Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Turnawiec, pow. pińczowski

29.12.2025 17:37
Turnawiec - dwór - lokalizacja

TurnawiecTurnawiec al Turnowiec, mylnie Turkawiec, u Długosza Tronowiec, wś i folw., pow. pińczowski, gm. i par. Czarnocin, leży tuż na zach. od Czarnocina, tuż na płn, od Opatkowic, w górzystem położeniu. Wieś ma 8 osad 36 mórg, folwarków 181 mórg; należy do dóbr Ciuślice, W r. 1827 było 8 dm., 63 mk. W połowie XV w. Otto Piechowski miał tu piękny folwark, w posagu, za żoną otrzymany, na nim siedziało kilku zagrodników dających dziesięcinę wartości do 2 grzywien plebanowi w Czarnocinie (Długosz, L. B., II, 415). Spisy pobór. z XVI w. nie wymieniają tej osady.
[SGKP]

Slascy w Turnawcu

W 1891 Juliusz Joachim Slaski kupił majątki Ciuślice i Turnawiec. Transakcja ta dała Juliuszowi Joachimowi Slaskiemu pole do umiejętnych posunięć gospodarczych. Wkrótce oba folwarki, o dużo urodzajniejszej od Broniszowa glebie, o płaskich, równych, nie pagórkowatych jak w Broniszowie polach, zostały doprowadzone do wysokiej produkcji.
Turnawiec oficynaTurnawiec w momencie zakupu był tylko folwarkiem i nie posiadał dworu. Na tym terenie osiadł ostatni syn Juliusza Joachima Slaskiego - Ludwik Slaski, który po odziedziczeniu majątku, chcąc przygotować locum, wybudował pierwotnie dla siebie i swojej przyszłej żony Elżbiety jedynie oficynę.

Na pięknym hafcie wykonanym przez Elżbietę Slaską, gdy miała już 89 lat widać dwór turnawski – zaprojektowany w stylu polskim. Elżbieta otrzymała drewno na budowę tego dworu w posagu. Rodzina mieszkała w nim do końca wojny, raptem 21 lat, a jednak dwór w tym czasie tętnił życiem, będąc w czasie wojny ostają polskości.

Po przeniesieniu się Ludwika i Elżbiety Slaskiej do nowo wybudowanego dworu, istniały tam pokoje gościnne i mieszkania rządców. W oficynie tej wydarzyła się tragedia. Rządca, zakochał się bez wzajemności w młodej opiekunce syna Ludwika Slaskiego, a gdy ta go odrzuciła, popełnił samobójstwo, zabijając się w swym pokoju z pistoletu. Przed dziećmi wydarzenie to było utrzymywane w tajemnicy. Oficyna przetrwała do 1945 r.

Turnawiec – życie codzienne

Zachowały się wspomnienia Michała Slaskiego – syna właścicieli – między innymi opowiadające o zimach tamtych czasów.
Slascy w TurnawcuGdy była ładna pogoda, świeży śnieg i niewielki mróz, przyjemnie podróżowało się saniami lub uprawiało sporty zimowe. (…) Na jesieni robiło się potrzebne zakupy, podstawowe produkty żywnościowe były na miejscu, a chleb również piekło się w domu. Czasem jednak zima sprawiała wielkie kłopoty. Przy złej pogodzie unikało się dalszych wyjazdów. Przygotowane też były ciepłe ubrania, a karbowy Kasprzyk wyplatał wszystkim ze słomianych warkoczy zgrabne słomiaki. Były to buty powyżej kostek, w których po włożeniu ich na normalne obuwie, można było przebywać cały dzień na dużym mrozie lub jechać w długą drogę sankami nie czując zimna.
Przyczyną największych kłopotów były wiatry unoszące z pól masy zwiewanego śniegu. W takiej zadymce, w śnieżnych tumanach nic nie było widać, nawet o parę kroków i bezpieczniej było przeczekać ją w domu. (…) Drogi położone w wąwozach, głębokich nieraz na kilkanaście metrów, śnieg niesiony wiatrem zasypywał po sam wierzch. Sankami jeździło się wprost przez pola, omijając większe zaspy i zasypane wąwozy. Zadymka utrudniała bardzo orientację.
W czasie wojny zajmowałem się gospodarstwem w Michałowicach i zimą dojeżdżałem tam często (…) w tym ok. półtora kilometra przez pola. Jednego zimowego dnia zatrzymałem się w Michałowicach do zmroku. Gdy wyszedłem ze spichrza spostrzegłem, że zaczyna się zadymka. Śnieg z silnym wiatrem mocno zacinał. Wsiadłem do sań, postawiłem kołnierz kożucha, nogi okryłem derką, popędziłem konie i ostrym kłusem ruszyłem znaną mi dobrze drogą do Turnawca. Ściemniło się już zupełnie i w gęstym śniegu ledwo widziałem zady koni. Po pewnym czasie stwierdziłem, że pomimo szybkiej jazdy podróż dziwnie się przeciąga. Jechałem jednak dalej, wypatrując w ciemności wierzb przy rzeczce i mostku. Zamiast nich zobaczyłem po lewej stronie prześwitujące przez tumany śniegu światełka w oknach jakiejś wsi. Zatrzymałem konie. Nie wiedziałem, gdzie jestem, ponieważ jadąc normalną drogą, żadnej wsi z tej strony nie było. Dopiero po dobrej chwili rozpoznałem, że są to Miławczyce, leżące na zachód od Michałowic, w przeciwną stronę niż Turnawiec.
Teraz już zorientowałem się, że zrobiłem po polach michałowskich wielkie koło. Po tej niegroźnej przygodzie przekonałem się, że opowieści o błądzeniu w zamieciach śnieżnych są iście prawdziwe.


==> Przepis na pierniki wypiekane w Turnawcu
==> Przepis na nugat sporządzany w Turnawcu

Tajne nauczanie

Szczególnie podczas okupacji pokoje gościnne turnawskiego dworu były stale zajęte. Mieszkały tam osoby, wysiedlone ze swych domów i inni, którzy znajdowali w Turnawcu schronienie.
Elżbieta Slaska miała dwóch synów w wieku szkolnym. Od września 1940 roku, wraz z sąsiadką z Budziszowic, matką ośmiorga dzieci, postanowiły zorganizować tajne nauczanie. W Turnawcu nie tylko udostępniła pomieszczenia dworskie na wykłady i ćwiczenia, ale przede wszystkim znalazła i zatrudniła kadrę profesorską na najwyższym poziomie. I tak naprzemiennie w dworze w Budziszowicach i w Turnawcu, młodzież zamieszkała w najbliższej okolicy, oraz dzieci rodzin ukrywających się i wysiedlonych, pobierali nauki. Młodzież nie miała podręczników, lecz najgorsza była groźba najazdu hitlerowców. Zachowały się m.in. relacje oraz spis 43 uczniów odtworzony z pamięci przez profesora Stanisława Krzysiaka. Wielu z tych uczniów ukończyło potem studia wyższe.
Elżbieta Slaska w swoich wspomnieniach opisuje, jak jej mąż Ludwik wraz z synem poszli odwiedzić pana Krzysika i poprosili aby napisał wspomnienia z okresu tajnego nauczania, profesor wyciągnął z kieszeni marynarki spis uczniów. Najwidoczniej bliskim mu była sprawa, jeśli nosił przy sobie wykaz sprzed 25 lat.

Dwór po wojnie

W 1945 r. Dwór w Turnawcu podzielił losy innych dworów w Polsce, kiedy to zaczął się jego upadek. Przetrwał, licząc od rozpoczęcia jego budowy równo pół wieku. Spłonął w Wielki Piątek 1972 r., kiedy to mieszkający tam wysiedleńcy ze wschodu piekli postne placki. Iskry wydostały się z nie remontowanego od lat komina. Drewniany dom, pomimo interwencji straży pożarnej, spalił się doszczętnie. Dziś po dworze nie pozostał nawet ślad, jedynie minione czasy przypomina bielony krzyż z 1926 roku, wystawiony przez właściciela Ludwika Slaskiego, w podzięce za szczęśliwy powrót z wojny ukraińskiej 1919 i bolszewickiej w 1920 roku. Ten krzyż to jedyny świadek jaki pozostał w tym malowniczym międzyrzeczu Nidy i Nidzicy.