Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1030
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Ignacy Kopczyński
ur. w r. 1839. w Czaharach zbaraskich (Maksymówka). Kształcił się najpierw w domu, potem w gimnazyum w Tarnopolu. Nie mając lat przepisanych do egzaminu dojrzałości uczęszczał na kursą techniczne we Lwowie a następnie przeniósł się do krajowej szkoły rolniczej w Dublanach, którą ukończywszy osiadł na gospodarstwie w Roznoszyńcach. Tam go też zaskoczyły wypadki z r. 1863., w których wziął udział, wyruszając po Wielkanocy do organizującego się pod Czeremosznią oddziału Jeziorańskiego. Przeszedł z nim kordon i brał udział w bitwie pod Kobylanką w dniu 1. maja 1863. W czasie gorącej potyczki otrzymał Kopczyński polecenie przywiezienia patronów na linię bojową, która brak ich poczęła odczuwać. Wśród gradu kul, gęsto padających, przyniósł patrony w chwili, gdy koń pod Jeziorańskim został ubity. Kopczyński podawał mu swego, gdy spotkał się z twardą przymówką, za którą później na biwaku serdecznie go przepraszał dowódca a zwłaszcza za słowo: »Psiakrew! jedź tam, gdzie ci kazali !« Gdy oddział został wyparty, powrócił Kopczyński do Roznoszyniec. Pracował w organizacyi w które) bardzo czynny brał udział; między innymi współdziałał w sprawie wywiezienia X. Bernarda Bulsiewicza z celi zbaraskiego klasztoru, w której tenże był aresztowany przez rząd austryacki za wygłaszanie patryotycznych kazań a posiadał także bliższe wiadomości o morderczym zamachu na Kuczyńskiego we Lwowie. Objął po powstaniu w dzierżawę Chomy następnie Chomy i Ihrowicę. Umarł 5. grudnia 1894 r pochowany w Ihrowicy.
Izydor Kopernicki
(1825— 1891), lekarz i antropolog, od r. 1886 prof.U J., autor wielu prac z prehistorii, antropologii i etnografii. W sierpniu 1863 r. działał na stanowisku komisarza pełnomocnego Rządu Narodowego na Galicję wschodnią, za co internowano go w Ołomuńcu. Stamtąd zbiegł do Paryża, skąd wyjechał do Księstw Naddunajskich. Był gorącym zwolennikiem idei wszechsłowiańskiej Mieszkał on przed r. 1863 w Kijowie, gdzie był profesorem przy tamtejszym uniwersytecie na fakultecie medycznym i miał sławę znakomitego doktora medycyny tudzież powszechne poważanie Polaków i Rosjan, a nawet wszystkich tamtejszych wysokich dygnitarzy rządu rosyjskiego. W r. 1863, zaraz po wybuchu powstania w Królestwie Polskim, należał do tak zwanego Komitetu prowincjonalnego, który utworzył się w Kijowie z trzech osób: tegoż Izydora Kopernickiego, Edmunda Różyckiego i trzeciego 2, gdy zaś powstanie na Wołyniu i Ukrainie zostało w maju 1863 r. rozbite, wziął od rządu rosyjskiego paszport, co przy jego stosunkach było mu łatwym, i pojechał przez Petersburg do Warszawy. Z Warszawy ówczesny Rząd Narodowy wysłał go w Kaliskie dla urządzenia tam powstańczej służby lekarskiej, co on bardzo zdolnie wykonał. Będąc w Kaliskiem nosił nazwisko dra Kaziskiego i jako naczelny lekarz na całe Kaliskie, nie był przy żadnym oddziale, lecz przebywał po domach obywatelskich, gdzie były urządzone szpitale powstańców. Posiadając dobry paszport na imię dra Kaziskiego nie krył się, lecz jawnie wobec władz rosyjskich jeździł wtedy po całym Kaliskiem; wreszcie władze dowiedziały się, jakie obowiązki spełnia dr Kaziski i chciano go przyaresztować w pewnym domu, ale zdołał się ukryć. Następnie jednak rząd rosyjski mając dokładny jego rysopis tak go poszukiwał w Kaliskiem, że musiał stamtąd uchodzić i pojechał do Warszawy. Zaraz potem Rząd Narodowy wysłał go jako swego pełnomocnego Komisarza do Galicji. Polityczne jego postępowanie w Galicji nie podobało się Rządowi Narodowemu i wkrótce go odwołał. Zdaje się, że był Komisarzem pełnomocnym w Galicji około dwóch miesięcy. Przez cały ten czas znany był we Lwowie pod imieniem pana Jakuba. Mimo znakomitej uczoności i zdolności specjalnej jako lekarz, rzeczywiście na posadzie Komisarza pełnomocnego w Galicji, popełnił Kopernicki niektóre niewłaściwości — ma się rozumieć — z ówczesnego stanowiska Rządu Narodowego. Przyzwyczajony jak wszyscy lekarze, a tym bardziej znakomici, do ciągłej atencji, która płynie stąd, że udający się do lekarzy zawsze względem nich stawiają się w położeniu proszących i wyglądających od nich jakby łaski, dr Kopernicki uległ w swej ludzkiej naturze tym okolicznościom i na posadzie Komisarza pełnomocnego w Galicji jako reprezentant Rządu Narodowego chciał być otoczonym szczególną atencją i poważaniem, co niekiedy dochodziło aż do śmieszności. Nie podobało się to szlachcie galicyjskiej, która miała z nim stosunki, tudzież ówczesnemu Komitetowi galicyjskiemu, złożonemu wtedy wyłącznie z samej szlachty galicyjskiej, i to stało się niemałą przeszkodą do porozumienia się z tymże Komitetem. Podlegając więcej rozdrażnieniu osobistemu niż zastanowieniu politycznemu zamianował wówczas Kopernicki nowy Komitet, gdy stary wciąż funkcjonował i miał posłuch w kraju. Wybór ludzi do tego nowego Komitetu, który nigdy nawet nie mógł zacząć funkcjonować, dowodził znowu pewnej politycznej niepraktyczności Kopernickiego. Jak więc mówiliśmy, Rząd Narodowy odwołał go. Wkrótce potem wyjechał on do Paryża, a stamtąd do Księstw Naddunajskich, gdzie przybyła do niego jego żona
Tadeusz Korzon
W Warszawie zmarł w 79 r. tycia znakomity historyk polski prof. Tadeusz Korzon. Ody SK5 tragedii r. 1863 naród wejrzą? w siebie. obudzi} się w nim obok innych twórczych pierwiastków zmysł historyczny. Na gruzach nie pewnej, mglistej tóst6rjozofji, która niejednokrotnie uwodziła nas ku błędnym szlakom, zasiadło dziejopisarstwo, trzeźwe, z uprzedzeń wyzwolone, świadome celu wiedzy, by gruntownem roztrząśnięciem przeszłości pod przyszłość podłożyć trwały fundament. Jak budowniczowie są ci znakomici historycy, co to niby wieńcem gwiazd jasnych zabłyśli na nieboskłonie naszej doby, wnosząc ożywcze światło w atmosfery życia narodowego. / Z wielkich i czcigodnych nazwisk w tym zakresie utworzył się regestr imponujący. Jednak w ich rzędzie mało które taką zdobyto sobie popularność, jak nazwisko Tadeusza Korzona. Nie dla mnogości pism i rozległości obszarów nauki historycznej ujętej przezeń, ani dla kuszącej umiejętności słowa, która leżała poza obrębem „antencji tego pisarza. Tajemnica- wziętości tkwiła w tym wypadku gdzie indziej — w żarliwości patryotycznej tak wielkiej, żę każda z książek Korzona niosła nie tylko światło, lecz także owiewała serca czytelników ciepłem i to w epoce, kiedy tego ciepła tak bardzo było potrzeba dla podtrzymania i przetrwania. Był szermierzem prawdy i tylko prawdy, lecz podawał ją nie zimną ręką zacietrzewionego badacza, uznającego życie w tem tylko, co zamarło, jeno z ową gorącą chęcią, iżby zdobycze nauki spożytkowane były dla dobra narodu iżby ze wskazań przeszłości wyłoniła się bita droga ku odzyskaniu tego, cośmy stracili. Sp. Tadeusz Korzon przyszedł na świat w Ministra d. 29. października 1839. Ukończywszy na Uniwersytecie moskiewskim studja prawnicze, uzyskał jako dwudziestoletni młodzieniec dyplom "kandydata", na podstawie rozprawy z zakresu procedury karnej. (Porównawczy pogląd na francuską i angielską procedurę karną.) Nie uśmiechała mu się wszakże ani prawnicza niwa, ani tem-ci mniej służba u obcych dla obcych. Więc przeniósł się do Kowna, by objąć posterunek nauczyciela gimnazjalnego Tu, niedługo przed ukończeniem drugiego roku. napotkał, jak sam opowiada. fale ruchu politycznego przed powstańczego i przyłączył się do tzrw. stronnictwa ruchu. Śladem ówczesnej agitacji politycznej, która zaprowadziła go do więzienia, a stamtąd "na wygnanie do Orenburga, są listy wysyłane do "Dzien. P__na". a zebrane w. "Moim pamiętniku Przedhistorycznym" (Kraków 1912). Za kratą więzienną uśmiechnęło s5ę Korzonowi szczęście niezwykłe: znalazł w osobie Jadwigi Kulwieciównej anioła opiekuńczego, dozgonną towarzyszkę życia, osłodę w dobrej, podporę w złej doli Na wygnaniu zwrócił się do dziejopisarstwa, ale przeczuwając jeszcze, że wyłącznie przykuje go ono do siebie. Ułaskawiony na podstawie manifestu wierzbołowskiego, po powrocie do kraju (1867) osiadł w Piotrkowie i stąd po dwóch latach przeniósł się do Warszawy i nie opuścił jej już do końca życia. Nie wolny od trosk materialnych, jako pedagog zdobywał sobie środki egzystencji, a jakim był pedagogiem, jak troskliwie i umiejętnie zaszczepiać umiał miłość Ojczyzny w młodych sercach. przyświadczyć mogą wszyscy jego uczniowie. Poza nauczaniem znajdował jednak dość czasu, by poświęcać najlepsze swe siły pracy naukowej. Oddał jej się niepodzielnie. gdy w r. 1897 powołany na stanowisko bibliotekarza w Bibliotece ordynacji hr. Zamoyskich, nie potrzebował już sił swych rozpraszać. W r. 1900 powołała Korzona Akademja Umiejętności do grona swych członków. W cztery lata później wypadło ma przeżyć najcięższy cios osobisty, jakim był zgon małżonki. Nawet jednak ów ból nie złamał go i nie odsunął od pracy naukowej, którą uważał za &we posłannictwo i której też wiernym do ostatniego tchu pozostał. Przebogaty spadek pozostawia po sobie Korzon. Z wielkiej liczby dzieł jego dwa przede wszystkiem, jak dwie cenne perły, wybijają się na czoło „Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta 1704—1794" i „Kościuszko". Włożył w nie podziwu godny ogrom pracy i tu właśnie bardziej niż gdzie indziej odczuwa się w nim tego uczonego, który nie odrywa się od 'życia' •narodowego gwoli spekulacjom naukowym, lecz był żywą na jego pmu gałęzią. Zanim zawodowi znawcy rozsądzą dokładnie wielkość zasług Korzona, ten głos niechaj zaznaczy cześć głęboką narodu i smutek, jaki staje nad rozwartą mogiłą, w której spoczną szczątki jednego z najlepszych synów Polski Kralrów. (TBK.) O ostatnich chwilach ś.p. Korzona podają dzienniki za pismami warszawskiemi następujące szczegóły: Nękany dusznią od lat kilku nie przestał sędziwy uczony pracować umysłowo. Na krótko jeszcze przed zgonem ze spokojem myśliciela dawał otaczającej go rodzinie ostatnie rozporządzenia. Polecił przesłać kolegom zawodowym wyrazy pożegnania i dał wskazówki co do pogrzebu. Umierając polecił dzieciom, aby w jego imieniu ofiarowały skromny grosz Towarzystwu miłośników historii i Towarzystwu opieki nad zabytkami przeszłości, jako dowód życzliwości Jego dla tych instytucji. AKADEMIA UMIEJETNOSCI WOBEC ZGONU S P. KORZONA. Kraków. Z Akademii umiejętności komunikują: W niedzielę rano nadeszła do naszej instytacji telegraficzna wiadomość o zgonie prof Tadeusza Korzona w Warszawie. Ostatni to chyba z licznej plejady starszych uczonych warszawskich, którzy tak świetnie reprezentowali naukę polską i byli ozdobą Akademii krakowskiej/Pogrzeb śp. Korzona naznaczony był na poniedziałek rano. Mimo największych usiłowań Akademia nie mogła w dniu wczorajszym nadać telegramu do Warszawy. Akademia pragnęła, aby bawiący w Warszawie jej członek prof. Szymon Askenazy w jej imieniu nad trumną przemówił. Instytucja nasza ubolewa, że nienormalne obecne stosunki nie pozwoliły jej w sposób, jak tego pragnęła uczcić pamięć nieodżałowanego ś$. Tadeusza Korom,
Jozafat Kosiński
Dnia 30 września Warszawa była świadkiem pięciu rozdzierających scen. Na pięciu publicznych placach stracono pięciu ludzi w kwiecie wieku za to, że swoją ziemie ukochali, że ją i cała Europę bronili przeciwko barbarzyństwu mongolskiej hordy. Opowiemy czytelnikom jedna z tych scen, na placu Bankowym, gdzie stracony został 19letni Kosiński. Już od świtu tłumy ludu ciągnęły na miejsce, by choć łzą i „owianiem chustki pożerać nieszczęśliwego. Wojsko z muzyką wystąpiło także w paradzie, i zajęło najbliższe miejsce. O pół do dziesiątej wjechał przez szpaler szeregów moskiewskich wóz prosty, otoczony ułanami i żandarmami, a na nim Kosiński i kapucyn, który z osądzonym żywa prowadził rozmowę. Wóz się zatrzymał, Kosiński powstał, rzucił pogodnem okiem po tłumach i uśmiechnął się. Lud podniósł milcząc głowy, popatrzył, i wybuchnął żałosnym płaczem. Zabolało serce Kosińskiemu, spuścił oczy, i ostatnia gorąca łza spłynęła mu po licu. Na znak komendanta, zagrała muzyka wojskowa, przyczem odczytano wyrok skazanemu. To trwało do trzy kwadransy na dziesiątą. Kapucyn, który tu stał przy Kosińskim, wyjął krzyż z zanadrza i dał mu go w ręce. .Skazany podniósł krzyż do ust, i podniósłszy oczy w niebo złożył gorący pocałunek, i znowu lica roziaśnił. Porwało go dwóch oprawców, przyproadzili do słupa i związawszy w tył ręce, oczy zasłonili. Dwunastu grenadierów wystąpiło, zmierzyło, i na dany sygnał padło dwanascie strzałów. Tłum podniósł oczy, spojrzał—okropny widok! Ciało nieszczęśliwego zachwiało się, pochylił i znowu życiem zadrgało. Straszny obraz! Ani jedna kula w piersi nie ugrzęzła, wszystkie członki zgruchotane — nieszczęśliwy żył jeszcze. Przystąpiło dwóch żołdaków bliżej, padło kilka strzałów rewolwerowych, i Kosiński skończył. Lud zapłakał głośnym jękiem. Żandarmi porwali martwe ciało, rzucili je na wóz i pochód ruszył z miejsca. Strugi krwi znaczyły drogę ciała po ziemi, a żałobne jęki tłumu towarzyszyły wędrówce duszy do nieba. Zbytecznem jest, pisze korespondent Czasu, zwracać uwagę waszą na bezzasadność umieszczonych zarzutów, niepopartych żadnemi dowodami, bo sami zapewne zwróciliście na to uwagę. Odwołują sic na świadków w tem piśmie, a którymi mogli być chyba sami ci policjanci, którzy ich aresztowali i oskarżyli. Nikczemnością zaś jest rzucona przez Moskali na te mordowane przez nich ofiary potwarz, jakoby obwinieni oddawali się pijaństwu i rozpuście, co jest najzupełniejszym fałszem. Tu dodam tylko, że wspomnienie w ogłoszeniu napadzie na żydówkę Kanfer na ulicy Koziej, jest fałszywe, bo żydówce tej nie chciano odebrać życia, ani grożono odebraniem takowego, a dano tylko słowne napomnienie za opór, stawiany rozporządzeniom władzy. Żaden z zamordowanych, ani Janiszewski Stanisław, ani Raczyński Tymoteusz, ani Kosiński Jozafat, ani Jagoszewski Stanisław, ani Leopold Zelner nie byli schwytani przy czynieniu jakiego zamachu. Nie było przeciwko nim żadnych dowodów lub świadków. Potrzeba było rządowi moskiewskiemu zrobić w stolicy krwawe widowisko, aby przerazić ludność; wzięto więc pierwszych lepszych pięciu łudzi — i rozstrzelano. Zelner ujęty był na trzy dni przed egzekucją. Nie sądził ich wcale sąd wojenopolowy, jak ogłosił rząd moskiewski, ale prowadził śledztwo dniem przed egzekucją Suszczyński, inkwireut, znany z nadużyć i bezprawi z ratusza — zrobił przed stawienie Bergowi, a ten nakazał zamierzone wykonać widowisko. Po przeczytaniu wyroku śmierci, proponowauo każdemu /. rozstrzelanych, aby wydali organizację narodową i wszystkie swoje stosunki, a będą' ułaskawieni. Jakkolwiek małe tylko mogli mieć ludzie ci stosunki, każdy dobry Polak wie cboć trochę o osobach pracujących dla dobra kraju, mogli więc ratować się; ale szlachetni młodzieńcy jednozgodnie i stanowczo woleli śmierć niż spodlenie.
Miron Kossiłowski
Syn Ignacego i Ludmiłły z Uhrynów, urodził się dnia 14 sierpnia 1837 roku w majętności rodziców, zwanej Użminie a położonej w Telszewskim powiecie, na Żmudzi. Po skończeniu nauk w gimnazyum kowieńskiem, wstąpił do wojska rosyjskiego i w kilka miesięcy został oficerem; w 1863 r. przeszedł do szeregów powstańczych i walczył pod dowództwem mężnego pułkownika Dłuskiego-Jabłonowskiego, który o nim powtarzał, że w doborowym jego oddziale był jednym z najwaleczniejszych. - Dostawszy się do Francyi, udał się ztamtąd do Ameryki do Buenos-Ayres i wstąpił do wojska rzeczypospolitej Argentyńskiej i Uraguaj; odwagą i przytomnością swoją zwrócił na siebie uwagę głównodowodzącego, jenerała Medina. Ciężko ranny, przy zdobyciu silnie obwarowanej pozycyi, dostał w 1869 r. dymisyą z pensyą 300 piastrów rocznie i mianowany został naczelnikiem magazynów wojennej marynarki. Ale służba biórowa nie odpowiadała burzliwej i nieco awanturniczej jego naturze; znudzony nią, wszedł znowu do szeregów jako dowódzca szwadronu; na czele jego stłumił jednę z tych rewolucyj, które w tym wulkanicznym kraju przyodycznie prawie wybuchają. Wysłany jako instruktor pułku do niezdrowej części kraju, uczuł prędko zgubny wpływ klimatu i w marcu 1874 r. przybył do Montevideo prosić o dymisyą, z zamiarem wrócenia do Europy. Żądał likwidacyi swojej dożywotniej pensy i; daremnie na nią cze kał przez pół roku i zniecierpliwiony, spotkawszy w kawiarni urzędnika ministeryum powiedział, że jeżeli za dwa tygodnie nie odbierze należności, pierwszym statkiem ruszy do Europy, mając zaoszczędzonych kilka tysięcy piastrów. — „Niebezpiecznie nosić taką summę przy sobie 11 powiedział ktoś z obecnych. — „Bezpieczniej niż mieć ją w waszych bankach 11 odrzekł Kossiłowski — ale w kilka dni potem (było to w październiku 1874 r.), opadnięty przez siedmiu zbójców, których nieostrożnie powiedziane słowo uwiadomiło o mianych przez niego w kieszeni pieniądzach, obdarty i pokaleczony nożami, zaledwo do poblizkiego domu zdoławszy się przy czołgać, skonał, wymieniwszy jednego tylko ze swoich zabójców. — Pochowany w Montevideo, na tamecznym cmentarzu.
Stanisław Koszowski
Ur. 1812 Żółkiew, zm. 22.12.1866 Łanowice. W1827 ukończył gimnazjum akademickie we Lwowie. Powstaniec 1830 - ranny, 1848-9 poseł ziemi samborskiej. 28.10.1848 został przetrzymany jako poseł we Florisford nie mogąc przedostać się do Wiednia na posiedzenie rady. W tej sprawie występował Franciszek Smolka. Należał do stowarzyszenia skupiającego demokratycznych posłów polskich, opowiadał się za zniesieniem pańszczyzny i cenzury. Od 1846 właściciel wsi Łanowice k. Sambora. W 1855/6 był agentem zarządu Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Samborze Wg przekazów ustnych miał zorganizować grupę ochotników z Łanowic () a nawet brać udział w walkach stojąc na ich czele. Informacje te, dotychczas nie znajdują potwierdzenia w źródłach. Jeszcze na początku 1867 był notowany w gazetach jako właściciel z Łanowic do wyboru posłów. Jest pochowany w Łanowicach - jego grób zachował się. "". Na nagrobku znajduje się inskrypcja [i]Cnotliwie spełniłeś twe powołanie służąc ojczyźnie radą i ramieniem pamięć twa wiecznie w sercach nam zostanie choć pod tej mogiły spoczywasz schronieniem cześć twoim popiołom wdzięczność i błogosławieństwo bo wzorem zostawiasz poświęcenie rzetelność i męstwo pozostali krewni żona i dziatki na twym grobie obok twej chatki zgon twój płacząc proszą boga by szczęśliwość jaśniała ci błoga [/i] Żona: Lucyna Kremarska Dwójka dzieci, m.in. Helena Marcelina, ur. 1859 w Łanowicach, zamężna w 1879 w Samborze ze Stanisławem Walentym Popielem.
Kazimierz Wojciech Józef Koszutski
Ur. 14.4.1836 Ryczywół, zm. 29.9.1903 Poznań. Syn Franciszka, dziedzica dóbr Ryczywolskich, radcy ziemstwa kredytowego i Michalin Milskiej, córki Maksymiliana, pułkownika wojsk polskich i Marii hr. Moszczeńskiej. Szkoły ukończył w Trzemesznie. Na uniwersytecie słuchał nauk przyrodzonych, później poświęcił się zawodowi rolniczemu. Rok 1863 powołał go na pole wojny, gdzie się odznaczał męstwem i niezwykłą odwagą. Następnie osiedlił się w Królestwie Polskim, ale wkrótce został przez rząd rosyjski wydalony. Wrócił potem do Poznania i tu aż do swej śmierci przez lat trzydzieści kilka był redaktorem „Ziemianina". Był sekretarzem zarządu Centralnego Towarzystwa Gospodarczego w W.Ks. Poznańskim, członkiem Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Kazimierz wchodził dwa razy w związki małżeńskie: najpierw poślubił ś.p. Wincentynę hrabinę Bnińską, następnie Otolię Karpińską, córkę zaszczytnie znanego mecenasa Leopolda ze Śremu i Otolii Jarochowskiej. Z pierwszego małżeństwa umarł w kwiecie wieku syn Jan, z drugiego zgasła przedwcześnie córeczka Teresa. Boleść tę serca, jaką mu utrata dwojga drogich dzieci sprawiła, osładzała ukochana żona jego, była ona też dla niego, gdy mu zdrowie zaczęło niedopisywać, prawdziwym aniołem opiekuńczym, niewyczerpaną w troskliwości około pieczy jego, tak że dopiero w ostatnich 10 latach pożycia z nią mógł powiedzieć: jestem szczęśliwy! Prawość i szlachetność charakteru jego, sumienność w wypełnianiu obowiązków, uprzejmość i takt w obejściu, rzadkie ciepło dla sprawy narodowej zjednały mu ogólny szacunek, miłość i przyjaźń. Zmarł na chorobę serca. Pochowany w Poznaniu na cmentarzu św. Marcina. Żona Otolia wyszła po raz drugi za mąż za Bronisława Uderskiego.
Przemysław Kotarski
Przemysław Kotarski h. Pniejnia[17]. Ur. 30.10.1835 Płock, zm. 29.11.1902 Wiedeń. Syn Bonawentury Jana[17] (syna Stanisława, naczelnika Sekcji Skarbowej w Rządzie Gubernialnym Płockim[14] a następnie Augustowskim) i Małgorzaty Antoniny Lesickiej. Miał starszego brata Bonawenturę Henryka (zm. 1910) i dwie siostry: Pankrację Salomeę Józefę, zam. Jagielską, oraz Aleksandrę Józefę zam. Weyher. Przed Powstaniem był urzędnikiem Spraw Wewnętrznych w Królestwie Polskim. Dietariusz Wydziału Dóbr i Lasów w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu. Od 30.1.1863 pełnił Obowiązki młodszego adiunkta ekonomicznego przy Delegacjach Czynszowych do Okręgu Piotrkowskiego.[15] W czasie Powstania pełnił z ramienia Rządu Narodowego rolę prawd. wywiadowczą do czego wykorzystywał zajmowane stanowisko. Mianowany naczelnikiem powiatu kaliskiego z siedzibą w Piotrkowie, gdzie był zarówno pomocnikiem wojewody jak i pełnił rolę naczelnika miasta.[8] Od 1884 Dyrektor Towarzystwa Zaliczkowego[1][15] Przyjaźnił się z Adamem Asnykiem. z którym zakładał Towarzystwo Szkoły Ludowej. Należał niemal do wszystkich towarzystw kulturalnych Krakowa, które wspierał.[8 ] Zmarł w Wiedniu[2] w czasie powrotu z Abazji (Opatija), gdzie przebywał na urlopie i dla poprawy zdrowia wraz z przyjaciółmi Mieczysławem Pawlikowskim i jego rodziną. Pochowany w Krakowie na Rakowicach, kwatera Ra koło Pomnika Powstańców, we wspólnych grobie z przyjacielem i powstańcem ks. .[9] Kondukt prowadził ks. - przyjaciel zmarłego.[7] W przemowie podczas pogrzebu powiedział m.in. [7] Po jego śmierci Muzeum Narodowe otrzymało przekazane 44 obrazy olejne, rysunki i akwarele, wśród których były prace Kossaka, Tetmajera, Malczewskie go, Chlebowskiego i innych.[6]
Stefan Kotoński
Podoficer,wachmistrz a później podporucznik w oddziale żandarmów "". Prawdopodobnie Stefan jest wśród pierwszych członków oddziału. Nie był to duży oddział, jednak doskonale uzbrojony i wyszkolony. Wszyscy żołnierze umundurowani byli na wzór kozacki, dlatego często brano ich za Rosjan. Pod doskonałą komendą „Junoszy” stoczył wiele potyczek, nigdy nie schodząc z pola bitwy pobitym. Była to zasługa strategii „Junoszy”, który zręcznie manewrował na polu walki atakując tam, gdzie była szansa powodzenia a unikając walki, gdy siły rosyjskie miały zbyt dużą przewagę. Oddział był bardzo mobilny i często tak szybko przemieszczał się w terenie, że ścigający go Rosjanie szukali tam, gdzie dawno go już nie było. Żandarmi „Junoszy” brali udział w następujących bitwach i potyczkach: pod Stawami 9 października 1863, pod Motkowicami 12 grudnia 1863, w 28 kwietnia 1864 , pod Żeleźnicą 30 kwietnia 1864 i pod Pińczowem 5 maja 1864. W swoich pamiętnikach „Junosza” dwukrotnie wspomina o Stefanie Kotońskim. Raz, gdy generał Hauke-Bosak zachwycony żołnierzami „Junoszy” zabrał mu ich, a jemu kazał zorganizować od nowa swój oddział. Żołnierze samowolnie powrócili pod jego komendę: „W kilka dni dopiero skompletowałem się i oddział mój doprowadziłem do porządku. Po bitwie pod Szczekocinami, gdzie moja kawaleria oddana Chmieleńskiemu miała tęgo się spisać, prawie wszyscy na powrót do mnie wrócili. Za samowolne opuszczenie oddziału chciałem ich ukarać i na powrót odesłać pułkownikowi Chmieleńskiemu dla przykładu, ale najprzód zdałem o tym raport. Ale widać jenerał czy Chmieleński wiedzieli dobrze, że oni li tylko z przywiązania do mnie wrócili, kazał im darować i zostawić u siebie. Ze względu, że dobrze się bili, szczególnie Kotoński wachmistrz i Charłampowicz podoficer. Znowu miałem swoich w komplecie”. Drugi raz wymienia Stefana w opisie potyczki pod Łopusznem: „Dragoni widząc, że my ich konie zabrali, za nami w pogoń lecz nie wszyscy, tylko jeden szwadron i to, zdaje się, niekompletny. Uporządkowaliśmy się do szarży, a następnie całą siłą uderzyliśmy na nich. Dragoni, tak chwalony żołnierz i postrach niektórych, pierzchli, a właściwie rozsypali się przed naszym frontem. Padł tylko jeden dragon, porąbany przez mego podoficera Kotońskiego, kilku było pokaleczonych, a z moich żaden, koń tylko był ranny”. Oddział został rozwiązany 8 maja 1864 w okolicach Słupi Jędrzejowskiej jako ostatni czynny oddział powstania styczniowego. Po rozwiązaniu powstańcy podzieleni na małe grupki rozeszli się po okolicy zatrzymując się w okolicznych dworach. Być może właśnie wtedy Stefan trafił do Wodzisławia.
Szymon Kotyll
p.o. inżynier przy drodze krajowej, zamieszkały w Ropicy Ruskiej, poczta Gorlice. Urodzony 18 października 1835 r. w wsi Kozliszko, powiat kalwaryjski, gubernia augustowska. Wdowiec, z trójką dzieci, wyznania rzymskokatolickiego. Przed powstaniem uczęszczał do b. warszawskiej szkoły sztuk pięknych. Po zamknięciu szkoły był agentem komitetu centralnego i poborcą podatku narodowego, najpierw w województwie mazowieckim, następnie augustowskim. W powstaniu początkowo walczył jako szeregowiec, potem dowodził kosynierami w oddziale Mroczkowskiego. Po ustąpieniu Mroczkowskiego objął dowództwo oddziału a po połączeniu się z oddziałem dowodził ponownie kosynierami. Na koniec działał jako organizator wojenny powiatu łomżyńskiego i okręgu biebrzańskiego. W oddziale Jastrzębskiego brał udział w bitwie pod Czystą Budą, potem w oddziale Mroczkowskiego w bitwie pod Balwierzyszkami, następnie w oddziale Suzina w utarczce pod Olitą i bitwie pod Staciszkami. Był lekko ranny w nogę podczas bitwy pod Czystą Budą. W walkach 27 lutego 1864 na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie lekko ranny w rękę. Nie posiadał żadnych dokumentów. „Powołać się mogę chyba tylko na Sybiraków, którzy znali mnie jako Kniaziewicza, Żylińskiego lub Korostuskiego, a więc na dra Jana Jodłowskiego i Kazimierza Miecznikowskiego, bo o żadnym moim koledze z powstania tu nie wiem, gdzie się znajdują”. Zobowiązał się do wpłacenia wpisowego w wysokości 2 złotych i składki rocznej w wysokości 5 złotych (uprzednio zadeklarował 10 złotych rocznie, jednak po otrzymaniu listu od p. Kutyki (?) – sprostował kwotę). Oświadczenie podpisał w Ropicy Ruskiej 20 kwietnia 1888 r. Na członka czynnego został przyjęty 8 maja 1888r.
Adam Kozietulski
Adam Skarbek Kozietulski. Najmłodszy syn Władysława Skarbka Kozietulskiego herbu Habdank, pisarza X Departamentu Rządzącego Senatu (zm. w 1860 r.) - właściciela majątku ziemskiego Porady koło Białej Rawskiej oraz folwarku Zagóźdź leżącego obecnie w granicach miasta Warszawy koło Miedzeszyna Letnisko i Honoraty z Wierzejskich (zm. w 1887 r.). Przedpowstaniowe niepokoje w Warszawie spowodowały, że matka postanowiła wysłać Adama do Suwałk, gdzie mieszkali teściowie jego siostry Natalii z Kozietulskich Rechniowskiej. Tam uczęszczał do szkoły - prawdopodobnie do Gimnazjum Gubernialnego, w którym teść Natalii, Łukasz Rechniowski, był nauczycielem matematyki. Adam uciekł z domu swoich opiekunów i wstąpił do partii powstańczej , w której służył jako kosynier. Bratanek Adama - Bolesław Skarbek Kozietulski - sporządził przed wyruszeniem na front w wojnie polsko-rosyjskiej w 1920 r. notatkę dla swoich synów, w której zawarł informację, że Adam miał wówczas 15 lat, poległ w lasach siedleckich i został pochowany w polu. Według notatki zamieszczonej w „Pamiątce dla rodzin polskich” Adam poległ w bitwie pod Staciszkami leżącymi dawniej w powiecie sejneńskim, obecnie na Litwie - na północ od drogi z Lazdijai (Łodzieje) do Alytus (Olita)[1]. Bitwę tę i śmierć dowódcy partii powstańczej pułkownika Suzina opisała Maria Konopnicka w noweli zatytułowanej „Jak zginął Suzin”. Jeżeli informacja o śmierci Adama w bitwie pod Staciszkami jest zgodna z prawdą to należy ustalić datę jego śmierci na dzień 21 czerwca 1863 r., a miejscem pochówku byłaby istniejąca do dziś mogiła powstańcza w lesie nad jeziorem Metele (po litewsku Metelys), w połowie drogi pomiędzy Staciszkami i miejscowością Mockonys – między jeziorami Metelys i Obelija. Wiadomo, że część partii Suzina po bitwie pod Staciszkami przyłączyła się do oddziału Wawra ()[2]. Według drugiej części notatki zamieszczonej w „Pamiątce dla rodzin polskich” Adam , (…), służył w oddziale Wawra, zginął pod Wizną. Zostawił matkę i siostrę[3]. Rodzi to przypuszczenie, że przeżył bitwę pod Staciszkami i szedł z partią Wawra na Warszawę. Poległ w dniu 7.VII.1863 r. w czasie krwawej i zwycięskiej przeprawy oddziału przez Narew pod Sieburczynem (w pobliżu Wizny). Miejsce jego pochówku nie jest znane. Zapis dotyczący osób, które powinny zostać powiadomione o jego ewentualnej śmierci dotyczy matki Honoraty z Wierzejskich Skarbkowej Kozietulskiej i siostry Natalii ze Skarbków Kozietulskich Rechniowskiej. Adam nie wymienił w tym miejscu swoich trzech braci Zdzisława Alfreda i Karola świadom tego, że w owym czasie wszyscy trzej również walczyli w Powstaniu. Zapewne Adam nie wiedział, czy jeszcze żyją. Służba Adama w oddziale Wawra jest bardzo prawdopodobna, gdyż najprawdopodobniej ten fakt został poświadczony przez jego kolegów z suwalskiego gimnazjum, którzy wraz z nim przeszli do oddziału Wawra. W pamięci rodzinnej zachowała się informacja, skrzętnie utrzymywana w tajemnicy w czasach carskich, że jeden z męskich potomków bardzo nielicznej rodziny Skarbków Kozietulskich, który uczestniczył w Powstaniu Styczniowym, nie poległ w bitwie jak oficjalnie twierdzono, lecz przeżył Powstanie i ukrył się pod zmienioną tożsamością. Otrzymał metrykę 10 letniego dziecka, które w owym czasie utopiło się w wyniku nieszczęśliwego wypadku. W obawie przed dekonspiracją i krwawymi represjami władz carskich musiał się on na wiele lat ukryć w środowisku, które nie znało jego prawdziwej tożsamości. Z genealogii rodziny wynika, że ta informacja mogła dotyczyć tylko jednej osoby, a mianowicie Adama Skarbka Kozietulskiego. Być może, Adam Skarbek-Kozietulski nie poległ w bitwie pod Sieburczynem, lecz został w niej tylko ranny, a następnie ukryty został przez towarzyszy broni w nieodległej wsi Kobylin. Wieś Kobylin położona jest ok. 15 km od wsi Grądy Woniecko. Do wsi Grądy Woniecko udała się po bitwie pod Sieburczynem (wieś sąsiadująca z Wizną) partia Wawra zabierając ze sobą z pola bitwy ciała zabitych i rannych. Tam mógł otrzymać metrykę zmarłego w owym czasie dziecka noszącego drobnoszlacheckie nazwisko Kapica. W dniu 8 maja 1903 roku do portu w Nowym Jorku przypłyną z Hamburga statek Graf Waldensee. Z jego pokładu zszedł człowiek, który amerykańskim władzom imigracyjnym podał się za Władysława Kozietulskiego urodzonego w 1876 r. Jako miejsce zamieszkania podał wieś Kobylin. Z analizy listy okrętowej wynika, że w Hamburgu wszedł na pokład statku podając się za Władysława Kapicę.[4] Ów Władysław Kozietulski, który przybył w 1903 r. do Nowego Jorku mógł być synem Adama. Po przypłynięciu do USA powrócił do prawdziwego nazwiska swojego ojca. W dniu 2 stycznia 1918 r. zgłosił się jako ochotnik do Armii Hallera. Jego gotowość do wyjazdu wyznaczona została na dzień 21 października 1918 r., a więc na 21 dni przed zakończeniem I wojny światowej. Był zaplanowany do transportu nr 92 do Buffalo i dalej do obozu Niagara Camp, ale z tej listy został wykreślony. Dalsze jego losy nie są znane. Wiadomo tylko, że był członkiem Związku Narodowego Polskiego w USA.[6]
Józef Kożuchowski
1826 f 1864, ur. w par. Sokołów, gub. siedl., uczył się naprzód w szko łach powiatowych, a następnie gimnazjalnych w Siedl cach, seminarjum diecezjalne kończył w Janowie Podl., wyświęcony w 1849 r., był wik. w Kocku, pow. łuk., w Ulanie tegoż pow. i Białej Podl. Komendant fortecy w Brześciu nad Bugiem 10 czrw. 1863 r. Nr. 1809 3 komunikuje bpowi podl. Szymańskie mu, że nmk Kr. P. 30 maja 1863 r. zatwierdził postanowienie, mocą którego ksiądz J. K., wik. par. Biała Podl., został pozbawiony wszystkich praw stanu i wysłany na osiedlenie do Syberji za to, że 19 st. 1863 r. w kościele wobec zebranych wiernych, a między nimi byli i powstańcy, odczytał proklamację Centralnego Komitetu Na rodowego o nadaniu darmo ziemi włościanom i że wszystkie stany będą zrównane w prawach. W odezwie tej tenże komendant zwraca się do bpa podl., aby przybył do Terespolu, pow. bial., gub. siedl. i dokonał depozycji księdza J. K., którego tam on dostarczy w każdej wskazanej przez siebie chwili. 14 czrw. 1863 r. Nr. 1860 tenże komendant przyna gla bpa, aby przybył do Terespola w kwestji depozycji księdza J. K. Na to bp 25 czrw. 1863 r. odpowiada, że bez sądu duchownego tego nie jest w prawie uczynić. Sprawa ta w aktach się urywa. Rozumie się, że bp Szymański nie spełnił tego żądania i księdza J. K. rząd wysłał na Syberję bez depozycji kościelnej. Konsystorz zaś Jeneralny archidiec. warsz. 20 kw. 1864 r. Nr. 1096 pisze do Konsystorza Jeneralnego diec. podl., że ks. Ignacy Kaczorowski, prob. par. Sulejów, archidiecezji warsz., zesłany do Syberji, listem swym z Tobolska powiadomił Konsystorz Warszawski, że 27 lut. 1864 r. w tamtejszym szpitalu o 8 zrana zmarł ksiądz J. K., kapłan diec. podl., na tyfus, zrobiwszy przed śmiercią zarządzenie, aby rzeczy jego rozdać biedniejszym tamtejszym więźniom, tylko zegarek z dewizką przeznaczył na pamiątkę dla swej rodziny.
Kazimierz Kralczyński
Kazimierz Zygrfyd Kralczyński. Ur. 26.2.1834 Kraków[9], zm. 29.6.1882 Kraków.[5][6] Syn Kazimierza i Tekli Sinkowskiej[9] Ukończył gimnazjum św. Anny w Krakowie. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Lekarskim. 1857-63 student zwyczajny. 5.2.1863 uzyskał tytuł doktora medycyny. 15.3.1870 tytuł doktora chirurgii (było to pierwszy publiczny egzamin na wydziale wg nowych wymogów[11]). Ponadto w I semestrze 1874-5 student nadzwyczajny.[1] W czasie Powstania leczył rannych w szpitalu Tarnowie okazując niezwykłe serce. Wymieniony w podziękowaniach w prasie, m.in. od Filipa Kahane, Stanisława Dzierżyńskiego, Benedykta Męzika i Piotra Łuckiego.[2][8] Przyjęty na lekarza zamkowego - prywatnego w Łańcucie w dobrach Alfreda Potockiego działał na rzecz utworzenia z inicajatywy Józefiny Potockiej , działającego przy kościele farnym, oraz prosektorium funkcjonującego na terenie cmentarza. Dzięki jego działaniom w budynku powstała sala operacyjna, 4 sale chorych, a także pralnia i łaźnia w podziemiu.[1] Po powstaniu lekarz i społecznik. Współtwórca „projektu urządzania służby zdrowia w Galicji” przedstawionego w 1868 r. Sejmowi Krajowemu we Lwowie. Założyciel i prezes powstałego w 1868 r. Stowarzyszenia Oświaty „Mrówka”, inicjator powołania w 1876 r. Straży Pożarnej. W uznaniu zasług otrzymał honorowe obywatelstwo Łańcuta. [2][4][7] W 1882 powołany do Krakowa do walki z epidemią tyfusu plamistego zmarł zaraziwszy się od pacjenta.[3] Pochowany został w Krakowie na Rakowicach, kwatera Ad. [6] Uhonorowany ulicą w Łańcucie, a także epitafium od Straży Pożarnej na ścianie kościoła farnego.[7] Żona: Helena Jałbrzykowska (1864 Stary Sącz)[10]
Aleksander Krasowski
Dowodził grupą 30 kawalerzystów w oddziale Szymkowicza. Posyłani byli na uroczystości, święta i jarmarki do miasteczek, lub wsi parafialnych, dla zbrojnej propagandy. W przeciągu kwietnia i maja, miasteczka: Wajgów, Kurtowiany, Szawkiany, Uźwenty, Łukniki, Wornie (stolica djecezji) itd. były zwiedzane po razy kilka przez Krasowskiego. Działo się to zwykle w większe uroczystości. Razem z nimi jeździł ksiądz Majewski, który głosił agitację z ambony. Lud płakał i korzył się przed ołtarzem, uczuwał w sobie polskie serce i polskie posłannictwo. Tłumnie, wybiegał na cmentarz i szukał dowódcy, by się zaciągnąć pod jego chorągiew. Krasowski z otwartem sercem przyjmował ochotników, lecz tych tylko odsyłał do obozu, którzy mieli broń, reszta przestawała na wpisaniu nazwisk na listę powtstańczą. W Użwentach, na uroczystość Bożego ciała, piętnastoletnie dziewczę zbliżyło się do Krasowskiego, ocierając łzy z oczu i nizko mu się kłaniając, prosiło o posłuchanie. — Czego życzysz, dziewczyno? zapytał zdziwiony Krasowski. — Panie, proszę nie odmówić łaski, szlochając przemówiło dziewczę i padło mu do nóg. Proszę za pisać do powstania ... przebąkała zająkliwie. — Kogo? zapytał Krasowski, czy ciebie piękne dziecię? — Nie, panie, ale zapiszcie z łaski swojej mojego brata. Nie przyszedł on dzisiaj do kościoła, bo mu nie dobrze było nad rankiem, ale ja bym chciała, żeby i on z panami poszedł bić Moskali. — Trudno mi przystać na twoje żądanie piękna wieśniaczko, odparł Krasowski, bo do naszego wojska ochotnicy idą z dobrej woli i nikt ich do tego zmusić nie może, chyba obowiązek służenia krajowi. Jakżeż więc mogę na twe żądanie brata zapisać, kiedy on może służyć nie zechce. Pokręciła główką dziewczyna na znak niezgodzenia się i na koniec odrzekła: — Jakto nie zechce, mój panie, alboż to my same niewyprawim ich z domu, do gdybyśmy zatrzymywały ich, toć równy grzech wszystkim będzie, a ksiądz z ambony bardzo niedobrze o takich złych ludziach mówił. Krasowski dalej dowodził kawalerią u Szymkiewicza. Pod Kalwarją (w Telszewskiem) zaszło, niewielkie spotkanie, po którem Moskwa zdwoiła pogoń za oddziałem. Szymkiewicz wówczas podzieli oddział na trzy części. Jedna po niejakimś czasie weszła w skład oddziału Pisarskiego, druga uległa rozbiciu, reszta zaś 30 koni pod dowództwem Krasowskiego przybyła na miejsce zbioru, skąd mając Szymkiewicza na czele udała się w głąb Żmudzi. Niedługo trwała owa tułaczka. W pierwszych dniach października Szymkiewicz, opuścił Żmudź i po niejakimś czasie przybył do Paryża a komendę nad niewielkim oddziałem przejął Krasowski. Resztki oddziału kryły się przez zimę, a na wiosnę w r. 1864 wystąpiły znowuż konno i zbrojno. W maju Krasowski był jeszcze, na czele 40 ludzi, ąż na koniec zawiedzione nadzieje interwencji wyparły go z rodzinnych łanów.
Michał Krasowski
Urodził się r. 1846 w Dolinie, powiatu stryjskiego. Jako 17-letni student lwowskiej szkoły realnej, udał się wraz z kilkunastoma rówieśnikami do powstania, zaciągając się do oddziału Lelewela, następnie do Wierzbickiego. Jako szeregowiec brał udział w bitwach pod Chruśliuą, Połichuą, Kaniowolą i Zyżynem, o których to potyczkach chętnie opowiadając, podkreślał z pewną dumą swe wyszczególnienie, pi“zez powierzenie mu przez czas dłuższy czynności żandarma polowego. Do niedawnych jeszcze czasów, przechowywał z pewnym pietyzmem swą czapkę powstańczą, którą przebiła kula moskiewska na jego głowie. Po upadku powstania, kończył szkołę realną we Lwowie, a na technikę uczęszczał we Lwowie i Wiedniu. Ukończywszy studia techniczne, pracował początkowo jako praktykant techniczny w ministerjum handlu we Wiedniu, następnie jako inżynier przy trasowaniu kolei w Styrji. Jedynem marzeniem ś. p. Michała było wrócić i pracować dla kraju, więc dowiedziawszy się, że właśnie postanowiono budowę kolei Albrechtowskiej, wraca ś. p. Krasowski wraz z kilkoma kolegami, w swe rodzinne strony. Niestety niespodziewany krach w r. 1874 pozbawia między innymi i stanowiska Michała, udaje się zatem bezzwłocznie do Królestwa, gdzie go zaraz przyjęto jako inżyniera przy trasie kolei Iwangrodzko-Dąbrowskiej. Po ukończeniu robót mierniczych, wraca ś. p. Michał Krasowski do kraju, osiada w Tarnowie, z początku jako inżynier prywatny, poczem w r. 1882. mianowano go inżynierem powiatowym, na którem to stanowisku zostaje w Tarnowie aż do r. i907. Od tego to czasu podupadał na zdrowiu, a nie mając jako kawaler przy sobie nikogo z rodziny, przeniósł się już będąc chorym do Stanisławowa, gdzie mimo nadzwyczajnych wysiłków jego brata Stanisława, dyrektora tutejszego szpitala powszechnego, nie udało się niestety dłużej podtrzymać życia chorego. Zmarł 2. stycznia b. r. po ciężkich i długich cierpieniach, na zwapnienie żył, w 62. roku życia. Zmarły był przez całe swe życie wzorem cnót obywatelskich, serdecznym przyjacielem i szczodrym dobrodziejem ludu. Z majątku swego, około 30.000 koron wynoszącego, utworzył nieboszczyk fundację na stypendja swego imienia w pierwszej linii dla krewnych, ewentualnie po połowie dla mieszczan i włościan powiatu tarnowskiego. W żałobnym, bardzo licznym orszaku, zauważało się także deputację Towarzystwa uczestników powstania z r. 1863, a między obcemi osobami: profesora Politechniki lwowskiej Skibińskiego i inspektora inżyniera Kułakowskiego. Spoczął w grobowcu obok swego stryja ś. p. proboszcza i kanonika ks. Jana Krasowskiego. Cześć Jego pamięci! W Stanisławowie, 5. stycznia 1909.
Ignacy Krauss
Ignacy Agaton Karol, ur. 10.1.1838 Kołomyja. Zm. 4.4.1895 Kołomyja. Pochodził z rodziny czeskiej z okolic Pragi. Syn Józefa (ur. Tarnów) i Marcjanny Schega (ur. Kraków, c. Wojciecha i hr. Rusockiej). Prawnik. W Powstaniu służył od obozu Langiewicza w Goszczy, porucznik kosynierów a następnie generalny audytor wojsk (gdzie otrzymał czarno-białą szarfę - symbol urzędu). Brał udział w bitwach pod Chrobrzą i Grochowiskami. Następnie w organizacji w Krakowie i w oddziale , ranny od kuli w łopatkę i przebity na wylot bagnetem, leczył się w Wysokiem, koło Krasnegostawu. Po powstaniu notariusz w Sokalu. W 1887 w Sokalu jego staraniem urządzono uroczystości żałobne za poległych 1830-31. Odbyły się trzy Msze św. jednocześnie przy głównym ołtarzu śpiewana a przy bocznych dwie ciche. Sam dyrygował chórem męskim. Niestety na uroczystości nie pojawiło się wiele osób - głównie jego rodzina. Członek Kółka Rolniczego w Sokalu. Od 1893 w Kołomyi gdzie 10 lipca otworzył kancelarię adwokacką w domu Brodowskiego przy ul. Kościuszki. Zmarł w Kołomyi w 1895 (na nagrobku znajduje się błędna data zgonu). Żona 1: Zofia Rupiszewska/Rupiciewska (1-v. Ramutt), z. 1874 Żona 2: Hipolita Wiśniowska, córka Hipolita Żona 3: Aniela Wiśniowska (siostra Hipolity) Dzieci: (z I) Helena, zam. Stanisław Michalewski, (z III) Tadeusz (1884-1942 Warszawa) żonaty z Marią Kohler Rodzeństwo Ignacego: Albin kasjer głównej kasy krajowej w Czernowicach), Joanna zam. Groo, Władysław (oficer 58 p- piechoty, urzędnik kolei we Wiedniu), Mieczysław (major 40 i 8 p. piechoty), Jan (urzędnik podatkowy), Narcyz (pocztmistrz w Niżniowie), Feliks, Pawlina zam. Michalewska (mąż właściciel wsi Isaki), Franciszek (żona Magdalena Wieze), Jadwiga Józefa ur. w Niżowie. w Kołomyi.
Strona z 26 < Poprzednia Następna >