Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1030
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Zygmunt Władysław Laskowski
Ur. 19.01.1841 (lub 1840[1]) Warszawa [5] , zm. 15.04.1928 Genewa [2]. Syn Mateusza[6] (syn Marcina i Annyur. ok 1787 we wsi Laskow(?) gub białostockiej[7], w 1836 były oficjalista skarbowym wdowiec po Franciszce Ciwińskiej), oraz Józefy Maraskiewicz[6] (córka Michała i Marianny Wierzbickiej, ur. we wsi Szymanów[7] w 1836 służącej w Warszawie[7]) - ślub rodziców 3.11.1836. W 1858 r wstąpił do Akademii medyczno-chirurgicznej (Szkoła Główna) w Warszawie. Po wybuchu powstanie 1863 r walczył w szeregach jako chirurg.[5] W powstaniu walczyło także jego dwóch braci[8][10]. Wydziałowy w organizacji Miejskiej, związany z białymi ułatwił Majewskiemu objęcie kierownictwa RN.[9] Następnie został członkiem Rządu Narodowego i naczelnikiem miasta Warszawy.[1][5] Zagrożony zesłaniem na Sybir.[10] Dzięki staraniom swoich przyjaciół zdołał się w lecie 1863 [9] ratować się ucieczką podczas wytoczonego mu śledztwa.[5][8] Jednocześnie Rząd Narodowy wysłał go do Paryża w charak­terze Komisarza wraz z członkiem Rządu Ruprechtem.[1][8] Udał się do Anglii, gdzie studiował w Cambridge Londynie[1], a następnie w 1867 uzyskał stopień doktora w Paryżu.[5] Pracując w laboratorium w Genewie prof. Sappey odkrył nową metodę parowania (konserwowania) ciał. Dla rozpowszechniania swojej metody napisał liczne dzieła, demonstrując tę metodę na Kongresach w Paryżu 1867 r i w Genewie 1878 r., następnie w Akademii Umiejętności. W odpowiedzi na to otrzymał szereg dyplomów i medali. W latach 1867-1857 wykładał anatomię w Szkole Praktycznej w Paryżu, jako profesor nadzwyczajny (..). [5] Był on jednym z inicjatorów zbiorów polskich w Rapperswilu i pierwszym Prezesem Zarządu tegoż Muzeum[5] Weteran Powstania, po odzyskaniu niepodległości liczba wykazu Sekcji Opieki Departamentu Sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych: XIV-34.[11] Rząd Polski w uznaniu zasług ś.p. Laskowskiego mianował go Kawalerem Orderu "Polonia Restituta"[5] Za zasługi oddane w powstaniu, odznaczony został orderem „Polski Odrodzonej" klasy III. [1] Mieszkał w Genewie przynajmniej od 1897 r [4]
Wacław Lasocki
lekarz syn Mateusza i Aleksandry z Budzyńskich, urodzony w 1837 roku na Wołyniu w powiecie ostrogskim we wsi Bisówce. Ukończył gimnazjum żytomierskie w 1854 r., zaś uniwersytet kijowski w 1859 r. ze stopniem lekarza z odznaczeniem. W 1859 i 60-tym roku, był asystentem przy klinice chirurgicznej szpitalnej uniwersytetu kijowskiego, a opuściwszy to stanowisko, osiadł jako rolnik w dzierżawnej wsi Ośniki na Wołyniu i ożenił się z Marją Mianowską kuzynką swoją w 1861 roku. W rok potem to jest w 1862 r. przenieśli się Lasoccy w okolice Żytomierza do wsi Prażowa. W kwietniu 1863 r., udając się do obozu Edmunda Różyckiego z dużym zwitkiem Złotych Hramot i proklamacyj, schwytany został przez włościan we wsi Tatarynówce, wraz z drem Józefem Łagowskim, ze studentem uniwersytetu kijowskiego Zygmuntem Husarowskim i ze służącym Ignacym Kamińskim, z którymi osadzono go w więzieniu żytomierskiem. Lasoccy odbyli etapami podróż do miejsca przeznaczenia w ciągu 25 miesięcy i stanęli w dniu 2 października 1865 roku w irkuckiej warzelni soli. Skutkiem pochlebnych przedstawień władz zachodniej Syberji o pracach podjętych w szpitalu, już w styczniu 1866 r. uwolniono go od ciężkich robót i przeznaczono na posielenie. Mimo ten awans pozostali Lasoccy w Usolu, gdzie nabyli mały domek i wyrestaurowali starannie, nadając mu cechy europejskie. W tym domku mieszkali do stycznia 1869 r., poczem przeniesiono ich do miasta powiatowego Galicza w gub. kostromskiej, gdzie przebyli dwa lata. W 1871 roku wyruszyli na pobyt czasowy do gubernjalnego miasta Kostromy, dla uzyskania u jenerał-gubernatora pozwolenia odwiedzenia stron rodzinnych. Zanim wszakże zdołali wynaleźć mieszkanie, wybuchła w tem mieście cholera, która dzięki kilku pomyślnym kuracjom stała się początkiem olbrzymiej praktyki Lasockiego. Niemniej wszakże zaraz po uzyskaniu pozwolenia na wyjazd udali się do kraju, skąd w końcu tegoż roku powrócili do Kostromy na prośby jej mieszkańców, aby w ciągu lat paru zdobyć potrzebne środki na pierwsze chwile pobytu w Królestwie, gdzie w owe czasy niewiele można było rachować na chlebodajną praktykę. W 1873 roku w sierpniu przybyli Lasoccy do Warszawy, a już w 1875 r. wezwany został Lasocki na stanowisko naczelnego lekarza kolei Nadwiślańskiej, na którem to stanowisku przebył lat dwadzieścia trzy, to jest do czasu przejścia tej kolei na własność rządu w 1898 roku. Jeszcze w 1879 roku przystąpił Lasocki do spółki udziałowej, mającej na celu wskrzeszenie zakładu leczniczego w Nałęczowie i pełnił w tej spółce w ciągu lat kilkunastu czynność członka Rady. Po usunięcie się ze stanowiska na kolei, w 1898 r. zamieszkał wraz z żoną w Nałęczowie, szukając w chwili rozpoczęcia siódmego krzyżyka zupełnego w tem ulubionem miejscu wypoczynku. Niestety, ciężkie ciosy spotkały go tu na samym niemal wstępie. We wrześniu 1898 roku stracił ukochaną matkę, a w listopadzie tegoż roku ubóstwianą żonę. Pod ciężkiemi razami losu uległ na razie obezwładnieniu i przygnębieniu, które go rok cały w odrętwieniu myśli i woli trzymały. Dzięki wszakże serdecznymstaraniom i radom zacnych i najlepszych przyjaciół i życzliwych, zabrał się powoli do spraw i czynności, w dawniejszych jeszcze czasach projektowanych, to jest do skatalogowania zbiorów, składających się z pokaźnej bibljoteki i cennej kolekcji rycin, oraz spisania swoich wspomnień. Uskuteczniwszy w znacznej części te zamiary, a mianowicie sporządziwszy katalogi zbiorów, pod kierunkiem pani Franciszki Walickiej, dawnej przyjaciółki rodziny, i przy chwilowym współudziale pantiy Amelji Malewskiej jako też kilku studentów uniwersytetu, bawiących czasowo w Nałęczowie, oraz spisawszy siedm rozdziałów pamiętnika, dzięki inteligentnej i niestrudzonej pomocy czcigodnej pani Walickiej, która zadała sobie niemało pracy i starań przy porządkowaniu i odcyfrowaniu notatek i spisaniu bruljona oraz dwóch egzemplarzy pamiętnika z aneksami, udał się Lasocki zagranicę, do Krakowa i Lwowa, by się rozpatrzyć, gdzie z największym dla kraju pożytkiem mógłby ofiarować pracą całego życia nagromadzone materjały do dziejów Polski w postaci rękopisów, autografów, ksiąg, rycin, map, planów itd. Muzeum Narodowe w Krakowie wydało mu się najwłaściwszem miejscem do umieszczenia zebranych skarbów, jako jedna z najszybciej rozwijających się w kraju naszym tego rodzaju instytucyj, a znacznie mniej jeszcze od innych uposażona, do czego nadto zachęciła go wyjątkowa energja administracji w osobie profesora Feliksa Kopery, pełniącego od lat kilku obowiązki dyrektora Muzeum. Tam więc, już na początku 1904 roku przelał Lasocki bez zastrzeżeń większość swych zbiorów, stawiając jedynie warunek, aby nie dalej jak w 1910 roku została otwarta w Krakowie przy temże Muzeum publiczna bibljoteka, do której wcielony być ma cały jego księgozbiór. Część zbiorów jeszcze przed zrobieniem daru dla Muzeum w Krakowie ofiarowana była spółce zakładu leczniczego „Nałęczów" celem utworzenia z nich w przyszłości Muzeum prowincjonalnego Lubelskiego, jako też bibljoteki naukowej przy niem. Niewielka tylko część książek, składająca się z pamiętników i opracowań historycznych, pozostała w posiadaniu dożywotniem właściciela i przejdzie po jego śmierci na własność Muzeum Narodowego i zbiorów nałęczowskich. Co do pamiętników Lasockiego, podjęła się gmina miasta Krakowa pośmiertnego ich wydawnictwa, na warunkach i zasadach przez autora wskazanych. W obecnej chwili, to jest w połowie 1905 roku, spisuje Lasocki w dalszym ciągu ósmy rozdział swoich wspomnień, których siedm rozdziałów złożonych już zostało do korekty i przechowania u profesora Marjana Dubieckiego w Krakowie, po dołączeniu zaś rozdziału ósmego do całości egzemplarz, do druku przeznaczony, spocznie w archiwum Muzeum Narodowego aż do śmierci autora.
Józef Leniecki
Józef Leniecki h. Jelita. (Czasem zapisywany Leniewski, Liniewski) Ur. 17.3.1839 Warszawa, zm. 5.1.1909 Tustanowice. Syn Kajetana Dominika Onufrego (geometry gubernialnego) i Walentyny Julii Molsdorf Oficer wojsk rosyjskich. Organizator powstania w rawskim, opoczyński i łowickim z rozkazu Zygmunta Padlewskiego. Pierwszą bitwę stoczył pod Bolimowem. W powstaniu 1863 odbył całą kampanię z Jeziorańskim włączając to udział w całej organizacji Langiewicza - m.in. walcząc w bitwach pod Małogoszczą Skałą, Pieskową Skałą, Chrobrzem i Grochowiskami. Dowodził oddziałem kawalerii kozackiej. Był też w bitwie pod Kobylanką. Z polecenia Waligórskiego sformował własny oddział z którym walczył na Lubelszczyźnie i na Podlasiu. W szczytowym momencie dowodził nawet 1200 ludźmi. Walczył pod Turobinem, Chełmem, Kockiem, Krzywdą, Pakuszewem, Lubartowem a na końcu pod Gołębiem. Awansował do stopnia podpułkownika. Na polu walki działał aż do lutego/marca 1864 kiedy to przeszedł do Galicji. Tu został podczas organizacji kolejnego oddziału, podczas wyjazdu po broń do Krakowa został zaaresztowany i osadzony w Ołomuńcu. Udało mu się zbiec. Przebywał na emigracji we Francji w Paryżu oraz w Belgii gdzie ukończył École des Mines. Zajmował się pracą w belgijskich kopalniach. Prowadził poszukiwania naftowe w Rumunii, Iraku i Turcji a także w Galicji gdzie osiadł w 1883 roku. Był tu dyrektorem kopalni ropy naftowej w Berehach Dolnych, pomagał w zakładaniu kopalni w Borysławiu, mieszkając w sąsiednich Tustanowicach. Był jednym z założycieli Towarzystwa Techników Naftowych i przewodniczącym Towarzystwa Politechnicznego w Borysławiu. Został pochowany we Lwowie. Żona Waleria Podoska (ślub 1877). Dzieci: Paweł, Barbara (zam. Gliński), Walentyna Józefa ( ur. 1884 Sambor, zm. 1936, zam. Mieczysław Longchamps de Bérier, syn powstańca ).
Walenty Lewandowski
Emigrant z 1864 r., po odbytej kampanii węgierskiej w stopniu oficera, wywieziony był razem z innymi do Turcyi, skąd po niedługim czasie udał się do Paryża i tam, pomiędzy innemi, w charakterze nauczyciela szkoły polskiej w Batignole, przyjmował wielkiego księcia Konstantego, późniejszego Namiestnika Królestwa. W. książę przy pożegnaniu, ofiarował swoją pomoc Lewandowskiemu w razie gdyby jej potrzebował. Można było przypuszczać, że zapomni prędko jego nazwisko. Jednakże, gdy po bitwie pod Różaną rannego Lewandowskiego wzięto do niewoli, posłał natychmiast swojego adyutanta Kirejewa do Siedlec, dla stwierdzenia tożsamości osoby, poczem kazał sobie całą sprawę przedstawić w Warszawie, a w rezultacie, zamiast rozstrzelania, skazano Lewandowskiego na osiedlenie do oddalonych miejsc Syberyi wschodniej. Szczególną opiekę, podczas swojego pobytu w szpitalu, przypisywał pułkownik jenerałowi Drejerowi i 3 innym spotkanym oficerom rosyjskim, którzy pamiętali ludzkie jego z nimi obchodzenie się, gdy byli w niewoli podczas kampanii węgierskiej. Po różnych przejściach i urządzanych z nim porozumieniach, przez spotykanych w drodze oficerów rosyjskich, należących do spisku, którzy przygotowywali rewolucyę w Rosyi, przywieziono Lewandowskiego na osiedlenie do wsi Barga w Rybińskiej włości, Kańskiego Okręgu, gdzie swojem taktownem zachowaniem służył nam młodszym za przykład i był prawdziwie duszą całego otoczenia. Odwiedziny przewożonych przez Kańsk rewolucyonistów rosyjskich Serno-Sołowjewicza i Michajłowa, oraz spotkanie się z Pawłem Landowskim i Józefem Szlenkierem w czasie ich ucieczki, zwróciło baczniejszą uwagę policyi na Lewandowskiego, skutkiem czego wezwano go do Kańska. Osadzony w więzieniu i badany przez dwa lata niezmiernie ciężkim systemem syberyjskim, był ponownie osądzony i deportowany do odległego Jakuckiego kraju. Dzięki późniejszym staraniom, po paru latach pozwolono mu zamieszkać w Irkucku, gdzie znalazł urzędnika, który, za dobre wynagrodzenie, zręcznie pousuwał z papierów Lewandowskiego wszelkie ślady jego działalności, a to dało mu możność skorzystania z manifestu i przeniesienia się do guberni Tambowskiej, skąd znów przy pomocy wspomnianego wyżej jenerała Kirejewa, w początku 1887 r. powrócił do kraju. Gdy nie mógł nigdzie znaleźć odpowiedniego zajęcia, koledzy Syberyjczycy złożyli potrzebny, kapitalik na założenie handlu herbatą, z którego przez kilka lat się utrzymywał, a otwarty lokal ułatwiał, bez zwracania uwagi policyi, podtrzymywanie rozległych stosunków z wygnańcami. Zaprowadzenie banderoli na herbatę znacznie powiększyło koszty handlowe, przytem straty materyalne, wynoszące kilka tysięcy rubli, jakie poniósł z powodu poręczenia, zmusiły Lewandowskiego do zlikwidowania interesów herbacianych. Po zwróceniu kapitału zakładowego kolegom, zamieszkał zabezpieczony gościnnie przez zacną obywatelkę, p. Wandę Cygańską, w jej folwarku Cygany pod Kutnem, niby w charakterze mentora jej syna. (Po śmierci Lewandowskiego w Cyganach, znalazł tamże opiekę i przytułek Jan Sadowski (Jeżewski Bolesław).
Karol Libelt
syn znakomitego filozofa, pisarza i poety, urodził się 19 Czerwca 1843 roku w Poznaniu, uniwersytet kończył w Wrocławiu. Od pierwszej chwili związku organizacyi narodowej w prowincyach dawnej Polski, był już czynnym jej członkiem, lubiony i kochany powszechnie, i dla tego też przekonania jego polityczne i wiara w sprawę, jakie wygłaszał w kołach swoich przyjaciół i kolegów, silnie oddziaływały na umysłach, i powiększało się z dniem każdym, grono zwolenników gotowych do poświęcenia i ofiar za sprawę narodu. Nie wiemy jak wysokie zajmował stanowisko w organizacyi, ale domyślać się tylko możemy że musiało ono być wyższe a co najmniej zaszczycone nieograniczonem zaufaniem, jeżeli podamy z pewnych i autentycznych źródeł pochodzące wiadomości, iż był używany w missyach ważnych politycznych po zagranicami kraju. Objechał on bowiem pierwsze stolice Europy, był w Anglii, Francyi i w innych państwach, ostatnia jego podróż była do Sztokholmu w celu porozumienia się z miejscowym komitetem narodowym i ludźmi stojącymi na czele zagranicznych stowarzyszeń emigracyi różnych narodowości reprezentujących a wspólnie w sprawie narodu naszego działających. Na hasło powstania śp. Karol rozporządziwszy i przeznaczywszy poprzednio na rzecz sprawy narodowej cały a hojny zapis po swojej matce chrzestnej, po spełnieniu tego aktu, (który po śmierci wykonany został) był zaraz gotowym i wraz z licznem gronem swoich kolegów pospieszył pod dowództwo Younga de Blankenheim. W nieszczęśliwej potyczce pod Osowiem niedaleko miasteczka Brdowa 29 Kwietnia 1863 roku, śp. Karol biegnąc naprzód do ataku ranionym zostaje od pierwszej kuli nieprzyjacielskiej i następnie żołdactwo kolbami go dobija. Pochowany w osobnej trumnie w jednej mogile wraz 70ciu innymi d. 1 Maja t. r. (Dziennik Poznański Nr. 102 w Korespondencyi prywatnej nie podaje bliższych szczegółów o nieszczęśliwym tym napadzie lecz tylko nadmienia, że przez kolonistę naprowadzeni moskale, otoczyli z trzech stron oddział Blankenheima, który rozbili (70tu poległych 50tu ciężko rannych) a śp. Karol broniąc się, 7miu praskali trupem położył). Nieszczęśliwa matka na odebraną wiadomość o śmierci syna wyrzekła „gdym go żegnała wiedziałam, że nie jest już moim, ale ojczyzny," w parę miesięcy jednak bo dnia 16 Grudnia t. roku nie mogąc przenieść boleści po stracie syna, zmarła u córki w Krakowie.
Karol Libelt
Młodszy syn znakomitego obywatela, filozofa, pisarza i poety, nieodżałowanej pamięci dr. Karola, prezesa Koła polskiego, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, członka Akademii Umiejętności w Krakowie, kapitana artyleryi wojsk polskich z r. 1831 i t. d. i t. d., zmarłego dnia 9 czerwca 1875 r. w Czeszewie pod Wągrowcem, i Maryi z Szumanów, urodził się w Poznaniu dnia 19 czerwca 1843 roku. Ukończywszy szkoły w Poznaniu, udał się na uniwersytet do Wrocławia, gdzie słuchał prawa. Młodzieniec wielkich zdolności i gorącego serca, rokował najpiękniejsze nadzieje i powszechnie przez swych rówieśników był kochany. Już w r. 1862 należąc do organizacyi narodowej, wraz z starszym bratem, Pantaleonem, dzisiejszym dziedzicem dóbr Zajączkowa pod Wronkami, używany był przez przebywającego podówczas w Księstwie Zygmunta Sierakowskiego (powieszonego dnia 27 czerwca 1863 r. w Wilnie) do rozmaitych misy i zagranicznych, jak do Zurichu, do Wiednia, do Francyi, do Anglii i do Sztokholmu, podczas gdy jego brat w tym samym czasie posłany był do Jeża (Zygmunta Miłkowskiego) do Mołdawii. Na hasło powstania pospieszył ś. p. Karol, rozporządziwszy i przeznaczywszy po przednio na rzecz sprawy narodowej cały zapis po matce chrzestnej, wraz z bratem i licznem gronem przyjaciół do oddziału Younga. Tu w bitwie pod Brdowem, w której Pantaleon Libelt, jako kapitan dowodził lewem skrzydłem, biegnąc do ataku, od pierwszej nie mal kuli nieprzyjacielskiej ciężko raniony, kolbami Moskali dobity został. Brata jego, kontuzyowanego kartaczem, wzięto do niewoli i odprowadzono jako jeńca najprzód do Koła, następnie do Konina, zkąd wprawdzie szczęśliwie uszedł, ale natomiast przez władze pruskie kilka krotnie był więziony. Karola pochowano w osobnej trumnie w wspólnej mogile obok 70 towarzyszów broni dnia 1 maja 1863 r. w Brdowie. Nieszczęśliwa matka, otrzymawszy wiadomość o bohaterskiej śmierci syna, rzekła te pamiętne słowa: „Gdym go żegnała, wiedziałam, że nie jest już moim, ale Ojczyzny.“ W parę też miesięcy później, nie mogąc przeboleć tej straty, umarła w Krakowie, w domu swej córki, profesorowej Łepkowskiej, dnia 16 grudnia 1863. — Pamięci syna po święcił pozostały ojciec piękny w kościele czeszewskim pomnik. Po lewej stronie bocznego wejścia wznosi się na granitowym piedestału czworograniasta kolumna z czarnego marmuru, na której stoi urna z białego marmuru. Na kolumnie wyżłobione złotemi głoskami: „ Nihil procul a Deo.“ Nad kolumną wmurowana w ścianę kościelną biała marmurowa tablica z napisem złoconym:
Ludwik Liberacki
prywatny oficjalista. Zamieszkały we Lwowie Podzamcze 7. Urodzony w Warszawie 1 października 1844r. Wyznania rzymskokatolickiego, żonaty, ojciec czworga małoletnich dzieci. Przed powstaniem uczeń szkół agronomicznych w Wawrzyszewie. W powstaniu w stopni wachmistrza. „Wstąpił do oddziału Skowrońskiego, z którym brał udział w bitwie pod Myszyńcem na granicy pruskiej, Później dostawszy się do oddziału Zameczka był w bitwie w Wąchocku. Po rozbiciu oddziału Zameczka udał się do Żychlińskiego. Był w bitwie pod Oxą, gdzie został wachmistrzem żuawów, pod Brynicą, gdzie oddział został rozbity. Następnie służył w oddziale Sokołowskiego, był w bitwie w Dańkowie (Dalkowie?), Korytkowie. Po rozpuszczeniu oddziału wstąpił znowu do oddziału Żychlińskiego, gdzie był aż do rozbicia oddziału pod Żelazną. Potem przeszedł do oddziału Wróblewskiego. Był w 3 bitwach. Po powstaniu siedział w Königsgratzu a potem służył w Meksyku. Był ranny w rękę w Korytkowie. Załącza uwolnienie ze służby wojskowej i metrykę. Powołuje się na p. Mieczysława Darowskiego, ul. Ossolińskich, na swego dowódcę Żychlińskiego we Lwowie i na Stanisława Piwko, który z nim służył w oddziale Wróblewskiego, ul. Źródlana l. 4”. Zobowiązał się do wpisowego 1 florena i składki rocznej w wysokości 3 florenów, płatnej co miesiąc po 25 centów. Oświadczenie podpisał we Lwowie 24 maja 1888r. Na członka czynnego przyjęty 25 czerwca 1888r.
Kazimierz "Wszołczyk" Lipka
Syn Ignacego i Józefy. Dziedzic wsi Lipki. Mieszkaniec zaścianka Lipki Stare, być może szlachcic herbu Nałęcz. Zadenuncjowany przez szpiega został uwięziony w listopadzie lub grudniu 1863 r. w więzieniu w Sielcach. Żona: Julianna Bartosik. "W celi zastałem dwóch współlokatorów, zakwalifikowanych jak i ja do stryczka. W malutkiej, miniaturowej tej celce, zbudowanej dla jednego tylko więźnia, zamknięto nas aż trzech i nic w tym dziwnego, gdyż wszystkie cele przepełnione były, a było nas w tym czasie około dziewięciuset do tysiąca samych tylko więźni politycznych w gmachu, nie licząc więźni kryminalistów, złodziei. Było przyjętym, że pierwszy wstępujący na mieszkanie do celi zajmował owe na drągach żelaznych łóżko. Współlokatorowie moi nazywali się: Kazimierz Wsołczyk i Antoni Dobrski. Więc pierwszy z nich jako dawniejszy lokator miał w posiadaniu łóżko, ja zaś i Dobrski spaliśmy na gołej ceglanej posadzce, bez żadnej literalnie pościeli." "Wsołczyk był chłop, gospodarz spod Węgrowa, mężczyzna młody, lat trzydziestu kilku, wzrostu średniego, zdrów, barczysty. Miał żonę i czworo dzieci; był czynnym w organizacji i oskarżony był jako żandarm polski, czyli że należał do policji wykonawczej. W listopadzie czy też w grudniu 1863 roku zadenuncjowany przez szpiega, uwięziony został i przywieziony do Siedlec. Opowiedział on mi w celi o całej swej niedoli. Szpieg, który go denuncjował, aresztowany był z nim razem i oskarżony również jako żandarm. Był to jeszcze młody, kilkonastoletni chłopak. Przy indagacji Wsołczyka był zawsze obecnym i jak to u nas wówczas mówiono, „dowodził” w oczy, że Wsołczyk był żandarmem i powiesił paru szpiegów. Wsołczyk bronił się mocno, powołując się na to, że oskarżający go wiedząc, co go czeka jako żandarma, winy więc swoje zwalić chce na niego, aby siebie ocalić." "Otóż opowiadał mi Wsołczyk tak: Od czasu do czasu, to jest co parę tygodni prowadzono mnie przed audytora, który zmuszał mnie, abym się przyznał do tego, o co mnie szpieg oskarża. Zawsze odpowiadałem audytorowi, że o niczym nie wiem, do niczego nie należałem i że jestem niewinny. Aż pewnej nocy, a było to w styczniu, klucznik otworzył celę, a Dergaczow wszedłszy kazał mi się odziać i iść z sobą do komisji. Wdziałem na siebie kożuch i poszedłem za Dergaczowem. Gdym wszedł do audytorium, tam stało już kilku sołdatów, a czterech z nich z karabinami, pod ścianą leżał pęk rózeg powiązanych w miotełki. Audytor jak zwykle pyta się mnie: - Przyznaj się, Wsołczyk, żeś był żandarmem i żeś wieszał. - Jakże mogę się przyznać do czegoś - mówię - kiedym nic złego nie zrobił i o niczym nie wiem. - A więc zaraz się przyznasz - powiada i skinął na sołdatów. Ci ściągnęli ze mnie kożuch, rozesłali go na ziemi, obnażyli mnie prawie zupełnie i rozciągnęli na kożuchu. Czterech sołdatów siadło mi na ręku i na nogach, dwóch stanęło nade mną z bagnetami, a dwóch stanąwszy z obu stron zaczęli siec mnie owymi miotełkami. Od czasu do czasu audytor kazał przestać bić i pytał się, czy się przyznaję. Sołdaci, zmęczeni biciem, zmieniali się, zmieniali i miotełki na świeże, którymi mnie bili i bili. Pode mną na kożuchu stała ze krwi mej kałuża, w której leżałem. Z bólu strasznego ściąłem kożuch zębami, puściłem kożuch, krzyczałem, jęczałem, a kaci bili i bili. Zemdlałem raz, ocucono mnie i bito, zemdlałem jeszcze parę razy i znów mnie ocucono i bito. Dostałem już ze trzysta rózeg, a jednak dotąd nie przyznałem się do niczego. Nareście audytor krzyknął na sołdatów: - Komelkami jewo! Na rozkaz audytora bijący mnie sołdaci wziąwszy świeże miotełki, odwrócili je grubymi końcami i tymi skatowane, odpadające od kości ciało poczęli bić niemiłosiernie. Wtedy wytrzymać już nie mogłem. Krzyknąłem: - Stójcie, wszystko powiem. Audytor kazał zaraz przestać bić, a zwracając się do mnie, gdym wstał spod rózeg, powiedział: - Idź i przygotuj się na jutro jak do spowiedzi, abyś wszystko powiedział. Skatowany, cały krwią zbroczony, przyprowadzony do celi, położyłem się na ziemi na brzuchu, bo na plecach ani na boku położyć się nie mogłem. I tak jęcząc z bólu przeleżałem resztę nocy i dzień cały. Całe plecy od szyi aż do stóp pokryte było jednym strupem ociekającą po nim ropą. Dzień ten przeszedł spokojnie, nie wzywano mnie do komisji przed audytora. Myślałem, że zostawią mnie w spokoju, dopóki nie zagoi się cokolwiek skatowane ciało moje. Ale zawiodłem się niestety. Znów otworzyły się w nocy drzwi do celi i znów Dergaczow poprowadził mnie do komisji. Gdy wszedłem do audytorium ujrzałem znów to samo. Audytor za kratkami, kilku sołdatów i pęk rózeg pod ścianą. Audytor zwraca się do mnie i mówi: - Nu, gadaj wszystko. - Cóż - mówię - mam mówić, kiedy nie wiem o niczym. - Nu, wczora mówiłeś, że powiesz wszystko. - A boście - mówię - mnie katowali, tom z bólu sam nie wiem, com powiedział. Wtedy krzyknął na sołdatów: - Razdiewajtie jewo! Rozog! Sołdaci zdarli ze mnie kożuch i przyschłą do zranionego ciała bieliznę. Boże mój, Boże! cóż za okropna chwila! Noc głęboka, sam jeden, nikogo przy mnie z mych bliskich. Stoję otoczony dokoła okrutnymi katami. Powalono mnie znów na rozesłany na ziemi kożuch i zestrupiałe, ociekające materią me ciało zaczęli siec rózgami. Znieść już teraz tak strasznej katuszy nie mogłem. Po kilkudziesięciu jeszcze uderzeniach zerwałem się nadludzką jakąś siłą spod siedzących na mnie sołdatów i krzyknąłem: - Kazałem! Nie wieszałem sam, a kazałem powiesić! To moje powiedzenie wystarczyło dla audytora. Odprowadzono mnie do celi, gdzie dotąd siedzę, i nic nie wiem, co mnie czeka." "Oddział wojska ze skazanym przybył do wsi już wieczorem. Wsołczyka pod silną strażą, okutego na ręce i nogi umieszczono w obcym, nie zaś w jego własnym domu na nocleg. Szubienica tylko w jego własnym podwórzu stała gotowa. O całym przebiegu egzekucji opowiadał mi naoczny świadek, sąsiad Wsołczyka, którego spotkałem będąc już na Syberii. Jakaż to okropna noc była dla obojga małżonków! Żona nie wiedząc jeszcze o przybyciu do wsi męża swego patrzała nieszczęśliwa na to, jak czarne rusztowanie ustawiano w jej podwórzu i wtedy zrozumiała, że na nim odda życie jej mąż najmilszy i ojciec jej dzieci. Gdy go przywiedziono do wsi, zabrała swe dzieci, padła na ziemię opodal domu, w którym umieszczono jej męża, zwrócona twarzą ku mieszkaniu, w którym był i całą noc tam przebyła, a nieludzkie jej krzyki rozpaczy przeszywały boleścią serca mieszkańców wioski. Nazajutrz rano kozacy zegnali z okolicznych wsi sporo ludzi i ustawili wokoło szubienicy, aby patrzyli na kaźń swego brata-sąsiada, aby wiedzieli, jak karzą tych, co śmią kochać swą matkę – Ojczyznę, swą polską ziemię. Około godziny dziesiątej delikwenta przyprowadzono przed szubienicę, którą otoczono silnym kordonem wojska. Oficer odczytał skazanemu wyrok śmierci. Rozkuto go z kajdan, a ksiądz już obecny wysłuchał [je]go spowiedzi i zasilił wiatykiem na drogę wieczności, po czym skazany prosił oficera, aby mu pozwolił pożegnać się z żoną i dziećmi. Krótkie, lecz straszne, rozdzierające serca widzów było to pożegnanie. Po pożegnaniu kat przystąpił do delikwenta, ujął go pod ramię, wprowadził na szafot, włożył na niego z szarego płótna długą koszulę, związał w tyle ręce, postawił na schodkach, spuścił kaptur od koszuli na twarz, założył stryczek na szyję, wytrącił schodki spod nóg i biedny męczennik zawisł w powietrzu. Drgnął kilka razy, a po pięciu minutach męczarni zwisła mu głowa na piersi – skonał, a duch jego wzniósł się nad tę ziemię, którą za życia tak bardzo kochał. Żona widząc bezwładnie wiszące ciało męża zemdlała, dzieci wyciągając ku wiszącemu ich ojcu rączyny rzewnym zanosiły się płaczem, a lud otaczający szubienicę, padłszy na kolana, łkając głośno, modlił się za duszę zamordowanego. Naoczny świadek mi mówił, że nawet otaczający szubienicę żołnierze zwiesiwszy głowy pogrążeni stali w zadumie, a niektórym z nich łzy ukazały się na twarzach"
Jan Alfons Lippoman
, h. {{Schmelling}}, ur. 01.05.1834 Stojanka pod Kijowem[2], zm. 9.2.1900 Kraków[1]. Syn a Antoniego (służył ok. r. 1820 w ułanach rosyjskich , potem osiadł na roli. Wstawił się za swoim synem (bratem Jana Alfonsa) skazanego na śmierć za udział w powstaniu 1863). Jego dziadek pisał prace pamiętnikowe, min. pamiętnik o buncie kozackim i rzezi humańskiej[2] Pochodził z rodziny włoskiego pochodzenia (pierwotne nazwisko Lippomani), z Wenecji.Rodzina otrzymała indygenat polski [2] Osiedliła się najpierw w woj. poznańskim [1], a stamtąd przenieśli się na Ukrainę (pradziad Jana Alfonsa).[2] W 1846 jako 12 letni chłopiec wyruszył wraz z innymi powstańcami pieszo, do Galicji. W 1848 r. brał udział w powstaniu, w legii akademickiej na barykadzie we Lwowie [1][2]. Ukończył szkołę realną w Stanisławowie i wyjechał na studia rolnicze do Altenburga na Węgrzech zawsze pod przybranym nazwiskiem Jan Hamburger. Do właściwego nazwiska powrócił w 1861. Kupił wieś Pogorzyce w powiecie chrzanowskim. [2] Wice prezes rady powiatowej chrzanowskiej [1][2] W 1863 mianowany przez rząd narodowy naczelnikiem okręgowym na całą przestrzeń od Wisły po Tarnów. [2] Ofiarność na cele powstania narodowego sprawiła, że w kilka lat potem musiał sprzedać wieś Pogorzyce i przeniósł się do powiatu wielickiego. Próbował organizować szkołę wiejską, ale władze austriackie uniemożliwiały to. Przez wiele lat należał do rady powiatowej wielickiej. Jako członek komisji opracowującej nowy kataster podatku gruntowego, zszedł znaczną część Galicji Zachodniej, szacując grunta i lasy. Pracował nad rozwojem Towarzystwa oficjalistów prywatnych i został jego honorowym członkiem[1][2]. Brał czynny udział w pracach ogólnego Towarzystwa rolniczego krakowskiego, obejmującego całą Zachodnią Galicję. Założył wraz z Atanazym Bonoem Towarzystwo rolnicze okręgowe wielickie i został jego wiceprezesem. Szef biura statystycznego towarzystwa rolniczego krakowskiego dla monisterium rolniczego.[1] W 1885 r został wiceprezesem ogólnego Towarzystwa rolniczego krakowskiego, zrzekł się tej godności, gdyż osiadł w Krakowie i objął redakcję organu tego towarzystwa, czyli "Tygodnika rolniczego" redagował go przez 12 lat (od 1885 do 1897)[1][2] Profesor szkoły żeńskiej im. Baranieckiego Sodalis Maryanus. [1] Pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie pas 6, rząd wch., miejsce po lewej Miączyńskich [3] Razem z nim w jednym grobie są pochowani: - jego żona Klementyna Lippoman [3] - osoby z rodziny Bujas [3] - Józef Georgeon (1786 - 1862] [3] - Sabina Schopferowa (18-4-1901) [3] - Ludwik Zorżon (1979 - 1879) - Maryanna Georgeon (1873-1875) - Ludwika Georgeon (1802 - 1875) [3] - Marya Georgeon (1842 - 1915) - Ludwik Georgeon (1896 - 1932) - Maria Tofin [3] - Orzechowska [3] Żona Klementyna Czerwińska, h. Lubicz [2], zm. 12.04.1895 Kraków [3], pochowana razem z mężem.
Aleksander Littich
Aleksander Leon Franciszek Littich (Lidych, Lüttich), ur. 25.1.1842 Warszawa, zm. 29.4.1893 Lwów. Syn Franciszka (nauczyciela prywatnego) i Anny Drewnowskiej. Brat Anny Zofii Zuzanny (1840), Wacława Franciszka (1846), Edwarda Antoniego (1852), Ludwiki Heleny (1856), Jana Franciszka Piotr (1861-1862) i Marii (zam. Lajonerdie) Uczył się w gimnazjum w Łęczycy a następnie w Piotrkowie Trybunalskim. W trakcie uczęszczania na kursy przygotowawcze prawnicze działał w organizacji patriotycznej. Z tego powodu w 1861 uciekł za granicę unikając aresztowania. Tam przeszedł Polską Szkołę Wojskową w Cuneo pod Genewą, gdzie zaprzyjaźnił się z Józefem Oxińskim Tuż przed Powstaniem powrócili do Polski i rozpoczęli przygotowania organizując oddziały w pobliżu Warty. Niestety spodziewane transporty broni z Francji nie dotarły do celu. W oddziale został początkowo dowódcą plutonu siekierników. Już 25.1.1863 walczyli pod Opatówkiem, następnie pod Kuźnicą Grabowską, Jaworem i Brodnią. Został mianowany naczelnikiem wojennym powiatu wieluńskiego. Oddział został podzielony a Littich został dowódcą 300-osobową partii, na czele które stoczył 23.4.1863 trudną bitwę pod Wąsoszem. Oddział łączył się z Oksińskim lub rozdzielał. Razem walczyli 8.5.1863 pod Rychłocicami, 25.5.1863 pod Koniecpolem, 27.5.1863 pod Kruszyną, 25.6.1863 pod Przedborzem, 28.6.1863 pod Trzepnicą, 29.6.1863 pod Skotnikami (29 VI), później jako dowódca 60-konnego oddziału kawalerii 3.7.1863 pod Kaszewicami i następnego dnia , gdzie oddział został zaskoczony we Faustyny Pstrokońskiej i zdziesiątkowany. We wrześniu został mianowany naczelnikiem wojennym powiatu łęczyckiego. Uzyskał awans na stopień majora. Ostatnią jego potyczką była stoczona na czele oddziału po majorze Skowrońskim 10.9.1863 bitwa pod Dalikowem. Z pola walk usunął się w grudniu 1863 i próbował jeszcze pomagać w organizacji wyprawy płk. Raczkowskiego. Nie doszła jednak ona do skutku. Po powstaniu studiował weterynarię we Francji w Alfort pod Paryżem. Działał tam w Zjednoczeniu Emigracji Polskiej. W 1869 osiadł w Galicji. Wykładał w Szkole Praktycznej Gospodarstwa Wiejskiego w Czernichowie pod Krakowem a w 1875-77 w Saminarium Nauczycielskim w Tarnowie. Pracował też w tych okolicach jako weterynarz, również z ramienia urzędów i sądów. Był dyrektorem zakładu kontroli sanitarnej bydła importowanego, weterynarzem powiatowym w Krakowie, a od 1882 weterynarzem krajowym Galicji we Lwowie. Zajmował się tworzeniem i unowocześnianiem struktur służb weterynaryjnych, regulacją przepisów, promował nowoczesne rzeźnie i targowiska. Członek wielu towarzystw - w tym prezes Galicyjskiego Towarzystwa Weterynaryjnego. Publikował w prasie, w tym także był współzałożycielem Przeglądu Weterynarskiego. Pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim w kwaterze 22 (nie w kwaterze powstańczej nr 40) - . [tytulik][tytulik]
Bogusław Leon Longchamps de Berier
Ur. 30.3.1808 Lwów (chrzest 6.6.1808), zm. 21.1.1888. Syn Aleksandra (doktor medycyny i aptekarza lwowskiego) i Eleonory Rudnickiej. Brat bliźniak Wincentego Napoleona. Pochodził z rodziny prawd. hugenockiej, które po prześladowaniach w 1685 roku uciekła z Francji do Włoch, a następnie ok 1700 do Polski. Jego dziad był dworzaninem króla Augusta III. Bogusław w 1828 rozpoczął studia na Uniwersytecie Wiedeńskim. Przerwał je jednak w 1831 na wieść o wybuchu Powstania Listopadowego. Walczył w pułku ułanów Legii Nadwiślańskiej awansując do stopnia porucznika. Odznaczył się w bitwie pod Iłżą. Po powstaniu ukończył studia w Pradze otrzymując doktor w 1836. Więziony za przygotowanie powstania 1846. Zwolniony na mocy amnestii w 1848. Praktykował w Lesku, od 1850 w Krakowie, gdzie został lekarzem miejskim, oraz we Lwowie. Od 1855 został lekarzem zakładowym Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego w Dublanach - które to stanowisko pełnił do 1887. W czasie Powstania Styczniowego brał udział w organizacji na terenie Lwowa a także dawał schronienie ukrywającym się powstańcom - w szczególności studentom dublańskim. Kilkukrotnie rewizjonowany uniknął aresztowania. Aktywny w Towarzystwach weteranów 1831 i 1863. Brał udział w ustaleniu kwatery powstańczej na Łyczakowie. Żona: Leokadia Deputowicz. Dzieci: Franciszek (1840-1914), gen. Bronisław (1852-1914), Rajmund (ur. 1853, żona Helena Rieger), Zofia (zam. Lewakowska), Maria (zam. Kręczyńska) i Wincentyna
Franciszek Longchamps de Berier
Ur. 07.09.1840 Lwów, zm. 21.02.1914. Syn Bogusława (powstańca listopadowego) i Leokadii Deptuowicz. Powstanie styczniowe rozpoczęło się gdy był na studiach prawniczych we Lwowie. Wyszedł do walki 7 marca 1863. Brał udział w walkach na Podlasiu i Lubelszczyźnie w oddziałach „dublańczyków” Żuawów Śmierci pod dowództwem, Czachowskiego, Zapałowicza, Gołuchowskiego, Komorowskiego, Lelewela, Ponińskiego, Rocheforta oraz gen. Walerego Wróblewskiego, którego był adiutantem. Walczył w 22 bitwach, między innymi pod Księżopolem, Hutą krzeszowską, Potokiem, Tyszowcami, Tuczępami, Poryckiem, Baranimi Peretokami, Sawinem, Maziarnią, Garbowem, Małą Bukową, Uścimowem (awansowany na porucznika), Jedlanką, Lublinem, Wojciechowem itd. Po powstaniu urzędnik banku oraz urzędnik kolei żelaznej. Żona Wanda Dybowska (uczestniczka ruchu "Klaudynek"). W wianie otrzymał Sokoliki nad Sanem, które jednak utracił. Pracował przy budowie linii kolejowej Lwów – Czerniowce jako kierownik odcinka, później jako zawiadowca stacji w Łużanach i Kołomyji. Od 1879 roku w spółce z Karolem Lewakowskim prowadził pionierskie wiercenia poszukiwawcze ropy naftowej w Rypnem i Słobodzie Runguskiej. Członek Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania 1863/4 we Lwowie. Od 1902 mieszkał w Ławocznej u syna Jana gdzie zmarł. Pochowany we Lwowie. Gorący patriota, zaangażowany w życie społeczności lokalnej, czynnie pomagający weteranom powstań narodowych, miłośnik i znawca Huculszczyzny. Jego najmłodszy syn Bogusław II zanotował we wspomnieniach: "życie ojcowskie, użyteczne ojczyźnie ofiarną służbą bez wytchnienia, bez odpłaty, bez namysłu poświęcające sprawy osobiste”. Dzieci: Helena (1870, zam. Estreicher), Jan (1872), Mieczysław (1876), Wanda (1878), Bogusław (884)
Strona z 26 < Poprzednia Następna >