Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 2997
Strona z 75 < Poprzednia Pierwsza
Franciszek Zima
Ur. 1827 Luszowice, k. Dąbrowy, zm. 1899. Syn Wacława (oficjalisty i dzierżawcy dóbr na Pokuciu) i Katarzyny Brzozowskiej. Student akademii technicznej lwowskiej. W 1848 w szeregach gwardii narodowej a następnie Legionu Polskiego na Węgrzech, uzyskując stopień kapitana w legionie Wysockiego, korpusie Damianicza. Dwa lata przebywał internowany w Szumli. Następnie w 1851 wyjechał do Anglii do Manchester gdzie pracował w zarządzie przędzalni, gdzie miał rodzinę (żona i dziecko), jednak na wieść o wybuchu powstania wyjechał. Współorganizator i uczestnik w charakterze szefa sztabu oddziału tureckiego, który miał za zadanie przedostać się przez Rumunię na Podole. Oddziała stoczył przegraną - w której Franciszek odniósł rany. Następnie brał udział także w wyprawie na Poryck. W Latach 1863-4 więzień stanu. Po powstaniu mieszkał we Lwowie, gdzie był dyrektorem Galicyjskiej Kasy Oszczędności. Był też w Radzie Nadzorczej Miejskiego Muzeum Przemysłowego. Prawy człowiek, odznaczał się zdrowym osądem, z zamiłowaniem do rzemiosła wojennego. Wzbudzał szacunek tak ze strony kolegów jak i przełożonych. W ostatnich latach życia życia nie oparł się niesumienności w zarządzaniu kasą, do czego skłoniła go chęć pomocy w rozwoju przemysłu naftowego w Galicji przez osobę nie zbyt skutecznego Szczepanowskiego. Został za to oskarżony o sprzeniewierzenie funduszy banku rzekomo wynikające z uwikłania w liczne kontakty z kobietami i szantażowany przez osoby mające o tym wiedzę. W rzeczywistości akt oskarżenia wniosła osoba, której Franciszek Zima odmówił kredytu. Mając bardzo duże możliwości Franciszek Zima niekiedy omijał procedury, co posłużyło za podstawę do aktu oskarżenia. Zaaresztowany, chorując na serce zmarł w celi śledczej z silnego wzburzenia. Proces sądowy uniewinnił wszystkich podejrzanych. Pochowany we Lwowie, na cm. Łyczakowskim pole nr 69
Justyn Zubrzycki
h. Sas. Z nad Prutu. (Spóźnione). D. 18. b. m. o godz. 1. popołudniu zmarł w Śniatynie w 69. roku życia swego Justyn Sas Zubrzycki, oficer wojsk polskich w kampanii węgierskiej w r. 1848 i 1849 i w powstaniu polakiem w r. 1863, były naczelnik gminy i honorowy obywatel miasta Śniatyna, tudzież naczelnik śniatyńskiej ochotniczej straży ogniowej Kraj traci w nim jednego z najdzielniejszych i najwaleczniej szych synów ojczyzny, rodzina dobrego ojca, biedni gorliwego obrońcę i opiekuna, znajomi szczerego i drogiego przyjaciela i druha. W r. 1848 i 1849 brał on czynny udział w wyprawach siedmiogrodzkich, a mianował go swoim adjutante.n, obdarzając go za waleczność szablą honorową, Którą rodzina zmarłego ze czcią przechowuje. Po nieszczęśliwej wojnie powrócił do kraju i oddawał się gospodarce, pomagając według możności biednej współbraci i dzieląc się ostatnim groszem z potrzebnymi. W r. 1863 wstąpił w szeregi walczących o wolność synów Polski, dowodząc oddziałem kawalerji a następnie dłuższy czas przesiedział w więzieniu. Osiadłszy znowu na swej zagrodzie w Śniatynie, został wybrany burmistrzem miasta, i podczas kilkoletniego urzędowania swojego wydobył gminę z toni bankructwa, pomnożył jej majątek, uregulował dochody, a nadto podjął zaciętą walkę z nadużyciami wszelkiego rodzaju. To narobiło mu nieprzyjaciół, którzy dopóty kopali dołki pod zacnym obywatelem, że niedość oględnego zdołali oczernić i wystawić w świetle, narażającem człowieka na odpowiedzialność sądową. Skombinowanym intrygom wrogów powiodło się podkopać powagę człowieka i narazić go na największe nieprzyjemności. C. k. sąd karny, po dokładnem i sumiennem zbadaniu sprawy, uznał niewinność ś. p. Justyua Zubrzyckiego. Niestety przyszło to za późno. Krzywda wyrządzona pozostała krzywdą. Dotknięty boleśnie w tern, co mu było najdroższego — w swym honorze, w swej uczciwości, zrujnowany do tego materjalnie na majątku, którego nie szczędził na wydatki, starając się o dobro gminy i pojedynczych jej członków, J. Z. popadł w chorobę, która się zgonem jego zakończyła. I dziś nawet ci żałują, co zbyt pochopnie potępiali. Kraj zaś ma o jednego prawdziwego patrjotę mniej, który stał niezachwianie na kresach i bronił polskości jak na męża przystało. Cześć pamięci jego !
Józef Żuliński
Józef Anzelm Żuliński, ps. Zenon Zetowicz, ur. 21.4.1840, zm. 1908. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie, 1858 zdając maturę. Z powodu zajść z ówczesnym rektorem Akademii medycznej - Cycurynem - jego brat Tadeusz i on musieli opuścić Warszawę.[24] Studiował następnie na Uniwersytecie w Kijowie na Wydziale Przyrodniczo Matematycznym. W 1861 razem z bratem znowu musiał opuścić Kijów z powodu udziału w manifestacjach patriotycznych. W 1861-62 studiował na Uniwersytecie w Pradze, na Wydziale Filozoficznym. Następnie przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński zyskując 7.1.1863 tytuł doktorski (mineralogi). [7] Pracował w organizacji jako zastępca naczelnika miasta Krakowa. Był więzionym na Zamku, potem w sądzie. Został wywieziony do Solnogrodu. Wyjechał do Pragi, po czym razem z braćmi w Paryżu. Po powrocie do Galicji w 1874 uzyskał uprawnienia co nauczania historii naturalnej w całym gimnazjum, oraz matematyki i fizyki w gimnazjum niższym z językiem wykładowym polskim.[21] Profesor seminarium nauczycielskiego żeńskiego we Lwowie[3][6]. uczył też w Prywatnej Szkole Wydziałowej ss. Sakramentek we Lwowie.[25] Wychowywał cały szereg pokoleń Polek. Był też prekursorem i inicjatorem wycieczek i obozów letnich dla młodzieży miejskich, stworzonych na wzór gimnastyczno-wojskowy.[25] Przeniósłszy się w stan spoczynku kierował szkołą sług we Lwowie, założył kolonię leczniczą w Rymanowie, [6] "Wybitny pedagog, przyjaciel króla serbskiego Milana Obrentowicza."[3] ""[6] We Lwowie żona Łucja prowadziła salon, gdzie spotykali się patrioci różnych sfer polskich. Maryla Wolska w wierszu "Tamten świat" tak opisała to miejsce: [i] Znajomy salon, młodzież, panowie i panie, Co tydzień serdeczna gromadka. Stare sprzęty, fortepian I ciemne portrety na ścianie: Nieboszczka pani Żulińska, matka, Patrząca z obrazu w dół, Spojrzeniem jakby krepą zasnutem ... Doktór Tadeusz, nieboszczyk, Jeszcze wówczas żyjący pan Józef, Profesor i on, Roman, ich brat, Stracony w Warszawie z Trauguttem ... Po prostu tamten świat.[/i][23] Józef Żuliński zmarł na gruźlicę, we Lwowie, przy ul. Ossolińskich 11, mając 68 lat. Pochowany Lwów, Łyczaków, kw. 72, gr. 56. W sąsiednim grobie spoczywa jego matka i dwaj bracia: Kazimierz i Tadeusz.[1][19][20] Razem z nim w jednym grobie są pochowani: [*] dr. Tadeusz Żuliński, lekarz adiutant J. Piłsudskiego, komendant Polskiej Organizacji Wojskowej pod Zaborem Rosyjskim w latach 1914-1915, porucznik VI baonu 3 pułku i brygady Legionów Polskich ranny w walce z Moskalami pod Kamieniuchą dnia 28.10.1915, zmarł 05.11.1915 w wieku 26 lat, oznaczony pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari [18] [*] Teresa Żulińska, zam. Czarnik, córka Józefa, matka dr. Leszka Czarnika, żyła lat 61 zmarła 26.03.1944 [19] Żona: Łucja Gross (Gros) c. Adama i Teresy Tolkmit (Tolk) [3][5][6][7][8] Dzieci:[listn] [*] Barbara. ur 1881 Lwów [5] [*] Teresa Kazimiera, ur 1883 Lwów [4][6]. zm. 26.03.1944 Lwów.[16] mąż Stanisław Jakub Czarnik (ślub 14.01.1905 Lwów, świadkowie Edward Żuliński urzędnik Krakowskiego Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń i Kazimierz Czarnik), doktor medycyny s- Jakuba i Karoliny Oppenauer[4]. Ich syn - dr. Leszek Czarnik [16] [*] Łucja Stanisława Żulińska, ur. 1886 Lwów [7] [*] Tadeusz Józef Żuliński [8] - lekarz adiutant J. Piłsudskiego, komendant Polskiej Organizacji Wojskowej pod Zaborem Rosyjskim w latach 1914-1915, porucznik VI baonu 3 pułku i brygady Legionów Polskich, oznaczony pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari [16] ur 1889 Lwów [8] zm. 05.11.1915 na skutek ran odniesionych w walce z Moskalami pod Kamieniuchą [16] [*] Maria ur ok. 1889 Lwów. zm. 02.06.1890 Lwów, ok. 1 rok[9] [/listn]
Kazimierz Żuliński
Kazimierz Samuel Walenty Żuliński, ur. 1831 Radom, zm. 3.1904 Lwów. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: Aleksander, , , , , Emilia, Maria, Zofia, Róża. ==> Ukończył Akademię Duchowną w Warszawie.[4] Po wyświęceniu pracował jako komendarz w parafii w Bełdowie.[4] Od 1859 uczył religii w Szkole Powiatowej nr 3 w Warszawie, 1 Szkole Powiatowej Realnej na ul. Królewskiej (1859-62).[4] Decyzją namiestnika z dn. 19.1.1862 usunięty z funkcji nauczyciela w związku z "zupełną nieprawomyślnością polityczną". Od 13-16.4.1862 więziony w Cytadeli. Brał czynny udział w organizacji narodowej i kazaniami patriotycznymi budził ducha.[1] Był okręgowym IV Wydziału Organizacji Miejskiej w Warszawie.[16] We wrześniu 1863 został wikarym w parafii S-go Alexandra w Warszawie, ale już wkrótce musiał uciekać z kraju. Zdradzony przez jednego z towarzyszy organizacji, że jako kapłan udzielał ślubów i chrztu przez moskali niedozwolonych, wyjechał z Warszawy 21.10.1863 i przybył do Krakowa, gdzie mieszkał u ks. Słotwińskiego i miał objąć wikariat przy kościele Panny Maryi.[1] Ogłoszony stan oblężenia w Galicji wyrzucił go na emigrację do Paryża. Tam był również nader czynnym, założył Tow. kapłanów polskich i wydawał dziennik "Wiara" w kierunku patriotyczno-religijnym.[1] Założył stowarzyszenie kapłanów polskich na emigracji.[5] W r. 1880 wrócił do Krakowa, gdzie otrzymał posadę spowiednika przy kościele Panny Maryi. "Tak pracą tą, jak i kazaniami licznemi zyskał wielki wpływ i miłość ludu."[1] Gdy w r. 1887 umarł, Agaton Giller, długoletni przyjaciel rodziny, wyjechał ks. Żuliński do Stanisławowa na pogrzeb i nad grobem jego miał gorącą przemowę. Wróciwszy do Krakowa zastał pismo konsystorza z zawiadomieniem, iż jako nieprzyjęty formalnie do diecezji, ma bezzwłocznie opuścić zajmowane stanowisko. Nie mogąc wyjednać u władzy, by go osobiście wysłuchano, opuścił Kraków, przebywał w rozmaitych miejscach w diecezji przemyskiej i tarnowskiej, wreszcie objął miejsce w zakładzie wychowawczym żeńskim w Łomnie, gdzie spełniał zarazem funkcje kapelana i katechety. Ostatnie lata spędził jako współpracownik w Boryni pod Turką u przyjaciela swego, acz znacznie młodszego ks. Dziedzica. Przyjechawszy do Lwowa, by uczcić 50-cio lecie kapłaństwa, umarł tutaj w marcu 1904. Zmarł we Lwowie, w Szpitalu Sióstr Szarytek w wieku 73 lat [6]. Pochowany w grobie rodzinny kw. 72. Pogrzeb jego, który wyszedł z domu żałoby ul Teatyńska 3[5] był wspaniałym hołdem społeczeństwa dla zasług zmarłego.[1] Zarząd główny T. S. L. pragnąc uczcić pamięć jego, postanowił założyć w miejscu najbardziej zagrożonym szkołę jego imienia.
Roman Żuliński
Roman Żuliński, h. (najprawd.) {{Ciołek}}, ps. "August", "Stary", "Roman Starszy"[3][22]. Ur. 28.2.1833 Warszawa, powieszony 5.8.1864 Warszawa. Ojciec: Tadeusz, (s. Józefa i Marianna zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie). Matka: Barbara Michelson, (c. Samuela i Pelagii Werner). Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Pochodził z rodziny szlacheckiej (zapewne herbu Ciołek), która jednak nie starała się o indygenat zaborczy. Wiadomo jednak że kuzynem stryjecznym był Daniel Żuliński, co potwierdza, że chodzi o tę rodzinę. Gdy Roman miał 10 lat został osierocony przez ojca. Matka, z urodzenia ewangeliczka, po podwójnym ślubie (w dwóch wyznaniach) wychowywała dzieci po katolicku - ""[9] utrzymywała rodzinę ze skromnej emerytury. Wojciech Górski, (uczeń Romana i założyciel prywatnego gimnazjum przy ul. Hortensji), pisał o tej rodzinie: „”[23] Był niezwykle bystrym, miał szczególne upodobanie do matematyki i często tłumaczył innym uczniom lekcje profesora. Wielu też bezinteresownie uczył - mając prawdziwe powołanie do zawodu nauczycielskiego. Głęboko religijny, nigdy nie brał udziału w żartach na temat religii lub moralności. Codziennie uczestniczył we Mszy Świętej i raz w miesiącu chodził do spowiedzi.[9] W 1845 został zapisany do I klasy Gimnazjum w Krakowie, lecz na skutek ukazu o obowiązku nauki w granicach cesarstwa, musiał przenieść się już w kolejnym roku do Królestwa. Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie.[3] ""[1] Wbrew informacjom [1][2] nie był absolwentem uniwersytetu moskiewskiego. Planował uczęszczać na Uniwersytet Petersburski, jednak z racji na trudności finansowe matki, nie mogącej utrzymać ze skromnej emerytury 8 dzieci - postanowił pójść do pracy w edukacji. Od 1854 nauczyciel Instytutu Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie. Pracując tu wydał bardzo przydatne dziełko - kurs arytmetyki do użytku nauczycieli szkół elementarnych wg metody Diesterwega. Po dwóch latach otrzymał stanowisko nauczyciela matematyki i geografii przy szkole tzw powiatowej przy ul. Królewskiej w Warszawie.[9] W 1859 wydał "Zasady rachunku różniczkowego i całkowego"[7]. Rozpoczął też wtedy nauczanie, wpierw zastępcze, później jako młodszy nauczyciel w Gimnazjum Gubernialnym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie, a po jego zamknięciu od 1861 nauczyciel 1. Szkoły Powiatowej Realnej w Warszawie, przy ul. Nowolipki. [1][24], "."[4] W czasie manifestacji patriotycznych 1861 roku zajmował stanowisko pełne rozsądku, naciskając na kształcenie miejskie i wiejskie. Zapytany o to co robić odpowiedział: „“[9] Zaangażował się więc gorliwie w system zakładania szkółek wiejskich, ludowych. Był też wówczas członkiem Towarzystwa Dobroczynności i członkiem czytelni bezpłatnych założonych przez Tadeusza Lubomirskiego.[9] W 1862 zorganizował Szkoły Wieczorne dla rzemieślników, gdzie wykładano m.in język polski i higienę. Sam wykładał w nich, a jego wykłady cieszyły się tak ogromnym zainteresowaniem że władze moskiewskie zaczęły zabiegać o ich zamknięcie. Był wielce czynnym przy zakładaniu tajnego Towarzystwa Nauczycieli Gimnazjalnych i Pedagogów. Gdy Wielopolski na skutek manifestacji w I gimnazjum kazał zamknąć klasę V, Żuliński urządził dla nich lekcje z kontynuacją nauki.[9] ""[1] Przez oświatę pragnął odrodzić Polskę i przygotować ją do lepszej przyszłości.[23] Już w 1863 zaangażował się w tworzenie szkółek dla sług, pod pozorem instytucji dobroczynnych przy ochronkach. W krótkim czasie uczęszczało na te wykład 800 osób. Prezesem wydziału naukowe przy Towarzystwie Dobroczynności został Józef Kraszewski a Roman Żuliński był jego zastępcą. Zaś po wyjeździe prezesa do Krakowa - został nim obrany Roman. Przed Powstaniem robił wszystko, aby nie wybuchło ono zbyt wcześnie. Należał do Koła wraz Z i . Starał się pogodzić Białych i Czerwonych, chciał uniknąć przelewu krwi młodego pokolenia, jednak gdy Powstanie wybuchło oddał się w całości pracy niepodległościowej. Pełnił odpowiedzialne funkcje. W II Rządzie Narodowym (Agatona Gillera) działał przy Awejdzie w Wydziale Administracji.[9] W ciągu kilku tygodnie zorganizował w całym kraju pocztę powstańczą.[22] W IV RN był przy Rafale Krajewskim jednym z 4 referentów Wydziału Spraw Wewnętrznych, będąc odpowiedzialny za woj. płockie i augustowskie. Następnie został powołany we wrześniu na dyrektora Wydziału Komunikacji i Ekspedycji - doprowadzając do przeorganizowania i regulacji całego wydziału. Współpracując z kierował wydziałem ekspedytury aż do 3.3.1864. Był on bezpośrednim wykonawcą poleceń rządu narodowego w przedmiocie wysyłania korespondencji złoczyńców, utworów literackich treści podburzającej i innych przedmiotów zakazanych do różnych miejsc Królestwa Polskiego, jednocześnie zaś ukrywał w różnych miejscach w Warszawie papiery i przedmioty zakazane i pod tym względem rozporządzał wedle własnego uznania.[21] Nie skorzystał z możliwości ucieczki za granicę, wiedząc że może zostać aresztowany - mówi "".[2][4][9] Na drzwiach jego mieszkania na ul. Świętojerskiej, na przeciwko uliczki między Trybunałem i Senatem, na I.piętrze widniało nazwisko "Żuliński" i obraz Matki Bożej.[25] Aresztowany został razem z bratem Aleksandrem, dawał mu w czasie drogi do aresztu wskazów jak postępować. Więziony na Pawiaku i Cytadeli. Pomimo męczarni zadawanych mu przez Tuchałkę wytrwał przy tym co powiedział: ""[4] Skazany na śmierć przez powieszenie. W przeddzień wykonania zezwolono na widzenie z matką i rodziną - podtrzymywał ich na duchu, instruował jak wychowywać dzieci i prosił o nazwanie nowo-narodzonej siostrzenicy imieniem Basia - po jego matce. Wyrok wykonano na stokach Cytadeli.[3] Powieszony 5.8.1864 razem z Trauguttem, Krajewskim, Toczyńskim i Jeziorańskim. W ostatniej drodze towarzyszył mu o. kapucyn , który poprosił o podarowanie mu modlitewnika. Wg jego słów Roman Żuliński umarł "". Ksiądz przekazał matce szkaplerz i medaliki, w których kazała się pochować. Podał też rodzinie listy pożegnalne, w których Żuliński pisał m.in. ".“[9] Ciała 5 powieszonych członków Rządu Narodowego Moskale zakopali w fosie Cytadeli, zasypali wapnem i wyrównali aby nie było wiadomo gdzie spoczywają. W ramach prac poszukiwawczych w XX wieku znaleziono 2 takie pochówki 5 osób, niestety stan zachowania nie pozwolił stwierdzić które należały do powieszonych tego dnia. Domniemane szczątki spoczywają w klasztorze oo. Kamedułów na Bielanach w Warszawie.[11] Miejsce kaźni symbolizuje dzisiaj Krzyż Traugutta. Na grobie Alojzy Traugutt na Warszawskich Powązkach znajduje się tablica pamięci wszystkich 5 powieszonych członków Rządu Narodowego. Dokładnie co do dnia pół wieku później z Oleandrów wyruszyła I Kadrowa.[10] W 1893 roku została wydana "Litania do Najświętszej Panny" jego autorstwa - "Pieśń osnuta na Litanii Loretańskiej". Na tej Litanii w swojej książeczce do nabożeństwa, zaznaczał przy każdym wezwaniu kolejne szczególne dni od uwięzienia, przez wszystkie znęcania się aż do dnia egzekucji. Dzień kaźni oznaczył przy ostatnim wezwaniu.[19] W roku 1934, czyli w siedemdziesiątą rocznicę śmierci Żulińskiego, na budynku Gimnazjum żeńskiego im. Elizy Orzeszkowej przy ul. Nowolipki 11 w Warszawie odsłonięto tablicę pamiątkową o treści: "[i]Roman Żuliński, ukochany przewodnik młodzieży, męczennik sprawy narodowej, stracony dn. 5 sierpnia 1864 w tym domu nauczał[/i]". Budynek ten został zniszczony w czasie II Wojny Światowej.[24] Podczas odsłonięcia Wojciech Górski powiedział m.in. ""[23] W Radzyminie, Warszawie i Nowym Sączu istnieją ulice jego imienia. Powiat Wołomiński organizuje coroczny konkurs matematyczny imienia Romana Żulińskiego.
Tadeusz Żuliński
Ur. 30.11.1839 Kraków, zm.18.1.1885 Lwów. Ojciec: Tadeusz, s. Józefa i Marianny - zmarłych w Sandomierzu,[7] urzędnik Kr.Pol. przy komorze celnej w Krakowie. Matka: Barbara Michelson, c. Samuela i Pelagii Werner. Rodzeństwo: , Aleksander, , , , Emilia, Zofia. ==> Ukończył gimnazjum realne w Warszawie. 1857-59 studiował na Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie. Z powodu zajść z ówczesnym rektorem akademii Cycurynem, wielu studentów - w tym Tadeusz i Józef, musieli opuścić Warszawę.[20] 1859-61 Akademik w Kijowie - Wydział Lekarski.[3] Kolejny raz bracia , z powodu udziału w manifestacjach w 1861 roku, musieli wyjechać z miasta. Tadeusz ukończył studia na uniwersytecie w Pradze. Ogłaszał wówczas w piśmie czeskim "Prawda" listy polityczne p. t. "Lech Czechowi". "". [1] Przybył do Krakowa. W 1.1863 uzyskał tytuł doktora UJ broniąc pracy "Pogląd krytyczny na uroskopię".[3] W marcu 1863 Policja w Pradze zawiadomiła że Antoni Sojka wyjechał do obozu Langiewicza i miał się stawić w mieszkaniu Żulińskich przy Floriańskiej 323. Policja przeprowadziła więc tam ścisłą rewizję i obu braci zaaresztowano.[20] W śledztwie postawiono im zarzuty akcji agitacyjnej w Czechach i uwięziono na Zamku krakowskim. Zostali po 2-ch miesiącach wypuszczeni z powodu braku dowodu winy.[1] Pracował dalej w organizacji mieszkając przy ul. Grodzkiej 95. Razem z bratem Józef, Janem Darosławem Amborskim i i Józefem Szujskim wydawali tajne czasopismo "Wolność". Pisywał też do lwowskiego "Dziennika Literackiego".[16] W sierpniu 1863 on i brat Józef objęli stanowiska zastępców przy Radzie Prowincjonalnej Galicji w Krakowie, jako przedstawiciele "czerwonej" młodzieży.[2] Drugi raz więziony w październiku 1863 przesiedział w więzieniu do listopada r. 1864, wykorzystując czas na dokształcanie się z literatury i filozofii. Po zwolnieniu, dzięki interwencji Józefa Dietla, wyjechał do Salzburga po czym wraz z trzecim bratem Kazimierzem i matką udali się do Paryża. Dom Żulińskich znany tam był z gościnności, Tadeusz zaś jako lekarz z bezinteresownego zajmowania się leczeniem wychodźców. Częstokroć udzielał i pomocy materialnej potrzebującym. W Paryżu był redaktorem pisma p. t. "Polska" i współpracownikiem innych politycznych czasopism, jednocześnie zasilał pisma lekarskie treścią naukową. W r. 1871 opuścił Paryż i przybył do Lwowa, gdzie mianowany został chemikiem przy szpitalu powszechnym. Był też nauczycielem w Seminarium Nauczycielskim Żeńskim we Lwowie. Pozostając na skromnej posadzie umarł we Lwowie. Pochowany kosztem miasta przy współudziale mas publiczności.[1] kw. 72 gr. 55. Razem z nim w jednym grobie są pochowani:[list] [*] jego matka - Barbara Michelson [*] Maniusia ur 1889 - 1890 [*] jego brat ks. Kazimierz Żuliński[6] [/list] "" [5]. Na jego pamiątkę zostało ufundowane społecznie epitafium w kościele oo. Dominikanów we Lwowie. [8]
Żychliński
porucznik i komendant.powstaniec 1863. wspomina o nim podkomendny Zapomniany powstaniec z 1863 r. Weteran walczył pod Miłosławiem. W cichej wiosce Sławoszew pow. Jarocin mieszka już od wielu lat, na miejscu wszystkim znany i ogólnie szanowany 87-letni weteran Wojciech Rybczyński, z zawodu leśnik. Wymieniony jest powstańcem z roku 1863. Starzec jest jeszcze nadzwyczaj dziarski i wesoły. Z chęcią opowiada o minionych dziejach w kole swych dzieci, licznych wnuków i prawnuków. Powstaniec urodził się we wsi Golina pow. Jarocin, dnia 20. lutego 1845 r. Z początku wychowywał się przy rodzicach, do szkoły krótko chodził, lecz mimo to nauczył się pisać i czytać. Jako 18-toletni młodzieniec wcielił się w szeregi powstańcze, pod chorągiew oficera śp. Żychlińskiego (ojciec obecnego p. radcy Żychlińskiego z Twardowa pow. Jarocin). Szczególnie wspomina starzec bitwy w okolicy Miłosławia, gdzie też za specjalne wyróżnienie w boju, został mianowany przez sztab powstańczy dowódcą oddziału, kapralem. Jako dowódca został lekko ranny lecz ani na chwilę nie opuszczał swego oddziału. Mówi o zwycięstwach, lecz również nie zapomina o klęskach, przyczem roni łzy, które spływają na pokrytych zmarszczkami policzkach. „Bo mogło być to inaczej zrobione i bylibyśmy wygrali” - mówi weteran. Nie zapomniał też o swych kolegach broni, których wymienia po nazwisku i imieniu; jedni polegli, drugich odniesione rany lłub choroba rzuciły na łoże boleści i już dawno odeszli w zaświaty. -„Razem z śp. Żychlińskiin wróciłem w moje strony, często wspominaliśmy nasze młode lata, te wspólne walki i przygody.. Wierzyliśmy w odrodzenie Polski, ja się doczekałem i rwałem do broni, gdy w r 1918 zabłysła jutrzenka wolności, lecz lata nie pozwalały - ale mój porucznik i komendant śp. Żychliński nie doczekał się tej chwili”. Obecnie za staraniem syna p. Wincentego Rybczyńskiego, urzędnika kolejowego w Jarocinie, został były młody entuzjasta podniesiony do godności weterana i zamianowany podporucznikiem, oraz nadana została mu emerytura.
Ludwik Żychliński
Powstaniec, sybirak, dowódca konnego hufca im Dzieci Warszawskich. W 3.1887 wytoczył proces o zniesławienie innemu powstańcowi i sybirakowi - Ludwikowi Zielonce. Ów udowadniał że Żychliński był donosicielem dla idei. Oskarżenie to poparł słowami Mikołaja Epsteina i Benedykta Dybowskiego. Podstawą oskarżenia było zdarzenie z Irkucka stawiające w złej sławie Żychlińskiego a które zostało opublikowane w czasopiśmie "Ognisko Domowe" 20.1.1887. W Irkucku u Epsteina zbierało się towarzystwo z którego Żychliński został wyrzucony jako donosiciel, choć znali jego dowody męstwa. Zastanawiającym dla Epsteina był fakt, że wszyscy przywódcy powstania zostali powieszeni, a Żychliński tylko został zesłany (drugi R... sam przyznawał się kolegom że był donosicielem i przepraszał). Pogłoski mówiły że Żychliński robił zeznania w Cytadeli przez które wielu dostało się do niewoli. Miał on wśród zesłańców opinię "króla łgarzów" tak że istniało przysłowie "łże jak Żychliński". Epstein przytaczał opowieści Barosza - wiernego sługi Żychlińskiego, który zerwał z nim gdy ów zażądał pomocy w donosicielstwie i dostarczania informacji do kpt. Markowoa. Gubernator Dytmar miał ofiarować Żychlińskiemu pieniądze, których on nie wziął, mówiąc że czyni to z przywiązania do rządu rosyjskiego. O niecnym postępowaniu wspominała też jedna Polka zamieszkała w Irkucku. Moskal Fronckiewicz opowiadał Epsteinowi że Żychliński żalił mu się że rząd rosyjski mało go wynagradza. Ostatecznym dowodem miał być list który Epstein przez przypadek przeczytał a skierowany urzędnika do specjalnych poruszeń Lietkego, w którym Żychliński ostrzegał przed Epsteinem i Marczewskim jako ludźmi "bardzo niebezpiecznymi". List był mu wręczony przez pomyłkę przez chłopa z Kojdałowa gdzie przeniósł się Żychliński, a różnił się od właściwego listu zagięciem rogu. Po tych dowodach Epstein Żychlińskiego wyrzucił.
Strona z 75 < Poprzednia Pierwsza