Wojciech "Chochlik" Wasilewski, h. Drzewica. Syn Tadeusza i Antoniny Radwańskiej.
Dnia 1 bm. zmarł w Posadzie olchowskiej pod Sanokiem w 77 roku życia śp. Wojciech Chochlik Wasilewski, właściciel dóbr Siemuszowa w powiecie sanockim. Był on synem śp. Tadeusza Wasilewskiego, właściciela dóbr, radcy gubernialnego, ongi prezesa Stanów galicyjskich, znanego mecenasa nauk i sztuk, wielkiego patryoty, którego dom w swoim czasie był we Lwowie jednym z najpierwszych. Pamiętnik jego przed niewielu laty ogłosiło jedno z pism lwowskich. Tadeusz Wasilewski wspierał Jana Nepomucena Kamińskiego w jego walce o utrzymanie teatru narodowego we Lwowie. Ofiarna służba obojga pp. Wasilewskich dla kraju i narodu pochłonęła niemal w zupełności znaczną fortunę, jaką posiadali, tak że dzieci ich były zmuszone samoistną pracą byt sobie zapewnić. A zaszczytna była to praca. Znane jest szeroko w kraju i narodzie, wielką czcią i miłością otoczone imię śp. Felicyi z Wasilewskich Boberskiej, utalentowanej i zasłużonej pisarki a jeszcze zasłużeńszej wychowawczyni, z której szkoły wyszły całe rzesze naszych patryotycznych, świetnie wychowywanych i głęboko wykształconych niewiast jakich podobno żadna szkoła później nie wydała. Jedna ze sióstr śp. Felicyi wyszła za p. Juliusza Starkla, druga (już zmarła) za p. Antoniego Witosławskiego. Znana i bardzo ceniona była także w kraju działalność brata śp. Felicyi śp. Tadeusza Wasilewskiego, właściciela dóbr Sieńków, posła na sejm krajowy, jednego z najświatlejszych i najzacniejszych umysłów w narodzie, który jedynie dla braku fizycznego zdrowia nie mógł rywalizować pracą i zasługami z najzasłużeńszymi. Najmłodszy brat Wincenty po odbyciu powstania rzucił się za granicę do pracy przemysłowej, fabrycznej, mając zamiar przeszczepić ją później na swojski grunt w kraju, i jako człowiek niezłomnej energii i znakomity fachowiec rokował najlepsze nadzieje; wczesna śmierć jednak nie dozwoliła mu zbierać owoców pracy.
Wybitnym pracownikiem, obywatelem był także świeżo zmarły śp. Wojciech, średni między braćmi. Ś. p. Wojciech ukończył szkoły średnie we Lwowie. Kolegował tu z Tatomirem, Romanowiczem, Romanowskim poetą i innymi, którzy rwali się z zapałem do pracy obywatelskiej i reform. Uczęszczał na politechnikę we Wiedniu, poczem osiadł na roli w Polance w powiecie krośnieńskim u swego kuzyna śp. Tytusa Trzecieskiego, obywatela wielkich zasług, od którego wymieniony wyżej majątek wydzierżawił. Tu mieszkając współdziałał w ruchach narodowych i pracach obywatelskich. Po kilkunastu latach dzierżawy przeniósł się około r. 1870 do nabytego majątku w powiecie sanockim, Siemuszowy, gdzie założył gniazdo rodzinne. Tu gospodarował wzorowo i działał na rozmaitych posługach obywatelskich, tu z czcigodną małżonką, niedawno zmarłą, wychowywał dwóch dzielnych synów i córkę, którym zacne imię rodziców niech będzie najdroższą spuścizną i bodźcem do wytrwania w rozpoczętej już chlubnie służbie publicznej i zacnych postępkach w życiu. Ś. p. Wojciech odznaczał się nadzwyczajną dobrocią serca, uczciwością bez skazy, wielką obowiązkowością w służbie publicznej, niezmierną pracowitością, nieposzlakowanym patryotyzmem i rzadką bezinteresownością. Te zalety obok wytrawnego sądu, obszernej i gruntownej wiedzy, ujmującego wzięcia, znanej uczynności i gościnności wyrobiły śp. Wojciechowi wielką powagę w powiatach, w których działał, wielkie zaufanie, tak że zapewne nie było żadnej funkcji publicznej, do którejby go zaufanie obywateli nie powołało. Sp. Wojciech Wasilewski był to już człowiek nowoczesny. W czasach, w których nieufność ludu do szlachty była największa, przed czterdziestu kilku laty, umiał on wywierać wpływ zbawienny na siermiężnych współobywateli, przygarniał ich do siebie, żył i pracował z nimi dla ich dobra, to też niedziw, że w owych jeszcze czasach poruczono mu urząd wójta w gminie wiejskiej, co należało do rzadkości, bo o ile sobie przypominam, jeszcze tylko śp. Teofil Ostaszewski ze Wzdowa, w Sanockiem, był wójtem w swej gminie. Wiadomo także, że w owych latach obywatelstwo wiejskie odnosiło się z wielkiem uprzedzeniem do biurokracyi, wogóle do inteligencyi miejskiej; może były to następstwa smutnych doświadczeń poczynionych w latach ubiegłych, niezbyt jeszcze odległych. Sp. Wojciech umiał jeden z pierwszych ocenić wartość tego czynnika organizmu narodowego, zbliżyć się do tych ludzi, poznać ich i pozyskać dla wspólnej pracy obywatelskiej i wspólnego pożycia. Z czasem za jego staraniem i pracą uprzedzenia coraz więcej niknęły, stany zbliżały się do siebie, a śp. Wojciech główny sprawca tej harmonii cieszył się u wszystkich niebywałą sympatyą. Dziś widzimy, że ta warstwa ludności w całym kraju nie da się wyprzedzić w patryotyzmie dobrze zrozumianym i szczerym innym warstwom ludności, ba nawet może przewyższa niektóre. Gdyby takich Wojciechów było więcej w naszym kraju, a każdy z nich działał w swojej sferze równie wytrwale i bezinteresownie, bylibyśmy niezawodnie uniknęli bardzo wielu smutnych doświadczeń i walk późniejszych, a nasz bilans narodowy przedstawiałby się nierównie korzystniej. Na wiadomość o śmierci tego dobrego obywatela smutek zalewa duszę i byłby nieutulony, gdyby nie myśl, że zmarły wolny od trudów i dolegliwości doczesnej wędrówki, uzyskał już należną nagrodę za swe cnoty przed najwyższym trybunałem świata, a posiewem swych prac i zasług będzie żył wiecznie w dziejach potomności. F. S.