Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 2997
Strona z 75 < Poprzednia Następna >
Adolf Promiński
Adolf Saryusz z Promny Promiński, syn Marcina, ur. 20. października 1826 r., gimnazyum ukończył w Samborze, uniwersytet we Lwowie. ]ako członek gwardyi akademickiej brał czynny udział w obronie Lwowa podczas słynnego bombardowania stolicy. Oskarżony o zbrodnię morderstwa, zastrzelił bowiem żołnierza austryackiego, zaledwie ukończył studya musiał emigrować z kraju. Dłuższy czas tułał się zagranicą, dopiero w r. 1855 otrzymał w Illok, na pograniczu wojskowem, posadę praktykanta konceptowego przy tamtejszym urzędzie powiatowym, następnie w Nowym Sadzie pozostawał do r. 1861 jako praktykant i adjunkt sądowy. W maju tegoż roku zdołał uzyskać posadę notaryusza w Mikulińcach przeważnie dlatego, że brakło na nią kompetentów. Na tem stanowisku zastały go wypadki z r. 1863. Gorący patryota, ufny w przyszłość narodu, natychmiast po przybyciu do kraju wziął czynny udział w tych wypadkach. Mianowany komisarzem Rządu Narodowego na okręg mikuliniecki, pracował nad organizacyą i wyekwipowaniem oddziałów powstańczych. Dom jego był centralnym punktem organizacyjnym całego okręgu. Narażony na liczne dochodzenia i rewizye zdołał zawsze wyjść z nich cało, jednak przed jedną z rewizyi nie mając czasu ukryć licznych dokumentów, dotyczących organizacyi, musiał je spalić wraz ze swym dekretem komisarskim. Długa tułaczka zagranicą, mitręga i trudy na rozjazdach podczas powstania podkopały organizm śp. Adolfa Promińskiego tak, że przez lat kilka nie mógł powrócić do zdrowia. Mianowany w r. 1866 notaryuszem w Trembowli staje do pracy na polu społecznem i narodowem i na nich wielkie kładzie zasługi, jako marszałek Rady powiatowej ma osobną kartę w dziejach powiatu trembowelskiego a jego dalekorzutnej inicyatywie szereg pięknych instytucyi zawdzięcza swój rozwój zarówno w Trembowli, jak i w Tarnopolu, dokąd się zczasem przeniósł. Nie było sprawy narodowej, któraby w nim nie miała gorącego orędownika, popierającego ją materyalnie i moralnie. Zmarł w dniu 3. kwietnia 1903 pozostawiając po sobie prócz gorącego patryoty pamięć człowieka, który i w życiu prywatnem był wzorem cnót i rzadkich przymiotów.
Emelina Pruszak
(Nie Ewelina!) Ur. 1828 Podczachy, gm. Pacyna. Córka Antoniego Pruszaka i Marianny Apolinarii Goszczyńskiej. Rodzina przez wieki łożyła na tworzenie polskich wojsk i szkół. Stryj Antoni był jednym z najbogatszych osób na Mazowszu, sam uzbroił liczne oddziały w czasie Powstania Listopadowego - za co później jego dobra Sanniki zostały najechane i spustoszone przez Rosjan. Krąg rodzinny i towarzyski silnie związany z Fryderykiem Chopinem i jego otoczeniem a kuzyn Emeliny - Konstanty był przyjaciele Fryderyka z lat szkolnych. Emelina wyszła za kuzyna Józef Pruszaka. Posiadali majątek Kunki. Jeszcze przed wybuchem Powstania mieli trójkę dzieci: Julię, Konstantego Eustachego (1856) i Marię Walentynę Antoninę (1859). Niestety z chwilą wybuchu ruchu mąż jako mocno zaangażowany w sprawy powstańcze musiał uchodzić z Kraju. Emelina w 1863 pełniła rolę naczelnika cywilnego powiatu gostyńskiego. Próbowała udaremnić działania rosyjskiego księcia-generała Wittgensteina, który swoich żołnierzy przebierał w mundury powstańcze i napadał na wsie rabując. We dworze gościła wielu dowódców i powstańców, organizowała odzież, opatrunki. Przywożono tu rosyjskich szpiegów, sądzono i wydawano wyroki. Skazana na 6 lat ciężkich robót i osiedlenie się na Syberii. Wyrok poparto licznymi denuncjacjami wymuszonymi na torturach. Jej majątek - Kunki skonfiskowano a potem spalono. Później wyrok skrócono do 9 miesięcy pracy i trzech lat pobytu. Po powrocie w 1869 nie mogła mieszkać w Królestwie i osiadła w Prusach. Zmarła w 5.9.1899 we wsi Dubów w lubelskim. Jej prawnuk - Jan Pruszak, był wybitnym polskim dyrygentem. Zmarł w 2020 roku.
Seweryna Pruszak
Jedną z bardziej odpowiedzialnych placówek kobiecych patryjotycznych kierowała Seweryna Duchińska-Pruszakowa. Urodzona w 1835 roku we wsi Koszajcu pod Sochaczewem. Uduchowiona w kierunku niesienia pomocy czynnej Ojczyźnie, porzuca pracę literacką, i przybywa do Warszawy. Obiera sobie mieszkanie w najodpowiedniejszej dzielnicy Warszawy tj. na Nowym-Świecie, pomiędzy ulicami Świętokrzyską a Warecką, staje do pracy i tu rozpoczyna działalność patryjotyczną. Do pomocy dobiera sobie młodego zapaleńca Mamerta Wandallego i Leontynę Ciszewską. Dla odpowiedniego i nieprzerwanego kontaktu, Ciszewska zamieszkuje róg Czystej i Wierzbowej, w domu, gdzie był wówczas magazyn bielizny Rejchla, a Wandalli na rogu Oboźnej i Krakowskiego-Pzedmieścia, na wprost pałacu Karasia Łącznikiem na wypadek niebezpieczeństwa było mieszkanie konfidenta (nazwisko nieznane) krewnego Wandallego, w kamienicy Grodzickiego na Krakowskiem - Przedmieściu, cyklopa o jednem szklanem oku. „Piątka", do której należałą Duchińska, była pierwszą, kontrolującą, a więc z natury swej — naczelną. „Piątki" były rozrzucone po Warszawie. Składały się z kilku pań zorganizowanych w różnych punktach miasta, i które się co jakiś czas zmieniały to dla odwrócenia uwagi szpiegów moskiewskich i dla łatwiejszych ruchów a więc rychłego likwidowania się w razie grożącego niebezpieczeństwa. Dzięki odpowiednim instrukcjom Duchińskiej, jej „Piątki” mniej rzucały się w oczy, ciągle prześladującym je organom bezpieczeństwa publicznego. Zbierały się raz w tygodniu w mieszkaniu Duchińskiej. Zjawiał się tam również komisarz Rządu Narodowego Marlewski, od którego Duchińska odbierała poruczone jej, zlecenia. Po otrzymaniu „listy ubogich* (rodzin po walczących, rannych lub poległych na polu chwały), zbierała ofiary w pieniądzach i w naturze, odbierała je również od podległych „Piątek". Odnoszenie ofiar złecała Wandallemu i trzem innym (nazwisk brak), którzy dla odwrócenia uwagi policji i szpiclów byli co pewien czas zmieniani. Duchińska zbierała również datki i podatki na cele powstania, chodząc po domach prywatnych, a nadto w towarzystwie kilku pań kwestowała w kościołach, przeważnie u O. O. Kapucynów na ul. Miodowej. Prócz tego, otrzymywała od kupców warszawskich ofiary w naturze t. j. buty, bieliznę lub płótno. Uszytą bieliznę oraz obuwie zabierał z jej mieszkania agent Rządu Narodowego, ładował na wozy 1 wywoził na oczach, znaj dującego się na wprost posterunku policji wykonawczej. Niepodobna, by na to, wie zwróciła uwagi policja. Wśród policjantów, znaleźli się Polacy, solidaryzujący się z ruchem niepodległościowym. Oni to odwracali uwagę kolegów, i w duchu podziwiali planową i niezmiernie zręczną prac Duchińskiej. Bielizną i butami było zawalone mieszkanie „Sewerci" i to najbardziej niepokoiło wszystkich. Do jej mieszkania przychodziło wielu mężczyzn powstańców. Tu odbywały się narady nad sprawą rozszerzenia działalności patryjotycznej, przy zachowaniu pierwszorzędnych środków ostrożności. Dla bezpieczeństwa organizuje również straż, rekrutującą się z różnych sfer. Dzięki tej właśnie straży mogły „Piątki" załatwiać sprawy pomyślnie, bez narażania się policji. Powiadomiona jednakże przez szpiegów, policja mimo zachowania ostrożności, zwróciła baczniejszą uwagę na mieszkanie Duchińskiej. Styczność, jaką utrzymywała z X pawilonem Cytadeli Warszawskiej, polegała głównie na przenoszeniu wszelkich wiadomości. Sposób ich przekazywania był pomyślany dowcipnie i niezwykle sprytnie i dawał dobre rezultaty. Więźniom, jak wiadomo,— dostarczano chleb razowy. Wyrabiali z niego pudełeczka ozdobne, stylowe skarbonki i t, p. W ściankach lub denkach tych cacek zawałkowywano szczelnie kartki, pisane ołówkiem, a miejsca oznaczano rysą. W ten sposób wiadomości od więźniów przedostawały się do specjalnie nabywających te rzeczy członków organizacyj cywilnych. W tym kierunku Duchińska położyła nieocenione zasługi. Na schyłku powstania planowała wspólnie z Leontyną Ciszewską wyjazd zagranicę, a to wobec ciągłych rewizyj i prześladowań. Plan ten dojrzał w chwili, gdy policja i żandarmeria nie miała już najmniejszych wątpliwości co do jej wybitnego udziału w powstaniu. Wyjazd jej przyśpieszył zamach na hr. Berga t.j. rzucenie bomby z pałacu hr. Andrzeja Zamojskiego. Wtedy to agent Rządu Narodowego, korzystając z za mieszania, jakie powstało w związku z zamachem, wywiózł po raz ostatni z jej mieszkania, buty i bieliznę, przeznaczoną dla rodzin ubogich. Duchińska była już wtedy w drodze na dworzec i opuszczała Ojczyznę, kierując się do gościnnej Francji. Paszport otrzymała od swoich ludzi na granicy.
Łukasz Przybylski
Ur. 1917 Rabowice, zm. 17.2.1922 Lipno. Weteran powstania listopadowego, styczniowego oraz... I wojny światowej i powstania wielkopolskiego! Człowiek, który bił się za Polskę mając 105 lat! Gdy zaczynał swój szlak bojowy, walczono za pomocą pistoletów skałkowych i dział z brązu na czarny proch. Gdy kończył, w bojach stosowano już karabiny maszynowe, czołgi i samoloty. Płk Przybylski widział w Belwederze zarówno wielkiego księcia Konstantego jak i Piłsudskiego. W osobie tego prawie nieznanego szerszemu ogółowi wojaka zeszły się wszystkie trzy, a raczej cztery pokolenia, dzielące nas od ostatniego rozbioru; zeszły się też ich orężne czyny i ich cierpienia w niewoli. Urodzony w roku 1814, w roku 1830 wychowanek szkoły podchorążych w Warszawie, jako szesnastoletni wyrostek bije się w szeregach. Wzięty do niewoli w jednej z bitew, wywieziony do Rosji, zostaje wcielony do armii carskiej. Po latach dwudziestu pięciu wraca na zagon ojczysty i poczyna życie niejako na nowo. Lecz wtedy właśnie wybucha powstanie styczniowe. Przybylski rzuca dom, idzie w szeregi, obejmuje dowództwo oddziału, końcem bagnetu załatwia rachunki z Rosją. Pod Radzyminem schwycony, zakuty, zostaje wtrącony w podziemia kopalni sybirskiej na lat trzy, a następnie dożywotnim osiedleńcem zatrzymanym na Syberii. W takiej to przeciętnej polskiej konduicie dożył nasz kadet szkoły podchorążych lat stu, kiedy wybuchła wojna światowa. Doczekał i rewolucji, a poczuwszy się wolnym ruszył, mając lat 104, z guberni irkuckiej „do domu". Przebywa Sybir i Rosję, dociera do Bobrujska. Tu ujrzał ułańskie chorągiewki gen. Dowbora-Muśnickiego. Odżyły stare kości od ich barwnego furkotu. Poczuł żołnierz „listopadowy” dawny młody wigor w kościach, zobaczył się na powrót kadetem, trzasnął z siebie wiek żywota jak sen z młodych powiek i już w dni kilka siedział na koniu z lancą w ręku, on, stuczteroletni kadecik, zdrów jak dąb i siwy jak gołąb, w jednym szeregu ze smykami, którym mógłby śmiało pradziadkować. Jak się przedostał w rok potem w Poznańskie, tego nie wiem; dość, że w roku 1919 widzimy go w armii wielkopolskiej zajętego wymiataniem Niemców; nie w intendenturze, ale w walce frontowej. Ranny w lewą (stupięcioletnią) nogę, idzie rozmyślać na łóżku szpitalnym w Warszawie, co się to w tak krótkim czasie porobiło na świecie. Zwłaszcza,że Belweder niedaleko – a pan pułkownik Przybylski ma dotąd w pamięci mopsią twarz księcia Konstantego. Tu trzeba dodać, że generał Dowbór-Muśnicki, znalazłszy się w kropce, awansował tego kadeta z roku 1831 na pułkownika w r. 1919, przy odsyłaniu go do szpitala. Nigdy, jak świat światem i ziemia ziemią, żaden pułkownik tak długo na awans nie czekał. To prawda. Trzeba jednak uwzględnić drobne w tym czasie przeszkody: czterech carów, dwóch królów i pięciu cesarzów, no i armię złożoną z trzydziestu milionów chłopa, co wszystko trzeba było przeczekać i w końcu usunąć z drogi. Co to jednak znaczy nie zrażać się. Twarda kość mazurska pokonała te wszystkie obstacles. Teraz dopiero, zrobiwszy, co było w życiu do zrobienia, pan Łukasz Przybylski, odetchnąwszy jeszcze krzynę na rodzonej ziemi płockiej w zacisznym czystym Lipnie, z wdzięcznością w sercu, z pokojem w duszy – pomarł.Spłacił ostatnią ratę długu swego: oddał ciało ziemi, z której je wziął – i odszedł do Ojców swoich. Nie jestże ten żołnierz, znany i imienny, symbolem tych wszystkich bojowników naszych, znanych i nieznanych, imiennych i bezimiennych, którzy z bronią w ręku walczyli o wolność wydartą, znieść nie mogąc niewoli – i w nałożone pęta cięli szablą w roku trzydziestym pierwszym, sześćdziesiątym trzecim i w latach wojny narodów." Zmarł w 1922 mając 108 lat.
Jan Puściałkowski
Jan Puściałkowski. Wstąpił do organizacji przedpowstaniowej w Płocka we września 1862 roku. Przyjęty przez Dąbrowskiego, czynny był w niej w randze dziesiętnika. Jaż w październiku tegoż roku wysłany do przewozu broni, pojechał do Torania i wywiązał się z zadania pomyślnie. W dnia 22 stycznia 1863 r. na dane hasło wybuchu czynnego, uczestniczył w opanowania koszar kozackich 12 Płocku, lecz nadciągający oddział piechoty rosyjskiej wypiera powstańców pod wieś Ciołki. Tu, w starcia Paściałkowski powala celnym strzałem pułkownika Korczakina i jego adjutanta Decabego, wobec czego moskale cofnęli się w nieładzie, pozostawiając na placu 15 poległych. Odtąd pod wodzą okręgowego Padlewskiego Puściałkowski walczył głównie w obrębie Ziemi Płockiej, przyjmując udział w 9-ciu mniejszych i większych bitwach. W 9-tej bitwie ranny w nogę, leczył się parę miesięcy w Brodnicy ( w Prusach). Po wyleczenia z rany używany w organizacji jako karjer do przewożenia ważniejszych rozkazów i dokumentów, parokrotnie wpadał w ręce moskali, ale za każdym razem dokumentów nie pozwalał sobie odebrać, ukrywając zręcznie przed wrogiem pomienione papiery. Nareszeie dostaje się do więzienia pod ciężkim zarzutem zabójstwa rosyjskiego oficera, odesłany do Modlina i ta przez pół roku nękany w najokropniejszy sposób, wobec nieprzyznania się do zarzuconej ma winy, zostaje zesłany na Syberję do odleglejszych gaberni bez określenia terminu kary. Po 13 ta latach pobytu w Tarze i Petropawłowska gab. Tobolskiej powraca do kraja w 1877 roku.
Anna Henryka Pustowojtów
Anna Henryka Pustowójtówna, zam. Lewenhard Urodziła się 26 lipca 1843 r. w majątku babci Brygidy Kossakowskiej w Wierzchowiskach koło Lublina. Od wczesnych lat dziecięcych słyszała wiele o powstaniu listopadowym, w którym walczył jej dziadek - major kawalerii. Dzielna babcia Brygida wcześnie owdowiała i całą miłość, najszlachetniejsze marzenia i nadzieje wiązała z ukochaną wnuczką. Chociaż była osobą schorowaną, bardzo często brała udział w kwestach kościelnych na rzecz osób biednych, sierot i kalek. Często bywała w Lublinie, gdzie była też właścicielką niewielkiej kamienicy. Właśnie tu, w jej domu, odbywały się spotkania artystów i patriotycznie usposobionej młodzieży. Od najmłodszych lat Henryka wzrastała zatem i wychowywała się w atmosferze polskiej i katolickiej. W roku 1853, za zgodą matki Marii, babka oddała Henrykę i starszą o dwa lata siostrę Julię do Instytutu Wychowania Panien w Puławach. I mimo, że instytut był bezpośrednio nadzorowany przez carową, a spośród uczennic była spora gromadka córek rosyjskich oficerów, królował tu duch polski. Działo się to za sprawą ofiarnych i solidarnych pań wychowawczyń i wielu nauczycieli przedmiotów humanistycznych. W tym przedziwnym instytucie nie odczuwało się skutków rusyfikacji w takim stopniu, jak w innych tego typu szkołach w imperium rosyjskim. Dziewczęta polskie były pod nieustannym urokiem tego wszystkiego, co w Puławach było dziełem Izabeli Czartoryskiej. Nieobce też im były utwory poetyckie A. Mickiewicza i J. U. Niemcewicza. Henryka znała na pamięć "Redutę Ordona" i poemat "Grażynę". Patriotyczny duch Puław był tak silny, że wszystkie dziewczęta nie zgadzały się na nabożeństwa cerkiewne. I wówczas to Henryce marzyła się sława Emilii Plater, a nawet oddanie życia za wiarę i ojczyznę. Instytut Puławski ukończyła po sześciu latach z biegłą znajomością języka francuskiego i rosyjskiego. Wkrótce wyjeżdża na wakacje do Żytomierza, gdzie zamieszkuje jej matka i rodzeństwo, jednak najchętniej przebywa w Lublinie z babcią. Zaprzyjaźniła się z wieloma studentami przebywającymi na wakacjach w Lublinie bądź w Żytomierzu. Szczególnie ceniła tych, dla których walka o wiarę katolicką, o język polski, o wyzwolenie narodowe - było najświętszą sprawą. Nie było jej w głowie zamążpójście. Przeciwnie, wielu adoratorów otrzymało tzw. kosza. Po tragicznych wydarzeniach warszawskich w 1861 r. organizuje patriotyczne manifestacje młodzieży w Lublinie, Zamościu i Żytomierzu, wygłaszając płomienne, patriotyczne przemówienia. Mimo kordonów wojska i żandarmerii rosyjskiej jako pierwsza składa pod pomnikami pamięci narodowej wiązanki kwiatów i szarfy biało-czerwone. Po religijno-patriotycznej manifestacji pod Dubienką w 70. rocznicę bitwy, zapadła w Petersburgu decyzja o zesłaniu Anny Henryki do monastyru w guberni kostromskiej. Rodzina i przyjaciele wiedzieli, co znaczy zamknięcie Henryki w tego typu "klasztorze". Biczowano tam i głodzono, a bardziej krnąbrne dziewczęta podlegały jeszcze wymyślniejszym metodom "nawracania" na prawomyślną wiarę i szacunek do samodzierżawia. 28 sierpnia 1862 r. wywieziono Henrykę pod eskortą do Lublina. Szczęśliwym trafem na postoju w Żytomierzu udało się jej uciec przy pomocy przyjaciół. Po wielu perypetiach, przedostała się w przebraniu do rumuńskiej Mołdawii, gdzie w pogranicznym miasteczku Michaleny płk Z. Miłkowski organizował polskie oddziały zbrojne. W Michalenach przebywała Pustowójtówna do wybuchu powstania. Nieustannie ćwiczyła się w strzelaniu i władaniu szablą. Każdego dnia modliła się na różańcu i polecała Matce Najśw. udręczony naród polski i ukochaną babcię Brygidę. W wolne wieczory grywała na fortepianie i śpiewała pieśni patriotyczne dla młodych polskich spiskowców. Na wieść o wybuchu powstania wyruszyła Henryka z ks. kapelanem i grupą młodzieży w kierunku Lwowa, a w kilka dni później przez tzw. kordon w lasy świętokrzyskie. W Staszowie gen. M. Langiewicz mianował ją adiutantem nieustraszonego płk. Czachowskiego. Nastały dni i noce wypełnione walką i cierpieniem. 24 lutego 1863 r. w bardzo krwawej bitwie pod Małogoszczą, a następnie pod Grochowiskami, Pustowójtówna wykazała się nadzwyczajną odwagą w boju i bezprzykładnym poświęceniem w ratowaniu rannych powstańców. W ogniu armat i broni strzeleckiej, jak błyskawica przelatywała wśród walczących, przekazując rozkazy gen. Langiewicza. W tym dowódcy widziała zbawcę Ojczyzny. Czy słusznie? Na to pytanie historia ma już odpowiedź. W oddziałach powstańczych nazywano ją "Michałkiem", a złośliwcy przezywali "Pustym Wojtkiem". W sztabie wodza miała pseudonim "Michał Smok". Do legendy przeszły jej zasługi w usuwaniu zawiści i pseudoambicji poszczególnych dowódców. Potrafiła m. in. przekonać płk. A. Jeziorańskiego do podporządkowania się gen. Langiewiczowi jako naczelnemu wodzowi i naczelnikowi województw sandomierskiego i krakowskiego, a następnie jako dyktatorowi powstania. Koło Pieskowej Skały, gdy w zamku grała na fortepianie "Warszawiankę", zapłonęły serca oficerów do dalszej walki. Wielu marzyło o pozyskaniu jej ręki. Ale ta nieustraszona dziewczyna miała jedną miłość - udręczoną ojczyznę. Po aresztowaniu gen. Langiewicza przez patrol austriacki w czasie przeprawy dyktatora do Krakowa na tajną naradę, Pustowójtówna czyniła wszystko, aby uratować wodza dla walczącego narodu. Przykładem może być próba zorganizowania ucieczki generała z aresztu w Tarnowie. Jak wiadomo, gen. Langiewicz został wywieziony do aresztu na Wawelu, a następnie do Tyszniowa na Morawach. Po uwolnieniu Henryki z krakowskiego aresztu, miejscowy komitet kobiet zaopatrzył ją w większą sumę pieniędzy, by mogła wyjechać za granicę. 3 kwietnia wyjechała do Pragi, a później zamieszkała u p. Romerów koło Krakowa, skąd bacznie śledziła dalsze losy powstania. Na wieść o bohaterskiej śmierci pułkownika D. Czachowskiego - ciężko zachorowała. Wiosną 1864 r. wyjechała do Szwajcarii, a następnie do Francji. Z pełnym poświęceniem rzuciła się w wir działalności charytatywnej i patriotycznej polskiej emigracji w tych krajach. Ze szczególnym oddaniem angażowała się w zbiórki funduszy dla byłych powstańców. Brała udział w wielu manifestacjach patriotycznych wychodźstwa polskiego we Francji. Kiedy car Aleksander II przybył z wizytą do Paryża, stała na czele polskiej młodzieży, wołającej: "Vive la Pologne!" Bardzo przeżywała proces A. Berezowskiego, który usiłował dokonać zamachu na życie cara. We Francji miała dużo przyjaciół. Nie była jednak wolna również od plotek i pomówień. Unikając tzw. oficjalnych spotkań, pochwał i komplementów za czyny powstańcze, zarabiała na życie przy modelowaniu i produkcji sztucznych kwiatów. Spod jej rąk wychodziły wręcz arcydzieła goździków, róż i orchidei. W Paryżu jakiś czas zamieszkała u rodziny J. K. Janowskiego, b. członka Rządu Narodowego. Przy tej okazji poznała wielu wybitnych rodaków, jak malarza Juliusza Kossaka czy Władysława Mickiewicza - syna wielkiego Adama. W kontaktach z ludźmi była niesłychanie skromna, budząc zarazem podziw swą inteligencją, miłością wobec ojczyzny, miłosierdziem względem ubogich i pięknym śpiewem pieśni religijnych czy patriotycznych. Często przystępowała do spowiedzi i Komunii św., a póki żyła ukochana babcia Brygida - pisywała do niej listy pełne nadziei na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Przeżycia obozowe i rozterki osobiste dwukrotnie przyprawiły ją o zapalenie płuc. Za radą p. Janowskiej wyjechała na leczenie do Amelies les Bains u stóp Pirenejów. Zaczęła nawet myśleć o wstąpieniu do klasztoru. W roku szkolnym 1869 była nauczycielką muzyki i śpiewu w klasztorze Auteuil. Kiedy wybuchła wojna francusko-pruska, raz jeszcze wykazała męstwo i hart ducha. W stroju sanitariuszki, ciągle z krzyżem powstańczym na piersi, służyła ofiarnie rannym i konającym żołnierzom. W takich to okolicznościach odnowiła przyjaźń z lekarzem St. Lewenhardem, który jako ochotnik służył w oddziałach powstańczych M. Langiewicza. Po wojnie za ofiarną służbę sanitariuszki na polu walki Francuski Czerwony Krzyż uhonorował ją Krzyżem Zasługi. W dniu 8 sierpnia 1873 r. zawarła ślub ze Stanisławem Lewenhardem. Z tego udanego małżeństwa przyszło na świat czworo dzieci. Pan Stanisław zawsze był dumny ze swej szlachetnej małżonki podkreślając, ze Henryka jest najtroskliwszą matką dla dzieci. Jednak siły witalne Anny Henryki wyczerpały się. Zmarła nagle 2 maja 1881 r. w przeddzień patriotycznej manifestacji. Jej przedwczesna śmierć wywołała powszechny żal wśród wszystkich grup emigracji polskiej. Pochowano ją na cmentarzu Montparnasse w Paryżu wśród mogił wielu szlachetnych naszych braci i sióstr.
Anna Henryka Pustowojtów
W grudniu przybyła do Zdakowa Henryka Pustowójtów z panną służącą z Dąbie od Hrabstwa Romczów. Tutaj bawiła blisko trzy miesiące, gdzie jej babka pani Zofia Kosakowska przysyłała znaczniejsze kwoty pieniężna z Królestwa polskiego. Mówiono powszechnie we dworze, że istniał plan ożenienia Henryki Pustowójtów z Zygmuntem hr. Romczem, który z matką dość często przyjeżdzali do Zdakowa, gdyż byli spokrewnieni z grabiną Wiesiołowską. Po ogłoszeniu stanu oblężenia w Galicyi, zjawił się z końcem 1864 r, w Zdakowie naczelnik powiatu z Mielca p. Roht, z poleceniem, aby Henryka Pustowójtów wyjechała natychmiast z Galicyi. Rzeczywiście w dwa dni później wyjechała ona w stronę Szwajcaryi. W Pradze zatrzymała się jakiś czas, skąd nadesłała swoją fotografie. W dworze mówiła często hr. Wiesiołowska o Henryce Pustowójtów, że wyjechała do Paryża i założyła zakład z kwiatami i że miała otrzymać od swej babki Zofii Kosakowskiej trzydzieści tysięcy rubli, wreszcie wyszła za mąż za emigranta polaka Dra Medycyny. Pustowójtówna była córką jenerała rosyjskiego, lecz matka polska i córka były gorącemi patriotkami i w czasie rozruchów w Warszawie została Pustowójtówna aresztowana i umieszczona w cytadeli. Już w pierwszych dniach powstania wykradziona została z cytadeli i zaraz udała się do powstańczego obozu. Była to osoba wykształcona, władała kilkoma językami, grała ślicznie na fortepianie i miała głos przepiękny, więc bardzo wesoło przepędzaliśmy czas z nią w Zdakowie.
August Rabęcki
(Rabencki, Rabendzki, Rabeński). Był powstańcem styczniowym, pochodzącym z ziemi wieluńskiej. Urodził się 7 VI 1831r. we wsi Siemkowice (pow. wieluński, gub. kaliska) w rodzinie katolickiej. Był synem Pawła Rabęckiego (wcześniej Rabendy), lokaja w Chorzewie, i Augustyny (Augusty) z Maksów. Miał czterech braci: Ignacego – ogrodnika dworskiego, Józefa, Edwarda (ur. 1833), tomaszowianina, majstra przędzenia wełny, Juliana (ur. 1835) i co najmniej jedną siostrę Franciszkę Rabęcką (ur. 1929), żonę Karola Klecera (Kloetzera), krawca, żandarma narodowego, zesłańca. Był analfabetą, wpisanym do ksiąg ludności stałej Tomaszowa Mazowieckiego. Pracował jako czeladnik sukienniczy w starzyckiej fabryce sukna należącej do Fryderyka Stumpfa (1791–1868), ale często bywał bezrobotny (m.in. w maju 1854r.). W 1861r. z powodu bezrobocia w Tomaszowie wyruszył w poszukiwaniu pracy do Opatówka, gdzie otrzymał obietnicę zatrudnienia w następnym tygodniu. Odwiedził zatem brata Ignacego, podówczas ogrodnika dworskiego we wsi Kokanin. W drodze powrotnej do Opatówka wstąpił do szynku w Saczynie, gdzie 16 X 1861r. został zatrzymany jako osobnik podejrzany, nieposiadający książeczki legitymacyjnej czeladnika sukienniczego. Złożył zeznania zaprotokółowane przez Wiznakowskiego, wójta gm. Kalisz. Rabęcki brał udział w powstaniu styczniowym. Po powstaniu pozostawał przez kilka lat pod dozorem policyjnym w Tomaszowie Mazowieckim. 1 IX 1867r. w tamtejszym kościele św. Antoniego poślubił Salomeę Lasecką (ur. 1837), córkę Franciszka i Marianny z Warchołów (1810–1893). Brat żony – Jan Lasecki także był uczestnikiem powstania styczniowego
Strona z 75 < Poprzednia Następna >