wisły i ciągnąc nieustannie lasami, przybył w lasy gościeradowskie pod Chruśliny. Moskale poczuwszy od kilku dni obecność pułkownika, zbierali się nań ze wszystkich stron i 10 mil szli ślad w ślad za nim, usiłując go dogonić. Pod Chruślinami przyszło z rana do bitwy z 1400 piechoty, którzy mieli ze sobą także 3 działa i 100 kozaków. Lelewel liczył już naówczas blisko 180 strzelców i 30 jazdy. Bitwa trwała od godz. 7 do 11 z rana. Moskale natrząłszy niemało gałęzi, cofnęli się, mając, jak nam później włościanie okoliczni opowiadali, 160 rannych i zabitych. Naszych rannych w liczbie 16 odwieźliśmy do Opola, zkąd kilku wyzdrowiawszy, wyszukało już na nowo Lelewela i złączyło się z szeregami jego. Niestety, straciliśmy 22 zabitych przez brak doświadczenia ochotników, gdyż przy ściąganiu łańcucha tyralierskiego na dany znak tyralieryi, miasto cofać się w porządku tyralierskim, zbiegli się w gromadę nieforemną, do któréj Moskale dali rotową salwę, przyczém kilku bardzo walecznych zginęło. Nic dziwnego więc, że młodzież, pierwszy raz będąca dopiero w boju, rozbiegła się częściowo tak, iż przy pułkowniku zostało zaledwo 80. Z garstką tą puścił się bez namysłu w pochód, prowadząc na furmankach broń zapasową i trzymając się ciągle prawego brzegu Wisły, w okolicy Puław przekroczył w poprzek gościniec warszawsko-lubelski. W Puławach udało się nam zabrać sporą liczbę koni wojskowych moskiewskich, siodeł i cokolwiek pieniędzy, z czém poszedł Lelewel, otoczony zewsząd Moskalami, którzy wiele butów schodzili, ścigając jego ślady, i dostał się szczęśliwie do lasów lubartowskich, gdzie odebrał na siebie uformowany świeżo oddział Noskowskiego, złożony z 400 ludzi, tj. jednéj kompanii strzelców, a reszty samych kosynierów, włościan podlaskich. Noskowski zdawszy dowództwo Lelewelowi, wyjechał za granicę.W lubartowskich lasach bawił pułkownik dzień, i widział się z Krysińskim i Rudzkim d. 10 czerwca. Nazajutrz udał się lasami koło Kocka, przekroczył Wieprz pod témże miasteczkiem paląc most za sobą, ztamtąd do Syrokomli, Adamowa i Miastkowa, gdzie była dniówka i gdzie Lelewel, czujny zawsze na wszystkie strony i mający na zawołanie całe województwo, dowiedział się, że Moskale d. 14 czerw. mają gościńcem warszawsko-lubelskim od Garwolina prowadzić znaczny transport broni i około 60,000 rs. do Lublina. Dla przejęcia tego transportu, udał się na podwodach w nocy z 13 na 14 w lasy pod Korytnicą, która leży tuż przy głównéj szosie, jadąc od Warszawy, po lewéj stronie.Hufiec polski spóźnił się na nieszczęście, gdyż furgony moskiewskie przeszły już Korytnicę, kiedy przybył na miejsce, i ciągnęły się tylko 4 roty moskiewskie i 100 kozaków. Lelewel rozsypał na brzegu lasu o 300 kroków od gościńca swych strzelców w tyraliery, Moskale zaś stanęli w szyku bojowym na gościńcu. Lelewel miał przy sobie natenczas dwie kompanie strzelców po 100 ludzi, jednę kompanią kosynierów zwykłych i jednę kosynierów bezpardonowych (całkiem czerwono ubranych i niedających ani biorących pardonu). Moskale wcześnie zawiadomieni o naszém przybyciu, uszykowawszy się, czekali natarcia z naszéj strony. Rotmistrz W. (Węgier) dowódzca jazdy prosił Lelewela o pozwolenie dognania i zabrania furgonów moskiewskich konno. Lecz pułkownik podejrzewając zasadzkę nie pozwolił na to, ale na sto kroków pomknął strzelców pod linią moskiewską, kosynierów zaś ustawił za nimi.Moskale dali tylko 4 salwy do lasu, poczém strzelcy nasi rozstąpili się w prawo i lewo, a otworem przez to powstałym wypadły dwie kompanie kosynierów z kapelanem obozowym na czele. Wiara ta z zapałem biegła otwartém polem na ściśnione szeregi Moskali, którzy ukrywszy się częścią w rowy, rozpoczęli ogień tyralierski, częścią utrzymywali nieustanny ogień rotowy.Włościanie krzyknąwszy trzykroć „hura” nie zdołali dobiedz w porządku i nie dotrzymali placu. W odwrocie swym rzucili wielki popłoch w szeregi strzelców. Lelewel nakazał odwrót, który byłby wypadł bardzo nieszczęśliwie, gdyby go nie był zakrył Kalikst Ujejski, kapitan 1 kompanii strzelców (2 dowodził kapitan Baliński). Tęgi ten młodzieniec, raniony naówczas ciężko w nogę, dostał się w ręce Moskali, którzy go dobili okropnym sposobem. Gdy go następnie kawalerya nasza znalazła, był okryty 28 ranami śmiertelnemi. Prócz tego zginęło dwóch z Galicyi: Wierzbicki i Posuchowski. Ogółem mieliśmy 9 zabitych, a 5 rannych przywieźliśmy do Żelechowa, podczas kiedy Moskale nie ścigając nas wcale, uszli co prędzéj w kierunku Lublina. Śmierci Ujejskiego pomścił niejaki Mesarosz, Węgier, rusznikarz ze Lwowa. Sam ranny, widząc że Moskale dobijają, usunął się w głąb lasu, gdzie ukryty obserwował te bydlęta dzikie. Nawinął się sam pułkownik moskiewski, a Mesarosz nie wiele się namyślając wycelował i zwalił Moskala z konia. Otrzymał za to od Rządu narodowego krzyż honorowy, świadkiem umyślnéj zasadzki Mesarosza był adjutant Lelewela O.Przybycie nasze do Żelechowa było uroczystością dla miasteczka. Mieszkańcy wyszli na spotkanie Lelewela z chorągwiami i z muzyką, kahał żydowski z torą i była niesłychana radość w okolicy. W Żelechowie bawił oddział tylko dzień. Dnia 15 czerwca wyruszył ku Stoczkowi i daléj łukiem na Żebrak w stronę Kałuszyna. Stanąwszy obozem w pobliżu głównego gościńca warszawsko-litewskiego, dowiedziano się w sztabie, że oddział kozaków dońskich asekuruje naprawę telegrafu między Kałuszynem a Siedlcami. Pułkownik nasz wysłał więc rotmistrza Rylskiego z plutonem jazdy, ogółem 23, by zaturbował dońców i poprzerywał telegrafy. Stało się jak kazał. Doncy wpadli w zasadzkę i musieli podać tył umykając do Siedlec, chociaż ich było 50 i kilku, stracili 8 zabitych i urzędnika od telegrafu, dwóch zaś dońców ujęto i zaraz po przyprowadzeniu do obozu powieszono za rabunek. Nadto dostał się w ręce plutonu furgon kozacki, który jednak spalić musiano w drodze. Rotmistrz Rylski zaalarmował następnie załogę w Garwolinie i powrócił do obozu pod Oleksińce.Było to 22 czerwca. Tymczasem kozacy rozbici dali znać do Siedlec o plutonie polskim. Ztamtąd téż wysłano natychmiast jednę rotę piechoty i 50 kozaków dla ścigania tego plutonu, lecz rota ku największemu zdziwieniu ujrzawszy liczny obóz polski zamiast 23 jezdnych, wzięła nogi za pas i wróciła pędem do Siedlec. Lelewel ruszył tegoż dnia na całą noc do Olszyc, a ztamtąd do Róży dnia 23 czerwca, gdzie na wzgórzu w lesie zajął stanowisko dobre przeciwko hordom, które zaczęły się już pokazywać, popychając dragonów naprzód. Z początku mieli Polacy do czynienia tylko z rotami siedleckiemi, które rozsypawszy się w tyraliery waliły do lasu, lecz straszliwie decymowane przez naszych strzelców celnych. Wkrótce jednak nadeszły Moskalom posiłki ze wszech stron: od Kałuszyna, Siedlec, Międzyrzecza i Garwolina, tak iż naraz oddział Lelewela, liczący tylko 450 zbrojnych (było wielu bardzo czekających na broń) ujrzał się otoczonym przez 24 rot piechoty, 4 działa, 2 szwadrony dragonów, dwa ułanów i sotnię kozaków. Byłoby wszystko stracone i wszyscy wycięci do nogi, gdyby nie przytomność podziwienia godna, odwaga i nadzwyczajna kapitana Bardet, Francuza, dowodzącego 1 kompanią strzelców w miejsce ś. p. Ujejskiego. Oddział cały straciwszy tylko 28 rannych i zabitych i nieco w rozbiegłych, przerżnął się dzielnie, chociaż ścigany przez Moskali, cofał się w największym porządku i zajął na drugi dzień 24 z. m. obronne i prawie niedostępne stanowisko w lasach między Stoczkiem a Łukowem. Jen. major Drajer fałszywy raport złożył Konstantemu o całéj téj okazyi. Moskale po bitwie zażądali z okolicznych wiosek 50 wozów, nie dopuszczając włościan do prowadzenia tychże, i zabrali swych rannych do Siedlec, zabitych zaś pochowali skrycie po lesie. Mieli straty do 500 ludzi, a nie 7, jak się podobało Drajerowi napisać. Również nie zabrali nam żadnych koni, chyba tylko od furmanek włościańskich. Nie zabrali 5000 ładunków, gdyż pułkownik nasz rozdał je pomiędzy piechotę i kawaleryą, skoro złamało się koło u jaszczyka i niemożna go było uwieźć. W jaszczyku tym znaleźli Moskale tylko garnuszek masła, własność prywatną furgonicza, i starą chorągiew niejakiego Rudolfa, który przed miesiącem miał oddział 120 ludzi w Podlaskiem, a późniéj złączył się z Lelewelem. Karabinów jakąś liczbę mogli pozbierać Moskale po poległych.Po bitwie téj wysłał Lelewel 18 jazdy pod wodzą rotmistrza Rylskiego aż w Lubelskie dla dowiedzenia się, azali nie ma tam jakich świeżych oddziałów. Rylski przeszedł krytemi drogami koło Radzynia (gdzie spotkał się z oddziałem narodowym żandarmów siedleckich), Kocka (gdzie zwiedzał kopiec pułkownika Berka i odprawił nabożeństwo) przez Wieprz, zachodnią stroną Lublina w chwili, kiedy od wschodu alarmowali załogę moskiewską tamże żandarmi Rudzkiego. Było to 29 czerwca, gdy wielka część Moskali z Lublina, Krasnegostawu i Zamościa, ogółem 24 rot piechoty wyruszyła naówczas ku granicy galicyjskiéj do Łyséj góry, obawiając się niesłychanéj jakiś inwazji. Następnie Rylski przeszedłszy mimo Krasnegostawu zabrał w Turobinie kasę rządową dnia 1 b. m. rano i udał się na Goraj do Biłgoraja, własności sowietnika sztackiego Platonowa, którego komisarz musiał nam wręczyć 12,000 złp. podatku narodowego, tudzież oddać 18 koni i bardzo ładny faetonik dla naszego pułkownika. Wysyłamy sprawozdanie to z pozdrowieniem od Lelewela, którego uwielbia każdy podkomendny a całe Lubelskie i Podlaskie gotowe stanąć pod jego znaki. Opatrzność boża czuwa nad nim, a geniusz partyzancki jego wprawia Moskali w szaleństwo.(Wieść o urlopie pułkownika Lelewela jest fałszem. P. r.)