, ur. 5.8.1827 Krotoszyn, dom nr 355. Chrzest 23.8.1827, chrzestnymi byli sędzia Jan Nowacki i Franciszka Szczerska, właścicielka Kuklinowa.[13] Zm. 10.5.1887 Konstantynopol[14].
Syn Wojciecha i Eleonory Kluczewskiej.[3]
Miał dwóch braci i dwie siostry
* Aleksander Roman (handlarz "korzeni, żelaza, win i wszelkich trunków"),
* Józef Narcyz Antoni (lekarz w Witkowie, niosący pomoc powstańcom w 1863)
* Józefa[23]
* Marianna[23]
Jego ojciec, ur. 1794 w , pow. krotoszyński, syn Antoniego[15] i Kazimiery Cesarskiej, ukończył szkoły w Kaliszu, a we Wrocławiu uzyskał tytuł doktora medycyny. Od 1823 przeniósł się do Krotoszyna[16], gdzie urodził się m.in. Marian, a następnie pracował w Wojsku Polskim w Warszawie. Zmarł w 1831 gdy Marian miał 4 lata nie chcąc włożyć munduru, lecz służąc w warszawskich lazaretach powstańczych.[12] Pozostała po nim wdowa zajęła się wychowaniem swych trzech synów. Zaraz po przygnębieniu powstania udała się dla uregulowania majątkowych stosunków do Warszawy z synami. Podróż tę przedsięwzięła w czasie pory zimowej, mimo odradzania przyjaciół i mimo drobnych dzieci a osobliwie słabego chorego Mariana, którego prawie na pół nieżywego przywiozła do domu. [21]
Naukę rozpoczął w domu u nauczyciela prywatnego a następnie w Krotoszynie. Gimnazjum kończył w 1848 w Trzemesznie, dzięki zasiłkowi Towarzystwa Pomocy Naukowej, przerwał jednak naukę na skutek działań niepodległościowych i wziął udział w pracach rewolucyjnych. Zdał maturę z wysoką oceną inteligencji, pracowitości i zdolności, szczególnie w zakresie matematyki i filozofii i rozpoczął studia filologiczne na Uniwersytecie we Wrocławiu. Zarabiał na życie jako guwerner u Chłapowskich,. W 1850 dzięki profesorowi Czelakowskiemu wyjechał do Pragi, gdzie studiował filologię słowiańską. W latach 1852-1853 przebywał na studiach matematyczno-fizycznych na Uniwersytecie w Berlinie.
Nie skończył ich jednak z powodu braku funduszy. Powróciwszy do Wrocławia pracował jako bibliotekarz w jednej z wrocławskich bibliotek.
Po krótkim pobycie w Witkowie u braci, wszedł do służby w wojsku pruskim gdzie otrzymał awans do stopnia porucznika artylerii. Nie miał jednak jako Polak widoków na dobry awans. Wystąpiwszy z wojska, odbył podróż po Europie. W Paryżu na skutek namowy generała Milbitza udał się do Włoch. W 1860 był w szeregach Garibaldiego. Wziął udział w jego wyprawie na Marsalę, tzw. "Wyprawa Tysiąca Nieśmiertelnych", odbył z nim całą kampanię neapolitańską, aż do zdobycia Gaety. Przełożonym Langiewicza był wówczas polski oficer, uczestnik Powstania Listopadowego, Juliusz Ordon.
Wziąwszy urlop objął posadę nauczyciela polskiej szkoły wojskowej w Cuneo pod Genuą, gdzie dyrektorem był Mierosławski. Doszło tam do pierwszych konfliktów między nimi co poslutkowało zakończeniem tej pracy.
Sprowadzał do Polski karabiny z Niemiec i Belgii. W tej sprawie jeździł do Genui, Liḗge i Niemiec. Na jesieni 1862 był też w Londynie, by rozmawiać z „lewicowymi przyjaciółmi sprawy polskiej”.
Pod koniec 1862 wezwany do Warszawy przez Komitet Centralny Narodowy, został mianowany pułkownikiem i naczelnikiem sił zbrojnych w woj. sandomierskim.
Miał przeprowadzić koncentrację sił powstańczych w Górach Świętokrzyskich i na ich czele uderzyć na Warszawę. Rozpoznanie prowadził m.in. w przebraniu kataryniarza badając sytuację w różnych miastach - np. w Radomiu.
W chwili wybuchu Powstania jego zgrupowanie wykonało kilka ataków – na , i , choć trzecie, którym sam kierował nie było udane - po nocnym sukcesie Moskale wrócili do miasta i zmusili powstańców do ustąpienia.
Langiewicz Został mianowany również naczelnikiem województwa krakowskiego. Centrum jego działań stał się Wąchock - miasto górników. Zgrupowanie było świetnie zorganizowane, miało tam do dyspozycji drukarnię i kancelarię sztabową, aptekę z ambulansem, szpital polowy, tabor kilkadziesiąt wozów. Oddziały liczył około 1400 ludzi. Wąchocki obóz składał się z czterech batalionów piechoty, szwadronu kawalerii, baterii artylerii (z 3 armatami drewnianymi i 2 śmigownicami odlanymi w Suchedniowie) a także gwardii bezpieczeństwa. Szeregowcy dostawali rano i wieczorem miarkę wódki i 15 groszy dziennego żołdu. Brakowało jednak zaopatrzenia, butów, koszul, ciepłego odzienia.
Rozpuszczając oddziały zajmował posterunki a także Suchedniów. Dochodziło do potyczek m.in i w kocu pod Suchedniowem. Rosjanie zorientowawszy się w sytuacji wysłali z Kielc, Radomia i Opatowa kolumny wojsk. Jedna z nich spaliła Suchedniów 3 lutego, potem połączyła się z pozostałymi i doszło do [psbi]317|bitwy pod Wąchockiem[/psi]. Mimo waleczności powstańców Rosjanie zajęli miasto i spalili je – w tym fabrykę broni.
Langiewicz wycofał się w kierunku Bodzentyna a następnie Starej Słupi, gdzie 2 dni kwatera była założona u państwa Urbańskich. Następnie przeszedł do Nowej Słupi gdzie założył obozy. W zabudowaniach na szczycie produkotwano broń, reperowano odzież, założono drukarnię, lazaret. Przystąpiono też do produkcji drewnianych armat. Mieli to kwatery wysłannicy Rządu Narodowego - Janowski i ks. Karol Mikoszewski.[26] W dniach 11 i 12 lutego, po kilku dniach spokoju doszło do ataków moskiewskich, którzy spalili obóz Czachowskiego w Starej Słupi i zmusili Langiewicza do wycofania się z gór. Podążając dalej 18.02. Langiewicz .
Pociągnął do Małogoszczy, gdzie połączył się z Jeziorańskim idącym z Mazowsza. Witany był tam procesją z chorągwiami, suto zastawionymi na rynku stołami i wizytami oficjalnych władz. Zgrupowanie liczyło wówczas około 2500 osób. Jednak rezydowało tu wielu dezerterów korzystających z wygód i żołdu, lecz mało chętnych do bitwy. Niektórzy byli nawet zapisani do kilku oddziału dla pobierania uposażenia. Tymczasem znaczne siły rosyjskie pod dowództwem Czengierego, Zwierowa i Dobrowolskiego posunęły się z trzech stron do miasta. Jeziorański chciał cofnąć się, ale Langiewicz postanowił przyjąć . Rozegrała się ona 24 lutego. Langiewicz poniósł ciężką stratę i cofnął się w kierunku Krakowa, odbywając pod drodze potyczki m.in i .
2 marca stanął obozem w Pieskowej Skale Pod. Założono tu szpital w zamku i obóz. Wręczono nominacje dowódcom. Pod dwóch dniach Moskale dotarli do zamku, jednak Langiewicz w [/psbi]406|bitwie pod Pieskową Skałą[/psbi] pobił Szachowskiego zmuszając do cofnięcia w kierunku Miechowa. Sam ruszył dalej podejmując , gdzie nie wykorzystano szansy na totalne rozbicie oddziału otoczonego na cmentarzu.
Przybywszy w okolice Goszczy (Sosnówki), o 5 mil od Krakowa między Słomnikami a Proszowicami założył obóz gromadząc rozbitków spod Miechowa oraz innych ochotników. Rząd Narodowy uznając jego zasługi postanowił go ogłosić dyktatorem. Był to jednak w zasadzie zamach stanu i sposób na przejęcie inicjatywy przez Białych, po niepowodzeniach Mierosławskiego. Decyzja zapadła w nocy z 9 marca w Hotelu Saskim. 13 marca utworzono z wojska czworobok i Jeziorański stanąwszy pośrodku ogłosił dyktatorem Langiewicza. Był to szczyt popularności Langiewicza. Opowiadali naoczni świadkowie, że w chwili nominacji słońce wychyliło się zza chmur tworząc zjawisko dwóch pozornych słońc. W całym kraju drukowano zdjęcia dyktatora, a nawet produkowano papierosy i cygara z imionami jego lub jego adiutantki – Pustowójtówny.
Ustanowienie dyktatury miało jednak ten skutek, że Moskale skupili na pokonaniu go niemal wszystkie wysiłki. 13 marca próbowano zaatakować przednią straż lecz zdecydowana postawa żuawów Rochebruna spowodowała ich cofnięcie się.
[midipic]113437,200,Plan bitwy pod Chrobrzem[/minipic]Ruszył na północ przez Marchocice, pola racławickie na których wręczono mu szablę Kościuszki, Kalinę Wielką, Zaryszyn, skręciwszy na wchód 17 marca po spaleniu za sobą mostu stoczył na polach nad Nidą zmuszając Moskali do ucieczki. Było to jedno z najważniejszych starć Powstania.
Również kolejnego dnia, 18 marca nastąpiła kolejna wygrana trwająca niemal cały dzień. Zwycięstwo było po stronie powstańców zupełne. Zabrano w niewolę 2 kapitanów, 1 praporszczyka i 30 żołnierzy. Bitwa była jedną z najkrwawszych w Powstaniu. Powstańcy stracili do 500 ludzi. Zabrakło jednak dobrego dowodzenia całości – na szczęście po obu stronach.
Mimo tego zwycięstwa trudne było położenie, żołnierz utrudzony, potrzebujący spoczynku, a ze wszech stron osaczony Moskwą, a również i przewóz żywności z Galicji utrudniony, gdyż rząd austriacki coraz szczelniej zamykał granicę. Dlatego Langiewicz zwołał Radę Wojenną do Wełcza 18-19 marca w nocy, na której uradzono, że dalsze działania będą prowadzone w sposób partyzancki. Podzielono wojsko między Czachowskiego i Śmiechowskiego.
Sam Langiewicz opuścił potajemnie obóz by w Krakowie nawiązać kontakt z wysłannikami Rządu Narodowego. Następnie miał udać się w Lubelskie przez Galicję dla nadania lepszej organizacji innym oddziałom. Towarzyszyła mu w tej drodze Henryka Pustowójtówna w przebraniu męskim, gdyż paszport, którym się posługiwał, został wystawiony na ojca z synem.
Wyjazd Langiewicza zdemoralizował wojsko, które uznało, że uciekł. Pod Opatowem połowa ludzi przeprawiła się przez Wisłę do Galicji. Wreszcie i reszta oddziału wynosząca jeszcze 800 żołnierzy przeszła 21 marca granicę galicyjską.
Po przeprawieniu się przez Wisłę Langiewicz z Pustowójtówną ukrywali się w Dąbrówce Starzeńskiej, jednak Austriacy dowiedzieli się o nich, aresztowali podczas ucieczki i odesłali do Tarnowa gdzie przytrzymywany był w . Zbiórka funduszy na wykupienie go, zorganizowana przez Pustowójtównę, nie udała się, gdyż wcześniej został wywieziony do Krakowa.[24] Trzymany był następnie na Wawelu w Krakowie i Tysznowie na Morawach w obozie internowanych. Wielokrotnie podejmowano próby uwolnienia go, co jednak nie dochodziło do skutku z powodu nieustannej inwigilacji. Wreszcie w celu lepszego dozoru przeniesiono go do .
Zwolniony po 2 latach 28.2.1865 wyjechał do Szwajcarii. Chciał się tam dostać incognito, ale na każdej stacji witano go wiwatami i oficjalnymi delegacjami. Przebywał na emigracji w Szwajcarii gdzie osiadł w Solurze. Ożenił się z Marią Bauer - kuzynką hrabiny Plater. Związał się z Ludwikiem Bulewskim. Prowadził rozmowy z Mazzinim, podejmując próbę związania się z "czerwonym księciem" Adamem Stanisławem Sapiehą, żeby ten wsparł tworzenie Legionu Polskiego we Włoszech.
Po niepowodzeniach wiele lat spędził w Turcji. Początkowo znajdował się w trudnym położeniu finansowym. Wówczas też zmarła jego pierwsza żona.
W 1866 starał się zorganizować polskie oddziały zbrojne. Plany te spotkały się ze zdecydowaną odmową tureckich władz, które za podszeptem rosyjskim bały się, że te oddziały mogą być użyte do obalenia władzy sułtana na rzecz Komitetu Młodej Turcji.
W 1873 w ambasadzie brytyjskiej w Konstantynopolu ożenił się z Angielką Zuzanną Rodwell (wcześniej zamężną Berry), a w 1881 urodził mu się syn Tadeusz. Zawiesił plany wyzwolenia Ojczyzny w sposób zbrojny zawsze jednak chęcią przysłużenia się idei odzyskania niepodległości. Pracował jako kasjerem kolei rumelskiej, a w 1887 był urzędnikiem przy arsenale stambulskim i agentem kontrolującym dostawy dział Kruppa z Essen. Funkcja ta połączona ze znaczną tantiemą od rządu, przysporzyła mu mająteczek skromny. Założył nawet własną stadninę koni arabskich. Dzięki dochodom postanowił osiedlić się w Galicji w sądeckim - gdzie był z wizytą już w 1878.
Chciał wychować syna w środowisku polskim. Projekt zakupu wsi nie przyszedł jednak do skutku albowiem na początku 1887 został powołany do Wiednia. Niespodziewana śmierć w Konstantynopolu z powodu choroby płuc zniweczyła plany. Pochowany został tamże na cmentarzu nad Bosforem po stronie azjatyckiej.
Agaton Giller pisał o nim "".
Langiewicz był dobrym żołnierzem, ale złym politykiem, a jako dyktator stał się powolnym narzędziem ludzi, którzy byli nieprzyjaźni ruchowi.
Pisał: "."[18]
W Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie znajduje się szabla Langiewicza wzoru angielskiego oficerskiego rok 1857. Szkoła w Goszczy nosi jego imię. Pierwsza drużyna skautowa w Ostrowcu Świętokrzyskim również. W Polsce wiele jest placów i ulic Langiewicza. Istnieje także grupa rekonstrukcyjna jego imienia, kontynuująca tradycje Powstania Styczniowego. W Wąchocku przed szkołą postawiono pomnik Mariana Langiewicza, podobnie w Krotoszynie. Zachowane są też liczne tablice upamiętniające stacjonowanie sztabu - np. w Wąchocku, Małogoszczy czy Marchocicach.
Przynajmniej dwie pieśni z czasów Powstania Styczniowego kojarzone są z oddziałami Langiewicza:
"[i]Jak to na wojence ładnie,
Kiedy ułan z konia spadnie,
Koledzy go nie ratują,
Jeszcze końmi go tratują....[/i]"
oraz
"[i]Co to za gwar?
Wesoły car.
Bo mu Markgraf projekt przysłał.
Jak ugasić żar...[/i]"
Marian Langiewicz był dwukrotnie żonaty:
1. Marie Maximiliane Christiane Bauer
2. Susanne Rodwell (1v. Coxhead , 2v. Wierciński[zt=13411], 3v. Berry)
Z drugiego małżeństwa miał syna Tadeusza, który w 1915 jako oficer austriacki, major 13 pułku ułanów, zmarł w Wiedniu z ran odniesionych w walce, nie znając języka polskiego.
Marceli - syn brata Mariana - Józefa był prawnikiem, szefem Rady Ludowej w Krotoszynie podczas Powstania Wielkopolskiego.