Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1683
Strona z 43 < Poprzednia Następna >
Antoni Schmidt
[herb=Schmidt]Antoni Schmidt, h. prawd. {{Schmidt}}, ps. Kosa. Ur. 15.6.1837, zm. 20.12.1917. Syn Ernesta, zawiadowcy i inspektora zakładów hutniczych, m.in w Suchedniowie i Heleny Macherzyńskiej (ciotka Stefana Żeromskiego). Bracia Julian i Leon Władysław również walczyli w Powstaniu. Obaj zginęli. Zaś był kwatermistrzem powstańczym (chrzestnym Stefana Żeromskiego). Miał jeszcze brata Karola Kajetana Hieronima urodzonego w Krakowie, oraz siostry Emilię Sewerynę, Matyldę Stefanię Dorotę Mariannę urodzone w Suchedniowie i Helenę zamężną z Kucharskim. Pochodził z rodziny szlacheckiej z rejonu świętokrzyskiego. Jego dziad - Bogumił (Christian Gotlieb) Schmidt był budowniczym zakładu hutniczego w Samsonowie. Matka wpajała w dzieci olbrzymi patriotyzm. Antoni studiował na Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie na Wydziale Farmaceutycznym. Prowizor apteczny u Wincentego Karpińskiego w Warszawie przy ul. Elektoralnej. Już w 1862 był setnikiem formujących się wojsk narodowych. Zamawiał też urządzenia, granaty ręczne, butelki z fosforem przeznaczone do podpalania, mające służyć do dokonywania zamachów na osoby stojące na czele władz moskiewskich w Polsce, oraz do walki z wojskiem moskiewskim w chwili wybuchu powstania ogólnego. W Powstaniu zbierał też podatek narodowy, brał udział w walkach pod Siemiatyczami. Zarządzał kancelarią Żandarmów narodowych - tzw "sztyletników". Mieszkał i był zarządcą w domu Ekkerta. Wraz z bratem ciotecznym produkowali tam gaz trujący w tajnym laboratorium w oranżerii tego domu. Granaty, bomby zapalające Orsiniego, tzw "maszyny piekielne" - pierwszy raz użyte w Polsce wytwarzali w fabryce wyrobów żelaznych na Solcu. Przygotowane materiały zamurowywali w piwnicy oraz w podziemiach Szpitala Dzieciątka Jezus. 19.9.1863 w czasie zamachu na namiestnika gen. Fiodora Berga bomby te i płyn fosforyczny były zrzucone z okien pałacu hr. Zamojskiego. Jego bomb użyto też 18.10.1863 podczas podpalenia Ratusza na Placu Teatralnym mającym zniszczyć kompromitujące dokumenty dochodzeniowe. Przechowywał również mundury dla powstańców i zapasy druków oraz odezw rewolucyjnych. W październiku 1863 został głównym dowodzącym zakładami chemicznymi Rządu Narodowego i "przybocznej apteki". Produkował trucizny, samozapalające się ładunki, materiały wybuchowe. Wraz z Boryskiem, absolwentem Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie, popularnie zwany w organizacji powstańczej ,,Kakodyl“ — truciznę, przeznaczoną do zgładzania zdrajców Narodu, zatruwania studni wojskowych itp. (Nie została użyta). W 1.1864 został zaaresztowany, oskarżony o udział w zamachu i w sierpniu skazany na karę śmierci. Był to wyrok wykonywany 2 tygodnie po powieszeniu członków Rządu Narodowego. Na śmierć prowadził go ten sam kapłan - kapucyn, który prowadził Romualda Traugutta. Pod szubienicą wyrok dla niego i zamieniono na 20 lat prac w kopalniach Akatui na Syberii. Wyrok ów miał być wręczony - moskiewskim zwyczajem już po wyroku, lecz podobno wykradł do Gruzin książę Zankis, którego Landowski niegdyś pojmał i puścił wolnym na słowo, że przeciwko wolnej Polsce walczyć nie będzie. Kapłan uradowany z ułaskawienia przekazał Schmidtowi krzyżyk Traugutta. (Krzyż ten przez m. Dubieckiego trafił potem do wdowy po dyktatorze - później zaginął). W zaliczeniu kary mieszkał przez pewien czas w Irkucku, gdzie razem z M. Hartungiem i C. Kałusowskim prowadzili fabrykę wód mineralnych. W 1877 został przeniesiony na Jekaterynosławia. Tam ożenił się z Zofią Kołudzką, córką kolegi zesłańca. W 1883 powrócił do kraju. Z Syberii, jak pisał Stefan Żeromski, wrócił "patryotą tysiąc razy gorętszym niż pojechał". Zamieszkał u brata Ignacego w Górnie. W 1898 przeniósł się do Krążka - osiedla górniczego koło Bolesławia. Prowadził tu aptekę, którą prowadził aż do śmierci. Jest pochowany w Bolesławiu, na cmentarzu parafialnym wraz z żoną. Dzieci: 1. Lucjan Mieczysław, ur. 1878 Jekaterynosław +(1905 Kraków) Jadwiga Węgłowska[7] 2. Julian [9] 3. Stefan, ur. 1885 Warszawa +(1822 Olkusz) Stefania Drozd[8]
Antoni Schmidt
prowizor z apteki Karpińskiego, po wstąpieniu do organizacji rewolucyjnej, zbierał podatki na cele powstania i był zarządzają cym zakładami chemicznemi Rządu Narodowego. W tym charakterze brał on udział w zamachu, dokonanym na życie namiestnika hr. Berga, gdyż przechowywał u siebie bomby Orsiniego i płyn fosforyczny, który podczas zamachu był rozlany z okien pałacu hr. Zamojskiego. Z polecenia naczelnika policji powstańczej Jana Karłowicza Schmidt zamawiał maszyny piekielne i granaty ręczne, mające służyć do dokonywania za machów na osoby stojące na czele władz moskiewskich w Polsce, oraz do walki z wojskiem moskiewskiem w chwili wybuchu powstania ogólnego. Maszyny te piekielne wraz z inną bronią żandarmów powstańczych, t, z w. sztyletników, zamurował Schmidt w piwnicy domu Ekkerta, gdzie mieszkał i był rządcą. Schmidt również nabył i przechowywał butelki z fosforem, przeznaczone do podpalam W październiku 1863 r. przygotował wraz z Boryskiem, absolwentem Akademji Medyko-Chirurgicznej w Warszawie, t. zw, popularnie w organizacji powstańczej ,,Kakodyl“ — truciznę, przeznaczoną do zgładzania zdrajców Narodu. Schmidt przechowywał również mundury dla powstańców i zapasy druków oraz odezw rewolucyjnych. Moskiewski audytorjat połowy w dniu 13 sierpnia 1864 r. skazał Schmidta na śmierć przez powieszenie. Namiestnik Berg wyrok w dniu 15 sierpnia tegoż roku zatwierdził i polecił go wykonać dnia 17 sierpnia o godz. 10-ej rano na stokach Cytadeli Warszawskiej. Lecz tegoż dnia Berg zmienił swoją decyzję i postanowił, aby po dokonaniu nad skazańcem obrzędu kary śmierci i podprowadzeniu go pod szubienicę, ogłosić mu, że życie ma darowane, a następnie zesłać go na dwadzieścia lat do katorgi na Sybir, Tak się też i stało.
Henryk Schmitt
Ur. 5.7.1817 Lwów, zm. 16.10.1883 Lwów. Syn rzeźnika. Studiował filologię na Uniwersytecie Lwowskim Jana Kazimierza. Historyk, publicysta, bibliotekarz. Wiezień stanu w 1846 roku, skazany na śmierć, lecz potem ułaskawiony. Bibliotekarz zbiorów rodziny Pawlikowskich. Członek honorowy Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Żonaty z Leokadią Mitraszewską. Syn: Mieczysław. Pracował w organizacji lwowskiej. Należał do grupy "czerwonych". Działał w redakcji pisma "Prawda". W dodatku do Gońca z 30.5.1863 ogłosił rozprawę "Kilka uwag do sposobu prowadzenia dziś wojny w Polsce". W jego mieszkaniu na ul. Zimorowicza 3 "Dom Turasiewicza-Koralnika"[3], odbywały się często spotkania Wydziału Miejskiego organizacji. Był też członkiem organizacji (został nim w lipcu lub sierpniu 1863). Wg. Zienkowicza brał udział w przygotowaniu ustawy organizacyjno-policyjnej z dnia 14.9.1863. Był głównym organizatorem ucieczki z więzienia Milowicza.[3] 28.11.1863 właściciel Hotelu "Pod Różą" w Krakowie upominał się że Henryk Schmitt, mianujący się byłym komisarzem wojennym przebywał u niego i nie zapłacił, pozostając winnym 226 złr. i 67 c.. W lutym 1864 zadenuncjowany prawd. przez Pawlewicza (który wyjechał potem do Rosji) odbyła się w jego mieszkaniu rewizja. Dokumenty zdołano spalić, ukryć bądź wynieść. Pomimo to został jednak skazany na rok więzienia (lub wg innych na 14 dni zaostrzonego więzienia).[4] Skazana została też jego żona. Aresztu uniknęli wyjeżdżając ze Lwowa. Rozłączył się z żoną która udała się do Bilcza do rodziny Celestyna Chołodeckiego, sam zaś z Wróblowic Tarnowskich, przez Mościska, Tarnów, Wadowice, Białę, Ołomuniec i Pragę do Cieplic gdzie przemknął się przez granicę i przedostał do Paryża. Został zaproszony przez Agatona Gillera do współredagowania dziennika "Ojczyzna". Wydał tam też broszurę analizując sprawy zaangażowania patriotycznego. Z emigracji wrócili po amnestii. Po powrocie inspektor Rady Szkolnej Krajowej we Lwowie. Zdrajca Kaczkowski opisywał go: "błazen pierwszego rzędu, który wszakże teraz dopiero po raz pierwszy sam się o tym przekonał"[2] Zmarł w nocy. Całe życie poświęcił dla ratowania Ojczyzny, a służba ta nie była na pokaz. Pogrzeb zgromadził 30.000 ludzi. Wieńców było 40. Żona zmarła pół roku później. Oprócz grobu na Łyczakowie miał też tablicę u oo. Dominikanów we Lwowie. Żona: Leokadia Mitraszewska h. Nałęcz. Syn Mieczysław.[4]
Emilia Sczaniecka
Ur- 20.5.1804 Brody, zm. 11.5.1896 Pakosław. Córka Łukasza i Weroniki. Trzecia z pięciorga rodzeństwa. Po śmierci ojca w 1810 rodzina przeprowadziła się do Poznania. Wraz z siostrą Nimfą uczyła się w pensji żeńskiej pod kierownictwem J.S. Kaulfussa. Po zamknięciu pensji obie siostry uczyły się w zakładzie państwa Trimaille, a potem w żeńskiej szkole Reida, gdzie dołączyła do nich Kordula. Po śmierci matki w 1819 opiekę nad dziećmi przejęła babka Anastazja, wtedy też starsze siostry rozpoczęły naukę na francuskiej pensji Laforgue w Dreźnie. W 1823 przejęła własność: Pakosław, Michorzewo i Michorzewko. W tym czasie prowadziła bogate życie towarzyskie, była związana z Karolem Marcinkowskim, ale do końca życia pozostała w stanie panieńskim. W przeddzień powstania listopadowego mieszkała i gospodarowała w Pakosławiu. Po otrzymaniu listu od swego brata Konstantego, wzięła na siebie różne zadania patriotyczne. Przekazała 1000 dolarów na nowo tworzącą się armię, stanęła na czele Kobiecego Komitetu Pomocy Powstańcom. Potem wstąpiła do Towarzystwa Dobroczynności Patriotycznej Kobiet, które zajmowało się pracą charytatywną, zaopatrzeniową i samarytańską - gromadzono fundusze, środki opatrunkowe, organizowano lazarety, opatrywano rannych, organizowano transport. Nauczyła się kierować lazaretem, udzielać pomocy rannym i zdobyła doświadczenie w pracy organizacyjnej. Po powstaniu listopadowym zamieszkała u Nimfy w Chraplewie. Została skazana na konfiskatę majątku i sześciomiesięczną karę więzienia. 9.2.1833 została ułaskawiona. Po powrocie do Pakosławia uruchomiła szkołę dla dzieci i szpital. W tym czasie była zaangażowana w działalność konspiracyjną na terenie Wielkopolski i utrzymywała kontakty z emigracją. 8.2.1835 przyznano jej złoty medal ''Dobroczyńcy ludzkości''. W tym samym roku umarła jej babka, rok później brat Stanisław i przyjaciółka Klaudyna Potocka, a w trzy lata później siostra Nimfa. W latach 1839-1844 Emilia podróżowała po świecie, była m.in. w Londynie, Paryżu i Włoszech. W czasie Wiosny Ludów pracowała głównie w lazaretach - opiekowała się rannymi, odpowiadała za finanse i zaopatrzenie placówki. W 1861 wprowadziła w swoich dobrach nowatorski pomysł premiowania pracowitości oraz wspierania w nieszczęściu. Podczas powstania styczniowego również wykonywała tę pracę co w 1848 - mimo nie najlepszego stanu zdrowia organizowała pomoc rannym, zajmowała się opieką nad podległymi jej szpitalami, działalnością dobroczynną, udzielaniem wsparcia więźniom, sierotom i wdowom. Działała w Wielkopolskim Komitecie Niewiast, tworzyła lazaret w Strzelnie, zajmowała się zaopatrzeniem lazaretów, jeździła na pola walki, opatrywała i transportowała rannych, wielokrotnie przejeżdżała przez granicę w okolicach Strzelna, dojeżdżała m.in. do Nowej Wsi, Brdowa, Skulska, Wilczyna, Ignacewa, Ruszkowa, Kramska. Organizowała pomoc rannym wychodzącym ze szpitali, angażowała się w obronę więzionych, pomagała emigrantom. W 1870 zmarła Kordula Sczaniecka, a w 1873 Konstanty. W 1877 Emilia założyła ochronkę dla dzieci w Pakosławiu, która w przeciwieństwie do szkoły czynna była od wiosny do późnej jesieni, a w 1886 w Michorzewie i Michorzewku. Była współorganizatorką Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Dziewcząt Czynna do ostatnich chwil swego życia. W swej ostatniej woli wyraża życzenie, aby pochować ją w Michorzewie, ''w prostej jesionowej trumnie, wśród grobów, gdzie prosty lud grzebano'' biedakom na pogrzebie rozdać po marce a pewnej biednej rodzinie 900 marek..
Jan Sendek
Jan Sendek, naczelnik oddziału wojsk polskich, poległ w boju z Moskalami dnia 21. sierpnia , w zaszłym pomiędzy stacjami pocztowemi Budką a Wejwerami w województwie augustowskiem. Jan Sendek rodem z Kongresówki, był synem pułkownika, który od prostego żołnierza w armii Napoleona dosłużył się tego stopnia. Po ukończeniu szkół w Szczebrzeszynie, zajmował się początkowo gospodarstwem rolnem, a gdy się rozpoczęła budowa drogi żelaznej petorsburgsko-warszawskiej, przyjął zobowiązania w głównem przedsiębiorstwie Skwarcowa i w różnych punktach różne pełnił obowiązki, ostatecznie zaś t. j. roku 1861, 1862, 1863 osiadł w Starych Trokach na Litwie, 5 wiorst od stacji drogi żelaznej Landwarowa, gdzie ukańczał roboty około drogi żelaznej, do jakich było przedsiębiorstwo zobowiązane. We wszystkich czynnościach odznaczał się sumiennością w pełnieniu obowiązków, a z kolegami serdecznem pożyciem, za co też otaczała go przełożonych, równych i podkomendnych miłość i szacunek. W początkach wypadków, t. j. 1861 r., gdzie tylko miał sposobność, starał się w nich uczestniczyć, a czynił to bez żadnego afiszowania swojej działalności, w która to wadę wielu popadło. Jak tylko o powstaniu w Kongresówce wieść na Litwę przybiegła, Jan Sandek stał się czynniejszym, jednakże nie chciał przyjmować urzędu w organizacji narodowej, prosząc tylko o rozporządzenie dorywcze sobą. Wkrótce i Litwa wrogowi w obronie wspólnej ojczyzny śmiało stawiła czoło. Sendek stał sic bardzo użytecznym, utrzymując wszelkie komunikacje między oddziałami wojsk polskich, działających w powiecie trockim, a władzami narodowemi. Oddziałki małe, idące z Wilna w posiłku Narbutowi, Wysłouchowi i innym, szczęśliwie kilkakrotnie sam do punktu doprowadzał. Z początkiem miesiąca lipca władza narodowa otrzymała wiadomość, że Sendek wystąpił czynnie na polu walki. Na czele oddziału ze 120 ludzi dobrze uzbrojonych, po największej części z czeladzi dworskiej i włościan złożonego, który sformował i zaopatrzył w broń własnem staraniem. Nie będąc w wojsku, zorganizował dobrze swój oddział, poprowadził kilka razy do boju, zadaje klęskę Moskalom. Wkrótce do 200 powiększył oddział, zjednał sobie przywiązanie podkomendnych, i umiał tak potrzebna w wojsku utrzymać subordynacje. Nacisk wojska moskiewskiego zmusił wraz z innymi naczelnikami oddziałów w powiecie trockim wkroczyć do województwa augustowskiego, gdzie w 33. roku życia na polu boju śmierć znalazł. Pokój duszy jego!
Jan Sendek
Ur. ok. 1830. Wieku lat 33, rodem z Kongresówki, syn pułkownika z armii Napoleona I. Skończył szkoły w Szczebrzeszynie i zajmował się gospodarstwem rolnem, a gdy się rozpoczęła budowa kolei Petersburgsko-Warszawskiej, przyjął zobowiązanie w głównem przedsiębiorstwie Skwarcowa, i w różnych punktach, różne pełnił obowiązki. Ostatecznie zaś w r. 1861, 62 i 63 osiadł w Starych Trokach na Litwie, kończąc roboty około drogi żelaznej. Lubo tak trudnem obarczony zajęciem, jednak w pracach około sprawy narodowej czynny brał udział, i to tak zręcznie i umiejętnie, że nigdy moskwa nie byłaby go posądziła o nic. Gdy powstanie wybuchło śp. Jan stał się czynniejszym i nie chciał przyjmować żadnego urzędu W organizacyi narodowej, prosząc tylko o przyjęcie swych usług. Niezmiernie też był użytecznym w utrzymywaniu wszelkiej komunikacyi między oddziałami polskich wojsk działających w powiecie Trockim, a władzami narodowemi. Małe oddziałki z Wilna idące w posiłku Narbutowi, Wisłouchowi i innym, kilkakrotnie sam do punktów oznaczonych doprowadzał, nareszcie w Lipcu sformował swoim kosztem i uzbroił oddział ze 120tu ludzi, złożony z samej prawie czeladzi dworskiej i włościan, i objął nad nim dowództwo, zadając po kilka razy klęskę nieprzyjacielowi: w niedługim czasie oddział swój powiększył do 200 ludzi, w których umiał utrzymać karność i posłuszeństwo. Nacisk i nieustanne ściganie przeważającego nieprzyjaciela, zmusiły go wraz z innymi naczelnikami oddziałów, wkroczyć do Województwa Augustowskiego, w krótkim też czasie, po swem tam przybyciu przyjął bitwę 21 Sierpnia 1863 r., pomiędzy stacjami Budką a Wejwerami i w niej ugodzony kulą i 22 pchnięć bagnetami otrzymawszy, życie zakończył (Nekrolog, Czas 15 Października 1863 r.)
Franciszek Karol Siekierzyński
syn Karola, członek honorowy i pierwszy prezes Wileńskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, właściciel apteki w Wilnie, urodził się w dniu 16 stycznia 1846 r. we wsi Masłowicy ziemi Piotrkowskiej. Nauki pobierał w Szkole realnej w Piotrkowie, w 1864 r. wstąpił jako uczeń do apteki w Nowo-Radomsku. W styczniu 1863 r. zaciągnął się, jako ochotnik, do partji pułkownika Cieszkowskiego, należącej do oddziału Langiewicza, który formował się w dobrach hr. Ostrowskiego w fabrycznej wsi Sielniczce, Partja ta kryła się w sąsiednich lasach, odbywała musztry i często swemi manewrami niepokoiła wojska rosyj skie jako też i sama była przez nie niepokojona. Przyjmował udział w potyczkach po raz pierwszy w dobrach hr. Ostrowskiego z. Piotrkowskiej, a na stępnie w marcu pod Łazami, stacją Kolei Warszaw- sko-Wiedeńskiej i w lipcu pod Janowem i Złotym Po tokiem — tu oddział został rozbity i wraz z większo ścią uczestników został on wzięty do niewoli. Narazie więziony był w Wieluniu, a następnie odesłany do Cytadeli w Warszawie. Skazany został na 1 rok rot aresztanckich w Wiatce, a następnie na osiedlenie w gubernji Jenisiejskiej. Po odbyciu rot aresztanckich w czasie podróży na Syberję, szczęśliwym trafem napotkał zesłańca Ks. Barabasza (znającego rodzinę Siek.ierzyńskich), który polecił skazańca opiece Zielińskiego, zacnego i wielce szanowanego aptekarza w Krasnojarsku, a ten ostatni, dzięki swym wpływom, wyjednał po zwolenie pozostania w Krasnojarsku i następnie do wstąpienia do apteki dla ukończenia praktyki rozpo czętej. W roku 1868 jako niepełnoletni uczestnik po wstania został ułaskawiony i pozwolono mu wrócić do kraju. Po powrocie składa egzamina pomocnikow- skie, następnie w 1873 roku prowizorskie w Warsza wie, a w 1876 r, przenosi się na stałe do Wilna, dzierżawi aptekę na Zarzeczu, następnie nabywa ją na własność.
Siemaszko
Dwaj bracia Siemaszki. Synowie księdza unickiego na Ukrainie, rodzeni bracia — synowie jednej matki, wspólnej ojczyzny, obaj po wołani do piastowania i szerzenia stówa Chrystusowego — jakże wywiązali się z zadania swego kapłańskiego i z zadania, które każdy prawy syn uciemiężonego narodu z dniem urodzeniu swego przynosi z sobą? Oto jeden z nich, brat starszy, staje się męczennikiem za wiarę i naród — męczeńską koroną zdobi koniec żywota ciężkiego, pełnego prześladowania. Drugi? — O! zaprawdę na samo wspomnienie o czynach tego odstępcy, ręka drży i myśl ucieka przerażona czynami tej duszy pokalanej, tego serca, w którem nie tylko że nie było ani iskierki kapłaństwa, ale nawet litości pospolitego człowieka daremnieby tam chciał kto znaleźć. Lecz wróćmy się do starszego księdza Siemaszki, czcigodnego kapłana, którego ręce barbarzyńców w obecnem narodowem powstaniu zamordowały. Przejdziemy tu w krótkości choć w części, o ile nam wiadomy, żywot kapłana męczennika. Nie od dzisiaj toczy się walka na zabój z ciemiężycielami wolności i ducha religji katatolickiej. Za Iwana Groźnego, którego Moskale nazywali Gordyj (dumny) rozdzieliły się metropolie unicka od szyzmatyckiej. — W owych czasach zlewał właśnie Zygmunt August Litwę z Polską, kiedy wnuk Iwana Groźnego, Iwan Okrutny był założycielem tronu dla Katarzyny bez bożnej i dzikiego Mikołaja. Że umieli carowie ci być wykonawcami raz powziętej myśli, najlepszym dowodem panowanie ich w Polsce; panowanie, pod którem ulegać musiało wszystko przemocy brutalnej cara, co było tylko polskie i katolickiego wyznania, bo inaczej czekał każde go los podobny, jakiego doznał czcigodny nasz kapłan Siemaszko. Po upadku powstania w r. 1831, był już biskup Siemaszko, brat starszy, jawnym apostatą i narzędziem piekielnem cara Mikołaja ku nawracaniu unitów do szyzmy. Tak więc, brat rodzony staje się zarazem sędzią okropnym, bo nawet na krew własną się targa, skazując samowładnemi wyrokami wszystkich wytrwałych w wierze katolickiej na kary i prześladowania. Pleban Siemaszko zapytany wtedy przez rząd, czy przejdzie na szyzmę ? — trwał przy danej raz odpowiedzi, że wytrwa przy wierze katolickiej, za co zesłanym został na Sybir. Tu dopiero zaczynają się prawdziwe tortury czcigodnego kapłana Chrystusowego. Tam co roku regularnie wiedli go przed sędziów i piszczyków i zadawali mu ciągle te pytania: Czy przechodzisz na szyzmę? — Nie! była zawsze stanowcza odpowiedź. — Zostaniesz biskupem, przechodź 1 szeptali jak szatany. — Nie, za nic ja się mojej ojczyzny i wiary nie wyrzeknę, odpowiadał świątobliwy kapłan — i prze trwał tak lat dwadzieścia. Po tylu latach męki i pokus - szatańskich, pozwolono mu w końcu wrócić do kraju: z powrotem jednak wy znaczono mu miejsce pobytu w Miropolu (na Wołyniu). Chociaż w niewoli, bo i tu był prześladowany, nie mógł jednak sędziwy kapłan spokojnie zakończyć żywota. Stał się jedną ofiarą więcej w ogólnej męce narodowej. Nie zadrżał jednak przed męką, choć srebrny włos po bielił już głowę starca, znękaną tyloma treskami. Wiadome niepowodzenie w powstaniu obecnem na Wołyniu, przyspieszyło śmierć męczeńską 70-letniego kapłana. Rząd moskiewski uciekający się do niesłychanych knowań piekielnych, starał się znowu podburzyć lud ciemny i użyć go jako narzędzie do przytłumienia budzącej się wolności. Różnica wyznań była ku temu celowi je dnym z najpierwszych środków: w samej rzeczy, powiodło się tyra wysłannikom piekła w niektórych okolicach to przemocą i groźbą, to obietnicami i hojnem szafowa niem gorzałki obałamucić lud ciemny. Tym to sposobem prześladowcy wolności i ducha narodowego w ziemiach ruskich, szukając dla siebie ofiar, starali się odnieść tryumf i wykorzenić wszystko, co katolicyzmow i wierne. Po upadku Różyckiego, tłuszcze sformowane przez sprawników żądnych chrestów z popami na czele, wpadały do domów i wywlekając ofiary niewinne, mordo wały je. Ksiądz Siemaszko, którego żywot pełen zasług, i przeszłość zalecająca go do poszanowania, był naturalnie w nienawiści u popów szyzmatyckich. Nadarzyła się więc dobra sposobność do zasłużenia się carowi i nasycenia własnej nienawiści. Dnia 15. maja b. r. rozległy się głosy podpitych chłopów z popem na czele, źe ksiądz Siemaszko w Miropolu jest także buntowszczykiem, bo jest wyznania katolicko-unickiego. I zgraja kozaków ze sprawnikiem na czele obstąpiła dom sędziwego kapłana, który ku swo jej obronie wyszedł tylko z krzyżem w ręku, zdając się na opiekę Ukrzyżowanego. Poskoczył kozak z piką na bezbronnego kapłana — on podniósł krzyż w górę wzywając Boga na świadka tylu bezprawi, a pika kozacka zsunęła się nie zadawszy mu ciosu zamierzonego.— Wtedy wystąpił pop ze sprawnikiem wzywając starca, ażeby porzucił swoją wiarę i przeszedł na szyzmę, oddawszy cześć carowi, jako namiestnikowi Chrystusa. Lecz czcigodny kapłan odparł z godnością, że go żadne groźby nie zniewolą do tego. — Tu dopiero zaczęli ci okrutnicy znęcać się nad kapłanem, który z Chrystusową prawdziwie cierpliwością znosił wszelkie męki. Z pomiędzy opiłej zgrai przyskoczył nareszcie chłop i ciął go z boku w głowę — i trysnęła krew, krew męczennika za wiarę. I zaprawdę wyglądał ów starzec kapłan ze srebrnym włosem jak święty—poświęcony krwią swoją męczeńską Oprawcy nie skończyli na tem: porwano go i wykopawszy dół, żywcem go chciano pogrzebać. Tak męczony przysypywaniem ziemi, gdy już czuł, że życie ula tuje, wyrzekł jeszcze do barbarzyńców owe pamiętne słowa: "Zhynu ja, ale Polszczą bude żyty" Widząc katy ową nadludzką wytrwałość, chcieli mu zapewne znowu jaką nową mękę zadać — zaczęli więc wydobywać go z dołu; wyciągnięty jednak na świat, od dał był już czystego swego ducha Bogu. Każda taka ofiara barbarzyństwa moskiewskiego o pomstę do nieba woła, i karą tyranom grozi. Wiedzą oni to dobrze i staraj,: się kłam zadać nie jednemu morderstwu spełnionemu w cichości; lecz zbrodnia się nie ukryje, a imiona męczenników krwią zapisane w sercach narodu, muszą coraz nowych budzić mścicieli. Żywot to był cierniową koroną uwieńczony, żywot prawego syna ojczyzny. Teraz następuje żywot kata własnej ojczyzny — lecz tem boleśniej, że to był także kapłan, ale apostata.
Franciszek Skąpski
Skąpski Franciszek, wieku lat 28, urodził się Muszynie i tam początkowe pobierał nauki, następnie uczęszczał do szkoły normalnej i realnej w Nowym Sączu, wreszcie do Instytutu technicznego w Krakowie. Po paroletniej nauce w tym Instytucie, czując od najpierwszej młodości pociąg do stanu wojskowego, wstąpił do 20-go liniowego pułku piechoty austryackiej królewicza pruskiego /nie do Armii Pruskiej/, i po kilku latach dosłużył się stopnia wachmistrza. W r. 1861 uzyskawszy urlop na własne żądanie, pracował przy urzędzie powiatowym w Starym Sączu. Powstanie oderwało od spokojnej biurowej pracy dawnego żołnierza, pobiegł gdzie mu być przystało, gdzie go ojczyzna wołała. Wstąpiwszy jako wachmistrz w szeregi powstańcze, walecznością swoją i karnością dosłużył się wnet rangi porucznika. W pierwszej bitwie pod Przedborzem w ostatnich dniach Czerwca 1863 r. gdy Zaborowski jako dowódzca, oddział swój opuścił, nie zostawiwszy żadnych rozkazów — a kapitanowie swe kompanie osobno w ciemną noc podczas ulewnego deszczu pod ogniem Moskwy, przeprowadzać musieli, Skąpski pierwszy z swą kompanią przeszedłszy most pod Przedborzem, innych do takiegoż kroku ośmielił i do ocalenia oddziału się przyczynił. Walcząc początkowo w oddziale Massakowskiego, w jednej potyczce ugodzony został kulą karabinową w piersi — ale kula natrafiwszy na medalion Boga Rodzicy, który zwykle nosił, odbiła się od niego, zatrzymawszy mu tylko na kilka minut oddech tak, że towarzysze mieli go już za umarłego. Przyszedłszy do siebie, powrócił jeszcze po skończonej potyczce do domu rodzicielskiego w Kamienicy w Sandeckiem. Nie długo jednak mógł wytrzymać zdała od ognia wojennego. W dalszym ciągu powstania brał udział w 13 potyczkach pod Rudnikami, Białą, Warzynem itd., był ulubionym oficerem Chmielińskiego, z którym organizował oddział i 31 Sierpnia 1863 r. został mianowany kapitanem. Zginął w bitwie pod wsią Ciernie w bliskości Jędrzejowa, dnia 22 Września 1863 r. Kula nieprzyjacielska, w chwili gdy odbierał rozkaz od naczelnika oddziału, strzaskała mu głowę. Pochowany w Cierniach.
Franciszek Skąpski
Chmieliński polecił swemu adjutantowi, podówczas Juljanowi Wiśniewskiemu, zaprowadzić nas i czasowo przydzielić do kompanji kapitana Franciszka Skąpskiego, z tem nadmienieniem, że po odbytej bitwie i wolnych od nieprzyjaciela okolicach mamy być uwolnieni i odesłani napowrót do oddziału majora Iskry, jako tam przynależni. Służąc pod Chmielińskim od samego początku organizacji jego oddziału, właśnie z kompanji strzeleckiej kapitana Skąpskiego odkomenderowany zostałem do oddziału Iskry w charakterze podoficera instruktora piechoty. Można więc wyobrazić sobie moją radość, gdy najmniej spodziewanie, szczególnym tylko zbiegiem okoliczności, dostałem się napowrót pod rozkazy tak wybitnego wodza, który nadzwyczajną sprężystością i energją, wzorowym w obozie ładem, szczególną dbałością o potrzeby żołnierzy i umiejętnem oszczędzaniem tychże w staczanych bojach, wyrobił sobie markę jednego z najlepszych dowódców w powstaniu 1863 roku. Kapitan Skąpski, ten ukochany przez wszystkich żołnierzy kolega, powitał mnie z całą serdecznością, na jaką go tylko stać było, żałując jednocześnie, że dotychczas nie osiągnąłem wyższego awansu (...). Zakończył wreszcie nadzieją, że Chmieliński może się rozmyśli i nie zechce nas majorowi Iskrze odesłać, a wówczas mogę być pewnym niepominięcia przy najbliższym awansie. (...) Główną część naszej mikroskopijnej armji stanowiły dwie kompanje piechoty pod kapitanami: Skąpskim i Szaneckim. O jakich 500 kroków za tą centralną częścią kolumny ruszyły wszystkie furgony z żywnością, zapasowem umundurowaniem, bronią i amunicją, kotłami do gotowania, kuźnią polową i wszelkiemi innemi rekwizytami, niezbędnemi dla wojska. Za ostatnim wozem pędzono trzy pary nieźle wypasionych wołów. Za tym drogocennym dla wszystkich skarbem, w pewnym znowu odstępie podążał kapitan Nowicki na czele strzeleckiej kompanji. (...) Kompanja kapitana Skąpskiego otrzymała polecenie rozstawienia strzelców w ten sposób, aby cały brzeg lasu od strony, z której spodziewaliśmy się nadejścia Moskali, był zupełnie na przestrzeni prawie kilkuset metrów należycie przygotowany na ich powitanie. Za każdem więc grubszem drzewem dość gęsto rozstawieni byli ukryci pojedynczy żołnierze. Z trzema pozostałemi kompanjami piechoty i z resztą konnicy Chmieliński wszedł głębiej w las i stanął narazie w nieznacznem od rozstawionej tyraljery oddaleniu. (...) Kiedy Kapitan Franciszek Skąpski poległ w bitwie pod Ciernem, wówczas Chmieliński powierzył dowództwo osieroconej kompanii porucznikowi Albinowi Tylmanowi.
Strona z 43 < Poprzednia Następna >