Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 2997
Strona z 75 < Poprzednia Następna >
Józef Zduńczyk
Służyliśmy razem z bratem, Adolfem, w oddziale Jasińskiego — obaj w randze oficerów, brat mój bowiem brał już poprzednio udział w kampaniach wielkopolskiej i węgierskiej, w latach 1846. i 1848,49, ja zaś w wojnie węgierskiej i sebastopolskiej, ostatecznie w charakterze oficera rosyjskich grenadyerów W d. 12. sierpnia r. 1863. stanął Jasiński obozem nad Narwią, pomiędzy Gostkowem a , kiedy otrzymaliśmy z ust naczelnika naszej żandarmeryi doniesienie o zbliżaniu się licznych oddziałów moskiewskich, wysłanych z Pułtuska. Z rozkazu naczelnika zajął brat mój z swoim batalionem strzelców, tudzież z kosynierami, pod komendą kapitana Lipińskiego, pozycye nad Narwią, podczas gdy mój batalion czekał na razie w odwodzie. Rozpoczęła się żwawa palba karabinowa. Sałdaci, którzy chcieli przejść w bród rzekę, padali gęsto od naszych strzałów. I bylibyśmy odparli wnet nieprzyjaciela, gdyby nie nadciągnęła mu w sukurs artylerya. Pod silnym ogniem kartaczowym musiał Adolf cofnąć się z nad brzegu rzeki, a ja wszedłem z moim batalionem w akcyę, wstrzymując pochód przeciwnika. Ostatecznie wyparły i mnie z pozycyi przemagające liczebnie i lepiej uzbrojone zastępy i uderzyły na resztę oddziału, stojącego pod komendą samego Jasińskiego. Widząc to rzucił się brat mój w wir walki, nie podtrzymany jednak należycie przez swych podkomendnych nie zdołał wstrzymać nawały... Poległ śmiercią bohaterską, rozniesiony formalnie na kozackich pikach. Jasiński z kawaleryą wycofał się z pola bitwy, a oddział poszedł w rozsypkę... W bitwie tej starłem się z rosyjskim dragonem. Jakkolwiek silnem uderzeniem pałasza zsadziłem go z konia, odniosłem sam głębokie cięcie w lewą stopę. Rannego odwieźli mnie chłopi z Gostkowa do Sielca i oddali pod opiekę obywatela Gąsowskiego. Wyleczywszy się z ran otrzymałem rozkaz Rządu narodowego zorganizowania rozbitego pod Magnuszewem oddziału. W ciągu d. 14-tu stanęło 350-iu ludzi pod bronią, nad którymi objął komendę kapitan rosyjskiej marynarki Lasocki, pod nazwiskiem Dubois. Mnie mianowano jego szefem sztabu. W d. 12. listopada nastąpiło , — trwało ono od g. 8-mej rano aż do późnego wieczora. Lasocki zniknął nam z oczu, a ja, objąwszy dowództwo, utrzymałem się na pozycyi, dzięki tej okoliczności, iż znając, jako oficer rosyjski, sygnały trąbki przeciwnika mogłem go uprzedzać w moich dyspozycyach. W dniu tym zostali ranieni nasz chorąży, tudzież lekarz oddziału Chłopicki Po bitwie przeprawiłem się zaraz przez Bug do wsi Brzozy, gdzie osaczony przez przemagające siły musiałem rozpuścić mój oddział. Z kolei objąłem po Aleksandrze Grzymale komendę nad oddziałem konnym 120- tu ludzi. Podzieliwszy go na cztery sekcye, alarmowałem i niepokoiłem po nocach rosyjskie załogi w łomżyńskiem. Wreszcie pod Zambrowem powiodło mi się w 3O-tu ludzi przepędzić sotnię kozaków. Spełniwszy na razie swoje zadanie udałem się z kolegami, Józefem Kubickim, późniejszym profesorem Akademii rolniczej w Dublanach i Hipolitem za kordon pruski. Aresztowani przez patrol, otrzymaliśmy za interwencyą niejakiego Reicha, agenta Rządu narodowego, z rąk landrata karty upoważniające do pobytu pierwotnie w Wilburgu, następnie w Warmii. Nie dano mi wszakże spocząć dłużej. W marcu r. 1864. przysłał rai Rząd narodowy nominacyę na pułkownika i wojennego naczelnika trzech wschodnich powiatów województwa płockiego. Zarazem nakazano mi zorganizować bez zwłoki nowy oddział. Uzbroiłem już 120-tu ludzi, ćwicząc ich w musztrze, gdy cywilny wojewódzki, Olszański, odwołał imieniem Rządu pierwotne zarządzenie, a to wobec nagromadzonych na granicy zastępów wojska rosyjskiego. Wyjechałem teraz z kraju na długą tułaczkę. Nie ciężki los bolał, ale żarła duszę za ziemią, za tem, co swoje tęsknota... I dopiero po latach znalazłem we Lwowie serca bratnie, i dzięki łasce Stwórcy, doczekałem się tu dziewiątego krzyżyka, oraz półwiekowego jubileuszu owych chwil pamiętnych, w których gotowi na wszystko stawaliśmy pod znakiem Orła i Pogoni!
Ignacy Żelechowski
Żelechowski Ignacy, wieku lat trzydzieści kilka, syn Kwiryna oficera armii z nad Berezyny, zesłanego na Syberyą i Genowefy z Zarębów; wnuk naczelnika konfederacyi wielkopolskiej. Już od pierwszej młodości oddychał gorącym patryotyzmem, który lubo się objawiał tylko zamiłowaniem czytania polskich książek, ściągnął na niego prześladowanie nauczycieli galicyjskich gimnazyów, upatrujących wówczas najwyższą mądrość w wytępianiu wszystkiego, co choćby cień polskości na sobie nosiło. Z tych przyczyn Ignacy przymuszonym był do opuszczenia szkół publicznych, lecz w domu gorliwie nad wzbogaceniem umyslu swego pracował, pilnie śledząc w wypadkach politycznych zwrotu na korzyść Polski mogącego wpłynąć zbawiennie. nok 184G zastał go jeszcze zbyt młodym i do czynu nieprzygotowanym, lecz za to 1i r. 11:$48 pospieszył do legionu polskiego na Węgry, i tam raniony w potyczce, wzięty został do niewoli przez Moskali i wydany władzom austryackim. Skazany wskutek tego do kompanii karnej, w drodze na miejsce swego przeznaczenia prowadzony, uszedł do Prus, i tam podając się za poddanego pruskicgo wstąpił do wojska, i dosłużył się stopnia oficera artyleryi. otrzymawszy dymisyę powrócił do domu i od samego początku ostatnich wypadków czynny w nich brał udział. Rozważny i niedowierzający lada komu, był do prowadzenia sprawy rewolucyjnej jedynym. - Organizacya narodowa przeznaczyła go do prowadzenia artyleryi powstańczej, która w województwie Krakowskiem przeciw Moskwie użytą być miała. Wyruszył tedy z oddziałem Miniewskiego 5 maja 1863 r. prowadząc dwa działa na wozach. Na placu boju pod Krzykawką mógł dopiero dobrze obejrzeć armaty i urządzić. Nadspodziewanie jednak znalazł w nich tyle niedostatków, iż się w dniu owym użyć nie dały. Schował więc dziala, a sam stanął w szeregach piechoty, walcząc mężnie i zagrzewając drugich do walki, lecz ugodzony kulą w głowę padł na miejscu. Był to człowiek rzadkich przymiotów i szlachetnego charakteru. Pobożny, skromny a gotowy zawsze do poświęcenia, poczytanym był od każdego, kto się z nim zetknąć miał sposobność, za wzr Polaka i poczciwego człowieka.
Władysław Żemralski
Nasza Historia: Władysław Żemralski (1845-1937) - powstaniec styczniowy rodem z Góry, gorzelnik z Wieliszewa (Zemralski) urodził się 7 października 1845 r. w majątku Góra, gdzie ojciec sprawował posadę ekonoma. Rodzicami jego byli Walenty i Franciszka z domu Krukiewicz - jak zostało zapisane w akcie urodzenia – Zemralscy: Góra. Działo się w Mieście Nowymdworze dnia siódmego Grudnia Tysiąc Ośmset czterdziestego piątego roku o godzinie czwartey popołudniu stawił się Walenty Zemralski Ekonom z Góry lat trzydzieści sześć maiący, w obecności Raymunda Kownackiego Pisarza Prowentowego lat dwadzieścia sześć i Konstantego Bystrzyńskiego Zastępcy Wóyta Gminy Góra lat dwadzieścia sześć maiących, a zamieszkałych w Górze i okazał nam dziecię płci męzkiey urodzone dnia siódmego Października roku bierzącego o godzinie trzeciey popołudniu z Jego Małżonki Franciszki z Krukiewiczów lat trzydzieści siedm maiącey – Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym odbytym w dniu dzisieyszym nadane zostały imiona Władysław Raymond Dyonizy. Chrzest opóźniony z przyczyny nieobecności Oyca, a Rodzicami Crzestnymi byli Raymond Kownacki i Emilia Białaczewska. Akt ten Stawaiącemu i Świadkom przeczytany przez nas wszystkich podpisany został. W czasie powstania styczniowego Władysław Żemralski wstąpił do oddziału Józefa Jankowskiego „Szydłowskiego”. Oddział ten w pierwszej połowie lutego 1863 r. liczył 100 ludzi, a nieco później około 200 - po dołączeniu ochotników z Warszawy. Żemralski wstąpił do partii Jankowskiego w okolicy Pułtuska, gdzie już zastał przeszło 400 ochotników. Początkowo był szeregowcem, wkrótce powierzono mu sekcję strzelców złożoną z 12 osób. 23 maja oddział partyzancki pod dowództwem Jankowskiego i Zielińskiego, w którym był także Władysław Żemralski, obozował w okolicach Otwocka. Następnie 25 maja Jankowski i Zieliński ze swym oddziałem postanowili zaatakować konwojujący więźniów i rekrutów 850-osobowy oddział rosyjski pod dowództwem kpt. Szymanowskiego. Powstańcy urządzili zasadzkę na szosie lubelskiej w lesie za rzeką Świder, między Rudą a Wiązowną. Pomimo tego, że rozstawieni po obu stronach traktu z impetem uderzyli ze skrzydeł i od czoła na konwój, to jednak przewaga ogniowa i liczebna Rosjan uniemożliwiła osiągnięcie pełnego sukcesu. Udało się jednak odbić około 40 rekrutów, którzy szykowani byli do 15-letniej służby wojskowej w głębi Rosji. Największą bitwą, w jakiej Żemralski brał udział była potyczka pod Żyrzynem w dniu 8 sierpnia 1863 r., pod ogólnym dowództwem Michała Heidenreicha Kruka, gdzie powstańcy zdobyli sejf z kasą i dwie armaty, oraz zabrali 150 Rosjan do niewoli. W oddziale Jankowskiego był osiem miesięcy, w ciągłych marszach i potyczkach. Po upadku powstania Władysław Żemralski powrócił do Góry. Najprawdopodobniej nie był prześladowany. 5 czerwca 1870 r. w wieliszewskim kościele parafialnym 24-letni Władysław Żemralski, jako fabrykant gorzelniany (zapewne pracował w gorzelni w miejscowym folwarku), zamieszkały w Wieliszewie, poślubił Annę Łempicką, mieszkankę Wieliszewa, córkę Teofila i Anny z domu Wiśniewskiej, małżonków Łempickich. Teofil Łempicki był w tym czasie leśniczym w Wieliszewie. Natomiast Anna urodziła się w Warszawie. Zweryfikowany został w 1923 r. jako weteran w stopniu podporucznika pod numerem porządkowym 1952/1923. Już do śmierci mieszkał w Warszawie. Odznaczony Medalem Pamiątkowym w 70. rocznicę powstania styczniowego i Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Zmarł 24 stycznia 1937 r. w Warszawie. Pochowany został na Cmentarzu Wojskowym (dzisiaj komunalny) na Powązkach. W Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie znajduje się tablica pamiątkowa Władysława Żemralskiego i innych członków rodziny Żemralskich.
Pelagia Zgliczyńska
Dąbrowski musiał tedy siedzieć w więzieniu, kiedy na ziemi polskiej wrzał zawzięty bój z najezdnikiem. Odcięty od świata, wi dując się tylko z swą narzeczoną, Pelagią Zgliszczyńską (z którą w kwietniu 1864 r. wziął ślub w cytadeli), powziął plan niesłychanie śmiały. Oto chciał ni mniej ni więcej, jak wywołać ''rewolucyę więzienną''. u Za pośrednictwem narzeczonej swej, prosił Rząd Narodowy, aby mu dostarczono rewolweru i planu okolic Warszawy. (..) W początkach stycznia 1865 r. Dąbrowski wyjechał do Petersburga, gdzie miał licznych przyjaciół i znajomych. Z ich pomocą udało mu się uwolnić żonę, która przebywała w Ardatowie na zesłaniu. W pobliżu Ardatowa znajdował się klasztor Sarowski, do którego pielgrzymowały tłumy ludzi. Właśnie odbywał się tam odpust. Dymisyonowany oficer jazdy, Ozierow, przebrany za kupca, udał się też na ''pielgrzymkę''. W Ardatowie zawiadomił panią Dąbrowską, aby w oznaczonej porze, przebrana za chłopkę, znajdowała się na drodze, którą on przejeżdżać będzie. Dąbrowska istotnie wymknęła się z miasteczka i szła drogą, udając babę wiejską, wracającą z bogomolia. Wkrótce zrównała się z nią bryczka, w której siedział ów ''kupiec''. - A dokąd to, kobiecino ? - Dąbrowska wymieniła wieś, do której rzekomo szła, i zaczęła się skarżyć na zmęczenie. - A no — rzekł kupiec — siadajcie, podwiozę was. Niebrzydka baba — dorzucił, zwracając się do woźnicy — przyjemnie będzie jechać. W ten sposób Ozierow uprowadził Jarosławową Dąbrowską. Wkrótce potem szczęśliwi małżonkowie, dla których teraz dopiero rozpoczęły się ''miodowe miesiące'', w jednym z portów finlandzkich wsiedli na parostatek płynący do Szwecyi. Tutaj zabawili jakiś czas, poczem udali się do Paryża.
Pelagia Zgliczyńska
Dąbrowska z domu Gliczyńska, żona Jarosława, współpracowała z nim w przygotowaniu Powstania i na emigracji. Po Powstaniu kierowała gimnazjum żeńskim w Krakowie. Zm. 11.2.1909 Ś.p. Pelagia Jarosławowa Dąbrowska. Dnia 11 lutego br. zmarła w 66 roku życia w Krakowie ś.p. Pelagia z Gliszczyńskich Dąbrowska wdowa po Jarosławie Dąbrowskim, jenerale komuny paryskiej. Zmarła należała do tych kobiet entuzystek które do ostatnich chwil życia zachowały żywość i świeżość umysłu, siłę uczucia, energię, zapał dla wszystkiego co piękne, dobre i szlachetne. Przejęta gorącem uczuciem patryotycznem w okresie manifestacyj narodowych i prac przygotowawczych do wybuchu powstania, zespół ze swym małżonkiem ś.p. Jarosławem oficerem armii rosyjskiej, rzuciła się z właściwym sobie zapałem w odmęt akcyi narodowo-politycznej. Następstwa tejże dla małżonków Dąbrowskich były ciężkie: jarosław Dąbrowski skazany na śmierć przez sąd wojenny w Warszawie, a następnie ułaskawiony, otrzymał 20 lat ciężkich robót, ś.p. Pelagia została skazana na wygnanie do Rosyi, gdzie na miejsce jej pobytu wyznaczono Ardatów, miasto powiatowe w guberni niżegorodzkiej. Wkrótce jednak wyjątkowo pomyślny zbieg okoliczności połączył na nowo małżonków, rozdzielonych - jak się zdawało - na długie lata. Małżonkowi udało się najpierw uciec z więzienia przesylnego w Moskwie a następnie małżonce - z Ardatowa. Po dokonanej szczęśliwej ucieczce, oboje przez Sztokholm i Kopenhagę udali się do Paryża, gdzie przeżyli lat kilka spokojnie, aż do krwawych wypadków 1870-71. Straciwszy męża Pelagia z trojgiem dzieci przybyły do Galicji gdzie odtąd zajęta pracą na własne i dzieci swych utrzymanie spędziła ostatnie dziesięciolecia swojego życia. W najcięższych okolicznościach życia nie traciła odwagi, a z wytrwałością i poświęceniem bezgranicznem przez udzielanie lekcji prywatnych języka francuskiego, zdołała i siebie utrzymać i synów wychować, nie uciekając się nigdy do pomocy zamożniejszych krewnych lub licznych swych przyjaciół. Ostatnie lata życia spędziła w Krakowie, gdzie w charakterze damy klasowej w prywatnem gimnazyum żeńskiem imienia Królowej Jadwigi z całym zapałem, z całą miłością dla powierzonych jej pieczy przez lat kilkanaście pracy oddała znaczne usługi sprawie wychowania dziewcząt, zyskując uznanie władze przełożonych, przywiązanie uczennic, a wdzięczność rodziców. Wspomnieć także należy że ś.p. Pelagia Dąbrowska, pomimo ciężkich i trudnych warunków, wśród których żyć i pracować nieraz wypadłom nie upadła nigdy na duchu, nie traciła swego entuzyazmu prawie młodzieńczego, oddawała się, o ile czas i okoliczności pozwalały, równocześnie pracy społecznej, żywo interesowała się literaturą ojczystą i teatrem, a dla swych przymiotów towarzyskich była wszędzie w każdym inteligentnem domu pożądanym gościem.Ten niewyczerpany zasób sił i zasobów moralnych - o czem nie należy zapominać - czerpała ta niezmordowana pracownica w gorącem szczerem przywiązaniu do Kościoła katolickiego dzięki któremu umiała ''z trudnościami łamać się za młodu'' i nie upadać ''pod lada ciosem''. Cześć jej pamięci!. Al.S.
Franciszek Zgórek
Ur. 06.01.1833r., Ulanów. W oświadczeniu o przystąpieniu do Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania Polskiego 1863/64r. podał, iż przed powstaniem kończył szkoły. W roku 1853 wstąpił do szkoły kadetów, później do inżynierii. Podczas wojny austriacko-włosko-francuskiej był oddelegowany do robienia fortyfikacji mniejszej jako osobny komendant. Po wojnie był w randze feldwebla jako instruktor w szkole kadeckiej we Włoszech. W momencie gdy ofiarowano mu rangę oficera wybuchło powstanie. Odrzucił wszystkie składane mu propozycje i wstąpił w szeregi powstania do oddziału Wierzbickiego w lubelskim i jako porucznik był w bitwie pod Polichną. Wstąpił do 17 kompanii pod kapitanem Horn tam zginął Remiszewski kasjer i krewny Wierzbickiego Słobój. Walczył w bitwie pod Kaniowolą, tam zginął Wierzbicki i dowództwo objął Wagner. Walczył pod Chruśliną, pod Żyżynem i pod Fajsławicami. Był ranny w nogę od kuli karabinowej. Został wzięty do niewoli i skazany na 20 lat ciężkich robót. Został zasądzony przez Berga na 8 lat ciężkiego więzienia do robót w kopalni w gub. nerczyńskiej. Powrócił w dniu 15.07.1869r. do Warszawy na skutek ogólnej amnestii. Na zesłaniu nabawił się reumatyzmu i przestał władać prawą ręką. Po powrocie z Syberii objął zarząd gospodarski, w latach 1871-73 był w dobrach Tuligłowy, a w 1878r. objął sekretarstwo gminy Ulanów. Ożenił się i miał 5 dzieci. Deklarację podpisał w 1889r.
Antoni Zieliński
Herbu Leliwa. ur. w r. 1842 w Tarnopolu, uczeń kursu pedagogicznego akademii krakowskiej, służył jako sierżant w żuawach Rochebruna, w oddziałach i Langiewicza. Walczył pod Miechowem, Chrobrzą i Grochowiskami. Ranny w rękę. Po powstaniu profesor szkoły wydziałowej. W pamiętniku swym podaje Zieliński następujące szczegóły: »W grudniu pamiętnego roku zaprzysiężono nas wszystkich i mieliśmy wszyscy wyruszyć w pole, czekaliśmy tylko na wezwanie. By nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi, chodziliśmy dalej pilnie na wykłady, ale czas wolny poświęcaliśmy nie nauce, lecz pracy wśród młodzieży rękodzielniczej, każdy z nas bowiem miał obowiązek dostarczyć przynajmniej dziesięciu ludzi. Agitacya szła łatwo, młodzież rękodzielnicza paliła się do walki. Ze wsi okolicznych nadciągało grupkami włościaństwo, by zaciągnąć się w szeregi. Szli - wiedzeni zapałem — nie wiedząc nawet na kogo, byleby tylko im dano broń do ręki na Moskala. Raz kiedy szedłem na wykłady, przystępuje do mnie kilku włościan i pyta: »A pan nas? "— >Tak« odpowiedziałem. — »No to dobrze! a gdzie to Panie przystaje się do Ojczyzny?« Zaprowadziłem ich tam, gdzie przystaje się do Ojczyzny i zaraz zaprzysiężono ich, by z najbliższym transportem odesłać w pole«. »Dnia 1. lutego otrzymałem rozkaz do pochodu. Zabrawszy trochę prymitywnych prowiantów, wyruszyłem. O godz. 7. wieczorem stanąłem pod Floryańską bramą, gdzie wnet zebrała się spora kupka naszych. Na wózkach ruszyliśmy do Chrzanowa, gdzie stanęliśmy późną nocą, skąd mieliśmy się przeprawić przez granicę. W Chrzanowie zastaliśmy smutną wieść, że ruszyć nie możemy, bo niema broni dla nas. Przykrym był ten pierwszy zawód, trzeba było wracać do Krakowa, gdzie w dwa dni otrzymaliśmy znowu rozkaz do wymarszu. Wybraliśmy się już inną drogą, mianowicie przez błonie na Łobzów do Ojcowa, gdzie gromadzono liczniejsze zastępy«. »Pod Ojcowem zastaliśmy cały obóz. Kilka dni poświęcono na nauczanie nowozaciężnych zasadniczych rzeczy z zakresu sztuki wojennej, poczem mieliśmy wyruszyć, czekano tylko na broń, bo tej ciągle jeszcze nie było. Rozdzielono tymczasem przybyłych do rozmaitych znaków, mnie przydzielono do pierwszej kompanii żuawów. W końcu po sosnowieckiej wyprawie przywieziono nam trochę starej broni palnej, ale ta była prawie nie dbo użytku, bo każdy karabin był inny. Pomimo braku broni otrzymaliśmy rozkaz wymarszu do Olbroma i Skały, żuawi mieli udać się do Skały. Z polecenia mego komendanta Rochebruna pozostałem jeszcze w Ojcowie, by zaciągnąć nowych ludzi i uzupełnić nimi drugą kompanię żuawów. Spełniwszy polecenie wybrałem się z zebranymi ludźmi do Skały. Zamieć śnieżna i uciążliwa droga zmęczyły nas tak strasznie, że cieszyliśmy się na odpoczynek w naszych kwaterach. Skoro jednak przybyliśmy do Skały i ułożyliśmy się na spoczynek rozległ się alarm. To Moskale ze Słomnisk podsuwali się pod nasze pozycye, spodziewając się, że zaskoczą nas nieprzygotowanych do walki. W kilku chwilach jednak stanęliśmy gotowi do niej a silny ogień przeciw przednim strażom moskiewskim skierowany, powstrzymał ich w pochodzie«. »Na drugi dzień otrzymaliśmy rozkaz wyruszenia pod Miechów, gdzie miała nastąpić potyczka z Moskalami. Smutnym był widok tego pochodu. Młodzież wycieńczona ledwie się wlokła, żołnierz niewyćwiczony szedł bezładnie wywołując często niepotrzebny tumult. W drodze odpoczywaliśmy tylko kilka godzin w Czaplach«. »Nad ranem podsunęliśmy się pod Miechów. Moskale spostrzegli nas a kilka rakiet puszczonych przez nich zaalarmowało załogę. Wnet rozpoczął się obustronny ogień. Zagrzani zachętą Rochebruna, zaatakowaliśmy górkę, obsadzoną przez Moskali i zdobyliśmy ją a potem cmentarz. Z cmentarza wpadliśmy w wązką uliczkę, wiodącą do rynku. Tu rozegrała się prawdziwa rzeź, bo Moskale bronili się zaciekle. Żuawi, jako aryergarda, walczyli jak wściekli, pomni, że im wolno iść zawsze tylko naprzód, bo żuaw nie cofa się przed wrogiem. Po dłuższej walce słychać było z naszej strony coraz rzadziej odgłos padających strzałów, podczas kiedy Moskale prażyli prawie bez przerwy gęstym ogniem. Polakom brakowało amunicyi... Musiano dać hasło do odwrotu. Ze stu sześćdziesięciu żuawów pozostało przy życiu około trzydziestu, przeważnie rannych. Kwiat młodzieży i inteligencyi zasłał krwawe ulice Miechowa. Pozostała przy życiu garstka poszła w rozsypkę wałęsając się po okolicznych wsiach i lasach«.
Józef Paweł Zieniewicz
Urodził się 10 marca 1842 r. we wsi Ostrówek, parafii Szudziałowo[2] (obecnie woj. podlaskie, pow. Sokółka, gm. Szudziałowo), zmarł 17 października 1913 r. w Tobolsku, pochowany tamże. Syn Adolfa Zieniewicza i Weroniki z Borowskich. Ojciec pochodził z drobnej szlachty bezrolnej ziemi słonimskiej (parafia Dziewiątkowicze Nowe), matka pochodzenia szlacheckiego z Podlasia (parafia Szudziałowo). Babka Józefa po stronie matki Anna Borowska pochodziła ze znanego litewskiego rodu Eysmontów. Józef posiadał liczne rodzeństwo (dwanaścioro), jednak do dorosłego wieku dożyło sześcioro (Władysław, Emilia, Konstancja, Anna, Kazimierz oraz Wincenty). Rodzice Józefa, nie posiadając własnej ziemi, często zmieniali miejsce zamieszkania, zatrudniając się przy różnych majątkach lub dzierżawiąc ziemię (m.in. Ostrówek par. Szudziałowo, Mostowlany par. Jałówka, Niziany par. Wołkowysk, Samojłowicze par. Piaski). W okresie pobytu w granicach dóbr Mostowlany, należących do Kalinowskich, chrzestnym jednego z braci Józefa był Szymon Kalinowski, ojciec Wincentego Konstantego Kalinowskiego. [3] W okresie Powstania Styczniowego Adolf i Weronika z dziećmi zamieszkiwali najpewniej w ziemi nowogródzkiej, być może w pobliżu miejscowości Nowojelnia.[4] O udziale Józefa Zieniewicza w powstaniu nie udało się dotąd ustalić jakichkolwiek faktów. Pewnym jest, że w związku z jakąś formą zaangażowania w powstanie (lub podejrzeń o takowe) został skazany na zesłanie na Syberię. Według żyjących w Rosji potomków miała to być kara dwudziestu pięciu lat katorgi. Ze „”[5] dowiadujemy, że pierwotnie trafił do wioski Jełtyszewo, wołości biegiszewskiej guberni tobolskiej. Na początku w 1865 r. przyznano mu zasiłek w wysokości 10 rubli rocznie. Następnie, w roku 1869 został przeniesiony na osiedlenie do wołości bronikowskiej, do wsi Zawalna, tym razem bez zasiłku. W dokumentach metrykalnych Józef Zieniewicz określany jest jako „”. W dniu 8 lutego 1866 r. w Tobolskim Kościele Katolickim zawarł związek małżeński z osiemnastoletnią panną Józefiną Szyszkowską, córką Feliksa i Elżbiety Tokarzewskiej, pochodzącą z guberni grodzieńskiej, powiatu brzeskiego (parafia Brześć Litewski).[6] Już 4 listopada 1866 r. w Tobolsku na świat przyszedł pierworodny syn Zygmunt, ochrzczony 1 stycznia 1867 r. w miejscowym Kościele Parafialnym przez ks. Wincentego Koncewicza.[7] Ogółem Józef i Józefina doczekali się aż ośmiorga dzieci, spośród których czworo dożyło do wieku dorosłego tj. Zygmunt, Adolf Józef (ur. 1869 r.), Feliks (1871 r.) oraz Maria Elżbieta (1875 r.). Józef utrzymywał kontakt korespondencyjny z rodziną na historycznej Litwie. W roku 1875, na wieść o śmierci matki oraz złej sytuacji rodzeństwa, zwrócił się z podaniem o zezwolenie na trzymiesięczne odwiedziny majątku Kuścin w powiecie nowogródzkim guberni mińskiej, w celu zadbania o byt małoletnich sióstr i braci.[8] Zezwolenie takowe otrzymał. Zieniewiczowie podejmowali starania o możliwość przeniesienia do miasta Tobolska, co ostatecznie udało im się ok. 1878 r., mniej więcej od tego czasu są tytułowani mieszczanami tobolskimi. Józef odnalazł w Tobolsku lepsze warunki do rozwoju swoich, zapewne rozpoczętych wcześniej, interesów. Niestety, rodzinę dosięgła tragedia, w dniu 12 lutego 1883 r., w czasie kolejnego połogu Józefa Zieniewicz umarła wraz z nowonarodzonym dzieckiem.[9] Józef zajmował się handlem, był kupcem należącym do rosyjskiej drugiej gildii. Prowadzony przez niego sklep mieścił się zapewne we własnym domu przy ul. Małej Archangielskiej w Tobolsku. Handlował różnymi artykułami, według tzw. „” za rok 1901 winem[10] , być może także artykułami aptecznymi. Doświadczenie w Tobolsku przy ojcu zdobywał stopniowo najstarszy syn Zygmunt, który wykształcił się na prowizora aptecznego. W roku 1895 r. (w dniu 27 czerwca), w wieku 52 lat, Józef Zieniewicz ożenił się w Tobolsku po raz wtóry. Jego wybranką była młodsza o dwanaście lat Malwina Worotyńska, córka zesłańca Jana i Emilii z Iwanowskich, wywodząca się z rodziny szlacheckiej guberni witebskiej, powiatu połockiego[11]. W roku 1896 (24 czerwca), w Tobolsku, na świat przyszła Eleonora, jedyne dziecko Józefa i Malwiny, jej matką chrzestną została przyrodnia siostra Maria Elżbieta Zieniewicz. Według niepotwierdzonych informacji, Józef z żoną, córkami Marią i Eleonorą, a także synem Zygmuntem i synową Marią miał około 1906 r., przenieść się do Tiumeniu, gdzie miał nabyć dom i otworzyć aptekę. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że do tego syberyjskiego miasta przeniósł się Zygmunt z żoną, być może także z siostrami, gdzie do 1918 r. prowadził aptekę we własnym domu na rogu ul. Spasskiej i Sadowej. Józef Paweł Zieniewicz zmarł w Tobolsku 17 października 1913 r. w wieku 71 lat, spoczął na miejscowym cmentarzu.[12] Do niepodległej Polski udało się wrócić wdowie Malwinie Zieniewiczowej (ok. 1926 r.), najstarszemu synowi Zygmuntowi z żoną oraz córce Eleonorze z mężem Tadeuszem Antonim Głębskim (obydwie rodziny wyjechały do Polski ok. 1922 r.).Bracia Feliks i Adolf Zieniewiczowie pozostali na Syberii, los ich siostry Marii Elżbiety pozostaje nieznany. Kiedy w 1933 r. Towarzystwo Przyjaciół Powstańców 1863 r. zainicjowało stworzenie kwatery Powstańców Styczniowych na cmentarzu wojskowym na Powązkach w Warszawie, Eleonora Głębska zadbała, by na murze pamięci powstańców zmarłych na zesłaniu lub emigracji zawisły tabliczki z imionami i nazwiskami jej ojca Józefa Zieniewicza oraz dziadka Jana Worotyńskiego. Groby rodzinne Eleonory i jej brata Zygmunta znajdują się na tym samym cmentarzu, symbolicznie, w sąsiedztwie kwatery powstańczej.
Strona z 75 < Poprzednia Następna >