Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1546
Strona z 39 < Poprzednia Pierwsza
Ludwik Honoraty Żmudowski
(1826–1891), duchowny katolicki, kanonik honorowy sandomierski, długoletni proboszcz parafii św. Marcina w Białobrzegach Opoczyńskich (1855–1877) i w Przedborzu (1877–1891), patriota polski zaangażowany w działalność niepodległościową, działacz społeczny, zapalony myśliwy. Urodził się 16 VIII 1826r. we wsi Dzietrzniki (na ziemi wieluńskiej) w rodzinie pochodzenia szlacheckiego. Był synem Ksawerego, strażnika lasów rządowych w Straży Długie, i Salomei z Papiewskich. Został ochrzczony 25 VIII 1826r. w kościele pw. św. Katarzyny w Dzietrznikach przez ks. Marcina Gumkowskiego. Otrzymał dobre wykształcenie w gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim. Początkowo wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie pobierał nauki w latach 1847–1849. Edukację kontynuował w seminarium w Sandomierzu, zakończoną święceniami kapłańskimi (1852). Od 1852r. niósł posługę bożą w parafii Wzdół koło Bodzentyna. W 1855r. objął parafię św. Marcina w Białobrzegach Opoczyńskich (obecnie dzielnicy Tomaszowa Mazowieckiego). W 1861r. dzięki hojności parafian z Białobrzeg, Brzustowa, Celestynowa, Ciebłowic, Unewla i Wądołu dokonał remontu kościoła, m.in. naprawił i rozbudował organy kościelne, położył posadzkę, zakupił nowe ławki. Podczas powstania styczniowego ks. Żmudowski wspierał partyzantów i zachęcał parafian do udziału w walce narodowowyzwoleńczej. W pierwszych dniach maja 1863r. w kościółku modrzewiowym wypełnionym po brzegi szlachtą i powstańcami odebrał przysięgę wierności Polsce od 66-osobowego oddziału tomaszowian, wyrusza jących do boju pod komendą miejscowego aptekarza Aleksandra Stanisława Langego. Po kilku miesiącach – 7 XI 1863r. – został aresztowany przez kozaków, którzy w kostnicy przy cmentarzu parafialnym znaleźli mundury powstańcze. Duchowny spędził 13 tygodni w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim. Dzięki znajomości wśród możnych i oficerów rosyjskich, którzy przyjeżdżali w lasy spalskie na polowania, uniknął kary i powrócił do parafii. Po upadku powstania żarliwie bronił parafian przed represjami ze strony władz carskich. W 1864r. po kasacji konwentu ojców Franciszkanów w Smardzewicach jako reprezentant arcybiskupa sandomierskiego przejął księgozbiór biblioteki klasztornej, który następnie przekazał bibliotece Seminarium Duchownego w Sandomierzu. W 1866r. osobiście zwalczał epidemię cholery, która panoszyła się w Tomaszowie Mazowieckim i jego najbliższych okolicach. Opracował nietypowe, lecz skuteczne sposoby walki z cholerą (kąpiele w zimnej wodzie). Nie ustawał w działalności dla parafii: w 1875r. zakupił dwa nowe dzwony, w roku następnym odnowił dzwonnicę i odremontował kościelne organy. Ks. Żmudowski był zapalonym myśliwym, który chętnie zapraszał innych pasjonatów na polowania do okolicznych lasów. W ostatnim ćwierćwieczu XIX w. lasy spalskie stały się szczególnie popularne dzięki przedsiębiorczej postawie ks. Żmudowskiego, który sprowadzał do tych lasów wyższych oficerów i notabli rosyjskich, szukających szczególnie dogodnych miejsc do uprawiania myślistwa. W listopadzie 1873r. gościł przez 3 dni feldmarszałka rosyjskiego, ks. Aleksandra Bariatyńskiego, a w dniach 10– 18 IX 1876 r. następcę tronu, Aleksandra Aleksandrowicza, przyszłego cara Aleksandra III, oddających się w pobliskich lasach myśliwskim pasjom. Monarcha wkrótce zdecydował się na zbudowanie letniej rezydencji w Spale. W 1877r. został powołany na proboszcza parafii w Przedborzu nad Pilicą. Pełniąc to stanowisko (w latach 1877–1891), przyjeżdżał kilkakrotnie do Białobrzegów i Spały na polowania. Objąwszy parafię przedborską, zabrał się energicznie do pracy. W roku 1878 rozebrał resztki kościoła szpitalnego św. Leonarda, a ciosy piaskowcowe wykorzystał do ogrodzenia cmentarza przykościelnego. Rozszerzył też cmentarz rzymskokatolicki w Przedborzu, otoczył go murem i zadrzewił. Później zbudował budynek katakumb. W 1880r. zlikwidował cmentarz grzebalny wokół kościoła, a zebrane szczątki pochował uroczyście w jednym miejscu, które oznaczył krzyżem z piaskowca. Na jego cokole wyryto napis: „Pamiątka pochowania KOŚCI 10 czerwca 1880r. KLŻ”. W r. 1885 dobudował do nawy głównej kościoła zakrystię ministrancką. Pokrył czerwoną dachówką dach kościoła, a obie kaplice blachą. W 1887r. pozyskał środki (30 rubli srebrem) na reperację organów. W 1889r. w Przedborzu obok historycznej przeprawy przez Pilicę wystawił krzyż dziękczynny na potężnej sześciennej kolumnie z piaskowca, za ocalone życie cara, z wezwaniem w języku rosyjskim: „Boże cara chrani”. W 1891r. rozpoczął malowanie przedborskiej świątyni. Z datą 24 V 1891r., kazał pod chórem wypisać rys historyczny kościoła (obecnie usunięty). W styczniu 1890 roku ks. Żmudowski został zaproszony na członka warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W lutym jako myśliwy i członek tego towarzystwa wystosował apel do innych myśliwych z okolic Przedborza, aby zaniechali polowań w roku bieżącym wskutek „znacznego wyniszczenia zwierzyny i dość ostrej zimy”. Duchowny angażował się także w działalność publicystyczną. Kilka razy do roku jego listy i artykuły zamieszczały „Tydzień” (piotrkowski) i „Gazeta Radomska”. W 1889r. pisał o obawach w związku z topnieniem lodów i przyborem wód Pilicy, nawiązując do nieszczęśliwych doświadczeń z 1888r., gdy wielka powódź zerwała most na Pilicy, wielu mieszkańców pozbawiając plonów i mieszkań, a z kolei jesienny pożar strawił 9 stodół. W 1890r. w tekście publicystycznym namawiał do porządkowania miasta i podniesienia stanu zdrowotnego oraz zapobiegania wielkim pożarom poprzez budowę studni. Ks. Żmudowski rozchorował się w Radoszycach, podczas wizyty biskupa sandomierskiego Antoniego Franciszka Sotkiewicza. Zmarł 12 VI 1891r. o godz. 20 w Przedborzu i tam został pogrzebany.
Edward Żuliński
Edward Kalikst Maksymilian Żuliński, ur. 14.10.1842 Kraków, zm. 10.1.1918. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie. Student Wydziału Prawa i Administracji w Warszawskiej Szkole Głównej W Powstaniu, w organizacji rządowej przy bracie Romanie Żulińskim. W chwili aresztowania przez władze carskie, 30.3.1864 był na II roku studiów - których później nie ukończył. W śledztwie zarzucano mu jedynie, że ukrywał sprawy brata oraz papiery Rządu Narodowego. W maju został skazany na zesłanie. Przebywał przez 2 lata w Szenkursie w gub. archangielskiej. Tam poznał i ożenił się z Aleksandrą Manasow. Małżeństwo to nie zostało zaaprobowane przez rodzinę po powrocie do kraju.[8] Przez 25 lat pracował na kolei Warszawsko-Terespolskiej. Po śmierci żony i po powtórnym ożenku przeniósł się do Galicji. Urzędnik Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń, 1900 mieszkał: Kraków ul. Basztowa, 1910 Kraków ul. Długa 22. Członek Towarzystwa wzajemnej pomocy uczestników powstania w roku 1863/4. Pochowany Kraków, Rakowice Żona: 1. Aleksandra Manasow (ślub 4.2.1866 Szenkurs), c. Mikołaja 2. Jadwiga Nowicka, (ślub: 1881 Warszawa) ur. 28.5.1961 Warszawa Dzieci: [listn] [*] Edward, ur. 18.1.1871 Warszawa, lekarz [*] Emilia, ur, 24.1.1868 [*] Jadwiga, ur. 2.9.1886 Warszawa [6] [*] Zofia, ur. 20.8.1887 Warszawa [6] [*] Kazimierz, ur. 9.1.1891 Kraków [6] [*] Roman, ur. 31.12.1896 Kraków, inżynier chemik [6] [*] Antoni, ur. 3.4.1900 w Kraków, aktor, kompozytor [6] [*] Maria, ur. 20.4.1905 w Kraków [6] [/listn]
Kazimierz Żuliński
Kazimierz Samuel Walenty Żuliński, ur. 1831 Radom, zm. 3.1904 Lwów. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: Aleksander, , , , , Emilia, Maria, Zofia, Róża. ==> Ukończył Akademię Duchowną w Warszawie.[4] Po wyświęceniu pracował jako komendarz w parafii w Bełdowie.[4] Od 1859 uczył religii w Szkole Powiatowej nr 3 w Warszawie, 1 Szkole Powiatowej Realnej na ul. Królewskiej (1859-62).[4] Decyzją namiestnika z dn. 19.1.1862 usunięty z funkcji nauczyciela w związku z "zupełną nieprawomyślnością polityczną". Od 13-16.4.1862 więziony w Cytadeli. Brał czynny udział w organizacji narodowej i kazaniami patriotycznymi budził ducha.[1] Był okręgowym IV Wydziału Organizacji Miejskiej w Warszawie.[16] We wrześniu 1863 został wikarym w parafii S-go Alexandra w Warszawie, ale już wkrótce musiał uciekać z kraju. Zdradzony przez jednego z towarzyszy organizacji, że jako kapłan udzielał ślubów i chrztu przez moskali niedozwolonych, wyjechał z Warszawy 21.10.1863 i przybył do Krakowa, gdzie mieszkał u ks. Słotwińskiego i miał objąć wikariat przy kościele Panny Maryi.[1] Ogłoszony stan oblężenia w Galicji wyrzucił go na emigrację do Paryża. Tam był również nader czynnym, założył Tow. kapłanów polskich i wydawał dziennik "Wiara" w kierunku patriotyczno-religijnym.[1] Założył stowarzyszenie kapłanów polskich na emigracji.[5] W r. 1880 wrócił do Krakowa, gdzie otrzymał posadę spowiednika przy kościele Panny Maryi. "Tak pracą tą, jak i kazaniami licznemi zyskał wielki wpływ i miłość ludu."[1] Gdy w r. 1887 umarł, Agaton Giller, długoletni przyjaciel rodziny, wyjechał ks. Żuliński do Stanisławowa na pogrzeb i nad grobem jego miał gorącą przemowę. Wróciwszy do Krakowa zastał pismo konsystorza z zawiadomieniem, iż jako nieprzyjęty formalnie do diecezji, ma bezzwłocznie opuścić zajmowane stanowisko. Nie mogąc wyjednać u władzy, by go osobiście wysłuchano, opuścił Kraków, przebywał w rozmaitych miejscach w diecezji przemyskiej i tarnowskiej, wreszcie objął miejsce w zakładzie wychowawczym żeńskim w Łomnie, gdzie spełniał zarazem funkcje kapelana i katechety. Ostatnie lata spędził jako współpracownik w Boryni pod Turką u przyjaciela swego, acz znacznie młodszego ks. Dziedzica. Przyjechawszy do Lwowa, by uczcić 50-cio lecie kapłaństwa, umarł tutaj w marcu 1904. Zmarł we Lwowie, w Szpitalu Sióstr Szarytek w wieku 73 lat [6]. Pochowany w grobie rodzinny kw. 72. Pogrzeb jego, który wyszedł z domu żałoby ul Teatyńska 3[5] był wspaniałym hołdem społeczeństwa dla zasług zmarłego.[1] Zarząd główny T. S. L. pragnąc uczcić pamięć jego, postanowił założyć w miejscu najbardziej zagrożonym szkołę jego imienia.
Roman Żuliński
Roman Żuliński, h. (najprawd.) {{Ciołek}}, ps. "August", "Stary", "Roman Starszy"[3][22]. Ur. 28.2.1833 Warszawa, powieszony 5.8.1864 Warszawa. Ojciec: Tadeusz, (s. Józefa i Marianna zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie). Matka: Barbara Michelson, (c. Samuela i Pelagii Werner). Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Pochodził z rodziny szlacheckiej (zapewne herbu Ciołek), która jednak nie starała się o indygenat zaborczy. Wiadomo jednak że kuzynem stryjecznym był Daniel Żuliński, co potwierdza, że chodzi o tę rodzinę. Gdy Roman miał 10 lat został osierocony przez ojca. Matka, z urodzenia ewangeliczka, po podwójnym ślubie (w dwóch wyznaniach) wychowywała dzieci po katolicku - ""[9] utrzymywała rodzinę ze skromnej emerytury. Wojciech Górski, (uczeń Romana i założyciel prywatnego gimnazjum przy ul. Hortensji), pisał o tej rodzinie: „”[23] Był niezwykle bystrym, miał szczególne upodobanie do matematyki i często tłumaczył innym uczniom lekcje profesora. Wielu też bezinteresownie uczył - mając prawdziwe powołanie do zawodu nauczycielskiego. Głęboko religijny, nigdy nie brał udziału w żartach na temat religii lub moralności. Codziennie uczestniczył we Mszy Świętej i raz w miesiącu chodził do spowiedzi.[9] W 1845 został zapisany do I klasy Gimnazjum w Krakowie, lecz na skutek ukazu o obowiązku nauki w granicach cesarstwa, musiał przenieść się już w kolejnym roku do Królestwa. Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie.[3] ""[1] Wbrew informacjom [1][2] nie był absolwentem uniwersytetu moskiewskiego. Planował uczęszczać na Uniwersytet Petersburski, jednak z racji na trudności finansowe matki, nie mogącej utrzymać ze skromnej emerytury 8 dzieci - postanowił pójść do pracy w edukacji. Od 1854 nauczyciel Instytutu Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie. Pracując tu wydał bardzo przydatne dziełko - kurs arytmetyki do użytku nauczycieli szkół elementarnych wg metody Diesterwega. Po dwóch latach otrzymał stanowisko nauczyciela matematyki i geografii przy szkole tzw powiatowej przy ul. Królewskiej w Warszawie.[9] W 1859 wydał "Zasady rachunku różniczkowego i całkowego"[7]. Rozpoczął też wtedy nauczanie, wpierw zastępcze, później jako młodszy nauczyciel w Gimnazjum Gubernialnym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie, a po jego zamknięciu od 1861 nauczyciel 1. Szkoły Powiatowej Realnej w Warszawie, przy ul. Nowolipki. [1][24], "."[4] W czasie manifestacji patriotycznych 1861 roku zajmował stanowisko pełne rozsądku, naciskając na kształcenie miejskie i wiejskie. Zapytany o to co robić odpowiedział: „“[9] Zaangażował się więc gorliwie w system zakładania szkółek wiejskich, ludowych. Był też wówczas członkiem Towarzystwa Dobroczynności i członkiem czytelni bezpłatnych założonych przez Tadeusza Lubomirskiego.[9] W 1862 zorganizował Szkoły Wieczorne dla rzemieślników, gdzie wykładano m.in język polski i higienę. Sam wykładał w nich, a jego wykłady cieszyły się tak ogromnym zainteresowaniem że władze moskiewskie zaczęły zabiegać o ich zamknięcie. Był wielce czynnym przy zakładaniu tajnego Towarzystwa Nauczycieli Gimnazjalnych i Pedagogów. Gdy Wielopolski na skutek manifestacji w I gimnazjum kazał zamknąć klasę V, Żuliński urządził dla nich lekcje z kontynuacją nauki.[9] ""[1] Przez oświatę pragnął odrodzić Polskę i przygotować ją do lepszej przyszłości.[23] Już w 1863 zaangażował się w tworzenie szkółek dla sług, pod pozorem instytucji dobroczynnych przy ochronkach. W krótkim czasie uczęszczało na te wykład 800 osób. Prezesem wydziału naukowe przy Towarzystwie Dobroczynności został Józef Kraszewski a Roman Żuliński był jego zastępcą. Zaś po wyjeździe prezesa do Krakowa - został nim obrany Roman. Przed Powstaniem robił wszystko, aby nie wybuchło ono zbyt wcześnie. Należał do Koła wraz Z i . Starał się pogodzić Białych i Czerwonych, chciał uniknąć przelewu krwi młodego pokolenia, jednak gdy Powstanie wybuchło oddał się w całości pracy niepodległościowej. Pełnił odpowiedzialne funkcje. W II Rządzie Narodowym (Agatona Gillera) działał przy Awejdzie w Wydziale Administracji.[9] W ciągu kilku tygodnie zorganizował w całym kraju pocztę powstańczą.[22] W IV RN był przy Rafale Krajewskim jednym z 4 referentów Wydziału Spraw Wewnętrznych, będąc odpowiedzialny za woj. płockie i augustowskie. Następnie został powołany we wrześniu na dyrektora Wydziału Komunikacji i Ekspedycji - doprowadzając do przeorganizowania i regulacji całego wydziału. Współpracując z kierował wydziałem ekspedytury aż do 3.3.1864. Był on bezpośrednim wykonawcą poleceń rządu narodowego w przedmiocie wysyłania korespondencji złoczyńców, utworów literackich treści podburzającej i innych przedmiotów zakazanych do różnych miejsc Królestwa Polskiego, jednocześnie zaś ukrywał w różnych miejscach w Warszawie papiery i przedmioty zakazane i pod tym względem rozporządzał wedle własnego uznania.[21] Nie skorzystał z możliwości ucieczki za granicę, wiedząc że może zostać aresztowany - mówi "".[2][4][9] Na drzwiach jego mieszkania na ul. Świętojerskiej, na przeciwko uliczki między Trybunałem i Senatem, na I.piętrze widniało nazwisko "Żuliński" i obraz Matki Bożej.[25] Aresztowany został razem z bratem Aleksandrem, dawał mu w czasie drogi do aresztu wskazów jak postępować. Więziony na Pawiaku i Cytadeli. Pomimo męczarni zadawanych mu przez Tuchałkę wytrwał przy tym co powiedział: ""[4] Skazany na śmierć przez powieszenie. W przeddzień wykonania zezwolono na widzenie z matką i rodziną - podtrzymywał ich na duchu, instruował jak wychowywać dzieci i prosił o nazwanie nowo-narodzonej siostrzenicy imieniem Basia - po jego matce. Wyrok wykonano na stokach Cytadeli.[3] Powieszony 5.8.1864 razem z Trauguttem, Krajewskim, Toczyńskim i Jeziorańskim. W ostatniej drodze towarzyszył mu o. kapucyn , który poprosił o podarowanie mu modlitewnika. Wg jego słów Roman Żuliński umarł "". Ksiądz przekazał matce szkaplerz i medaliki, w których kazała się pochować. Podał też rodzinie listy pożegnalne, w których Żuliński pisał m.in. ".“[9] Ciała 5 powieszonych członków Rządu Narodowego Moskale zakopali w fosie Cytadeli, zasypali wapnem i wyrównali aby nie było wiadomo gdzie spoczywają. W ramach prac poszukiwawczych w XX wieku znaleziono 2 takie pochówki 5 osób, niestety stan zachowania nie pozwolił stwierdzić które należały do powieszonych tego dnia. Domniemane szczątki spoczywają w klasztorze oo. Kamedułów na Bielanach w Warszawie.[11] Miejsce kaźni symbolizuje dzisiaj Krzyż Traugutta. Na grobie Alojzy Traugutt na Warszawskich Powązkach znajduje się tablica pamięci wszystkich 5 powieszonych członków Rządu Narodowego. Dokładnie co do dnia pół wieku później z Oleandrów wyruszyła I Kadrowa.[10] W 1893 roku została wydana "Litania do Najświętszej Panny" jego autorstwa - "Pieśń osnuta na Litanii Loretańskiej". Na tej Litanii w swojej książeczce do nabożeństwa, zaznaczał przy każdym wezwaniu kolejne szczególne dni od uwięzienia, przez wszystkie znęcania się aż do dnia egzekucji. Dzień kaźni oznaczył przy ostatnim wezwaniu.[19] W roku 1934, czyli w siedemdziesiątą rocznicę śmierci Żulińskiego, na budynku Gimnazjum żeńskiego im. Elizy Orzeszkowej przy ul. Nowolipki 11 w Warszawie odsłonięto tablicę pamiątkową o treści: "[i]Roman Żuliński, ukochany przewodnik młodzieży, męczennik sprawy narodowej, stracony dn. 5 sierpnia 1864 w tym domu nauczał[/i]". Budynek ten został zniszczony w czasie II Wojny Światowej.[24] Podczas odsłonięcia Wojciech Górski powiedział m.in. ""[23] W Radzyminie, Warszawie i Nowym Sączu istnieją ulice jego imienia. Powiat Wołomiński organizuje coroczny konkurs matematyczny imienia Romana Żulińskiego.
Tadeusz Żuliński
Ur. 30.11.1839 Kraków, zm.18.1.1885 Lwów. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Ukończył gimnazjum realne w Warszawie. 1857-59 studiował na Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie. Z powodu zajść z ówczesnym rektorem akademii Cycurynem, wielu studentów - w tym Tadeusz i Józef, musieli opuścić Warszawę.[20] 1859-61 Akademik w Kijowie - Wydział Lekarski.[3] Kolejny raz bracia , z powodu udziału w manifestacjach w 1861 roku, musieli wyjechać z miasta. Tadeusz ukończył studia na uniwersytecie w Pradze. Ogłaszał wówczas w piśmie czeskim "Prawda" listy polityczne p. t. "Lech Czechowi". "". [1] Przybył do Krakowa. W 1.1863 uzyskał tytuł doktora UJ broniąc pracy "Pogląd krytyczny na uroskopię".[3] W marcu 1863 Policja w Pradze zawiadomiła że Antoni Sojka wyjechał do obozu Langiewicza i miał się stawić w mieszkaniu Żulińskich przy Floriańskiej 323. Policja przeprowadziła więc tam ścisłą rewizję i obu braci zaaresztowano.[20] W śledztwie postawiono im zarzuty akcji agitacyjnej w Czechach i uwięziono na Zamku krakowskim. Zostali po 2-ch miesiącach wypuszczeni z powodu braku dowodu winy.[1] Pracował dalej w organizacji mieszkając przy ul. Grodzkiej 95. Razem z bratem Józef, Janem Darosławem Amborskim i i Józefem Szujskim wydawali tajne czasopismo "Wolność". Pisywał też do lwowskiego "Dziennika Literackiego".[16] W sierpniu 1863 on i brat Józef objęli stanowiska zastępców przy Radzie Prowincjonalnej Galicji w Krakowie, jako przedstawiciele "czerwonej" młodzieży.[2] Drugi raz więziony w październiku 1863 przesiedział w więzieniu do listopada r. 1864, wykorzystując czas na dokształcanie się z literatury i filozofii. Po zwolnieniu, dzięki interwencji Józefa Dietla, wyjechał do Salzburga po czym wraz z trzecim bratem Kazimierzem i matką udali się do Paryża. Dom Żulińskich znany tam był z gościnności, Tadeusz zaś jako lekarz z bezinteresownego zajmowania się leczeniem wychodźców. Częstokroć udzielał i pomocy materialnej potrzebującym. W Paryżu był redaktorem pisma p. t. "Polska" i współpracownikiem innych politycznych czasopism, jednocześnie zasilał pisma lekarskie treścią naukową. W r. 1871 opuścił Paryż i przybył do Lwowa, gdzie mianowany został chemikiem przy szpitalu powszechnym. Był też nauczycielem w Seminarium Nauczycielskim Żeńskim we Lwowie. Pozostając na skromnej posadzie umarł we Lwowie. Pochowany kosztem miasta przy współudziale mas publiczności.[1] kw. 72 gr. 55. Razem z nim w jednym grobie są pochowani:[list] [*] jego matka - Barbara Michelson [*] Maniusia ur 1889 - 1890 [*] jego brat ks. Kazimierz Żuliński[6] [/list] "" [5]. Na jego pamiątkę zostało ufundowane społecznie epitafium w kościele oo. Dominikanów we Lwowie. [8]
Żychliński
porucznik i komendant.powstaniec 1863. wspomina o nim podkomendny Zapomniany powstaniec z 1863 r. Weteran walczył pod Miłosławiem. W cichej wiosce Sławoszew pow. Jarocin mieszka już od wielu lat, na miejscu wszystkim znany i ogólnie szanowany 87-letni weteran Wojciech Rybczyński, z zawodu leśnik. Wymieniony jest powstańcem z roku 1863. Starzec jest jeszcze nadzwyczaj dziarski i wesoły. Z chęcią opowiada o minionych dziejach w kole swych dzieci, licznych wnuków i prawnuków. Powstaniec urodził się we wsi Golina pow. Jarocin, dnia 20. lutego 1845 r. Z początku wychowywał się przy rodzicach, do szkoły krótko chodził, lecz mimo to nauczył się pisać i czytać. Jako 18-toletni młodzieniec wcielił się w szeregi powstańcze, pod chorągiew oficera śp. Żychlińskiego (ojciec obecnego p. radcy Żychlińskiego z Twardowa pow. Jarocin). Szczególnie wspomina starzec bitwy w okolicy Miłosławia, gdzie też za specjalne wyróżnienie w boju, został mianowany przez sztab powstańczy dowódcą oddziału, kapralem. Jako dowódca został lekko ranny lecz ani na chwilę nie opuszczał swego oddziału. Mówi o zwycięstwach, lecz również nie zapomina o klęskach, przyczem roni łzy, które spływają na pokrytych zmarszczkami policzkach. „Bo mogło być to inaczej zrobione i bylibyśmy wygrali” - mówi weteran. Nie zapomniał też o swych kolegach broni, których wymienia po nazwisku i imieniu; jedni polegli, drugich odniesione rany lłub choroba rzuciły na łoże boleści i już dawno odeszli w zaświaty. -„Razem z śp. Żychlińskiin wróciłem w moje strony, często wspominaliśmy nasze młode lata, te wspólne walki i przygody.. Wierzyliśmy w odrodzenie Polski, ja się doczekałem i rwałem do broni, gdy w r 1918 zabłysła jutrzenka wolności, lecz lata nie pozwalały - ale mój porucznik i komendant śp. Żychliński nie doczekał się tej chwili”. Obecnie za staraniem syna p. Wincentego Rybczyńskiego, urzędnika kolejowego w Jarocinie, został były młody entuzjasta podniesiony do godności weterana i zamianowany podporucznikiem, oraz nadana została mu emerytura.
Strona z 39 < Poprzednia Pierwsza