Zmarły niedawno weteran Ksawery Woyno pozostawił poniższą notatkę, opisującą jego czyny bojowe w powstaniu na Litwie w r. 1863, oraz mniej znane szczegóły z powstania zabajkalskiego wygnańców syberyjskich. (Al. K.)
Jako student petersburskiego uniwersytetu, w 1863 r. przeznaczony byłem przez komitet miejscowy do powstania w województwie mińskim. Po przybyciu na miejsce i zaprzysiężeniu przez kapitana Piotra Jackiewicza, mianowany byłem dziesiętnikiem dla formowania dziesiątka partyzanckiego. Po zlaniu się wszystkich ochotniczych dziesiątków uformował się oddział dość znaczny pod dowództwem tegoż Jackiewicza, z przeznaczeniem jako rezerwy, dla zagrożonej już wtedy partii wilejskiej pod dowództwem Poklewskiego-Koziełły. W połowie maja partia ta ostatnia była pod Władykami rozbita, a następstwem tego było, że duże siły moskiewskie otoczyły i naszą młodą partię pod wsią Ilją. Opór nasz rozpaczliwy nie ocalił nas. Byliśmy rozbici i rozproszeni. Nie upadając na duchu, pod kierunkiem ocalonego Jackiewicza, w końcu maja 1863 r., zorganizowaliśmy się znowu w oddział z dawnych i nowozaciężnych partyzantów — w celu powiększenia oddziału Zaręby (Pawła Dybowskiego). Pod wsią Piotrowiczami byliśmy zaatakowani przez przeważające jak zwykle siły rosyjskie. Po rozpaczliwej, bohaterskiej walce ponieśliśmy zupełną porażkę: zabitych było 7, wielu rannych — w tej liczbie i ja byłem. Wyleczywszy się i wypocząwszy — zaliczony byłem następnie przez komisarza Turczynowicza do organizacji czynnej. Czynność ta jednak była niedługą, gdyż mnie wyśledzono, aresztowano i skazano na 8 lat robót ciężkich. Kiedym już, jako więzień, przygnany był do irkuckiej turmy centralnej, dowiedziałem się, że dla braku miejsc w kopalniach, fabrykach, w obozie w Siwakowej — mają nas wysłać na budowę drogi około Bajkału. Jak mnie wtajemniczono, było to bardzo na rękę więźniom, którzy już w drodze pracowali nad wywołaniem ruchu, na modłę Beniowskiego, w celu zbrojnego wyjścia z Syberii i oddania się pod opiekę Anglii lub Ameryki. Było to wówczas możebnem: pod wodzą zdolnego dowódcy i wobec szczupłego kontyngensu wojska. Drugim impulsem do tego kroku były hiobowe wieści, dochodzące z kraju, o strasznej gospodarce Bergów i Murawjewów z jednej, a z drugiej strony o postanowieniu rządu, aby zesłańców na dobre osiedlić w Syberii. Jakoż w lecie 1866 r., rozmieszczeni około jeziora Bajkalskiego, 700 zesłańców w 5 partiach rozbroili najniespodziewaniej kozackie straże na całej linii. Na st. Miszycha wskutek tego sformowany był oddział 500 zrezygnowanych rebeliantów pod wodzą Gustawa Szaramowicza, zacnego i dzielnego patrioty. Niestety niewojskowego. Wysłane wojska moskiewskie pod wodzą Ryka w części skierowane zostały na zastąpienie drogi czołowym pozycjom powstańczym, druga zaś mniejsza część, przeważnie kozactwo, rzucone były na nasze tyły. Klęska straszna spotkała nas: zabitych było kilkunastu, wielu rannych i zaginionych w tajdze, pozostałych zaś nas obitych, obdartych przez dzikie hordy kozackie popędzono do turmy centralnej irkuckiej, a w końcu zakutych w kajdany oddano pod sąd, który godnie dokonał swego dzieła: 4-ch rozstrzelano, resztę zaś skazano na powiększenie lat katorgi. Ja skazany byłem jeszcze na 2 lata w kajdanach, które odbyłem co do dnia w Usolu. Na tem skończyłem swój czynny udział w powstaniach 1863 i 1866 r. Dalsze bowiem moje 8-letnie życie na Syberii, tak jak wszystkich zesłańców — było już życiem pełnem apatii i zawiedzionych nadziei. Ksawery Woyno.