Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 3126
Strona z 79 < Poprzednia Następna >
Aleksander Krzysztof Smaczniński
Dn. 14 czerwca r. b. zmarł w Warszawie ś.p. Aleksander Smaczniński, literat i publicysta. Urodzony w r. 1845 w Piotrkowie, jako syn Wincentego znanego zaszczytnie pedagoga, długoletniego dyrektora gimnazjum tamtejszego, a później wizytatora szkół za kuratorji Muchanowa, Aleksander Smaczniński kształcił się w Warszawie, gdzie ukończył gimnazjum, po czym wyjechał za granicy na studia rolnicze w Hochenheim. Rychło jednak powrócił do kraju, aby wziąć udział w powstaniu 1863 r. Po upadku powstania znalazł się na emigracji. Tęsknota jednak i poczucie obowiązków narodowych zmusiły go do powrotu. Dwukrotnie aresztowany i wieziony za uczestnictwo w wypadkach 1863 r., odzyskawszy wreszcie wolność i prawo mieszkania w kraju, osiadł na własnym kawałku ziemi, w Sacinie, w pow. rawskim. Niepowodzenia jednak zmusiły go do szukania pracy na innym polu. Przeniósłszy się do Warszawy w r. 1889, rozpoczął tu pracę publicystyczną i literacką. Artykuły jego, zamieszczane niemal wyłącznie w Tygodniku mód i powieści, którego przez lat 16 był redaktorem, odznaczały się zawsze szlachetnością myśli, głębokością i niezależnością sądu, ale szerszemu ogółowi, ze względu, że drukowane były w piśmie niezbyt poczytnym, mało były znane. Nie ograniczał się jednak Smaczniński wyczerpującą pracą publicystyczną. Tworzył także powieści, nowele i opowiadania, pisane żywo i zajmująco. Ogłoszone oddzielnie jego utwory: „Zbłąkani," „W wieku," „Na dnie otchłani" „Samodzielna," „Nowele" i dwa tomy „Wspomnień" zostały dobrze przyjęte przez krytykę. Ostatnią jego pracą są opowiadania więzienne p. t. "Z za kraty" Oparte na obserwacji bezpośredniej, wzięte wprost z życia, z tego, co autor sam przeszedł podczas dwukrotnej utraty wolności, mają one charakter dokumentów, tym cenniejszych, iż dotyczą przeszłości, którą wypadki lat ostatnich odsunęły już od nas ostatecznie, przynosząc nowe wrażenia, zacierające trądycję pokolenia poprzedniego. Smaczniński był tego pokolenia przedstawicielem typowym. W pogromie nie stracił swoich idei, ale niósł je do końca, pielęgnując we własnej duszy i starając się najgłębsze ukochania swojego czystego i szlachetnego serca szczepić wśród młodszych, których był przyjacielem, mimo znacznej różnicy wieku.
Śnieżko
"Przez Jancewicze przechodził oddział powstańców, z oddziału (prawd.) Różyckiego. Po noclegu i zaopatrzeniu skierował się do Królowego Mostu w Puszczy Białowieskiej. Droga wiodła przez Dołbiznę, własność rodziny Śnieżków. Potem do Jancewicz przylecieli kozacy. Dziadek skierował ich na mylny ślad - ale w końcu i oni trafili do Dołbizny. Przy drodze była karczma. Żyd karczmarz właśnie przewoził okowitę z jakiejś gorzelni, kozacy dopadli go, popili się i zaczęli plądrować dwór. Wywlekli opierającego się Śnieżkę i zabili, a córki zaczęli napastować. Wtedy kucharz (prawosławny, eks-chłop pańszczyźniany) Benedykt nie ścierpiał i wygarnął z dubeltówki. Porąbali go szablami po głowie, ale nie umarł, wyleczył się i potem trochę jakby przygłupi przebywał na tzw. łaskawym chlebie u mojej babki w Jancewiczach, a może przedtem gotował. Pamiętam go dobrze, kazano mi go szanować, pamiętać o nim. Pamiętam jak zmarł, miałam może 5-7 lat, Matka zaprowadziła mnie do niego, kazała pomodlić się, uklęknąć, zaniosłam mu jakiś obrazek, który moja mama wsunęła mu do rąk. Nie pamiętam natomiast pogrzebu. Pewnie był pop i wywieziono go na cmentarz prawosławny do Zubacz. A podczas powstania dwór w Dołbiźnie spalono, a majątek następnie skonfiskowano. Syna uratowała panna służąc pod krynoliną, w rowie. /Dziadek Jaczynowski/ zobaczył łunę palącej się Dołbizny. Założono konie, popędził. Zastał ruinę, zgliszcza, trup Śnieżki w rowie."
Strona z 79 < Poprzednia Następna >