Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1020
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Anna Henryka Pustowojtów
W grudniu przybyła do Zdakowa Henryka Pustowójtów z panną służącą z Dąbie od Hrabstwa Romczów. Tutaj bawiła blisko trzy miesiące, gdzie jej babka pani Zofia Kosakowska przysyłała znaczniejsze kwoty pieniężna z Królestwa polskiego. Mówiono powszechnie we dworze, że istniał plan ożenienia Henryki Pustowójtów z Zygmuntem hr. Romczem, który z matką dość często przyjeżdzali do Zdakowa, gdyż byli spokrewnieni z grabiną Wiesiołowską. Po ogłoszeniu stanu oblężenia w Galicyi, zjawił się z końcem 1864 r, w Zdakowie naczelnik powiatu z Mielca p. Roht, z poleceniem, aby Henryka Pustowójtów wyjechała natychmiast z Galicyi. Rzeczywiście w dwa dni później wyjechała ona w stronę Szwajcaryi. W Pradze zatrzymała się jakiś czas, skąd nadesłała swoją fotografie. W dworze mówiła często hr. Wiesiołowska o Henryce Pustowójtów, że wyjechała do Paryża i założyła zakład z kwiatami i że miała otrzymać od swej babki Zofii Kosakowskiej trzydzieści tysięcy rubli, wreszcie wyszła za mąż za emigranta polaka Dra Medycyny. Pustowójtówna była córką jenerała rosyjskiego, lecz matka polska i córka były gorącemi patriotkami i w czasie rozruchów w Warszawie została Pustowójtówna aresztowana i umieszczona w cytadeli. Już w pierwszych dniach powstania wykradziona została z cytadeli i zaraz udała się do powstańczego obozu. Była to osoba wykształcona, władała kilkoma językami, grała ślicznie na fortepianie i miała głos przepiękny, więc bardzo wesoło przepędzaliśmy czas z nią w Zdakowie.
Anna Henryka Pustowojtów
Anna Henryka Pustowójtówna, zam. Lewenhard Urodziła się 26 lipca 1843 r. w majątku babci Brygidy Kossakowskiej w Wierzchowiskach koło Lublina. Od wczesnych lat dziecięcych słyszała wiele o powstaniu listopadowym, w którym walczył jej dziadek - major kawalerii. Dzielna babcia Brygida wcześnie owdowiała i całą miłość, najszlachetniejsze marzenia i nadzieje wiązała z ukochaną wnuczką. Chociaż była osobą schorowaną, bardzo często brała udział w kwestach kościelnych na rzecz osób biednych, sierot i kalek. Często bywała w Lublinie, gdzie była też właścicielką niewielkiej kamienicy. Właśnie tu, w jej domu, odbywały się spotkania artystów i patriotycznie usposobionej młodzieży. Od najmłodszych lat Henryka wzrastała zatem i wychowywała się w atmosferze polskiej i katolickiej. W roku 1853, za zgodą matki Marii, babka oddała Henrykę i starszą o dwa lata siostrę Julię do Instytutu Wychowania Panien w Puławach. I mimo, że instytut był bezpośrednio nadzorowany przez carową, a spośród uczennic była spora gromadka córek rosyjskich oficerów, królował tu duch polski. Działo się to za sprawą ofiarnych i solidarnych pań wychowawczyń i wielu nauczycieli przedmiotów humanistycznych. W tym przedziwnym instytucie nie odczuwało się skutków rusyfikacji w takim stopniu, jak w innych tego typu szkołach w imperium rosyjskim. Dziewczęta polskie były pod nieustannym urokiem tego wszystkiego, co w Puławach było dziełem Izabeli Czartoryskiej. Nieobce też im były utwory poetyckie A. Mickiewicza i J. U. Niemcewicza. Henryka znała na pamięć "Redutę Ordona" i poemat "Grażynę". Patriotyczny duch Puław był tak silny, że wszystkie dziewczęta nie zgadzały się na nabożeństwa cerkiewne. I wówczas to Henryce marzyła się sława Emilii Plater, a nawet oddanie życia za wiarę i ojczyznę. Instytut Puławski ukończyła po sześciu latach z biegłą znajomością języka francuskiego i rosyjskiego. Wkrótce wyjeżdża na wakacje do Żytomierza, gdzie zamieszkuje jej matka i rodzeństwo, jednak najchętniej przebywa w Lublinie z babcią. Zaprzyjaźniła się z wieloma studentami przebywającymi na wakacjach w Lublinie bądź w Żytomierzu. Szczególnie ceniła tych, dla których walka o wiarę katolicką, o język polski, o wyzwolenie narodowe - było najświętszą sprawą. Nie było jej w głowie zamążpójście. Przeciwnie, wielu adoratorów otrzymało tzw. kosza. Po tragicznych wydarzeniach warszawskich w 1861 r. organizuje patriotyczne manifestacje młodzieży w Lublinie, Zamościu i Żytomierzu, wygłaszając płomienne, patriotyczne przemówienia. Mimo kordonów wojska i żandarmerii rosyjskiej jako pierwsza składa pod pomnikami pamięci narodowej wiązanki kwiatów i szarfy biało-czerwone. Po religijno-patriotycznej manifestacji pod Dubienką w 70. rocznicę bitwy, zapadła w Petersburgu decyzja o zesłaniu Anny Henryki do monastyru w guberni kostromskiej. Rodzina i przyjaciele wiedzieli, co znaczy zamknięcie Henryki w tego typu "klasztorze". Biczowano tam i głodzono, a bardziej krnąbrne dziewczęta podlegały jeszcze wymyślniejszym metodom "nawracania" na prawomyślną wiarę i szacunek do samodzierżawia. 28 sierpnia 1862 r. wywieziono Henrykę pod eskortą do Lublina. Szczęśliwym trafem na postoju w Żytomierzu udało się jej uciec przy pomocy przyjaciół. Po wielu perypetiach, przedostała się w przebraniu do rumuńskiej Mołdawii, gdzie w pogranicznym miasteczku Michaleny płk Z. Miłkowski organizował polskie oddziały zbrojne. W Michalenach przebywała Pustowójtówna do wybuchu powstania. Nieustannie ćwiczyła się w strzelaniu i władaniu szablą. Każdego dnia modliła się na różańcu i polecała Matce Najśw. udręczony naród polski i ukochaną babcię Brygidę. W wolne wieczory grywała na fortepianie i śpiewała pieśni patriotyczne dla młodych polskich spiskowców. Na wieść o wybuchu powstania wyruszyła Henryka z ks. kapelanem i grupą młodzieży w kierunku Lwowa, a w kilka dni później przez tzw. kordon w lasy świętokrzyskie. W Staszowie gen. M. Langiewicz mianował ją adiutantem nieustraszonego płk. Czachowskiego. Nastały dni i noce wypełnione walką i cierpieniem. 24 lutego 1863 r. w bardzo krwawej bitwie pod Małogoszczą, a następnie pod Grochowiskami, Pustowójtówna wykazała się nadzwyczajną odwagą w boju i bezprzykładnym poświęceniem w ratowaniu rannych powstańców. W ogniu armat i broni strzeleckiej, jak błyskawica przelatywała wśród walczących, przekazując rozkazy gen. Langiewicza. W tym dowódcy widziała zbawcę Ojczyzny. Czy słusznie? Na to pytanie historia ma już odpowiedź. W oddziałach powstańczych nazywano ją "Michałkiem", a złośliwcy przezywali "Pustym Wojtkiem". W sztabie wodza miała pseudonim "Michał Smok". Do legendy przeszły jej zasługi w usuwaniu zawiści i pseudoambicji poszczególnych dowódców. Potrafiła m. in. przekonać płk. A. Jeziorańskiego do podporządkowania się gen. Langiewiczowi jako naczelnemu wodzowi i naczelnikowi województw sandomierskiego i krakowskiego, a następnie jako dyktatorowi powstania. Koło Pieskowej Skały, gdy w zamku grała na fortepianie "Warszawiankę", zapłonęły serca oficerów do dalszej walki. Wielu marzyło o pozyskaniu jej ręki. Ale ta nieustraszona dziewczyna miała jedną miłość - udręczoną ojczyznę. Po aresztowaniu gen. Langiewicza przez patrol austriacki w czasie przeprawy dyktatora do Krakowa na tajną naradę, Pustowójtówna czyniła wszystko, aby uratować wodza dla walczącego narodu. Przykładem może być próba zorganizowania ucieczki generała z aresztu w Tarnowie. Jak wiadomo, gen. Langiewicz został wywieziony do aresztu na Wawelu, a następnie do Tyszniowa na Morawach. Po uwolnieniu Henryki z krakowskiego aresztu, miejscowy komitet kobiet zaopatrzył ją w większą sumę pieniędzy, by mogła wyjechać za granicę. 3 kwietnia wyjechała do Pragi, a później zamieszkała u p. Romerów koło Krakowa, skąd bacznie śledziła dalsze losy powstania. Na wieść o bohaterskiej śmierci pułkownika D. Czachowskiego - ciężko zachorowała. Wiosną 1864 r. wyjechała do Szwajcarii, a następnie do Francji. Z pełnym poświęceniem rzuciła się w wir działalności charytatywnej i patriotycznej polskiej emigracji w tych krajach. Ze szczególnym oddaniem angażowała się w zbiórki funduszy dla byłych powstańców. Brała udział w wielu manifestacjach patriotycznych wychodźstwa polskiego we Francji. Kiedy car Aleksander II przybył z wizytą do Paryża, stała na czele polskiej młodzieży, wołającej: "Vive la Pologne!" Bardzo przeżywała proces A. Berezowskiego, który usiłował dokonać zamachu na życie cara. We Francji miała dużo przyjaciół. Nie była jednak wolna również od plotek i pomówień. Unikając tzw. oficjalnych spotkań, pochwał i komplementów za czyny powstańcze, zarabiała na życie przy modelowaniu i produkcji sztucznych kwiatów. Spod jej rąk wychodziły wręcz arcydzieła goździków, róż i orchidei. W Paryżu jakiś czas zamieszkała u rodziny J. K. Janowskiego, b. członka Rządu Narodowego. Przy tej okazji poznała wielu wybitnych rodaków, jak malarza Juliusza Kossaka czy Władysława Mickiewicza - syna wielkiego Adama. W kontaktach z ludźmi była niesłychanie skromna, budząc zarazem podziw swą inteligencją, miłością wobec ojczyzny, miłosierdziem względem ubogich i pięknym śpiewem pieśni religijnych czy patriotycznych. Często przystępowała do spowiedzi i Komunii św., a póki żyła ukochana babcia Brygida - pisywała do niej listy pełne nadziei na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Przeżycia obozowe i rozterki osobiste dwukrotnie przyprawiły ją o zapalenie płuc. Za radą p. Janowskiej wyjechała na leczenie do Amelies les Bains u stóp Pirenejów. Zaczęła nawet myśleć o wstąpieniu do klasztoru. W roku szkolnym 1869 była nauczycielką muzyki i śpiewu w klasztorze Auteuil. Kiedy wybuchła wojna francusko-pruska, raz jeszcze wykazała męstwo i hart ducha. W stroju sanitariuszki, ciągle z krzyżem powstańczym na piersi, służyła ofiarnie rannym i konającym żołnierzom. W takich to okolicznościach odnowiła przyjaźń z lekarzem St. Lewenhardem, który jako ochotnik służył w oddziałach powstańczych M. Langiewicza. Po wojnie za ofiarną służbę sanitariuszki na polu walki Francuski Czerwony Krzyż uhonorował ją Krzyżem Zasługi. W dniu 8 sierpnia 1873 r. zawarła ślub ze Stanisławem Lewenhardem. Z tego udanego małżeństwa przyszło na świat czworo dzieci. Pan Stanisław zawsze był dumny ze swej szlachetnej małżonki podkreślając, ze Henryka jest najtroskliwszą matką dla dzieci. Jednak siły witalne Anny Henryki wyczerpały się. Zmarła nagle 2 maja 1881 r. w przeddzień patriotycznej manifestacji. Jej przedwczesna śmierć wywołała powszechny żal wśród wszystkich grup emigracji polskiej. Pochowano ją na cmentarzu Montparnasse w Paryżu wśród mogił wielu szlachetnych naszych braci i sióstr.
Paulina Radziejewska
Pamięci Pauliny Krakowowej Kto, jako dobry rolnik, w ziemię czarną Ojczystej gleby rzuca zdrowe ziarno, Ten nie umiera, lecz tylko odchodzi; Bo choć go niema, to siew jego wschodzi, Ludzie plon zbiorą i chleb zeń wypieką; A jak szerokim był siew, tak daleko Sumienna praca dobrego rolnika Zasila braci i w krew ich przenika. Niedawno temu z murów tego miasta Jedna szlachetna odeszła niewiasta. Kto była, czem jej imię wśród nas świeci? Spytajcie tylko wszystkich polskich dzieci, Lub matek polskich zapytajcie raczej. Jako ten liruik, co wzrusza słuchaczy, Gdy w struny ręką natchnioną uderzy, Tak ona grała na sercach młodzieży. Umiała iskry w nich święte rozpalać, Wesele wzbudzać i do łez rozżalać ad bliźnich losów niedola lub nędza. Tak dusze złotą osnuwała przędzą; A chcąc je wzmocnić i ustrzedz od skazy, Kładła przed niemi promienne obrazy Dobrych uczynków. Umysł jej bogaty Mógł był na szersze wydobyć się światy, I wawrzynowy zdobyć sobie wieniec. Lecz ona, jak ten pracowity żeniec, Co zbożem pole ozłocił jałowe, Kłosy przeniosła nad liście laurowe. Wolała, świetne omijając szranki, Z kwiatów swych myśli dzieciom splatać.wianki. Tak pracowała u podstaw narodu, Ta co odeszła już z naszego grodu Obywatelską zasługą dostojna. Była to postać pogodna, spokojna, Z jasnością ducha, z promiennem obliczem, I nie skarżyła się nikomu, z niczem Co pierś jej własną krwawiło boleśnie Do pracy dziennej wstała bardzo wcześnie, A odpoczęła już późnym wieczorem. Przez życie idąc, dawnych niewiast torem, Trzymała w rękach dwa święte sztandary: Miłości kraju i czci ojców wiary. Pokój niech będzie ludziom dobrej woli, Co dobro sieją na rodzinnej roli.
Bronisław Radziszewski
„... W bieżącym miesiącu święci dr Bronisław Radziszewski dwudziestą piątą rocznicę profesorskiej działalności w uniwersytecie lwowskim...” „... Powstanie styczniowe zastało dr Radziszewskiego na stanowisku nauczyciela historyi naturalnej w trzecim gimnazyum warszawskiem, lecz młody pedagog, oddany jak najgorliwiej obowiązkom zawodowym, nie był bynajmniej obojętnym widzem współczesnych wypadków. Początkowo pracował w sekretaryacie rządu narodowego przy Józefie Janowskim, a zażądawszy z końcem czerwca 1863 dymisyi z posady nauczycielskiej, poświęcił się duszą i ciałem pracom organizacyjnym. Zamianowany we wrześniu t. r. komisarzem rządu narodowego, opuścił Warszawę celem objęcia urzędowania w województwie augustowskiem. Prawie rok krążył Radziszewski w tamtych stronach, wybierając podatki narodowe, zakupując broń, oraz amunicję, przemycane przez pruską granicę, ułatwiając przechód litewskim oddziałom powstańczym i mimo szalonego pościgu władz carskich rozwijał zdumiewającą działalność...” „... po upadku powstania znaczną stosunkowo ilość pozostałych karabinów zakopał Radziszewski w lasach Augustowskich. Uczyniwszy to, wyprawił przedewszystkiem swych pomocników za kordon , sam zaś wraz z dwoma towarzyszami ogołocony zupełnie z funduszy, tułał się aż po koniec 1864 roku w kraju, tropiony gdyby dziki zwierz przez policyę, która na głowę Ignacego Czyńskiego – pod tem nazwiskiem czynny był Radziszewski w powstaniu – znaczną wyznaczyła nagrodę i dopiero otrzymawszy od bawiącego w Brukseli Malinowskiego zasiłek pieniężny, zdołał się przedostać za granicę pruską. Stanąwszy w Berlinie, kupił Radziszewski bilet drugiej klasy do Brukseli i już siedząc w wagonie usłyszał rosyjską rozmowę dwóch tajnych policystów, narzekających na czem świat stoi, na łotra Czyńskiego, którego na próżno w tych czasach poszukują.... Wobec znacznej lojalności rządu pruskiego dla Petersburga położenie Radziszewskiego stało się wielce groźne. Nasunąwszy więc czapkę na oczy, udał śpiącego i tak dojechał aż do Verviers. Zbudzony gwałtem dla rewizyi rzeczy przez celników, zaczął się Radziszewski przeciągać i zauważył z rzetelną przyjemnością, iż jeden z jego towarzyszy opuścił przedział, wysiadłszy jeszcze w Frankfurcie, podczas gdy drugi z najwdzięczniejszym, jak na policyanta uśmiechem, zapytał naszego profesora w języku francuskim: - Ależ to pan spałeś ? - Istotnie, dobrze mi się spało – odparł zagadniony. - Zdaje mi się, że pan jesteś moim rodakiem, gdyż obaj jedziemy z tych samych stron – badał nieznacznie szpieg cesarski. - Przenigdy – brzmiała spokojna odpowiedź Radziszewskiego. – Pan jesteś Rosyaninem, ja Polakiem. Skoro zaś pana moja osoba tak interesuje, to mogę dodać, że nazywam się Czyński Ignacy.... Tableau ! Na najbliższej stacyi opuścił skonfundowany policysta przedział Radziszewskieo i więcej mu się na oczy nie pokazał... Tak więc tylko osobliwszem losu zrządzeniem nie zwiedził dzisiejszy jubilat Syberyi...”
Władysław Rapacki
Władysław Rapacki, to postać niezwykle zagadkowa. Już w 1848 jako 19-latek próbował się przedostać na Węgry biorąc udział w Legionie Akademickim, przy czym został schwytany i osądzony.[3] W swoich działaniach był radykalny. W 1852 ponownie schwytany i osadzony w więzieniu. Wiele lat znajdował się pod obserwacją policji.[3] Urodzony prawd. w 1829. W 1863 był czynny w organizacji, współpracując ze Schmittem[14], a także na łamach prasy. Dwa razy skazany przez Sądy Wojenne.[6][7][16][17][18] Jednak wyszło na jaw, że wysyłał informacje do Warszawy, jako korespondent promoskiewskiej gazety, obelżywie opisując i wręcz denuncjując wielu powstańców (którzy na tej podstawie byli aresztowani).[4] Wydał broszurę "Milczenie czy jawność", zakazaną przez policję narodową[2]. Zaczął głosić idee panslawizmu pod prymatem Rosji, twierdząc, że pod skrzydłem rosyjskim Polska odzyska należne miejsce.[5] Wreszcie oskarżany[8][9][10][11] na podstawie znalezionych dokumentów[8] zaczął histerycznie wręcz bronić się na łamach prasy, a nawet założył ... sprawę sądową o pomówienie [19](którą przegrał).[4] Problem polega na tym, że jego losy giną z oczu, a także że znany jest inny Władysław Rapacki, ur. w Warszawie w 1829r (a także kolejny, nieco młodszy żyjący w Nowym Targu sekretarz magistratu[13] , wreszcie jakiś także z rodziny stanisławowskiej). Ten ze Lwowa, na jakiś czas przenosi się do Warszawy, gdzie zakłada rosyjskofilne czasopismo z Moskalem Pawliszczewem. Wiadomo, że w 1861 był stanu wolnego[12], dalej w 1864 także [15] lecz później był żonaty, że jeździł do Petersburga. Ostatnie informacje o nim pochodzą z lat 70-tych gdy wydał wartościowe dzieło "Ludność Galicji" (był wykształcenia prawniczego i zawsze interesował się statystyką), i gdy brał udział w redakcji Kuryera Lwowskiego. Potem słuch o nim ginie.[2]
Marcin Rembacz
(Marcin Rębacz) Ur. 9.11.1843 Szczurowa, zm. 18.4.1920. Syn , sołtysa w Rajsku i Agaty Klich[7]. Brat , który nie brał udziału w walkach, ale wraz z ojcem przewoził zaopatrzenie i powstańców. Ukończył szkołę realną w Tarnowie a następnie uczeń Instytutu Techniczengo w Krakowie, a następnie uczestnik kursu pedagogicznego. Tu zastało go Powstanie. Do wyjścia przygotował go Wincenty Widerakiewicz, Powstaniec Listopadowy. u którego mieszkał na stancji. Dotarł do obozu w Goszczy i został przydzielony do strzelców pod dowództwem Czachowskiego, w kompanii kapitana Grudzińskiego. W oddziale zaprzyjaźnił się z niejakim Sawarą i z nim przeszedł całą kampanię. W oddziale był też syn chirurga Kowalski - dużej tuszy. Instruktorem był Żochowski. Brał udział w a następnie gdzie m.in był świadkiem zranienia Żochowskiego, którego odprowadził do leśniczówki. Po internowaniu Langiewicza nie mógł nadążyć za oddziałami przeprawiającymi się przez Wisłę. Udało mu się to dwa dni później w przebraniu syna niejakiego Panusiewicza. Po powstaniu ukończył kurs nauczycielski. Rozpoczął nauczanie w Pobiedrze własności Leonarda Wężyka. Tu założył bibliotekę, uczył też ogrodnictwa starsze dzieci. Został wybrany radnym gminnym. Przez dwa lata pracował w Kątach, gdzie nabawiwszy się artretyzmu 2 miesiące leczył się w Swoszowicach. Przez trzy lata pracował w Liszkach uzyskując następnie w 1875 pracę w Wieliczce w 3-klasowej szkole męskiej. Był rajcą miejskim, delegatem nauczycielstwa do c.k. Rady Szkolnej Okręgowej, wiceprezesem Towarzystwa św. Wincentego a Paulo, członkiem Macierzy Szkolnej Cieszyńskiej, krakowskiego oddziału Towarzystwa Ochrony Zwierząt, sekretarzem Towarzystwa Ludoznawczego. Założył i prowadził kurs analfabetów, współuczestniczył w założeniu Towarzystwa Sadowniczo-Ogrodniczego. Dyrektor szkoły męskiej nr 2 w Wieliczce w latach 1901 -1904. Otrzymał honorowy medal za 40-letnią służbę. Weteran Powstania. W powstaniu: szeregowy, stopień wojskowy weterana: ppor., liczba wykazu Sekcji Opieki Departamentu Sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych: II-792. Autor Pamiętnika. Poch. Wieliczka Żona: Elżbieta Antonina Wiercińska h. Ślepowron (ślub 1879), zm. 30.5.1904 Dzieci: * Ludwika, zm. 1913[6] * Józefa, * Maria - nauczycielka w Kobielniku
Walerian Remiszewski
Walerian Remiszewski urodził się 9 grudnia 1824 roku w Krasnymstawie i zapewne, niezwłocznie po urodzeniu, został ochrzczony z wody. Obrzędu dopełniono kilkanaście lat później, 13 września 1840 w parafii we Włostowicach koło Puław. Na chrzcie otrzymał imiona Walery Bronisław. Był synem porucznika żandarmów Karola i Wiktorii z Horochów. Jego rodzeństwo to, zmarła w niemowlęctwie dwójka, Leokadia (1819-1821) i Wiktor Julian (1822-1823), oraz najmłodsza z nich, Maria Alojza (1830-1893, zamężna Adamowa Pohorecka). Remiszewski od 1834 roku uczęszczał do Wojewódzkiego Gimnazjum Lubelskiego, które ukończył, nie bez pewnych trudności, zdając maturę 30.06.1842. W trakcie nauki zetknął się z działalnością patriotyczną, w którą było zaangażowanych wielu jego szkolnych kolegów. Choć on sam nie był mocno włączony w spisek, znalazł się w szerokiej grupie młodzieży, którą dotknęły represje. Został wcielony do wojska i zesłany do Tambrowskiego Wewnętrznego Batalionu Garnizonowego. O jego służbie wojskowej wiemy niewiele. Niewątpliwie, jak wynika z dokumentów, służył we wspomnianym batalionie 22.03.1849 r. W kolejnych latach brał udział w walkach na Kaukazie, niestety dotąd nie udało się ustalić w ramach jakiej jednostki. Musiał być cenionym żołnierzem, bo dość szybko w armii carskiej osiągnął stopień kapitana. Służył w 47 Ukraińskim pułku piechoty. W sierpniu 1862 roku uzyskał dymisję z wojska. Angażował się w działalność konspiracyjną w Warszawie i w przygotowanie powstania. W marcu 1863 roku otrzymał od Rządu Narodowego misję sformowania i przeszkolenia oddziału w Puszczy Kampinoskiej, a w dniu 11 kwietnia 1863 awans na stopień majora i naczelnika wojsk powstańczych w Puszczy. Oddział ten, nazwany później „Dziećmi Warszawy”, składał się głownie z garnącej się do walki, ogarniętej patriotycznym duchem młodzieży warszawskiej, którą kolejarze, pomimo straży kozackich rozmieszczony na rogatkach, przemycili poza miasto. Do powstańczej partii dołączyło się też trochę „miejscowych”, chłopów z okolicznych wsi. Oddział liczył, według różnych szacunków około 200 – 250 osób, niewyszkolonych i słabo uzbrojonych. Składał się z piechoty oraz kilkunastu konnych. Wyposażeni byli głównie broń białą, w tym kosy osadzone na sztorc i broń myśliwską. Tylko niewielka część powstańców posiadała karabiny. Bardzo ambitne zadanie, jakie im powierzono, polegało na wsparciu przygotowywanego uwolnienia więźniów z Cytadeli Warszawskiej. Przebywało tam wówczas kilku aktywnych organizatorów powstania, związanych z Komitetem Centralnym Narodowym, w tym Jarosław Dąbrowski ps. „Łokietek” i Bronisław Szwarce, obaj z frakcji tzw. „czerwonych". Dąbrowski był autorem planu i głównym organizatorem ucieczki. Więźniowie po samodzielnym wydostaniu się z cytadeli mieli, na rogatkach Warszawy, dołączyć do oddziału i razem z nim wycofać się do Puszczy Kampinoskiej, by tak uniknąć ponownego schwytania. Akcję zaplanowano na poniedziałek, 13 kwietnia 1863. Liczono na zmniejszoną czujność strażników w okresie, przypadających wówczas w kościele prawosławnym, świąt Wielkanocnych. Ostatecznie do ucieczki nie doszło, prawdopodobnie z uwagi na brak poparcia spisku ze strony ogółu więźniów. Rosjanie dowiedzieli się jednak, że w Puszczy Kampinoskiej organizuje się oddział powstańczy i wysłali przeciw niemu korpus ekspedycyjny. Generał major Mikołaj Krüdener poprowadził dwie kompanie z wołyńskiego gwardyjskiego pułku piechoty, szwadron huzarów grodzieńskich i sotnię kozaków (razem około 550 żołnierzy). Nad powstańcami, poza, miażdżącą przewagą w ludziach (w kluczowym momencie bitwy ta przewaga była nawet czterokrotna), regularne wojsko górowało także wyszkoleniem, wyposażeniem i uzbrojeniem. Major Remiszewski poległ 14.04.1863 w - w lesie, będąc praktycznie w okrążeniu przeważających sił rosyjskich. Podobnie jak sam przebieg bitwy, także dokładne okoliczności śmierci majora Waleriana Remiszewskiego, nie są znane. Podawano sprzeczne relacje. Jedna z nich mówi, że na początku bitwy major i oficer huzarów, kornet Römer, wystrzelili do siebie z pistoletów, wzajemnie się zabijając. Ale, według innego przekazu, ranny major dowodził dalej w bitwie, aż do godziny około 13.30, kiedy to padł rozsiekany szablami i bagnetami. Po bitwie, na jego ciele naliczono 17 ran. Trofeum bitewne, kieszonkowy zegarek majora, przebity bagnetem, kapitan Procenko okazał carowi podczas audiencji w Petersburgu. Są też przekazy, według mnie jednak mniej wiarygodne, jakoby Walerian w obliczu klęski swego oddziału popełnił samobójstwo, a wreszcie, że ranny przeżył, został zabrany z pola bitwy przez miejscowego dziedzica i ukryty przed Rosjanami we dworze w Truskawiu, gdzie wkrótce zmarł z odniesionych ran. Ma tego dowodzić krzyż postawiony na skraju Truskawia, na miejscu hipotetycznej, bezimiennej mogiły dowódcy oddziału. Ta relacja pojawiła się jednak dopiero w 1981 roku, czyli prawie 120 lat po opisywanych wydarzeniach i nie ma odzwierciedlenia we współczesnych bitwie źródłach historycznych. Wydaje mi się nieprawdopodobne, by ten sam dziedzic Truskawia, który jakoby, w obliczu zagrożenia śmiercią, wskazał Rosjanom miejsce pobytu powstańczego oddziału, następnie ratował rannego majora, zabierając go z pola walki. Przeczą temu też wspomniane wyżej informacje, które wskazują, że po bitwie ciało Waleriana Remiszewskiego zostało przez Rosjan zidentyfikowane (podana ilość odniesionych ran, zniszczony zegarek). Jest jednak bezspornym faktem, że zgonu i pogrzebu majora nie odnotowano w księgach metrykalnych parafii w Zaborowie, ani też w innych, okolicznych, czy warszawskich parafiach. Na zawsze pozostanie więc pole do snucia domysłów i spekulacji. Rodzina Walerian Remiszewski nie ożenił się i nie pozostawił po sobie dzieci. Z czwórki rodzeństwa dorosłość, poza nim, osiągnęła jedynie jego młodsza siostra, która wyszła za mąż i doczekała się potomstwa. Żyją także liczni potomkowie rodzeństwa jego ojca i dziada, mieszkający dziś w Polsce, w Austrii i we Francji. Należy do nich Grażyna Remiszewska, malarka i rzeźbiarka, mieszkająca w Paryżu. Walerian (Walery) Bogusław Remiszewski był synem Karola Remiszewskiego (1788-1833, porucznika żandarmów) i Wiktorii Horoch (1799-1845), wnukiem Tomasza Remiszewskiego (1765-?, rządcy w Hryniowcach k/ Tłumacza) i Katarzyny Raciborskiej (1763-1846), prawnukiem Stanisława Remiszewskiego (administratora dóbr w Rudnikach) i Anny Zalewskiej, praprawnukiem Michała Remiszewskiego i Marianny Słupskiej. Walerian wylegitymował się ze szlachectwa w 1849 r. w guberni lubelskiej. Otrzymał zatwierdzenie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego z tytułu stopnia oficerskiego swego ojca (czyli został wpisany do 2-giej księgi szlachty). Mógłby także, z racji swego pochodzenia, otrzymać wpis do 4-tej księgi szlachty (szlachta cudzoziemska, w tym przypadku austriacka), ponieważ jego dziad, Tomasz Remiszewski, wraz z bratem Marcinem, wylegitymowali się ze szlachectwa przed Galicyjskim Wydziałem Stanów w 1807 roku. Z tej drogi Walerian jednak nie skorzystał, zapewne z uwagi na trudności w pozyskaniu niezbędnych dokumentów ze Lwowa. Widać, że rodzina ta żyła na styku dwóch państw, dlatego dziś ich groby znajdują się zarówno w dawnym zaborze austriackim (w Galicji, na starym cmentarzu w Tarnowie), jak i w zaborze rosyjskim (w Królestwie Polskim, na starym cmentarzu w Kielcach). W teczce legitymacyjnej Remiszewskich, przechowywanej w Centralnym Archiwum Historycznym we Lwowie (CDIAL, sygn. 163-3-3925) znajdują się także dokumenty innej, starszej gałęzi rodziny wywodzącej się od Walentego Remiszewskiego z Gródka Jagiellońskiego, żyjącego na przełomie XVI/XVIII wieku. Niestety brak jest dowodów potwierdzających bezpośredni związek między obiema tymi liniami.
Alfons Rempalski
Ur. 1834 r. Skończył szkołę powiatową w Białej Podl. w 1851 r., wstąpił do semin. duch. w Janowie na Podlasiu, skąd został prze niesiony do semin. gł. w Warszawie na studja wyższe teologiczne, które ukończył w 1857 r. ze stopniem Kand. św. Teoi. Wtedy bp podl. powołał go na sekretarza oso bistego. W 1860 r. otrzymał nominację na komendarza par. Miastków, pow. łuk., gub. siedl., a w końcu tegoż roku na prob. tamże. W 1862 r. został prefektem 5-cio klasowej szkoły w Siedlcach. W księdze konduit kancelarji w. jen. gbra tyle o nim czytamy: „Alfons Rempalski, wik. par. Siedlce i były prefekt gimnazjum siedl., za udział w powstaniu, należenie do oddziału powstańczego (w ory ginale: szajki) Zielińskiego i dostarczanie do tego oddz. (w oryginale znów: szajki) patronów i różnych rzeczy, potrzebnych do umundurowania, na zasadzie zatwierdze nia nmka Kr. P. z 4 maja 1864 r. został pozbawiony wszystkich praw stanu, zesłany na osiedlenie do Syberji, a ma jątek jego uległ konfiskacie na rzecz państwa rosyjskiego. Kom. Rz. Spr. W. i D. 16 (28) lip. 1864 r. Nr. 4937 (17276) powiadomiła bpa pódl., że ksiądz A. R., nauczy ciel religji gimnazjum siedl., na mocy konfirmacji nmka Kr. P. skazany został na osiedlenie w Syberji. W archi wum zaś państwowem lubi. jest podany ten szczegół, że księdza A. R. nakazał zaaresztować w Siedlcach tamtej szy nlk wojn. i oddał go pod sąd 29 st. 1864 r. i że po czątkowo ksiądz A. R. siedział w więzieniu zamkowem w Siedlcach. Wreszcie w osobistych aktach księdza A. R., które przechowuje Kurja Podl., są tylko dwa krótkie ra porty dziekana siedl. do Konsyst. Jen. Diec. Podl. w Ja nowie, dotyczące tego wywiezienia. Jeden raport z 30 paźdz. 1863 r. Nr. 53, w którym jest mowa, że ksiądz A. R., prefekt i nauczyciel religji gimnazjum siedl. w dn. 29 b. m. został uwięziony przez władze wojn. Drugi, że 30 gr. 1863 r. władze te oddały księdza A. R. pod sąd wojn., który skazał go na wywiezienie do Rosji, a stało się to 17 wrz. 1864 r
Leonard Rettel
Leonard Łazarz Rettel, franc. Léonard Lazare de Rettel, pseudonim Jan Zamostowski (ur. 6 listopada 1811 w Podhajcach, zm. 21 marca 1885 w Paryżu) – polski działacz polityczny, pisarz, poeta i tłumacz, pierwszy polski hispanista, belwederczyk, kapitan - żołnierz-ochotnik 20 Pułku Piechoty Liniowej w powstaniu listopadowym, dobry mówca, emigrant na Wielkiej Emigracji. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari 17 kwietnia 1831 po bitwie pod Liwem. Syna Jana Rettla i Franciszki primo voto Siennickiej z domu Lemnickiej lub Łempickiej, przeniósł się z rodzicami do Warszawy, gdzie ukończył Liceum Warszawskie. W 1830 zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował młodzieńcze wiersze w Pamiętniku dla płci pięknej czasopiśmie wydawanym przez Konstantego Gaszyńskiego i Leona Zienkowicza. Uczestnik sprzysiężenia Wysockiego, 29 listopada 1830 w Noc Listopadową wziął udział w grupie studentów i cywili wraz z podchorążymi w ataku na Belweder w celu ujęcia wielkiego księcia Konstantego, w dziewięcioosobowym oddziale dowodzonym przez pchor. Kobylańskiego, nacierającym na Belweder od ogrodu, następnie wraz z podchorążymi dotarł do Arsenału i brał udział w jego zdobyciu. Aktywny członek Towarzystwa Patriotycznego. W powstaniu listopadowym jako ochotnik odbył całą kampanię 1831 w 20 Pułku Piechoty Liniowej, dosłużył się stopnia kapitana. Od 7 listopada 1831 na emigracji w Paryżu, członek Komitetu Narodowego Polskiego i jeden z założycieli Towarzystwa Demokratycznego Polskiego od 17 marca 1832, publikował artykuły w Demokracie Polskim. Utrzymywał bliskie kontakty m.in. z Adamem Mickiewiczem i Fryderykiem Chopinem. Przeciwnik organizacji Legionu Polskiego w Portugalii przez Józefa Bema. W 1848 organizował Legion Mickiewicza we Włoszech. Podczas powstania styczniowego był przedstawicielem Rządu Narodowego w Hiszpanii. Związany z towianizmem. Korespondent Gazety Warszawskiej z Paryża pod pseudonimem Jan Zamostowski. Od 1869 brał udział w pracach Towarzystwa Naukowej Pomocy w Paryżu, założonym przez Agatona Gillera, prowadząc wykłady. Przetłumaczył m.in.: La Araucana Ercilli, Powieści Basków Antonio de Trueby i Powieści norweskie Magdaleny Torrenson wydane w odcinkach w Gazecie Polskiej i Kurierze Poznańskim. Autor biografii emigrantów w Rocznikach Towarzystwa Naukowo-Historycznego wydawanych przez Bronisława Zaleskiego w Paryżu. Współautor (redakcja, zebranie źródeł - nie wymieniony na stronie tytułowej, z uwagi na powiązania z towianizmem, który zabraniał swoim członkom wydawania książek) Henri de Valois et la Pologne en 1572 (pol. Henryk Walezy i Polska w 1572) autora: Emmanuela Henri Victurnien de Noailles, Paryż, 1867. 4 lutego 1872 (9 marca 1872) poślubił młodszą o 25 lat Natalię Loewenhardt (Lewenhard - franc. Nathalie Loewenhard ur. 1836), Polkę, córkę Maurycego i Franciszki z d. Reichman, siostrę znanego na emigracji lekarza i powstańca styczniowego Stanisława Loewenhardta, z którą miał dwoje dzieci: syna (ur. 1872) i córkę (ur. 1873). W 1872 Rettlowie mieszkali w Paryżu w pobliżu Towarzystwa Historyczno-Literackiego przy Quai d'Orléans 4. 2 maja 1880 w wypadku zginęła żona Natalia - podczas otwierania okna wypadła na bruk. 29 listopada 1880 wziął udział w uroczystościach 50-lecia wybuchu Powstania Listopadowego, jako honorowy gość, z drugim belwederczykiem - Karolem Paszkiewiczem, zorganizowanych we Lwowie oraz odbył dłuższą podróż po Galicji odwiedzając m.in. przyjaciela - Karola Rogawskiego w Ołpinach, Kraków. Po śmierci żony, córkę przekazał na wychowanie do Wyższego Zakładu Wychowania Panien Seweryny Górskiej w Krakowie, synem zaopiekowała się rodzina żony: Anna Henryka (z domu Pustowójtówna) i Stanisław Loewenhardtowie, sam zamieszkał w Domu św. Kazimierza, gdzie przebywał do końca życia. Pochowany tymczasowo w 1885 r. w grobie rodzinnym Loewenhardtów (Lewenhardów) na Cmentarzu Montparnasse. Obecnie pochowany w zbiorowej mogile polskich emigrantów - powstańców listopadowych i styczniowych na Cmentarzu Montparnasse w kwaterze franc. division 17 (1 sud, 10 ouest) numer koncesji: 553 P 1886. Natalia Rettel spoczywa na Cmentarzu Montparnasse w grobowcu Lewenhardtów z bratową - Henryką Lewenhard (Anną Pustowojtówną) division 18 (14 est, 1 nord) numer koncesji: 1255 P 1880.
Mieczysław Rey
Urodzony 22 II (lub 1 I) 1836 r. w Słupiu, pow. pilzneński, syn Dominika i Karoliny z Ankwiczów. W czasie rabacji chłopskiej (1846) zginął jego ojciec[zt=1000], a 12-letni Mieczysław uratował się dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Uczył się w Instytucie Technicznym w Krakowie, a później studiował we Wrocławiu i prawdopodobnie w Pradze. W wyniku działu rodzinnego, przeprowadzonego ok. 1860 r., otrzymał m.in. majątek przecławski w pow. mieleckim. W latach 60. uczestniczył w działalności konspiracyjnej i m.in. był reprezentantem Komitetu Galicyjskiego w Rządzie Narodowym w Warszawie (1863). Po upadku powstania 1863, zagrożony aresztowaniem wyjechał na Zachód (Niemcy, Francja, Szwajcaria). W 1867 r. powrócił do Przecławia i zajął się sprawami rodzinnymi, a następnie działalnością społeczną i polityczną. Od 1867 r. do 1893 r. reprezentował grupę większych posiadłości w Radzie Powiatowej w Mielcu i pełnił m.in. funkcję prezesa Wydziału Powiatowego w latach 1871-1877 i 1880-1891. Wykupił (za 40 tys. złr.) pożyczki powiatu mieleckiego w Banku Włościańskim we Lwowie i założył w Mielcu Kasę Pożyczkową. Był także m.in.: członkiem Wydziału Okręgowego Galicyjskiego Towarzystwa Kredytowego w Mielcu (1871-1886) i delegatem do Kontrolującej Rady Nadzorczej we Lwowie, prezesem Okręgowego Towarzystwa Rolniczego w Mielcu, członkiem Towarzystwa Gospodarczo-Rolniczego w Krakowie oraz członkiem Komisji Szacunkowej Wydziału Okręgowego. W 1873 r. uczestniczył w założeniu Galicyjskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i do 1895 r. był jego prezesem, a następnie – członkiem wydziału i od 1900 r. – członkiem honorowym. Od 1874 r. do 1899 r. posłował z tarnowskiego okręgu wyborczego do Sejmu Krajowego we Lwowie, starając się m.in. o zreformowanie i unowocześnienie oświaty, kształcenie urzędników gminnych, rozbudowę linii kolejowych, poprawę organizacji służby zdrowia i uporządkowanie spraw łowieckich. W 1891 r. wziął udział w zorganizowaniu w Mielcu Powiatowego Komitetu Towarzystwa Oświaty Ludowej (TOL). Od 1901 r. zasiadał w Radzie Nadzorczej Macierzy Polskiej. Sprawnie zarządzał własnym majątkiem i systematycznie pomnażał go. Wyremontował zamek w Przecławiu i wyposażył go w stylowe meble i liczne dzieła sztuki uznanych artystów. Dbał także o bogaty księgozbiór (m.in. dzieła francuskie i niemieckie). Gościł wiele znakomitych postaci, m.in. w 1903 r. urządził polowanie, w którym uczestniczył Henryk Sienkiewicz. Wspierał różne przedsięwzięcia i akcje społeczne, m.in. kwotą 40 tys. złr. zasilił fundację im. Mikołaja Reja z Nagłowic, której celem było wydawanie najcenniejszych dzieł polskich i nagradzanie wybitnych utworów współczesnych pisarzy, m.in. nagrodzono H. Sienkiewicza (1911) i W. Reymonta (1917). Około 1905 r. przeniósł się do Mikuliniec, gdzie także posiadał majątek. Tam m.in. próbował malować obrazy i zaczął pisać utwory literackie. Wydał m.in.: dramat „Stefan Marcel” (Lwów 1906, 1910, w przekładzie francuskim Władysława Mickiewicza – Kraków-Paryż 1910) oraz sztuki dla teatrów ludowych: „Obrazek sceniczny” i „Bolesław Chrobry”. W 1914 r. wsparł finansowo Legiony Polskie. Pisał też pamiętniki. Został odznaczony m.in. papieskim Orderem Św. Grzegorza. Zmarł 12 I 1918 r. Spoczywa w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Mikulińcach.
Klara Rieger
Ur. 26.07.1831, zm. 07.04.1909 Kołomyja, córka Jana, dyrektora Banku Handlowego w Brodach. W wieku 4 lata osierocona przez ojca oddana na wychowanie do Krakowa do matki ojca Klary Hahn. (Jej matka Justyna Praun została w Brodach, powtórnie wychodząc za mąż za Franciszka Sturm). W tym czasie najczęściej przebywała w domu prof. Estreicherów, z Marią i Karolem łączy ją do końca życia przyjazne stosunki. w 1843 uczy się na pensji pani Bulikowskiej. W 1846 m.in haftuje, wraz z innymi w domu p. Janiszewskiej sztandar. W 1853 zaślubiła Tomasza Majewskiego - architekta gmachów akademickich Krakowa z którym miała 2 córki: Zofię i Stefanię. Mąż zmarł po 4 latach małżeństwa i Klara przeprowadziła się do Sokala, gdzie jej brat objął posadę lekarza. Przyjęła tutaj też powtórnie owdowiałą matkę z dwiema córkami - Florą i Henryką. Jej dom w Sokalu stał się w czasach przedpowstaniowych osią ruchu patriotycznego. Przyjmuje zobowiązanie ruchu Klaudynek, udziela się oświatowo, pomaga leczyć, opiekuje się biednymi. Wpisuje się do bractwa kościelnego. U siebie w domu otwiera szkółkę dla analfabetów. W 1861 zakłada czytelnię gdzie udostępnia książki przysyłane przez Zofią Romanowiczową. Po niedzielnych sumach urządza pogadanki, opowiadani, organizuje jasełka. W ten sposób pobudza do pracy oświatowej także panie z licznych okolicznych dworów. W czasie powstania, dom jej, mniej wpadający w oko, jako zamieszkały tylko przez kobiety i dzieci, jest miejsce przerzucania meldunków, gromadzenia opatrunków, bandaży do czego angażują się także jej dzieci. Często w nocy gości emisariuszy - z tego czasu rozwinęła się jej przyjaźń z kurierką Teofilą Piotrowską. Stanęła też na czele szpitala zorganizowanego w klasztorze sokalskim oo. Bernardynów. Działał też po przeniesieniu rannych do dworu w Walawce. Niestety w tych okolicznościach, w zimnych celach sokalskich przeziębiła się jej starsza córka Zofia i zmarła na zapalenie płuc. W szopie koło swego domu miała zakopane naboje. Zdradził to zaaresztowany w Bukowinie powstaniec, jednak gdy wojsko otoczyło dom żaden mieszkaniec nie dał się nakłonić do rozkopywania zmarzniętej ziemi i Klarę uwolniono od zarzutu. Po kilku latach opuściła jednak Sokal przenosząc się do Lwowa dla kształcenia córki. Odjeżdżając ofiarowała swój dom na szkołę, zaznaczając jednak że miasto może korzystać z niej tak długo jak szkoła zachowa polski charakter i będzie prowadzona przez ss. Felicjanki. Miasto w podzięce nadało jej 31.10.1868 honorowe obywatelstwo. We Lwowie zaangażowała się w działalność filantropijną, otaczając opieką szczególnie weteranów powstania, jednak w 1872 z powodów zdrowotnych przeniosła się na wieś biorąc w dzierżawę majątek Kruhel pod Przemyślem. Odwiedzali ją tutaj liczni literaci i działacze społeczni a także emigranci. W 1878 jej córka Stefania wychodzi za mąż za powstańca Alberta Jasińskiego, który utracił majątek w Królestwie. Przenosi się będąc w Starym Siole, Kopaniu, Paczeniżynie i Kołomyi. Wstąpiła do Towarzystwa św. Wincentego a Paulo i funduje takie podobne towarzystwo w Kołomyi będąc jego przewodniczącą. Zakłada tam też Przytulisko dla starców, pracy niezdolnych i dla dzieci. W ostatnich latach życia szukała poprawy zdrowia w Abazji. Pochowana w Kołomyi.
Mojżesz Rogaczewski
Ur. 1823 r.-podporucznik. 108-letni żyd podporucznik - weteran W zapadłej wsi Tołoczki, woj. białostockiego, mieszka 108-letni kowal Mojżesz Rogaczewski. Starzec ten, otoczony powszechną czcią, miał szczególnie względy u okolicznych ziemian. Wiedziano o nim, że ma za sobą ciekawą przeszłość, nikt jednak nie mógł dokładnie powiedzieć jaką. Starzec, który cieszył się dobrem zdrowiem i pracował prawie do ostatniej chwili, jako kowal wiejski, był małomówny i zbywał ciekawych milczeniem, nie zdradzając swej przeszłości. W ostatnim czasie Rogaczewski osłabł zupełnie i nie był już w stanie nadal pracować. Nie mając środków do życia, zdecydował się udać o pomoc do władz i wysłał za pośrednictwem D. O. K. Grodno do min. spraw wojskowych podanie, w którem wyjawił, że był powstańcem 1863 r. i dopóki miał siły, pracował i nie chciał korzystać z przysługujących z tego tytułu praw, obecnie zaś prosi o emeryturę, gdyż jako powstańcowi nie wypada mu prosić o jałmużnę. Rogaczewski złożył jednocześnie niezbite dowody, że brał udział w kilkunastu potyczkach z Rosjanami. Obecnie pod adresem Rogaczewskiego nadeszła przychylna odpowiedź ministerstwa spraw wojskowych, które wyjaśniło, że - aczkolwiek wyznaczony termin dla zgłoszeń powstańców już mimął - jednak Rogaczewskiemu w drodze wyjątku przyznano tytuł weterana - podporucznika i dożywotnio rentę. Przyznając sędziwemu starcowi tę rentę, ministerstwo wzięło pod uwagę przedewszystkiem tę właśnie okoliczność, że Rogaczewski będąc żydem, jako 40-1etni mężczyzna, pozostawił żonę i dzieci i udał się do partji Woyczyńskiego. Ojciec jego zginął w r. 1831 na Litwie w wojskach gen. Giełguda. Decyzja ministerstwa wywarła wielkie wrażenie wśród ludności żydowskiej.
Tadeusz Romanowicz
ur. r. 1843. W r. 1861 po złożeniu egzaminu dojrzałości redagował tajne pisemko "Znicz", które rozchodziło się w przepisywanych egzemplarzach. W grudniu 1861 podczas rewizji policyjnej przychwycono u Rom. egzemplarz "Znicza". Skutkiem tego został Rom uwięziony i siedział w karmelickiem więzieniu do końca marca 1862. poczem dalszy proces miał się odbywać "z wolnej stopy". Po uwolnieniu należał do kierowników organizacji studencko-rzemieślniczej, której twórcą i naczelnikiem był śp. Paweł Paszkowski, świeżo uwolniony z kilkaletniego więzienia za spisek studencki r. 1858. Organizacya ta licząca około 800 ludzi we Lwowie, w październiku 1862 poddała się Komitetowi centralnemu, który później zamienił się na Rząd narodowy. Rom. był w tej organizacji setnikiem. W marcu 1868 wyruszył w lubelskie do oddz. pułk. Czechowskiego, kompanii strzelców kap. Edmunda Śląskiego. Był w potyczkach dwóch nad Potokiem i w większej bitwie między Rudką a Solą. Po rozbiciu tego oddz., należał Rom. do organizatorów oddz. majora Zapałowicza (Jana Zalplachty), który w maju wyruszył w Lubelskie. Był w potyczce pod Tyszowcami i w bitwie większej pod Tuczępami. Miał potem wyruszyć pod Radziwiłłów, kiedy go zaskoczył rozkaz zostania we Lwowie dla roboty organizacyjnej. Był referentem przy sekretarzu naczelnika miasta. W grudniu 1868 został uwięziony pod zarzutem "zbrodni stanu". Sądy wojskowe po zaprowadzeniu stanu oblężenia, skazafy go na " dwa lata ciężkiego więzienia. W październiku r. 1864 wywieziono go z więzienia karmelickiego we Lwowie do kazamat w fortecy ołomunieckiej Jako skazany na ciężkie więzienie, nosił przez czas jakiś kajdanki. Dnia 20. listopada 1865 wszystkim więźniom za sprawy powstania opuszczono resztę kary ? i Rom. razem z wszystkimi został uwolniony ? po blisko dwuletniem więzieniu, od 19grudnia 1868 do 20. listopada 1865. Rom. był dziennikarzem od r. 1880, posłem miasta Lwowa na Sejm, a od r. 1890 członkiem Wydziału kraj. z kuryi miast. Umarł r. 1904.
Tadeusz Romanowicz
Syn Piotra, adwokata lwowskiego i ?? Krauze (urodzonej w Brodach, córki Karola i Jerzmanowskiej, której 9 stryjów walczyło pod Napoleonem). Do powstania wyszedł 10 marca w oddziale Leona Czachowskiego. W dniach 20-go i 21-go marca był w bitwach pod Jedlinkami nad Tanwią, potem koło wsi Banachy w Lubelskiem. Rannemu Józefowi Dąbczańskiemu ocalił życie, wyniósłszy go z kimś drugim wśród gradu kul z pola bitwy na bezpieczne miejsce. Wyszedł powtórnie 10-go maja w wyprawie, którą dowodził Zapałowicz. Przebywał w obozie przy dworze w Rudzie Różaneckiej. Po stoczonej potyczce pod Tyszowcami i większej bitwie 19-go maja pod Tuczapami, oddział rozbity przeszedł granicę z powrotem. W czerwcu zatrzymał się pod Sokalem w Poturzycy u p. Sołowijów. Powrócił do Lwowa i miał z wyprawą Wysockiego wyruszyć 26-go rano. Jednak 25-go wieczorem przyszło pismo z podpisem ks. Adama Sapiehy wzywające go do pozostania i objęcia w organizacji pracy poważnej, którą mu powierzano, choć tak młodemu, dla jego zdolności i charakteru. Po pewnej walce z sobą i po naradzie z siostrą pozostał. Pisał artykuły do Dziennika Literackiego podpisane Sz.Cz. Uwięziony raz, a następnie drugi raz 19 grudnia 1863. 2 czerwca 1864 skazany na 2 lata w Ołomuńcu. Wywieziony 11 listopada 1864. Nie zgodził się na łaskę w zamian za akt poddaństwa. Wyszedł w 1865. Następnie prowadził liczne prace patriotyczne i dziennikarskie we Lwowie. W 1885 odwiedził Muzeum w Rapperswilu. Pracował w Wydziale Krajowym kierując departamentem rolnictwa i przemysłu.
Zofia Romanowicz
Ur. 31.3.1842 Lwów, zm. 4.6.1935 Lwów. Córka Piotra (uczestnika Wiosny Ludów, adwokata lwowskiego) i (urodzonej w Brodach, córki Karola i Jerzmanowskiej, której 9 stryjów walczyło pod Napoleonem, i która była zaangażowana w organizacji kobiecej w 1863). Młodszy brat Zofii - brał czynny udział w Powstaniu. Została wychowana w tradycji niepodległościowej. Od wczesnej młodości należała do organizacji narodowych. W Powstaniu działała w Komitecie Niewiast. Pomimo nader młodocianego wieku, oddawała się z całym poświęceniem pracy organizacji lwowskiej przy fabrykacji nabojów, szyciu bielizny, przygotowywaniu opatrunków chirurgicznych, przemycaniu korespondencji do więźniów i dopomaganiu im do ucieczki. Przechowywała dokumenty Rządu Narodowego. Informacje o zaaresztowaniu w marcu 1863 w Cytadeli lwowskiej są błędne. Po powstaniu nauczycielka wyższych szkół publicznych dla dziewcząt, wpajając w swe uczennice gorącą miłość ojczyzny, pojęcie ideałów polskich niewiast. Napisała życiorys swej mistrzyni Felicji z Wasilewskich Boberskiej, pamiętnik "Z dni krwi i łez", "Klaudynki" i in. Zaangażowana wielce w sprawy społeczne. W 1915 r. stanęła na czele Ligi Kobiet i jako jej przewodnicząca otoczyła opieką legionistów i ich rodziny, organizując „Ochronkę im. Piłsudskiego”. Całkowicie wycofała się z życia publicznego w 1922 r. z powodu złego stanu zdrowia. Była członkiem Towarzystwa Weteranów. W 1927 r. została odznaczona Orderem Polonia Restituta. Pochowana na Cmentarzu Łyczakowskim, pole nr 2.
Julian Rosenbach
Ur. ok. 1835. Porucznik wojsk węgierskich. Przybył do Krakowa z Kalitą. Był początkowo w oddziale Władysława Sokołowskiego "Iskry", a następnie adiutantem Chmieleńskiego. Walczył pod Mełchowem. Pod dowództwem "Bosaka" dowodził 3 kompanią. Jego oddział jazdy został rozbity w okolicy Rakowa (zapewne część powstańców dotarła aż pod Bardo i tu została rozbita. O miejscu tym przypomina z prawd. znacznie przesadzoną liczbą zabitych 120) Na przełomie 1863/4 wszedł do formowanego II Korpusu Krakowskiego, pod dowództwem Bosaka w stopniu majora. Pełnił obowiązki dowódcy Pułku Kieleckiego. W 21.2.1863, dowodził Pułkiem Kieleckim, składającym się ze 160 ludzi. Spóźnił się, zamiast przybyć w nocy do Kobylan, zjawił się, wbrew rozkazom dopiero rano - co znacznie pogorszyło sytuację powstańców przesuwając czas starcia. W bitwie posuwał się zdobywając wyznaczone punkty, początkową jednak również spóźniony, nacierając od strony Iwanisk na kirkut żydowski. Do szturmu zachęcił jednak żołnierzy , który spostrzegł zamieszanie. Dalej walka posuwała się trudno, ale skutecznie. Do 11 w nocy, kiedy dowódca, z powodu zmęczenia oraz burzy, zarządził odwrót. Wtedy pułk wycofał się przez Kobylany do Łagowa, razem z pułkiem . Postępował za nimi Czengiery, który dopadł powstańców z zaskoczenia . Potyczka była szczęśliwa dla powstańców, którzy jednak stracili sporo ludzi. Połączywszy się z Bosakiem odbyli tragiczną bitwę pod Cisowem. Objąwszy dowództwo nad mocno zdemoralizowanym żołnierzem, po chorym Rębajle, maszerując w lasy Staszowskie napadnięty pod Iwaniskami, został rozbity i zmuszony uciekać do Galicji. Ciążyły na nim oskarżenia o zabór mienia narodowego. Wg relacji Krzyżanowskiego, gdy część oddziału dowodzona przez Boczkowskiego dotarła do osady smolarzy pod Denkowem (początek marca 1864) zastała oddział Rosenbacha, ze sztabem ulokowanym w skleconych z desek prymitywnych chatkach. Umieścił się tam też sztab Boczkowskiego. W tym obozie odbyła się egzekucja starca, niejakiego Fijałkowskiego, który ponoć zdradził miejsce przebywania "Topora". Od egzekucji zdołała wykupić go żona, za 2 tysiące złotych polskich. W nocy obaj dowódcy znikli wraz z pieniędzmi. 7.4.1864 władze powstańcze wysłały za obydwoma list gończy. "[i]Do Organizatora Kadr w ob. Wadowskim. Major Rosenbach, któren nie tylko stał się przez rozpuszczenie i zdemoralizowanie swego oddziału zdrady przeciwko własnej Ojczyźnie winnym, ale oprócz tego zabrawszy pieniądze narodowe z takowemi za granicę uszedł i w Galicji ma przebywać, jest przez władze narodowe poszukiwanym. Zawzywam Was przeto Obywatelu do poczynienia najściślejszego śledztwa a w razie przydybania, do niezwłocznego zaaresztowania wymienionego majora. Wspólnej jego winy jest niejaki Boczkowski.[/i]"[5] Wygląd wg rozsyłanego rysopisu: Wzrost wysoki, budowa ciała silna i proporcjonalna. Włosy blond trochę w czerwieniawe, wąs wielki blond także trochę w czerwieniawe, twarz koścista, proporcjonalna i rumiana - oko niebieskie. Lat około 27 - 28. Mowa rozkazująca, prytanganalna, charakter popędliwy w obejściu rezoner i zarozumiały.[5]
Antoni Rott
Były uczestnik powstania p. z roku 1863 i Sybirak, przeżywszy 65 lat zmarł 2. b.m. w Knihininie Belwederze. Ś.p. Antoni urodzony w Dubiecku po powiatu ­brzozowskiego w r. 1863, zaciągnął się jako 20 letni czeladnik siodlarski, z koń końcem ­maja 1863 r. w szeregi oddziału pułkow. Wierzbickiego. W okolicy Polichny,. natknął się ten oddział powstańczy na moskiewską piechotę i kozaków dążących z dwoma armatami przeciw "miateżnikom" lecz po szczęśliwej bitwie, w której Rottowi przestrzelono prawą rękę, wyparto zupełnie nieprzyjaciela. Później po złączeniu się oddziału Wierz Wierzbickiego, ­stoczono pod Kanią wolą potyczkę, w której pułkownika Wierzbickiego rannego w nogę, wywieziono, zaś po nim objął do dowództwo ­pułkownik Krysiński. Akcja głównodowodzącego spoczywała w, ręku jenerała Michala Heydenreich-Kruka. Ten stosunkowo bardzo silny oddział powstańczy posunął się do Żyźyna, gdzie spotkano się z batalionem Moskali i ich artylerją. Znakomita pozycja powstańców i świetny atak wykonany z brawurą przez naszych kosynierów, sprowadził zupełny pogrom w szeregach nieprzyjacielskich. Moskale ponieśli wielką stratę w zabitych, a oprócz kozaków którzy uciekli, wszyscy Moskale złożyli broń i poddali się powstańcom. Między pojmanymi był także oficer artylerji rosyjskiej, Polak. Tutaj odebrali powstańcy rządową kasę pocztową z listami pieniężnymi i gotówką razem 140000 rubli, którą eskortowano.pod ochroną wojska rosyjskiego. Po bitwie Żyżyńskiej, przybyciu całego zastępu oddziałów i jenerała Kruka do Baranowa, ­rozeszły się nasze wszystkie od oddziały ­ działy oddziały w różne strony, napierano już silnie przez Rosję. W dwa tygodnie później przy przyszło ­ szło przyszło pod do krwawej potyczki, niestety dla nas bardzo smutnie zakończonej. Jenerałowi Krukowi, tegoż sztabowi i pewnej części naszej żandarmerji, udało się cudem ujść z pułapki rosyjskiej; natomiast około 600 pojmanych powstańców wraz z Antonim Rottem odstawiono przez Lublin do Warszawy ­ i zamknięto w cytadeli. W jesieni 1863 r. skazano, Rotta na 3 lata robót aresztanckich w Niżno Nowogrodzie, ­a później na wolne posielednie do Tomska. Za wpływem rządu austrjackiego i staraniem rodziny, powrócił po przeszło dwu latach, uwolniony ze Sybiru, szupasem do miejsca rodzinnego. W 24. roku życia został wzięty do wojska, następnie w r. 1870 wstąpił do służby kolejowej, z której przed rokiem poszedł na emeryturę. Ś.p. Rott był tak w gronie uczestników powstania jak i swych przełożonych, tudzież przez najbliższych i swych znajomych ogólnie poważany i bardzo łubiany, zostawia więc po sobie żal serdeczny i jak najpiękniejsze wspomnienie.
Bolesław Rozwadowski
Bolesław Jordan Rozwadowski, h. Trąby. właściciel dworu w Kopytowej. Bolesław Jordan Rozwadowski urodził się w 1842 roku w Turówce pod Trembowlą. Jest przedstawicielem gałęzi pułkownikowskiej znanego polskiego rodu Jordan Rozwadowskich. Protoplastą tej gałęzi był dziad Bolesława, Kazimierz (1757-1836) – pułkownik wojsk polskich, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej i legendarny dowódca 8 pułku ułanów Księstwa Warszawskiego. Jego pięciu synów poszło w ślady ojca i walczyło o Polskę niepodległą. W 8 pułku służyli także dwaj bracia Kazimierza: Onufry i Franciszek oraz syn Antoni. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że pod dowództwem pułkownika Rozwadowskiego pierwsze szlify bojowe zdobywał późniejszy wybitny komediopisarz Aleksander hr.Fredro. Najstarszym z synów Kazimierza Rozwadowskiego był Antoni (1796-1855) ojciec Bolesława. Po ukończeniu Elementarnej Szkoły Artylerii i Inżynierów w stopniu podporucznika walczył w kampanii rosyjskiej 1812 roku. Brał udział w bitwach pod Ostrownem, Witebskiem, Smoleńskiem, Dorohobużem, Możajskiem, Woronowem i Tarutino, gdzie ciężko ranny utracił oko. Uczestniczył w powstaniu listopadowym w stopniu majora Nadwiślańskiej Legii Konnej. Antoni Rozwadowski spisał pamiętniki, przechowywane obecnie w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu. Antoni gospodarował w majątku swojej żony Tekli Antoniny z Czechowiczów herbu Ostoja (zm. 1854) w Turówce w obwodzie tarnopolskim. Tam urodziły się jego dzieci: córki Kamila (1827-1899), Justyna(1834) i Helena(1834) oraz synowie: Eustachy (1825-1847), Kazimierz (1828-1912)) i Bolesław (1842-1911). Obaj synowie zostali uczestnikami powstania styczniowego. Bolesław Jordan Rozwadowski wkrótce po ukończeniu gimnazjum w Stanisławowie i Tarnopolu, poszedł do powstania styczniowego. Znalazł się w oddziale utalentowanego młodego dowódcy Tomisława Rozwadowskiego (1840-1920), który zorganizował oddział jazdy powstańczej w powiecie kałuskim. Po upadku powstania styczniowego Bolesław Rozwadowski ukończył studia prawnicze i został komisarzem powiatowym w starostwie w Złoczowie. Gospodarował początkowo w Derewlanach w cyrkule złoczowskim, a następnie w po ślubie z Jadwigą Żarską herbu Starykoń, mieszkał w Złoczowie. Dom Rozwadowskich w Złoczowie odwiedzał często Kazimierz Chłędowski, który w pamiętnikach wspomina gospodarza, jako palącego fajkę na długim cybuchu. Jadwiga urodziła Bolesławowi pięcioro dzieci: 1. Marię (która wyszła za Adama Strawińskiego herbu Sulima, mieli 2 dzieci) 2. Stefana (który skończył Wojskowa Akademię Techniczną we Wiedniu, porucznik artylerii we Lwowie, zmarł w Zakopanem 1903 r) 3,4. Kazimierza i Michała (którzy jako uczniowie gimnazjum w Chyrowie zmarli w 1895 r. na gruźlicę) 5. Helenę (która w roku 1920 wstąpiła do zakonu Zmartwychwstanek w Warszawie) Bolesław Rozwadowski po śmierci żony Jadwigi, zajął się działalnością polityczną. Został starostą Trembowli, a następnie posłem na Sejm Galicyjski. Ożenił się powtórnie z Eligią Kunaszowską herbu Radwan. W roku 1894 Bolesław Jordan Rozwadowski kupił od Stanisława Kotarskiego majątek ziemski Kopytowa. Mieszkał we dworze w Kopytowej wraz z żoną Eligią do roku 1902, kiedy to podjął decyzję o powrocie w rodzinne strony, do Stanisławowa. Bolesław Jordan Rozwadowski zmarł w Stanisławowie w roku 1911.
Józef Franciszek Rozwadowski
Ur. 1832 r. Jak doniosła Kancelarja Specjalna Nmka Kr. P. 20 lut. (3 mar.) Nr. 2460 4 do zarządzającego spr. d. obc. w. ksiądz J. R., wik. katedry w Janowie Podl., pow. konst., gub. siedl., za udział czynny w powstaniu, za na leżenie do szeregów partji Rogińskiego, a później Grzymały i za pomoc, okazywaną powstańcom w różnych oko licznościach, na mocy decyzji nmka Kr. P. z 17 (29) paźdz. 1863 r. został pozbawiony wszystkich praw stanu i zesłany do robót katorżnych na 10 lat do jednej z fortec Syberji. Dla jakichś celów wojen. jen. gbr Twarowski 18 (31) lip. 1876 r. Nr. 1455 1 zapytuje bpa lubi., z jakiego stanu pochodzi ksiądz J. R., zesłany w 1863 r. do robót cięż kich. Księga konduit kancelarji w. jen. gbra podaje to samo, cośmy przytoczyli wyżej, dlatego nie powtarzamy tego, natomiast zamieszczamy jeszcze relację jen. pica i to, co do całości niniejszej sylwetki męczeńskiej uwa żamy za potrzebne z akt osobistych księdza J. F. R. prze chowywanych w Kurji Podl. Podług raportu jen. pica na Kr. P., podanego w tej że konduicie: „ks. Rozwadowski za osobisty udział w po wstaniu, mianowicie w partji (w oryginale: w szajkie) na zasadzie decyzji nmka Kr. P. z 1863 r. został zesłany do Syberji z utratą godności kapłańskiej i wszystkich praw stanu, do katorgi i na osiedlenie”. Osobiste akta księdza J. R. w Kurji Podl. podają kilka danych z jego życia do 1859 r., a mianowicie, że: uczył się w szkole pow. w Opolu, semin. diec. skończył w Janowie Podl., święcenia przyjął 1855 r., obowiązki wik. spełniał w diec. podl. w par.: Niwiskach, Ostrowie, Ulanie, Kossowie, w Komarówce, Parysowie i Korytnicy. Ostatnia karta, kończąca te akta podaje korespondencję Komisji Wojn. Śledczej z 19 lip. 1863 r. Nr. 273 3 w Siedl cach ze szczegółami, w których Komisja ta pyta Konsy- storz Jen. w Janowie: gdzie jest obecnie ksiądz J. R., wik. katedry w Janowie czy opuścił stanowisko z wiedzą i wolą swej władzy.
Jan Rudowski
Urodził się 18 lutego 1840 roku w Rumoce par. Lipowiec Kościelny koło Mławy w rodzinie ziemiańskiej. W czasie wybuchu powstania służył jako junkier, podchorąży w wojsku carskim w batalionie strzelców celnych Połockiego pułku piechoty w Piotrkowie Trybunalskim. W dniu 3 lutego zbiegł wraz ze swoim przyjacielem, Bronisławem Gromejko z garnizonu piotrkowskiego do obozu powstańczego Hipolita Zawadzkiego, który w okolicach Szkucina koło Rudy Malenieckiej tworzył znaczną partię powstańczą. Zawadzki tytułował się majorem, który to stopień prawdopodobnie sam sobie nadał. W obozie Rudowski zajął się musztrowaniem młodych rekrutów, a zwłaszcza szkoleniem kawaleryjskim. Formowanie tak dużego, liczącego około 400 osób oddziału nie mogło zostać nie zauważone przez wroga. W połowie kwietnia chłopi z pobliskiej wsi Lipa, oraz dróżnik drogi bitej z Sielpi, wskazali carskiemu naczelnikowi wojennemu powiatu kieleckiego, opatowskiego i sandomierskiego, generałowi Ksaweremu Czengieremu miejsce kwaterowania oddziału. Ten nie mogąc sam wyruszyć z wojskiem, gdyż w tym czasie uganiał się za oddziałem Dionizego Czachowskiego w okolicach Stąporkowa, zażądał pomocy z Radomska, gdzie kwaterował 13 Białozierski Pułk Piechoty. W dniu 20 kwietnia 1863 roku wyszedł z Radomska oddział w sile jednej roty piechoty i 27 kozaków pod dowództwem kapitana Obuchowa. Po przemarszu przez Przedbórz oddział ten dotarł wieczorem do wsi Czermno, gdzie zanocował. Podczas postoju w Czermnie kapitan otrzymał wiadomość, że w odległości około 7 wiorst znajduje się obóz powstańczy. Na drugi więc dzień, to jest 21 kwietnia, oddział wyruszył w podanym kierunku. Po przemaszerowaniu czterech wiorst kozacy pochwycili bez wystrzału dwóch powstańców stojących na pikiecie, którzy następnie poprowadzili oddział rosyjski do obozu powstańczego, z tej strony, z której powstańcy nie spodziewali się zupełnie napaści. W odległości około stu kroków od obozu spostrzeżono na drodze bryczkę, w której jechał, jak później ustalono dowódca Zawadzki, który ujrzawszy kozaków, dał sygnał wystrzałem o zbliżającym się wojsku. Powstańcy przywitali salwą rosyjski łańcuch tyralierski, raniąc śmiertelnie kapitana Obuchowa. Żywa wymiana strzałów trwała około dwóch godzin; powstańcy trzymali się uporczywie na swojej pozycji, a nawet wysłali kolumnę kosynierów celem uderzenia na nieprzyjaciela z flanki. Wówczas setnik Bogajewskij objął dowództwo po ciężko rannym kapitanie Obuchowie i zsiadłszy z konia poprowadził strzelców do szturmu na bagnety, wyrzucając w ten sposób powstańców z obozu. Jeszcze tego samego dnia w rejon walk, od strony Kielc, dotarł z wojskiem generał Czengiery. Druga bitwa praktycznie zakończyła istnienie oddziału Zawadzkiego. Walka z ustępującymi powstańcami ciągnęła się na przestrzeni dwóch wiorst do zupełnego ich rozproszenia. W bitwie poległo kilkunastu powstańców, kilku odniosło rany, a między nimi i junkier Jan Rudowski (został ranny w prawy bok), wielu zaś dostało się do niewoli w tym Zawadzki, który zmarł z odniesionych ran w więzieniu kieleckim. Straty oddziału rosyjskiego wyniosły 4 zabitych żołnierzy, 9 żołnierzy odniosło rany, a kapitan Obuchow ciężko ranny zmarł na drugi dzień. Ranny został również 1 kozak oraz 16 koni. Niewielki oddział rozbitków z partii Zawadzkiego udało się zebrać Janowi Rudowskiemu i Bronisławowi Gromejce i ostrzeliwując się doprowadzić 23 kwietnia o godzinie 10 rano do obozu Dionizego Czachowskiego w lasach suchedniowskich. Epilogiem tej bitwy było wykonanie wyroków na płatnych donosicielach i szpiegach carskich. Jeszcze tego samego dnia w którym miała miejsce zagłada oddziału Zawadzkiego, z rozkazu Rządu Narodowego, powstańcy z oddziału Czachowskiego pochwycili i powiesili dróżnika z Sielpi, który jako szpieg Moskwy był już wcześniej notowany. W dniu 27 kwietnia oddział żandarmów narodowych z oddziału Bończy-Tomaszewskiego, także z rozkazu Rządu Narodowego, we wsi Lipa powiesił 2 chłopów oraz spalił 4 chałupy i oborę. W oddziale Czachowskiego, który swoim podkomendnym kazał zwracać się do siebie per "ojczulku", Rudowski przydzielony został już jako porucznik do kompanii strzelców majora Manowskiego. Z tą partią przeszedł cały szlak bojowy, klucząc przed obławami i walcząc w kilku bitwach. W trakcie toczonej w dniu 4 maja 1863 roku bitwy pod Jeziorkami, Manowski został ranny w biodro. Z rozkazu Czachowskiego, Rudowski objął komendę nad kompanią jego strzelców. Prawdopodobnie po tej bitwie został podniesiony do rangi kapitana. Kompania strzelców pod dowództwem kapitana Rudowskiego odznaczyła się dzielnością w bitwach pod Smardzewem, Rusinowem, Niekłaniem i Bobrzą. W tej ostatniej, odciętą przez Moskali od głównych sił kompanię, wyprowadził Rudowski w sile 79 ludzi w lasy przysuskie, która od tej pory działała już jako samodzielny oddział powstańczy. Dzień później, w bitwie pod Ratajami oddział Czachowskiego został rozbity. Czachowski wydaje rozkaz o rozwiązaniu oddziału. Swojemu szefowi sztabu majorowi Władysławowi Eminowiczowi nakazuje powrót w lasy iłżeckie i odtworzenie tam oddziału powstańczego, a majorowi Piotrowi Dolińskiemu powierza zadanie zbierania powstańców w Puszczy Kozienickiej, po rozbitej partii Kononowicza. Sam uchodzi do Krakowa. Samodzielny oddział powstańczy Rudowskiego nadal operował głównie w powiecie opoczyńskim, skupiając się do końca czerwca na werbunku i szkoleniu ochotników. Na początku lipca liczył już 50 konnych strzelców, 180 piechociarzy uzbrojonych w karabiny i 100 kosynierów. W lipcu na te tereny przemieścił się również nowo powstały oddział majora Dolińskiego. Po spotkaniu w okolicach Przysuchy oddziału Rudowskiego, postanowiono wspólnie uderzyć na to miasteczko. W dniu 8 lipca 1963 roku połączone oddziały uderzyły na załogę rosyjską w Przysusze, która rozlokowana była w tamtejszych fabrykach, w których więziono ludzi, zadając jej znaczne straty. Następnego dnia oddział Rudowskiego przeniósł się za Pilicę w okolice Nowego Miasta. Z rozkazu Rządu Narodowego miał osłaniać przeprawę przez Pilicę i szkolenie niedawno utworzonego oddziału "Dzieci Warszawy" pod dowództwem majora Ludwika Żychlińskiego. Po przeprawieniu się oddziału mostem w Domaniewicach, Żychliński rozłożył się obozem we wsi Ossa. Ubezpieczenie składające się z już zaprawionych w boju oddziałów Rudowskiego i konnicy rawskiej majora Władysława Grabowskiego rozlokowało się w zabudowaniach klasztornych w Studziannie. 10 lipca już w godzinach popołudniowych szkolący się oddział warszawski zaatakowała od strony Odrzywołu kolumna wojsk carskich majora Szukalskiego. Młody rekrut poczynał sobie w tej bitwie bardzo dzielnie, odnosząc w niej całkowite zwycięstwo. Do tego pojawienie się jeszcze na placu boju konnicy Grabowskiego, spowodowało panikę w szeregach wroga i bezładny jego odwrót. Oddział Rudowskiego bezpośrednio w bitwie nie uczestniczył, zabezpieczając tabory powstańcze, a tylko jego 40 konnych, już pod koniec bitwy ruszyło w pościg za pierzchającymi Moskalami, ale z powodu zapadających ciemności zawróciło spod Odrzywołu. Następnego dnia oddział "Dzieci Warszawskich" opuścił Ossę udając się do Inowłodza. Tu wieczorem rozłożono się obozem na wzgórzu nad Pilicą od strony Tomaszowa. Po drugiej stronie rzeki swój obóz założył oddział Rudowskiego. W Inowłodzu do Żychlińskiego dotarł rozkaz Rządu Narodowego nakazujący mu powrót i operowanie w województwie Mazowieckim. Zwinął więc 14 lipca swój obóz i ruszył w kierunku Rogowa, po uprzednim upewnieniu się, że nadal może liczyć na zabezpieczenie ze strony oddziałów Rudowskiego i Brzozowskiego. Jednak tego samego dnia doniesiono Rudowskiemu o zbliżaniu się od strony Opoczna i Nowego Miasta licznych sił carskich. Bojąc się okrążenia postanowił więc wycofać się za Opoczno, licząc, że organizacja cywilna powiadomi o tym Żychlińskiego. Tak jednak się nie stało. Maszerujący lasami oddział Żychlińskiego natknął się we wsi Jasień na carskich dragonów, którzy jednak widząc tak liczny oddział, składający się z 200 żuawów, 300 strzelców, 600 kosynierów i 50 jeźdźców, umknęli w kierunku Lubochni. Pomaszerowano więc śmiało naprzód, będąc pewnym, że idzie za nimi Rudowski i zwiększając tylko ostrożność. Pod wsią Brenica tyły oddziału zostały niespodziewanie zaatakowane od strony Rawy przez konnych kozaków i piechotę. Żychliński ufny, że w ariergardzie posuwa się za nim Rudowski i na odgłos strzałów zaatakuje Moskali od tyłu, postanowił przyjąć tu bitwę i rozwinął szyk bojowy swojego oddziału. Bitwa trwała już około dwóch godzin, kiedy nagle od strony Tomaszowa i Lubochni pojawiły się nowe carskie oddziały wyposażone w artylerię. Wtedy dopiero Żychliński zrozumiał w jakim znalazł się położeniu. Próbował jeszcze przegrupować swoich żołnierzy, ale na wiadomość, że od strony Rogowa, lasem, posuwa się ku nim kolejny oddział nieprzyjaciela, zarządził odwrót i przemieszczenie się oddziału w stronę kolonii niemieckiej Teodozjów? (Stanisławów?), leżącej po drugiej stronie lasu, od Rawy. Odwrót ten zamienił się w paniczną ucieczkę. W Teodozjowie? (Stanisławowie?) udało się Żychlińskiemu zebrać około 400 powstańców i pluton ułanów. Uratowano też powstańcze tabory. Jako, że wszyscy byli już bardzo zmęczeni dowódca zarządził rozbicie obozu w lesie za kolonią, licząc, że przez noc uda mu się ustalić ruchy nieprzyjaciela i następnego dnia niepostrzeżenie wymknąć w bezpieczniejszą okolicę. Niemieccy koloniści znając miejsce kwaterowania oddziału, wieczorem ściągnęli Moskali spod Lubochni, którzy z zaskoczenia zaatakowali obóz. Powstał ogólny popłoch. Każdy uciekał w inną stronę, kozacy zaś wraz z kolonistami rozpoczęli dobijanie rannych i pogonie za uciekającymi. Sam Żychliński na czele 50 strzelców, 25 ułanów i kilkunastu oficerów dwa razy odpierał natarcie Moskali cofając się ku wsi Studzianki. Na szczęście zapadająca noc i grabież taborów powstańczych w których znajdowała się duża ilość pożywienia i alkoholu wstrzymały pogoń. Z rozbitego oddziału jeszcze tej samej nocy udało się zebrać Żychlińskiemu kilkunastu oficerów i 150 szeregowych. Do niewoli dostało się około 50 uciekinierów. Okoliczni dziedzice po bitwie pochowali 15 ułanów, 36 żuawów, 39 strzelców i 46 kosynierów. Rannych było tylko 26 osób, gdyż Moskale wraz z niemieckimi kolonistami wymordowali ich większość na taborach. Bratnie mogiły powstańcze znajdują się na cmentarzach w Lubochni - z dziennej bitwy pod Brenicą, w Czerniewicach - z wieczornego rozbicia obozu i pojedyncze zmarłych z odniesionych ran na cmentarzu w Krzemienicy. Tymczasem Rudowski po przemieszczeniu się na południe powiatu opoczyńskiego znów spotkał się z majorem Dolińskim. Już w dniu 12 lipca, czyli jeszcze przed wymarszem Żychlińskiego z Inowłodza, napadli wspólnie pod Bliżynem na oddział dragonów pod dowództwem Rebiedajewa, który rozbili, biorąc wielu jeńców, koni oraz cały tabor. W potyczce tej Rudowski został ranny w rękę. Również wspólnie, w dniu 18 lipca, stoczyli zwycięską potyczkę z wojskami carskimi pod Końskimi. Prawdopodobnie w końcu lipca, były szef sztabu Czachowskiego, a obecnie zastępca naczelnika wojennego województwa sandomierskiego, major Władysław Eminowicz przywozi z Galicji dużą ilość amunicji i zarządza zbiórkę byłych oddziałów po korpusie Czachowskiego w lasach iłżeckich. Na miejsce zgrupowania w oznaczonym terminie stawiają się oddziały : Rudowskiego, Dolińskiego-Gromejki, Markowskiego oraz kawaleria majora Figettiego. Na wezwanie naczelnika wojennego województwa lubelskiego i podlaskiego, pułkownika Michała Haydenreicha-Kruka, oddziały Rudowskiego, Dolińskiego-Gromejki i Eminowicza, pod ogólnym dowództwem tego ostatniego, przekraczają Wisłę i udają się w lubelskie. Tu w dniu 5 sierpnia wspólnie z oddziałem pułkownika Kajetana Cieszkowskiego-Ćwieka i pułkownika Józefa Ruckiego zwyciężają Moskali w bitwie pod Depułtyczami koło Chełma. W bitwie tej szczególnie wyróżniły się kompanie strzelców Jana Rudowskiego i Bronisława Gromejki. W uznaniu za waleczność, Rudowski zostaje przez Rząd Narodowy 12 sierpnia mianowany majorem i naczelnikiem wojennym powiatu opoczyńskiego i radomskiego. Jego zaś przełożony, major Władysław Eminowicz, podpułkownikiem i tymczasowym naczelnikiem wojennym całego województwa sandomierskiego. Jednocześnie otrzymują rozkaz, aby ze swoim zgrupowaniem powrócić w sandomierskie. Wyruszają więc jeszcze tego samego dnia wraz z oddziałem Ćwieka-Cieszkowskiego spiesznym marszem ku Wiśle. Dla zmylenia przeciwnika cześć konnicy podąża w kierunku Puław, a całość zgrupowania w sile około 1200 ludzi, w nocy z 14 na 15 sierpnia w Kazimierzu Dolnym przeprawia się przez Wisłę i 17 sierpnia jest już w Rzeczniowie, a 20-tego pod Iłżą. Tu nie chcąc zdradzić kierunku swojego marszu, aby nie podejmować, zgodnie z instrukcją Rządu Narodowego walnej bitwy, a tylko demonstrować przed tutejszą ludnością swoją obecność, próbowano zmylić załogę moskiewską miasta, jednak źle wykonany rekonesans jazdy zdradził powstańcze zamiary i oddział musiał szybko uchodzić w kierunku Radomia. W dniu 21 sierpnia zatrzymano się na odpoczynek we wsi pod Radomiem. Tu doszła ich wiadomość, że z Radomia wyszły ku nim 2 roty z 26 Mohylewskiego Pułku piechoty oraz 2 szwadrony dragonów i kozacy pod dowództwem pułkownika Tichockiego. O 6-tej wieczorem Eminowicz ściągnął powstańcze pikiety i postanowił ruszyć w kierunku Opoczna. Jednak jedna z kompani piechoty, zajmująca karczmę we wsi, wskutek nieporozumienia nie została w porę ściągnięta do wymarszu i to ją zaatakowali najpierw carscy dragoni, a później piechota. Główne powstańcze siły, które opuściły już wieś, musiały więc zawrócić i podążyć towarzyszom z odsieczą. Eminowicz rozwinął szyk bojowy ustawiając w środku oddział kosynierów , na prawym skrzydle oddział Rudowskiego, a na lewym Ćwieka. Rozwinięte w ten sposób oddziały, równocześnie ze wszystkich stron uderzyły na nieprzyjaciela, wypierając go ze wsi. Powstańcom sprzyjał fakt, że Moskale po wejściu podpalili wieś i teraz byli bardzo dobrze widoczni na tle palących się domostw, podczas, gdy ich przeciwnicy pozostawali w mroku. Zwycięstwo powstańcze było całkowite. Zginęło około 100 Moskali, a swoich rannych zabrali na 17-stu wozach, uchodząc do Radomia. Powstańcza kawaleria zapędziła się za nimi aż za rogatki miasta, a dowiedziawszy się o tym Naczelnik Radomskiego Oddziału Wojennego, generał Uszakow, w panice schronił się w koszarach. Ze strony powstańców poległo 15 osób, a rannych było 28, w tym 20 z oddziału Rudowskiego. Zabrani oni zostali do pobliskiej Krogulczy, skąd Eminowicz wysłał podjazd pozorując atak na Radom, a reszta oddziału zatrzymała się w [psbi]747|Wirze[&psbi] pod Drzewicą. Tu 22 sierpnia dotarła informacja, że z Radomia o świcie wyruszyła ich śladem świeża kolumna wojska carskiego pod dowództwem majora Protopopowa. Ruszono więc do Goździkowa i Ossy. Tu znów łącznik z organizacji cywilnej przekazał informacje, że Moskale są już w Przysusze, a od Końskich idzie w ich kierunku generał Czengiery z 6 rotami piechoty. Eminowicz bojąc się odcięcia od lasów opoczyńskich, postanowił powrócić do Wiru, który miał być już wolny od wojsk moskiewskich. O wpół do piątej rano, 23 sierpnia, oddział stanął pod Wirem i tu dopiero okazało się, że Moskale jednak są we wsi. Eminowicz pozostawił oddział Ćwieka wraz z kosynierami Rudowskiego na skraju lasu, a sam z tym drugim obszedł i zaatakował wieś z drugiej strony, wypierając Moskali na pola, które z jednej strony przylegały do bagna, a z drugiej do lasu w którym stał Ćwiek. Moskale początkowo przypuścili atak na oddział Ćwieka, ale parci z tyłu przez Rudowskiego niespodziewanie zmienili szyk i całymi siłami uderzyli na Eminowicza, który musiał cofnąć się do wsi, tracąc kontakt z Rudowskim. Eminowicz trzy razy wysyłał adiutanta do Ćwieka, z rozkazem przyjścia z pomocą, jednak ten czując już za plecami zbliżającego się Czengierego, obszedł błota i zrejterował na Przytyk, zabierając przy tym ze sobą wszystkich kosynierów Rudowskiego (ok. 200 ludzi). Następnie pomaszerował w kierunku Wisy, którą przekroczył 26 sierpnia udając się w lubelskie. Pozostali sami na placu boju Eminowicz z Rudowskim bronili się dzielnie. Po trzygodzinnej wymianie ognia, ściśnięci w czworobok strzelcy, nad którymi komendę trzymał Gromejko, widząc, że odsiecz nie przybywa, zaczęli uchodzić z pola walki. Carscy dragoni silną szarżą złamali resztę, a oddział Rudowskiego wyparli w błota. Bój trwał do godziny dziesiątej przed południem i zakończył się klęską powstańców, uchodzących małymi grupami z pola walki. Straty powstańców wyniosły 25 zabitych, w tym kapitan kosynierów Makarski, i około 60 rannych. Ranny był także kapitan Gromejko, który po tej bitwie ukrywał się po okolicznych dworach. O klęskę w tej bitwie naczelnik cywilny w Radomiu obwinił podpułkownika Eminowicza, zarzucając mu w raporcie do Rządu Narodowego, że nie doszacował sił moskiewskich stojących w Wirze, które wynosiły 3 roty piechoty, szwadron dragonów i 4 armaty. Do tego doszły jeszcze jakieś oskarżenia skierowane przeciwko właścicielowi Wira, o otrucie oficera Cybulskiego, co nie było prawdą i to wystarczyło, aby w listopadzie nowy naczelnik wojenny województwa sandomierskiego, generał Hauke-Bosak pozbawił go stopnia podpułkownika i odebrał dowództwo oddziału. Eminowicz zażądał rozprawy sądowej i wyjechał na urlop do Wiednia. Od bitwy pod Wirem major Rudowski znów był dowódcą samodzielnego oddziału powstańczego, złożonego już tylko z konnicy. Klucząc i unikając większych starć przemieścił się na początku września w okolice Przedborza. Tutaj połączyło się z nim około 120 jeźdźców z kawalerii Taczanowskiego, rozbitego pod Kruszyną w dniu 29 sierpnia. W tym okresie Rudowski nie przestawał nękać nieprzyjaciela i pełno go było w całym opoczyńskim. Zatrzymywał dyliżanse, zajmował poczty zabierając fundusze, a gdy wyruszały przeciwko niemu wojska carskie przepadał gdzieś bez wieści i nie mogli Moskale zasięgnąć o nim języka, gdyż ze zdrajcami i szpiegami rozprawiał się bezwzględnie. W dniu 2 października 1863 roku zajął miasteczko Radoszyce, gdzie obatożył kilku młodych ludzi, którzy zdezerterowali z oddziału majora Sokołowskiego-Iskry oraz prawdopodobnie donosiciela, miejscowego rzeźnika, żyda Icka Aleksandrowicza. Następnego dnia rano uszedł w okoliczne lasy. Zaś w dniu 13 października był już pod Tomaszowem Mazowieckim, do którego tego samego dnia wkroczył konfiskując 1500 rubli z kasy miejskiej, za co władze carskie nałożyły na mieszkańców miasta kontrybucje pieniężną, a przeciwko burmistrzowi Józefowi Lenartowskiemu wytyczono śledztwo za niepoinformowanie o biwakowaniu w pobliżu miasta oddziału. Tego było już za wiele Generałowi Uszakowowi. W dniu 16 października wyszedł z Radomia pod dowództwem pułkownika Tichockiego oddział konny złożony z dwóch szwadronów dragonów i kilkudziesięciu kozaków i udał się w opoczyńskie. Tu udało mu się wytropić liczący 220 jeźdźców oddział Rudowskiego, który zmuszony był uchodzić przed tak przeważającymi siłami przez Przysuchę, Chlewiska, Niekłań, Milicę, Suchedniów, Bodzentyn i Nowa Słupię ku Wiśle. W nocy z 19 na 20 października udało się wreszcie Tichockiemu doścignąć oddział Rudowskiego rozłożony na nocleg w Solcu, który po krótkiej walce musiał wycofać się z miasteczka i napierany, wpław przeprawił się na drugą stronę Wisły w lubelskie. W lubelskim Rudowski nie zabawił jednak długo. Po dostarczeniu oddziałowi broni, amunicji i odzieży znów powrócił w sandomierskie, spotykając się na początku listopada pod Kunowem z nowym oddziałem Czachowskiego. Stąd znów skierował się w opoczyńskie i już 8 listopada dowiedziawszy się, że w Szydłowcu po wyjściu stamtąd oddziału moskiewskiego pozostało tylko 50 żołnierzy, zajął miasteczko, rozbroił owych pozostawionych żołnierzy i zabrał przygotowany zapas kożuchów uchodząc dalej. Powrót Rudowskiego w opoczyńskie związany zapewne był z przeglądem i reorganizacją oddziałów powstańczych wprowadzaną przez nowego naczelnika wojennego województwa sandomierskiego i krakowskiego generała Józefa Hauke-Bosaka. Generał Hauke-Bosak rozkazem z dnia 29 wrzenia został powołany przez Rząd Narodowy na naczelnika sił wojskowych w województwie krakowskim i sandomierskim. W dniu 10 października przekroczył granicę między zaborem austriackim a Kongresówką i na czele stu kawalerzystów udał się w świętokrzyskie. W połowie listopada, po wcześniejszym zwizytowaniu oddziałów krakowskich udał się w sandomierskie. W lasach iłżeckich przeprowadził przegląd i reorganizację oddziału radomskiego i po tym ruszył do oddziału Rudowskiego w opoczyńskie. Przegląd oddziału wypadł pozytywnie, gdyż Rudowski został przez Bosaka mianowany podpułkownikiem, na co wkrótce otrzymał nominację Rządu Narodowego. Po przeprowadzeniu przeglądów Bosak powrócił do swojej kwatery na św. Krzyżu. Tutaj przed 20 listopada nadjechał także Rudowski i pozostawił szwadron jeźdźców w sile 200 ludzi pod dowództwem rotmistrza Juliusza Solbacha, do tworzonego przez Bosaka oddziału kawalerii, który miał składać się z czterech szwadronów. Sam Rudowski na czele kilkunastu dragonów miał korygować działania trzech batalionów utworzonych po podziale oddziału radomskiego, które zostały rozesłane w opoczyńskie i radomskie z rozkazem dokompletowania się do 400 osób. Z nastaniem zimy zmniejszyła się też aktywność wojsk moskiewskich w terenie, ograniczających się do ochrony własnych garnizonów w miastach. W grudniu, z osobistego rozkazu cara, wszystkie siły moskiewskie w województwie sandomierskim zostały zaangażowane w tropieniu i ujęciu żywcem, jako powinowatego rodziny cesarskiej, generała Bosaka. Sprzyjało to Rudowskiemu w szkoleniu podległych mu oddziałów i rekrutowaniu ochotników. Jednak nie pozostawał on bierny i nadal na czele swojego lotnego oddziału jeźdźców niepokoi Moskali, przerywając ich linie komunikacyjne, napadając i grabiąc poczty oraz niszcząc po okolicznych gminach księgi meldunkowe, aby utrudnić kontrolę moskiewską nad mieszkańcami. Z generałem Bosakiem utrzymywał kontakt i przekazywał zajętą gotówkę za pomocą łączników. Jeden z nich, siedemnastoletni Kosiński został ujęty przez Moskali z depeszami i pieniędzmi i powieszony w Radomiu 5 stycznia 1864 roku. Romuald Traugutt dekretem z dnia 15 grudnia 1863 roku ograniczył samodzielność istniejących oddziałów, zakazał dowolnego ich formowania i rozformowywania, powołał regularne oddziały aż do poziomu korpusu, pragnąc przekształcenia oddziałów partyzanckich w rzeczywistą siłę zbrojną. Dowódcą II Korpusu Krakowskiego, obejmującego województwa: krakowskie, sandomierskie i kaliskie, mianował generała Hauke-Bosaka. Ten rozkazem z dnia 10 stycznia 1864 roku podzielił korpus na trzy dywizje (odpowiadające terytorialnie województwom), te zaś na mniejsze jednostki - pułki (odpowiadające powiatom). Dowódcą Pułku Opoczyńskiego został mianowany podpułkownik Rudowski. Pułk ten dzielił się jeszcze na bataliony, a te na kompanie. Dowódcą 1 kadrowego batalionu strzelców Pułku Opoczyńskiego został Rosjanin, dezerter z armii carskiej, major Mateusz (Matwiej) Bezkiszkin, 2 batalionu-Majewski, następnie kapitan Józef Walter, a 3 batalionu-major Józef Szemiot*. W skład pułku wchodził również szwadron jazdy pod dowództwem rotmistrza Juliusza Solbacha i 50 kawalerzystów stanowiących osobistą ochronę podpułkownika Jana Rudowskiego, pod dowództwem porucznika Korneliusza Minaty. W późniejszym okresie, na wiosnę, kompanie te miały zostać zasilone masowym ochotnikiem. W tym czasie władze carskie zaczęły w rejon świętokrzyski ściągać ogromne posiłki mające na celu ujęcie Hauke-Bosaka. Rozpoczęły się więc kolejne utarczki. Już 25 stycznia wyruszył z Opoczna w tamtym kierunku oddział wojska carskiego pod dowództwem kapitana Nawrockiego-Oposzyńskiego. Pod Wólką Zychową wykrył on obóz powstańczy prawdopodobnie którejś kompanii z Pułku Opoczyńskiego i rozbił go. W tym starciu zginęło ponoć 28 powstańców. W dniu 1 lutego ten sam oddział moskiewski pod Bryzgowem koło Przysuchy znów zaatakował niewielki oddział powstańczy. Tym razem jednak powstańcy nie dali się zaskoczyć i po wymianie ognia, bez strat, ukryli się w lesie. Na odpowiedź Rudowskiego nie trzeba było długo czekać. 14 lutego pod Białobrzegami Radomskimi jego oddział napadł na konwój pocztowy rozpędzając konwojujących kozaków i zabierając pocztę. 17 lutego pod Orońskiem odniósł całkowite zwycięstwo nad oddziałem carskim biorąc do niewoli 60 żołnierzy i 6 oficerów. Po wygłoszonej do jeńców przemowie i odebraniu od nich przysięgi, że nie wezmą więcej udziału w toczącej się wojnie, puścił wszystkich wolno. W połowie lutego generał Czengiery skoncentrował wokół Cisowa, który był wtedy główną siedzibą Bosaka i gdzie znajdowały się znaczne siły powstańcze II Korpusu, 4500 żołnierzy carskich. Pod nieobecność Bosaka jego oficerowie, pułkownik Apolinary Kurowski-szef sztabu Korpusu oraz pułkownik Ludwik Topór-Zwierzdowski- dowódca dywizji krakowskiej, postanowili przebić się w najsłabszym punkcie rosyjskiego okrążenia, którym miał być garnizon miasta Opatowa. Posiadali jednak mylne informacje. Kilkugodzinne walki o miasto, rozpoczęte wieczorem 21 lutego, nie przyniosły sukcesu, powstańcy ponieśli znaczne straty i musieli nocą wycofać się z miasta. Oddziały polskie wycofały się z miasta początkowo w jak największym porządku, ale Kurowski, który objął komendę nad nimi po rannym Zwierzdowskim, podjął chyba najtragiczniejszą w swoim życiu decyzję o powrocie do Cisowa, wokół którego przecież koncentrowały się ogromne siły moskiewskie dochodzące już do 10 000 żołnierzy. Oddziały powstańcze w dniu 22 lutego staczały pojedynczo drobne utarczki z kolumnami moskiewskimi, jednak osaczane i rozbijane pod Piórkowem, Witosławicami, Witosławską Górką, rozpraszały się w różnych kierunkach, próbując przedrzeć się w lasy iłżeckie. Po tej bitwie Moskale zalali całe opatowskie, tropiąc i rozbijając resztki oddziałów korpusu Bosaka. Klęski te dotknęły także powstańców z Pułku Opoczyńskiego. Jeszcze 8 marca połączone oddziały Rudowskiego i Bezkiszkina pod Suchedniowem stoczyły potyczkę z oddziałem carskim majora Dońca-Chmielnickiego i wycofały się w porządku nie dając się rozbić. Ale już w dniu 10 marca pod Wąchockiem, napadł znienacka na szwadron jazdy rotmistrza Solbacha i batalion Szemiota*, działający na zasadach partyzanckich oddział Medyanowa. Po dłuższej walce, w której niestety poległ rotmistrz Juliusz Solbach, rozproszono powstańców. Cześć oddziału udało się Szemiotowi* wyprowadzić w bezpieczne miejsce. Tego samego dnia, oddziały moskiewskie wykryły w lesie pod Opocznem obóz batalionu Bezkiszkina, który zaległ tu po bitwie pod Suchedniowem. Powstańcy jednak i tym razem nie dali się zaskoczyć i po starciu wycofali się bez strat. Ostatnia zwycięska bitwa z Moskalami na tym terenie była udziałem Rudowskiego i powstańców z jego Pułku Opoczyńskiego. W dniu 16 marca 1864 roku Rudowski powziąwszy wiadomość, że oddział kozaków kubańskich pułkownika Kulgaczewa pod dowództwem jego zastępcy podpułkownika Zankisowa, zatrzyma się na nocleg w Bliżynie, ściągnął pośpiesznie w ten rejon batalion Bezkiszkina i przygotował zasadzkę. Nocą, gdy kozacy posnęli, jedna kompania piechoty pod dowództwem kapitana Berezy (lub kapitana Rząśnickiego) i część jazdy Rudowskiego pod dowództwem porucznika Minaty, zaatakowała karczmę i stajnie, podpalając je. Natomiast trzy kompanie piechoty z Rudowskim, Bezkiszkinem i kapitanem Władysławem Ciepłym uderzyły na pałac Wielogłowskiego, gdzie nocował Zankisow, który jednak zaalarmowany pożarem zdołał zbiec ze stacjonującym przy nim wojskiem. Największe straty ponieśli Moskale obozujący w karczmie i stajniach. Zginęło ich około 50, a rannych było 20. Pochwycono również 32 konie. Straty własne wyniosły 2 zabitych i 4 rannych. Ale była to już ostatnia pomyślna nowina ze świętokrzyskiego. Generał Bosak wymykając się obławom zastawianym na niego przez różne partyzanckie oddziały moskiewskie, dotarł w okolice Cisowa dopiero 10 marca, gdzie zastał jeszcze około 800 ludzi pod dowództwem majora . Nie tracąc jeszcze nadziei na podtrzymanie powstania, mianował dowódcą dywizji sandomierskiej podpułkownika Jana Markowskiego, a dywizji krakowskiej pułkownika Karola Kalitę-Rębajłę i udał się ku Wiśle do oddziału majora Andrzeja Denisewicza. Z tym oddziałem stoczył swoją ostatnią potyczkę w dniu 21 marca pod Maruszową z dwoma kolumnami partyzanckich oddziałów moskiewskich Tytowicza i Assjewa, które zawzięcie go tropiły. Po wymknięciu się z obławy Denisewicz udał się ku Iłży, natomiast Bosak schronił się w klasztorze w Solcu nad Wisłą i stąd próbował zarządzać powstaniem. Jednak nagromadzone w świętokrzyskim hordy moskiewskie, systematycznie rozbijały kolejne powstańcze oddziały. 9 kwietnia rosyjska kolumna, którą dowodził podpułkownik Zagriażski, przeczesując lasy pod Klinami? (Klonowem?) w powiecie opoczyńskim natknęła się na obóz 2 batalionu Pułku Opoczyńskiego w liczbie 60 ludzi pod dowództwem Waltera, całkowicie go rozbijając. Wzięto do niewoli 42 powstańców, byli tez i zabici. Następnego dnia Rudowski otrzymał od generała Bosaka rozkaz, aby przybył na naradę z nim do Sienna za Iłżą. Jadąc tam z trzema ludźmi obstawy został w czasie odpoczynku pojmany przez kozaków. Tylko dzięki własnej sile, zarówno fizycznej jak i moralnej, udało mu się oswobodzić z więzów, zbiec do lasu i powrócić do swojego oddziału. Generał Bosak, po otrzymaniu wiadomości o pojmaniu w nocy z 11 na 12 kwietnia przez Moskali w Warszawie Romualda Traugutta, opuszcza 15 kwietnia klasztor w Solcu i dzięki patriotycznej postawie kilku obywateli dociera w okolice Sandomierza. Tutaj w dniu 19 kwietnia, nocą, dzięki pomocy, jak sam to opisuje czterech szlachciców i sześciu włościan, mimo obstawienia granicy przez Moskali, zostaje przewieziony do zaboru austriackiego i udaje się do Krakowa. Los powstania jest już przypieczętowany. W dniu 19 kwietnia w lasach radkowickich moskiewski major Bergman roznosi resztki 3 batalionu Pułku Opoczyńskiego pod przywództwem majora Józefa Szemiota*. Ginie sam dowódca wraz z czterema oficerami. 27 kwietnia, w jakiejś leśniczówce pod Kielcami, mimo zaciętej obrony z dwóch pistoletów, zostaje pojmany przez kozaków Zankisowa major Mateusz Bezkiszkin, dowódca 1 kadrowego batalionu Pułku Opoczyńskiego. Osadzony początkowo w kieleckim więzieniu, na rozkaz generała Czengeriego, jako były oficer armii rosyjskiej, zostaje przewieziony do Radomia, gdzie polowy sąd wojskowy skazuje go 16 maja 1864 na karę śmierci przez rozstrzelanie. Jednak już po wydaniu wyroku, w odpowiedzi na zarzucane mu czyny przeciwko Imperium Rosyjskiemu, Bezkiszkin stwierdził, że jako zrodzony z matki Polki, czuł się zobowiązanym do pomszczenia krzywd jej synów i braci. Został za to grubiańsko zelżony i obrzucony przez śledczego stekiem wyzwisk i obelg urągających pamięci jego matki. Bezkiszkin uderzył więc za tę zniewagę śledczego prosto w twarz. Z zemsty zmieniono mu sposób wykonania kary śmierci z rozstrzelania na powieszenie. Wyrok wykonano publicznie 17 maja 1864 na rynku w Radomiu. Po dziś, jedynym śladem jego bohaterstwa i oddania życia za drugą ojczyznę jest tylko tablica z imionami i nazwiskami powstańców styczniowych znajdująca się na lwowskim Cmentarzu Łyczakowskim. Przebywający w Krakowie generał Hauke-Bosak próbuje jeszcze podtrzymać dogasające powstanie. Organizuje dwa konne hufce po 50 koni, z których jeden ma dotrzeć do oddziału Rudowskiego, a drugi stanowić osobistą ochronę nowo mianowanego dowódcy Pułku Radomskiego. Nominację na to stanowisko otrzymuje przyjaciel Rudowskiego, major Bronisław Gromejko, który po wyleczeniu się z ran odniesionych w bitwie pod Brzostówką w lubelskim, ma niezwłocznie wkroczyć na czele swojego oddziału do Kongresówki, dotrzeć do Rudowskiego i z nim początkowo współdziałać. Ma również dostarczyć mu 200 000 sztuk amunicji. Rozkazy te datowane na 27 i 28 kwietnia nie docierają już do Rudowskiego. Osamotniony podpułkownik Jan Rudowski, nie widząc już sensu dalszej samotnej walki z zaborcą, po porozumieniu się z cywilnymi władzami narodowymi, w dniu 4 maja 1864 roku podejmuje decyzję o rozwiązaniu swojego kilkunastoosobowego konnego oddziału. W wieku 24 lat, w stopniu podpułkownika, po 15 miesiącach spędzonych w oddziałach powstańczych, przegrany lecz nie pokonany, jako jeden z ostatnich opuszcza powiat opoczyński, by nigdy już do niego nie powrócić. Po udanej przeprawie przez Wisłę, dociera do Krakowa. Stąd, jako emigrant wyjeżdża do Francji, potem osiada na Pomorzu, gdzie administruje majątkiem. Wypadek na polowaniu, na którym postrzelił śmiertelnie gajowego Niemca, zmusza go do opuszczenia Pomorza. Wyjeżdża wtedy do Galicji, obejmując tam administrację dóbr książąt Sapiehów w Ostrowie pod Ropczycami. Umiera w maju 1905 roku i zostaje pochowany we Lwowie. Rodzice: 2. Ignacy Rudowski [2] (dziedzic dóbr Rumoki [2], zm. 1841 Rumoka lat 51, 3. Julianna [2], [4] Konstancja [4] Rościszewska [2], [4] __ślub 1822 Szreńsk [4] Dziadkowie 4. Szymon Rudowski [3] 5. Marianna [3] __ślub 6. Jan Rozciszewski [4] 7. Joanna Poliwceńska [4] __ślub
Strona z 26 < Poprzednia Następna >