Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 2996
Strona z 75 < Poprzednia Następna >
Antoni Esiński
urodził się w Warszawie w r. 1837, syn ubogich rodziców, ojciec jego podobno był krawcem, owdowiała matka rzadkich przymiotów, cnót i rozsądku kobieta, pracą rąk starała się o wychowanie pozostałych sierot, dwóch córek i syna, śp. Antoniego. Po ukończeniu gimnazyum w Warszawie, urzędował w najwyższej Izbie obrachunkowej. Po kilkoletniej aplikacyi tamże, został uznanym swych zdolności i mianowanym pomocnikiem naczelnika wydziału. Lubo nieczynny w organizacyi, nie mając stoso wnego stanowiska, duchem i czynem żył tylko dla sprawy ojczystej. Krzątał się też i wywierał nie mały wpływ nad tymi, którzy potrzebowali rozbudzenia ducha i poczucia praw obywatelskich wolności swej ziemi, przyjąj,vszy za zadanie, kształcić umysły klas rzemieślniczych. Jako prywatny nauczyciel, w świątecznych, niedzielnych i wieczornych godzinach, odbywał wraz z , nauczycielem gimnazyalnym, zebranym rzemieślnikom po cyrkułach urzędowych wykłady popularne. Pracował on z pożytkiem, a łagodnym swym charakterem i obchodzeniem się z tą klasą młodzieży, licznie zawsze zebranej, umiał pozyskać u wszystkich szacunek i miłość ku sobie. Przez dwuletnie manifestowanie się Warszawian, zwolna przygotowywał ze swych słuchaczy, do przyszłego powstania dzielnych obrońców ojczyzny. Gdy ś. p Antoniego wezwała sprawa do czynnego wystąpienia, bez namysłu pospieszył w szeregi, a za nim wielujego słuchaczy. Sam jako żołnierz w kosynierskim oddziale Wali górskiego, a niebwcm jako komendant kosynierów, pospieszył ze swymi wybranymi na pole bitwy do Igołomii. Po rozwiązaniu się oddziału Waligórkiego przybył do Galicyi i brał czynny udział, w nieszczęśliwej wyprawie na Radziwiłłów, pod dowództwem jenerała Wysockiego, gdzie został rannym. Gdy się wyleczył, a nowo uorganizowane oddziały jenerała Waligórskiego i Szlaskiego przekroczyły granicę Galicyi, wkraczając do Kongresówki, pospieszył śp. Antoni z nową energią w szeregi, gdzie jako kapitan kosynierów, zginął pod Szycami i Ireną, pozostawiwszy sierotami, dwie siostry i powszechny żal wszystkim, co go bliżej znali.
Esterhazy
(Otto) zginął w bitwie pod Lelowem (Małchowem [DHRP]). Zygmunt Kolumna tak opisuje to wydarzenie "Po tylu utarczkach przeprowadzonych z nieprzyjacielem śp. Zygmunta (Chmielińskiego) w uznaniu zasług mianowano go majorem, co mu posłużyło do rozszerzenia pola swéj działalności, którą dał się głośniéj poznać w wielu drobniejszych jeszcze potyczkach, a następnie w zaciętych walkach jakie staczał po połączeniu sił swoich z oddziałem Esterhazego (Otto), który świeżo objął dowództwo po Sokołowskim (Iskrze), tudzież Władyszczańskiego (Zaremby). Połączenie to nastąpiło po bitwie pod Warzynem i Nawarzycami w Melchowie, i dało śp. Zygmuntowi możność dysponowania siłą złożoną z 800 ludzi. Czując się dość silnym przyjmuje śp. Zygmunt bitwę z nacierającym nań nieprzyjacielem pod dowództwem pułkownika Schulmana. Bitwa ta miała miejsce pod Lelowem, a nieprzyjaciel licząc 7 rot piechoty, 4 armat i 200 kawaleryi, zmuszony zostaje do bezładnego odwrotu ze znaczną stratą, Chmieliński bolesnéj wówczas doznał klęski, bo między 40 zabitemi i rannemi znaleźli się, bohaterską polegli śmiercią dowódzcy Esterhazy (Otto) i Władyszczański (Zaremba) (Czas Nr 224, 225 i 226 podaje o téj bitwie szczegółowe wiadomości, zaś Dz. Pow. Nr 229 w raporcie urzędowym powiada, że oddziały Chmielińskiego biorące udział w téj walce miały 1200 ludzi, siły zaś pułk. Schulmana wynosiły 6 kompanii piechoty, 5 plutonów dragonów, 80 kozaków, jedno działo i jedną rakietnicę, według tegoż raportu Chmieliński został rozbity i ścigany.)".
Leon Eysmont
Ejsmont (Eysmont, Eysymont?) Leon, ur. ok. 1817, leśnik, konduktor (tu: strażnik, nadzorca) drugiego leśnictwa trockiego w gub. wileńskiej. Za „brak właściwego nadzoru nad powierzoną mu strażą leśną i osobiste kontakty z buntownikami", Murawiow nakazał w rozporządzeniu z września 1863 pozbawić Ejsmonta stanowiska konduktorskiego i przenieść do grupy nadzorców lub gajowych w lasach państwowych gub. ołonieckiej. Na zesłaniu Ejsmont przebywał pod dozorem policji w osadzie Oszta, leżącej między Łodejnym Polem a Wytegrą przy trakcie pocztowym z Petersburga do Archangielska. Wraz z nim mieszkało dwóch Polaków: były leśniczy w Kargopolu, Kołakowski, i konduktor Pudłowski. W 1868, w końcu sierpnia lub na początku września, u Ejsmonta zatrzymał się w drodze na zesłanie do gub. archangielskiej ks. Antoni Lipko, krótka, dwudniowa wizyta dała gubernatorowi ołonieckiemu pretekst do zwrócenia się do władz o przeniesienie Ejsmonta do jednego z leśnictw położonych w odległych miejscach guberni — co jednak nie nastąpiło. W październiku 1871, na podstawie manifestu z maja, wyjechał z gub. ołonieckiej, prawdopodobnie do Królestwa Polskiego, gdzie nadal pozostawał pod dozorem policji. Na zesłaniu towarzyszyła mu żona Apolonia, w 1867 zwróciła się do MSW o zezwolenie na przyjazd w strony rodzinne w celu sprzedaży domu — nie wiemy, czy uzyskała zgodę 1 wyjechała z guberni. Po zwolnieniu z zesłania, Ejsmont miał pracować na kolei warszawsko—brzeskiej, ostatecznie jako zarządca budynków na jednej ze stacji. Zmarł w Nowo—Mińsku tj. Mińsku Mazowieckim).
Józef Falęcki
Ur. 2.3.1829 Sanoczek, k. Sanoka. Zm. 28.4.1879 Kraków. Syn Wincentego i Marii Hanowskiej. Po śmierci ojca opiekował się nim Michał Gnoiński. Miał siostrę Helenę, która wyszła 1v za Henryka Ostrzeszewicza a 2v za Karola Golczewskiego. Studiował filozofię na Uniwersytecie Lwowskim. Brał czynny udział w ruchach patriotycznych, m.in. w czasie Wiosny Ludów. Był członkiem 3 kompanii Legii Akademickiej, co wiadomo z zachowanego opisu strat zmarłych i rannych (wpisany tam jako „ranny w rękę i udo”). Wspomniany jest też w Pamiętnikach 1832 – 1848 Henryka Bogdańskiego. W 1849 roku uczestniczył w kampanii węgierskiej, następnie służył w wojsku austriackim. W 1851 podjął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie 5 lipca 1857 roku uzyskał dyplom doktora medycyny. W latach 1859-1863 pracował jako adiunkt w klinice uniwersyteckiej prof. Józefa Dietla, będąc ponoć najzdolniejszym i ulubionym uczniem Dietla. Zastępował profesora w wykładach, gdy ten został posłem na Sejm i często wyjeżdżał do Lwowa. Falęcki prowadził też praktykę lekarską przy ul. św. Anny 1. Od 1859 roku w porze letniej ordynował w uzdrowisku w Krynicy, organizując dla chorych zakład ćwiczeń gimnastycznych. Oprócz praktyki lekarskiej pisał prace naukowe. Najbardziej znane to O gimnastyce higienicznej i lekarskiej (Warszawa 1863), Szkic semiotyki uroskopowej (Kraków 1865). Cały dochód z wydawnictw przeznaczył dla niezamożnych uczniów Wszechnicy Jagiellońskiej. Ostatnia jego praca to Wyciągi z pism lekarskich zagranicznych, które zamieszczał w Przeglądzie Lekarskim w latach 1867 i 1868. Był też jednym z założycieli Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego, oraz Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i w latach 1862 – 1868 współpracownikiem krakowskiego czasopisma „Przegląd Lekarski”. W czasie powstania styczniowego był lekarzem w sztabie gen. Zygmunta Jordana, w „Batalionie rzeszowskim” majora Jana Popiela i otaczał opieką medyczną powstańców. Brał udział w bitwie pod Komorowem 20.6.1863 roku. W 1868 r. opuścił Kraków i przeniósł się na obszar Królestwa. W 1873 r. zapadł jednak na chorobę ośrodkowego układu nerwowego, która wywołała częściowe porażenie i z powrotem osiadł w Krakowie. W 1877 ożenił się z Marią Sierakowską (siostrą straconego ) i zamieszkał przy ul. Gołębiej nr 188. Żona dzielnie opiekowała się nim aż do śmierci w długoletniej chorobie. Pochowany na Cmentarzu Rakowickim, pas nr 11. "Jego najwybitniejsze i najsympatyczniejsze przymioty, były te, które każdemu mężczyźnie potrzebne, najkonieczniejsze i najwłaściwsze są wojskowemu. Tym który najłatwiejszy był do poznania, najwyraźniej przebijał w każdem jego słowie czy postępku, była prawość i honor. Czuło się, że jest na wskróś prawdziwy, a kiedy swoim bystrym wzrokiem popatrzał komu w oczy albo prędkim energicznym ruchem ścisnął za rękę, zdawało się, że mówi: „jeżeliś ty porządny tak sam jak ja, to możemy z sobą być w zgodzie i wierzyć sobie wzajemnie". Miał dalej piękną, męzką otwartość i śmiałość w słowie i zdaniu, odwagę w niebezpieczeństwie. W uczuciach gorący nie lubił się rozczulać, nie miał nerwów, służył całem sercem ludziom nieszczęśliwym i chorym, nie użalał się nad nimi i nie umiał ich pieścić. Zapału i poświęcenia pełen czy w swoim lekarskim czy w innym obowiązku nie wyrażał ich słowami, ale od siebie jak i od innych żądał uczynków.. Wreszcie przymiot także wojskowy ale bardzo rzadki i cenny, miał zmysł karności i porządku, stały w zdaniu, nie upierał się przy niem i poddawał się kiedy była tego potrzeba, a osobistytych widoków, pragnień, żądń nie miał i nigdy nie pokazał".[St. Tarnowski, wspomnienie pośmiertne]
Ambroży Federowicz
Imię zakonne Ambroży. Urodzony 24.4.1836 Czechy pod Zduńską Wolą jako Ignacy. Zm. 2.6.1913. Kraków. Syn Aleksandra i Anieli Wilczyńskiej. Szkołę podstawową ukończył w 1854 w Wieluniu. Tego samego roku wszedł do zakonu Paulinów na Jasnej Górze, gdzie ukończył studia i przyjął święcenia w 1860. Został wikariuszem parafii Żarki a później kaznodzieją świątecznym Jasnej Góry. Był czynnie zaangażowany patriotycznie, a liczne podróże, w tym przekraczające granicę, sugerują że był zaangażowany w organizację podziemia niepodległościowego. Wygłaszał kazania określane przez władze jako silnie podburzające. 19.7.1863 wojska rosyjskie otoczyły klasztor i aresztowały 26 zakonników - w tym o. Ambrożego. Przebywał w areszcie w Piotrkowie i Cytadeli Warszawskiej. Zwolniony dzięki wstawiennictwu ks. Klemensa Skupniewskiego, administratora diecezji kujawsko-kaliskiej. Przez pewien czas przeniesiony do Jędrzejowa. W listopadzie 1864 władze rosyjskie bardzo poważnie ograniczyły działalność klasztorów, w tym Paulinów, w związku z czym o. Ambroży przeniósł się do Krakowa. Starał się o obywatelstwo austriackie celem możliwości prowadzenia działalności w terenie. Otrzymał je dopiero po 6 latach (co wiązało się z koniecznością przysięgi na wierność cesarzowi). W 1879 został wybrany przeorem krakowskiego zgromadzenia na Skałce. To on rozpoczął tworzenie tu mauzoleum zasłużonych Polaków. W czasie jego działalności przez 4 lata mieszkał na Skałce również św. brat Albert Chmielowski. O. Ambroży wniósł ogromny wkład w odnowienie i poniesienie świetności świątyni krakowskiej. Jednocześnie przez lata pracował nad działalnością Paulinów na Węgrzech. Jest dzisiaj uznawany za twórce tamtejszego zakonu. Brał udział w licznych działaniach o charakterze patriotycznym - jak obchody rocznicy 3 Maja. Od 1905 odsuwał się od działalności zewnętrznej na skutek dolegliwości. Pochowany został w skromny grobie na Rakowicach kw. 25, rz.18.gr.14. Grób nie zachował się.
Bolesław Grzegorz Fiałkowski
Artykuł | Ur. 9.5.1847 Perespa, syn Antoniego, pisarza w dobrach Hagenów i gorzelnika, oraz Antoniny Wodzińskiej. Wg przekazów rodzinnych był "prawnukiem Kościuszki" (czyli jak sądził jego siostry "Julianny" - dotychczas nie zostało to potwierdzone). Po przeniesieniu do Krzywczy, k. Przemyśla i ukończeniu szkoły powszechnej kształcił się na kotlarza. W 1863 wstępuje do powstania wraz z kolegami oraz ojcem. Walczy dzielnie w kawalerii w oddziałach Czachowskiego, Younga, Lelewela, Ćwieka oraz Jagnina. Brał udział w potyczkach i bitwach pod Tomaszowem, Potokami, Biłgorajem, Panasówką, Batorzem, Chełmem, Krasnostawem, Piaskami i Wygodą. Kilka razy ranny. Leczył się m.in. w szpitalu tymczasowym w Przeworsku. 31.1.1864 dostał się do niewoli, więziony w Lublinie skazany na osiedlenie na Syberii do rot aresztanckich do Niżnego Nowgorodu. Trafił do Pskowa. Dzięki wstawiennictwu ks. Ludwika Ruczki, otrzymał pomoc finansową a potem został ułaskawiony (jako poddany austriacki) i powrócił w 2.1866. Podejmował różne prace w tym zarządcy majątków i gorzelnika. Był członkiem Towarzystwa Sztuk Pięknych w Krakowie, Sokoła w Tarnowie i Towarzystwa Gorzelników Polskich. W 1889 rozpoczął pracę w gorzelni Bobrowniki-Bogumiłowice gdzie został kierownikiem. Od 1893 r. dzierżawił majątek Cieklin należący wówczas do Konwentu Norbertanek z Krakowa. Z początkiem 1894 r. zamieszkał z rodziną w Cieklińskim dworze. Niesłusznie posądzony w postępowaniu sądowym w sprawie o podpalenie, chory na serce, zmarł 3.6.1894 w Cieklinie. Został pochowany na miejscowym cmentarzu. Żonaty z Bronisław Dudzińską miał dzieci: Emilię Katarzynę (ur. 23.2.1877 Zadwórze, żonę Kazimierza Łabędzkiego), Jana (mieszkającego Budzie Stalowowolskiej), Kazimierza (ur. 1884 Krystynopol) i Antoniego Bolesława (ur. 2.5.1891 Bobrownie Małe, pułkownika WP, prawd. zamordowanego przez sowietów w 1939, możliwe że w łagrach).
Antoni Modest Filipowski
Ur. 12.6.1842 Kraków u. Długa, dom "Pod Turkiem". Zm. 20.5.1917 Kraków Ojciec: Wojciech z Bębła pod Krakowem, powstaniec listopadowy, zm. 1873. Matka: Helena Zamoyska (Druga żona Wojciecha - mieli 18 dzieci, 6 przeżyło. Z pierwszej żony: Katarzyny miał 5 dzieci, zmarłych młodo.) Antoni wychowany przez dziadka (od wieku 4 -7 lat) Jana Bonawenturę Zamoyskiego. Uczył się w szkole na Kleparzu w Krakowie a potem u św. Barbary (gdzie znał się z Janem Matejką). Z powodu braku środków pracował w Drukarni Uniwersyteckiej UJ. Następnie pracował w drukarniach Józefa Czecha, Jakuba Wywiałkowskiego i Józefa Bendorfa. Przeniósł się do Warszawy gdzie pracował u Józefa Ungera. Tam ożenił się z Dorotą Lengnich. W okresie przedpowstańczym drukował tajne materiały "Ruch" w drukarni "Głosu Kapłana", a potem u oo. Dominikanów. Szczęśliwie uniknął rewizji w przebraniu brata zakonnego. W 1863 wszedł do oddziału powstańczego. Brał udział w akcji w okolicach Serocka, gdzie zabrano kozakom w karczmie 8 koni. Wszedł do oddziału Krysińskiego, brał udział w bitwach pod Żyrzynem i Fajsławicami - gdzie został raniony pałaszem. Zaaresztowany był osadzony na zamku w Lublinie. 19.9.1863 został skazany na dożywotnie zesłanie na Sybir. Marsz rozpoczął z Pawilonu X warszawskiej Cytadeli - przez Petersburg, Moskwę, Niżny Nowogród, Kazań, Perm, Tiumeń, Tobolsk, Tarę, Tomsk, Aczyńsk, Krasnojarsk do wsi Surogan w powiecie aczyńskim. Miał tam mieszkać całe życie, jednakże powrócił do kraju w 1865 pod zarzutem dezercji z wojska austriackiego. Po wcieleniu do armii został natychmiast zwolniony dzięki wstawiennictwu wiceprezydenta Krakowa - Strzeleckiego. Rozpoczął pracę w drukarni w Piekarach na Śląsku, a następnie drukarni Józefa Buszczyńskiego w Toruniu (do 1885). Należał to Towarzystwa Przemysłowego jako bibliotekarz, działał w Towarzystwie Śpiewaczym. W 1885 powrócił do Krakowa, pracował w Rzeszowie w drukarni Edwarda Ewarysta, w Gródku Jagiellońskim i w Radomiu u Jana Kantego Trzebińskieego. W końcu w 1896 przeniósł się do Krakowa, gdzie jego syn Józef był zarządcą Drukarni Uniwersyteckiej. Pochowany na Rakowicach.
Florkowski
czyli jak inni go zwą Frankowski, Frankiewicz lub Frączkiewicz. Zesłany na Sybir, w lipcu 1866 r. w towarzystwie dwóch innych wygnańców, grał na skrzypcach, działo się to w warzelni soli w Kańsku Jeden z oficerów załogi Bakłanów, pojąc czajem towarzyszy, posłał po Florkowskiego, aby mu hulankę urozmaicił grą na skrzypcach. Florkowski nie usłuchał rozkazu, tłumacząc się, że nie jest do tego obowiązanym. O godzinie szóstej tegoż dnia ów oficer Bakłanów, mając dyżurną, przyszedł jak zwykle odczytać spis więźniów i zobaczyć czy są wszyscy. Taki był zaprowadzony porządek, że każdy którego nazwisko odczytano przechodzi na drugą stronę i stawał w następnym szeregu. Gdy odczytano nazwisko Florkowskiego oficer Bakłanów otrzymał cięcie nożem w twarz. Natychmiast pochwycono Florkowskiego jakkolwiek podczas zadania ciosu Bakłanowi Florkowski w drugim już znajdował się szeregu. Sędziowe nie mając dowodów winy orzekli jego niewinność, tym bardziej, że sam Bakłanów uniewinniał go, przypisując winę nieznanemu sprawcy. Generał gubernator Zamiatnin zwołał drugi sąd, który również Florkowskiego uniewinnił. Złożono trzeci sąd, który orzekł, że jedynie w tym razie można by przyznać winę Florkowskiemu, gdyby tenże zeznał, że miał osobistą zawiść do Bakłanowa.Ewaryst Mokrzycki, Polak, urzędnik do szczególnych zleceń, był wyznaczony na tłumacza sądzonego, ponieważ Florkowski po rosyjsku nie umiał. Sąd po różnych zapytaniach spytał m. in. Florkowskiego przez tłumacza, czy tenże do Bakłanowa nie miał zawiści osobistej. Mokrzycki w tłumaczeniu przekręcił pytanie i spytał Florkowskiego: czy Bakłanów więźniów nie krzywdził. Na to pytanie Florkowski potakujące odpowiedział, a sąd oszukany przez tłumacza skazał Florkowskiego na rozstrzelanie. Florkowski nie pozwolił sobie zawiązać oczu i zginął mężnie stojąc, bez najmniejszego jęku, bez najmniejszego skrzywienia twarzy. Moskale z uwielbieniem patrzyli na męczennika mówiąc, że tylko Polak tak umierać zdoła. Moskale znienawidzili Mokrzyckiego nazywając padlec, w ogóle ów Mokrzycki okazał się nikczemnikiem i szpiegiem.
Walery Adolf Formiński
Walery Adolf Formiński Wczorajszej nocy zmarł zasłużony i ukochany towarzysz, W. A. Formiński, weteran powstania 1863 r. i wybitny członek pierwszego Proletariatu, współpracownik Kunickiego, Bardowskiego i Waryńskiego. Tow. Formiński urodził się w 1845 roku i, mając lat niespełna 18, wstąpił w szeregi powstania, w których walczył pod dowództwem Langiewicza. Pierwszą potyczkę stoczył w Szydłowie, gdzie zabrano do niewoli 17 kozaków z bronią, stamtąd udał się z oddziałem do Wąchocka, gdzie stoczono walną bitwę, bijąc oddział rosyjski na głowę. Po dalszych pomyślnych walkach w Ostrowcu i Kunowie oddział, w którym znajdował się Formiński, udał się do klasztoru świętokrzyskiego, gdzie podczas powtórnego sztandaru zaskoczyli powstańców Moskale, lecz z pomocą miejscowych mieszkańców udało się ich odeprzeć. Po klęsce pod Małogoszczem cały oddział Langiewicza przeszedł granicę austriacką, został rozbrojony i internowany. Najsilniejszych wywieziono do Ołomuńca, Formiński jednak został uwięziony w zamku Wawelskim, skąd ratował się ucieczką. Wróciwszy potajemnie do Królestwa, walczył w oddziale Oksińskiego pod Okrężą i Koniecpołem, a po zdradzie i ucieczce Oksińskiego z pod Przedborza dostał się pod dowództwo Chmieleńskiego. Pod jego dowództwem stoczono pomyślną walkę pod Janowem, gdzie wszystkich Rosjan wzięto do niewoli. Formiński był ranny w tych potyczkach trzy razy, walcząc do utraty przytomności. Dostał się wreszcie do niewoli jako kawalerzysta pod dowództwem Rzewuskiego i osadzony w cytadeli, gdzie przesiedział kilkanaście miesięcy do wyroku. Jako małoletni został skazany na wysyłkę do Irkucka na 3 lata, skąd wrócił do Warszawy w roku 1868. W roku 1879 Formiński, zrozumiawszy, że ucisk narodowy idzie w Polsce w parze z uciskiem społecznym, wstąpił do partii „Proletariat”, gdzie pracował do roku 1884. Działalność jego, jak można wnosić z aktu oskarżenia w sprawie „Proletariatu”, z książki zbiorowej „Z pola walki” i z opowiadań żyjących Proletariatczyków, była bardzo ożywiona. Formiński był zwolennikiem politycznego terroru, jak zresztą większość Proletariatczyków. Zawsze odważny, jak przedtem w roku 1863, narażał się przy każdej sposobności i przez swe narażenie się przyczynił się do pomyślnej likwidacji skutków krwawego starcia policji z Dębskim, Sławińskim i Janowiczem w lipcu 1884 roku w mleczarni Henneberga w Warszawie. W październiku 1884 roku Formiński został aresztowany razem z wielu innymi Proletariatczykami i w następnym roku postawiony przed sądem wojennym, który zrazu, z inspiracji Hurki, chciał wszystkich skazać na śmierć. Skazano jednak tylko sześciu, z których dwóch ułaskawiono, zaś Formiński skazany na kilkanaście lat katorgi, został wysłany na Sachalin. Po ukończeniu katorgi Formiński wyjechał do Chabarowska, a potem do Władywostoku i Nikolska Ussuryjskiego, skąd powrócił w grudniu 1914 roku do Warszawy. W Warszawie przebywał Formiński aż do śmierci, która go zmogła w szpitalu Ujazdowskim po rocznej chorobie. Formiński był wzorem prawości i nieskazitelnej uczciwości, to też cieszył się powszechnym szacunkiem. Pamiętam jedną z ostatnich z nim rozmów. Było to półtora roku temu na wieczorku towarzyskim, urządzonym przez Stowarzyszenie byłych Więźniów Politycznych z powodu dziesięciolecia obalenia caratu. Pytałem się go o Stowarzyszenie Weteranów 1863 roku, do którego należał. — Mam kłopoty — mówił — bo często zwracają się do mnie ludzie z prośbą, żebym zaświadczył, iż brał udział w powstaniu, bo chcieliby korzystać z emerytury. Gdy odpowiadam, że nic nie wiem o ich udziale, mówią mi: „Co ci szkodzi? Państwo nie zbankrutuje, gdy jeden więcej dostanie emeryturę. Zrób to dla nas, dla swych przyjaciół”. — A ja przecież robić tego nie mogę. Przysięgałem, że będę mówił prawdę i jakże się będę na starość kłamstwem plamił. Wszystko musi być według sprawiedliwości. Wiem, że sobie niejednego zrażę, ale prawdę muszę cześć przedewszystkiem. Jakże to piękny rys charakteru, zwłaszcza w Polsce, gdzie wszystko się zrobi dla przyjaciół, o ile własna kieszeń na tem nie cierpi, a czasem nawet zyska. Jakże pożytecznym dla Państwa jest taki typ człowieka. Rok temu w grudniu 1927 roku, w 2 tygodnie zaledwie po zjeździe Stowarzyszenia byłych Więźniów Politycznych, gdzie wybrano go na honorowego przewodniczącego, zapadł ciężko na zdrowiu. Odwiedziłem go w szpitalu na początku roku bieżącego. Usiłowałem nawiązać do dawnych wspomnień, ale pamięć go najwidoczniej opuszczała, bo nawet wielu nazwisk powszechnie znanych nie mógł sobie przypomnieć. — Pisałem o tem kiedyś — mówił. Wszystko znajdziecie. Tak, tak, pamiętam. Zwłaszcza Kunickiego pamiętam. To był bardzo szlachetny i czysty człowiek — prawdziwy Proletarjat. A żegnając się czule ze mną mówił: — A może się już nigdy nie zobaczymy? A może to już śmierć? I nie mylił się stary „Proletariatczyk”. Śmierć zbliżała się doń szybkiemi krokami. Przewieziono go staraniem Stowarzyszenia do Buska, ale lekarze przestrzegali, że jedna kąpiel może go o śmierć przyprawić. To też szybko wrócił do warszawskiego szpitala, zaniechawszy kuracji. Gdy mu w listopadzie przyniesiono egzemplarz broszury Dębskiego „Krwawe zajście w mleczarni Henneberga” z dwiema jego podobiznami (obecną i z czasów „Proletariatu”), ucieszył się bardzo i mówił: — Widzę, że o mnie nie zapomniano jeszcze. Przed paru dniami utracił przytomność i umarł w nocy z piątku na sobotę. Formiński był żywą arką przymierza między dawnym ruchem powstańczym a socjalizmem współczesnym. Odczuwał on ten związek instynktem, gdy pisał on w krótkiej autobiografii: Wstąpiłem do Proletariatu, walcząc o wolność narodu. Idei P. P. S-owej został wierny aż do końca. Cześć Jego pamięci!
Strona z 75 < Poprzednia Następna >