Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1249
Strona z 32 < Poprzednia Następna >
Jan Topolnicki
Artykuł | Jan Topolnicki, h. Sas, Ur. 1832 Kabarowce, zm. 9.10.1902 Lwów[18], syn. Dionizego i Mari Zawadzkiej (Zadoreckiej) Ojciec zabiegał u kanonika Baranieckiego, aby przyjęto go do Akademii Nojsztadzkiej jako stypendystę carskiego. Niestety nie udało się to, gdyż na jego miejsce przyjęto synów szlacheckich ocalałych podczas powodzi w jakiejś miejscowości. W liście do starszego brata Juliana, ojciec prosi go aby zajął się edukacją Jana, gdyż nie stać go na jego utrzymanie. Proponował, aby brat zabrał go do siebie, do Bochni tam zabiegał o przyjęcie go do gimnazjum, lub przysłał do Lwowa pieniądze na jego edukację. List z 1854 potwierdza że Julian przyjął brata. Uczęszczał do szkoły razem z młodszym Mieczysławem Gwalbertem Pawlikowskim[6], który podczas Powstania Styczniowego był członkiem Komitetu Miejskiego oraz Komisji Ekspedycyjnej we Lwowie, zastępcą komisarza Rządu Narodowego w Galicji Wschodniej[8]. W 1861 był nauczycielem w domu hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego. Brał wtedy udział jako sekundant w pojedynku pomiędzy Walerym Łozińskim a , jaki odbył się we Lwowie w domu Leszka Dąbczańskiego przy ul Cytadelnej 10 stycznia. W wyniku złej rekonwalescencji Łoziński zmarł w kilka dni później i Jan musiał uciekać na emigrację do Paryża gdzie przebywał jakiś czas.[12][19] W 1862 był członkiem Ławy Głównej Lwowskiej (organu obozu Czerwonych). Wszedł do komitetu Bratniej Pomocy. W kwietniu 1863 został wysłany przez komitet do Wiednia celem zakupu broni. Zdobył 50 sztuk karabinów i przywiózł do Lwowa.[16] W 1863 Jan występuje jako organizator Lwowa[4]. W dokumentacji powstania styczniowego Jan wymieniany jest jako działacz czerwonych, później kapitan, organizator kampanii w obwodzie samborskim. Był skutecznym organizatorem o czym świadczy list z 2.2.1864 polecający do płk. "Naznaczając do pułku Waszego kapitana Topolnickiego, polecam go Wam jako oficera zdalnego i doświadczonego przeze mnie w robotach organizacyjnych, Wydano mu a conto pensji 10 złotych" oraz opinia z 24.2.1864 - dowódcy 3 pułku piechoty i naczelnika wojsk obwodu samborskiego i sanockiego: "Oceniając Wasze gorliwość i poświęcenie się w organizowaniu powierzonej Wam Kampanii pomimo tylu przeciwnych okoliczności, oświadczam Wam moje podziękowanie i zadowolenie, prosząc Was, abyście nadal nie ustawali w szlachetnej gorliwości Waszej"[9][17] Zapewne walczył, lub przynajmniej organizował oddział biorący udział w 21.1.1864. W Powstaniu walczył także jego brat Józef, a także udzielało się jego rodzeństwo - siostry Paulina i Maria. W 1864 jest autorem mapy Rzeczpospolitej Polskiej. W początku lat 70-tych był dyrektorem Banku Budowniczego we Lwowie, który m.in. buduje domy na przedmieściach Lwowa[4]. W 1874 we Lwowie bierze ślub z Praksedą Zenobią Buckiewicz (1-v. Alfred Wolf). Działa w Towarzystwie Historycznym - gdzie m.in. 12.6.1889 wygłasza odczyt i wydaje pracę "Dziejowa Statystyka Polski i Litwy". Zasłyną też wynalezieniem środka przeciwko wilgoci w mieszkaniach. W 1900 właściciel realności przy ul. Zimorowicza 2 [5]. W 1902 mieszkał przy ul. Kurkowej 48. Pochowany Lwów, Łyczaków kw. 69.
Romuald Traugutt
Artykuł | [herb=Cyremberg]Romuald Traugutt (Traugott), (prawd.) herbu Cyremberg,[36][37] ur. 16.1.1826 , pow. brzeski, zm. 5.8.1864 Warszawa. Syn Ludwika Franciszka Serafina (właść. Franciszek Serafin Ludwik, syn Jana Karola i Małgorzaty Duszyńskiej[15]) i jego drugiej żony Alojzy Błockiej.[16] Błędną jest informacja że jego dziadkiem ojczystym był Jakub - powstaniec kościuszkowski. Natomiast dziadkami macierzystymi byli Jan Błocki i Justyna z kniaziów Szujskich (jej praprapraprapradziadkiem był kniaź Jan - w 1596 podkomorzy brzeski).[41][42] Pradziadkiem Romualda był Piotr Szujski, porucznik ułanów a potem od 1.5.1794 rotmistrz 5-go pułku kawalerii lekkiej Wojsk Polskich w Insurekcji Kościuszkowskiej.[42][43] Romuald miał przyrodnią siostrę Alojzę - żonę Bolesława Juszkiewicza (ich syn Jan Romuald ożenił się z córką Romualda Traugutta - Anną, swoją kuzynką). Nazwisko (także imię) Traugutt (Traugot) jest pochodzenia niemieckiego i oznacza "Prawdziwy", "Wierny". W Powstaniu Kościuszkowskim odznaczył się Jakub Traugutt, kapitan wojska narodowego. Romuald urodził się na Polesiu, w kraju lasów i bagien. Tu, 5 km od Brześcia Litewskiego ochrzcił go unicki ksiądz pobliskiej cerkwi. Rodzina ojca miała niemieckie korzenie, przybyła do Polski w XVIII wieku, lecz przyjęła polskie szlachectwo.[15] Ojciec dzierżawił majątek Szostaków. Matka zmarła, gdy Romuald miał dwa lata, więc wychowaniem chłopca zajęła się babka, Justyna Szujska, zam. Błocka, która wpajała mu patriotyczne wartości. W 1836 roku rozpoczął naukę w gimnazjum w Świsłoczy, które ukończył w 1842 roku ze srebrnym medalem i świadectwem dojrzałości, dającym prawo do 14. stopnia w służbie cywilnej i stopień chorążego. Próbował dostać się na Instytut Inżynierów Dróg Komunikacyjnych w Petersburgu, ucząc się w prywatnym zakładzie przygotowawczym, lecz ze względu na reorganizację instytutu i jego młody wiek, nie został przyjęty. Koledzy z konwiktu z r. 1844 opowiadali o nim, że ""[33] W grudniu 1844 roku Traugutt zdał egzamin na junkra saperów, a w styczniu 1845 roku rozpoczął staż w Żelechowie pod dowództwem pułkownika Franciszka Justa. Ukończył trzyletni kurs w Petersburgu z celującą oceną i w lutym 1848 roku awansował na chorążego. W 1849 roku wziął udział w rosyjskiej interwencji na Węgrzech, w ramach armii feldmarszałka Iwana Paskiewicza. Batalion saperów Traugutta maszerował przez Kraków, Nowy Targ i Karpaty, uczestnicząc w bitwach pod Preszowem (8–12 czerwca), Koszycami (15 czerwca), Gyöngyös (29 czerwca), Vac (3–5 lipca), Temeszwarem (9 sierpnia) i Világos (13 sierpnia). Spotkał tu generała Józefa Bema. Za służbę otrzymał mieszkanie, 245 rubli srebrnych oraz Order św. Anny II klasy. 25 lipca 1852 roku poślubił córkę warszawskiego jubilera Annę Emilię Pikiel, luterankę, która przeszła na katolicyzm.[16] Podczas wojny krymskiej (1853–1856) Traugutt został wysłany na Krym w grudniu 1853 roku. Ufortyfikował Silistrę, brał udział w obronie Sewastopola, służył w kwaterze głównej w Sewastopolu i Bakczysaraju do marca 1856 roku. Awansowany na sztabskapitana w 1857 roku, został adiutantem Sztabu Głównego Armii Drugiej. W latach 1858-1860 mieszkał w Petersburgu, gdzie uczęszczał na wykłady fizyki i chemii, a także wykładał w szkole wojskowej w Petersburgu, otrzymując Order św. Anny III klasy w 1859 roku. Między 10.1859-5.1860 zmarło 5 bliskich mu osób: córka Justyna, babka, dziadek stryjeczny, żona Anna i syn Konrad. Szczególnie przeżył śmierć żony, o której mówił: "". Seria bliskich śmierci doprowadziła go do załamania nerwowego. Po odzyskaniu zdrowia, 13 czerwca 1860 roku ożenił się po raz drugi z Antoniną Kościuszkówną, wnuczką brata Tadeusza Kościuszki a wcześniej żoną bratanka Adama Mickiewicza (koligacja[plik=313062]). W tym czasie po śmierci brata swojej babki w lutym 1860 - Witalisa kniazia Szujskiego[41] otrzymał majątek Ostrowie, wraz z uroczyskiem Zabawa, na płd-zach od Kobrynia. W 1862 roku, wobec pogłosek o powstaniu, przeżywszy śmierć kolejnego syna, wystąpił o dymisję z armii rosyjskiej; został zwolniony 14 czerwca 1862 roku w stopniu podpułkownika, z prawem do noszenia munduru i pensją 230 rubli srebrnych. Romuald Traugutt ""[3] "[/i]... oczu bystrych chociaż ukrytych pod okularami, twarzy ściągłej z wystającemi ostro skroniami, włosy nosił krótko przystrzyżone stojące do góry i brodę nie wielką. Fizognomję miał tak wybitną, że dosyć było raz go widzieć, aby ta twarz na zawsze utkwiła w pamięci[/i]."[32] ""[35] Początkowo pozostawał apolityczny i niechętny do udziału, bliższy stronnictwu białych. Dopiero w kwietniu 1863 roku, namówiony przez sąsiadów Ostrowia, objął dowództwo nad oddziałem. 25.4.1863 na folwarku Bożydar, na zebraniu u Jana Mitraszewskiego, zdecydował o udziale w walce przyjmując dowództwo nad grupą 32 ochotników. Rozpoczął od ćwiczeń, stacjonując opodal Horek na kępach wśród bagien, 4 mile od Kobrynia nad rzeczką Temrą. "[i]W oddziale wprowadził porządek i karność największą, któréj zawsze nadzwyczaj surowo przestrzegał. Poświęcenie się jego i wiara w świętość naszéj sprawy, były bez granic. Codziennie w obozie sam odbywał modlitwę, krótką i zawsze improwizowaną. O wszystkich ruchach tak swoich jak i nieprzyjaciela zawsze zachowywał największą tajemnicę, kilku tylko oficerom dając rozkazy, aby na przypadek jego śmierci wiedzieli jak daléj poprowadzić oddział. W żołnierzu wyrobił ufność w siebie bez granic i w najsmutniejszych przejściach, gdy prawie nie było wyjścia, wszyscy byli spokojni, bo póki z niemi był Traugutt, wierzyli, że on z najgorszego położenia potrafi ich wyprowadzić.[i]"[32] ruszył na niego oddział moskiewski ze 120 ludzi, Traugutt jednak przygotował zasadzkę tak skutecznie, że nie stracił ani jednego żołnierza, podczas gdy z oddziału moskiewskiego tylko 76 zdrowych wróciło. Moskale powtórzyli jednak atak a następnie , mając znacznie większe oddziały, trzymając powstańców w okrążeniu. Po trzech atakach wielkimi siłami udało się im wypchnąć powstańców z obozu i rozproszyć. Zabitych było 14 a kolejnych 16 rannych zostało przez moskali dobitych. Odjechawszy na czas krótki wyznaczył punkt zborny w lasach bielińskich gdzie spotkał się z partią i ruszył na Pińszczyznę staczając w ciągu dwóch miesięcy trzy duże potyczki kilkanaście mniejszych, na bagnach pomiędzy Horyniem, Styrem a Stochodem. Najznaczniejszą była , gdzie w 88 ludzi powstańcy odparli atak 3 kompanii moskiewskich. Następnie , 29.06 . Po porażce 13 lipca 1863 roku, gdzie jego oddział został rozbity, ukrywał się w miejscowościach: Małysze, Bożydar, Zakoziel w kaplicy grobowej Orzeszków, w majątku Elizy Orzeszkowej w Ludwinowie, i in. Eliza Orzeszkowa pisała o nim: "". Następnie udał się do Warszawy. Tam, 15 sierpnia 1863 roku, stawił się przed Wydziałem Wojny Rządu Narodowego i otrzymał awans na generała. Przebywał krótko w Krakowie, skąd wyniósł fatalne przekonanie o nierozważności organizacji i, trwonieniu funduszy i rozdęciu urzędów. Wysłany na misję dyplomatyczną do Paryża w celu pozyskania pomocy francuskiej, wrócił bez sukcesu, ale zyskał poparcie frakcji białych. Po upadku rządu czerwonych, 17 października 1863 roku został dyktatorem powstania, zastępując Franciszka Dobrowolskiego. Jako dyktator (od 17 października 1863 do 20 kwietnia 1864 roku), Traugutt prowadził działalność konspiracyjną z mieszkania przy ul. w Warszawie, pod pseudonimem „Michał Czarnecki”, udając kupca z Galicji. Skupił się na reorganizacji powstania, dążąc do przekształcenia oddziałów partyzanckich w regularną armię. Zwolnił kierownictwo Rządu i praktycznie sam kierował wydziałami poprzez lojalnych dyrektorów. Pomogło mu to wprowadzić szybkie zmiany i utrzymać dobre zakonspirowanie. Wprowadził jednolitą organizację wojsk polskich, tworząc 4 korpusy podzielone na kompanie, bataliony i pułki. Wprowadził także zmiany w polityce zagranicznej m.in dymisjonując Mierosławskiego. 23 grudnia 1863 roku zwołał przedstawicieli Kongresówki do dyskusji nad uwłaszczeniem chłopów; dekretem z 27 grudnia 1863 roku wprowadził reformy agrarne, nadając chłopom ziemię na własność, co miało pozyskać ich poparcie dla powstania. Zmagał się z problemami finansowymi: szukał pożyczek w bankach krajowych i zagranicznych, nałożył nadzwyczajny podatek na rodaków za granicą i wezwał dezerterów do powrotu. Prowadził aktywną politykę zagraniczną, apelując o pomoc do rewolucjonistów, w tym Giuseppe Garibaldiego, oraz korespondując z papieżem Piusem IX o błogosławieństwo dla walczących Polaków. Jego agenci działali w Czechach, Chorwacji i na Węgrzech, szukając sojuszników. Sprzeciwiał się wysyłaniu funduszy do Rzymu na beatyfikację Jozafata Kuncewicza, preferując przeznaczenie ich na potrzeby powstania. Mimo wysiłków, nie udało się uzyskać interwencji zagranicznej. Pomimo nieopowiadania się po żadnej stronie nie udało mu się uniknąć konfliktów wewnętrznych między frakcjami białych i czerwonych, co osłabiało powstanie. Pod jego dowództwem powstanie przedłużyło się, ale sytuacja militarna była dramatyczna: brak broni, dezercje i przewaga rosyjska doprowadziły do stopniowego upadku walk. Traugutt został aresztowany w nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 roku w mieszkaniu w Warszawie, wydany przez Artura Goldmana, urzędnika departamentu podatkowego Rządu Narodowego i dwóch innych w śledztwie. Dzień wcześniej zaaresztowany został , jego późniejszy biograf, co przygotowało Traugutta na zaaresztowanie. Nie uciekał, a gdy żandarmi przyszli po niego powiedział tylko "to już". Przesłuchiwany kilka miesięcy na Pawiaku i w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, od początku przyznał się do prowadzenia oddziału na Polesiu. Nie wydał nikogo, stwierdzając: "". 19 lipca 1864 roku Audytoriat Polowy skazał go na degradację i śmierć przez powieszenie. Egzekucja odbyła się 5 sierpnia 1864 roku o godzinie 10 rano . Wyrok czytano rozmyślnie powoli, ale Traugutt, nań nie zważał, cały czas rozmawiając z kapucynem o. Sabinianem. Kazano mu wstąpić na szubienicę - odparł że jako oficerowi przysługuje mu zwyczaj rozstrzelania, ale sąd wojenny zlekceważył tę tradycję. Ucałował krzyż, podczas gdy tłum śpiewał "Święty Boże". Złożył ręce i wzniósł głowę z przepaską na oczach w stronę nieba. Tak skonał. Kolejno stracono , , i . Helena Kirkorowa została skazana na zesłanie do ciężkich robót w fabrykach. Marianowi Dubieckiemu udało się wrócić po latach z Syberii, jako historyk zajął się zbieraniem wiedzy o Traugucie. O egzekucji dyktatora pisała prasa na całym świecie, nawet na innych kontynentach, choć nie zawsze pisząc poprawnie nazwisko. Miejsce jego pogrzebania (a raczej nieludzkiego zakopania) jest niewyjaśnione. W czasie prac archeologicznych w obrębie Cytadeli natrafiono dwukrotnie na grupę 5 ciał, jednak z powodu zasypania ich wapnem nie można było odczytać informacji DNA. Przypuszcza się, że jedna z tych grup to członkowie Rządu Narodowego z Romualdem Trauguttem. Majątek Ostrowie został rozparcelowany i zniszczony. Śmierć Traugutta stała się symbolem męczeństwa; jego kult porównywał egzekucję do męki Chrystusa. Szczególnym orędownikiem takiego symbolu był o. Sabinian (nie Serafin) [44][45] - kapucyn, spowiednik, świadek egzekucji obecny przy skazaniu na śmierć, wyznaczony. Kilka dni później, ten sam kapłan dysponował na śmierć innego Powstańca - Antoniego Schmidta. Gdy ów został spod szubienicy ułaskawiony i skazany na Sybir kapłan podarował mu krzyż Traugutt mówiąc: ""[7] (Informacja ta ma pewną wątpliwość, gdyż wg prasy Antoni Schmidt był protestantem, a towarzyszył mu ostatniej drodze pastor. Kapucyn jednak był obecny na miejscu egzekucji z racji na innego skazańca.[30]) Dokładnie pół wieku po egzekucji Romualda Traugutta i członków rządu narodowego z Oleandrów w Krakowie wyszła I Kompania Kadrowa. Traugutt został upamiętniony m.in. pomnikami (w Świsłoczy 1928, Ciechocinku 1929, Częstochowie[z=165854], Prużanie), tablicami pamiątkowymi (Kraków, Lwów), monetami (10 zł 1933, 20 zł 1982–1994), znaczkami pocztowymi (1938, 1944, 1963) i nazwami ulic oraz szkół. W 1933 roku pośmiertnie odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Rok 2024 ogłoszono Rokiem Romualda Traugutta przez Sejm RP. Jego biografie pisali m.in. Marian Karol Dubiecki i ks. Józef Jarzębowski. Traugutt pozostaje ikoną walki o niepodległość Polski. O jego beatyfikację zabiegał kard. Stefan Wyszyński a także kard. Józef Glemp. ==> (Autor: Kornel Ujejski ) [i]Na stoku Cytadeli poniósł śmierć okrutną... Nie ginie, kto za wiarę i wolność umiera; A jednak grób zarasta, pamięć się zaciera - To smutno! Ledwie dla własnych potrzeb wystarcza uczucie, Przestano cześć oddawać żałobnym pamiątkom - I zabrakło chleba twoim sierocym dziewczątkom Traugucie! Poskarżę się przed tobą, coś trwał do ostatka Upada Polska - z winy, nie dzikich Moskali Nie chytrych Niemców ... na własne dzieci się żali Ta matka. Bluźnią jej, urągają - w każdym bluźniercu Już jest zatrute, ziarno, co w zdradę kiełkuje; Okropne idą czasy, okropne idą czasy, okropne... och czuję Tu w sercu! Dokończą pieść przedzgonną ostatnie łabędzie, I ściśnie na wiek cały. Powiedz, ta ich Polska Ona ewangeliczna, ona apostolska, Czy będzie? On rzekł: Jeżeli z wiernych trzech tylko zostanie, Tylko trzech napełnionych dawnym ideałem, To Polska z tych trzech wyjdzie,oblecze się ciałem I będzie! -A jeżeli nie znajdzie i trzech - co się stanie? On rzekł: To duchy zmarłych jeszcze raz powtórzą Przebyte już żywoty i Polskę wysłużą - I będzie![/i] 1. żona Anna Emilia Pikiel (ślub 1852 Warszawa)[16] 2. żona Antonina Kościuszko (ślub 1860 Kłopocin) - wnuczka brata Tadeusza Kościuszki Dzieci: * Anna Innocenta, ur. 1853, zm. 1938 - mąż Jan Romuald Juszkiewicz (kuzyn przyrodni) -> potomstwo, żyje do dziś * Alojza Stefania 1857-1907, nauczycielka w Warszawie * Justyna 1859-1859 * Konrad 1859-1859 * Romuald Jan - 1862-1863 [13] Pochowany Pińsk.
Ignacy Karol Trzaskowski
Ur. 23.10.1834 Wilno, par. św. Jana, zm. 9.3.1874 (25.2 wg kalendarza juliańskiego) Irkuck[2]. Rodzina pochodziła z trockiego. Syn Kaspra i Kunegundy German.[5][6] Wnuk Floriana Trzaskowskiego i Julianny oraz Antoniego German i Urszuli.[11] Rodzeństwo: Florian Ignacy Antoni, Rudolf Anzelm, Zenon Tytus, Konstanty Adam, Leonard Lekarz z Uniwersytetu Moskiewskiego, po otrzymaniu dyplomu zamieszkał w miejsc. Szaty pow. wiłkomierskiego, gdzie zajmował się praktyką lekarską. Zawsze uśmiechnięty i uczynny. Z powodu imienia był nazywany "Jezuitą" (choć "nic jezuickiego w nim nie było"). W jego domu przebywało sporo młodzieży z której dużo poszło do powstania. W okresie przygotowań był u niego Józef Limanowski czyniąc zaciąg w szeregi organizacji[12]. Uczestnik powstania, brał udział w (Birże) 7.3.1863[8]. Będąc u boku , pełniąc rolę lekarza i kasjera, dostał się do niewoli. Zaaresztowany towarzyszył rannemu Sierakowskiemu w drodze do Wilna i w więzieniu[13]. Został skazany na 5 lat prac w kajdanach. 5.7.1863 wysłany na Syberię. Szedł prawie rok, gdyż do Irkucka dotarł w czerwcu 1864 (ostatni tylko odcinek przebywając w wozie pocztowym). Przebywał w Usolu[3]. W czerwcu r. 1865 został tam zaliczony do kategorii poprawczej, w maju 1866 zwolniony od robót ciężkich, we wrześniu przeniósł się do wsi Czeremchowa (o 120 wiorst na zachód od Irkucka), w maju 1868 przeniesiony do kategorii włościan z prawem zamieszkiwania w miastach, w styczniu 1870 otrzymał prawo zajmowania się praktyką lekarską. Przywrócony wreszcie do dawnych praw stanu w 1870 osiadł w Irkucku. Jako lekarz, za swą wiedzę, sumienność, bezinteresowność i wielką łagodność, zyskał powszechne uznanie i miłość. Zdolny i idealnie szlachetny człowiek. Pamiętając więcej o cierpiących, niż o sobie, pomimo rozległej praktyki, zostawił fundusik nader skromny. Jego pogrzeb w Irkucku był wielką manifestacją ludu polskiego na Syberii[5][9]. Na wygnaniu przyjaźnił się m.in. Józefem Łagowskim.
Elżbieta (Eliza) Valentin d’Hauterive
Valentin d’Hauterive Elżbieta (Eliza) (ok. 1841–1917), pedagog, działaczka patriotyczna i dobroczynna. Ur. w Słupnie, pow. kutnowski, była córką Piotra i Elżbiety z Jerzmanowskich. Rodzina Valentin d’Hauterive przebywała w Polsce od XVI wieku. Spokrewniona była poprzez linię żeńską z Radziwiłłowiczami i Jerzmanowskimi. Ojciec jej, Piotr August Valentin d’Hauterive (1779–1845) był ppłk., oficerem armii Księstwa Warszawskiego i  Królestwa Polskiego, uczestnikiem kampanii 1812–1813 i  Powstania Listopadowego 1830–1831. Stryj jej, Franciszek Valentin d’Hauterive (1775–1831) był płk. inżynierii, uczestnikiem kampanii 1812–1813, później w wojsku Królestwa Pol. Uczestniczył w nocy listopadowej, a w Powstaniu 1830–1831 był dowódcą brygady i  szefem sztabu korpusu A. Giełguda. Ukończyła Instytut Wychowania Dziewcząt w Puławach. Jako kurierka brała udział w Powstaniu Styczniowym 1863–1864. Od ok.  1868 pracowała w Lublinie, początkowo jako nauczycielka języka polskiego i  literatury polskiej w  gimnazjum rządowym, później prywatnie udzielając lekcji. Jako pedagog starała się przekazywać swoim wychowankom głębokie wartości patriotyczne. W 1909 zamieszkała u swoich krewnych, rodziny Nieprzeckich w Częstochowie; kontynuowała tu pracę oświatową i  patriotyczną wśród młodzieży, prowadziła także działalność dobroczynną. Zm. 9 VIII 1917 w Częstochowie, pochowana została na cmentarzu Kule w kwaterze 39. W grobowcu rodziny Nieprzeckich (grób nie zachował się). Rodziny nie założyła. (...)
Ludwik Walesiak
Prawdziwi bohaterowie nie domagają się chwały ani nagród. Nie wypinają piersi do orderów. Nie oczekują zadość uczynienia, ani nawet odnotowania w społeczeństwie swoich czynów. Stają się bohaterami spełniając swoją patriotyczną powinność, nie reżyserują swoich działań z myślą o nagrodzie czy sławie. Nie zdają sobie sprawy z faktu, że właśnie to co zrobili, było bohaterstwem. Oni postępują zgodnie z zasadami, z sumieniem, z potrzebą działania na rzecz wszystkich i w obronie własnych ideałów, w przekonaniu, że te ideały są wspólne wszystkim i że każdy na ich miejscu zachowałby się identycznie. Są to ludzie dla których zdrada jest hańbą, tchórzostwo również i którzy cierpią za miliony, kiedy dowiedzą się, że inni zdradzali, dekowali się i unikali jak ognia poświęcenia. Naiwni, prawi szczerzy, wspaniali ludzie. Był taki wśród naszych pradziadów. Żył, gospodarzył i walczył jak potrafił, w Chobocie. Jako młodziutki emisariusz działał na terenie gminy już kiedy tylko zaczęły się przygotowania do patriotycznego zrywu, jakim było powstanie styczniowe 1863r. Nazywał się Ludwik Walesiak. Miał jedenaścioro rodzeństwa i sześcioro dzieci. Dlatego większość mieszkańców tej okolicy jest w bliski lub nieco dalszy sposób spokrewniona z nim. Ludwik był człowiekiem skromnym i sława jego nie wykraczała poza opowieści dla wnucząt. Nie dbał o to. Ale zatroszczył się o niego sam marszałek Piłsudski, zaraz po uzyskaniu przez nasz kraj wytęsknionej niepodległości. W 1918 roku, marszałek chcąc poznać osobiście weteranów powstania, zaprosił tych jeszcze żyjących do Sulejówka. Kiedy jego wnuczka, sześcioletnia Nastusia Walesiakówna znalazła się tam razem z dziadkiem i stanęła oko w oko a nawet podała rączkę wąsatemu człowiekowi z portretu na ścianie – wiedziała, że to ktoś wielki o którym wszyscy mówią z podziwem. I ten wielki człowiek obejmował teraz jej dziadunia, wręczał mu szablę, czapkę oficerską, całował go z dubeltówki i okazywał mu wielki szacunek! A więc dziadek był jeszcze kimś ważniejszym dla tego najważniejszego! Od tej pory - opowiada sędziwa w tej chwili pani Anastazja – nie było jesiennego ani zimowego wieczoru bez opowieści dziadka. Oczywiście o czasach cierpień pod rozbiorami, pod nahajką carską. O świętej miłości ojczyzny, o honorze i oczywiście przygodach dziadka jako emisariusza i łącznika – kuriera. O czasie, gdy dostarczał pocztę jednemu z pułków powstańczej armii generała Traugutta w lesie zwanym Borkiem na skraju pól należących do Walesiaków. Z wielu opowieści najważniejsza, niesamowita, jest ta o cudownym ocaleniu, wręcz zmartwychwstaniu naszego wówczas dziewiętnastoletniego powstańca. A było to tak: Krytycznego dnia Ludwik udał się na pole, gdzie tuż przy lesie leżało powalone drzewo. Obuchem siekiery waląc w ten pień, w umówiony sposób – dawał znać zbrojnym, że przyniósł pocztę. Ledwie zdążył ją przekazać i żołnierz zniknął w lesie, jeszcze nie odłożył topora, jak na koniach w galopie dopadło go kilku rosyjskich żandarmów. Wiedzieli po co tu przyszedł. Na początek dali mu lekcję pejczami, kiedy nie odpowiadał na żadne pytania, przeszli do perswazji wciskając mu w ręce woreczek pełen złotych carskich rubli. Kiedy nadal milczał przeszli do ostrych tortur. Zaczęto go tratować końmi. Konie niechętnie brały w tym udział, nie mniej mocno go poobijali i poranili nie szczędząc bicza. Ukrył się częściowo pod pniem owego leżącego drzewa. Zakrwawiony, półprzytomny, został wywleczony i moskale postanowili go po prostu powiesić na najbliższym drzewie, wychodząc z założenia, że tego polaczka - zakapiora nie złamią w żaden sposób. Kaźnia trwała już dłuższy czas. Wszystko to widział ukryty w zbożu młodszy brat: Ludwika – Józef. Ruscy jak postanowili, tak zrobili, Ludwik odruchowo chwycił sznur tuż nad głową. Stracił palec kiedy szablą moskal utrącił mu ten uchwyt. Zawisł. Żandarmi widać nie lubili takiego widoku bo podcięli konie do galopu, aby po chwili zniknąć za zakrętem drogi. Wtedy wyskoczył z lasu nasz żołnierz powstaniec. Jednym cięciem uwolnił Ludwika. Ciało spadło ale po rozluźnieniu pętli już nie dawało oznak życia. Wtedy wiedza o reanimacji była znikoma, właściwie żadna. W dodatku ciało było pokłute bagnetami i zakrwawione. Powstaniec wrócił do lasu, a Józef pognał do domu z tragiczną wiadomością. Carski zakaz zabraniał szacownego pochówku buntowników za jakich uważano wtedy polskich patriotów. Ciało ofiary za karę i ku przestrodze miało wisieć tam gdzie je powieszono przynajmniej przez kilka dni. Taka okrutna to była władza. Ale rodzina Walesiaków nie ulękła się i nie miała szacunku dla carskich ukazów! Trudno opisać sytuację w rodzinnym domu Walesiaków, ludzi światłych, której senior – Jan, ojciec Ludwika nazywany był we wsi zimowym nauczycielem. Szkoły nie było ale analfabetów też niewielu, bo Jan właśnie zimą dawał chłopskim dzieciom lekcje pisania i czytania. Zaciemniono okna. Tej nocy kobiety modliły się i płakały, a mężczyźni pod kierunkiem ojca zabrali się do zbijania trumny z którą jeszcze przed świtem chcieli pojechać na skraj lasu, zapakować do niej ciało i wywieźć na cmentarz aby po chrześcijańsku je pochować. Już wiedzieli, że zginął bo nikogo nie wydał ale do ich domu rano mogli załomotać w drzwi moskale! Spieszyli się. Około północy dziewczyna pomocnica, usłyszała jakieś skrobanie do drzwi, wyjrzała w ciemność i wydawało jej się, że to pies zbłąkany głodny przyszedł po łaskę. Powiedziała to swojej gospodyni. Walesiakowa, tak jak i jej rodzina, nigdy człowieka ani zwierzęcia bez pomocy nie pominęła. Kazała dziewce dać psu chleba. Dziewczyna wyszła przed schodki... i ku swemu przerażeniu znalazła czołgającego się Ludwika, nieprzytomnego broczącego krwią! Rodzinę poderwało, byli pewni, że to martwego Ludwika ktoś przyniósł. Okazało się, że ten zdrowy, silny o atletycznej budowie chłopak, nie tylko charakter miał niezłomny. Ciało też. Ludwika umyto, krwawiące rany zaklejono chlebem ugniecionym z miodem i pajęczyną. Wprawdzie nie od razu odzyskał przytomność i wielu fragmentów swojej odysei nie pamiętał. Ale przeżył. A trumna przydała się do przewiezienia go na furmance aż do Mińska pod opiekę zaufanego lekarza. Ten przywrócił go do zdrowia po kilkumiesięcznej troskliwej kuracji. Wszyscy byli przekonani, że Ludwik po prostu jakimś cudem zmartwychwstał. Ale szeroko nie opowiadano o tej sprawie, ze zrozumiałych powodów. Powstanie upadło i nadal byliśmy pod carskim knutem. Ludwik wyzdrowiał. Po kilku latach ożenił się z Rozalią z Szatańskich z gminy Jakubów. Całe życie przeżyli gospodarząc w Chobocie. Urodziło im się sześcioro dzieci. Wszystkie wychował w miłości ojczyzny i najwyższych wartościach. Skuteczne to musiały być metody wychowawcze, skoro po dziś dzień, dla jego prawnuków hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” nie jest sloganem. Dają temu wyraz w czynach. Ludwik może być dumny z działań Anastazji w latach II wojny światowej. Dla Anastazji był bohaterem, ale potrzebę pokazania jego bohaterstwa wszystkim, musiała tłumić przez wiele lat. Kiedy tylko przyszedł odpowiedni czas – wystawiła mu pomnik na terenie rodzinnej posesji. Zaprojektował go Ryszard Netzel artysta plastyk. Ludwik Walesiak jest wzorem Polaka patrioty przez wielkie „P” i wzorem przyzwoitego człowieka. Gospodarza, ojca, społecznika. A przy tym skromny, nie przechwalający się, on nie wystawiał piersi po medale. O jego wielkości wiedzieli ci, którzy wiedzieć powinni. Dali temu wyraz w opublikowanej ustawie z dnia 2 stycznia 1919 roku (Dziennik Praw nr 66, Ex 1919) o weteranach Powstania Styczniowego, zweryfikowanych Komisją Kwalifikacyjną. Ustawa ta była zatwierdzona przez Ministra Spraw Wojskowych i Ministra Skarbu. Imię Ludwika umieszczono w Dzienniku Personalnym Ministerstwa Spraw Wojskowych w latach 1921-1924. Na mocy tej samej ustawy otrzymał stopień oficerski i przyznana mu była stała pensja. Ludwik zmarł mając 80 lat w 1924 roku w Chobocie. Był patronem 7-go pułku ułanów, który przybył konno do Chobotu na jego pogrzeb aby oddać mu hołd. Trumnę ciągnęły na marach cztery białe konie a przykryta była biało-czerwoną flagą, na której leżała czapka oficerska z trzema gwiazdkami. Orkiestra wojskowa odprowadzała Ludwika na miejscowy cmentarz w Długiej Kościelnej. Zasłużył na takie wzruszające honory. Wielu młodych we wsi dopiero wtedy zrozumiało kto żył wśród nich. Pora aby dowiedzieli się o tej postaci wszyscy. Wśród pamiątek i dokumentów, do najcenniejszych należy przysłany naszemu bohaterowi list od Rządu Narodowego w 1863 roku. Jest to list dziękczynny za odwagę i poświęcenie. Na czele Rządu Narodowego stał wówczas Romuald Traugutt, dowódca, który również drogo zapłacił za swój patriotyzm. Ale to już znana historia. Myślą przewodnią listu jest udokumentowanie wydarzenia jak i prośba Rządu Narodowego o przekazanie pokoleniom Polaków przykładu „jak należy Ojczyznę i braci kochać i wiernie im służyć” co my niniejszym staramy się uczynić. A list o którym mowa, jeszcze dzisiaj daje się odczytać. Bożena Abratowska
Aleksander Waligórski
Urodzony w Krakowie 1794 roku, wcześnie zaciągnął się do wojska; w 1813 r. był podoficerem; za czasów Królestwa kongresowego oddał się naukom wojskowym i w 1822 r. został profesorem w szkole artyleryi w Warszawie. W powstaniu listopadowem otrzymał stopień kapitana artyleryi i krzyż virtuti mili tar i. Po skończonej kampanii, dostał się do Norwegii, gdzie był naczelnym inżynierem rządowym w Christianii. W czasie wojny krymskiej, prosił o urlop nie ograniczony, żeby się udać na plac boju; gdy rząd norwegski urlopu od mówił, podał się do dymisyi i na Wschód pospieszył. Był jeneralnym kwatermistrzem dywizyi jenerała Zamoyskiego, w stopniu majora; ale nie długo już kampania trwała, a po jej ukończeniu Waligórski powrócił znowu do Norwegii, gdzie miał zasługi. Dawniejszą jednak posadę swoję znalazł już przez innego zajętą; pozostały mu więc tylko przedsiębierstwa prywatne. Podjął się przekopania kanału, w celu połączenia z sobą dwóch zatok morskich, w mieście Moss, o sześć mil od Christianii; przy wykona niu jednak tego przedsięwzięcia natrafił na nieprzewidziane w pokładach miejscowych trudności, które spowodowały wielkie koszta i zupełną biednego przedsiębiercy ruinę. Opuścił powtórnie Norwegią, zostawiwszy tam pamiątkę po sobie: mapę geograficzną tego kraju, do dziś dnia poczytywaną za najlepszą. W tym czasie stracił żonę. Znalazłszy się we Francyi, wezwanym został 1862 r. na profesora matematyki do szkoły wojskowej polskiej w Cuneo, zostającej wtenczas pod zarządem jenerała Wysockiego. Na pierwszą wieść o powstaniu 22 stycznia 1863 r. pospieszył z 15-letnim synem do Krakowa, i z młodzieńczą energią organizował oddziały w obozie Langiewicza. Mianowany przez rząd narodowy pułkownikiem i jenerałem, po wejściu Langiewicza do Galicyi, przyłączył się do oddziału Jeziorańskiego, udającego się w Lubelskie. Pod Kobylanką, dnia 6 maja 1863 roku złożył dowód wielkiego serca; kiedy swój oddział miał powtórnie prowadzić do ataku, przyniesiono mu wiadomość o śmierci młodziutkiego syna. Na tę wieść zalał się łzami, ale po chwili: „to nie miejsce, rzeki, na takie raporta; pierwej byłem Polakiem niż ojcemi zwracając się do podwładnych silnym głosem zawołał: „baczność! naprzód!“ i kolumnę swoję w ogień poprowadził. Jego energii, zdrowym radom, i uległości wodzowi, której przykład wszystkim dawał, przypisują głównie świetny rezultat tej potyczki. Kiedy Jeziorański przez wojska rosyjskie wpartym został do Galicyi, wtenczas Waligórski raz jeszcze, dla organizowania nowych oddziałów w Lubelskie się udał, i jeden z ostatnich pomiędzy walczącymi kraj opuścił. Wróciwszy do Paryża, zamieszkał na Batignolach i utrzymywał się z rysowania map dla francuzkiego towarzystwa geograficznego. W czasie oblężenia Paryża przez Prusaków, zaciągnął się do gwardyi narodowej paryzkiej jako prosty żołnierz, i całą służbę pełnił. Po zawarciu pokoju ciężko na reumatyzm zapadł i czas rządów komuny w łóżku przeleżał; pomimo to, wśród roznamiętnie- nia tej chwili, za winy innych rodaków do odpowiedzialności pociągnięty, osm miesięcy na pontonach w Cherburgu przebył, zkąd go sąd jako zupełnie niewinnego uwolnił. Próba jednak była zbyt ciężką; wrócił do Paryża zgrzybiałym starcem. Ośm dni spędził w szpitalu św. Ludwika, zkąd do Domu św. Kazimierza przeniesiony, tamże po trzech dniach, na ręku jenerała Wysockiego Bogu ducha oddał, dnia 19 lipca 1873 roku. Pochowany na cmentarzu Ivry. Do grobu odprowadziły go dzieci polskie w Zakładzie tym wychowywane, Siostry Miłosierdzia i garstka braci tułaczy.
Strona z 32 < Poprzednia Następna >