Roman Żuliński, ps. "August", "Stary", "Roman Starszy"[3][22]. Ur. 28.2.1833 Warszawa, powieszony 5.8.1864 Warszawa.Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner.Rodzeństwo: Kazimierz, Aleksander, Tadeusz, Józef, Edward, Emilia, Maria, Zofia, Róża.==> Genealogia ŻulińskichBył wcześnie osierocony przez ojca. Matka - "chrześcijanka, umiejąca połączyć religijność z miłością Ojczyzny, jako najwyższym i najszczytniejszym ideałem na ziemi".[9] W 1845 został zapisany do I klasy Gimnazjum w Krakowie, lecz na skutek ukazy o obowiązku nauki w granicach cesarstwa, musiał przenieść się do Królestwa. Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie.[3] "Średniego wzrostu, szatyn, regularnych rysów twarzy, odznaczał się wielkiemi zdolnościami i głęboką nauką. Rodzina, znajomi, koledzy i uczniowie wielbili go; zarówno za wykład umiejętny, jak i za dobroć charakteru, koleżeńskość w postępowaniu, rozsądek praktyczny, czynność niezmordowaną dla każdego kto tylko jego potrzebował pomocy."[1] Był niezwykle bystrym, miał szczególne upodobanie do matematyki i często tłumaczył innym uczniom lekcje profesora. Wielu też bezinteresownie uczył - mając prawdziwe powołanie do zawodu nauczycielskiego. Głęboko religijny, nigdy nie brał udziału w żartach na temat religii lub moralności. Codziennie uczestniczył we Mszy Świętej i raz w miesiącu chodził do spowiedzi.[9] Wbrew informacjom [1][2] nie był absolwentem uniwersytetu moskiewskiego. Planował uczęszczać na Uniwersytet Petersburski, jednak z racji na trudności finansowe matki, nie mogącej utrzymać ze skromnej emerytury 8 dzieci - postanowił pójść do pracy w edukacji.Nauczyciel Instytutu Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie. Pracując tu wydał bardzo przydatne dziełko - kurs arytmetyki do użytku nauczycieli szkół elementarnych wg metody Diesterwega. Po dwóch latach otrzymał stanowisko nauczyciela matematyki i geografii przy szkole tzw powiatowej przy ul Królewskiej w Warszawie.[9] W 1859 wydał "Zasady rachunku różniczkowego i całkowego"[7]. Nauczyciel 1. Szkoły Powiatowej Realnej w Warszawie, członek Komitetu Szkół Rzemieślniczych w Warszawie. Członek Towarzystwa Dobroczynności.[3] Nauczyciel matematyki przy pierwszym gimnazjum[1], "Zdolny i wykształcony wywierał wielki wpływ na młodzież i pozyskał jej zaufanie. Wpływał na zakładanie szkółek wieczornych, na których popularnymi wykładami wzniecał młodzież rzemieślniczą."[4]W czasie manifestacji patriotycznych 1861 roku zajmował stanowisko pełne rozsądku, naciskając na kształcenie miejskie i wiejskie. Zapytany o to co robić odpowiedział: „Po wezwaniu Boga na pomoc, przedewszystkiém lud ubogi, tak miejski jak wiejski oświecać potrzeba. Dać poznanie prawdy i zamiłowanie cnoty naszemu prostemu ludowi, który jest większą częścią narodu naszego, a który w ciemności i niemoralności dotąd Moskwa pogrążyć usiłowała.“[9] Zaangażował się więc gorliwie w system zakładania szkółek wiejskich, ludowych. Był też wówczas członkiem Towarzystwa Dobroczynności i członkiem czytelni bezpłatnych założonych przez Tadeusza Lubomirskiego.[9] W 1862 zorganizował Szkoły Wieczorne dla rzemieślników, gdzie wykładano m.in język polski i higienę. Sam wykładał w nich, a jego wykłady cieszyły się tak ogromnym zainteresowaniem że władze moskiewskie zaczęły zabiegać o ich zamknięcie.Był wielce czynnym przy zakładaniu tajnego Towarzystwa Nauczycieli Gimnazjalnych i Pedagogów. Gdy Wielopolski na skutek manifestacji w I gimnazjum kazał zamknąć klasę V, Żuliński urządził dla nich lekcje z kontynuacją nauki.[9] "Wszędzie gdzie tylko się zjawił zachęcał do nauki, do działania; urządzał szkółki niedzielne, ochronki, szkółki wieczorne; z niewyczerpanem poświęceniem i z łatwością popularnego wykładu pracował bezinteresownie dla bliźnich, a w kółkach znajomych orzeźwiał konwersacją zawsze pełną nauki i rzeczywistego pożytku."[1]Już w 1863 zaangażował się w tworzenie szkółek dla sług, pod pozorem instytucji dobroczynnych przy ochronkach. W krótkim czasie uczęszczało na te wykład 800 osób. Prezesem wydziału naukowe przy Towarzystwie Dobroczynności został Józef Kraszewski a Roman Żuliński był jego zastępcą. Zaś po wyjeździe prezesa do Krakowa - został nim obrany Roman.Przed Powstaniem robił wszystko, aby nie wybuchło ono zbyt wcześnie. Należał do Koła wraz Z Jurgensem i Ruprechtem. W czasie Powstania pełnił odpowiedzialne funkcje. W II Rządzie Narodowym (Agatona Gillera) działał przy Awejdzie w Wydziale Administracji.[9] W ciągu kilku tygodnie zorganizował w całym kraju pocztę powstańczą.[22] W IV RN był przy Rafale Krajewskim jednym z 4 referentów Wydziału Spraw Wewnętrznych, będąc odpowiedzialny za woj. płockie i augustowskie. Następnie został powołany we wrześniu na dyrektora Wydziału Komunikacji i Ekspedycji - doprowadzając do przeorganizowania i regulacji całego wydziału. Współpracując z Romualdem Trauguttem kierował wydziałem ekspedytury aż do 3.3.1864. Był on bezpośrednim wykonawcą poleceń rządu narodowego w przedmiocie wysyłania korespondencji złoczyńców, utworów literackich treści podburzającej i innych przedmiotów zakazanych do różnych miejsc Królestwa Polskiego, jednocześnie zaś ukrywał w różnych miejscach w Warszawie papiery i przedmioty zakazane i pod tym względem rozporządzał wedle własnego uznania.[21] Nie skorzystał z możliwości ucieczki za granicę, wiedząc że może zostać aresztowany - mówi "I niebo jest bliższe w ojczystej ziemi".[2][4][9]Aresztowany został razem z bratem Aleksandrem, dawał mu w czasie drogi do aresztu wskazów jak postępować. Więziony na Pawiaku i Cytadeli. Pomimo męczarni zadawanych mu przez Tuchałkę wytrwał przy tym co powiedział: "Nic wam nie powiem, bo was nie uznaję, możecie mnie tak podle traktować, jak to dotąd czynicie, nic to nie pomoże, zabić mnie możecie, ale nie sądzić!"[4] Skazany na śmierć przez powieszenie. W przeddzień wykonania zezwolono na widzenie z matką i rodziną - podtrzymywał ich na duchu, instruował jak wychowywać dzieci i prosił o nazwanie nowo-narodzonej siostrzenicy imieniem Basia - po jego matce. Wyrok wykonano na stokach Cytadeli.[3] Powieszony 5.8.1864 razem z Trauguttem, Krajewskim, Toczyńskim i Jeziorańskim. W ostatniej drodze towarzyszył mu o. kapucyn Szymanowski, który poprosił o podarowanie mu modlitewnika. Wg jego słów Roman Żuliński umarł "czysty jak święty i jak święty zginął". Ksiądz przekazał matce szkaplerz i medaliki, w których kazała się pochować. podał też rodzinie listy pożegnalne, w których Żuliński pisał m.in."... żegnam Was nie na długo, bo i najdłuższe życie jest chwilką tylko ... Nie upadajcie, ja przy Was będę duchem, z tą samą miłością serdeczną do Was, z jaką ten świat opuszczam. (...) nie płaczcie, tak jak ja w téj chwili, nie przestając was kochać, nie płaczę, lecz z wiarą w przyszłe życie mam nadzieję, że Bóg nas kiedyś razem połączy ..... Ja szczęśliwszy od was .... i tylko jedna boleść moje serce przepełnia, a tą jest wasza boleść. Ale najdrożsi, czyli nie lepiéj, nie lżéj wyprawiać się obok kapłana i świętymi sakramentami wzmocnionemu w drogę wieczności i pokoju trwałego, jak opuszczać dom rodzinny, zrywając węzły najdroższe rodzinnego życia, (...) Nie martwcie się, że nie będziecie mogli na grobie moim odmówić pacierza za duszę moję. Grób mój, to cała nasza biedna ojczysta ziemia niechaj będzie dla Was, i gdziekolwiek za duszę moją westchniecie, zawsze tęż samą pomoc dacie dla duszy i pokój popiołom moim będzie.“[9]Ciała 5 powieszonych członków Rządu Narodowego Moskale zakopali w fosie Cytadeli, zasypali wapnem i wyrównali aby nie było wiadomo gdzie spoczywają. W ramach prac poszukiwawczych w XX wieku znaleziono 2 takie pochówki 5 osób, niestety stan zachowania nie pozwolił stwierdzić które należały do powieszonych tego dnia. Domniemane szczątki spoczywają w klasztorze oo. Kamedułów na Bielanach w Warszawie.[11] Miejsce kaźni symbolizuje dzisiaj Krzyż Traugutta. Na grobie Alojzy Traugutt na Warszawskich Powązkach znajduje się tablica pamięci wszystkich 5 powieszonych członków Rządu Narodowego. Dokładnie co do dnia pół wieku później z Oleandrów wyruszyła I Kadrowa.[10]W 1893 roku została wydana "Litania do Najświętszej Panny" jego autorstwa - "Pieśń osnuta na Litanii Loretańskiej". Na tej Litanii w swojej książeczce do nabożeństwa, zaznaczał przy każdym wezwaniu kolejne szczególne dni od uwięzienia, przez wszystkie znęcania się aż do dnia egzekucji. Dzień kaźnie oznaczył przy ostatnim wezwaniu.[19]