Portal w rozbudowie, prosimy o wsparcie.
Uratujmy wspólnie polską tożsamość i pamięć o naszych przodkach.
Zbiórka przez Pomagam.pl

Powstanie Styczniowe - uczestnicy

Największa baza Powstańców Styczniowych.
Leksykon i katalog informacji źródłowej o osobach związanych z ruchem niepodległościowym w latach (1861) 1863-1865 (1866)

UWAGA
* Jedna osoba może mieć wiele podobnych rekordów (to są wypisy źródłowe)
* Rekordy mogą mieć błędy (źródłowe), ale literówki, lub błędy OCR należy zgłaszać do poprawy.
* Biogramy opracowane i zweryfikowane mają zielony znaczek GP

=> Powstanie 1863 - strona główna
=> Szlak 1863 - mapa mogił i miejsc
=> Bitwy Powstania Styczniowego
=> Pomoc - jak zredagować nowy wpis
=> Prosimy - przekaż wsparcie. Dziękujemy

Szukanie zaawansowane

Wyniki wyszukiwania. Ilość: 1030
Strona z 26 < Poprzednia Następna >
Józef Jankowski
Ps. "Szydłowski". Ur. 1832, pow. mariampolski. Powieszony 12.2.1864 Warszawa. (Z racji na kilku powstańców o tym imieniu i nazwisko trudno ustalić jest jego genealogię. Istnieje hipoteza że mógł być synem Jadwigi Hollak, siostry biskupa . Bratem Józefa Jankowskiego miałby być ks. Tomasz Jan Jankowski, ur. 1838 w Krawniszkach. Wynikałoby że jego akt chrztu powinien się znajdować w par. ). Krewniakiem Józefa Jankowskiego był powstaniec . Ukończył Instytut Agronomiczny w Marymoncie. Rządca dóbr Tarchomin, własności Muchanowa. W 1862 spotkali się tam po kryjomu członkowie Rządu Narodowego (m.in. Bronisław Szwarce i Józef Rolski). Wówczas też Jankowski został przypuszczony do tajemnicy, tym bardziej że w stodołach tarchomińskich była składowana broń. W lutym 1863 sformował oddział w lasach koło Nieporętu, gdzie 16 lutego odniósł pierwsze zwycięstwo pędząc Rosjan aż za Wołomin. Został po tym mianowany naczelnikiem powiatu stanisławowskiego. Zajął Okuniew w czerwcu i podsunął się 15 marca aż pod rogatki praskie na Bródno, gdzie przejął kolejny oddział ochotników. Połączywszy się następnie z Zielińskim i Matlińskim, 18 marca poniósł porażkę pod Dziecinowem i Zambrzykowem. Po zebraniu oddziału przedostał się na lewy brzeg Wisły, jednak 20 kwietnia pobił skierowane oddziały moskiewskie pod dowództwem Meller-Zakomelskiego. W tam czasie ukrywając się w lasach kozienickich jego oddział liczył blisko 400 osób. W Sandomierski, zostając pod rozkazami Czachowskiego brał udział 4 maja w bitwie pod Jeziorakami, 5 maja pod Rzeczniowem, a następnie 14 maja w zwycięskiej bitwie pod Rozniszewem, razem z oddziałem Kononowicza. Działał następnie na pograniczu powiatów. Razem z Krysińskim stoczył bitwę pod Sławatyczami, 18 lipca pobili dwie kolumny rosyjskie od Janowem w powiecie stanisławowskim i pędzili za nimi aż do Mińska Mazowieckiego. Następnie walczył pod Częstoborowicami. Miał spory udział w zwycięstwie , po którym rozpuścił jeńców moskiewskich darując im wolność. Skupił na sobie główną pogoń moskiewską, lecz przypłacił to rozpuszczeniem znacznej części oddziału. Do listopada gromadził kolejne siły, staczając m.in. potyczkę pod Białką. Niestety p2 grudnia poniósł klęskę pod Zastawiem. Współdziałał następnie z Heydenreichem w lubelskim i podlaskim kończąc szlak bojowy w bitwie 31-12 pod Małą Bukową. Walczył łącznie w ok. 42 bitwach i potyczkach na terenie kilku województw, dochodząc do stopnia pułkownika. Z racji na wysoką skuteczności i sprytne unikanie zasadzek Rosjanie nazywali go "Wołszebnikiem" - czyli czarownikiem. Słynął z rycerskiego postępowania wobec pobitych wrogów. 31.12. wziął urlop. 23.1.1864 gdy próbował udać się za granicę został schwytany, wraz z Szymonem Katyllą, pojmany i po krótkim śledztwie, na rozkaz Berga skazany na śmierć (Katyll przytomnie podając inne nazwisko został zesłany na Sybir). Jego kaźń została odroczona (powiedziano mu, że ma darowaną karę) z racji na zabawę organizowaną przez Berga. W ten sposób Jankowski był poddawany dodatkowym torturom psychicznym. Nie załamał się jednak do końca. Został stracony na stokach Cytadeli z okrzykiem "Niech żyje Polska".
Barbara Janowska
Barbara Krystyna Janowska, ur. 30.12.1837 Kraków, przy ul. św. Jana[6] Córka Wincentego i Katarzyny Zielińskiej. Miała 8 sióstr i brata Antoniego Ignacego - artystę dramatycznego. Wraz z dwoma siostrami - i prowadziły na rogu ulicy Szewskiej i Teatralnej (ob. Jagiellońska), pod nr 223 wytwórnię amunicji dla Powstania. W dniu 7 sierpnia miał tam miejsce tragiczny wybuch, w wyniku którego zginęła Barbara, Julia, i troje innych osób, w tym 2-letnie dziecko Ludka Królikowska. a wiele zostało poranionych.[1] "Przed‎ ‎obrazem‎ ‎Matki‎ ‎Boskiej‎ ‎paliła‎ ‎się‎ ‎lampa,panny‎ ‎J.‎ ‎tuż‎ ‎pod‎ ‎obrazem‎ ‎robiły‎ ‎ładunki.‎ ‎Stół zasypany‎ ‎prochem,‎ ‎worki‎ ‎z‎ ‎prochem‎ ‎na‎ ‎podłodze.‎ ‎Wtem‎ ‎pada‎ ‎iskra‎ ‎z‎ ‎knota‎ ‎od‎ ‎lampy,‎ ‎proch się‎ ‎zapala‎ ‎i‎ ‎straszna‎ ‎powstaje‎ ‎eksplozya.‎ ‎W‎ ‎płomieniach‎ ‎giną‎ ‎panny‎ ‎J.,‎ ‎drugie‎ ‎piętro‎ ‎kamienicy gdzie‎ ‎mieszkały‎ ‎zapala‎ ‎się,‎ ‎rozsypuje,‎ ‎a‎ ‎popłoch straszny‎ ‎i‎ ‎przerażenie‎ ‎okropne‎ ‎powstaje‎ ‎w‎ ‎całem‎ ‎mieście."[3] (relacja ta nie jest ścisła, - wybuch był na I piętrze, a na drugim mieszkał p. Dębowski zatrudniony w sklepie na dole, jego rodzina była nieobecna.)[6] Zaniżony był też podawany w prasie wiek obu sióstr.[7] W akcji brało udział wiele ekip strażackich. Dzięki temu udało się uratować od pożaru sąsiednie domy, a także składy zaplecza pałacu Krzysztofory.[2] Pochowana wraz z innymi ofiarami na Rakowicach w kwaterze Rb w pobliżu grobu weteranów.[4][5] Trzecia siostra - Anna, została odratowana i zamieszkała w Kamionce Strumiłowej.
Zygmunt Jaroszyński
Urodzony w majątku rodzinnym w Stawkach na Podolu rosyjskiem, dnia 9. stycznia 1842 r. z ojca Jana i matki Julii z Tyzenhauzów Jaroszyńskich. Po ukończeniu szkoły realnej i złażeniu matury w Warszawie w r. 1860. uczęszczał dalej w Paryża na kursu przyrodnicze. I Z końcem 1862 r. osiadł w swym majątku Staweckim, Olhopolskiego powiatu, guberni podolskiej. Ponieważ organizacja powstania została spóźnioną w guberni podolskiej, mianowano ś. p. Zygmunta dopiero w r. 1864 Naczelnikiem powiatu Olhopolskiego. Z poleconego mu zadania wywiązał się Naczelnik jak najsumienniej, nadto udało mu się zupełnie otrzymać broń potrzebna dla. powstania Wraz z ś. p. Zygmuntem Jaroszyńskim, mieszkał jego starszy brat Bolesław, były porucznik huzarów, który współdziałał z swym bratem w pracach Organizacji Narodowej. Bolesław polecił leśniczemu ukryć w sąsiednim lesie swą broń, na której było wyryte jego nazwisko, tudzież książki i inne papiery. Chłop zbierający w lesie chrust, znalazł tę paczkę w d/.iuplc starego drzewa i doniósł o tein sprawnikowi. Otoczono dwór, nastąpiła rewizja i uwięzieni*' Bolesława. Natomiast ś. p. Zygmunta jako właściciela majątku, który powinien był wiedzieć o u kryciu broni w jego lesie, a następnie że nie doniósł o tem władzy skazano na wygnanie („mieszkaniecstwa, puriadkom administracyjuom") w gubernię kazańską Bolesław wywieziony został zaraz, zaś Zygmuut w pół roku później do miasteczka powiatowego Jadrynia w guberni kazańskiej, skąd dopiero po przesło półtora roku. zostali obaj uwolnieni na mocy manifestu Wierzbołowskiego. Z końcem 1867 r. wrócił ś. p. Zygmunt Jaroszyński do Warszawy, a że wzbroniono mu powrotu do jego majątku, udaje się nasz wygnaniec do swej rodziny we Wiednia gdzie w r. 1860. wchodzi w związki małżeńskie z swą kuzynką Jadwigą z Tyzenhauzów, poczem zaraz osiada się w Krakowie. Nabywszy w r. 1873 majątek Błudniki w powiecie stanisławowskim, osiadł ś. p Zygmunt Jaroszyński w naszem sąsiedztwie oddając się cały niezmordowanej i wzorowej pracy gospodarskiej. Kto raz widział księgę rachunkową milionowego majątku ś. p. Jaroszyńskiego, o rocznym dochodzie 200.000 k., nie mógł nie zauważyć, że tam i przy pozycjach kilkunastu halerzowych więcej pewnie jak szeląg zaginąć nie mógł. Mrówcza skrzętność i zapobiegliwość, niezrównane przywiązanie i ukochanie swej gleby, tudzież wszystkiego co swojskie i nasze, tudzież pospolite przymioty wyniosły ś. p. Zygmunta do godności prezesa stanisławowskiego oddziału Galicyj. Towarzystwa Gospodarskiego, na którem to stanowisku obywatelskiem wytrwał jak długo mu zdrowie pozwalało, pełnych lat. W uznaniu położonych zasług, został zamianowany prezesem honorowym tegoż oddziału. Dla ludzi zasłużonych, którym los nie sprzyjał, był ś. p. Jaroszyński wspaniałomyślnym dobrodziejem. Kto przed 13 laty był w dworze w Błudnikach musiał poznać w otoczeniu właściciela, także i majora z r. 1831. Franciszka Sokulskiego, który po emigracji i kampanii węgierskiej 1819 r. a następnie po powrocie ze służby tureckiej, (po dokonanych zdjęciach topograficznych i jako naczelny inżynier wilajetu adrjanopolskiego) wiekiem złamany, znalazł serdeczny, wieloletni przytułek w domu ś. p. Zygmunta O wielu i bardzo wielu innych dobrodziejstwach tego wielkiego męża nie wspominam, posłuszny jednak dewizie nieboszczyka: „co daje prawica, nie powinna wiedzieć lewica", /wracam się do godnego następcy i syna Jego, do Ciebie Panie z gorącą prośbą, byś tym bezdomnym i już nielicznym biedakom z r. 1863, którzy jak dotąd w swej tułaczce o Twe furty zakołaczą, nie powiedział i odczuć nie pozwolił, że ich Dobroczyńca już nie żyje i będzie Ci to niewątpliwie największą ulgą w Twem złamanem sercu i po doznanych najboleśniejszych ciosach z powodu niedawnej straty najdroższej Matki i najukochańszego Ojca, jednego z najzasłużeńszych Mężów krajowi i Ojczyźnie! W Stanisławowie, 10. marca Leon Krzemieniecki, delegat Towarzystwa Uczestników Powstania z r. 1863 delegat Tow. Uczestników poWsl.c z r. Ib63.
Ignacy Jasiński
Ignacy Jasiński, ur. 7.12.1833 Kalisz, zm. 16.10.1878 Merana, Włochy. Polski malarz, powstaniec styczniowy, zesłaniec. Syn Franciszka (1870 Stopnica) i Marii Strzyżowskiej, brat Antoniego Ludwika (ur. 1832, zm. 1903). Wnuk gen. Jana, bohatera insurekcji kościuszkowskiej, który zginął w 1794 r. w Warszawie Mieszkał w Kaliszu, gdzie zaczął pracować jako rachmistrz w kontroli skarbowej województwa kaliskiego. Ukończył gimnazjum gubernialne w Suwałkach w 1852. W 1854 roku zaczął studiować w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie w klasie Rafała Hadziewicza, a zarazem studiował na Akademii Medyko - Chirurgicznej. Jako student zaangażowany był w ruch niepodległościowy. W 1861 roku pojawił się jego rysunek patriotyczny Polski przedstawionej jako "Obłąkana". W 1863 roku oskarżony o przynależność do partii Mierosławskiego i udział w spisku na życie carskiego namiestnika Berga został skazany na zesłanie w głąb Rosji do Wiatki wraz z Teofilią Błędkowską (Blendkowską). W archiwach Wiatki (obecnie Kirow), znajdują się akta policji carskiej z aresztowania obojga w Warszawie, wyroku w Pskowie i zsyłki do Wiatki w 1864 roku. W Wiatce spotkał się m.in. z poetą Aleksandrem Hercenem, malarzem Elwiro Andriollim, był nauczycielem rysunku Konstanina Ciołkowskiego (syn zesłańca do Witki i Rosjanki), Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej (córka zesłańca do Wiatki) oraz malarzy rosyjskich braci Wiktora i Apolinarego Wasniecow. Dokumentem zsyłki w Polsce pozostał notatnik malarza. Artysta zawarł w nim zapiski, wiersze, ale także recepty na lekarstwa, mydło itp, uzupełnione rysunkami ołówkiem, podmalowywanymi akwarelą. Są to głównie portrety i scenki rodzajowe z życia zesłańców i tubylców Czuwaszy i Czeremisów, oddające szczegóły o charakterze etnograficznym. W Polsce zachował się także wykonany przez Jasińskiego portret żony Gubernatora Wiatki, Sukorowa. Z zesłania wrócił do Warszawy w 1866 roku, gdzie wynajął pracownię w Hotelu Europejskim. Zachowały się narysowane ołówkiem, w tym samym roku, dwa portrety jego narzeczonej Celiny Mejer (ślub 1870). Spotkania artystów i studentów sztuk pięknych, w latach 1867 - 1880 dokumentował rysunkami z których większość znajduje się w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie i jeden obraz w Muzeum Narodowym w Krakowie. W 1869 roku namalował autoportret ze sztafażem, niosącym wspomnienia zesłania, zatytułowany "Wygnaniec". Portret Arcybiskupa Wiatki znajduje się w Moskwie. Zamiłowanie artysty do wędrówek plenerowych ze szkicownikiem zaowocowało serią rysunków z różnych stron kraju - kielecczyzny, Kurpii, Poronina, Zakopanego, Ojcowa, Ogrodzieńca oraz zagranicy w 1872 - dom wuja Strzyżowskiego w Dreźnie, statek w Trieście, Pompeje, Neapol, Mediolan, Florencja, Rzym. W 1873 roku przez dwa semestry Jasiński studiował w monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych w klasie profesora Sandora Wagnera. Prace Jasińskiego wystawiane były i wielokrotnie nagradzane na pokazach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych corocznie od 1860 roku aż do śmierci. Po powrocie z zesłania, w swoim malarstwie coraz odważniej odchodził od akademizmu, na rzecz portretów psychologicznych malowanych mocnymi pociągnięciami pędzla. Jasiński należał do straconego pokolenia artystów, od których - jak pisał Witkiewicz - zaczął się rzeczywisty, świadomy rozwój sztuki polskiej. Wspaniały i nagradzany portrecista, chwalony za "surowość pędzla", lapidarność i dosadność. Zmarł na gruźlicę 16 października 1878 roku w Meranie i tam też został pochowany.
Eugeniusz Jaskold
Drugie imię: Sylwester, w Prusach przybrał nazwisko – Zygmunt Roman Niedźwiecki, praktykant wiertniczy w kopalni nafty pana Stanisława Szczepanowskiego. Zamieszkały w Słobodzie Rungurskiej. Urodzony 31 grudnia 1845r. w folwarku Dębowa, parafii Kaletnik, guberni suwalskiej, kawaler, wyznania rzymskokatolickiego, dzierżawca folwarku Dębowa pod Suwałkami w guberni suwalskiej, powiat Sejny, gmina Sejny. Po powstaniu przez 17 lat był rządcą ekonomicznym „pod berłem pruskim”. Przed powstaniem „byłem przy rodzicach, chodziłem do szkół, z czwartek klasy gimnazjalnej wyszłem do powstania”. W powstaniu walczył jako szeregowiec. „Byłem w oddziale , przy kawalerii, wyłącznie pod zarządem adiutanta Świdrygajły. Było wszystkiego 20 koni. Dzień i noc musielim czuwać, z której strony nadciąga nam zawzięty wróg. W mniejszych potyczkach brałem udział, w lasach Bolbiałyszkowskich, w miasteczku Balbiałyszkach, w miasteczku Ładziejach i w Oliwie na Litwie przy ujściu Niemna, w głównej bitwie, w której został zabity nasz Najukochańszy Dowódca, było nas dwóch kawalerzystów przy boku Wodza do rozwożenia rozkazów wydanych przez niego. Na moim łonie oddał ducha Bogu. Była to straszna a zacięta walka, naszych było zabitych 42, ale moskali legła cała duża massa. Główna ta bitwa była pod Serejami w miesiącu czerwcu w niedzielę 20go lub 22go – z pewnością nie mogę pamiętać. Dokumentów nie posiadam żadnych, jako młody zapaleniec, który pałał nienawiścią przeciw swemu zawziętemu wrogowi, czy mógł myśleć o dokumentach na przyszłość, on był tą myślą zajęty, żeby bić wroga a oswobodzić najukochańszą Ojczyznę. Powołać się mam na kogo, powołuję się na sam przód na pamiętnik, który sam czytałem w Krakowie, gdzie jest zapisany mój rodzony brat Stanisław Jaskółd, syn Hipolita Jaskółd z folwarku Dębowa – był wachmistrzem żandarmerii polskiej, powieszony przez moskali w mieście Suwałkach na końcu listopada 1864. Po rozbiciu partyi ś.p. Suzina przeniosłem się do oddziału Wawra, byłem w kompletnej kawalerii majora Rychlewskiego. Małe potyczki pomijam. Główne, w których brałem udział – pod Gruszkami, na Kozim Rynku, pod Wizną, na Kurpiach, wieś (…) Siedziałem dwa lata w niewoli moskiewskiej (…), oddali mnie do wojska, służyłem 1 ½ roku przy artylerii polowej, stamtąd emigrowałem. Moi koledzy broni, dwóch braci Białkowskich, dwóch braci Birostajnów, dwóch brai Grabowskich z miasta Suwałki, Majewski z Sejn, Blichowski (…)”. Zobowiązał się do wpisowego 1 złotego reńskiego i składki rocznej w wysokości 3 złotych reńskich. Oświadczenie podpisał w Słobodzie Rungurskiej 29 marca 1888 r. Przyjęty na członka czynnego 23 czerwca 1888r.
Stanisław Jaszowski
Stanisław Wacław Jaszowski, h. Lubicz. Ur. 28.9.1834 Łychowska Wola, syn Józefa (syn Piotra pochodzącego z Galicji i Anieli Tatomir, właściciel dóbr, pułkownik Wojsk Polskich, zm. 1865) i Klementyny Kicińskiej. Miał brata Artura Dominika Erazma. Po ukończeniu szkoły realnej został studentem Instytutu Agronomicznego w Marymoncie. Właściciel ziemski, członek Towarzystwa Rolniczego. Zwolennik uwłaszczenia. Był przeciwny przedwczesnemu wybuchowi powstania, jednak na wezwanie pospieszył w pierwszych dniach. Służył pierwotnie jako szeregowiec w oddziale Jeziorańskiego. Szybko jednak otrzymał dowództwo szwadronu. Został odkomenderowany do wydobycia dwóch armat zatopionych przez Łakińskiego jeszcze w 1831 a odlanych z dzwonów kościelnych. Część oddziału wydelegował do zadania a z pozostał grupą przypuścił atak na Moskali celem odwrócenia ich uwagi, a następnie upozorował ucieczkę odciągając ich od terenu wydobycia armat. Dowodził 3 szwadronem jazdy. W Bitwie pod Lubochnią szwadron ten zasłaniał odwrót. Czynił to tak skutecznie że tylko jeden ułan z całego oddziału poległ. Szwadron ten był też wyznaczony do ochrony spotkania Jeziorańskiego z . W bitwie pod Małogoszczem w desperackim oskrzydleniu oddział miał zaatakować piechotę moskiewską idącą od strony Jędrzejowa. Na skutek tragicznej sytuacji tylko 1/3 oddziału podążyła za dowódcą, który chwycił sztandar i użył go do zachęty w słowach "Bracia! w imię Ojczyzny za mną, ratujcie nasz sztandar". Okrzyk podziałał, lecz sam Jaszowski padł trafiony w głowę a obok niego 7 z czeladzi dworskiej z jego dóbr. Na jego pamiątkę szwadron nosił odtąd nazwę "szwadron Stacha". Pochowany: Małogoszcz Żona Wanda Katarzyna Zakrzewska (ślub Warszawa 1859). Pozostawił dwójkę dzieci urodzonych w Łychowskiej Woli: Kazimierz Tadeusz (ur. 1860, żona Wanda Miklaszewska), Józef Zachariasz (ur. 1861, żona Ludwika Wylazłowska)
Antoni Jawornicki
Właściciel dworu w miejscowości Kiełczyna. Przez okres powstania było to miejsce gdzie leczono rannych, organizowano pomoc, przerzucano materiały. ''Zmieniwszy parę razy konie, zajechaliśmy do pp. Antoniów Jawornickich w Kiełczynie, z którymi Eminowicz zaprzyjaźnił się poprzednio w czasach swego pobytu w tych stronach. Dom pp. Jawornickich był przykładem do jakiej biedy dochodziły pod koniec powstania zamożne rodziny obywatelskie. Na każdym kroku, z każdego kąta wyglądała tu ruina — tylko nie wiem, czy wszędzie było tyle ofiarności, tyle poświęcenia. Kiełczyna była ostoją rozbitków, szpitalem rannych i chorych, spiżarnią głodnych oddziałów, a cmentarz tamtejszy — miejscem spoczynku poległych lub zmarłych z ran wybitniejszych powstańców, sprowadzonych przez pp. Jawornickich i tu grzebanych. Niezwykle przyjazny w tych czasach stosunek z wsią ułatwiał pp. Jawornickim ich działalność — nie tylko nie obawiali się zdrady, co zresztą już się nie trafiało, lecz mieli wszelką pomoc od chłopów. Sołtysem był podoficer 4-go pułku piechoty b. wojska polskiego, starzec jeszcze czerstwy, który w chwilach krytycznych występował śmiało w charakterze urzędowym, z blachą na piersiach, i odwracał grożące niebezpieczeństwo. W Kiełczynie zastaliśmy prócz kilku innych rekonwalescentów, jednego z dawniejszych podkomendnych Eminowicza, Niemca Lengschmidta, wyleczonego świeżo z ran (...) We trzech ruszyliśmy do najbliższego oddziału Rembajły (...), obozującego u podnóża gór Ś-to-Krzyskich, w lasach Cisowskich. Przy rozstaniu, na pożegnanie otrzymaliśmy od pp. Jawornickich zapewnienie, że w razie niepowodzenia czeka nas w Kiełczynie dla żywych — przytułek, dla poległych cmentarz.''
Hipolit Jaworski
(pseud. Jan Drewnowski). Jaworski Hipolit, jeden z piętnastu tego imienia na wychodźtwie, urodził się w Opocznem, w Sandomierskiem 1812 r. Młodziutki, jeszcze przed wybuchem listopadowego powstania zaciągnął sic do wojska i odbył kampanią 1831 r., po czem z innymi wyszedł za granicę, znalazł sic na wyspie Jersey, gdzie miał pojedynek, wszedł później do legionu w Portugalii jako podporucznik, a gdy się tam wszystko skończyło, stęskniony do swoich, zdał się na łaskę i niełaskę i do kraju powrócił. Uwięziony w Warszawie. przebywszy tam kilkomiesięczne śledztwo, osądzonym został w sołdaty na Kaukaz i drogę tam piechota, etapami odbył. Przybywszy na miejsce w 1835 r.. przeznaczony do pułku Apszerońskiego, mającego stałe kwatery w twierdzy Temirchanszura zwanej, należał do rozmaitych tam wypraw przeciw Czerkiesom, ale długo nie awansował, bo chociaż w ogólności w stosunkach łatwy i do życia obozowego wdrożony, z przełożonymi chętnie zadzierał i tein sobie zazwyczaj szkodził, zaledwo w 1841 r. był podoficerem, kiedy w boju pod Sołtan-Andiwot, gdy oficerów nie stało, objąwszy dowództwo kompanii, taką przytomność umysłu i zimną krew przy szturmie okazał, że go nareszcie na oficera awansowano. Kpledzy co go w ogniu widzieli, mówili, że wśród strzałów w najlepszy wpadał humor i zdawał sic w swoim znajdować żywiole, teraz i awanse szły już raźniej, nie chciał jednak być całc życie żołnierzem, i skoro tylko nadarzyła się możność, wziął dymisją i w 1846 roku jako kapitan do kraju powrócił, objeżdżając z kolei dawnych towarzyszy, już także do domów wróconych. — Obdarzony był z natury tak nadzwyczajna pamięcią, że jadać z Kaukazu z jednym z kolegów, poznawał po drodze i po imieniu nazywał żołnierzy, którzy go przed dziesięciu latami prowadzili pod strażą od etapu do etapu. Towarzysz podróży wprawdzie dowodził nm wtenczas, że to nieszczęście być skazanym na noszenie w swej głowie wszystkiego co się tylko spotyka, ale nie mniej dla tego pamięć ta nieraz mu w życiu była pomocni, i on sam wcale się na to nieszczęście nie skarżył. — Osiadłszy w Warszawie, postrzegł prędko, że nie będzie miał czem zaspokoić swych potrzeb, skorzystał więc z bytności tani cesarza Mikołaja, i ze swym stanem służby poszedł prosto do niego, prosząc o kawałek chleba za długa na .Kaukazie wojaczkę, słuszna i wojskowa postawa Jaworskiego przy łatwem wysłowieniu, podobała się Mikołajowi, kazał mu dać tak zwane wtenczas miejsce bau-adjutanta, to jest dozorcy cesarskich pałaców w stolicy. Służba była łatwą, a zabezpieczała potrzeby, Jaworski jeszcze ożenił się prędko i życie zaczęło mu płynąć pogodnie, spokojnie i nawet wesoło. W 1858 r. w Gazecie warszawskiej drukował pod imieniem Mieczysława Terlicy "Wspomnienia moje o Kaukazie" /Wspomnienia Kaukazu/. Zerwała to wszystko burza 1863 roku. Od 1862 r. należał on do organizacji narodowej, a gdy wybuchło powstanie, i Rudzki, który był naczelnikiem wojennym województwa Kaliskiego, w chwili aresztowania go przez Moskali zastrzelił" się, Rząd narodowy dawnego wojaka kaukazkiego następcą jego mianował, przyznając mu stopień pułkownika. — Udał się Jaworski na miejsce swego przeznaczenia, nic jednak ważnego tym razem nie dokonawszy, przeszedł za granicę, ustępując swych obowiązków Taczanowskiemu. W Paryżu doszły go rozmaite smutki, pozostała w kraju żona protestantka zażądała rozwodu, niedostatek nieraz dokuczał, pierwsze przebolał, drugiemu bronił się przedsiębiorczością i tą łatwością zawierania stosunków jaką posiada zawsze, brał się za rozmaite przedsiębiorstwa, raz zdawało mu się nawet że wynalazł nowy, a niezawodny środek czernienia włosów i na tem nadzieje znacznej fortuny budował. Wśród niepowodzeń wszelkiego rodzaju pogodny umysł zachować umiał, niewyczerpana pamięć dostarczała coraz nowych do opowiadań przedmiotów i zawsze był mile widzianym, zwłaszcza w męzkich towarzystwach, biesiadnikiem i towarzyszem. W 1871 r. przeniósł się do Belgii, gdzie mu lepiej poszło — osiadł w Bruxelli, i tam należał do spółki składu win, W interesach tej spółki parę razy Galicyą nawet odwiedził. Zajechawszy w wycieczkach swoich do Poznania, zachęcony przez J. K. Żupańskiego, przygotował do druku dawne Wspomnienia Kaukazu, które rozszerzone teraz, w trzech częściach 1877 roku wyszły. Umarł nagle, tknięty apopleksyą dnia 2 grudnia 1877 r. w Bruxelli. Pogrzeb odbył przyjaciel jego, ksiądz Hilary Podgórski, wikaryusz kościoła na Schaerbeek.
Hipolit Jaworski
(pseud. Jan Drewnowski) Dowódca Oddziału Rawskiego w Powstaniu Styczniowym. Hipolit Jaworski urodził się w Opocznie 13 lipca 1813 roku, w rodzinie mieszczańskiej. Jeszcze jako młodzieniec, przed wybuchem powstania listopadowego, zaciągnął się do wojska i brał udział w kampanii 1831 roku. Po upadku powstania, wraz z innymi żołnierzami, udał się na emigrację i osiadł na wyspie Jersey. Jego gwałtowny charakter i zadziorność powodowały, że często popadał w konflikty z kolegami, co doprowadziło go nawet do pojedynku. W 1833 roku udał się do ogarniętej wojną domową Portugalii i zaciągnął do polskiego legionu tworzonego tam przez . Polacy nie wzięli jednak udziału w walkach, gdyż rząd portugalski zerwał z nimi porozumienie, a protestującego Bema aresztował. Jaworski postanowił więc w 1834 roku powrócić do Ojczyzny. Po pojawieniu się w Warszawie, został przez władze carskie, jako wojskowy biorący udział w powstaniu listopadowym, uwięziony i przeszedł kilkumiesięczne śledztwo. Skazano go na służbę w Apszerońskim pułku piechoty stacjonującym na Kaukazie. Drogę do twierdzy zwanej Temir-chan-szura, która była stałą kwaterą tego pułku, odbył na piechotę, etapami, docierając tam w 1835 roku. Trudny charakter powodujący częste konflikty z przełożonymi był przyczyną długoletniego pozostawania w służbie w stopniu podoficerskim. Dopiero w 1841 roku został awansowany na oficera, a z powodu tego, że w ogniu walki z kaukaskimi plemionami czuł się bardzo dobrze, będąc również kilkakrotnie rannym, to i o następne awanse było mu już łatwiej. Nie zamierzał jednak całe życie pozostawać żołnierzem i dlatego w 1846 roku, w stopniu kapitana, podał się do dymisji i powrócił do kraju. Osiadłszy w Warszawie prowadził bujne życie towarzyskie, jednak szczupłe dochody nie zabezpieczały mu należycie przyszłości. Dlatego też, korzystając z bytności cara Mikołaja I w 1850 roku w Warszawie, wyjednał sobie u niego audiencję, na której poprosił o nadanie mu stanowiska za wojskowe zasługi, które były jego udziałem podczas służby na Kaukazie. Carowi spodobała się łatwość wysławiania się Jaworskiego oraz jego słuszna, wojskowa postawa więc nakazał przyznać mu stanowisko bau-adiutanta czyli dozorcy carskich siedzib w stolicy. Była to służba dość łatwa i finansowo zabezpieczała jego przyszłe potrzeby więc niebawem ożenił się z protestantką i życie zaczęło mu płynąć spokojnie. W 1858 roku pod przybranym nazwiskiem Mieczysław Terlica rozpoczął publikacje w "Gazecie Warszawskiej" własnych wspomnień o Kaukazie. W 1862 roku Jaworski przystąpił do konspiracyjnej Organizacji Narodowej, której zadaniem miało być przygotowanie powstania i odbudowa niepodległego państwa polskiego w granicach z 1771 roku. Zbliżył się w niej do stronnictwa tzw. "mierosławczyków", którzy na przywódcę przyszłego powstania chcieli wynieść generała Ludwika Mierosławskiego. Po wybuchu powstania Tymczasowy Rząd Narodowy faktycznie zaproponował osobę Ludwika Mierosławskiego na dyktatora powstania, ale ten po wkroczeniu do Kongresówki i przegraniu dwóch potyczek wycofał się do zaboru pruskiego, nie zrzekając się jednak stanowiska. W tym czasie Hipolit Jaworski, jako osoba w Warszawie dość znana, zatrudniona na carskim urzędniczym stanowisku, zaczął używać pseudonimu "Jan Drewnowski". W kwietniu 1863 roku, stronnictwo "mierosławczyków" licząc na powtórne przejęcie władzy nad powstaniem przez Mierosławskiego, który nadal uważał się za dyktatora powstania, zaczęło szykować ku temu sprzyjający grunt. Naczelnik wojenny województwa mazowieckiego, pułkownik Józef Alojzy Seyfried, zagorzały "mierosławczyk", nakazał już prawdopodobnie wtedy naczelnikowi wojennemu powiatu rawskiego, majorowi? (pułkownikowi?) Janowi Drewnowskiemu, zorganizowanie oddziału powstańczego, który miał wspomóc powtórne wkroczenie Mierosławskiego do Kongresówki i przejęcie władzy. Oddział ten organizowany miał być w powiecie rawskim, gdyż organizacja narodowa tego powiatu była najbardziej przychylna Mierosławskiemu i nie szczędziła funduszy na wyekwipowanie oddziału. Tak więc w połowie kwietnia Drewnowski w Korabiewicach między Mszczonowem a Rawą, zaczął organizować swój oddział powstańczy. Pomocą służyli mu właściciel Korabiewic, Kejsinger oraz powstańczy naczelnik miasta Mszczonowa, proboszcz Władysław Polkowski, który poświecił nawet powstańczą broń. Oddział ten składał się z jednakowo umundurowanych powstańców i wyposażony był w bardzo dobrą jak na owe czasy broń w postaci belgijskich i austriackich sztucerów. Po otrzymaniu wiadomości, ze na początku maja Mierosławski ma ze swoim oddziałem wejść niedaleko Krakowa w granice Kongresówki, Drewnowski postanowił przemieścić się bliżej województwa sandomierskiego, w okolice Nowego Miasta nad Pilicą i tu po połączeniu się z oddziałem pułkownika Władysława Kononowicza oczekiwać na nadejście generała. Do 10 maja miał również dotrzeć w te strony pułkownik Seyfried ze swoim oddziałem. W dniu 29 kwietnia wyruszono więc spod Korabiewic. Po drodze przyłączały się do Drewnowskiego drobne oddziały formowane przez okoliczną ludność, tak, że po przybyciu w nadpilickie lasy jego oddział dysponował już znaczną siłą składając się z plutonu żuawów, 4 plutonów strzelców, 3 plutonów kawalerii oraz 600 kosynierów. Tutaj też dotarł do niego 66-osobowy oddział złożony z tomaszowskich ochotników, wyekwipowany nakładem okolicznej szlachty. Jednak w dniu 4 maja wkraczające do Kongresówki oddziały Mierosławskiego prawie zaraz po przekroczeniu Wisły zostały rozbite. Sam generał Mierosławski opuścił w pośpiechu Kraków wyjeżdżając do Paryża. Wiadomości te dotarły do Drewnowskiego prawdopodobnie w pierwszej dekadzie maja, powodując jego konsternację. Do tego jeszcze przebywanie w jednym miejscu tak dużego oddziału nie mogło ujść uwadze wroga i w połowie maja moskiewskie kolumny generała Radena z Piotrkowa i generała Meller-Zakomelskiego z Warszawy zaczęły okrążać powstańcze zgrupowanie. Drewnowski podjął 15 maja decyzję o połączeniu się z oddziałem pułkownika Kononowicza operującego w północnej części Puszczy Kozienickiej. Wyruszono więc spod Nowego Miasta przez Borowiec w kierunku Ulowa, gdzie przenocowano. Następnego dnia, około godziny 2 popołudniu miano ruszyć w dalszą drogę, kiedy nagle od strony Nowego Miasta pojawił się oddział kozaków. Przeciwko nim wyruszył dowódca jazdy, były pruski wojskowy, rotmistrz Władysław Grabowski z dziesięcioma ochotnikami wśród których byli: kapitan piechoty Ludwik Sieniawa (właściwe: Ludwik Franciszek Roch Skąpski) i adiutant sztabu porucznik Ludwik Brzozowski. Udało im się rozproszyć patrol kozacki, ale w pogoni za nim wpadli wprost pod ogień moskiewskiej piechoty ukrytej w lesie. Musieli więc ratować się ucieczka pozostawiając na placu boju 3 zabitych i 2 rannych kolegów. Po tym piechota moskiewska wyszła z lasu i rozsypując się w tyralierę ruszyła w kierunku wsi. Widząc to Drewnowski wysunął przed wieś 70 strzelców i 30 żuawów pod dowództwem oficerów Majkowskiego i Młockowskiego i pod osłoną ich karabinów rozpoczął odwrót głównych sił oddziału. Po oderwaniu się od nieprzyjaciela oddział zatrzymał się w lesie koło Jabłonnej i tu nagle okazało się, że brakuje dowódcy oddziału, Drewnowskiego. Pośpiesznie zwołano więc naradę oficerów na której wybrano na dowódcę kapitana Ludwika Sieniawę. Ten, po półgodzinnym odpoczynku postanowił udać się w kierunku Paprotnej, aby przeciąć drogę z Radomia do Białobrzegów, skąd ciągnęły nowe siły nieprzyjaciela. Z Paprotnej ruszono w kierunku Puszczy Kozienickiej. W czasie tego marszu, w dniu 17 maja przed czwartą rano, pod wsią Branica, oddział znów został zaatakowany przez Moskali ogniem armat. I znów ci sami strzelcy, którzy zabezpieczali odwrót spod Ulowa, rozproszyli się w tyralierę osłaniając wycofywanie głównej kolumny oddziału. Od Branicy rozpoczyna się szereg utarczek toczonych przez powstańców z ciągle atakującymi od tyłu siłami moskiewskimi pod Suchą, Stawiszynem, Kamieniem i Stromcem, w których powstańcy ponosili straty. Pod Suchą poległ samobójczą śmiercią otoczony przez kozaków dzielny dowódca strzelców Majkowski. Po dotarciu do Stromca powstańcy byli tak zmęczeni ciągłym, ośmiogodzinnym marszem, głodem i upałem, że wielu trzeba było zabrać na podwody, a 30 pozostało we wsi i dostało się w ręce Moskali. Osłabiony kapitan Sieniawa zmuszony był zdać dowództwo oddziału rotmistrzowi Władysławowi Grabowskiemu. Ten dowiedziawszy się, że oddział Kononowicza przeszedł za Pilicę, przekroczył ją także pod Lechanicami i zatrzymał się dopiero pod Nową Wsią miedzy Grójcem a Warką. Tutaj znużonych powstańców w dniu 18 maja po godzinie 4 rano otoczyły i rozbiły siły moskiewskie. Poległo w tej bitwie 30 powstańców, a 75 rannych dostało się do niewoli. Grabowskiemu udało się wyprowadzić z okrążenia w większości samą jazdę, z którą udał się na północ. Reszta niedobitków piechoty przebiła się do oddziału Kononowicza. Już w lesie pod Jabłonną, Sieniawa zaniepokojony losem Drewnowskiego, wysłał patrol złożony z 6 ułanów na jego poszukiwania, który odnalazł go w Kostrzynie. Drewnowski oświadczył patrolowi, że zdaje dowództwo na Sieniawę, a sam wyrusza po broń i za kilka dni pojawi się znów w oddziale. Jednak wiadomym już było, że tego nie uczyni i nie było to spowodowane bynajmniej strachem przed walką, w ogniu której przecież stary wiarus czuł się bardzo dobrze. Zapewne już w Ulowie dotarły do Drewnowskiego wiadomości o pozbawieniu Seyfrieda naczelnikostwa województwa mazowieckiego za nieudzielenie pomocy pułkownikowi Young de Blankenheimowi w bitwie pod Brdowem i generałowi Taczanowskiemu pod Ignacewem. Z rozkazu Rządu Narodowego miał więc zostać aresztowany i miało być przeciwko niemu wszczęte śledztwo, a o ile udowodniono by mu celowe działanie, miał zostać rozstrzelany. Ostrzeżony o tym Seyfried porzucił swój oddział i zbiegł za granicę. Dlatego też Drewnowski, obawiając się, że za tak jawne opowiedzenie się po stronie Mierosławskiego i on może położyć swoją głowę, postanowił uczynić tak samo. Po opuszczeniu oddziału, Drewnowskiemu vel Jaworskiemu udało się przedostać do Krakowa i stąd wyjechał do Paryża. Podczas pobytu tam wiodło mu się marnie i nieraz dokuczał mu niedostatek. Do tego jeszcze pozostawiona w Warszawie żona zażądała rozwodu. Tylko dzięki wrodzonej łatwości zawierania znajomości i gawędziarstwu udało mu się te wszystkie smutki przezwyciężyć, gdyż dzięki temu zawsze był mile widziany na paryskich salonach. Imał się także rożnych dziwnych zajęć. Raz wydawało mu się, że wynalazł niezawodny środek do czernienia włosów i że na tym zbije fortunę. W 1871 roku przeniósł się do Belgii i osiadł w Brukseli, gdzie wszedł w skład zarządu spółki handlującej winami. W jej interesach kilkakrotnie odwiedził Galicję oraz Wielkopolskę. Bawiąc raz na takim wyjeździe w Poznaniu, został zachęcony przez znanego księgarza i wydawcę, Jana Konstantego Żupańskiego do opublikowania swych wspomnień o Kaukazie. Ukazały się one drukiem w trzech tomach w 1877 roku. Hipolit Jaworski vel Jan Drewnowski zmarł nagle na udar mózgu 2 grudnia 1877 roku w Brukseli i tam też został pochowany na cmentarzu Schaerbeek.
Jan Jelski
Jan Jelski-Jodko. W okresie pow ­stania styczniowego był to już człowiek nie pierwszej młodości, lat około 40. W roku 1848 podczas węgierskiej kompanji zapoznał się on z Piotrem Pizanim, właścicielem Widzkiego Dworu. O baj byli oficerami armji rosyjskiej, — Jelski sztab-rotmistrzem, Pizani porucznikiem. Gdy ten ostatni zachorował na Węgrzech na złośliwą febrę i lekarze uznali go za beznadziejnego, Jelski, opiekując się chorym dnie i noce, uratował mu życie. Znajomość zamieniła się w tak gorącą przyjaźń, że Jelski porzucił rodzinne strony, by osiąść w pobliżu przyjaciela i wziął w dzierżawę poduchowny majątek Widzę Albrychtowkie. Jednak Jelski nie zwierzał się przyjacielowi ze swych aspiracyj politycznych, wiedząc o rezerwie, z jaką Pizani do idej powstań­czych się odnosił. G y wybuchło powstanie, Jelski niejednokrotnie powtarzał, że chciałby być pochowany obok przyjaciela. Wyruszył on z Widz na samym początku maja, widocznie po uprzedniem porozumieniu się z garstką powstańców brasławskich. 3 maja znajdujemy go już na czele partji z 30 osób w gminie dryświackiej koło Wojtkuszek 17, a 5 maja w Dryświatach, gdzie miano go spotkać uroczystem nabożeństwem. Gdy oddziałek Jelskiego przedzierał się na Opsę, został 6 maja napadnięty koło Ejdymianiszek przez tłum z 300 blisko włościan zło­żony. Sam Jelski i 10 jego towarzyszy zostali rozbrojeni i powiązani. Posłano po wojsko dla eskortowania jeńców 10. Nazajutrz 7-go maja zdążyła jednak nadbiec nowa partja powstańców pod wodzą dymisjonowanego kapitana artylerji, Franciszka Zahorskiego. Po krótkiej strzelaninie włościanie zostali rozproszeni, jednego z nich raniono w rękę. Jelskiego z towarzyszami uwolniono i powiększony oddział posuwał się dalej, wciąż wyczekując posiłków 20 i kierując się na Zamosze i Jody wobec obserwujących i ścigających go z oddala prystawów i chłopstwa. Partja zwolna się powiększała, zasilona kilkanastu włościanami z Belmontu; według raportu prystaw a z 11 maja wynosiła 200 osób. Prawdopodobnie jednak ilość ich nie przekraczała 60 — 70. Naoczny świadek, który podaje tę liczbę, opowiada też bliższe szczegóły: było tam 10 obozowych koni, tyleż fur, 12 koni kawaleryjskich, uzbrojeni wszyscy byli w dubeltówki myśliwskie i jednostajnie ubrani w szare płaszcze i burnusy. Oddział dzielił się na dwa plutony. Pierwszy, z 30 osób, widząc beznadziejność sytuacji i wrogie nastroje ludności, poszedł w rozsypkę, drugi zaś z 40 powstańców na czele z Jelskim dotarł do Kozian. Ścigająca oddział piechota rosyjska i kozacy pod wodzą pułkownika Bielawskiego odcięli Jelskiemu drogę do wielkiego lasu i przy przewadze liczebnej i lepszem uzbrojeniu napadli go 11 maja w rzadkim zagajniku. Zaledwie kilku zdążyło wymknąć się z osaczenia, 28 wzięto do niewoli, w tej liczbie ciężko rannych Kusznierewicza i Sawickiego; zabity został Edward Klimowicz, Jelski zaś, nie chcąc trafić do rąk kozackich, wystrzałem w skroń z pistoletu odebrał sobie życie. Straty Rosjan nie były znaczne, bodaj że żadne, — mogli oni wykorzystywać swe karabiny z odległości, której nie sięgały dubeltówki powstańców. Jelskiego i nieznanego nam drugiego poległego, widocznie Klimowicza, pochowano w niedalekim Twereczu.
Erazm Jerzmanowski
[herb=Dołęga]Erazm Franciszek Jerzmanowski h. {{Dołęga}} Ur. 2.6.1844 Tomisławice[2][3][4] chrz. 16.8.1844 Rdułtów[21], zm. 7.2.1909 Prokocim (Kraków).[2][4] Syn Franciszka i Kamili Kosowskiej[2] Miał 6 rodzeństwa: Maurycego, Leopolda, Konstantego - również Powstańca 1863, Henryka, Apolonię i Marię. Pochodził z rodziny o bogatych tradycjach patriotycznych. Spowinowacony z ojcem Jan Paweł baron Jerzmanowski był pułkownikiem w Armii Napoleońskiej a później generałem w Powstaniu Listopadowym.[18][22] Dzieciństwo spędził w niewielkim majątku ziemskim należącym do jego ojca - Domanikowie, w kaliskiem. Szkołę średnią skończył w Warszawie po czym wstąpił do Instytutu Politechnicznego Rolniczo-Leśnego w Puławach. Wraz z innymi studentami bił się u boku Langiewicza. Służył w oddz. Miniewskiego (w wyprawie krak. w legii zagrań.). Walczył w lasach Olkuskich, pod i Chęchłami. W drodze powrotnej zatrzymany i internowany przez Austriaków osadzony w Ołomuńcu. (Informacje osobiste Erazma Jerzmanowskiego z czasów Powstania były przechowywane w Bibliotece Polskiej w Rapperswilu, jednak zostały wraz z innymi zniszczone w czasie IIWŚ)[18] Po powstaniu i zwolnieniu przymusowo na emigracji w Paryżu. Kontynuował tam naukę. Uczeń Akademii Wojskowej w Metzu. Uczył się też w Szkole Wyższej Polskiej na Montparnasse i Cesarskiej Szkole Górniczej. W 1870 walczył w wojnie francusko-pruskiej, zostając odznaczony Krzyżem Legii Honorowej. Skończył tam szkołę politechniczną i wyjechał do Ameryki osiadając w Buffalo, w charakterze przedstawiciela kapitalistów francuskich celem wybudowania tam fabryki gazu. Wynalazkami dobił się znacznego majątku. Odniósł olbrzymi sukces w USA jako wynalazca i przemysłowiec w branży gazowej „człowiek, który oświetlił Amerykę”. Z przedstawiciela kompanii francuskiej, młody inżynier stał się wkrótce jednym z dyrektorów towarzystwa akcyjnego, wybudował fabryki gazu: w Nowym-Yorku, na Brooklinie, w Baltimor, Indianapolis i wielu innych miastach. Dzięki swoim wynalazkom i ulepszeniom, a także prężnej działalności Po kilkunastu latach do szedł do wielkiej fortuny. Za oceanem uczestniczył w życiu tamtejszych kolonij polskich, wybudował dwa kościoły w Nowym-Yorku, zakładał biblioteki i czytelnie, a jednocześnie pamiętał o kraju ojczystym, wspierając hojnie jego instytucje filantropijne i kulturalne. Był najbogatszym Polakiem w USA i 69 na liście najbogatszych obywateli Ameryki. Wspierał też Skarb Narodowy, stając się pierwszym jego komisarzem na Stany Zjednoczone.[23] Po 25 latach powrócił do kraju i zamieszkał w Galicji.[1] Nabyło dobra Prokocim. Wystawił tu pałac, stworzył piękny park a jednocześnie prowadził ożywioną działalność społeczną, m.in fundując u siebie ochronkę.[10] Wykupił także z rąk bardzo nieprzychylnych Polakom majątek Chodów w pow. kolskim, przeznaczając go dla rodziny[27] Współzałożyciel Towarzystwa Szkoły Ludowej.[2][5][10] Łożył także na powstanie Towarzystwa Szkoły Ludowej w USA.[26] W 1894 był członkiem Rady Muzeum w Rapperswilu, przekazał do Muzeum buławę z XVI wieku a także wsparł znacznie fundusz stypendialny dla uczącej się młodzieży.[25] Zarówno Erazm jak i jego żona odznaczali się elegancją i pięknym wyglądem. W 1890 prasa pisała: "Jest to mężczyzna lat czterdziestu kilku, ujmującej powierzchowności, wzrostu słusznego, niezmiernie inteligentny i mówiący wybornie po polsku. Ożeniony jest z Amerykanką, kobietą piękną, uprzejmą i bardzo ożywioną w rozmowie"[11] Anna Dzięgiel, zam. Pyrczak, z rodziny prokocimskiej, wspominała że Jerzmanowski jeździł powozem zaprzężonym w trzy pary koni a jego żona towarzyszyła mu w pięknych strojach.[10] Stanisława Orzechowska, inna mieszkanka Prokocimia pamiętała że razem lub osobno lubili spacerować po parku, ona osłaniająca się od żaru parasolką.[10] Był przeciwnikiem antysemityzmu, podkreślał wartość jedności narodowej, edukacji i pracy organicznej. Jego filantropia wynikała z głębokiej wiary katolickiej i poczucia obowiązku wobec bliźniego. W 1889 został odznaczony Orderem św. Sylwestra przez papieża Leona XIII za gorliwość w popieraniu sprawy katolickiej i hojność. Pochowany w Krakowie na cmentarzu Rakowickim, pomiędzy kwaterami IIa i VII[8], ma także tabliczkę memoratywną w Warszawie, na Cmentarzu Powązkowskim, kw. 165, rz. 1, m. 3,4, w grobie rodzinnym Jerzmanowskich i Gołembowskich[7], oraz na Powązkach Wojskowych w kwaterze C12 w (powstańczej). W testamencie przeznaczył 1,2 mln koron na przyznawany corocznie fundusz PAU dla jednego z wybitnych polskich humanistów lub działaczy społecznych.
Feliks Jerzmanowski
Jerzmanowski Feliks ( - 1897) - powstaniec 1848 r [1] i 1863 r [1] Emigrant, aresztowany przez Sasów w Dreźnie i wydany Moskalom, zesłany do robót w Syberii 1854 r. [5] ur. 1820 r [1], [3] w Opatowcu [3] w Kieleckiem [1] , [3] lub w Nieszawie [4] , a ojciec jego był urzędnikiem tamtejszej komory celnej. [4] "Do szkół uczęszczał w Krakowie, skąd udał się w szeregi wojska polskiego w Poznańskiem roku 1848 i odbył ówczesną kampanię pod dowództwem Mierosławskiego, [3] Brał udział w bitwach jako kawalerzysta tak w Poznańskiem jak i Badeńskim. Potem udał się z innymi do Włoch, skąd zmów pospieszył do legionu polskiego na Węgry, gdzie walczył pod dowództwem Dembińskiego i tam rannego wzięto do niewoli, a potem wydano moskalom. Po dłuższym śledztwie w cytadeli warszawskiej, wysłany na katorżne roboty na Sybir, gdzie przesiedział 9 lat, został uwolniony, W r. 1863 walczył w kilku bitwach pod dowództwem Taczanowskiego i Wierzbickiego. Sterawszy zdrowie, znalazł przytułek i opiekę w szpitalu im. Bilińskich, gdzie ostatnie trzy lata spędził i żywota dokonał" [3] Po powrocie z zagranicy [z Węgier} Feliks Jerzmanowski został uznany za wygnańca i osadzony w areszcie w Guberni Radomskiej, a następnie w Cytadeli Aleksandrowskiej i oddany pod Sąd Wojenny. W 1852 r , decyzją JO Xsięcia Namiestnika Królestwa, objawioną przez JW Sekretarza Stanu, z dnia 12 (24) stycznia 1852 r majątek Feliksa Jerzmanowskiego uległ konfiskacie. [4] Uczestnik bojów 1848 r w Poznańskim i w Badeńskiem pod Mierosławskim i r. 1849 na Węgrzech pod Dębińskim, wydany na Węgrzech Moskalom, przez lat dziewięć pozostawał na katordze na Sybirze ; w r. 1863 bił się pod Taczanowskim i Wierzbickim. Zmarł 31 maja [3] 1897 r [1], [2], [3] we Lwowie [1] , [2] , w zakładzie na nieuleczalnych im. Bilińskich [3] Rodzice: 1__Józef Jerzmanowski [3] 2__Joanna Ptyszkiewicz po mężu Jerzmanowska [3]
Zygmunt Jordan
naczelnik wojenny krakowskiego i sandomierskiego województwa, stronnik Czartoryskich w Krakowie, potomek starożytnej rodziny, urodzony w 1824 r. w Warszawie. Ojciec jego Ludwik był dowódcą 13. Pułku Huzarów Księstwa Warszawskiego. Ukończywszy szkoły słuchał kursów filozoficznego wydziału na Uniwersytecie Krakowskim. Nie mogąc w kraju kształcić się w sztuce wojskowej udał się do Rosji, gdzie wstąpił do artylerii i w trzecim roku służby na oficera przedstawionym został, co mu dawało możność wejścia do akademii wojskowej. [W 1846] Wezwany przez starszego brata Władysława do Krakowa objął kierunek sprawy powstania w okręgu krakowskim i zebrawszy mały oddziałek pod Proszowicami zdejmował patrole rosyjskie stojące nad granicą, a objąwszy dowództwo nad oddziałem sformowanym z okolicy Chrzanowa ruszył na Kraków, który bez wystrzału powstańcy zajęli. Oddawszy się pod rozkazy Suchorzewskiego walczył pod Gdowem. Po rozproszeniu powstania udał się do Prus, gdzie w Koźlu został uwięziony. Po wypuszczeniu pojechał wraz z bratem do Paryża. Następnie walczył we wszystkich bitwach pod Dembińskim na Węgrzech oraz w wojnie krymskiej pełnił służbę jako zdolny oficer przy boku Selima Paszy. Wróciwszy do Paryża w 1862 r. objął przy księciu Władysławie Czartoryskim kierunek spraw politycznych. W 1863 r. przybywszy do Krakowa mianowany przez Rząd Narodowy generałem objął komendę nad dwoma województwami, lecz zaraz po wejściu do Królestwa Kongresowego, otoczony przeważającymi siłami, straciwszy najszlachetniejszych towarzyszy, a dowiódłszy w boju osobistej odwagi i przytomności, ścigany wszędzie i podupadłszy na zdrowiu zażądał urlopu i wrócił do Paryża. Cios zadany powstaniu, zawód na polu bitwy i nieszczęścia jakie zwaliły się na kraj sterały go do reszty jego siły. Umarł w Paryżu 15 czerwca 1866 r. Spoczywa na cmentarzu Montmartre. Zapytywani lekarze, z jakiej słabości umarł odpowiedzieli, że ze zgryzoty. Zabiła go niedola ojczyzny.
Franciszek Jundziłł
W tych dniach straciliśmy jednego z towarzyszy wygnania, ś. p. Franciszek Jundziłł dnia 13 t. m. prze niósł się do wieczności. Należał do zacnej i bardzo szanowanej na Litwie rodziny, urodzony w Słonimskim powiecie, w dziedzicznej wiosce Johalinie, młode lata poświęcił służbie wojskowej, którą opuścił w 1858 r. w stopniu rotmistrza kawalerji. Ostatnie powstanie zastało go zajętego rolą, bo powróciwszy do domu, oddał się był na rodzinnej skibie gospodarstwu, będącemu zawsze ulubionem zajęciem rycerskiego i rol niczego narodu. Na byłego oficera zwróciły się oczy tych, którzy powstanie w bezbronnym organizowali kraju, i odrazu wzywano go, aby objął dowództwo nad formującym się w słonimskim powiecie oddziałem. Ś. p. Franciszek krwi i życia dla ojczyzny nie szczędził, i kiedy inni za broń chwytali i on był gotów stanąć w szeregach, ale dowództwa przyjąć się wzbraniał, nie będąc pewien czy zadaniu podoła; naglony, przyjął je wreszcie, warując sobie,- iż przy znalezieniu innego oficera znowu podrzędne zajmie miejsce, a nowemu dowódcy znajomością miejscowości służyć i pomagać będzie. Dnia 8 maja 1863 r. był w obozie u ówczesnego naczelnika wojennego grodzieńskiego województwa, pułkownika Duchyńskiego, a 12-go w okolicach Mołowid, w swoim już własnym obozie, 80-ciu ochotników liczył. Liczba ich wkrótce urosła do 300 przeszło i pierwsze tygodnie zeszły na ćwiczeniu młodego żołnierza, ogłaszaniu włościanom ma nifestu Rządu Narodowego, kuciu kos i wojennych przygotowaniach. Kiedy w okolice Mołowid nadciągnęły oddziały grodzieński, wołkowyski i prużański, pod dowództwem Lenkiewicza, Jundziłł ze swoimi ludźmi -oddał się pod jego rozkazy, i najczynniejszy brał udział w bitwie pod Mołowidami dnia 3 czerwca, gdzie Moskale znaczne straty ponieśli. Kiedy po tej bitwie postanowiono się rozejść, aby walkę po całym rozszerzyć kraju, koło Jundzilła skupili się oprócz Słonimskich, jeszcze nowogrodcy ochotnicy i kilku dziesięciu ludzi z oddziału Lenkiewicza. Z nimi udał się on ku Myszance, i 7 czerwca zatrzymał się w miejscu Górą zwanem, gdzie miał znowu potyczkę; ztamtąd dążąc ku kanałowi Ogińskiego, dotarł do granic nowogrodzkiego powiatu, a spełniając ściśle dany sobie rozkaz, gdy nowogrodzkich powstańców miejscowemu powiatowemu naczelnikowi oddal, przez pińskie błota napo wrót do swojego powiatu podążył. Siły rosyjskie były już bardzo przeważne, i kilka tygodni zeszło Jundziłlowi na ciągłych po puszczach Słonimskich marszach, pełnych trudów i niebezpieczeństw. Wi dziano go kolejno w lasach Haninowickich, Boreckich, Wiackich, Tartackich, koło Albertyna, Mołczadzi, Mołowid, Bytenia, raz pod samym Słonimem na żydowskim obozował cmentarzu. Po rozbiciu Łukaszewicza potrafił resztki jego oddziału ocalić i około siebie zgromadzić. Dnia 14 sierpnia zdał dowództwo oddziału Kołłupajle, ale z nim razem podążył do Głębokiego-kąta, gdzie mieli spotkać wojennego naczelnika województwa grodzieńskiego]; w marszu tym miał jeszcze udział w utarczce 15 sierpnia. Obwiniony oto, iż potyczek z nieprzyjacielem unikał, po prześledzeniu wszystkich okoliczności zupełnie uniewinnionym został, a kiedy powstanie na Litwie upadać coraz bardziej zaczęło, podążył ku Królestwu. Dnia 8 października przeprawił się przez Bug, 20-go był już na granicy Galicji, w Borowej, a 29-go stanął w Krakowie. Tam, przez wojskowego organizatora Galicji, powołany dnia 9 grudnia do pełnienia obowiązków komendanta miasta, oddał się temu z całą gorliwością, a 20 stycznia 1864r. naznaczony został organizatorem wojskowym w okręgu krakowskim; dnia 12 lutego Rząd Narodowy przysłał mu nominację na podpułkownika wojsk powstańczych, na początku zas marrca z powodu zrujnowanego zupełnie zdrowia, otrzymał urlop nieograniczony i razem z wielu innymi do Francji pospieszył. Przybył do Paryża dnia 8 marca 1864 r. Złamany publicznemi i rozlicznemu nieszczęściami, bo familja jego także ciężko dotkniętą została, do sił już nie wrócił: cho roba piersiowa której zarodek może w lasach Słonimskich znojom życia partyzanckiego był winien, rozwinęła się szybko, i pozbawiony środków do życia, przyjętym został do szpitala paryzkiego Hótel-Dieu, gdzie opatrzony wszystkiemi Sakramentami w zgodzie z Bogiem i ludźmi duszę niebu oddał. U zmarłego znaleziono parę listów od rodziny o której zawśze z rozrzewnieniem mówił, rozmaite rozkazy i nominacje \yladz narodowych, a na drobnym kalendarzu kieszonkowym starannie zapisane wszystkie daty jego wojskowego i publicznego żywota, od chwili kiedy wstąpiwszy do oddziału, życie swe ojczyźnie poświęcił, aż do przybycia tu na tułactwo. Dalecy krewni, którzy go troskliwością otaczali, ostatnie słodząc chwile, sprawili mu pogrzeb, a uwiadomieni przez nich rodacy dnia 16 lutego odprowadzili zwłoki na cmentarz Pere Lachaise, gdzie czekać będą, aż Bóg miłosierny przenieść je pozwoli do wolnej już ojczyzny. Po żałobnem za duszę zmarłego nabożeństwie, jedna z przytomnych na niem, prawdziwie chrześcijańskich niewiast naszych, mówiąc o tym zgonie takim wczesnym, bo ś. p. Jundziłł zaledwo 40 lat liczył, i tak daleko od wszystkiego co kochał, zrobiła tę głęboką uwagę, iż umierając między ukochanymi, myśli się o tem co człowiek traci, w osamotnieniu zaś takiem i w takiej niedoli, o tem co zyskuje. Słowa te zapisujemy tutaj na pociechę przyjaciół a szczególniej krewnych zmarłego, gdyby się kiedy te kartki do rąk ich dostały
Zygmunt Kaczkowski
Zdrajca organizacji i agent austriacki. Jego nazwisko zostało odkryte dzięki odszyfrowaniu depeszy skierowanej do Wiednia. Treść była m.in. "Osoba, która oddała we Lwowie wielkie dla Władz rządowych usługi, udaje się w porozumieniu z nami do Krakowa i znosić się będzie z Panem listownie, a odbierać wskazówki w sprawach, dotyczących osób, zajmujących się czynnościami powstańczymi drogą pocztową, poste-restantem pod adresem jaki wskaże. Nazwisko wysłannika xxxxxxx" (znaki telegraficzne - szyfrujące imię i nazwisko Zygmunta Kaczkowskiego). Wiadomość tę podał zapewne dr. Barwiński za pułkownikiem Strusiem (dr. Janem Stellą Sawickim), który podał że Adam Sapieha kupił szyfrę depesz ministra policji od jednego z urzędników za 4000 zł. Zygmunt Kaczkowski zasłużony był polskiej literaturze. Mieszkał u dr Rodakowskiego, członka Wydziału galicyjskiej szlacheckiej organizacji. Był w stosunkach zażyłych z członkami organizacji. Znał wszelkie plany, rozkwaterowanie, zapasy itp. Niestety ujawnienie nie zostało doprowadzone do czynu, bo depesza z informacją znalazła się w palcie podczas aresztowań Zienkowicza, Wędrychowskiego i Tadeusza Tarnowskiego. Organizacja Narodowa jednak dowiedziała się o zdradzie. Zapadł wyrok śmierci Kaczkowskiego, który w ostatniej chwili został powstrzymany przez telegraf Rządu Narodowego, co pozwoliło Kaczkowskiemu umknąć. Przebywał na emigracji w Paryżu, gdzie wydawał pisemka, które miały go wybielić, a które popierał nieświadomy sytuacji Agaton Giller.
Stanisław Kądzielski
Brał udział w bitwie w w oddziale Horodyńskiego. Wcześniej ćwiczył w Olejowie i Nakwaszy. Po wejściu do miasta oddział wpadł w zasadzkę i większość dostała się niewoli. Niestety i ja dostałem się do niewoli. — Gdy nas gromadkę jeńców prowadzono około południa i zbliżyliśmy się ku moczarom leżącym po prawej stronie drogi, a więc po stronie granicy, puściłem się ku niej co mi tchu stało. Straż nie rzuciła się za mną, lecz strzeliła. Po drugim strzale padłem umyślnie w trzęsawicę, zatrzepałem kilka razy nogami i nie ruszyłem się więcej. Strzelono jeszcze kilka razy, lecz kule tylko pluskały po wodzie nie raniąc mnie wcale. Gdy się zupełnie uciszyło, obejrzałem się ostrożnie, a widząc, że nie było nikogo ni bliżej ni dalej, poszedłem chyłkiem aż do gęstego oczeretu, a ztąd do otwartego stawu głębokiego po ramiona. Nie będąc pewnym, czy dalej nie jest głębszym i chcąc nabrać sił, by go przejść lub przepłynąć, ponaginałem oczeret i na nim jakby na moście — mając pod sobą wodę, przeleżałem ze dwie godziny. Potem, to idąc wolno krok za krokiem, to płynąc dostałem się do drugiego brzegu stawu, a ztąd do wyrąbanego lasu, oddalonego o 3—4 kilometrów od drogi, z której umknąłem; — było już około godziny 5 wieczorem. W lesie zatrzymałem się znowu z godzinę, by się jako tako osuszvć, wodę z butów wylać i z błota się obmyć. Przytem rozpatrywałem się na wszystkie strony i mogłem dobrze rozpoznać graniczne budy objezdczyków, oddalone o 2 do 3 kilometrów. Nie widziałem jednak przez ten czas konnych objezdczyków, którzy zwykle graniczną drogę objeżdżają w pojedynkę. Nim jednak zapuściłem się do lasu, rozerwałem jeden z dwóch szkaplerzy, które mi dała matka i w których zaszyła po dwa półimperyały na czarną godzinę. Wyjąłem jednego i trzymając go wciąż w ręce, szedłem lasem wprost ku budzie objezdczyka, licząc na to, iż, gdy obaczy, że nie uciekam, tylko śmiało do budy kroczę, to nie strzeli i że, jak mu pokażę półimperyała, to go weźmie i cicho przepuści. Ale jakie było moje zdziwienie, gdy ani w budzie ani na drodze granicznej nie było nikogo. Przekroczyłem tedy swobodnie granicę i poszedłem do studni o kilka set kroków oddalonej, u której gospodarz poił bydło. Na pozdrowienie go moje słowy: „sława Isusu Chrystu" odpowiedział mi: „na wiki Bohu sława" i ostrzegł, bym się nie puszczał sam do wsi, bo mogę spotkać żołnierzy (austrjackich), a ci by mnie przytrzymali. Chcąc nie chcąc zaufałem mu, poszedłem razem do jego chałupy i przy ogniu osuszyłem ubranie zupełnie. Następnie powiedział mi ów gospodarz, że mnie zawiezie do gorzelni w Gajach Ditkowieckich, położonej na uboczu i niedaleko od Brodów, za cenę bardzo umiarkowaną. Zgodziłem się, a gdy się ściemniło, pożyczył mi świtki i odwiózł do gorzelni. Tu zastałem kilku powstańców, od których dowiedziałem się, że było ich w gorzelni więcej. Zawiadowca gorzelni ofiarował mi coś do zjedzenia, poprosiłem tylko o szklankę mleka i o kącik do przespania się, jako też o kupno lekkiego okrycia. Wypiwszy mleko, przespałem się kilkanaście godzin snem gorączkowym, obudziłem się niezdrów i uczułem kłucie w boku, tak że ledwie chodzić mogłem. Potem się przebrałem, a zawiadowca powiedział mi, do kogo mogę z zaufaniem udać się w Brodach. Tam się też wolnym krokiem dowlekłem i przeleżałem jeszcze tydzień, póki mi było o tyle lepiej, że mogłem odjechać na dalsze leczenie się do Stanisławowa.
Filip Kahane
Od X.1863 Filip Sanbra Kahane. Ur. 27.2.1838 Ratzersdorf, Austria, zm. 20.11.1915 Łańcut. Syn Ignacego Kahane, lekarza i Rozalii Kukiel. Brat m.in. Maurycego i Leona - również czynnych w Powstaniu Styczniowym. Było ta rzymsko-katolicka rodzina o korzeniach prawd. żydowskich, osiadła w Polsce w czasie migracji franciszkańskiej. Dziadek Filipa - Andrzej ożenił się z Węgierką Heleną Janossy, wyznania rzymsko-katolickiego, zaś ich dzieci wychowane były w duchu wartości chrześcijańskich. Rodzina po przybyciu do Sanoka pod koniec lat 30-tych szybko przystosowała się do życia w polskiej społeczności, przyjmując jej kulturę, obyczaje i zachowania. Ukończył Wyższe Gimnazjum w Przemyślu, a następnie w 1860 został zarządcą szpitala powszechnego w Sanoku. Dekretem c. k. władzy obwodowej, został mianowany na urzędnika przy Magistracie w Sanoku. Pełnił rolę kontrolera przy kasie miejskiej. W trakcie pracy w urzędzie zdał egzamin kasowy. Urząd ten sprawował aż do 1863 roku, kiedy dobrowolnie zrezygnował, by walczyć o wolność Ojczyzny. Przed wyruszeniem do Powstania podjął studia prawnicze, których później już nie kontynuował. Wyruszając do powstania Filip zabrał ze sobą osiem sztuk broni palnej i dwa pałasze. Brał udział w w oddziałach żuawów . Uratował tu sztandar oddziału. Opisywał tę bitwę: Po klęsce miechowskiej początkowo schronił się w Pińczowie, później trafił do Tarnowa, Krakowa, a stamtąd - z kilkoma innymi kompanami do Goszczy, gdzie Rochebrun na nowo formował oddział Żuawów. Po ogłoszeniu gen. dyktatorem powstania Filip Kahane wziął udział w jego kampanii wojennej. Walczył w oraz , gdzie kula kartaczowa ugodziła go w prawe ramię, wskutek czego musiał poddać się amputacji całego ramienia. Operację wykonał dr Gilewski w szpitalu w Tarnowie. Filip Kahane przebywał tu 3 miesiące, gdzie odwiedzał go ojciec, a pielęgnowała m.in. siostra Ludwika. Wystosował też podziękowanie w prasie dla lekarzy w tym także: , , , Metzgerowi, , wyrażając też podziękowanie za wsparcie i opiekę rodzinom Stojałowskich i Rutowskich.[26c] Po opuszczeniu szpitala, podczas trwającego jeden miesiąc odpoczynku w domu rodzinnym ćwiczył się we władaniu bronią lewą ręką. Pomimo sprzeciwu rodziców postanowił wrócić na front. Wyruszył na Wołyń, gdzie zamierzał uderzyć na wroga. W obozie spotkał swego dawnego dowódcę – gen. F. Rochebrune’a – który przywitał go słowami: , co znaczyło: „Oto odważny wśród najodważniejszych bez ręki!” Od tej chwili „Sanbra” stał się oficjalnym przydomkiem dodanym do nazwiska, a jego rodzina od tego czasu używała nazwiska Sanbra Kahane. Po klęsce powstańców poniesionej w w dniu 2 XI 1863 r. Filip uniknął niewoli rosyjskiej, został jednak aresztowany przez Austriaków wraz z kilkoma kompanami podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy rosyjsko-austriackiej. Austriacy rozbroili grupę powstańców i osadzili w zamkniętym budynku w Sokalu, z którego nazajutrz uciekł. Został schwytany i ponownie podjął próbę ucieczki – tym razem skutecznie. Dotarł do Lwowa, gdzie z polecenia dowódcy Komorowskiego, wraz z zajął się formowaniem nowego oddziału werbując ochotników. Zdradzony przez jednego z nich o nazwisku Redl został aresztowany wraz z innymi i osadzony w dawnym klasztorze OO. Karmelitów zamienionym na więzienie. W kwietniu 1864 po 1 1/2 miesięcznym śledztwie został skazany pod zarzutem "zbrodni zaburzenia spokojności publicznej, art 66 kk". Po odsiedzeniu zasądzonej (łącznie z aresztem) 2-miesięcznej[26a] kary został zwolniony, ale nadal pozostawał pod kontrolą władz austriackich. Po powrocie z frontu zdecydował się na wykonywanie zawodu rolniczego, dlatego 1 sierpnia 1864 roku podjął naukę w Akademii Rolniczej w Dublanach. Po 2 latach praktyki oraz roku pilnej i wzorowej nauki 30 czerwca 1867 roku złożył egzamin i uzyskał Dyplom Członka Szkoły Dublańskiej. Przez kolejne trzy lata, aż do 28 kwietnia 1870 roku, zatrudniony był na stanowisku rządcy w Miejscu Piastowym w dobrach Tytusa Trzecieskiego (na czas jego nieobecności), który osobiście poświadczył jego sumienną i rzetelną pracę następne 4 lata, aż do 15 kwietnia 1874 roku pełnił obowiązki samodzielnego Zarządcy Ekonomicznego w skarbie Ustrobna księdza prałata Henryka Skrzyńskiego. Jak sam ks. Henryk Skrzyński pisał: „przez cały ten przeciąg czasu tak znajomością fachu, jako też nieposzlakowaną prawością charakteru, niezwykłą gorliwością w pracy i całym swym zachowaniem się zasłużył na to, ażebym go każdemu sumiennie, jako wzorcowego oficjalistę polecił”. Od czerwca 1874 do marca 1880 roku dzierżawił majątek Krasna w powiecie krośnieńskim Ksawerego Skrzyńskiego z Krościenka, pełniąc jednocześnie kontrolę nad jego lasami. W tym czasie został delegatem klasującym komisji szacunkowej i przez kolejne trzy lata klasyfikował grunty w całym powiecie krośnieńskim. Reskryptem z dnia 27 marca 1877 roku Prezydium c.k. Komisji Krajowej Podatku Gruntowego wyraziło zadowolenie wysokiego Ministerstwa Skarbu z uzyskanych postępów. 17 maja 1877 roku poślubił wybrankę swojego życia Alinę Drozdowską z Biguszek, córkę Kamili Denks i Juliana Mielocha Drozdowskiego, powstańca, właściciela dóbr ziemskich na Litwie. To właśnie dzięki opowieściom swojego przyjaciela Juliana zainteresował się jego córką i zaczął słać do niej listy, w których pisał: „ –/na podstawie opowiadań Jej Ojca/ – ”. W 1880 wyjechał do majątku swojej żony - do Biguszek na Litwie celem stałego zamieszkania. Początkiem 1881 roku w Ordynacji Łańcuckiej został rozpisany konkurs na posadę rządcy lub kontrolera. 27 stycznia 1881 roku w odpowiedzi na ogłoszenie zostały wysłane z Biguszek (Litwa) wymagane dokumenty wraz z życiorysem i podaniem. Do dokumentów dołączono pisma poświadczające jego doświadczenie oraz sumienne podejście do powierzonych obowiązków. Sam Filip Sanbra Kahane powołał się również na osobistości, które mogły poświadczyć jego rzetelność i gorliwość, a były to: ksiądz Adam Sapiecha, Stanisław hr. Potocki z Rymanowa, Edmund hr. Krasicki z Liska (Lesko), Tadeusz hr. Tarnowski, Izydor hr. Dzieduszycki, Piotr Gross z Koniuszek, Ignacy Skrzyński ze Strzyżowa, Zdzisław Skrzyński z Harty, Stanisław Starowiejski z Bratkówki, Jakób Wiktor ze Lwowa (oryg. pisownia), Ignacy Łukasiewicz z Harkówki oraz Stanisław Karol hr. Klobassa ze Zręcina. Jeszcze tego samego roku objął posadę głównego kontrolera dóbr ordynackich, by kilka lat później pełnić rolę pełnomocnika zastępcy skarbu. Po przybyciu do Łańcuta rodzina Sanbra Kahane zamieszkała w dobrach hr Potockiego, a w 1891 roku przeprowadziła się do nowo wybudowanego domu przy ulicy Siennej, na którego frontowej elewacji widniał herb rodziny Potockich wraz inicjałami RP (Roman Potocki) oraz rok 1891. Jak wspominała 14-letnia Elżbieta Kahane, córka Filipa: nasz dom, czyli nasza kraina szczęśliwości z lat dziecinnych i młodości. 4 stycznia 1907 roku Alina z Drozdowskich Sanbra Kahanowa nabyła od Jego Excelencji Romana Hr. Potockiego Ordynata na Łańcucie parcelę gruntową 10 arów 68 metrów kwadratowych na wyłączną i wieczystą własność za cenę 500 koron, na którym wybudowany został dom rodziny Kahane istniejący do dnia dzisiejszego. Dzięki wyjątkowemu zaangażowaniu, pozycji społecznej i zawodowej Filipa Sanbra Kahane hrabia Potocki przekazał dwie parcele gruntowe pod budowę sokolni wielkości 400 sążni. Świadczy o tym kontrakt darowizny z dnia 12 sierpnia 1895 roku podpisany przez Ordynata na Łańcucie i notariusza Antoniego Hanusza. Niespełna sześć miesięcy po oddaniu do użytku sokolni, ponownie za namową wiceprezesa Filipa Sanbra Kahane, 26 kwietnia 1897 roku hrabia Potocki sprzedał majętność w postaci gruntów sąsiadujących z gruntami Sokoła w preferencyjnej cenie 2000 złotych reńskich. Początkiem 1898 roku rozpoczęto urządzanie gustownego ogrodu spacerowego pod czujnym okiem samego Kahane. Filip Sanbra Kahane brał czynny udział we wszystkich prospołecznych przedsięwzięciach, ze szczególnym uwzględnieniem rocznic zrywów narodowowyzwoleńczych, Konstytucji 3 Maja, uroczystości związanych z wielkimi Polakami, jak Tadeusz Kościuszko czy Adam Mickiewicz. Podczas tych uroczystości o wydźwięku patriotycznym niejednokrotnie proszony był o zabranie głosu, wygłaszał przemówienia i odezwy. Podczas uroczystości zorganizowanej z okazji 30. Rocznicy postania styczniowego Sanbra Kahane dawał nadzieję i wiarę w przyszłość wolnej Ojczyzny: „”. Podczas jednej z rocznic powstania kościuszkowskiego podkreślał z pewną stanowczością rolę sokolstwa w dążeniu do wolnej Polski: „”. 27 maja 1908 roku cała brać łańcuckiego Sokoła na mocy jednomyślnej uchwały Walnego Zgromadzenia w uznaniu niepospolitego ducha patriotycznego, niezmordowanej od chwili zawiązania gniazda gorliwości w rozwoju i długoletniego znaczącego przewodnictwa zaliczyła Filipa Sanbra Kahanego (cyt.) w poczet członków honorowych. Ostatnie lata spędził na łonie rodziny, która otaczała go czcią i miłością bezgraniczną. Wybuch wojny 1914 r. wywarł ujemny wpływ na jego zdrowie. Podczas inwazji rosyjskiej pozostał w Łańcucie. Warto zaznaczyć, że w wielu źródłach pojawia się błędna data śmierci 1907 r. lub 25 listopada 1915, jednak bezwzględnie należy uznać, że Filip zmarł 20 listopada 1915 roku. Podczas niezwykle uroczystego pogrzebu (22 listopada) liczne tłumy odprowadziły zwłoki czcigodnego weterana na łańcucki cmentarz. Nad grobem przemówił towarzysz broni i wierny przyjaciel Jan Newlin Mazaraki sławiąc jego męstwo i wytrzymałość na trudy i tułaczkę po lasach w te mroźne styczniowe dni. W pogrzebie wzięli udział mieszkańcy, młodzież szkolna oraz legioniści weterani Filip i Alina mieli dziewięcioro dzieci: [list] [*]Józefę Janinę (w domu zwaną Inią, ur. 1879 - zm. 1909[/*] [*]Czesława Konrada (ur. w Sanoku 11.1879 – zm. w wieku 8 miesięcy 29.03.1880 na zapalenie oskrzeli)[/*] [*]Wandę (ur. 1880 – zm.1966)[/*] [*]Zofię (ur. 1881 – zm. 1940)[/*] [*]Zdzisława Witolda (ur. w Łańcucie 17.05.1884 – zm. 1933)[/*] [*]Elżbietę (w domu zwaną Elżunią, ur. 1886 – zm. 1974)[/*] [*]Aldonę (ur. 1889 – zm. 1961)[/*] [*]Irenę (ur. 1891 – zm. 1945)[/*] [*]Ludwika (ur./zm. 25.08.1894 - zmarł przy porodzie ochrzczony z wody przez położną Józefę Śliwińską)[/*] [/list]
Wincenty Konstanty Kalinowski
Znany jako Konstanty Kalinowski, z urodzenia jednak Wincenty Konstanty Kalinowski. (Nacisk na utrwalenie w historii imienia Konstanty jest efektem białoruskiej antypolskiej propagandy, istniejącej również w czasach ZSRR, uznającej imię Wincenty jako katolickie). Ur. 2.2.1838 Mostowlany, stracony 22.3.1864 Wilno (daty 21.1.1838 i 10.3.1864 wynikają z zapisu wg kalendarza juliańskiego). Syn Szymona i Weroniki Rybińskiej. Brat Wiktora Antoniego - historyka. Dzieciństwo spędził w Jakuszówce koło Świsłoczy. Studiował w Moskwie a następnie wychowanek uniwersytetu petersburskiego. Po studiach zaangażowany w działalność oświatową w języku białoruskim, lecz pisanym cyrylicą. Publikował pod pseudonimem ''Jaśko haspadar s pad Wilni''. Od 1861 związany ściśle z organizacją rewolucyjną na Grodzieńszczyźnie. Podróżował w przebraniu po wsiach grodzieńskich, szerząc propagandę antycarską. W 1862r. zamieszkał w Wilnie i wszedł do Komitetu Ruchu. Jako przywódca czerwonych na Litwie bronił niezależności od Warszawy. W chwili wybuchu powstania w Królestwie poparł je bez zastrzeżeń, ogłaszając 1.02.1863r. uwłaszczenie chłopów na zasadach przyjętych przez Rząd Tymczasowy. Po objęciu władzy przez białych na Litwie Kalinowski, mimo protestów, podporządkował się rozkazom Rządu Tymczasowego. Początkowo został pomocnikiem naczelnika miasta Wilna, a następnie komisarzem w województwie grodzieńskim. Rozbudował on organizację grodzieńską, przebywał w terenie, odwiedzał obozy partyzanckie, zachęcał chłopów białoruskich do powstania. Z jego inicjatywy ukazała się odezwa (w języku białoruskim) zwalczająca propagandę antypowstańczą Michaiła Murawjowa. W końcu lipca stanął na czele Komitetu Litewskiego, formalnie tylko zależnego od Warszawy i otrzymał nominację na komisarza pełnomocnego Rządu Narodowego na Litwie, kierując podupadającym ruchem wyzwoleńczym. Zdradzony, przyjął na siebie pełną winę chroniąc kolegów. Po dwumiesięcznych badaniach w Komisji śledczej pod przewodnictwem gen. Sobolewskiego, w murach podominikańskich została skazany na rozstrzelanie. Skazany na mocy konfirmacji Dowódcy wojsk Wileńskiego Okręgu Wojennego, która nastąpiła na zatwierdzenie przez Audytoriat, 5.3.1864. Karę dla większej pogardy zamieniono na powieszenie, co stało się na placu na Łukiszkach w Wilnie. Jego ciało zostało ukryte i odnalezione dopiero w 2017 roku.
Karol Kalita
(pseud. Rębajło) ur. r. 1830 w Komarnie, należał w r. 1846 jako uczeń z całą młodzieżą wyższych klas do konspiracyj. Aresztowany, po kilkutygoclniowem więzieniu w piwnicach karmelickich i chłoście rózgami, został asenterowany do 9-go pułku piech. w Stryju na lat 14. W r. 1848 zdezerterował i zaciągnął się do legii polsk. do 1-go pułku ułanów pod wodzą pułk hr. Ponińskiego w korp. jener. Józefa Wysockiego. W tym pułku przebył kamp. węgier. a następnie z legionem polsk. wkroczył do Turcji, względnie Serbii. Internowany w twierdzy Szumli, otrzymał po roku paszport i 25 piastrów (25 zł.) na drogę i uwolniony pozostał w Bułgaryi jako dzienny zarobnik przy winnicach, lub przy budowie kościoła koło Sistowy, jako majtek na statku kupieckim, jako nauczyciel w węgierskiej szkółce kolonii niemiec. jako tancmistrz w Tulczy, nareszcie jako aptekarz, w Ruszczuku. Na tej ostatniej posadzie otrzymał ułaskawienie, zaledwie przybył atoli statkiem Lloyda do Orsowy, został w granicznej komendzie aresztowany, okuty w kajdany i pod eskortą 5-u żołnierzy, wytransportowany pieszo, blisko 40 mil drogi do twierdzy Temeszwaru, gdzie pułk 9-ty stał garnizonem. Ośm miesięcy przesiedział w kazamatach, ostatecznie przez sąd wojenny za obrazę majestatu, popełnioną w kancelaryi granicznej w Orsowie przy skuwaniu w łańcuchy, został skazany na 60-t kijów tej hańbiącej, śmierci równającej się karze, uwolnił go marszałek polny hr. Coronimi i wcielił ponownie jako szeregowego do pierwotnej kompanii. Dwa lata przebył w szkole kadetów, w roku 1854 podczas wojny krymskiej awansowany na sierżanta. W roku 1856 został porucznikiem, w 1859 nadporucznikiem i odbył kapanię włoską. W bitwie pod Magentą ranny, został wzięty do niewoli francuskiej. Po zawarciu pokoju, powrócił do pułku w Peszcie, gdzie służył bez przerwy jako komendant kompanii do maja r. 1863. W Peszcie było w r. 1863 kilka polskich pułków. Oficerowie-polacy zgromadzali się u Kality na narady, jakiemi drogami dojść do celu, opuścić szeregi austr. i stanąć w szeregach powstańczych. Wydelegowano Kalitę do Krakowa celem porozumienia się z Komitetem centralnym, uzyskania funduszów na pokrycie honorowych długów w sklepie pułkowym, sprawienia ubrań cywilnych i pokrycia kosztów podróży do Krakowa. Komitet centralny, obiecał, że każdy oficer udający się do powstania, otrzyma 250 złr. winien natomiast mieć własny uniform i broń. Po powrocie Kality do Pesztu rozeszła się rychło wieść o ugodzie, a w parę dni zgłosiło się kilkudziesięciu oficerów chętnych do opuszczenia szeregów austr. Z pułku 9-go, 10-ciu podało o dymisyę. Szóstego dnia przyjechał hr. Juliusz Tarnowski z ramienia komitetu i wręczył dla oficerów 1.000 złr. Za pośrednictwem pewnej damy z arystokr. węgiers. uzyskano jeszcze 3.000 złr. i 10-ciu oficerów wyjechało do Krakowa. Byli nimi nadpor. Karol Kalita, poruczn. Franciszek Bandrowski, Władysław Macieszkiewicz, Bronisł. Macieszkiewicz, Wiktor Zdanowicz, Lubin Grodzki, , Angerer, Bodyński i Hankiewicz. W Krakowie otrzymał Kalita nominacyę na majora i organizatora wojennego w po w. Stobnickim, oraz polecenie zorganizowania batalionu w sile 800 ludzi. W dwa tygodnie batalion był już skompletowany a kapitanowie i oficerowie z pułków austr. musztrowali swoje kompanie po ogrodach. Z końcem lipca 1863 nadszedł rozkaz do wymarszu. Na czele oddz. stanął pułk. Tetera. Po rozbiciu oddziału, pod Czernichowem, rozpoczął Kalita nową organizacyę z rekrutów miejskich i wiejskich przy pomocy żandarmeryi Stobnickiej pod wodzą rotmistrza Junoszy (Nowackiego). Odtąd zaczęło się powodzenie dla oddziału, przeobrażonego w grudniu 1863 w III-ci pułk Stobnicki. Na czele oddz. walczył Kalita pod , , , , i pod . W tej ostatniej bitwie komendę prowadził pułk. Topor. Stanąwszy na czele rozbitków, operował Kalita jeszcze 6 tygodni, dążąc ku Iłżeckim lasom, gdzie miały się znajdować rozbitki pułku Kieleckiego pod wodzą majora Rosenbacha. Po drodze odmawiano oddziałowi żywności, tylko siłą, mocą, zdobywali ją po dworach i chałupach. Około Brodów w Iłżeckich lasach, zapadł Kalita na tyfus i przeleżał 4 tygodnie. Jako rekonwalescent dostał się do Galicji, a następnie do Bomunii, gdzie otrzymał posadę w minister, robót publicz. jako inżynier dróg i mostów w Buszczuckiej guber. pod Jerzmanowskim, majorem wojsk polsk. z r. 1831. W roku 1869 został inżynierem en Chef w Sandżaku Philipopolis. Przeszedł następnie jako inżynier do kolei bar. Hirscha, a w listopadzie 1871 powrócił do kraju. Tutaj otrzymał posadę zarządcy magazynów materyałowych przy budującej się kolei Łupkowskjej, w końcu w r. 1875 posadę pisarza, później kasyera w zakładzie obłąkanych w Kulparkowie. Dnia 1. maja 1903 przeniósł się w zasłużony stan spoczynku.
Strona z 26 < Poprzednia Następna >