Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1020
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Jan Jakub Piotrowski
Płocczanin. Był wikariuszem w katedrze płockiej, miał 27 lat. Aresztowany został 29 czerwca 1863 r. w Płocku, w uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła, za udział w powstaniu i niewskazaniu władzom wojenno-policyjnym znanych sobie osób należących do miejscowej formacji powstańczej. Biskup płocki W. Popiel wstawiał się do władz wojskowych, prosząc o uwolnienie więzionego kapłana, jednak jego zabiegi były bezskuteczne. Sąd wojenny wyrokiem z 3 października 1863 r. skazał ks. Jana na karę pozbawienia godności duchownej, wszelkich praw stanu i zesłania na Syberię. Głównym zarzutem był udział w powstaniu oraz to, że wiedząc o osobach należących do rewolucyjnej organizacji nie wydał nikogo, pomimo że był o to pytany. Prawdą jest, że ks. Piotrowski należał do partii powstańczej i jako zaufany organizacji podjął na jej wydatki z kasy powstańczej sumę 1000 rubli pozostawiając formalne pokwitowanie. Po wywiezieniu z Płocka przebywał w twierdzy modlińskiej. Tu dowiedział się o śmierci brata z warszawskiej cytadeli. Na początku lutego więźniów pognano do Warszawy. Stąd 10 lutego ks. Jan oraz 2500 kapłanów zesłańców przewieziony został koleją przez Dynaburg i Psków do Moskwy. Dalszy etap podróży to Jarosław nad Wołgą, gdzie znalazł się 31 marca, następny zaś to Kostroma – pierwsze miejsce zesłania. Następnie przeniesiony był do Czuchłomy i Kołogrywu. W marcu 1871 r., po 8 latach wygnania otrzymał od cara pozwolenie na powrót do kraju. W Płocku zjawił się w Wielkim Tygodniu 1871 r. Zmarł 4 stycznia 1917 r. w Płocku. Pozostawił w rękopisie Wspomnienia ks. Jana Piotrowskiego, opublikowane w 12 tomie Studiów Płockich.
Konrad Piotrowski
Herbu Korwin. Ur. 19. lutego 1845 r. w majątku rodzinnym Piotrowie i Strzyże, w powiecie pułtuskim, w guberni płockiej. Do dziewiątego roku życia wychowywał się w domu rodzicielskim u ojca Stanisława Korwin Piotrowskiego i matki Elżbiety z Bedlińskich. Ojciec służył w regularnem wojsku polskiem początkowo w batalionie saperów a przed wybuchem powstania listopadowego przeniósł się do kawaleryi i służył przy ułanach. Po ukończeniu wojny z r. 1831 nie był pociągniętym przez rząd rosyjski do odpowiedzialności, ponieważ był oficerem subalternem i nie doszedł rangi majora. Po zgnieceniu powstania listopadowego osiadł w rodzinnym majątku i oddał się gospodarstwu, około r. 1845 sprzedał Piotrowice i Strzyże powieściopisarzowi Kaczkowskiemu a kupił od Pieniążków Czerwonę z przyległościami, duży ale zaniedbany majątek w guberni radomskiej. W dyscyplinie wojskowej wychowywał dzieci, z których najstarszy Konrad oddany został do gimnazyum w Radomiu, gdzie wśród młodzieży w okresie przedpowstańczym objawiał się gorący nastrój, który wyładowywał się na zewnątrz manifestacyami tego typu, co bicie szyb gubernatorowi Białoskórskiemu lub zajście z ministrem oświaty, gen. Muchanowem, którego podczas wizytacyi klasy w Radomiu jeden z kolegów Konrada Piotrowskiego niejaki Zenon Leszczyński za »obrazę klasy« uderzył kałamarzem w twarz, a gdy atrament zalał twarz i ordery, uczniowie wypadli z ławek i wobec świty obili ministra. Szczegóły tego zajścia według opowiadania Piotrowskiego miały następujący przebieg. Przyjazd ministra gen. Muchanowa spowodował w mieście i w gimnazyum liczne przygotowania. Dyrektor gimnazyum, Wyżycki urządzał po klasach próby przywitania dygnitarza rosyjskiego przez młodzież w języku rosyjskim. Uczeń Leszczyński jednak tak nastroił kolegów, iż na ewentualne przemówienie ministra w języku polskim mieli odpowiedzieć: »zdrowia życzymy Waszej Ekscellencyi«,—w przeciwnym wypadku milczeniem zaznaczyć swoje stanowisko. Przybył do klasy Muchanow w otoczeniu licznej świty i powitał młodzież w języku rosyjskim słowami: »zdarawo rabiata« a gdy klasa milczała, powtórzył swe przywitanie a gdy dalej grobowe panowało w klasie milczenie, zwrócił się z oburzeniem do dyrektora pytając o powody i przedstawiając zajście jako bunt. Podczas wizytacyi miała się odbyć lekcya historyi rosyjskiej, którą wykładał prof. Szabuniewicz. Gdy zapytany o małoznaczący nieudowodniony drobiazg uczeń Farnese pytającemu dygnitarzowi rosyjskiemu nie dawał odpowiedzi, profesor zaznaczył, że pytanie nie zawiera stwierdzonego faktu, wobec czego minister Muchanow nazwał zarówno ucznia, jak i profesora »durakiem«. Młodzież związana serdecznymi węzłami ze swymi przewodnikami, reagowała w ten sposób, że Leszczyński ugodził ministra Muchanowa kałamarzem, a gdy uczniowie rzucili się nań i bić go poczęli, świta cofnęła się, by wezwać z koszar wojsko, które jednak spóźniło się z przybyciem a gdy w zakładzie się zjawiło, młodzież tylnem wyjściem umknęła z gmachu. Na podstawie ukazu gubernialnego zakład został rozwiązany, profesorowie usunięci, Muchanow przechodził w podróży powrotnej z Radomia ciężkie chwile, młodzież bowiem radomska depeszą szyfrowaną zawiadomiła o zaszłym wypadku Marymontczyków, którzy w Raszynie pod Warszawą zasadzili się na ministra i również go pobili w lasku, gdy pocztą przejeżdżał. Z owej przeprawy szerokiem wzięciem cieszyły się laski tzw. muchanówki, na których ze względu na znaczny popyt niejeden zarobił trochę grosza. Następstwem tych zajść była dymisya Muchanowa i wyjazd jego za granicę. Tymczasem po kilku miesiącach wskutek starań Wielopolskiego gimnazyum radomskie powołane zostało do życia, które płynęło wśród ciągłych utarczek i manifestacyi w okresie przedpowstańczym aż do wybuchu powstania. Wybuch ruchu zbrojnego zastał Konrada Piotrowskiego w VIII kl. gimnazyum w Radomiu. W dniu wybuchu tj. we czwartek po lekcyi prof. Szabuniewicz polecił uczniom ubrać czapki w klasie na znak gotowości do pochodu i ogłosił, że wybucha powstanie i że każdy zdolny do noszenia broni powinien wziąć udział w zbrojnym ruchu. Zaznaczył dalej, że gen. Langiewicz w towarzystwie kap. Koryckiego wyjechał już z Radomia i udał się na punkt zborny w lasach pod Szydłowcem. Zachęcona gorącemi słowami profesora młodzież starsza ruszyła w drogę do Szydłowca. Piotrowski wychowany w nadzwyczaj surowej dyscyplinie pomknął extrapocztą do ojca do Czerwonej. Tu zawiadomiony przez syna o zaszłych wypadkach ojciec, początkowo nie chciał udzielić mu zezwolenia na udział w powstaniu, powiadając, że w powstaniu listopadowem regularne wojsko polskie nie mogło w ówczesnej sytuacyi dać rady wrogowi a cóż dopiero mówić o wybuchającem powstaniu, mającem do dyspozycyi jedynie dubeltówki i kije, potem jednak za wstawieniem się matki dał zezwolenie, zaopatrzył go w broń i parę wierzchowców i wyprawił pod Szydłowiec. Piotrowski zastał oddział sformowany w marszu skierowanym na Szydłowiec i przyłączył się do tego oddziału. Napad na koszary w Szydłowcu nie powiódł się, albowiem Moskale powiadomieni o napadzie, opuścili koszary i ustawili się w rynku i gdy oddział powstańczy ich zaatakował odpowiedzieli ogniem karabinowym. Ponieważ atak na miasto został wykonany z trzech stron, więc Moskale uciekli a oddział zatrzymał się w mieście i zabrał wszystkie zapasy, znajdujące się w magazynach wojskowych. Po bitwie pod Szydłowcem pomaszerował oddział pod dowództwem Langiewicza przez Suchedniów do Wąchocka, gdzie niezorganizowana wielka rzesza powstańcza podzieliła się na kompanie i bataliony. Piotrowski przydzielony został do 1. kompanii III. batalionu strzelców, której dowódcą był kap. Korycki, podczas gdy dowództwo batalionu sprawował Dyonizy Czachowski, późniejszy generał. Czachowski przybywszy do Wąchocka oddał do dyspozycyi Langiewicza 100 rubli w gotówce i dwóch synów, starszego i żonatego Karola i młodszego Adolfa. Odtąd bierze Piotrowski udział we wszystkich bitwach, jakie oddział Czachowskiego staczał a których szczegóły zostały przedstawione we »Wspomnieniach Czachowszczyka z r. 1863« pióra Antoniego Drążkiewicza. I tak walczy w oddziale Czachowskiego w lesie przy trakcie z Suchedniowa do Blizina wiodącym, gdzie starano się niedopuścić do połączenia się oddziałów rosyjskich Czengierego z Markowem, dalej pod Staszowem, dnia 24. lutego pod Małogoszczą, Nowym Folwarkiem, 4. marca pod Skałą i Chrobrzem. W miasteczku Skale oddział Czachowskiego zdobywszy osaczony przez Rosyan cmentarz, umożliwił dyktatorowi odniesienie zwycięstwa i przejście przez Nidę. Pod Grochowiskami 18. marca 1863 oddział Czachowskiego odcięty został od głównych sił Langiewicza a następnie wzmocniony zastępem Bończy stoczył potyczki 20. i 21. marca pod Potokiem i Krzeszowem. Po kilku drobniejszych utarczkach wśród ciągłego organizowania się oddziału walczy pod Grabowcem, ustępuje przed przeważającą siłą nieprzyjacielską wskutek zakazu stoczenia bitwy w tem miejscu przez Rząd Narodowy. Oddział Czachowskiego ruszył dalej przez puszczę Iłżecką i stanął pod Lipiem. W Piekle wzrastają siły naszych wskutek przyłączenia się kilku innych małych oddziałków. Piotrowski bierze następnie udział w potyczce w lasach wsi Skłoby niedaleko fabrycznych zakładów Stefankowa, gdzie oddział odnosi znane zwycięstwo nad nieprzyjacielem. W dniu 23. kwietnia opuszczają powstańcy Piekło i oddzielnie postępując kierują się ku Salachowemu borowi, okrążani przez wojska Czengierego. Po drobniejszych utarczkach staje oddział Czachowskiego w dniu 27. kwietnia w miasteczku Lipsku, skąd ruszono do Solca nadwiślańskiego, następnie do Tarłowa, gdzie odbył się w dniu 3. maja uroczysty obchód rocznicy Konstytucyi Trzeciego Maja. Po nabożeństwie w kościele oddział utworzył czworobok, w środku którego stanął Czachowski, wywołał z szeregu Piotrowskiego i ogłosił, że Rząd Narodowy awansował go z porucznika na kapitana strzelców. Po ogłoszeniu nominacyi obecny przy tej uroczystości ojciec Piotrowskiego ofiarował mu pamiątkową szablę robzinną z napisem: »nie wyjmuj bez potrzeby, nie chowaj bez skutku®. Po cofnięciu się Czengierego po przegranej potyczce pod Mniewem nastąpił pochób w kierunku Kielc i bitwa w bniu 4. maja pod wsią Boryą. Po zwycięstwie w pobliżu Ostrowca nad znaczniejszemi siłami Klewcowa zarządzono dalszy pochób lasami i w dniu 5. maja 1863 bitwa również zwycięska w lasach Bałtowskich. Po połączeniu się w Bałtowie z oddziałem Jankowskiego nastąpiła w bniu 6. maja bitwa pod Rzeczniowem. Po połączeniu się rozbitków z pod Rzeczniowa i wzroście oddziału wywiązuje się starcie pod Radzanowem 29. maja, balej pod Jakubowem i Chruściechowem, w dniu 8. czerwca pod Przystałowicami, Bąkowem i Rusinowem, dalsze starcia pod Hutą Przysucką, Niekłaniem i Czarną. W czasie bitwy pod Bobrzą Piotrowski był umieszczony ze swą kompanią w zwaliskach murów starej fabryki w Bobrzy z poleceniem bronienia tej pozycyi przez czas pewien, aby bać możność schronienia się reszcie oddziału Czachowskiego, bążącego bo lasów, leżących w pobliżu. Wskutek tego został Piotrowski obcięty od reszty wojsk Czachowskiego, któryto oddział po tej bitwie poszedł w rozsypkę, poczem rozbitki świetnego zastępu wraz z Czachowskim przeszły bo Galicyi. Piotrowski jednak nie cofnął się za galicyjską granicę, lecz zdołał przebrzeć się wraz ze swą kompanią bo lasów, otaczających Bobrzę, w których przez bługi czas utrzymywał się ze swym oddziałkiem i zbierał niebobitki z oddziału Czachowskiego. Ten bowiebziawszy się w Galicyi, że część jego oddziału pod dowództwem Piotrowskiego istnieje, przysłał swego szefa sztabu, Władysława Eminowicza, który przyprowadził część kompanii pod dowództwem Rubowskiego i Gromejki, b. oficera rosyjskiego. Eminowicz objął dowództwo nad tymi trzema oddziałami i utrzymywał się czas dłuższy w okolicy puszczy Iłżeckiej aż do powrotu z Galicyi Czachowskiego, który powrócił na czele oddziału tamże uformowanego. Z końcem października 1863 oddział ten rozbito pod Jurkowicami a sam Czachowski na początku listopada z małym oddziałkiem kawaleryi otoczony na polach gminy Wierzchowiska przez ochotników rosyjskich, Asjejewa i Medjanowa poległ, nie zdoławszy się połączyć z oddziałkiem dowodzonym przez Piotrowskiego. W tym czasie objął komendę nad oddziałami, znajdującymi się w województwie sandomierskiem jen. Hauke-Bosak, który uformował dwanaście małych oddziałków piechoty a dowództwo nad jednym z nich, nr. 4., powierzył Konradowi Piotrowskiemu. Z tym oddziałem stoczył Piotrowski kilka mniejszych potyczek, opisanych współcześnie w »Gazecie warszawskiej*, którą do obozu przywiozła mu matka, opiekująca się troskliwie oddziałem i zapewniająca mu przez długi czas materyalną podstawę przez ułatwianie prowiantowania wojska. Z początkiem marca 1864 r. Piotrowski zachorował ciężko i leżał u Józefa Karbowskiego, uwłaszczonego przez swego ojca chłopa w przysiółku Kunegundowie, po powrocie do zdrowia z końcem marca 1864 dostał się do Galicyi, przeprowadzony przez gospodarza Swatka po topniejących już lodach Wisły do wioski nadbrzeżnej Dmytrowa w Galicyi, własności p. Zakliki. Pocztą obywatelską przez Chorzelów hr. Tarnowskich i Luszowice ks. Jabłonowskich przybył do Tarnowa, gdzie przyjął nazwisko Chrząstowskiego, tamtejszego obywatela, co uskutecznił za zgodą tejże rodziny. Jako Chrząstowski zapisał się na medycynę we Wiedniu, gdzie za wpływem hr. Mniszkowej, damy dworu, otrzymał od ministra Meczerego zezwolenie na pobyt w Austryi pod własnem nazwiskiem. Po porzuceniu studyów lekarskich powrócił do Galicyi pod własnem nazwiskiem i poświęcił się zawodowi gospodarskiemu przebywając w zacnym domu Polanowskich i ks. Czartoryskiej-Cieńskiej w Jabłonowie, gdzie został przyjęty do związku tej gminy i za staraniem księżnej otrzymał poddaństwo austryackie. W ostatnich czasach przebywa jako rządca i leśniczy w dobrach dołżanieckich hr. Dunin Borkowskiej, położonych w powiecie tarnopolskim.
Paweł Pizani
Brat Mikołaja i Piotr (nieprzychylnego powstaniu, ale przyjaźniącego się blisko z Janem Jelskim-Jodko). Za udział w partii Jelskiego i rozbrajaniu chłopów, udzielenie powstańcom swych koni itp. gen. Kowalewski nastawał na rozstrzelanie Pawła Pizaniego, lecz Murawjow zamienił karę śmierci na pozbawienie praw i 12 lat ciężkich robót w kopalniach syberyjskich. Majątek jego Kłundziszki (gm. Dryświaty) skonfiskowano (108 dziesięcin). Na prośbę żony skazanego kowieńska izba dóbr państwowych uchwaliła wypłacać jej z dochodów majątku po 12 rubli miesięcznie na wychowanie córki. Pawła Pizaniego znajdujemy w Irkucku jeszcze w roku 1877. Epilog tej smutnej sprawy jest następujący: o losie Pizaniego dowiedizała się pewna zacna Rosjanka, sdowa po dowódcy pułku, w którym ongiś służyli Pizani z Jelskim i napisała list do jakiegoś „wysokoprewoschoditielstwa”: pisze ona, że jej ś.p. mąż znał Pizaniego jeszcze w węgierskiej kompanii z najlepszej strony, jako człowieka szlachetnej konduity i lojalnego bez zarzutu. Cały pułk wiedział o rozczulających stosunkach, jakie łączyły tych dwóch oficerów. Zrozumiała więc ona motywy „przestępstwa” Pizaniego. W samym roku powstania Pizani się ożenił, wobec czego, konkluduje autorka listu, nie w głowie mu były rewolucje. Gdy Pizaniego wywieziono, w domu pozostała jego młoda żona w ciąży. W Ufie zaszła fatalna komplikacja: przez pomyłkę więziennej kancelarii zamieniono Pizaniego z jakimś dożywotnim skazańcem – zbójem i popędzono dalej na Sybir. Gdy ta straszna nowina przez niedyskrecję służby doszła do leżącej jeszcze po połogu żony Pizaniego, nie zniosła ona ciosu i nagle zmarła, pozostawiając niemowlę. Skazaniec w tym czasie uzyskał tylko tyle, że się rozpoznano na pomyłce i odstawiono go z powrotem do Ufy. „Nie wiążą mnie z nim, – pisze dalej korespondentka, – żadne węzły pokrewieństwa, a tylko poczucie obowiązku chrześcijańskiego. Błagam wejrzeć łaskawie w tę sprawę. Osiem miesięcy więzienia w Dyneburgu, przeszło rok poniewierki więzień syberyjskich bez środków, ponieważ majątek zakwestrowano, rozpacz po utracie młodej i ukochanej zony, niemożliwość zobaczenia pierwszego i jedynego dziecka, – czy nie będą dostateczną karą za uniesienie się wygórowanem może uczuciem przyjaźni? Błagam W.W. Prew. imieniem Chrystusa Pana, który wybaczył na krzyżu, zlitować się nad nieszczęśliwym Pizanim i powrócić go do domu”. (-) Piewcowa Zofia, Petersburg 1865.VI.2 Odpowiedź nadeszła przychylna ……. po 8 latach! „Wsiemiłostiwiejsze” pozwolono Pizaniemu w r. 1872 powrócić do guberni kowieńskiej. By zaś nie miał on kłopotów ze swym majątkiem, sprzedał go rząd o dwa lata wcześniej niejakiej pani Matwiejowej.
Michał Pluciński
Dr., prymariusz w Zakładzie Krajowym dla Obłąkanych w Kulparkowie, Zamieszkały – Kulparków, Zakład dla Obłąkanych, poczta Lwów. Urodzony 3 marca 1841 r. w Krynkach na Rusi, pow. Brzesko Litewskie. Wyznania rzymskokatolickiego, stanu wolnego. Ojciec Teodor pochodził z Wlk. Księstwa Poznańskiego ze wsi Gorzewo, pow. wągrowiecki. Po stratach majątkowych, osierocony przeszedł do Kongresówki, następnie w Grodzieńskie, a ostatnie 40 lat przebywał w Białocerkwi (gubernia kijowska) jako kontroler generalny dóbr hr. Branickich. Ojciec nie żyje od 15 lat. Matka – Maria z Wiesiołkowskich, Litwinka, „mieszka przy nim”. Przed powstaniem uczęszczał na wydział fizyczno-matematyczny w Uniwersytecie Kijowskim. W 1861 i 1862 r. należał do gminy litewskiej i do organizacji na Rusi. W powstaniu brał udział jako szeregowiec w formujących się oddziałach w okolicach Białocerkwi (na Ukrainie). Walczył w oddziale tzw. Rozalowieckim. Brał udział „w potyczce a raczej obławie urządzonej przez włościan wiosek okolicznych na stepach Rozalówki (pow. wasilkowski, gub. Kijowska). Oddział około 100 ludzi liczący otoczony był kilkutysięcznym tłumem wieśniaczym, uzbrojonym w spisy, kosy, widły i cepy. W myśl rozkazu Centralnego Komitetu zachowali się biernie wobec ludu, walcząc tylko przemowami i „złotemi hromotami”. Następnie zmasakrowani i powiązani przez tenże lud, oddani w ręce wojska, odstawieni do fortecy kijowskiej via Jankówka, Wasilk. W fortecy kijowskiej przebywał 15 miesięcy (w prazorawskiej baszcie, w Reducie nr 1, w Siewiernej baszcie, w Kopanjerze nr II i znów w prazorawskiej baszcie). Na Syberyi był około 5 lat jako posieleniec w gubernyi Jenisiejskiej, kańskiego okręgu we wsi Mikołajewskoje, Migrini itd. W r. 1869 powrócił za amnestiją jako pruski poddany”. Nie posiadał żadnych dokumentów. Powołał się na świadectwo pana Władysława Kozłowskiego (z Żytomierza), publicystę i literata, zamieszkałego w tym czasie we Lwowie, oraz na Marcina Szulc de Szulec (Berdyczowianina), obecnie aptekarza w Łańcucie, z którym wracał z Syberii i z którym przez dłuższy czas przebywał w tej samej miejscowości (moja uwaga: w Łańcucie?). Zobowiązał się do wpłacenia wpisowego w wysokości 1 złotego i składki rocznej – 4 złotych. Oświadczenie podpisał w Kulparkowie 28 kwietnia 1888 r. Przyjęty na członka czynnego 8 maja 1888r.
Jan Pochmarski
Sp. Jan Pochmarski, ur. w r. 1836, uczestnik walk o niepodległość w r. 1863, zmarł w Krakowie dnia 19. kwietnia, osierociwszy żonę Emilię z Czeikiatowiczów, dwóch synów Tadeusza Michała Jana (trojga imion, ur. 1880 Parchacz par. Krystynopol), konc. dyr. skarbu i Bolesława prof. gimn. ze Lwowa, obecnie chorążego Legionów, znanego dobrze czytelnikom z publicystyki i literatury Legionowej, oraz córkę Helenę Józefę Emilię (ur. 1875 Parchacz par. Krystynopol) , wdowę po śp. Leonie Galińskim. Śp. Jan Pochmarski, urodzony w Bykowie, pow. rawski, z górą lat 40 pracował w Galicji wschodniej i tam też, szczególnie w powiecie sokalskim, w kołach obywatelskich był dobrze znany. W r. 63. był najpierw w partji Jeziorańskiego, wskutek choroby wycofany z linii, staje w szeregach cywilnej organizacji galic., z przeznaczeniem na okręg sokalski, rawski! i żółkiewski do boku komisarza Majewskiego, jest stałym łącznikiem między poszczególnemi kołami ' a naczelnikiem "Czerwonym Księdzem" (ks. Sapieha), często wy syfony na front z transportami broni do poszczególnych partji (pod Kobylanką). Po r. 63. wstępuje do szkoły dublańskiej i po jej ukończeniu oddaje się pracy gospodarczej — zawsze z myślą o Polsce. We wszystkich pracach gospodarczych i kulturalnych powiatu bierze czynny udział (T. S. L., Kółka 'rolnicze, akcja wyborcza, szkolne rady miejscowe, wieloletni delegat do Tow. ubezp. urz. pryw.) Reprezentuje typ Polaka „starej daty". Zawsze uparcie do końca życia wierzył w siłę oręża, gorąco oczekiwał "zawieruchy europejskiej" i "powstania przeciwko Moskwie". W ostatnich latach los nie szczędził mu ciosów: tragiczna śmierć zięcia śp. Leona Galińskiego, dyr. lasów z Podnowczycy, zamordowanego skrytobójczo, potem wojna, pobyt pod inwazją, tułactwo. Pomimo to cieszył się jak dziecko wiadomościami o Legionach i o Polsce. Ostatnio niepokoił się nieustaleniem naszej sprawy. Na dwa dni jeszcze przed śmiercią mówił z żalem: "Żebym to naprawdę dożył tej wolnej Polski. Cześć Jego pamięci!
Zygmunt Podczaski
Zygmunt Mieczysław Podczaski h. Rola, ur. 1837 Komadzyn, zm. 19.5.1908 Kraków "W d. 19 maja rb. zmarł w Krakowie w 72 roku życia jeden z wybitniejszych przywódców ruchu z 1863 roku ś. p. Zygmunt Mieczysław Rola Podczaski. Urodzony w 1837 r. w majątku rodowym Komadzynie w ziemi Kaliskiej, jako 3-ci syn w rodzinie, rezygnując z pracy na roli, od najmłodszych lat marzył o karyerze wojskowej. Uzyskawszy z trudnością zezwolenia ojca, wstępuje Zygmunt do Warszawskiej Szkoły Junkierskiej i ukończywszy ją chlubnie zostaje odkomenderowany do pułku Strzelców załogi Ryskiej. Wypadki 1863 r. zastają P. w stopniu porucznika. Podawszy się o dymisyę, wyjechał za granicę, zkąd niebawem pojawił się w Kaliskiem w oddziale Zielińskiego. W spotkaniu pod Zdżarami, gdzie padło dwóch jego braci, sam ciężko ranny, zdołał ujść do W. Księstwa. Po śmierci w papierach jego znaleziono urlop, dany mu przez Zielińskiego z powodu ran, z datą 7 października 1863 r. Początek 1864 r. zostaje Z.- Podczaskiego w ożywionej korespondencyi z hr. Działyńskim, głównym organizatorem sił zbrojnych w Zaborze Pruskim. W kwietniu t. r. mianuje Działyński Podczaskiego swoim tymczasowym zastępcą, a już w czerwcu wzywa go do pełnienia obowiązków Naczelnika Wojennego Departamentu i Naczelnika Kadrów 1-go Pułku Piechoty w Wielkiem Księstwie Poznańskiem. Do tej nominacyi załączona została nader drobiazgowo, opracowana i własnoręcznie na pisana przez Dzialyńskiego instrukcya dla Organizacyi w W. Księstwie Poznańskiem. Po upadku powstania, udał się Z. P. do Paryża, gdzie przebywał lat kilka. W roku 1875 poznaje się tam z rodziną byłego oficera b. wojsk polskich, Wasilewskiego i w .tym samym roku zaślubia w Strasburgu pannę Stanisławę Wasilewską. Po ślubie, przyjeżdża do Galicyi, kupuje majętek Pogorzvce w pow. Chrzanowskim i uzyskuje obywatelstwo austryackie. Prawy charakter i wybitne zalety umysłu zmarłego wysunęły go na czoło obywatelstwa tamtejszego, dając mu mandat członka Wydziału Krajowego. Gorączka kopalniana przed dwudziestu kilku laty, oraz blisko następujące po sobie klęski pożaru szarańczy zachwiały interesami Z. P. tak dalece, że zmuszony był majątek sprzedać i osiąść w Krakowie. Do ostatka dni swoich śp. Zygmunt Podczaski, pomimo częściowego paraliżu, trzymał się krzepko, zachowując pełnię władz umysłowych. Pomimo 72 lat miał dziarska, iście żołnierską postawę. S. M.Z"
Karol Podlewski
Syn Augusta, walczył w Powstaniu Listopadowym, podobnie jak dwóch braci, ale jedyny z nich przeżył. Ukończył uniwersytet w Kamieńcu Podolskim przed 1831. Za udział był skazany do kopalni na Syberii. Przy wizytacji przez tamtejszego Jenerała-Gubernatora, który zapytywał się niemal każdego o pochodzenie, dowiedział się od wuja, że jest akademikiem, wtedy mu zrobił propozycję, czyby przyjął guwerneryę nauki jego synów. Wuj na to się zgodził. W czasie pobytu swego w kopalni zapoznał się z rodziną Szulterów z Litwy, składającej się z trzech osób: ojca, matki i córki, którym skonfiskowano majątek, z tą rodziną zawarł wuj ścisłą przyjaźń i tamże ich zostawił, gdy był zaproszony na guwernera. Po upływie jakiegoś czasu, gdy synowie Gubernatora zrobili znaczne postępy w nauce, udzielonych przez mojego wuja, Gubernator w te odezwał się słowa do wuja „Panie Podlewski o cokolwiek by Pan mnie prosił, a było to w mej mocy, niczego Panu nie odmówię”. N na to odrzekł: Proszę o jedną łaskę, a mianowicie: jeżeli jest możliwe – o uwolnienie z kopalni rodziny Szulterów, ojca, matki i córki, którą pokochałem. W krótkim czasie Gubernator sprowadził całą rodzinę do siebie i tamże odbył się ślub wuja z córką Szulterów. Po ukończeniu nauki przez synów Gubernatora, a ich ojciec, jako zapłatę oddał majątek w posiadanie Karolowi, przez co cała rodzina znalazła się razem. W czasie tego pobytu uzyskał pozwolenie u tegoż Gubernatora, że w czasie Świąt Bożego Narodzenia, w Wigilię, zebrało się dość Polaków wraz z księdzem Polakiem na opłatek, odprawiono nabożeństwo, jak również i na Święta Wielkanocne, znów się zebrali wspólnie na świecone jajko, po odprawionym nabożeństwie. Lecz ciągłem było ich marzeniem, otrzymać amnestyę, co też nastąpiło w roku 1855/6. Tamże urodziło się dwóch synów i dwie córki, którzy wraz z rodzicami i dziadkami wyjechali po 24-25 latach osiedlania, tylko żona Szultera tamże zmarła. Po przyjeździe do Krakowa, uzyskał posadę w Banku Galicyjskim, w którym przez dłuższy czas chlubnie swój urząd sprawował. Po śmierci a umieszczono w kościele Franciszkanów tablicę pamiątkową wraz z portretem jego.
Wiktoria Pol de Pollenburg 1-vo Longchamps de Berier
(1817 - 29.03.1898 Lwów) - udział w Powstaniu Styczniowym, wdowa po notariuszu w Przemyślu, rodzona siostra Wincentego Pola, matka trzech Powstańców Styczniowych [1] "jako Polka, żona, matka i obywatelka brała zawsze czynny udział w życiu publicznym. (...) niosła pomoc cierpiącym i ubogim, a kto zwrócił się do nie z prośbą, nigdy nie odchodził z pustyni rękami. (...) W r. 1863 gdy ojczyzna zarządała ofiar, wyprawiła trzech synów swoich w szeregi walczących - a dom jej przez cały przeciąg czasu stał otworem dla powstańców. " [1] "Należąc jako czynny członek do Towarzystawa św. Wincentego a Paulo zbudowała w Przemyślu ochronkę dla dzieci - z publicznych składek - zgromadzanych przez lat kilka niemałymi trudami, poświęceniem i energią godną - i oddała dom ten i kaplicę przy niej zbudowaną Siostrom Felicjankom." [1] Urodziła się w 1817 r [3] Zmarła 29.03.1898 we Lwowie [1] pogrzeb na Cmentarzu Łyczakowskim. [1] Pochowana na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, kwatera nr 69, nr obiektu 121 [3], w jednym grobie razem z: - synem Bogusławem Longchamps de Berier [3] - synem Wincentym Longchamps de Berier [3] - córką Kazimierą Longchamps de Berier 1-co Gross [3] - Marią de Gross [3] - Michałem Brochowiczem (12.02.1842 - 10.11.1925) [3] Ślub mąż - jej brat cioteczny - Wincenty Napoleon Longchamps de Berier - Powstaniec Listopadowy i Powstaniec 1846 i Styczniowy, więzień stanu roku 1846 i 1863, C.K. notariusz, [4] rodzice: Aleksander Longchamps de Berier (doktor medycyny) [2] i Eleonora Rudnicka [2] brat Bogusław Longchamps de Berier - również Powstaniec Listopadowy ur 30.03.1808 Lwów [2] [4] zm. 18.01.1881 Przemyśl - pochowany na cmentarzu głównym w Przemyślu [4] dzieci 1___Bogusław Longchamps de Berier - Powstaniec Styczniowy [1[, prokurzysta Banku Krajowego [3] ur 1841 [3] zm. 1897 Lwów [3] pochowany razem z matką na Cmentarzu Łyczwkoskim we Lwowie [3] 2___Wincenty Longchamps de Berier - Powstaniec Styczniowy [1] C.K. rotmistrz [3] ur 1841 [3] zm. 1894 Lwów [3] pochowany razem z matką na Cmentarzu Łyczwkoskim we Lwowie [3] 3___syn - zm. przed matką, tj, przed 1898 [1] - Zygmunt Longchamps de Berier - Powstaniec Styczniowy, generał, nobilitacja szlachecka za zasługi w bitwie pod Custozą 4___Kazimiera Longchamps de Berier 1-co Gross [3], zona notariusza [3] ur 1851 [3] zm. 1898 Lwów pochowana razem z matką na Cmentarzu Łyczwkoskim we Lwowie [3]
Stanisław Pomirski
Był wikariuszem w Płoniawach, miał 28 lat. Czynnie włączył się do akcji popierając moralnie i materialnie działania powstańców. Działalność swoją – podobnie jak wielu innych duchownych i świeckich Polaków – okupił cierpieniem i poniewierką. Ks. Pomirski po wybuchu postania w styczniu 1863 r. współpracował z generałem Zygmuntem Padlewskim, uczestniczył w organizowaniu oddziałów powstańczych, towarzyszył oddziałom w bitwach jako kapelan. Aresztowany został 21 maja 1863 r. w Pułtusku, potem przebywał w kazamatach modlińskich. Głównym zarzutem jaki mu przedstawiono to wygłoszenie kazania rewolucyjnej treści podczas pogrzebu 21 zamordowanych powstańców we wsi Podlas w parafii Płoniawy, w lutym 1863 r. wyrokiem sądu ks. Pomirskiego początkowo skazany został na karę śmierci, potem wyrok zamieniono na 12 lat, wreszcie 8 lat ciężkich robót na Syberii i pozbawienie wszelkich praw stanu. W listopadzie 1863 r. przeniesiony został z innymi skazańcami do Tobolska. Z Tobolska odbywał podróż etapami do Irkucka. Miejscem katorgi była Siwakowa koło miasta Czyty. Zakuty w kajdany dźwigał je bez przerwy kilka lat. Dwa lata pracował przy budowie barek na Amurze, a dwa i pół roku odbywał karę w kopalni srebra w Aktani. Dekret carski z 1870 r. zmienił los skazańca wysyłając go do Tunki na tzw. posielenie. Była tam spora grupa księży skazanych za podobne czyny. W 1875 r. rząd pozwolił ks. Pomirskiemu na zamieszkanie w europejskiej części cesarstwa i od 1876 r. mieszkał w Sławianoserbsku w guberni ekoterynosławskiej. W kwietniu 1890 r. władze rządowe zgodziły się, aby ks. Pomirski zamieszkał w Kijowie, bez prawa przebywania na terenie dawnego Królestwa Polskiego. W Kijowie przeżył prawie 30 lat. Dopiero w 1920 r. powrócił w rodzinne strony na Mazowsze. W 1923 r. obchodził 65-lecie swojego kapłaństwa. Prezydent Polski, Stanisław Wojciechowski odznaczył go orderem Polonia Restituta. Zmarł w 1929 r. Pochowany został na cmentarzu w Dąbrowie koło Mławy.
Józef Popowski
wychowaniec kijowskiego uniwersytetu, w którym odbywając studja był pod niepodzielnym wpływem Włodzimierza Antonowicza i jego apologistą, nawet po jawnem odstępstwie tego ostatniego. Mimo tę pobłażliwość dla mistrza, dla siebie nie przestał być srogim i wymagającym. Uwięziony przed wybuchem powstania na Rusi, sądzony w cytadeli kijowskiej, wbrew usiłowaniom komisji śledczej, aby zeń co najwięcej wydobyć, umiał milczeć, cierpieć i wyszedł z ciężkich prób i ucisku zwycięsko. Skazany do ciężkich robót i przysłany do Usola, mieszkał tu z Jakóbem Gieysztorem i niemało korzystał z jego dobrych wpływów. Po powrocie do kraju przeniósł się do Austrji, a ponieważ już w 1861 roku był w szkole wojskowej w Paryżu, odświeżył swe wspomnienia, wstępując do akademji wojskowej w Wiedniu. Po jej ukończeniu wszedł do armji, a przekonawszy się, że przy ówczesnych stosunkach daleko zajść w hierarchji wojskowej nie zdoła, starał się zostać posłem, wejść do składu Sejmu i do delegacji wspólnej, co pomyślnie udało się przeprowadzić. W sejmie i delegacjach obrał sobie za specjalność stałą referencję w sprawach wojskowych, to też uważanym jest wśród kolegów za rzeczoznawcę najbieglejszego w tych kwestjach, co zkolei stara się podtrzymać szeregiem wydawanych broszur treści polityczno-wojskowej. Jest bardzo czynny i pracowity, mieszka stale w Krakowie. Za czasów rządów Badeniego Józef Popowski wspólnie z Antonim Chamcem czynili usiłowania, aby obsadzić katedrę historji rusińskiej we Lwowie przez Włodzimierza Antonowicza, którego nawet przemycając przed policją austrjacką zawieźli wprost do Badeniego. Projekt spełzł wszakże na niczem i zakończył się obsadzeniem tej katedry przez Hruszewskiego, ucznia Antonowicza, a dziś jednego z najnieprzyjaźniejszych Polakom agitatorów wśród młodzieży uniwersyteckiej rusińskiej. Jak dziwnym mi się wydaje ten stosunek adeptów Włodzimierza Antonowicza, mimo jego odszczepieństwo narodowe, wypowiedziałem obszerniej w moich pamiętnikach.
Jan Prendowski
Jan Chrzciciel Wojciech Prendowski h. {{Korwin}}, ur. 1838 Mirów, zm. 9.9.1905 Dąbrowica, k. Janowa w Galicji. Syn Ludwika i Wiktorii Wiśniewskiej. Brat m.in. i zaangażowanych w Powstanie. W 1856 ukończył gimnazjum w Radomiu[6]. Dzierżawca dóbr Szydłówek. 8.3.1861 brał udział w wielkiej patriotycznej manifestacji w Warszawie, cudem unikając pchnięcia bagnetem. We wrześniu brał udział w patriotycznej pielgrzymce na Święty Krzyż niosąc sztandar polski uszyty przez szwagierkę - . Przed wybuchem powstania wielokrotnie spotykał się z Langiewiczem, który bywał we dworze w Szydłówku. W 1863 r przy swoim dworze zgromadził grupę 10 ochotników, do których dołączyło potem 15 zgromadzonych w Mircu u brata Józefa. Dowodził tym oddziałem przy napadzie na Szydłowiec, potem służył jako szeregowy, następnie porucznik w końcu rotmistrz w oddziale Langiewicza, Czachowskiego i Bosaka. Oprócz udziału w walkach z oddziałem zaufanej kawalerii wykonywał prace z działań organizacyjnych, egzekwował od ziemian należności na cele narodowe, walczył z pojawiającym się bandytyzmem, jeździł na zwiady. W oddziale tym traktował siebie na równi z podwładnymi przydzielając sobie najcięższe zadania - dlatego był niezwykle poważany i kochany przez powstańców. Walczył pod , , , , , , Uniejowem, , , i po kilkumiesięcznej przerwie pod , , i . Jako porucznik dowodził oddziałami kawalerii Langiewicza, w bitwie pod Świętym Krzyżem (5 plut.), pod Staszowem (8 plut.). Na jesieni ponownie mianowany porucznikiem, w bitwie opatowskiej jako rotmistrz 4 szwadronu. Ranny pod Bodzechowem i . Wyjechał za granicę, przybywając głównie w Rzymie u kuzyna Henryka Prendowskiego. Do kraju powrócił w 1866, został aresztowany i osadzony w Cytadeli. Zesłany na 5 lat katorgi, a później na osiedlenie do Tomska. W czasie zesłania faktycznie przebywał w Minusińsku, gdzie założył sklep. Powrócił w 1871 i zamieszkał u brata Czesława w Dźwiniaczu Górnym. Zmarł w Dąbrowicy k. Janowa (pow. gródecki k/Lwowa).
Adolf Promiński
Adolf Saryusz z Promny Promiński, syn Marcina, ur. 20. października 1826 r., gimnazyum ukończył w Samborze, uniwersytet we Lwowie. ]ako członek gwardyi akademickiej brał czynny udział w obronie Lwowa podczas słynnego bombardowania stolicy. Oskarżony o zbrodnię morderstwa, zastrzelił bowiem żołnierza austryackiego, zaledwie ukończył studya musiał emigrować z kraju. Dłuższy czas tułał się zagranicą, dopiero w r. 1855 otrzymał w Illok, na pograniczu wojskowem, posadę praktykanta konceptowego przy tamtejszym urzędzie powiatowym, następnie w Nowym Sadzie pozostawał do r. 1861 jako praktykant i adjunkt sądowy. W maju tegoż roku zdołał uzyskać posadę notaryusza w Mikulińcach przeważnie dlatego, że brakło na nią kompetentów. Na tem stanowisku zastały go wypadki z r. 1863. Gorący patryota, ufny w przyszłość narodu, natychmiast po przybyciu do kraju wziął czynny udział w tych wypadkach. Mianowany komisarzem Rządu Narodowego na okręg mikuliniecki, pracował nad organizacyą i wyekwipowaniem oddziałów powstańczych. Dom jego był centralnym punktem organizacyjnym całego okręgu. Narażony na liczne dochodzenia i rewizye zdołał zawsze wyjść z nich cało, jednak przed jedną z rewizyi nie mając czasu ukryć licznych dokumentów, dotyczących organizacyi, musiał je spalić wraz ze swym dekretem komisarskim. Długa tułaczka zagranicą, mitręga i trudy na rozjazdach podczas powstania podkopały organizm śp. Adolfa Promińskiego tak, że przez lat kilka nie mógł powrócić do zdrowia. Mianowany w r. 1866 notaryuszem w Trembowli staje do pracy na polu społecznem i narodowem i na nich wielkie kładzie zasługi, jako marszałek Rady powiatowej ma osobną kartę w dziejach powiatu trembowelskiego a jego dalekorzutnej inicyatywie szereg pięknych instytucyi zawdzięcza swój rozwój zarówno w Trembowli, jak i w Tarnopolu, dokąd się zczasem przeniósł. Nie było sprawy narodowej, któraby w nim nie miała gorącego orędownika, popierającego ją materyalnie i moralnie. Zmarł w dniu 3. kwietnia 1903 pozostawiając po sobie prócz gorącego patryoty pamięć człowieka, który i w życiu prywatnem był wzorem cnót i rzadkich przymiotów.
Seweryna Pruszak
Jedną z bardziej odpowiedzialnych placówek kobiecych patryjotycznych kierowała Seweryna Duchińska-Pruszakowa. Urodzona w 1835 roku we wsi Koszajcu pod Sochaczewem. Uduchowiona w kierunku niesienia pomocy czynnej Ojczyźnie, porzuca pracę literacką, i przybywa do Warszawy. Obiera sobie mieszkanie w najodpowiedniejszej dzielnicy Warszawy tj. na Nowym-Świecie, pomiędzy ulicami Świętokrzyską a Warecką, staje do pracy i tu rozpoczyna działalność patryjotyczną. Do pomocy dobiera sobie młodego zapaleńca Mamerta Wandallego i Leontynę Ciszewską. Dla odpowiedniego i nieprzerwanego kontaktu, Ciszewska zamieszkuje róg Czystej i Wierzbowej, w domu, gdzie był wówczas magazyn bielizny Rejchla, a Wandalli na rogu Oboźnej i Krakowskiego-Pzedmieścia, na wprost pałacu Karasia Łącznikiem na wypadek niebezpieczeństwa było mieszkanie konfidenta (nazwisko nieznane) krewnego Wandallego, w kamienicy Grodzickiego na Krakowskiem - Przedmieściu, cyklopa o jednem szklanem oku. „Piątka", do której należałą Duchińska, była pierwszą, kontrolującą, a więc z natury swej — naczelną. „Piątki" były rozrzucone po Warszawie. Składały się z kilku pań zorganizowanych w różnych punktach miasta, i które się co jakiś czas zmieniały to dla odwrócenia uwagi szpiegów moskiewskich i dla łatwiejszych ruchów a więc rychłego likwidowania się w razie grożącego niebezpieczeństwa. Dzięki odpowiednim instrukcjom Duchińskiej, jej „Piątki” mniej rzucały się w oczy, ciągle prześladującym je organom bezpieczeństwa publicznego. Zbierały się raz w tygodniu w mieszkaniu Duchińskiej. Zjawiał się tam również komisarz Rządu Narodowego Marlewski, od którego Duchińska odbierała poruczone jej, zlecenia. Po otrzymaniu „listy ubogich* (rodzin po walczących, rannych lub poległych na polu chwały), zbierała ofiary w pieniądzach i w naturze, odbierała je również od podległych „Piątek". Odnoszenie ofiar złecała Wandallemu i trzem innym (nazwisk brak), którzy dla odwrócenia uwagi policji i szpiclów byli co pewien czas zmieniani. Duchińska zbierała również datki i podatki na cele powstania, chodząc po domach prywatnych, a nadto w towarzystwie kilku pań kwestowała w kościołach, przeważnie u O. O. Kapucynów na ul. Miodowej. Prócz tego, otrzymywała od kupców warszawskich ofiary w naturze t. j. buty, bieliznę lub płótno. Uszytą bieliznę oraz obuwie zabierał z jej mieszkania agent Rządu Narodowego, ładował na wozy 1 wywoził na oczach, znaj dującego się na wprost posterunku policji wykonawczej. Niepodobna, by na to, wie zwróciła uwagi policja. Wśród policjantów, znaleźli się Polacy, solidaryzujący się z ruchem niepodległościowym. Oni to odwracali uwagę kolegów, i w duchu podziwiali planową i niezmiernie zręczną prac Duchińskiej. Bielizną i butami było zawalone mieszkanie „Sewerci" i to najbardziej niepokoiło wszystkich. Do jej mieszkania przychodziło wielu mężczyzn powstańców. Tu odbywały się narady nad sprawą rozszerzenia działalności patryjotycznej, przy zachowaniu pierwszorzędnych środków ostrożności. Dla bezpieczeństwa organizuje również straż, rekrutującą się z różnych sfer. Dzięki tej właśnie straży mogły „Piątki" załatwiać sprawy pomyślnie, bez narażania się policji. Powiadomiona jednakże przez szpiegów, policja mimo zachowania ostrożności, zwróciła baczniejszą uwagę na mieszkanie Duchińskiej. Styczność, jaką utrzymywała z X pawilonem Cytadeli Warszawskiej, polegała głównie na przenoszeniu wszelkich wiadomości. Sposób ich przekazywania był pomyślany dowcipnie i niezwykle sprytnie i dawał dobre rezultaty. Więźniom, jak wiadomo,— dostarczano chleb razowy. Wyrabiali z niego pudełeczka ozdobne, stylowe skarbonki i t, p. W ściankach lub denkach tych cacek zawałkowywano szczelnie kartki, pisane ołówkiem, a miejsca oznaczano rysą. W ten sposób wiadomości od więźniów przedostawały się do specjalnie nabywających te rzeczy członków organizacyj cywilnych. W tym kierunku Duchińska położyła nieocenione zasługi. Na schyłku powstania planowała wspólnie z Leontyną Ciszewską wyjazd zagranicę, a to wobec ciągłych rewizyj i prześladowań. Plan ten dojrzał w chwili, gdy policja i żandarmeria nie miała już najmniejszych wątpliwości co do jej wybitnego udziału w powstaniu. Wyjazd jej przyśpieszył zamach na hr. Berga t.j. rzucenie bomby z pałacu hr. Andrzeja Zamojskiego. Wtedy to agent Rządu Narodowego, korzystając z za mieszania, jakie powstało w związku z zamachem, wywiózł po raz ostatni z jej mieszkania, buty i bieliznę, przeznaczoną dla rodzin ubogich. Duchińska była już wtedy w drodze na dworzec i opuszczała Ojczyznę, kierując się do gościnnej Francji. Paszport otrzymała od swoich ludzi na granicy.
Łukasz Przybylski
Ur. 1917 Rabowice, zm. 17.2.1922 Lipno. Weteran powstania listopadowego, styczniowego oraz... I wojny światowej i powstania wielkopolskiego! Człowiek, który bił się za Polskę mając 105 lat! Gdy zaczynał swój szlak bojowy, walczono za pomocą pistoletów skałkowych i dział z brązu na czarny proch. Gdy kończył, w bojach stosowano już karabiny maszynowe, czołgi i samoloty. Płk Przybylski widział w Belwederze zarówno wielkiego księcia Konstantego jak i Piłsudskiego. W osobie tego prawie nieznanego szerszemu ogółowi wojaka zeszły się wszystkie trzy, a raczej cztery pokolenia, dzielące nas od ostatniego rozbioru; zeszły się też ich orężne czyny i ich cierpienia w niewoli. Urodzony w roku 1814, w roku 1830 wychowanek szkoły podchorążych w Warszawie, jako szesnastoletni wyrostek bije się w szeregach. Wzięty do niewoli w jednej z bitew, wywieziony do Rosji, zostaje wcielony do armii carskiej. Po latach dwudziestu pięciu wraca na zagon ojczysty i poczyna życie niejako na nowo. Lecz wtedy właśnie wybucha powstanie styczniowe. Przybylski rzuca dom, idzie w szeregi, obejmuje dowództwo oddziału, końcem bagnetu załatwia rachunki z Rosją. Pod Radzyminem schwycony, zakuty, zostaje wtrącony w podziemia kopalni sybirskiej na lat trzy, a następnie dożywotnim osiedleńcem zatrzymanym na Syberii. W takiej to przeciętnej polskiej konduicie dożył nasz kadet szkoły podchorążych lat stu, kiedy wybuchła wojna światowa. Doczekał i rewolucji, a poczuwszy się wolnym ruszył, mając lat 104, z guberni irkuckiej „do domu". Przebywa Sybir i Rosję, dociera do Bobrujska. Tu ujrzał ułańskie chorągiewki gen. Dowbora-Muśnickiego. Odżyły stare kości od ich barwnego furkotu. Poczuł żołnierz „listopadowy” dawny młody wigor w kościach, zobaczył się na powrót kadetem, trzasnął z siebie wiek żywota jak sen z młodych powiek i już w dni kilka siedział na koniu z lancą w ręku, on, stuczteroletni kadecik, zdrów jak dąb i siwy jak gołąb, w jednym szeregu ze smykami, którym mógłby śmiało pradziadkować. Jak się przedostał w rok potem w Poznańskie, tego nie wiem; dość, że w roku 1919 widzimy go w armii wielkopolskiej zajętego wymiataniem Niemców; nie w intendenturze, ale w walce frontowej. Ranny w lewą (stupięcioletnią) nogę, idzie rozmyślać na łóżku szpitalnym w Warszawie, co się to w tak krótkim czasie porobiło na świecie. Zwłaszcza,że Belweder niedaleko – a pan pułkownik Przybylski ma dotąd w pamięci mopsią twarz księcia Konstantego. Tu trzeba dodać, że generał Dowbór-Muśnicki, znalazłszy się w kropce, awansował tego kadeta z roku 1831 na pułkownika w r. 1919, przy odsyłaniu go do szpitala. Nigdy, jak świat światem i ziemia ziemią, żaden pułkownik tak długo na awans nie czekał. To prawda. Trzeba jednak uwzględnić drobne w tym czasie przeszkody: czterech carów, dwóch królów i pięciu cesarzów, no i armię złożoną z trzydziestu milionów chłopa, co wszystko trzeba było przeczekać i w końcu usunąć z drogi. Co to jednak znaczy nie zrażać się. Twarda kość mazurska pokonała te wszystkie obstacles. Teraz dopiero, zrobiwszy, co było w życiu do zrobienia, pan Łukasz Przybylski, odetchnąwszy jeszcze krzynę na rodzonej ziemi płockiej w zacisznym czystym Lipnie, z wdzięcznością w sercu, z pokojem w duszy – pomarł.Spłacił ostatnią ratę długu swego: oddał ciało ziemi, z której je wziął – i odszedł do Ojców swoich. Nie jestże ten żołnierz, znany i imienny, symbolem tych wszystkich bojowników naszych, znanych i nieznanych, imiennych i bezimiennych, którzy z bronią w ręku walczyli o wolność wydartą, znieść nie mogąc niewoli – i w nałożone pęta cięli szablą w roku trzydziestym pierwszym, sześćdziesiątym trzecim i w latach wojny narodów." Zmarł w 1922 mając 108 lat.
Jan Puściałkowski
Jan Puściałkowski. Wstąpił do organizacji przedpowstaniowej w Płocka we września 1862 roku. Przyjęty przez Dąbrowskiego, czynny był w niej w randze dziesiętnika. Jaż w październiku tegoż roku wysłany do przewozu broni, pojechał do Torania i wywiązał się z zadania pomyślnie. W dnia 22 stycznia 1863 r. na dane hasło wybuchu czynnego, uczestniczył w opanowania koszar kozackich 12 Płocku, lecz nadciągający oddział piechoty rosyjskiej wypiera powstańców pod wieś Ciołki. Tu, w starcia Paściałkowski powala celnym strzałem pułkownika Korczakina i jego adjutanta Decabego, wobec czego moskale cofnęli się w nieładzie, pozostawiając na placu 15 poległych. Odtąd pod wodzą okręgowego Padlewskiego Puściałkowski walczył głównie w obrębie Ziemi Płockiej, przyjmując udział w 9-ciu mniejszych i większych bitwach. W 9-tej bitwie ranny w nogę, leczył się parę miesięcy w Brodnicy ( w Prusach). Po wyleczenia z rany używany w organizacji jako karjer do przewożenia ważniejszych rozkazów i dokumentów, parokrotnie wpadał w ręce moskali, ale za każdym razem dokumentów nie pozwalał sobie odebrać, ukrywając zręcznie przed wrogiem pomienione papiery. Nareszeie dostaje się do więzienia pod ciężkim zarzutem zabójstwa rosyjskiego oficera, odesłany do Modlina i ta przez pół roku nękany w najokropniejszy sposób, wobec nieprzyznania się do zarzuconej ma winy, zostaje zesłany na Syberję do odleglejszych gaberni bez określenia terminu kary. Po 13 ta latach pobytu w Tarze i Petropawłowska gab. Tobolskiej powraca do kraja w 1877 roku.
Strona z 26 < Poprzednia Następna >