Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1020
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Franciszek Mieczyński
Franciszek Dunin-Mieczyński Jeden z ostatnich... Ś. p. wet. 1863 r. Fr. D. Mieczyński Dnia 7 b. m. o godz. 9 m. 30 z kościoła garnizonowego przy ul. Długiej w Warszawie odbędzie się pogrzeb ś. p. Franciszka Dunin-Mieczyńskiego, weterana powstania styczniowego, kawalera ‘‘krzyża walecznych’‘. W oddaniu ostatniej posługi zmarłemu weźmie udział asysta honorowa z orkiestrą 21 w. p. p. Ś. p. Fr. Dunin-Mieczyński pochodził z ziemi płockiej. W powstaniu styczniowym wziął udział razem z 8miu swymi braćmi, z których jeden zginął na polu walki, jeden został skazany na śmierć, a dwaj zesłani na Sybir. Ś. p. Franciszek wstąpił do powstania jako 18letni uczeń 7 klasy gimnazjalnej i złożył przysięgę w zakrystii kościoła Wizytek. Należał najpierw do partii ‘‘Sokoła’‘ Matlińskiego, z którą razem brał udział w kilku bitwach, jako dowódca plutonu. Pod Fidestem został ranny w głowę, ramię i biodro. Po wyleczeniu się wrócił z powrotem do szeregów powstańczych i wstąpił do partii Jankowskiego, biorąc znów udział w kilku bitwach, jako jego adiutant. Po upadku powstania ś. p. Mieczyński ukończył wydział prawa Szkoły Głównej ze stopniem magistra i osiadł w swym rodzinnym majątku Pepłowie, gdzie przez długie lata pełnił obowiązki sędziego gminnego. Podczas wojny ś. p. Mieczyński zamieszkał w Warszawie i był wiceprezesem Towarzystwa Bratniej Pomocy uczestników powstania 1863 r. 7 października 1931.
Antoni Migdalski
Spotykano w ostatnich latach na ulicach Warszawy dwie dziarskie postacie weteranów 1863 r. wdzięczny temat dla artysty i malarza. Jakoż udało się jednego z nich nieodżałowanemu Lencowi nakłonić do obrazu p.t. „Prezentuj broń!*, nm którym przedstawieni są miedzi junacy naszej armji, salutujący weteranów ostatniego powstania. Nierozdzieinych prawie przez życie całe towarzyszów broni rozłączyła śmierć nieubłagana. Onegdaj, we środę, z ulicy Hożej nr 25 ruszył kondukt pogrzebowy ze zwłokami weterana Antoniego Migdalskiego, ozdobionego w dniu 5 sierpnia r.b., pod krzyżem Traugutta, orderem "Virtuti militari". Za trumną postępował na czele weteranów jego kolega i przyjaciel, również kawaler krzyża "Virtuti militari" Józef Domański. Dzieje powstania 1863 r. wymieniają owych bojowników w rzędzie dzielnych rotmistrzów kawalerji narodowej. Żyjący Domański stał się nawet figurą powieściową, unieśrniertelniony przez Kraszewskiogo epitetem "dzielnego". Obaj walczyli niestrudzenie w bitwach pod wodzą Turkiettego-Kononowicza i Jankowskiego pod Romanowem, Krzywdą, Zastawiam i Kockiem. Obaj odcierpieli dłuższą lub krótszą niewolą poryw rycerski ku wyzwoleniu ojczyzny. S.p. Antoni Migdalski, urodzony w 1843 r. w Garwolinie, karjerę życiową zakończył w służbie na kolei. Towarzysz jego, Domański czas dłudzy pracował w palestrze obrończej. Kondukt pegrzebowy Migdalskiego poprzedzał oddział wojska i trzej weterani, niosący na poduszce oznakę honorową zmarłego. Tłumy ludności towarzyszyły uroczystemu pochodowi.
Franciszek Ksawery Mikulski
używane imię: Ksawery ur ok 1829 [2] Wieluń [3] zm. 24.02.1863 Dobra k. Łodzi [1] [2] Jego rodzicami byli: - Wit Mikulski [3] (w 1831 r ekonom w . Perma par. Krośniewice [7], w 1834 ekonom Prędzew par. toola [12], zm. 1857 Ładawy par. Wielenin, wdowiec lat 75, pozostawił dzieci: Witalisa, Ksaweregi, Michała, Antoniego, Magdalenę i Mariannę [10] - Katarzyna Strzałkowska [3] , zm. 1856 Ładawy par. Wielenin, lat 55, żona żebraka [10] Związek małżeński zawarł jako kawaler lat 24, czeladnik tkacki 03.03.1851 r w Łodzi [3], jego żoną została Otylia vel Otolia Petzold [3] (panna, lat 17, ur. Zduńska Wola, [3], zm. 1854 Łódź [5], jej rodzice Antoni i Krystyna byli tkaczami [3]) Powstaniec styczniowy [1] lat 34 wdowiec, [2], czeladnik tkacki [1] z Łodzi. [2] Walczył w oddziale [1] , poległ w bitwie pod m. k. Łodzi. [1] [2] Pochowany na cmentarzu w m. Dobra w zbiorowej mogile powstańców styczniowych poległych w bitwie pod Dobrą. [1] [2] Obecnie jest tam pomnik. [1] R o d z i n a rodzeństwo * Michał Mikulski - ur. 1829 Spędoszyn par. Wartkowice [6] - zm. 1829 Dęby par. Wartkowice [8] * Weronika Mikulska - ur. 1834 Prądzew par. Topola (ale metryka par. Łęczyca) [12], zm. 1839 Godzięby par. Nowe gm. Krośniewice [9] * Witalis Mikulski [10] * Magdalena Mikulska [10] * Marianna Mikulska [10] * Michał Mikulski - ur 1831 Perna par. Krośniewice [7] , ślub 1852 Dąbie (obecnie woj. wielkopolskie) jego żoną została Franciszka Dymowicz [11] * Antoni Mikulski - ślub 1860 Dąbie (obecnie woj. wielkopolskie), jego żoną została Marianna Golankiewicz [11], zm. 1910 m. Bałuty par. Łódź NMP, lat 73 [10] dzieci: * Józef Mikulski - ur. 1853 Łódź [4] - zm. 1853 Łódź [5] * Marianna Mikulska - ur. 1851 Łódź [4] , zm, 1851 Łódź [5]
Józef Milewski
[herb=Jastrzębiec]Józef Jan Nepomucen Milewski, h. {{Jastrzębiec}}, ur. 1800 Borzewisko, zm. 22.1.1875, syn Kajetana i Sabiny Bogusławskiej. Brat Alojzy zginął w Powstaniu Listopadowym pod Ostrołęką. Kształcił się w Kaliszu, a następnie w Krakowie, gdzie uczęszczał na Wydział Prawniczy UJ. Następnie od 1830 podjął się pracy prawniczej w Kaliszu. Objął po matce zadłużoną wieś Mikorzyn i doprowadził ją do rozkwitu, zostając wkrótce prezesem Rady Powiatowej. Znany był z patriotyzmu, gorliwości społecznej, brania pod opiekę licznych niezamożnych młodych ludzi, a także nienawiści do idei socjalistycznych. W Mikorzynie założył ochronkę, co roku wyprawiał też zabawę na cześć najlepszej gospodyni. Był nazywany "Ojcem włościan", lub przez niechętnych - "chłopomanem". Pełnił też funkcję sędziego pokoju. W 1863 wraz z żoną założyli w lazaret na kilkanaście łóżek. Liczne kontrybucje niemal doprowadziły majątek do ruiny. W trakcie działania dwór został otoczony przez oddział Moskali, lecz Józef wyszedł i po francusku zwrócił się do dowodzącego księcia Witgensteina tak odważnie, że ów cofnął nakaz rewizji, i wydał pisemne pozwolenie na prowadzenie lazaretu i nakaz nieczynienia krzywdy mieszkańcom. Wielkim ciosem było leczenie i śmierć na rękach jedynego syna - rannego w bitwie pod Nową Wsią 29.4.1863. Pochowany w Ślesinie wraz z synem. W kościele w Ślesinie znajduje się epitafium jego i żony. Żona: Dzieci: 1. Aniela Zuzanna, 1841-1896 2. Celestyn, 1842-1863 3. Maria Kleofasa Milewska, 1842-1884, mąż: Bolesław Moszczeński
zygmunt Mineyko
Syn Stanisława i Cecylji z Chrzczonowiczów z maj. Bałwaniszki w pow. oszmiańskim. Ciekawe koleje jego życia na dłuższą zasługują wzmiankę. Urodzony w r. 1840, uczęszczał do guimnazjum w Wilnie, następnie był w szkole wojskowej inżynierów w Petersburgu. Do organizacji przystąpił w r. 1859. Skompromitowany z powodu demonstracji, postanowili ukryć się za granicą, gdzie przebywał w latach 1861—62 ii był w Genui uczniem szkoły wojskowej. W wypadkach r. 1863 wziął czynny udział, najprzód w obozie Langiewicza, później na Litwie, jako „naczelnik wojenny" pow. oszmiańskiego, i tu stanął na czele oddziału z kilkudziesięciu ochotników złożonego. Pod osadą leśną Rosoliszkami oddział ten uległ rozproszeniu, zam zaś M„ ujęty przez włościan miejscowych, wydany został wi ręce wojska i osadzony w więzieniu, najprzód w Oszmianie, a później w Winie. Skazany tu został na śmierć przez powieszenie (wyrok był mu nawet przeczytany), lecz dzięki staraniom maiki zamieniono karę śmierci na 12 lat robót ciężkich. W katordze M. nie był, gdyż w drodze (z Tobolska) ujść zdołał przez Petersburg za granicę. W Paryżu oddawał się w dalszym ciągu studiom w zakresie inżynierii wojskowej i ukończył w r. 1869 Akademię sztabu głównego, w stopniu kapitana. Brał później udział w budowie kolei żelaznych i różnych przedsięwzięciach inżynieryjnych w Turcji europejskiej i azjatyckiej w ciągu lat 20 (do r. 1890), z krótką przerwą podczas wojny francusko-pruskiej. Przeniósł się następnie do Grecji w dalszym ciągu poświęcając się pracom inżynieryjnym i wojskowym. Podczas wojny na Krecie w r. 1896 należał do Komisji wykonawczej, w r. 1897, jako szef sekcji topograficznej, należał do sztabu generalnego. W uznaniu jego zasług ciało prawodawcze greckie w r. 1910 przyznało Z. M—ce honorowe prawo obywatelstwa greckiego. W ciągu ostatniej wojny bałkańskiej Z. M. był również czynny w sztabie generalnym (zwłaszcza przy oblężeniu Janiny). „Obecnie jestem w Atenach — tak pisze w liście do siostry — i pomimo 73 roku życia lepiej trzymam się na koniu od wielu młodych oficerów". Chociaż żonaty z Greczynką, nie zatracił Z. M. żywego poczucia łączności z krajem.
Zygmunt Mineyko
Zygmunt Gozdawa-Mineyko Wspomnienie pozgonne o pułkowniku – weteranie Bawiąc dwa lata temu w Grecji, dowiedziałem się, że mieszka w Atenach weteran 1863 r. pułk. Zygmunt Gozdawa-Mineyko. Odwiedziłem więc weterana, który opowiedział mi dzieje swego życia. Przed kilku dniami sędziwy weteran zmarł nagle w Grecji, przypomnienie więc jego trudów, złożonych na ołtarzu Ojczyzny niech będzie hołdem złożonym nad świeżą jeszcze mogiłą. Ś. p. pułk. Mineyko urodził się w 1840 r. w Wilnie. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Wojennej Szkoły Inżynieryjnej w Petersburgu, gdzie spotkał się z całym szeregiem wybitnych patriotów polskich, przez których w 1861 r. został wciągnięty do tajnej organizacji, podlegającej Komitetowi Centralnemu w Warszawie. Przez te organizację Mineyko został wysłany do Wilna, gdzie brał czynny udział w organizowaniu społeczeństwa do przyszłych walk. Ścigany jednak przez policję rosyjską za udział w manifestacjach patriotycznych, przekradł się do zaboru austriackiego, a następnie udał się do Rumunii i Turcji. W roku 1861 przybył do Włoch i tam wstąpił do polskiej szkoły wojskowej w Genui, założonej przez Garibaldiego. W rocznicę powstania listopadowego uczniowie szkoły złożyli przysięgę na ręce gen. Mierosławskiego, że to będzie ostatnia rocznica taka, obchodzona przez nich na ziemi obcej - i rzeczywiście w rok potem 23 polskich oficerów po ukończeniu szkoły wojskowej przekradło się w nocy 29 listopada w granicę zaboru rosyjskiego, lecz następnie rozkazano im powrócić do Rumunii, aby tam oczekiwali na wybuch powstania. Na wieść o wybuchu powstania grupa tej młodzieży ruszyła do kraju i z trudem przekradając się przez dwie granice dotarła do obozu Langiewicza. Mineyko chrzest bojowy odebrał pod Chrobrzem i Grochowiskami, gdzie na czele oddziału kosynierów kilkakrotnie atakował piechotę rosyjską, biorąc jeńców i zdobycz. Po przejściu do Galicji oddziału Langiewicza, Mineyko udaje się do Krakowa, skąd z rozkazu Rządu Narodowego przekrada się do Wileńszczyzny, aby wzniecić w powiecie oszmiańskim ruch powstańczy. W Wileńszczyźnie murawiewska policja i wojsko rosyjskie ścigały, tropiły i rozbijały oddziały powstańców. Losowi temu uległ też oddział Mineyki, a sam on został ujęty i wydany w ręce żołnierzy rosyjskich, którzy pobili i pokaleczyli go tak, że władze rosyjskie umieściły go w szpitalu więziennym. Ułaskawiony pod szubienicą Mineyko skazany zostaje do robót ciężkich na Syberii, skąd jednak zbiegi pod przybranym nazwiskiem i udał się do Paryża. W gościnnej Francji rozpoczyna nowe życie, jako wolny człowiek. Wstępuje do akademii sztabu generalnego, którą ukończył w roku 1868, poczym został profesorem fortyfikacji w polskiej wojskowej szkole w Tuluzie oraz pełnił funkcję sekretarza towarzystwa wojskowych polskich. Nadszedł rok 1870. Francja została powalona przez Prusy. Wówczas zabrakło miejsca i dla emigrantów polskich, rusza Mineyko do Turcji, gdzie jako inżynier wojskowy w 1888 roku wypracował plany i przeprowadził regulację rzeki Hermesu, poczym był wysłany do Angory, jako nadzwyczajny inspektor sułtański dla uregulowania komunikacji. Od 1891 roku przeniósł się na stałe do Grecji, gdzie objął kierownictwo robót hydraulicznych. W latach 1896, 97 i 1912 brał czynny udział w wojnach wyzwoleńczych Greków jako jeden z wybitnych organizatorów sztabu generalnego greckiego. W roku 1923 roku Wódz Naczelny odznaczył ś. p. pułk. weterana Mineykę orderem Virtuti Militari V kl. i Krzyżem Walecznych. Cześć jego pamięci.
Józef Miniewski
ur. r. 1841 w dziedzicznej włości Wilczogóra, syn Władysława, właść. dóbr, referendarza stanu, sekretarza jeneralnego byłego Król. polsk sędziego okręgu czerskiego, wstąpił r. 1157 w Petersburgu do szkoły inżynierów wojennych. W dwa lata później jako oficer zawiązał z kolegami patryot, kółko celem, propagandy w wojsku na korzyść oswobodzenia Polski. Przydzielony do 4 batal. saperów w Perejasławiu, podał się do dymisyi, a bawiąc w kraju, pracował w organiz. Z chwilą wybuchu powst. wstąpił jako szereg, w poczet partyzantów i walczył pod Lesznowolą i Grójcem. Mianowany porucznikiem brał udział w bitwach pod Przedborzem, Lubochnią, Studzienną i Radkowem. Awansowany na rotmistrza walczył pod Małogoszczą, gdzie w szarży ochotników na "Carre" stracił konia i otrzymał dwie kontuzye kartaczowe. Z powodu wystąpienia na radzie wojennej 23. lutego 1863 przeciw połączeniu się Jeziorańskiego z Langiewiczem popadł w niełaskę dyktatora, który odtąd wszystkie niebezpieczne rekonesanse, ciężką służbę obozową jemu przydzielał. Z kolei widzimy Miniewskiego w bitwach pod Pieskową Skałą. Skałą, Giebułtowem, Pińczowem, Grochowiskami. Po ucieczce Langiewicza z obozu, mianował przez S miechowskiego szefem sztabu ściera się na czele szwadronu pod Opatowem i Wiślicą, w końcu pod Czernichowem. W trzy dni później organizuje nowy oddział w Krakowie, jedzie do Warszawy w celu złożenia Rząd. narodowemu ustnego sprawozdania z wyprawy Langiewicza i otrzymuje nominacyę na dowódcę korpusu mazowieckiego. Wskutek niegodziwości dostawców i niedbalstwa organiz. 20 cywil, wzięła wyprawa niepomyślny obrót, pomimo korzystnego wyniku bitwy pod i poświęcenia jednostek w bitwie pod Okęckłami. Niebawem stanął Miniewski na czele nowej wyprawy, znanej pod nazwą wyprawy radziwiłłowskiej, złożonej z trzech oddz. pod wspólną komendą Wysockiego. Horodyński przepłacił życiem atak swego oddz. na Radziwiłłów, Wysocki został rozbity, pułk. Miniewski ochronił swoich ludzi od tych ewentualności i ocalił oddział. Sąd wojenny uznał jego postępowanie za odpowiednie. Po rozpuszczeniu oddz. wyjechał Miniewski w Poznańskie, następnie do Francji i do Afryki, gdzie otrzymał posadę przy przekopie kanału Suezkiego. Po ośmiu latach przybył do Galicji i oddał się odtąd pracy, przeważnie w zarządach majątków ziemskich.
Alfred Młocki
Alfred Aleksander Maciej Młocki h. Prawdzic, ur. 30.12.1804 Warszawa, zm. 27.3.1882 Lwów. Syn Jakub Młockiego i jego drugiej żony Ludwiki Borzęckiej. Wcześnie osierocony, wychowywał się pod opieką Onufrego Wyczechowskiego. Szkoły i studia kończył w Warszawie.[11] W Powstaniu Listopadowym walczył pod Samuelem Różyckim, porucznik 9 pułku piechoty Armii Królestwa, uczestnicząc m.in. w bitwach pod Odechowem, Janowcem, Chodczą Górną. Pozostawił opis tych działań w pamiętniku.[10] Działając w organizacji rekrutował do wojsk polskich. Ratował się ucieczką do Galicji. Jednak po pewnym czasie Austriacy osadzili go w więzieniu na Podgórzu. Nie zgodził się uwolnienie w zamian za banicję, został więc przekazany władzom rosyjskim. Odsiedział jako więzień stanu areszt w Kielcach a potem objęty został kilkuletnim dozorem policyjnym. Pozbawiony obywatelstwa rosyjskiego wyjechał do Krakowa. Działał tu w kolejnym ruchu patriotycznym. W 1848 został radnym Krakowa lecz musiał udać się na emigrację. Po powrocie osiadł w Sarnkach Górnych w cyr. brzeżańskim. W 1861 był posłem Sejmu Krajowego. W czasie Powstania Styczniowego działał w organizacji. Jako jeden z pierwszych ludzi w Galicji przekazał znaczną pomoc na pomoc Powstaniu[11]. Członek galicyjskiego Komitetu Galicji Wschodniej (ugrupowania Białych), które w chwili podporządkowania całości organizacji w Galicji Rządowi Narodowemu zgłosiło sprzeciw doprowadzając nawet do polskiego "stanu oblężenia". [9] Dzięki funduszom uzyskanym z bogatego spadu po Honoracie - siostrze matki - pracował dużo społecznie. Wystawił jej za to na Łyczakowie piękny pomnik nagrobny, na których wspomniał też o jej hojnym wsparciu dla Zakładu Wychowania Chłopców im. św. Antoniego. Z tego powodu przeniósł się z Krakowa do Lwowa. Działał jako literat m.in. pod pseudonimem "Prawdzic z Kossarzewa". Wydawał prace mają uzmysłowić w konkretach rolę i dzieje narodu polskiego i jego walk o niepodległość i suwerenność. W 1872 wydawał dwutygodnik "Rękodzielnik". Prowadził działalność wydawniczą, finansując wydawanie drobnych i tanich książek dla ludu, takich jak Żywoty Świętych, Bartosz z Trębowli czy Krakus i Wanda. Potajemnie współzakładał "Gwiazdę" - i kultywował wśród rzemieślników czytelnictwo historyczne. W 1872 był wśród założycieli "Koła", które przygotowywało kolejne powstanie. Rozpoczęło się ono w 1877 lecz umarło w zarodku z powodu związania Turcji przez wojnę z Moskwą i agenturalnej działalności rosyjskiej na Zachodzie. Członek wielu towarzystw - Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarskiego, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” we Lwowie, towarzystwa "Oświata", Towarzystwa Pedagogicznego, Towarzystwa Opieki Narodowej (które zajmowało się opieką nad zesłańcami syberyjskimi a którego był prezesem) i in. Prowadził wsparcie dla emigrantów z Europy, którzy chcieliby na powrót zamieszkać na terenach polskich. Zebrał prawie 100.000 złotych reńskich na budowę szkół w Galicji. Do końca życia wypłacał pensję Sewerynowi Goszczyńskiemu, przez dwa lata w trudnym okresie tak samo wspomagał Agatona Gillera. Wierzył i ostrzegał przed ludźmi zajmującymi się sprawami publicznymi, a pozostającymi "brudnymi" w sprawach prywatnych. Mówił "". Agaton Gille opisywał go: "".[11] We Lwowie wybudował kamienicę przy ul. Pańskiej 3, gdzie mieszkał przez cały czas do końca życia. Został pochowany na Łyczakowie. Jego grób znajduje się na polu nr 1, niedaleko bocznej bramy cmentarza.. Żona: (1826) Julianna Franciszka Skowerska Dzieci: * Włodzimierz Młocki (1821-1861) * Bronisława Józefa Młocka (1928-1918), mąż: Władysław Karol (1832-1870), wnuk dowódcy kosynierów spod Racławic.
Jerzy Mogilnicki
Jerzy Paweł Mogilnicki, ur. 1827, zm. 27.6.1915, syn Piotra i Barabry Wołowickiej. Pochodził z Filipowicz w pow. słuckim. Uczył się w Lasdonie a następnie student Uniwersytetu Dorpackiego. W 1863 pełnił funkcję naczelnika powiatu słuckiego. Współpracował z sąsiadem . W 1864 aresztowany, osadzony w Mińsku w więzieniu biorąc wszystkie winy na siebie. Uchronił w ten sposób od zesłania Zaleskiego, który miał 8 dzieci. Zesłany na Sybir na osiedlenie, wspomagany z kraju przez siostrę Irenę. Przebywał w Irkucku a później w guberni woroneskiej. Jego dobra i Kijewicze zostały skonfiskowane. Na zesłaniu pomagał innym. Zwolniony w 1869 lub 1871 wrócił do kraju. Wkrótce zwolniony z dozoru policji. Przez pewien czas pełnił funkcję administratora dóbr w kieleckim w majątkach Stawy Sobańskiego i Motkowice Górskiego - w tym ostatnim miejscu razem z . W 1878 przeniósł się z rodziną do gub. lubelskiej do miejscowości Bzowiec. Należał do Towarzystwa Tatrzańskiego, Towarzystwa Dobroczynności. Pod koniec życia stracił wzrok. Zmarł w Bzowcu. Pochowany w w parafii Chłaniów. Ożeniony (1874 Warszawa, św. Krzyż) z Gabrielą Kazimierą Wojniłowicz miał m.in. synów Adama Szymona (1875), Leona ur. 1878 (zmarłych wcześnie) i córkę Elżbietę Irenę (ożenioną z kuzynem Stanisławem Jerzym Maurycym Mogilnickim, synem Wacława Gustawa i Walentyny Jełowickiej). Rodzina w czasach II RP słynna była z hodowli koni. Majątek, wówczas już Witolda Mogilnickiego - po II Wojnie Światowej rozparcelowano.
Moorau
Moorau, prawdopodobnie poprawne nazwisko powstańca, który zmarł z ran w Rzeszowie 10.4.1863. (Minakowski zapisuje Moreaux, akty parafii Boża Wola zawsze Moorau, Modliborzyce: Moroc, w prasie Mooro lub Moro, Kolumna, Zieliński: Moreau). Zapisanym zostało, że Stanisław Moro pochodził ze wsi Studzianki i w parafii Boża Wola (parafia dla tej wsi) został wpisany akt jego zgonu. Rodzina Juliana Moorau i Seweryny Chobrzyńskiej posiadała wówczas Studzianki a ich dzieci rodzą się tam od 1834. Wcześniej występują we wsi Modliborzyce powiatu Janowskiego, gdzie biorą ślub w 1827. Julian, żołnierz Legionów Polskich, był synem Teodora i Marianny Małachowskiej, zaś Seweryna córką Michała i Józefy Cierpińskiej), pan młody był rozwiedziony z Salomeą Poruczkowską (czasem Buczkowską) - ślub 1815 Moniatycze, zm. 1825)[3][4][5]. To zapewne w Modliborzycach w 1828 urodził się Stanisław. To prawd. on lub któryś z braci wymieniony jest jako "ex-wojskowy" zaaresztowany w Zwierzyńcu w 12.1861[2]. W kwietniu 1870 Stanisław Moreaux był wezwany - "nieznany z pobytu i zamieszkania" jako współwierzyciel sum, na przymusową licytację dóbr Studzianki[1]. Jego szwagrem był inny powstaniec Jan Nepomucen Rajski (ożeniony z Joanną Marianną Zofią Moreaux). Problematyczne wydają się opisy nawzajem przeczące sobie 1.) Kapitan lub major Moreaux (nazwisko i stopień mogą być fikcyjne), posądzony o zdradę i osadzony w powstańczym areszcie, został zabity wystrzałem armaty, lub zakłuty, w bitwie pod Świętym Krzyżem (na początku lutego, być może przewieziony do Rzeszowa gdzie zmarł w lutym - 31 lat). Akt spisany w Nowej Słupi w październiku wymienia go wśród pochowanych w lutym. 2.) Stanisław Moreaux (Moro) z oddziałów Langiewicza i Czachowskiego zmarł z ran w Rzeszowie po bitwie pod Ciosmami 37 lat. Prawdopodobnie chodzi o dwie różne osoby, być może braci. 1. , ur. ok. 1828 prawd. Modliborzyce, zapewne syn Juliana i Seweryny Chobrzyńskiej. Walczył pod Czechowskim. Ranny w 21 marca, przewieziony do Rzeszowa, gdzie zmarł w szpitalu 10.4.1863. Tam został pochowany. Był poszukiwany w 1870 w sprawie przymusowej licytacji dóbr Studzianki. 2., ur. ok. 1832, kapitan, być może brat Stanisława, być może osoba fikcyjnego nazwiska i stopnia. Przybył do oddziału Langiewicza w Wąchocku. Po części kierował fatalną obroną , posądzony o zdradę zatrzymany w areszcie powstańczym. Zginął 12.2.1863 podczas napadu Moskali na obóz powstańczy i został pochowany w Nowej Słupi.
Moreau
"[i]Temu jednak projektowi sprzeciwił się kapitan Moreau, który imponując tym, że jest oficerem regularnego wojska, zdecydowała, że rozdrobnienie sił będzie tutaj szkodliwym i jako najskuteczniejsze zalecał uderzenie całymi siłami naraz. Major, człowiek bardzo zacny, ale nie wojskowy,przyjął radę kapitana Moreau, nie domyślając się, że zamiarem tego nikczemnika było aby pod ogniem nieprzyjacielskim cały oddział zdemoralizować i tym sposobem rozproszyć. (...) Jeden tylko kapitan Moreau był dotąd dziwnie obojętnym temu wszystkiemu, stał nieruchomie na koniu, ubrany cały czerwono jak rak i dziwna rzecz, że kule moskiewskie nie tylko go nie trafiały, ale w to miejsce nie padały, chociaż stał na otwartym polu. Kiedy jednak tenże Moreau zaobserwował nieobecność na przodzie kolumny majora, poskoczył ku oddziałowi i rzekł " panowie, to wszystko do niczego nas nie doprowadzi, ja radziłbym zaniechać tego ataku, który oprócz wielkich z naszej strony strat, żadnego innego rezultatu nie sprowadzi. Słowa te byłby już dostatecznymi do zdemoralizowania oddziału, bo nawet kosynierzy nasi już zaczęli czynić jakieś niechętne poruszenia, okazujące skłonność do odwrotu , co jednak zobaczywszy wystąpiłem do kapitana Moreau i krzyknąłem: "Kapitanie! Nie po tośmy tu przyszli, ażeby teraz uciekać, lecz ażeby bić się, a tym mniej teraz jest pora do ucieczki, kiedyśmy stracili już dosyć ludzi i kiedy jedna chwila śmiałego natarcia oddać może zwycięstwo w ręce nasze!" A mówiąc to konwulsyjnie ściskałem w rękach swą flintę i mimowolnie kurek naciągałem. Ksiądz kapelan poparł mnie wystąpiwszy równie groźnie przeciwko kapitanowi Moreau i to skonfudowało cokolwiek naszego bohatera, który dosiada konia (ponieważ w chwili zapału porzucił takowego), mówiąc "A więc dobrze, kiedy panowie chcecie, to was poprowadzę" - i wysunął się spoza domu, a za nim i kilkunastu innych, ale w tej chwili Moskale ujrzawszy to urżnęli w to miejsce ognia i nasz bohater kapitan jednej chwili znalazł się na ziemi, ale nie zabity ani nawet nie ranny. Zeskoczył on z konia, ponieważ znalazł się niespodziewanie w kółku naszych, do których Moskale ustawicznie strzelali, znaczy więc że i on mógł być przez pomyłkę zabitym, kiedy stojąc za koniem chronił się od śmiertelnego pocisku. Ochłonąwszy trochę z grożącego niebezpieczeństwa kapitan Moreau wsiadł znów na konia, ale już poza domem i w ten odezwał się słowa: "Panowie! Przyzwyczajonym do wojska regularnego widzę, że z ruchawką nie znającą subordynacji i posłuszeństwa nic zrobić nie potrafię, ja chcę tak, a panowie inaczej, jednakże nie odstępując swego komenderuję i rozkazuję odwrót!" Na te słowa trudno opisać, co się działo z naszym oddziałem. Wszystko tłumnie i bez porządku rzuciło się od odwrotu, porzucając nawet kosy na ziemię. (...) Kapitan Moreau znikł jeden z pierwszych. (...) Major przybywszy tam pyta się o kapitana Moreau, ale na próżno, bo niegodziwiec drapnął bezpowrotnie. (...) Przywitawszy się ze wszystkimi kolegami usiadłem przy obozowym ognisku i tu dopiero opowiadać sobie wspólnie ostatnie nasze przejścia. "A czy nie wiecie - zapytałem - co się stało z kapitanem Moreau?" "Spojrzyj się tylko przed siebie - odpowiedzieli mi - a zobaczysz go w tej małej kapliczce przy drodze, pilnowanego przez kosynierów" Podbiegłem do kapliczki i istotnie ujrzałem kapitana siedzącego na schodku. Wejścia do kapliczki pilnowało czterech kosynierów, Chciałem zbliżyć się i pomówić z nim, ale kosynierzy wzbronili. Wróciwszy nazad do swoich zapytałem, jak się to stało, że Moreau został przyaresztowany. Odpowiedziano mi więc że Langiewicz przybywszy na Święty Krzyż polecił wszystkim, aby gdziekolwiek znajdą kapitana Moreau, przyaresztowali go natychmiast i do obozu odstawili. Owóż jeden z naszych patrolów przybywszy do pewnej wsi zastał tam kapitana Moreau i natychmiast go do obozu dostawił. W tej chwili proces już był rozpoczęty i śledztwo ciągnęło się.[/i]"
Moreau
"[i]W czasie tej wycieczki, w jednym z dworków szlacheckich spotkaliśmy kapitana Moreau. Moreau pochodził z rodziny francuskiej osiadłej dawniej już w Polsce, w koligacji ze szlachtą polską, z rodzinami znanymi z wielkiego patriotyzmu. Jak wielu z rodzin zubożałych, tak i on wszedł do służby wojskowej rosyjskiej dla chleba. W czasie powstania był dymisjonowany,m a nie mając ściślejszych obowiązków, jako kawaler, znajomością fachową chciał się przysłużyć krajowi. Do Wąchocka przybył jednocześnie ze mną mile przez Langiewicza powitany, może i z tajemną rekomendacją od Komitetu. W tych pierwszych chwilach, kiedy fachowców wojskowych oddział nie posiadał, nabytek to był bardzo cenny. Langiewicz to uznawał i powierzył mu jakoby kierunek walki pod Suchedniowem (2 lutego). Wynik walki pod Suchedniowem, jak to już wcześniej wspominałem, nie był dla powstańców szczęśliwy., Oddział poszedł w rozsypkę. Moreau, w czerwonej koszuli - a la Garibaldi, w płaszczu wojskowym, podziurawionym kulami rosyjskimi, nie mógł przecież utrzymać pierzchającego, nie obytego z kulami podkomendnego żołnierza. Dezerterzy, w celu zwalenia winy własnej na kogoś, klęskę oddziału chętnie przypisywali zdradzie - której miał się dopuścić Moreau. Czerwona bluza nawet miała wskazywać go nieprzyjacielowi, ażeby jego oszczędzano. Wieść tę roznieśli dezerterzy zwłóczący się powoli do oddziału. Pod jej wrażeniem i podpuszczeniem jakiegoś leśniczego, będącego z nami razem, i twierdzącego stanowczo, że Moreau zdradził, kapitan Pióro aresztował go. Pod eskortą odwieziono Moreau do obozu. Miał być złożony sąd wojenny, a zanim ten nastąpił, Moreau trzymany był pod strażą na odwachu obozowym - zagrodzie z chrustu i gałęzi. Nie doczekał się ten nieszczęśliwy sądu. Zanim rzecz zbadano, wojsko rosyjskie otoczyło góry: powstańcy wyszli do klasztoru, a aresztowani, jacy pozostali na "odwachu" zostali wykłuci przez nadchodzące wojsko rosyjskie. Znów nowa ofiara plotki niesprawdzonej przynajmniej nie z ręki swoich śmierć poniosła[/i]".
Kazimierz Morgulec
Ur. 1835 [1] zm. 16.11.1927 Kraków [2] wyznanie rz-kat. [3] Agronom [2] Urzędnik w dobrach austriackiego ochmistrza dworu cesarskiego, hr. Lanckorońskiego. [3] ślub - żona Maria [1] Powstaniec styczniowy, stopień wojskowy posiadany w powstaniu: powstaniec, liczba wykazu Sekcji Opieki Departamentu Sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych: XV-18 [1] Po powstaniu styczniowym uciekł do Rosji [3] Potem rzybył do Galicji, gdzie najpierw otrzymał posadę w administracji dóbr Jego Ekscelencji hrabiego Karola Lanckorońskiego w Ułaszkowcach, powiat Czortków, a następnie objął samodzielne zarządzanie rodowym majątkiem hrabiów Lanckorońskich – Wodzisław w Polsce. [3] Na emeryturze mieszkał u swojego syna Stanisława Morgulca, dyrektora kopalni ropy naftowej w Bitkowie, powiat Nadwórna. Syn został po rosyjskim odwrocie w 1915 roku uprowadzony jako zakładnik i przebywał w rosyjskim obozie internowania na Syberii. [3] Kazimierz Morgulec przejął zastępstwo syna w Bitkowie, gdzie przebywał bez zarzutu aż do lutego 1916 roku. Dopiero w lutym 1916 został internowany w Maros-Vásárhely. [3] Podczas I wojny światowej, został internowany (jako niebezpieczny dla władz 72 emeryt) w Maros Vasarhely przez władze węgierskie z powodu obywatelstwa rosyjskiego. [3] , zwrócił się do C.K. Władz Austro-Węgier w 1916 r z prośbą o zwolnienie z internowania i możliwość powrotu do Bitkowa powiat Nadwórna w Galicji. [3] Jego drugi syn Michał Morgulec, urzędnik bankowy we Lwowie, internowany jako rosyjski poddany w Steinklamm, został na mocy decyzji Wysokiego c. i k. Urzędu Nadzoru Wojennego zwolniony dnia 9 marca 1916 r. [3] r o d z i n a dzieci * Stanisław Morgulec - dyrektor kopalni nafty w Bitkowie, podczas I wojny światowej uprowadzony przez Rosjan (jako zakładnik austriacki, chociaż był poddanym rosyjskim) [3] * Michał Morgulec - urzędnik bankowy we Lwowie, podczas I wojny światowej wywieziony przez Austriaków, jako poddany rosyjski, do Steinklamm [3]
Julian Morzycki
rodem z ziemi łęczyckiej, odziedziczywszy na Wołyniu dobra Lachowce po wuju bezdzietnym Umińskim, ożenił się z Marją Obuchowską, córką sąsiada Wacława Obuchowskiego, inżyniera, któremu w spadku po stryju dostał się piękny majątek Iwanków pod Żytomierzem. W roku 1863 brał Morzycki czynny udział w organizacji południowo-wschodniej części powiatu żytomierskiego, jako setnik, podwładny dra Wacława Lasockiego. W dniu, oznaczonym na powstanie, _ stawił się na stanowisku w okolicy wsi Sołotwina na trakcie pocztowym z Żytomierza do Berdyczowa, ale jednocześnie z nim stawiło się tylko 36 powstańców, skutkiem aresztowania bardzo wielu sprzysiężonych po domach przez włościan. Ta mała garstka powstańców miała wśród siebie jednego tylko człowieka, mającego niejakie pojęcie o sztuce wojskowej i partyzantce, a był nim Ezechjel Głębocki, były oficer wojsk polskich z 1830 roku. Otoczony przez tłumy włościan, oddziałek ten, pomimo oporu, wkrótce poddać się musiał i stał się pastwą czerni, zachęcanej i ośmielanej przez wojsko, która rozbrojonych i zbitych oddała w ręce policji, pod opieką której dostali się do więzienia w Żytomierzu. Osądzony na lat dwadzieścia ciężkich robót, wysłany został Morzycki w dniu 2 września 1863 r. w tej samej partji, co i rodziny Lasockich i Łagowskich. Towarzyszyła mu młodsza znacznie od niego i bardzo pięknej powierzchowności żona. Do miejsca przeznaczenia przybyli nieprędko, do czego przyczyniła się choroba i konieczność pozostania czas dłuższy w Tambowie, w którem to mieście pani Morzycka powiła córkę Faustynę. Dostawszy się do Usola, zamieszkali w wynajętym domu z obszernym ogrodem, w którym dzięki umiejętnej pracy hodowały się najwykwintniejsze warzywa, a szczególnie kalafjory, dochodzące do niepraktykowanych prawie nigdzie rozmiarów, miewały bowiem przeszło po pół łokcia średnicy. Po kalafjory te przysyłano często z Irkucka i płacono za nie sowicie. Nadto trzymał Morzycki krowy, hodował wieprze, a następnie wyrabiał krupy na spółkę z Antonim Potockim. To wszystko razem łącznie 'z przesyłkami pieniężnemi z kraju starczyło na zaspokojenie koniecznych potrzeb tej rodziny. Oprócz zabiegów o chleb powszedni niemało czasu poświęcał pan Juljan na dogadzanie zachciankom pięknej pani Marji, którą sam woził wózkiem, wprzęgając się zamiast konia, gdy udawali się w odwiedziny do kolegów i znajomych. Po przeniesieniu się do Irkucka zajmował się robieniem planów i budowaniem gorzelni i browarów, przy współudziale Leona Bratyńskiego. Korzystając z pierwszej możności wyjazdu do Petersburga, udała się pani Morzycka do stolicy, stawiając za cel widomy rozpoczęcie starań o ułaskawienie i powrócenie męża do kraju. Po przybyciu tam wszakże poznała niejakiego Wrońskiego, adwokata, po porozumieniu się z którym i otrzymaniu rozwodu poślubiła go, porzucając pierwszego męża, gorąco do niej przywiązanego, i siedmioro drobnych dzieci. Cios ten, łamiąc życie Morzyckiego, nie zachwiał go w pełnieniu obowiązków względem tychże dzieci, które wychował przy pomocy zacnej i wykształconej swej siostry, niemłodej już panny Faustyny Morzyckiej. Z córek jego najstarsza Rozalja wyszła za pedagoga i literata Mieczysława Brzezińskiego, Marja za inżyniera Suszyńskiego, Wacława za inżyniera Arcisza, Faustyna dotąd panną. Paulina zaś i Julja zakrwawiły serce ojca, wychodząc w owych czasach nietolerancji religijnej za Rosjan: pierwsza za miljonera Popowa, nazwiska męża drugiej nie znam. Po rozstaniu się z żoną, {{rządca|administrował}} p. Juljan dobrami kilku zkolei magnatów rosyjskich w gubernjach południowych, ostatecznie u Popowa, którego syn wbrew woli ojców wykradł mu córkę Paulinę, co stało się powodem opuszczenia tej posady. Powróciwszy do kraju, nabył Morzycki kawał ziemi w gub. lubelskiej w pobliżu Nałęczowa, urządził go, nazwał Paulinowem i tu przez lat kilka na roli pracował, a sprzedawszy przyjął miejsce administratora Zakładu Nałęczowskiego, na którem życia dokonał, tknięty apopleksją w pierwszych dniach stycznia 1898 roku.
Wilhelm Muldner
Artykuł | Wilhelm Müldner (później po spolszczeniu nazwiska Müldner-Nieckowski, mülde - niecka), ur. 9.2.1842 Kraków, ul. Grodzka 232, zm. 3.8.1887 Tarnów. Syn Józefa (kupiec, ur. w Czechach, s. Antoniego i Anny Machek) i Wilhelminy Lierhammer. Uczył się w dwuletniej szkole techniczno-kupieckiej przygotowując się do zawodu. Przez pewien czas prowadził ze szwagrem - Adolfem Schoon-Corbitzthal, od 1860 mężem Anny - usługi fotograficzne. W tym roku 3.11. zmarł jego ojciec. W czasie powstania zorganizował oddział konny i służył pod Langiewiczem. Brał udział w bitwach pod Miechowem, Grochowiskami oraz Opatowem. Podczas tej ostatniej został ranny i schwytany przez Rosjan. Zesłany na Sybir, spędził na katordze 2 lata. Był przenoszony z obozu pracy do obozu, m.in. do kamieniołomów do pracy przy taczkach, w końcu do więzienia w Orle pod tzw. celę bez wyjścia. O jego uwolnienie starał się ks. Ludwik Ruczka, który uzyskał w lutym 1865 roku rządowe wstawiennictwo, które poskutkowało powrotem Wilhelma pod koniec roku. Z Syberii wracał pod spolszczonym nazwiskiem. W Krakowie, gdzie powrócił został powitany entuzjastycznie, jak bohater, prasa publikowała jego wspomnienia z zesłania. Związał się z Komitetem Pomocy Sybiraków i przeniósł do Drezna a potem w 1869 do Tarnowa. Tam pracował jako rzetelny kupiec i społecznik. Na początku prowadził sklep kolonialny i z upływem lat okazał się bardzo rzutkim przedsiębiorcą, oferującym wysokiej jakości towary w sensownej cenie. Założył zakład higieniczno-kąpielowy "Neptun", był zastępcą radnego miejskiego, wchodził skład rady gminy, był współzałożycielem "Sokoła". Pochowany w Tarnowie, kw. XIV-136 (kaplica Polityńskich). W jego pogrzebie uczestniczyli m. innymi ks. Eustachy Sanguszko, burmistrz Tarnowa, liczne grono byłych powstańców i mieszkańcy Tarnowa. Z Marią Polityńską (córką Karola Polityńskiego st., wiceburmistrza Tarnowa), ślub w 1870, mieli 6 dzieci z których dwoje zmarło w niemowlęctwie Bratem Wilhelma był Artur Muldner, pułkownik marynarki, w latach 90-tych XIX w. jako 50-latek student Filozofii UJ. Syn Gustaw był profesorem inżynierem we Lwowie, brał udział w Obronie Lwowa w stopniu kapitana jako specjalista umocnień wojskowych (jego grób znajduje się w centrum Cmentarza Orląt - charakterystyczna figura anioła).
Karol Murzynowski
Herbu Ogończyk. (1829 lub 1831 Dębołęka - 1907 Głowno) - Powstaniec 1863 r. Urodził się 06.01.1831 r [1] lub w 1829 r w majątku rodzinnym Dębołęce w ziemi sieradzkiej [6] "Syn Andrzeja Murzynowskiego, pułkownika wojsk polskich, jednego z tych marzycieli, którzy podążyli na wezwanie Napoleona I i walczyli w dalekich krajach do ostatka w imię idei i nadziei, które się nigdy nie ziściły i nie miały i dopiero wtedy miecz swój złamał, gdy korpus Giełguta w 1831 r został rozbrojony" [6] Ślub 11.05.1856 r w Szymanowicach w Wielkopolsce [3], Żona - Jadwiga Gątkiewicz [2] , [3] córka Wincentego Gątkiewicza i Izabeli Bronikowskiej [3] Powstaniec 1863 r. [6] Jako powstaniec styczniowy był w czerwcu 1863 r ścigany listem gończym, wystawionym przez władze zaboru austriackiego: "Do ściganych listami gończymi jako podejrzanymi o zamierzoną zdradę stanu należą: (...) Karol Murzynowski, ranny pod Ignacewem w lewe ramię kulą karabinową, a niedawno pielęgnowany w Żegocinie skąd znikł" [11] "To też nic dziwnego, że syn napoleończyka, ś.p. Karol Murzynowski, z tą samą nadzieją wstąpił w szeregi powstańców w 1863 r., a opuścił je dopiero wtedy, gdy w bitwie pod Ignacewem w Konińskim, jako ciężko ranny, został wyjęty z placu boju. Kula nieprzyjacielska strzaskała mu obojczyk przy rozwożeniu rozkazów swego wodza, jako jego adiutant. Odtąd widzimy do znów gospodarującego w swoim majątku Ruda w Kaliskiem, co trwało z górą przez 40 lat". [6] Bitwa pod Ignacewem rozegrała się 8 maja 1863 r. Była to jedna z największych bitew Powstania Styczniowego. Oddziałem ok. 1100 powstańców dowodził Edmund Taczanowki. "Mimo, to, że skończył Marymont, gospodarstwo nie buło odpowiednim terenem dla jego zdolności, a gdyby był złamał ów przesąd dawniej panujący, że syn obywatela ziemskiego nie powinien był być nikim innym tylko rolnikiem, niezawodnie bylibyśmy do wiedzieli na katedrze profesorskiej, ku czemu niezaprzeczenie miał zdolności, przygłoszone w ciszy wiejskiej. " [6] "Ostatnie lat 7 przeżył w Łodzi. " [6] "Odszedł przyjaciel młodych i osierocił oprócz ukochanej żony, Jadwigi z Gątkiewiczów, z którą przeżył 51 lat, wiele innych serc, odszedł prawie z temi wyrazami na ustach: "więc mi nie sądzono, abym dożył lepszej jutrzenki dla kraju". [6] Zmarł 05.08.1907 [1], [2], pochowany na Cmentarzu Parafialnym św. Jakuba Apostoła w Głownie [1] Rodzeństwo: 1____Waleriana Murzynowska 1-vo Zakrzewska – ur 1833 Brzeźnio [obecnie woj. łódzkie] [4] - ślub 1856 Brzeźnio akt nr 3 2____Konstanty Murzynowski [5] Dzieci: 1__Jadwiga Józefa Murzynowska - ur 10.03.1857 Ruda Wieczyńska par. Szynamowice , urodzenie zgłosił jej ojciec, Karol Murzynowski dzierżawca Rudy lat 27 [10] Rodzice: 1____Andrzej Murzynowski [2] - ur we wsi rowy w Guberni Lubelskiej [9] - pułkownik Armii Królestwa Polskiego [6] ślub nr 1 z Jadwigą Gątkiewicz (zm, 05.01.1829) , ślub nr 2 jako wdowiec z Honoratą Gątkiewicz [7] - zm. 29.07. 1859 Dwór Stolec par. stolec, pułkownik byłych wojsk polskich, pozostawił owdowiałą żonę Helenę z Gątkiweiczów [9] zgon zgłosił Konstanty Murzynowski dziedzic dóbr [9] 2____Honorata Gątkiewicz 1-vo Murzynowska 2-vo Murzynowska [2] – ur. Chwaliszew Wielki w Księstwie Poznańskim [5] – ślub nr 2 jako wdowa po Feliksie Murzynowskim (zm, 1832 Dębołęka par. Brzeźnio, dziedzic Dębołęki [8]) - zm. 1860 Sieradz, jako wdowa lat 66 [5], zgon zgłosił Konstanty Murzynowski (syn, dziedzic dóbr S....) [5] ślub__1833 r Brzeżnio [7] Dziadkowie 1.1__Wawrzyniec Murzynowski [7] 1.2__Helena Gumińska [7] ślub__ 2.1__Tomasz Gątkiewicz [7] 2.2__Karolina Korytowska [7] ślub__
Ludwik Narbutt
Artykuł | Młodość i rodzina Urodzony w 1830 r. we wsi dziedzicznej Szawry, powiatu lidzkiego w województwie grodzieńskiem, od samej kolebki już był otoczony pamiątkami przeszłości — i mimowolnie czuć w sobie musiał tętno życia narodowego. Rodzina ojca przeważna niegdyś wpływem w okolicy, przez długie pokolenia wszystkie urzęda powiatowe w Rzeczypospolitej piastowała; nosiła więc w sobie tradycję tej średniej klasy narodu. Ojciec Ludwika Teodor, oddany nauce dziejów, autor ogromnej 10cio-tomowej historii Litwy, całą myślą i duszą żył w tej przeszłości, którą dla swego pokolenia rozświecał i opowiadał. Matka przeciwnie, córka ubogiego rolnika, żołnierza niegdyś Kościuszkowskich czasów, choć rodem szlachcica, ale pracą i obyczajem zupełnie z ludem zespolonego, należała do tej skromnej i najskromniejszej warstwy społeczności, co próżna wszelkich zaszczytów, nie głową ale sercem tylko obowiązek narodowy pojmowała, zawsze do ofiary gotowa, przez miłość ziemi rodzinnej zaczerpniętą nie z tradycji ale po prostu z macierzystego mleka. Ludwik najstarszy z dzieci Narbuttów, miał liczne rodzeństwo. Zaledwo chłopięcych lat dorastające dziecko ujrzało ukochanego ojca uwięzionego, zamkniętego w klasztornej celi w Wilnie. Matce utkwiło w sercu, co raz w tej epoce patrząc w lustro powiedział: „Matko, będzie ze mnie albo wielki człowiek, albo łotr wielki!" Zaledwie podrósł trochę, oddali go rodzice do szkół do Lidy, skąd później przeszedł do wileńskiego gimnazjum. Odwiedzał dom w święta i podczas wakacji zajmował się nauką młodszych swych braci. W dzieciństwie już piosenki i drobne wierszyki układać lubił, ale w miarę jak podrastał, zaczęła go coraz bardziej zajmować historia. W wojsku moskiewskim Przed Bożym Narodzeniem 1848, w skutek jakiejś denuncjacji, o północy policja z wojskiem otoczyła mieszkanie biednego studenta; rozbudzonemu powiedziano że jest aresztowany i od byto najściślejszą w jego pokoiku rewizję, rozbijano piece, odrywano podłogę w izdebce, szukając dowodów mniemanej winy. Nie znaleziono nic, na nie szczęście jednak była między szpargałami studenta kartka treści zupełnie niewinnej, przez niego do kolegi pisana, w której się podpisał Orzeł-Krzyż. Biegła w układaniu zarzutów oskarżających komisja śledcza, chciała w tem widzieć dowód jakiegoś, spisku i zatrzymano młodzieńca w więzieniu. Wiadomość o tem doszła do Szawr w chwili, kiedy rodzice Ludwika stracili jedno z najmłodszych swych dzieci. Po tygodniach w więzieniu nadszedł wyrok, skazujący dziewiętnastoletniego młodnieńca na 300 rózg i 12 lat sołdactwa. Sprowadzono umyślnie rodziców do Wilna, aby byli świadkami egzekucji, zebrano także wszystkich starszych uczniów z gimnazjum, kolegów Ludwika i po odczytaniu carskiego wyroku, wyliczono przepisaną chłostę. Młodzieniec zniósł ją mężnie, a żegnając się później z rodzicami, upadł im do nóg, prosząc o błogosławieństwo. Młodzieńca, kibitka pocztowa wywiozła do Kaługi. Dowódca kompanii, ob chodził się z nim grubiańśko, i pewnego dnia chcąc mu prawdziwie dokuczyć, łajał go wyrzucając że jest Polak buntownik. Krew młoda zawrzała u Narbutta i dał kapitanowi policzek. Aresztowany, miał ulec sądowi wojennemu, ale na jego szczęście, istniał ukaz Mikołaja zakazujący najsurowiej oficerom robienia podobnych wyrzutów zsyłanym do wojska Polakom, było to skutkiem licznych podobnego rodzaju wypadków jakie po 1831 r. miały miejsce. Przyjaźniejsi dla Narbuttta wyżsi oficerowie, skorzystali z ukazu, i skończyło się na prostym areszcie. Przeniesiony wkrótce do Moskwy, wyruszył stamtąd z pułkiem swoim na Kaukaz. Narbutt starał się poznać wojnę partyzancką i oddał się temu z zapałem. Podczas pobytu swego na Kaukazie, brał udział w dziewięciudziesięciu przeszło potyczkach, wpisując się nieraz jako ochotnik do oddziałów wyprawianych przeciw tak zwanym Kaczachom. Prowadził żywą korespondencję z siostrą. Miał udział w bitwie pod Karsem, tam w nogę ranionym został. Wyleczony, za odznaczenie się w bitwie w której jenerał Ganecki otoczony przez Turków, przerżnąć się do swoich potrafił, otrzymał w nagrodę 3 ruble srebrem. Później awansowany na podoficera. W 1859 r przesłużywszy lat 10 jako żołnierz, otrzymał stopień oficerski.poprosił o urlop który dostał na trzy miesiące, a później o dymisję którą otrzymał. Pewnego dnia w 1862 r. brat jego młodszy przyjechał nad rankiem z Wilna i przywiózłszy z sobą odezwę warszawskiego Centralnego Komitetu, obudził śpiącego Ludwika, aby mu ją, odczytać. Wysłuchawszy odezwy, zerwał się Narbutt, zdjął wiszącą nad łóżkiem czerkieską szablę, ucałował ją i już słowa sobie o tem powiedzieć nie pozwolił. W sąsiedztwie Szawr mieszkała młoda wdowa pani Siedlikowska. Przyjaciółka całej rodziny, kochana przez rodziców Ludwika, bywała często w Szawrach, poznanie się ustąpiło prędko miejsca tkliwszemu uczuciu, i w 1861 roku Ludwik Narbutt osiadał w Sierbieniszkach, majętności ukochanej żony, blisko Szawr położonej. Powstanie Powołany 13.2.1863 przyjął wezwanie i objął dowództwo w lidzkim powiecie. Brat młodszy Bolesław i sześciu domowników stanowiło najpierwszą garstkę, z którą wyruszył do lasu szuwry, siostra Teresa pełniła rolę Kuriera, sąsiad Leon Kraiński przyprowadził mu jeszcze ośmiu ludzi i tych 15tu stanowiło pierwszy zbrojny zastęp na Litwie. 14 lutego dołączyło 17 chłopów na czele z ks. wikarym Józefem Horbaczewskim z Ejszyszek. Kapelan odtąd powstańczego oddziału i nieodstępny aż do zgonu towarzysz wszystkich trudów Narbutta. W Ejszyskiej i Nackiej parafii, zebrał jeszcze kilkadziesiąt. W kościołach księża czytali manifesty, nawołując chłopów do walki o wolność. Wiejski skrzypek Stefan Wilbik chodząc od wsi do wsi agitował ludzi, werbował i kierował do oddziałów powstańczych. Wysławszy do Wilna umyślnego z wiadomością o swojem wystąpieniu, otrzymał stamtąd zapewnienie iż dano jeszcze dwom oddziałom rozkaz połączenia się z nim; czekał dni parę na ich przybycie, ucząc tymczasem musztry i wojennych obrotów swojego nowozaciężnego żołnierza, ale widząc że zapowiedziane posiłki nie nadchodzą, wysłał Kraińskiego z drobnym oddziałkiem dla dostania języka i gromadzenia sił większych, a sam pociągnął ku puszczy Rudnickiej, która była najbezpieczniejszym dla niego miejscem. Już 20 lutego wystąpił już na bój śmiertelny, ale pierwszy poważny chrzest ognia miał otrzymać przy wsi Rudniki. Kozacy urządzili zasadzkę na oddział Narbutta, lecz szczęśliwy bieg wypadków pozwolił uprzedzić wroga, i przypadkowo dać mu wrażenie że został otoczony (miał tu udział pluton Aleksandra Stawińskiego). Wywołało to popłoch i zwycięstwo Narbutta. Walka toczyła się do zachodu słońca. Wojska carskie cofnęły się w stronę Rudnik. Powstańcy pogrzebali 4 zabitych, rannych ukryli w chatach wiejskich, sami ukryli się w puszczy. Ostrożny i przezorny zwycięzca, pociągnął ze swoim oddziałem do puszczy Nackiej i zyskał przez to znowu trochę czasu na ćwiczenie swojego żołnierza. Wzmocnieni przyszłymi z Wilna pięciu kompaniami piechoty Moskale, nie wiedząc o tem, szukali go długo w okolicach Rudnik. On zręcznie unikał spotkania. Urządzał zasadzki, nużył nieprzyjaciela, a znając doskonałe miejscowość, zawsze zmylić go umiał. Tymczasem nadeszła wiadomość, że partia rekrutów z Królestwa Polskiego miała być prowadzoną przez Szczuczyn. Narbutt wychodzi z puszczy, bystrym marszem przenosi się na oznaczone miejsce, urządza zasadzkę i oczekuje tam zapowiedzianego oddziału. Wiadomość okazała się mylną, powrócił więc na powrót i w pierwszych dniach kwietnia rozłożył swój obóz w parafii Nowodworskiej, niedaleko Podubicz, gdzie przyjął w Wielką Sobotę. Moskale cofnęli się, a on ku Zubrowu, głębiej w lasy pociągnął. Jenerał-gubernator Nazimow cenę na głowę Narbutta nałożył. Ochotnicy coraz gęściej zaczęli się garnąć pod jego rozkazy. Syn rzeźbiarza, sam artysta, młody Andrioli, z pod oka Nazimowa, bo z samego Wilna, przyprowadził mu kilkudziesięciu ludzi. Niedostatek broni był największą przeszkodą — odległość ogromna od granicy, nie dozwala dowozu jej stamtąd, i trzeba było na środkach miejscowych, wewnętrznych poprzestać, zaledwo kilkanaście dobrych sztucerów liczono w całym oddziale Narbutta, reszta uzbrojoną była w myśliwskie strzelby, pojedynki i dubeltówki. Siły rosyjskie zwiększały się ciągle, i tropiąc zewsząd Narbutta, starały się go otoczyć do koła — on korzystając z miejscowości, za puszczał się głębiej w lasy i miejsc bagnistych, dla artylerii niedostępnych szukał. Nieraz marsze od bywały się w nocy. W jednym z takich, zatrzymał się około Łaksztucian (). Położenie miejsca nie było dla potyczki korzystne ale zmęczenie oddziału zmusiło go do tego. Gdy pokrzepieni mieli zwijać obóz naparli Moskale zbiegając z niewielkiej pochyłości. Narbutt dzięki zimnej krwi i zręcznym manewrom i wyćwiczenia żołnierza odniósł wielkie zwycięstwo pomimo starty kilkunastu osób - w tym kuzyna Wojciech Narbutta i adiutanta WładysławaNowickiego. Po łaksztuciańskiej potyczce, było znowu kilka mniejszych utarczek. W kilka dni później, nie mogąc obciążać rannymi obozu, który tak często miejsce zmieniać i przedzie rać się nieraz przez niedostępne ostępy musiał, zostawiono ich we wsi Melino zwanej, niedaleko Hryszeniszek, myśląc że się tam ukryć potrafią, a Narbutt unikając coraz większe gromadzącego siły nieprzyjaciela, postanowił dostać się do puszczy grodzieńskiej. Po kilku tygodniach, ranni odkryci przez Moskali, powiązani i do Wilna odstawieni zostali, skąd nie jeden z nich oparł się aż w głębi Syberii. Narbutt mylił tropiących go moskali licznymi fortelami. Np. kazał oddziałowi przez pół godziny maszerować tyłem, niszczył mosty, przechodził bagna po kładkach. Pozwoliło to oddziałowi znacznie wypocząć i zyskać nowych ludzi, których dowódcy oddziałów mieli okazję ćwiczyć. Otrzymawszy wiadomość o gromadzeniu się nowych oddziałów postanowił wrócił do puszczy nackiej. Przebył miasteczko Dubicze i rozłożył obóz nad Kotrą. Ostrzeżony zmienił sprytnie miejsce obozu pozostawiając rozpalone ogniska. Za głowę Narbutta wyznaczono nagrodę 10000 rubli. Moskalom dostarczył informację szpieg Bazyli Karpowicz, a pułkownik Timofiejew przebrany za rybaka sam podpłynął niemal pod obóz. Moskale otoczyli obóz ogromnymi siłami. , nieprzyjaciele sami oddawali sprawiedliwość niespożytemu męstwu walczących; Narbutt na czele zagrzewał swoich, wydawał rozkazy, zawsze przytomny, zdawał się mnożyć wśród niebezpieczeństwa, raniony nogę, podtrzymywany, a później niesiony przez sześciu swoich, nie przestawał kierować walką. Zgromadzona w około niego kupka, zwraca uwagę Moskali, wszystkie strzały swoje na ten punkt zwracają, już dwóch z pomiędzy sześciu upadło, na reszcie sam Narbutt ugodzony kulą w piersi, skonał z ostatnim uściśnieniem mówiąc do towarzyszy, ze miło jest za ojczyznę umierać. Obok niego poległo jedenastu najwaleczniejszych, reszta, ulegając przemagającej sile, musiała się rozproszyć po lasach, aby znowu na innem miejscu zebrać się do dalszej walki. Legenda Narbutta Wieść o zgonie kochanego powszechnie i już aureolą kilku szczęśliwych potyczek otoczonego wodza, rozbiegła się szybko po okolicy; nazajutrz, na plac boju zeszło się wielu włościan i ciała poległych przeniesiono ze łzami do skromnego w Dubiczach kościółka. Przybyła tam i siostra Ludwika, pani Teodora Mączynska, która przez cały czas tej kampanii sercem towarzyszyła bratu we wszystkich niebezpieczeństwach, ułatwiała mu komunikacje, nieraz dostarczała żywności, z nią razem była przyjaciółka jej, panna Antonina Tabeńska, która później w więzieniu miała cierpieć za swój patriotyzm i pomimo młodości i płci swojej, pierwsza z kobiet dostąpić zaszczytu służącego dotychczas największym obywatelom, skazaną została na kilkanaście lat do ciężkich robót w kopalniach syberyjskich. Zapytana przez Moskali czy i ona ma między poległymi brata, odpowiedziała: „Wszyscy walczący za Polskę są moi bracia!" Pułkownik zgodził się na odbycie nabożeństwa żałobnego. Dwanaście trumien ustawiono w maleńkim kościółku, najwyżej stojąca, pokryta kirem żałobnym, zawierała zwłoki Narbutta, między innemi były ciała dwóch braci Brzozowskich i Leona Kraińskiego, któremu nieraz dowództwo oddzielnych oddziałów poruczane było. Nabożeństwo, koncelebrowane przez 14 księży, odbyło się wśród łkania modlącego się ludu, który później jedną, wspólną dla wszystkich dwunastu usypał mogiłę. Na piaszczyste miejsce przywieziono darniny z daleka, miłość ludu darniną wyłożyła ten kopiec, otaczając go czcią prawdziwą, i tak trwał do czasu, kiedy Murawjew rozrzucić go kazał, mówiąc iż ciała podobnych ludzi powinny być psom na zjedzenie oddane. Po śmierci Narbutta, rozproszony oddział skupił się znowu i kilku kolejno miał dowódców, między którymi najwybitniejszą postacią był tak zwany Ostroga, ale żaden z nich dorównać Ludwikowi nic mógł. Imię jego tak było popularnem, zdolnościom tak wierzono, że pomimo publicznie odbytego pogrzebu, długo wierzyć nie chciano że już go nie ma, w kilka miesięcy jeszcze potem, spotykano włościan upewniających że go widzieli, stał się ludową legendą i pamięć jego długo zostanie świętą na Litwie. Teodorze udało się emigrować, brat Franciszek zginął, Bolesława zesłano na Sybir, podobnie jak matkę na grobie której dano napis "Matka synów". Ludwik Narbutt liczył lat 33 wieku, wzrostu zaledwo średniego, rysy miał regularne i ujmujące, czoło wyniosłe nosiło ślady trosk i myśli twardego bardzo życia, spokojny zazwyczaj, w chwilach stanowczych umiał wydobyć z siebie wielką energię i głos jego wtenczas przybierał ten ton uroczysty, który jak tok elektryczny obiegał i wstrząsał przytomnych. Słuchany jak wódz osiwiały w bojach, kochanym był przez podwładnych jak brat i kolega, wśród ludu wiejskie go szczególną dla siebie miłość wyjednać umiał, a pierwszy na Litwie podniósłszy sztandar powstania, otrzymał to jeszcze od Boga, że zginął w walce, wśród pełnego poczucia osobistej swobody, a nie po długiem jak tylu dzisiejszych obrońców więzieniu, na szubienicy.
Franciszek Nartowski
Franciszek h. Trzaska. Ur. 20.6.1845 Żegocina k. Bochni, zm. 13.4.1935 Narajów. Rodzice: Stanisław Nartowski (z rodziny osiadłej w Gwoźdźcu k. Kołomyi, urzędnik poczty) i Maria Pitka. Mając 1 rok jego rodzina doświadczyła pogromu w Rzezi Galicyjskiej[zt=1000]. Narażeni na śmierć matka uciekała z małym Franciszkiem na saniach, który w czasie gwałtownej jazdy wysunął się z szuby. Gdy to zauważono woźnica wrócił się i odnalazł dziecko, lecz matka Marianna w tym czasie postradała zmysły i niedługo zmarła. Ojca sługa wywiózł na wozie ukrywszy go w kupie gnoju. Stanisław nie chciał zostawać w tym miejscu w spalonym dworze. Przeniósł się do Narajowa, gdzie ożenił powtórnie z Teklą Smażewską (1-v Niżankowską), Franciszek uczył się w szkołach w Brzeżanach (1859), Stanisławowie i we Lwowie, gdzie działał w tajnych organizacjach. 28 stycznia 1863 jako 17-latek wyruszył do oddziału . Z , przez Przymichów, dotarł do , gdzie zawiązany został oddział. Tam przekroczono granicę. Wziął udział w zajęciu posterunku w wiosce Chodowańce, następnie w miasteczku Jaryszów (oba bez potyczki). Tam dołączył do oddziału Jana Czarneckiego z którym wyruszył pod Tomaszów, jednak z racji przeważających sił moskiewskich oddział nie wziął udziału w bitwie i został rozpuszczony do domów. Następnie planował dostać się do oddziału Jeziorańskiego, lecz został zaaresztowany w okolicach Kamionki Strumiłowej skąd uciekł i podążył do formującego się oddziału w Olejowie, mieszkając u państwa Woynarowskich. Służył jako szeregowy w oddziale Horodyńskiego. Walczył pod Radziwiłłowem, widział śmierć dowódcy. Po rozproszeniu błąkał się po lasach, lecz w końcu został schwytany, dostając się do niewoli. Więzień cytadeli kijowskiej. Zasądzony tam został wysłany na Sybir z nakazem osiedlenia w gub. Jenisiejskiej. Piechotą przeszedł przez Tobolsk, Tomsk do Krasjonarska i w końcu wsi Weirchobrodowa. Pracował tu jako parobek i także otworzył sklepik. O jego powrót, jako poddanego austriackiego starał się m.in ks. Ruczka. Franciszek uzyskał upoważnienie do powrotu rozkazem z dnia 31.5.i.17.6.1865. Po powrocie doświadczył jednak przykrego aresztowania w Warszawie będąc posądzony o drobne przestępstwo. Dopiero po uwolnieniu powrócił do Galicji i dokończył edukację we Lwowie. Po powstaniu poczmistrz w Narajowie, w końcu wójt i naczelnik gminy. Tu ożenił się w 1877 z Emilią Stanek. Stał na czele Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania 1863/64 - delegatury w Narajowie. W 70. rocznicę powstania, awansowany był do stopnia porucznika i został odznaczony Krzyżem Niepodległości. Odznaczony także Złotym Krzyżem Zasługi. Został pochowany w Narajowie. Autor wspomnień "Z ław szkolnych na Sybir" Z Emilią Stanek (ślub (30.01.1877 Narajów) miał 5 dzieci: - Janina (ur. 1877, mąż: Józef Scholz) - Stanisław Bernard (1879-1964) - Januara Wanda (1880-1954, mąż Stanisław Biały, poseł i senator IIRP) - Wacław (1886-1969) - Antoni Bronisław (1891-1945)
Juliusz Natmiller
Juliusz (Julian) Karol Benedykt Natmiller (Nathmuller, Nadmiller, Nadmuller itp), ur. 21.3.1827 Jugowice, p. Krakowem[12], zm. 20.1.1903 Kraków[1]. Syn Michała i Barbary Puntner[11]. Pochodził z Galicji, z rodu szlacheckiego lecz nie zatwierdzongo przez heroldię. Oficer Legionu Polskiego na Węgrzech w 1848 roku, krakowskiej gwardii narodowej. ""[9] Uczestnik powstania 1863. Dowódca oddziału kawalerii litewskiej po naczelniku Kobylińskim.[4] W lipcu 1863 r. mianowany naczelnikiem województwa grodzieńskiego[5] Brał tu udział w bitwie pod Markowem 30.07.1863[6] Przeszedł w augustowskie. Przybył do oddziału rozlokowanego w Wiszniówku (lub Nieciece). Przywiózł ze sobą nowe krótkie belgijskie sztucery z bagnetami oraz znaczną ilość amunicji.[13] Usuwając z oddziału dowódcę Górskiego utworzył z całego oddziału dwa szwadrony, z których I-szy powierzył Kwapiszewskiemu a drugi Zdziechowskiemu. Zasłużony Kobyliński został przy oddziale jako adiutant.[9] Natmiller poniósł wyszkolenie oddziału rozpoczynając od ćwiczenia musztry.[13] Oddział krążył po partyzancku po Kongresówce[8]. Walczył niezwykle skutecznie 3.09.1863 pod Saniami (pod Zambrowem). "".[9] Następnie 7.09.1863 Pod Brzeźnicami. Tu dowiedziawszy się że Kozacy przybyli do wsi po siano, ""[8] Po tej bitwie w pobliżu Kobylina został usunięty z oddziału przez sam oddział.[8] Objeżdżając warty spostrzegł jednego żołnierza (Kuleszę) śpiącego i skazał go na śmierć przez rozstrzelanie. Pochodził z pobliskiej okolicy, był dobrym towarzyszem broni i miał wielu przyjaciół, którzy uprosili dowódcę o ułaskawienie, zgadzając się na wydalenie z oddziału. Jednak następnego dnia brat Kuleszy poinformował oddział, że został on powieszony w pobliskim lesie. Żandarmi wyjaśnili że taki rozkaz po kryjomu otrzymali od dowódcy. Spowodowało bunt wśród żołnierzy, którzy rozbroili dowódcę krzycząc "wolno ci było rozstrzelać go, ale nigdy powiesić!". Oficerowie akurat byli w kościele i po powrocie i zapoznaniu się z sytuacją postanowili następnego dnia postawić go pod sąd przy udziale naczelnika powiatu. Natmiller zdołał jednak nocą opuścić oddział, a dowództwo objął Kobyliński.[10] W Rządzie Narodowym zaistniałą sytuację oceniano początkowo jako bunt. Rozważano nawet wariant rozstrzelania winnych. Zwyciężył jednak rozsądek i trzeźwa ocena sytuacji.[13] Translokowano go potem do oddziału „dzieci warszawskich". Objął tu dowództwo na ok 200-konnym oddziałem[9]. Na ich czele, w stopniu majora[7] stoczył[5] 10.12.1863 pod Rawą utarczkę z 80 grenadierami i 70 kozakami. Bitwa ta trwała trzy dni (przy zmieniających się uczestnikach walk po stronie rosyjskiej) w formie pościgu na dystansie 192 km. "".[9] Po tej bitwie opuścił oddział, który przygnębiony bez dowódcy brał udział w bitwie pod Rzeżewem 15.12.1863.[6][9] Wkrótce dostał się do niewoli rosyjskiej (wraz z ). [5][6] Obaj skazani zostali 18.6.1864 na ciężkie roboty w twierdzach po lat 10, pozbawieni wszystkich praw stanu i konfiskatę majątku. Konfirmacja naczelnika nastąpiła 8/20.6.1864[5] Przebywał m.in w Czycie, gdzie mieszkał w koszarach artyleryjskich zajmując się rzemiosłem.. Po przewodnictwem Marczewskiego, razem z Ludwikiem Zielonką zostali skierowani do naprawy młyna na wyspie pod miastem. Młynu od dłuższego czasu nie udawało się naprawić, jednak zesłańcy, pracują 4 miesiące dokonali uruchomienia. Dzięki temu skierowano ich potem do reperacji tartaku w Siwakowej, gdzie Natmiller kierował pracami.[7] O jego powrót, jako poddanego austriackiego starał się ks. Ruczka[15]. W końcu udało się mu uzyskać prawo powrotu w grupie wysłanej 9.3.1869[11] Po powrocie z Syberii pracownik kolei. Między innymi pracował w zakładach Stratford pod Londynem.[7] W latach 70-tych prowadził Skład Narzędzi Rolniczych w Krakowie przy Rogatce Łobzowskiej nr 15.[16] przez pewien czas zajmował się też pałacem w Radziszowie. Pod koniec życia mieszkał w przytulisku dla weteranów 1863 r, w Krakowie. [3] Zmarł na Piasku, parafia Kraków św. Szczepan [3] Pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, kw. R, grób nadal istnieje. [2] Żonaty z Leoną Zapalską (c. Leona i Marii Zielońskiej)[11] Miał dwójkę dzieci w tym córkę: Marię Jadwigę ur. 1876 Nowa Wieś[11]
Juliusz Natmiller
Spodziewając się przeprawy moskali przez Narew, posyłano na zasadzkę pieszo, ale moskwa się nie ruszała. Wymaszerowano nieco w głąb, do Wiszniówka: przybył Nadmiller, i usuwając Górskiego, utworzył z całego oddziału dwa szwadrony, z których I-szy powierzył Kwapiszewskiemu a drugi Zdziechowskiemu; zasłużony Kobyliński, jako pomocnik Nadmillera pozostał przy oddziale. Krążąc po partyzancku w Kongresówce, mieli pod Zambrowem dwie bitwy o 2 wiorsty od Jabłonki, napadnięci na marszu przez moskali, trzy razy jak nasi tak również i moskale szli do ataku i zginęło w niej 52 kozaków: u nas 8iu zabitych i 4ch rannych. Odznaczył się w tej sprawie nasz oficer Laguna, bo będąc otoczony przez kozaków "położył 4ch trupem nim sam poległ. , 7go Września o 6 wiorst od Zambrowa rozpoczęła się z kozakami, którzy przybyli do wsi po siano w 38iu. Dowiedziawszy się o tem wysłano ze szwadronu Kwapiszewskiego pieszo 20tu i konno 15tu pod przywództwem wachmistrza Szajby. Szajba, naskoczywszy na kozaków 4ch na miejscu trupem położył, 3ch ranił, a po zostali uciekać poczęli ku Zambrowowi; nasi konni cofnęli się ku swoim pieszym pozostawionym w lasku, a gdy cofali się wszyscy dalej ku oddziałowi, już z Zambrowa nadbiegli kozacy z objezdczykami i dążyli za naszymi zdała. Kwapiszewski posłyszawszy strzały z 25ciu rzucił się Szajbie na pomoc; wkrótce za nim nadbiegł i cały jego szwadron. Nadmiller z drugim szwadronem obszedłszy wieś nadszedł później. Kilkakrotnie nasi rzucali się na kozaków, a ci odciągali do Zambrowa; gdy zaś nasi odpędziwszy ich cofali się, wtedy kozacy znowu najeżdżali. Wszedłszy do wsi, przed sprawą zajmowanej, Kwapiszewski z 40tu w niej pozostał. Nadmiller przeszedłszy wieś, udał się do lasu. Kozacy na pozostałych we wsi rzucili się całą silą, nasi zleźli z koni i ogniem z za płotów ich odpędzili. Odparłszy kozaków, Kwapiszewski opuścił wieś i ruszył do lasu, dla połączenia się z Nadmillerem, zbliżając się do lasu, jeszcze spotkali się z kozakami, którzy starali się tył zająć. W tej sprawie straty nasze: 2ch ranionych kawalerzystów i 4_konie ranione; moskale stracili 42ch zabitych, przeliczonych w trzech jamach odkopanych nazajutrz. Czas następny po bitwie drugiej pod Zambrowem, oznaczają trzy wypadki: 1) wyprawa ze swoim szwadronem Kwapiszewskiego do powiatów bielskiego i brzeskiego; 2) zdanie w Długiem -Kamieńskiem szwadronu przez Zdziechowskiego Szajbie, z powodu choroby pierwszego i 3) usunięcie przez sam oddział z dowództwa Nadmillera, nieopodal wsi kościelnej Kobylina.
Jakub Nawrocki
- brał udział w powstaniu poznańskim (oddział Pleszew) 1948 pod dowództwem gen. Ludwika Mierosławskiego - zebrał grupę 22 kosynierów w rejonie Konarzewa k. Krotoszyna - płk Ludwik Oborski zachęcał go do utworzenia grupy powstańczej w lutym 1863 roku - w lutym wraz z 19 kosynierami pod dowództwem kowala Kowalczyka spod Kalisza odbił powóz Naczelnika w lesie niedaleko Kalisza i uwolnił z rąk Moskali gen. Mariana Langiewicza oraz dziedziców z okolic Krotoszyna...Jakub został ranny w rękę i musiał poczekać - niedługo po tym zdobył z tą grupą powstańców magazyny uzbrojenia w pobliżu Pyzdr - walczył jako jeden z przybocznych Langiewicza, po przeprawie furmanką jako drwal wraz z trzema innymi powstańcami: Tomaszem Gurgielem, niejakim Zabielakiem z Ostrowa Wlkp. i Kowalczykiem - kowalem z Kalisza - po schwytaniu przez Austriaków gen. Langiewicza powrócił po oddzieleniu około 200 powstańców z oddziału płk. Dionizego Czachowskiego do naczelnika Edmunda Taczanowskiego w okolicy m. Brdów...Potem stoczył walki pod Pyzdrami i Ignacewem - 8 maja 1863 gdzie torował drogę szarży około 10 ułanów, aby wyciągnąć z zagrożenia samego generała Taczanowskiego (nieprawdą jest, że Taczanowski miał reumatyzm - jak podaje wiele źródeł, ponieważ w czasie walk został raniony i ledwo trzymał się konia, na którego wsadził go Jakub Nawrot)wraz z dwoma innymi powstańcami. Jakub zorganizował także powóz i sprowadził lekarza. Pod Kaliszem generał powiedział o Jakubie Nawrocie (Nawrockim):\"należą się słowa podzięki temu prostemu włościaninowi\" - uratował jednego z ułanów ciężko ranionego w czasie potyczki w lesie - powrócił w drugiej połowie czerwca 1863r. do Konarzewa k. Krotoszyna, furmanką wypełnioną drewnem - razem z niejakim Bednarzem z Koźmina, po tym jak jego dowódca popełnił samobójstwo, a oddział rozproszen został...
Michał Nawrocki
Urodził się w r. 1839 w Sulmierzycach, nauki gimnazyalne ukończył w Ostrowie, poczem wstąpił do seminaryuin duchownego w Poznaniu. Ztąd poszedł w r. 1863 do powstania, ale ciężko ranny zaraz na wstępie pod Olszakiem dnia 22 marca, zmuszony był plac boju opuścić. Zaledwo się wyleczył, wzięto go do wojska pruskiego i wcielono za karę do kompanii roboczej (t. zw. szarków) nasamprzód w Poznaniu na Winiarach, następnie w twierdzy Torgawie. Po 2 i 1/2-rocznej ciężkiej służbie uwolniony z wojska na mocy łaski monarszej ”dopraszał" się powtórnego przyjęcia do seminaryum, czego mu jednakże władza duchowna odmówiła. Zawiedziony w nadziei, osłabiony na zdrowiu i bez środków utrzymania życia, przyjął w zacnym domu hrabiów Kwileckich w Oporowie obowiązki nauczyciela domowego i na tern stanowisku umiał sobie zjednać szacunek i przyjaźń tak uczniów powierzonych jego pieczy, jak i ich rodziców. Po latach kilku oddał się za porada hr. Mieczysława Kwileckiego zawodowi owczarskiemu i był dyrektorem najznakomitszych w Księstwie owczarni. W środ pracy dokonał nagle zasłużonego żywota w Parczewie u hr. Józefa Szembeka, a wraz z nim straciło nasze społeczeństwo jednego z najszlachetniej szych synów, rodzina zaś, dla której wszystkie owoce swej pracy poświęcał rzeczywistego opiekuna i dobroczyńcę. Liczne grono przyjaciół, znajomych, a miedzy tymi i dwaj dawniejsi jego uczniowie, odprowadziło zwłoki ś. p. Michała na wieczny spoczynek na cmentarzu w Ostrowie.
Maurycy Niegolewski
D. 11 maja wieczór o godzinie poł do 11 przybył komisarz obwodowy Knopf ze Śmigla z żandarmem i dwoma policjantami do Morownicy w Kościańskiem dla aresztowania posła pleszewskiogo, Władysława Niegolewskiego, który ranny zaledwie mógł' dojechać do siebie. Zapytany komisarz obwodowy, czy ma polecenie piśmienne, pokazał rozkaz radzcy ziemiańskiego Madeja z Kościana. Niegolewaki protestował przeciw temu, ponieważ jest posłem i że jako taki tylko za pozwoleniem lsby deputowanych może być aresztowanym, powtóre protestował dla spóźnionej pory, gdyż to było po 10 godzinie, po trzecie, że radzcy ziemiańskiemu nie służy prawo nakazu aresztowania, a ostatecznie, że jest ranny i z miejsca ruszyć się nie może. Pan komisarz Knopf mimo energicznych protestacji obecnego dr. Antoniewicza ze względu na stan zdrowia posła Niegolewskiego, zaprowadził obserwację nad jego osobą, zostawując żandarma i dwóch policjantów przed domem, a sołtysa i ławnika ze wsi w sieni, których jako włościan morownickich p. Niegolewski umieścić pozwolił. Dodać tu należy, iż gmina Morownicy dowiedziawszy się, że przyjechano aresztować chorego p. Niegolewskiego, w oka mgnieniu chłopi i kobiety ze snu się zerwawszy, masą przybyli przede dwór w największem o niego zaniepokojeniu. Jesteśmy więc tutaj pod obserwacją policyjną. Spodziewać się należy, że posłowie nasi sejmujący obecnie w Berlinie sprawę tę poruszą. O ile nam wiadomo, sołtys i ławnik podali już dzisiaj do landrata prośbę, aby ich z tego niemiłego stanowiska uwolnić zechciał, bo pan Niegolewaki ledwie ruszyć się mogąc, uciekać nie będzie, a obserwacja taka tylko zdrowiu jego szkodzić musi, do czego oni przyczynić się nie chcą.
Strona z 26 < Poprzednia Następna >